Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Historia Jakuba

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Historia Jakuba   Sro Mar 25, 2009 3:42 pm

Treningi Jakuba-początek...

"Mamo...mamo czy to na prawdę ty??"-przemknęła taka myśl młodemu chłopakowi.
-Jakub!!-krzyknął przerażającym głosem starszy podsiwiały mężczyzna.
Tego dnia była wyjątkowo ponura pogoda.Słońce już od samego rana
skryło się za ciemnymi chmurami.Tylko w niektórych momentach na ułamek
sekundy potrafiło się przebić przez nie.
Dwie postacie widniały na polanie przyodzianej dywanem pięknych
kwiatów.Obydwaj mieli na sobie lekkie kolczugi oraz długie
miecze.Prawdopodobnie trenowali w opanowaniu tej trudnej sztuki.Po
dłuższej chwili jednak przerwali trening gdy mniejsza postać na moment
"straciła kontakt z światem zewnętrznym".
-Jakubie...nic Ci nie jest??-zapytał już spokojniejszym tonem mistrz.
Mała głowa odwróciła się w jego stronę ukazując białą maskę i tego samego koloru krótkie włosy.
-Nic mi nie jest...tak myślę...-odpowiedział wahając się na moment.
-Jakubie.Znam Cię nie od dziś.Jestem twoim mentorem więc jeżeli coś Cię tra...
-Jest wszystko w porządku.Ćwiczmy dalej.Miałeś mnie dzisiaj nauczyć
tego swojego wspaniałego a zarazem śmiercionośnego pchnięcia..-przerwał
mu chłopak.
Mężczyzna tylko kiwnął głową odgarniając tylko siwe włosy.
Następnie przybrał odpowiednią postawę.Stanął lekko w rozkroku a jego
kolana były ugięte.Lewa ręka powędrowała ku górze a natomiast prawa
łącznie z mieczem(liczącym 120 cm) wskazywała na chłopaka.Wzrok mędrca
był wręcz idealnie skupiony na swojej broni oraz przeciwniku.
Nie czekając na młodego Jakuba błyskawicznie zrobił krok do przodu
dłonie przytrzymał na rękojeści miecza i z całej siły pchnął broń do
przodu.W następnej kolejności zrobił perfekcyjny obrót zadając tym
samym szybkie oraz głębokie rany cięte.Ostatnią rzecz którą miał zamiar
wykonać rozpoczął od chwycenia miecz dwoma ręka gdy nagle...
-Naucz mnie tego...-zabrzmiał głoś młodzieńca za maski.
-Wiesz że to będzie trudne i wymagało ogromnego skupienia??-odparł mu mistrz.
-Zrobię co ze chcesz.Mam marzenie...być najlepszym rycerzem posługującym się bronią jednoręczną!.
-Wielkie słowa...
W tej samej chwili mężczyzna schował miecz do pochwy i usiadł na
ziemię.Jego brązowe zmęczone oczy powędrowały na Jakuba.Nie widział w
nim jednak nic co mogło by się wydawać brzydkie.Starał się wychwycić
natomiast talent oraz potencjał jakie drzemią w chłopaku.To są
prawdziwe wartości.
Gdy tylko Jakub zaczął wymachiwać swoim mieczem jakby był opętany od razu z ziemi zerwał się mistrz kiwając odruchowo głową.
-Nie nie tak...Jakubie pamiętasz czego Cię nauczyłem o swojej broni??-zapytał lekko unosząc brwi.
-Tak...że jest ona przedłużeniem ręki.Że stanowi moją nierozerwalną część.
-Właśnie!.Teraz wsłuchaj się w te słowa jeszcze raz.Skup się na
niej.Niech ostrze pokieruje ręką...a ręka pokieruje
ostrzem...-powiedział na koniec dziwne słowa starzec.
Ponownie usiadł na ziemi zmęczony tą całą gadaniną i z wielkim
zainteresowaniem przyglądał się Jakubowi.W chwili obecnej po tych
dających do zrozumienia słowach nastąpiła w nim pewna zmiana.Miecz
który dzierżył trzymał nisko wręcz przy butach.Jego mięśnie były
rozluźnione.Włosy tańczyły na wietrze...mimo że mistrz nie mógł tego
dojrzeć oczy chłopaka były zamknięte.Wówczas błyskawicznie przystąpił
do wykonania pierwszej sekwencji...
-Dobrze!!.Pchnięcie!!.
Jakub idealnie tak jak mu pokazana wykonał ten ruch.Następnie
odruchowo jakby to właśnie ostrze przejęło nad nim kontrole wykonał
podwójny obrót.I gdy już miał wykonać ostatni cios..finały jakiś
głos...znajomy głos odezwał się w jego głowie.
-"Jakubie...Jakubie...pamiętaj o mnie...czcij matkę i ojca swego..."-odebrał dziwną wiadomość.
W tej samej chwili upuścił miecz na ziemię.Padł na kolana...Z pod
białej jak śnieg maski wypłynęło kilka łez.Stary mistrz nie mógł
pozostać na to obojętny.Ponownie zerwał się i pomógł wstać swojemu
wychowankowi.
-No już...spokojnie jestem przy tobie...-powiedział prawie że ojcowskim tonem.
-Nie będzie spokojnie...jestem skazany na wieczną samotność..przeklęte dziecię bogów...-zagrzmiał głos chłopaka.
Przez dłuższą chwilę starzec nie wiedział co mu ma
odpowiedzieć.Przez tyle lat co spędzili razem dokonali ogromnych
postów.Lecz od tego tragicznego dnia...cały świat młodego Jakuba legł w
gruzach.
"Czuje że robimy dwa kroki do przodu a trzy do tyłu..."-pomyślał patrząc w niebo.
Wówczas przeszył go jakiś dziwny impuls a spokojny majestatyczny głos zabrzmiał w jego głowie.
-"Ten chłopak...ma ogromny dar.Sprowadź go do mnie Michaelu były srebrny rycerzu Ateny..."
Oczy mężczyzny od razu się wytrzeszczyły na te słowa.Po chwili jednak wziął się w garść i postanowił o nich zapomnieć.
-Jakubie na dzisiaj to koniec.Odpoczniemy a później wrócimy do naszych zajęć...
Chłopak nic mu nie odpowiedział.Pogrążył się już do końca w swoim małym "świecie" gdzie jego ukochana matka jeszcze żyła...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Mar 25, 2009 4:46 pm

