Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jadril Fermakiir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 6:41 pm

Imię: Jadril
Nazwisko: Fermakiir
Czas urodzenia: wiosna 1219
Pochodzenie: nieznane dokładnie, ale ponoć gdzieś niedaleko rozciągało się wielkie jezioro zwane przez tutejszych Pejpus.
Miejsce treningu: Hades
Frakcja: Hades

Wygląd:
Średniego wzrostu młodzieniec o pewnym spojrzeniu. Ma niedługie ciemnobrązowe włosy i zielonkawe oczy. Zazwyczaj utrzymuje twarz w spokojnym, myślącym wyrazie, a uśmiecha się subtelnie. Lata treningu wyrzeźbiły jego ciało, przez co stał się całkiem dobrze zbudowany.

Charakter:
Nigdy nie stara się wyciągać pochopnych wniosków, choć już na wstępie, gdy dowie się, że ktoś pochodzi z wyższych warstw społecznych, jest względem niego nieufny. Jeżeli ma komuś pomóc, to najpierw upewnia się, czy zadanie nie jest względem kogoś innego krzywdzące. Nie łatwo otwiera się przed innymi, jednocześnie nie będąc źle nastawionym do ludzi. Jeżeli wyznacza sobie jakiś cel, to jest gotów wykonać go nawet kosztem innych. Osoby, które darzy szacunkiem mają bardzo ważne miejsce w jego życiu. Szacunek jest chyba najsilniejszym uczuciem jakie póki co może żywic do innych.

Historia:

Wychował się w wiejskiej rodzinie. Jego rodzice byli wyrobkami pracującymi na ziemiach jednego z tutejszych szlachciców, podobnie jak i inni chłopi mieszkający na tych terenach. Życie jakie wiedli było, owszem ciężkie i momentami bardzo, bardzo trudne, ale nie można było nazwać go nieszczęśliwym. Byli to ludzie pogodzeni ze swoim losem, w żadnym stopniu nie widzieli perspektyw na zmianę swego położenia i zupełnie nie szukali zmian. Po prostu z dziada pradziada przyzwyczaili się do takiego stylu życia, nauczyli się czerpać radość i radzić sobie nawet w takiej sytuacji. Żyli z dala od wielkiej polityki, zajęci jedynie sprawami lokalnej społeczności, swoich rodzin i przyjaciół.
Spędzanie czasu z rówieśnikami, wspólna praca i zabawa były codziennością życia. Dziecko nie mogło jednak zdawać sobie sprawy z ich położenia, z tego co w rzeczywistości stanowili, i kim byli dla postawionych wyżej. Poza tym dzieci rzadko kiedy miały styczność z panem, o ile kiedykolwiek ją miały.

Wystarczyło jednak jedno wydarzenie by całkowicie odmienić dotychczasowe życie nie tylko jego i jego rodziny, ale też całego najbliższego otoczenia.

Dzień był letni i w miarę ciepły. Jak co dzień mężczyźni wyruszyli w pole by odrabiać pańszczyznę. Było tam też wtedy kilka kobiet, ale większość pozostała w domach, mając inne sprawy na głowie. Podczas takich wspólnych zajęć wieśniacy nie nudzili się. Mimo natłoku pracy atmosfera była wesoła, podśpiewywano, rozmawiano głośno. Już z daleka usłyszeć było można perliste zanoszenia się od śmiechów.
Tego właśnie dnia pan okolicznych włości wraz ze swoja świtą postanowił odwiedzić podwładnych, akurat w czasie, gdy zajęci byli oni pracą. Orszak, złożony z dworskich panien, odzianych w jaskrawo kolorowe stroje mężów z mieczami u pasów (chyba tylko potrzebnych do ozdoby) zbliżał się powoli, ale gwarno i hałaśliwie.
Chłopi na początku nawet nie zauważyli, tego, że coś się zbliża. Za bardzo zajęci byli swoimi sprawami, jednak po jakimś już czasie, gdy przybysze wyłonili się zza pagórka, zorientowali się, że oto nadjeżdża pan. Słyszeli dobrze, że wśród szlachty panuje równie dobra, o ile nie lepsza atmosfera, co wśród chłopów.
-Pan pewno co świętuje i może z nami jedzie się zabawić, hę?
-Pewno, że tak! Przecie wszystkie ludzie zabawy potrzebują! Może dziś odkaże pracować?