Parę zdań miało błędy stylistyczne, ale ogólnie ok. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Kwi 01, 2009 8:50 pm

Początek końca…


Jakub tego dnia wstał bardzo wcześnie. Dręczony snami o śmierci matki oraz tym, co się stało w późniejszych latach. Wspomnienia nie
dawały mu odpoczynku a tym bardziej spokojnie trenować władanie mieczem. Młodzieniec podszedł do okna gdzie rozciągał się piękny widok wschodzącego słońca.
„Jeżeli tylko mógłbym cofnąć czas…”-pomyślał a po jego twarzy spłynęła kropla krwawej łzy.
Wówczas do pokoju gdzie rozmyślał o swoim życiu Jakub wszedł
spokojnym aczkolwiek stanowczym krokiem jego mistrz. Wyraz na twarzy mężczyzny podpowiadał mu, że dzisiaj czeka go poważny trening. Jeszcze nigdy czegoś takiego młodzieniec nie widział.
-Właśnie się zaczyna początek końca…-powiedział cicho pod nosem Jakub.
-Zaiste młodzieńcze…zaiste…
Po niespełna godzinie oboje wyszli na plac ogrodowy, który
był z całą pewnością pięknej urody. Wszędzie dookoła idealnie przystrzyżone drzewa, krzewy kwiaty o wszelkiej możliwej barwie dodatkowo ozdabiało to miejsce. Jednak pomimo „wyjątkowości” tego miejsca Jakub jak i mistrz stali wpatrzeni w siebie jakby to, co w koło ich otacza nie istniało. Można nawet powiedzieć, że nawiązała się pomiędzy nimi pewna więź…
Mężczyzna po chwili takiej niezłomnej ciszy postanowił
rozkruszyć „pierwsze lody”. Zaczął stanowczym oraz poważnym tonem.
-Jakubie…myślę, że jesteś już gotów do wyruszenia oraz poznania swojego prawdziwego przeznaczenia…- zaczął dość dziwnie mistrz broni.
-Co masz na myśli
mówiąc o przeznaczeniu??- zapytał Jakub odpowiednio gestykulując.

-Posłuchaj mnie teraz
bardzo uważnie. Każdemu człowiekowi już od początku swego życia przypisana jest odpowiednia droga, którą powinien podążać aż do śmierci. Ostatnio zrozumiałem, że twoja ścieżka łączy się z krainą położoną na północy o nazwie Asgard.-Powiedział odrobinę ściszonym tonem
pod koniec.

Następnie zrobił krótką przerwę, aby to wszystko chłopak
mógł sobie po układać w głowie. Jakub zdążył przeżyć już wiele rozczarowań oraz
złych doświadczeń w swoim krótkim życiu. Jednak ta decyzja, którą podjął jego mistrz miała z całą pewnością na celu naprostować go na tą właściwą drogę, którą powinien podążać każdy mistrz broni. Mistrz po chwili ponownie skierował swój „przeszywający” wzrok na młodzieńca, który wydawał się być dalej zdezorientowany.
-Synu nie martw się.
Najgorsze już za tobą. Pamiętaj przeznaczenia nie oszukasz ani przed nim nie uciekniesz choćbyś jak najbardziej się starał-powiedział mistrz kładąc mu dłoń na ramieniu jednocześnie.

-Rozumiem to wszystko…-szepnął zasmuconym tonem Jakub.
Jednak jednego nie rozumiem…nie skończyłem jeszcze szkolenia i nie mam prawa nazywać się mistrzem miecza…-powiedział mając nadzieję na szybko oraz jednoznaczną odpowiedź.
Mężczyzna lekko się uśmiechnął na te słowa a w jego oczach
można było zobaczyć pewnego rodzaju błysk. W następnej chwili odszedł od swojego protegowanego na odległość kilku metrów. Mistrz zamykając oczy jednocześnie wyjął swój miecz z pochwy. Ostrze wyglądało naprawdę okazale. Idealnie wręcz zaostrzona krawędź, srebrna rękojeść oraz pewien kamień szlachetny wtopiony w środek miecza. W tym samym czasie mężczyzna błyskawicznie wokół siebie zgromadził dziwne pokłady mocy, które pierwszy raz w życiu mógł zobaczyć Jakub. Odrobinę przerażony odsunął się na bok, lecz z wielką uwagą
przypatrywał się temu wydarzeniu. Mistrz jednak w cale nie miał zamiaru na tym poprzestać. W kolejnych sekundach energia wokół niego rosła i rosła aż wreszcie wokół niego pojawiła się srebrzysta, połyskująca aura. Całemu temu procesowi towarzyszyło oczywiście lekkie trzęsienie ziemi.
-Przypatruj się dobrze mój uczniu… to właśnie nazywamy prawdziwą energią zwaną kosmosem!!.- Krzyknął wręcz mistrz.
-Moje oczy notują wszystko…- odparł wielce
zainteresowany oraz podniecony tym, co się dzieję.

Chwilę później całą zgromadzoną energię mężczyzna skierował
na swoje ostrze, które dzięki temu aż pulsowało energią. Kilka kropel potu
spłynęło po jego twarzy. Wzrok cały czas był skoncentrowany na mieczu. Można powiedzieć, że połączył się ze swoją bronią w cudowny sposób. Następnie od ostrza zaczęło bić tak mocne światło, aż Jakub musiał się zasłonić ręką gdyż go raziło.
„Jak mam cokolwiek zobaczyć skoro nic nie widzę…”-pomyślał zamykając oczy.
Wówczas w jego głowie odezwał się ciepły głos. Nie miał
zielonego pojęcia do kogo mógł należeć, lecz sprawił, że na moment Jakub
zapomniał na co ma zwracać uwagę.
-„Jakubie Mitterand. Zostałeś wybrany…los Ci od teraz będzie sprzyjać…”
Młodzieniec rozejrzał się wokół siebie, lecz nikogo nie zobaczył. Nie wiedział skąd ktoś znał jego imię oraz nazwisko… i w jaki sposób porozumiał się z nim?!.
Pozostawało to dla niego w tym momencie zagadką, lecz właśnie pokaz mistrz miał wejść w finałową fazę.
-Wzywam mój najpotężniejszy atak…
Taniec…tysiąca…ostrzy!! -Krzyknął mistrz a po dosłownie sekundzie…
Światło bijące od miecza drastycznie zmalało a mężczyzna
zaczął zadawać ciosy ostrzem w tak płynny i wręcz „zabójczy” sposób. Niektóre ataki zostały przeprowadzone z taką prędkością, iż wzrok Jakuba ledwo, co nadążał. Cała ta sekwencja ruchów trwała jeszcze kilkanaście sekund. Młodzieniec po prostu nie mógł wyjść z podziwu. Ku jego oczom ukazała się ogromna siła….pierwszy raz w życiu coś takiego doświadczył. Po ukończeniu tej techniki mężczyzna kucnął na ziemi, aby złapać oddech. Dodatkowo podpierał się mieczem, żeby nie upaść. Jego oddech był ciężki… stracił dużo energii na tym „pokazie”.
Jakub nie zastanawiając się długo podbiegł do mistrza pomagając mu chwilkę później wstać.
Pomimo zmęczenia na jego twarzy widniał lekki uśmieszek.
-Nie mogę w to po prostu uwierzyć…-zaczął odrobinkę niechętnie Jakub.
-To uwierz. To nie iluzja czy czary. Twoje oczy zobaczyły najszczerszą prawdę.
Kiedy sam odkryjesz swój kosmos wtedy zrozumiesz i poczujesz to samo…
-Odkryję…a kiedy to nastąpi??- Zaczął zasypywać gradem pytań młodzieniec.
-Heh… długa droga jeszcze przed tobą. Dlatego też proszę Cię, abyś udał się do Asgardu na treningi ciała…oraz duszy.
-Duszy?? -Zadał dziwne pytanie Jakub.
-Jeżeli dusza wojownika jest w idealnej harmonii z jego ciałem wówczas staję się tak Silny, że może dokonywać wielkich rzeczy…
-A ty taki mistrzu się stałeś??.- Ponowne pytanie, lecz…
Tym razem mężczyzna nie odpowiedział a dodatkowo jego twarz
posępniała. Najwyraźniej ten temat był dla niego dotkliwy i nie chciał o tym
rozmawiać. Rzucił jeszcze przelotne spojrzenie na Jakuba a następnie odszedł na bok. Głowę skierował ku niebo zamykając jednocześnie oczy.
„Ateno przepraszam Cię…”-pomyślał a po jego policzku ponownie spłynęła kropelka łez…
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Kwi 01, 2009 9:54 pm

Ładny, długi trening, choć pzrzyczpię się do tego samego co ostanio, czyli do paru błędów w stylistyce. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Kwi 08, 2009 8:16 pm