Tak sobie dumano, nie zaprzestając przyśpiewek i ogólnej wesołości.
Tymczasem przystrojone wozy pana przybliżyły się już znacznie. Po jakimś czasie, biesiadnicy opuścili je kole drogi i ruszyli w pole, do pracujących. Na czele szedł sam pan, za sobą mając rycerzy, obok siebie - piękne damy. Co chwila skłaniali ku sobie głowy i w teatralnych gestach posyłali pełne wdzięku i szczerości uśmiechy. Z ich postaw można było wywnioskować, że są pełni rozradowania i szczęśliwości.
Pieśni chłopów ucichły, wszyscy uśmiechnięci, jakby zaczarowani pięknem przychodzących wpatrywali się w nich, nierzadko z otwartymi ustami.
-Tu drogie panie pracuje ta cała moja hałastra. Ech, te dzisiejsze chłopy to nic nie maja poszanowania, dla pana dobrodzieja, ek, co to ich broni przed wrogiem czyhającym tylko na granicy.
Panie wzniosły ku górze oczy pełne oburzenia. Pan zamachnął się ręką kreśląc w powietrzu duży łuk.
-A oni, ek, co? Nic jeno by śpiewali i nawet robocizny odrabiać się nie chce, ek! No na co czekata, wszak, yk, ja za was robił nie będę, hehehe... - zaśmiał się głośnym śmiechem, podpierając się wyraźnie na ramieniu jednej z dam, a tym samym unikając upadku. Zaraz za nim zaśmiała się reszta szlachty.
-No jakże on mógłby za nich robić, hahaha!
-Przecie to niegodne pana zajęcie jest hahaha!

Chłopi z początku patrzyli zdziwieni na cudaczny orszak i słuchali mowy, za dużo z niej nie rozumiejąc, głównie za sprawą tego, że mowę pana nazwać można było prędzej "bełkotem". Poodwracali się i wracali do roboty.
-Nawet nic ci nie odpowiedzieli, phi, jakby wcale ciebie nie słuchali. - wyrwało się jednej pani, stojącej z założonymi rękoma nieco z dala. Pan na te słowa nieco zbladł. Naprężył pierś, stęknął i wyciągnął z pochwy miecz.
-Będą się słuchać, bo jak nie to wyżnę w pień wszystkich! - krzyknął donośnie pan, a z damskich ust wydobył się dźwięk zachwytu nad władczością pana. -Na kolana przed panem padać, na twarz! Do roboty mi! Już!
Zdezorientowani chłopi nie bardzo wiedzieli co się dzieje, a tym bardziej nie wiedzieli co mają robić, ze względu na sprzeczność w rozkazie pana. Patrzyli więc tylko po sobie.
Pan zaś skoczył, na ile jego stan mu pozwalał i ugodził najbliżej stojąca osobę ostrzem w brzuch. Siknęła krew, podniósł się wrzask.
-Taka kara spotyka, ek, nieposłusznych! Już do roboty! Bo jak nie!
Ruszył znowu w stronę chłopów niemal szarżując. Pracownicy rozbiegli się na boki, uciekając od szaleńca, jeden tylko mężczyzna upadł. Pan zaś zaraz dopadł go i już brał zamach, gdy ktoś z tyłu przejechał mu kosą po wzdłuż pleców. Zapewne był za daleko, by uderzyć celniej. Pan zdążył jednak wyprowadzić cięcie, skutkiem czego była śmierć kolejnego chłopa. Po chwili sam też padł na ziemię, gdy któryś z rycerzy popchnął go, ratując tym samym, przed utratą głowy.

***

-Po co myśmy się zgadzali na ten proces?
-Idioto, jakby nie to, to byś dziś z własnymi chłopami wojował. Wszak po tym, coś uszykował, to mało brakło, a by cała wioska na nas ruszyła. A tak, będzie proces, będzie sprawiedliwie i wszystkie będą zadowoleni. Mości nasz wojewoda już o to zadba.

Taka rozmowa toczyła się między panem a jego małżonką, która to niedawno wróciła z podroży i zastała w domu wielki bałagan, a przede wszystkim - kłopoty. Będąc jednak zaradną kobieta wszystko pomału doprowadzała do porządku.

***

Sporawa izba w domu pana. Gwarno i głośno. To tam odbył się proces.
Ze strony chłopów ściągnęła bodaj cała wieś. Baby, dzieci, starcy, słowem: wszyscy.
Jako oskarżeni: dwaj chłopi - jeden co po plecach, drugi co bez łeb zdzielił pana.
Jako ofiara - pan.
Nastąpił proces. Obie strony pięknie przedstawiły, często z lamentem i obrazowym pokazywaniem "jak to było", swoje racje. Co jakiś czas następowały chwile przekrzykiwań się, musiano niemal silą wstrzymywać się od obelg.