Koniec szkolenia… mistrz miecza…


-Droga matko… ojcze… wreszcie po wielu latach żmudnych treningów i wyrzeczeń osiągnąłem swój cel.
Szkoda, że mnie teraz nie widzicie…-szeptał Jakub klęcząc przed łóżkiem.
Następnie nastała krótka cisza. Przez otwarte okiennice
wlatywał wiatr delikatnie muskając mężczyznę po włosach. W jego pokoju panował staranny porządek. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Jakub nie tolerował bałaganu czy też brudu. Dążył do tego, aby chociaż w swoich „czterech ścianach” panował należyty porządek.
Gdy tylko skończył „rozmawiać” do swoich rodziców, powolnym
krokiem zaczął zmierzać w stronę wyjścia. Prawdopodobnie jego mistrz już czekał na niego z ostatnim zadaniem.
„Podołam…czy nie podołam…”-zastanawiał się w głębi serca Jakub.
Droga do celu nie zajęła mu dużo czasu. Dalej spokojnym
aczkolwiek pewnym krokiem podążał w stronę mistrza. Jego oddech był niezwykle wyrównany tak jakby zaraz nie wydarzyło się coś ważnego. W końcu podszedł do swojego mentora lekko uniżając się oddając mu tym samym cześć oraz honor.
-Mistrzu… czy to właśnie dzisiaj jest ten dzień??- Zapytał przełamując pierwsze lody Jakub.
-Tak. W tak krótkim czasie dojrzałeś mój uczniu i wreszcie możesz zaczynać wypełniać swoje przeznaczenie. Pamiętasz jeszcze naszą rozmowę o Asgardzie??- Zapytał lekko unosząc brwi.
-Oczywiście. Nie mógłbym o tym zapomnieć. Gdy tylko nadejdzie odpowiednia pora wówczas udam się tam- Odrzekł spokojnym tonem mężczyzna.
Na te słowa mistrz nie zareagował. Uśmiech na jego twarzy dawał
jasną odpowiedź, że jest zadowolony ze swojego protegowanego. W następnej chwili z pochwy mieszczącej się na jego plecach wyjął miecz. Ostrze w świetle słońca prezentowało się niezwykle okazale. Łapiąc za rękojeść miecz rzekł w stronę Jakuba spokojnym tonem.
-Przyjmij tą broń na znak ukończenia szkolenia mój synu…- Powiedział mistrz podsuwając ostrze bliżej Jakuba.
Odrobinę ten gest zatkał młodego dziedzica Mitterandów.
Początkowo nie wiedział, co ma odpowiedzieć, lecz po krótkim zastanowieniu rzekł skruszonym głosem.
-Mistrzu wybacz, lecz nie mogę przyjąć tego prezentu…
-Czemuż to??- Zapytał równie zaciekawiony i zaskoczony mężczyzna.
-Odpowiedź jest bardzo prosta. Ten miecz zdobyłeś po wielu latach ciężkich treningów, walk czy wojen. Na tym ostrzu zapisana jest cała historia życia mistrzu. Niezwykle cenny nie tylko materialnie, ale także duchowo…
-Słowa twe wielkie. Jednak powiedz mi, jakim będziesz wojownikiem bez porządnej broni??- Uciął ciętą ripostę mentor.
Na te pytanie chwilę musiał się zastanowić świeżo, co upieczony
wojownik. Rycerz bez broni to jak kowal bez młota czy kowadła. Nieodłączna część… przedłużenie ramienia…
-Będą podróżować po
krainie, do której mam się udać. Poznam tamtejsze obyczaje a gdy w końcu nastanie czas, gdy będę gotów jeden z tamtejszych mistrzów rzemiosła wykuję dla mnie miecz…- rzekł w pełni pewny swojej wypowiedzi Jakub.

-Niech się, więc tak stanie…
Mistrz zrobił kilka kroków w bok jednocześnie chowając swój
miecz. Uśmiech na jego twarzy nie zszedł nawet pomimo słów Jakuba. W głębi duszy cieszył z takiego postępowania.
„Będzie kiedyś wspaniałym rycerzem. Jedyna jego wada w tym, że brak mu zaufania do ludzi…”- pomyślał spoglądając w bezchmurne niebo.
Długo to jednak nie trwało gdyż do głowy mężczyzny wpadła
pewna myśl. Spojrzał przeszywającym wzrokiem na swojego ucznia. Przybierając poważny ton rzekł.
-Powiedz mi mój drogi, co wiesz na temat kosmosu…
-Nic mi na ten temat nie wiadomo. Jedynie to, co widziałem podczas twojego małego pokazu…
Mężczyzna zbliżając się do chłopaka wyciągał powoli swoją
dłoń. Gdy tylko zbliżył się na odpowiednią odległość palcem wskazującym dotknął jego klatki piersiowej a następnie głowy.
-Kosmos posiada każdy człowiek. Kryję się tam…głęboko w środku. Jednak mieć Kosmos a korzystanie z niego to dwie różne sprawy. Należy z głową wykorzystywać tą siłę. Nigdy do złych celów…
-A, kiedy ja go odkryję??- Zapytał Jakub czochrając lekko włosy.
-Tego nikt nie wie. Wszystko zależy od ciebie mój uczniu…
Równie dobrze może być to dziś… może być to jutro…wszystko zależy od potencjału, z którym się urodziłeś.
Jakub na te słowa lekko się zastanowił. Taka siła jak kosmos
z całą pewnością by mu się przydała podczas wyprawy do zimnej krainy na północy. Nigdy nie wiadomo, na co można się napatoczyć. Miecz sam w sobie może być groźny, lecz tylko w rękach kogoś, kto potrafi nim w pełni korzystać.
-Mistrzu wiem, że to jest nasze ostatnie spotkanie. Czy masz dla mnie jeszcze jakieś zadania lub rady??
-Żadnych poleceń nie mam dla ciebie. Wszystkie wypełniłeś z dobrym rezultatem. Jednak mam dla ciebie jeszcze jedną radę.
-Słucham… - Rzekł lekko podekscytowany młodzieniec.
-Gdy będziesz stawać przed ciężkimi wyborami zaufaj czasami intuicji. Nie bój się także zaufać drugiemu człowiekowi. Niekiedy pomoże Ci to wspiąć się na sam szczyt.
-Ludzie potrafią być zdradliwi i płytcy… zwłaszcza, gdy zauważą takiego „odmieńca” jak ja…- Rzekł Jakub jednocześnie spuszczając głowę.
Mistrz nie wiedział tym razem, co ma odpowiedzieć mu.
Wiedział dokładnie, jakie doświadczenia musiał przeżyć Jakub będąc jeszcze dzieckiem. Zrobiło mu się żal chłopaka…
,„Dlaczego bogowie karzą niewinne osoby??. Spójrzcie ile jest osób na świecie, które zasługują na kary??”- Pomyślał w głębi serca mistrz kładąc rękę na ramieniu młodzieńca.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Będę tutaj czekał w Anglii na twój powrót. Zajmę się pozostałościami domu Mitterandów. Gdy ponownie przybędziesz do domu… nie poznasz go…gwarantuję Ci to synu… -Powiedział wręcz ojcowski tonem mężczyzna.
Po tych słowach od razu Jakub poczuł się lepiej na duchu.
Pod maską pojawił się mały aczkolwiek szczery uśmiech. Szkoda tylko, że nie mógł tego mistrz zobaczyć.