***

Lament. Kobieta z dwójką dzieci, widać pewno żona jednego z oskarżonych. Razem z nią w nieopanowany płacz wpadło młodsze dziecko, siedzące jej na kolanach i kurczowo trzymające się jej ubrań. Stojący tuż obok chłopak, patrzył wystraszonym, nierozumiejącym wzrokiem na scenę wyprowadzenia jego ojca. Popychany i poganiany. A w głowie ciągle brzmiało mu:
"Skazani na ciągniecie koniem. Wyrok wykonać natychmiast!"
-Niechże ta baba zawrze ryj! I zabierze stąd tego bachora! - rozdarł się ktoś nie mogący już wytrzymać.
Matka została wyprowadzona, niemal w taki sam, albo i jeszcze brutalniejszy sposób jak i ojciec.

***

Kamienista droga, tłum ludzi. Z oddali słychać już śmiechy zbliżającego się rozbawionego pana i dam. Słychać też niepohamowany płacz, krzyki. Widać opuszczone głowy i zaciśnięte pięści.
Chłopcy, trzymając się za rączki, stali obejmowani przez matkę. Starała się zasłonić im oczy, ale czasem udało się dojrzeć jak sznury krępowały dłonie winnych, jak byli przywiązywani do koni, jak jeździec wsiadał i zmuszał zwierzę do galopu.
Następuje koniec. Konie z rżeniem odjeżdżają ciągnąc za sobą bezwładny ładunek.

***

Pan, znudzony już staniem między tłumem, zbierał się do domu radośnie pokręcając wąsa. Wiejska baba, widząc to, nie wytrzymała. Zostawiła chłopców na drodze i ruszyła ku niemu. Łzy lały się z jej oczu nieprzerwanie. Zagrodziła drogę panu padając na kolana. Wbiła palce we włosy i targając się krzyczała:
-Przeklinam cię! Przeklinam was wszystkich podli! Bez litości! Bez serca!
Jej krzyk był przeraźliwy i doniosły, a co wrażliwsi poczuli ciarki na plecach.
-Przyjdzie czas, że nadejdzie sprawiedliwość!
-Przymknij się suko!
- po czym uderzył ja otwartą dłonią w twarz. Kobieta upadła na bok. Wydała z siebie jeszcze jeden straszliwy wrzask. I zamilkła. Serce jej pękło.

***

Chłopcy zostali sami, jeno z babką, która i tak dość szybko ich opuściła. Zostali sierotami. Przebywali ze sobą długi czas, ostatecznie mocno do siebie przywiązując - wszak nikt nie mógł tak dobrze zrozumieć któregoś z nich jak jego brat. Dorastali w rodzinnej miejscowości, wśród ludzi, którzy bardzo dobrze znali ich rodziców, dzieci nie zaznały więc nigdy głodu. Uratowała je życzliwość prostych ludzi.

***

Jadril nie rozumiał za dobrze co się stało tamtego dnia. Dopiero z czasem, gdy podrósł, opowieści ludzi zaczęły przyjmować bardziej realne kształty. Był zmuszony przez innych do pamiętania co się stało, tak jak ludzie pamiętali. Niósł brzemię sprawiedliwości.
Ale w żaden sposób nie potrafił, będąc dzieckiem, sobie z nim poradzić. Nie wiedział co ma robić i jak postępować. Czuł się słaby i bezradny. Domyślał się, że być może jego brat przeżywa dokładnie to samo. Nie mógł mu w żaden sposób pomoc, ale wspólnota cierpienia sprawiała, że darzył młodszego brata szacunkiem.