Nie minęła godzina od ich spotkania a już trzeba było
wracać, aby spakować najpotrzebniejsze rzeczy na podróż. Czynności te nie zajęły mu sporo czasu. Gdy tylko kończył robić ostatnie sprawy do pokoju młodzieńca wkroczył mistrz. Wyciągając jednocześnie ręce z jakąś paczką rzekł w jego stronę.
-Czym, że byłby podróżnik bez porządnego płaszcza??- Zapytał z uśmiechem na twarzy.
Zaciekawiony kolejnym prezentem Jakub prędko rozpakował
paczkę, w której znalazł pięknie zdobiony płaszcz. Cenny błękitno biały
materiał z grubymi klamrami z przodu a z tyłu…
-Tak…to twój herb rodzinny mój drogi Jakubie. Przekazywany od pokoleń w twoim rodzie.
-Nie wiem, co mam rzec…- powiedział a po jego policzku spłynęła łza.
-Nic nie mów. Przygotowałem już dwa konie… twoja podróż właśnie dzisiaj się rozpoczyna…
Jakub prędko założył podarunek od mężczyzny na plecy.
Staranie zapiął wszystkie pozłacane klamry. Następnie założył jeszcze kaptur na głowę skrywając tym samym swoje oblicze.
Dosiadając rumaka młodzieniec spojrzał po raz ostatni na
miejsce, w którym odzyskał spokój ducha. Z całą pewnością będzie mu go
brakować. Opieka mistrza była niczym jak miłość ojca do syna. Nauki, które mu przekazał będzie pamiętał oraz wykorzystywał do końca swoich dni na tym świecie. Droga do portu okazała się dłuższa niż przypuszczali. Otóż nie tak dawno do portu przybyły po wielodniowej zwłoce statki towarowe. Pełno ludzi, marynarzy, handlarzy, kupców, i jeszcze innych, których Jakub nie mógł poznać pałętało się po ulicach miasta.
-Chyba w takim tempie to my nigdy nie dojedziemy… - Powiedział cicho pod nosem lekko zażenowany tą sytuacją młodzieniec.
Widząc tą beznadziejną sytuację mentor Jakuba podjął w końcu
decyzję. Zsiadając z konia rzekł do chłopaka.
-Lepiej będzie, jeżeli
tutaj się już rozstaniemy. Twój statek zapewne będzie cumował w porcie niedługo. Poznasz go po skutych lodem oraz zamarzniętych żaglach.

-A, więc nadeszła ta chwila, w której kolejna osoba ważna w moim życiu odchodzi…- powiedział wyraźnie zasmuconym tonem.
-Jakubie… ja nie odchodzę. Po prostu kończy się pewny rozdział w twoim życiu gdzie byłem pewną częścią. Nie bój się… jeszcze się zobaczymy…
W tej samej chwili mocno uścisnął dłoń młodzieńca. Następnie
prędko odszedł z końmi, aby chłopak nie zauważył zapłakanych oczu. Z całą pewnością także mocno przeżywał to rozstanie.
Jakubowi nie pozostało nic innego niż tylko udać się w
poszukiwaniu swojego okrętu. Podczas przemierzania poszczególnych uliczek młodzieniec czuł jak inni spoglądają na niego kątem oka lub coś szepcą na jego temat. Było to z całą pewnością denerwujące. W końcu wybuchowy temperament dał się we znaki…
Jakub wielkim impetem złapał jakiegoś mężczyznę za ramiona.
Następnie zaciskając mocno pięść uderzył go prosto w twarz…
Oczywiście wydarzenie to wywołało sporne emocje wśród innych
ludzi. Zdenerwowany młodzieniec spoglądał na ziemię ciężko dysząc. Z pośród tłumy było słychać głosy, aby zatrzymać tego „dziwoląga w masce”. Niektórzy już go osądzili krzycząc na szubienicę!.
Dopiero po chwili „dotarło” do Jakuba, co zrobił. Rozejrzał
się szybko we wszystkie strony. Droga ucieczki była zagrodzona, przez
przysłowiowych „gapiów”. Poziom emocji odrobinę zmalał, lecz dalej sytuacja kształtowała się nie ciekawie. I właśnie w tej samej chwili…
Nastąpiło wielkie światło!. Oślepiające bijące z ogromną
mocą. Nie wiadomo, kto mógł je spowodować. Wszyscy krzyczeli, że to sprawka szatana lub innego diabelskiego pomiotu. Jednak Jakub przeczuwał doskonale, kto za tym stał.
„Drogi mistrzu jeszcze raz mi pomogłeś… „- pomyślał jednocześnie wykorzystując sytuację i dając nogę…
Późniejsza droga była już o wiele spokojniejsza. Jakub
dotarł w końcu do odpowiedniego okrętu, który miał go zabrać do Asgardu.
Spoglądał z wielką ciekawością na niego oraz załogę pracującą przy nim.
Następnie jego wzrok przeniósł się na mężczyznę dość sporych
rozmiarów mającego na sobie duży kapelusz. Z całą pewnością wyróżniał się od reszty załogi a więc drogą dedukcji myśląc…był to kapitan.
Szybko podszedł do niego wyjmując jednocześnie sakiewkę ze
złotem.
-Kiedy odpływa kolejny kurs do Asgardu??- Zapytał młodzieniec bacznie przyglądając się mężczyźnie.
-Hmmm, kiedy ja tak zarządzę. Na razie wróciliśmy po długiej podróży i moi ludzie są zmęczeni… pragną odrobinę wolnego czasu przy butelce dobrej wódki oraz zabaw w jednym z burdeli.
- 100 sztuk złota…- Powiedział jedynie Jakub dając mu do rąk pieniądze.
-Witamy na pokładzie „pijanego holendra” – proszę… Jack zaprowadzi pana do kajuty…
Powiedział kapitan w pełni uniżonym lekko się kłaniając.
Zadowolony Jakub udał się za majtkiem na spoczynek…
„Matko… ojcze… przygoda moja się wreszcie zaczyna. Błogosławcie mnie…”- pomyślał Jakub w głębi duszy…
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Kwi 12, 2009 10:07 am

ładnie, ale jak zwykle parę błędów :D. 2 poziomy, bo oprócz tych kilku gaf, to twoja postać w treningach trochę kłóci się z tym co wyczynia na forum xD.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Kwi 15, 2009 5:51 pm

Przez ten czas który spędził na morzu w tej "łajbie" Akachi doznawał coraz to silniejszych koszmarów nocnych.Ich tematem głównie były przeżycia związane z rodziną oraz ostatnimi wydarzeniami.Spokój mężczyzny był zachwiany...
"Gdy dotrę do Asgardu moje życie będzie musiało się radykalnie zmienić..."-pomyślał wstając jednocześnie z łóżka.
Następnie wyjrzał przez jedną z bardzo małych okiennic.Mgła przysłaniała mu widok na bezmiar wód.Za bardzo tym jednak się nie zraził.Szybko obmył swoją twarz i ciało.Zakładając maskę skierował swoje kroki do drzwi wyjściowych gdy nagle...
zdarzyła się rzecz której z całą pewnością Akachi nie zapomni.
-Co jest do kur...-nawet nie zdąrzył dokończyć gdy błyskawicznie ostrze kordelasa znalazło się przy jego szyi.
Kątem oka zaczął spoglądać co się tutaj dzieję.Wszystko działo się zawrotnym tempem.Jeszcze kilkanaście minut temu płynęli spokojnie do celu.Teraz padli łupem złowieszczych piratów morskich...
Kilka minut później gdy ostatni marynarze tego statku padli zakneblowani pod pokład, z drugiego okrętu zaczęła wyłaniać się jakaś postać.Szła powoli lekko utykając na jedną nogę.Na prawym ramieniu siedziało mu jakieś ptaszysko...chyba papuga.Lewą rękę przyozdabiał ostry jak brzytwa hak.Jedno z jego oczu skyrwała czarna opaska.
"Jeju...wygląda on gorzej odemnie..."-pomyślał Akachi z ironicznych uśmieszkiem na twarzy.
Prawdopodobnie kapitan piratów pochodził jeszcze przez pokład zaglądając głęboko w oczy każdemu z pojmanych.W dodatku zadawał jeszcze dziwne aczkolwiek przerażające pytanie...
-Czy lękacie się śmierci bękarty Posejdona?!!-grzmiał jak pioruny jego głos.
W następnej chwili szczególną uwagę poświęcił właśnie Akachiemu.Interesowało go to czemu nosi na twarzy maskę.Pierwsze wrażenie miał takie że jest szalony...lecz co taka osoba by robiła na okręcie kupieckim??.Przyjmując suchy i obojętny ton zapytał wprost zamaskowanego.
-Lękasz się śmierci?!
-Może...-odpowiedział równie obojętnym głosem Akachi.
-Jak to może??.Nie widzisz co się tutaj dzieje... powinieneś ostatnią modlitwę odmawiać do Stwórcy aby Cię przyjął po śmierci...
-Nie zależy mi na tym.Moja rola na tym świecie jeszcze nie przeminęła...
Kapitan drugiego okrętu nie wiedział co odpowiedzieć.Prawdę mówiąc zaskoczyła go taka a nie inna postawa pojmanego...przyzwyczaił go widok że każdy na dźwięk głosu "popuszczał" w gacie.Jednak ten osobnik był inny...
-Ruben puść go...chce mu się dokładniej przyjrzeć-rozkazał swojemu podwładnemuwykonać polecenie.
"To jest ten moment...albo i nie...dalej jest bez broni.Może warto odrobinę zagrać na czasie??"-zapytał się w głębi serca mężczyzna bacznie wpatrując się w starego pirata.
Gdy tylko odsunęłi mu ostrze z pod gardła zamaskowany mocno odetchnął z ulgą.Grubość tego miecza potrafiłaby z ogromną łatwością odrąbać mu głowę.Kątem oka spojrzał na dumnie stojącego kapitana.
-Czego ty tak w ogóle chcesz odemnie??-zapytał Akachi trzymając się jeszcze za szyję.
-Dobre pytanie...dobre...
Pomyślmy...gdybym nie miał dobrego humoru dzisiaj wówczas kazałbym zabić wszystkich tutaj zebranych szczurów lądowych a ich ciała wyrzucić do morza gdzie pewnie byłby przekąską dla rekinów.Jednakże...
-Co??-wypsnęło się zamaskowanemu.
-Zrobię mały wyjątek.Zabiję tuzin z tych chamów nazywających się marynarzami.Zaś ty jeden będziesz miał zaszczyt ocalić swój marny żywot i popłynąć z nami.-powiedział dość nietypowe słowa pirat.
Początkowo Akachi nie miał pojęcia co ma odpowiedzieć.Propozycja starca wydawała się być nie do odrzucenia.Jednak teraz nie ma co umierać bezsensowną śmiercią.Prędko wstał z klęczek i zbliżył się do kapitana na odpowiednią odległość.Przeszywającym wzrokiem spojrzał prosto w jego oczy.Na twarzy umalował się szyderczy uśmiech.
-Więc co mam robić na twoim okręcie....-wreszcie podjął decyzję zamaskowany.
-Hmm myślę że zaczniesz od szorowania pokładu.Gdy tylko będziesz dobrze się sprawował wówczas awansujesz...ale to zajmię sporo sporo czasu...-zaśmiał się grubiańsko pirat odwracając się na drewnianej nodze.
Na te słowa wręcz opadła szczęka dziedzicowi Mitterandów.Ponownie nie wiedział co powiedzieć.Sytuacja zdawała się być co raz gorsza.
"Z jednej strony śmierć a z drugiej praca jako majtek...pięknie..."-pomyślał mocno zaciskając pięść.
W jego głowie rozgorzała się prawdziwa burza myśli.Coś "wewnątrz" mu podpowiadało aby nie dać się wykorzystywać w taki sposób.Głos rozsądku cichym i słabym głosem starał się wyjaśnić aby podporzadkować się takiej sytuacji.A jeszcze inny...honor podsunął iście mistrzowską intrygę.
Akachi kątem oka spojrzał jak jeden z piratów miał na swoim paście miecz(kordelas).Warto było zaryzykować...
Błyskawicznie mężczyzna znalazł się przed nim i z całej siły uderzył go w brzuch.Następnie miał już wolną drogę aby odebrać mu broń.Jęki z bólu od razu przywołały pozostałą część wesołej kompani która była zajęta grabieniem okrętu.
Zezłoszczony kapitan z hukiem wyszedł z kajuty.Nie dowierzał w to co zauważył...
-Odłurz ten miecz synku...bo się jeszcze pokaleczysz...-powiedział chcąc odrobinę uspokoić czujność zamaskowanego.
-Po moim trupie!!-krzyknął Akachi a chwilę później pod napływem emocji...
Zadał śmiercionośne cięcie mieczem prosto po krtani pirata.Strumień krwi polał się po nim częściowo także brudząc białą maskę Akachiego.Wyraz na twarzy kapitana jednak po tym się nie zmienił.Spokojnym ruchem ręki wyciągnął swoje ostrze.
-Masz ostatnią szansę...pomyśl...w pojedynkę nic nie wskurasz...-dalej chciał przekonać go kapitan mocno ściszkając rękojeść.
Zamaskowany jednak nie odpowiedział.Twardo trzymał się swojego postanowienia.
"Jeżeli mam zginąć to na pewno nie jako niewolnik..."-pomyślał skupiając się.
Przez dosłownie kilka sekund przypomniał sobie nauki jego mistrza.Mężczyzna miał wiedzę oraz miecz...mógł te atrybuty wykorzystać.Jednak czy będzie mieć na tyle siły oraz odwagi aby zaatakować jako pierwszy??.
Na odpowiedź kapitan piratów nie musiał długo czekać.Akachi błyskawicznie ruszył w jego stronę pochylając się lekko.Dłoń swobodnie wysunął do przodu chcąc tym samym zadać błyskawiczne cięcie.I pewnie by mu się to udało gdyby nie...
-A masz!!!-zagrzmiał głos czarnoskórego mężczyzny jednocześnie uderzając wielką drewnianą belką prosto w głowę Akachiego.
W naturalnej kolejności rzeczy zsunął się na ziemię.Obraz stawał się co raz bardziej zamazany.W uszach mu niemiłosiernie chuczało.Zmysły powoli odmawiały posłuszeństwa.Zamaskowany zemdlał jednocześnie padając na drewniany pokład.
Czarnoskóry pirat podszedł do kapitana wyraźnie spokojnieszego takim obrotem wydarzeń.
-Kapitanie co z nim zrobić??.
-Pod pokład naszego okrętu...coś czuję że ten młody może się jeszcze do czegoś nam przydać...
-A nie będzie przypadkiem stanowić jakiegoś zagrożenia??-drążył cały czas ten temat.
-Masz rację zapiąc go w grube kajdany.Jak się ocknię dajcie mi znać....
Powiedział jednocześnie powoli wracając na swój okręt...
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pon Kwi 20, 2009 9:16 am

Po pierwsze

Cytat :
Grubość tego miecza potrafiłaby z ogromną łatwością odrąbać mu głowę

Grubość miecza nie ma nic związanego z możliwościami odrąbania głowy.
Gdybyś napisał wielkość to pasowałoby trochę bardziej choć też niezbyt.
Nawet największa broń biała ma cienkie krańce ponieważ odcięcie czegoś czym o nie cienkim końcu jest bardzo trudne.Wtedy łatwiej jest np. zmiażdżyć czyjąś szyję niż odciąć głowę.

Po drugie to wkradło się chyba trzy/cztery orty i poprzestawiane literki.
2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sro Kwi 22, 2009 8:05 pm

Nowa nadzieja...

Ostatnie dnie i noce z całą pewnością pozostaną w pamięci Akachiego do końca jego żywota.Bity, wyśmiewany a nawet czasami torturowany bez żadnego powodu...od tak dla zabawy.Od rana do wieczora musiał spełniać zachcianki piratów jako ich poddany.Tą hańbiącą gorycz musiał jednak zamaskowany przełykać choć i to było bardzo trudne.
"Można ranić ciało lecz honor i duma nie ucierpią..."-cały czas powtarzał sobie te słowa.
Na jakąkolwiek odmowę zadania nie mógł sobie jeszcze pozwolić.Słaby, wygłodniały oraz wymarznięty...takie katusze także musiał znosić.Zimne noce spędzał w ciasnym zakamarku do którego docierało jedynie światło księżyca.Jakim cudem mężczyzna przetrwał w takich warunkach??.Miał cel w życiu który musiał wypełnić.Godził się z faktem że nie będzie łatwo ale czy śmierć na pirackim okręcie będzie miała jakiś sens??.Gdy tylko nastanie odpowiednia okazja oraz czas...wówczas gniew Akachiego dosięgnie tych którzy w tak okrutno i bezlitości gardzili jego osobą.
Pewnego dnia gdy miał wymyć cały górny pokład zamaskowany podsłuchał rozmowę dwojga piratów na temat celu podróży.Okazało się że mają płynąć do wybrzeży zachodniej Norwegii.Później oczywiście okazało się że to była prawda chociażby ocieplający się klimat w porze dnia i nocy.Jednak jeszcze przed dopłynięciem do lądu na Akachiego czekała jeszcze jedna "niespodzianka".Gdy tylko powrócił do swojego małego pomieszczania ku jego oczom ukazał się dziwny widok.Dziewczyna odziana w szare brudne, podarte szaty klęczała skulona w ciemnym rogu.Od czasu do czasu było słychać szelest jakby chciała przestać płakać.I w tym właśnie momencie coś ukuło Akachiego głęboko...głęboko w sercu.Wyjął swój płaszcz z "skrytki" którą znalazł pewnego razu i podszedł do dziewczyny mówiąc odrobinę cieplejszym tonem.
-Proszę...to powinno Cię ogrzać...-powiedział i nie czekając na jej reakcję załorzył płaszcz na placy dziewczyny.
Drobna osóbka odwróciła na moment głowę w stronę mężczyzny.Przez kilka sekund potomek rodziny Mitterandów mógł ujrzeć posiniaczoną twarz...prawdopodobnie zrobili jej to piraci...
-Łajdaki...-powiedział cicho pod nosem zaciskając w tym samym czasie pięść.
Dziewczyna z całą pewnością nie ufała Akachiemu.Chociaż początek z jego strony był...można powiedzieć bardzo udany.Anglik usiadł sobie w drugim rogu powoli zdejmując swoją maskę oraz kaptur.Białe włosy splątane w całość opadły na jego...spaloną twarz.
-Co Ci się stało??-zapytała odrobinę nieśmiałym głosem.
Akachi nie spodziewał się po niej aż tak szybkiej reakcji.Nie mniej jednak postanowił jej odpowiedzieć lecz pragną nie patrzeć na nią...chciał oszczędzić jej widoku "Potwora".
-Wypadek...z młodzieńczych lat.Mój dar i moje przekleństwo.Moja prawdziwa natura...-powiedział dość nietypowo mężczyzna.
-Czemu mi pomogłeś nieznajomy??-ponownie go zapytał co raz śmielszym tonem.
-Nie mogę pozostać obojętny co oni Ci zrobili...łajdaki nie mają żadnego honoru!