***

Obudził się w środku nocy. Brat spał sobie spokojnie, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Jadril poczuł przemożne pragnienie wyjścia na zewnątrz, przewietrzenia się, a jako, że nie było ku temu żadnych przeciwwskazań, jeno w koszulinie, poszedł na dwór. Wyszedł na pole. Bose stopy chłonęły bardzo szybko chłód ziemi, tak, że prawie natychmiast zmarzł. Trzęsąc się postanowił już wracać, gdy zdarzyło się coś niesamowitego. Wśród mroku nagle coś zafalowało. Powietrze wokół chłopca zgęstniało i poczuł się jakby owiewał go jakiś materiał. W przerażeniu dostrzegł przed sobą wysoką postać, której ubranie zdawało się jakby po prostu wyłaniać z ciemności. Cała postać idealnie wkomponowywała się w mrok, będąc jakby jego częścią. W prawej dłoni trzymała kosę, którą, gdy zaczęła przemawiać, zarzuciła na ramię. Bardzo, bardzo się bał.
-Nadszedł czas, by wypełniło się. Czy chcesz ponieść mękę?
Gdy padło słowo "męka" postać wyciągnęła do niego dłoń. Chłopiec stracił władzę w nogach i upadł. Twarz wykrzywiła mu się, ale nijak nie mógł odwrócić wzroku od makabrycznego widoku. Materiał wokół niego gęstniał, czuł, że braknie mu powietrza i nie może swobodnie oddychać, dyszał wiec ciężko. Wydawało mu się, że coś okręca się wokół jego ramion, zbliżając się nieuchronnie do oczu i ust. Postać czarnego ukazała się. Stalowe rysy bladej twarzy i świdrujący, władczy wzrok. Jadrila ogarnęło wielkie, nieopanowane przerażenie. Czuł bardzo wyraźnie bicie własnego serca, znajdującego się w tym momencie zapewne tuż pod gardłem, słyszał szum krwi w uszach. Cały czas był jednak przytomny i wszystko widział.
Raptem, w jednej chwili wszystko się rozmyło, jakby wcale tego nie było. Wizja przepadła. Dygocąc stał z powrotem przed czarnym.
-Czy chcesz ponieść mękę, by zostać sługą Sprawiedliwości?
Serce mu zadrżało, bowiem postać znowu wyciągnęła dłoń. Nic się jednak nie wydarzyło. Pamiętał o bracie, ale nie mógł go przecież wziąć ze sobą. Wystarczyło, że jeden z nich zginie - tak myślał. Mimo łez, chłopiec zrobił krok do przodu i chwycił swoją małą rączką dłoń przybysza. Odeszli.
-Przedstawienie musi trwać!


Ostatnio zmieniony przez Vai dnia Wto Mar 31, 2009 9:20 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 8:23 pm

Akcept ale musisz brać ewnetualną "poprawkę" na Sakre

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 8:56 pm

ok, przebrnęłam a teraz czas na 'zagięcie Vaia' :]
mam dwa pytania:

1. skąd niewykształcony chłop zna dokładną datę swoich urodzin aż do dnia? (podejrzewam że trzymali w domu jakiś kalendarz..)
2. "Jego rodzice byli wyrobkami pracującymi na ziemiach jednego z tutejszych szlachciców, podobnie jak i inni chłopi mieszkający na tych terenach." Znaczy się gdzie? :] (kalendarz mieli a nie wiedzą jak się ich nawet nie królestwo a region nazywa)

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 11:49 pm

No wiesz:) to, że jest napisane w karcie to nie znaczy, że postać zna te informacje. Jakoś do tego, że ktoś pisał grupy krwi w karcie to się nie czepiałaś
Ale ogólnie zgadzam się - dokładna data nie powinna być znana i poprawię ją skoro razi.

Teren/kraina/region nie został określony. Świadomość społeczeństwa chłopskiego mogła być nikła jeżeli chodzi o te kwestie. To byli ludzie "tutejsi" Do tego Jadril opuścił rodzinne strony będąc dzieckiem.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 11:53 pm

twoj 'brat' ma napisane Asgard - tam swiadomosc 'jestesmy z rodu wikingow' jest niezwykle oczywista - zwlaszcza patrzac na to, co sie czci XD
jak sie spytasz chlopa skad jest - poda ci przynajmnej nazwe swej wioski i okolicznych lasow/lak XD ewentualnie najwiekszego miasta w poblizu - choc nie bedzie mial bladego pojecia gdzie leza inne miejsca - bedzie wiedzial jak jego ziemia sie zwie w jego wlasnym jezyku raczej XD

to ze sa niewyksztalceni nie oznacza, ze sa ograniczeni


co do krwi to sie zgodze - ze postac jej nie zna, ja ja u siebie pominelam
choc mialo to raczej byc chyba jako dodatek by pokazac 'charakter' postaci jak to japonczycy lubia i w praktycznie kazdym opisie postaci bywa u nich

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Pon Mar 23, 2009 11:59 pm

Ma napisane:
miejsce treningu: Asgard.

A nie musi być z Asgardu.
Obgadamy to i wstawimy jakąś narodowość czy raczej nazwę regionu. Mam nadzieję, że z mojej strony to już będzie wszystko.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   Wto Mar 24, 2009 12:06 am

ma także na końcu historii jakie pisaliście o szukaniu szczęścia w Asgardzie - nigdzie zaś o tym aby przebył morze w jakikolwiek sposób
założyłam więc, że z Asgardu

po tych zmianach będzie to wszystko

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jadril Fermakiir   

Powrót do góry Go down
 
Jadril Fermakiir
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: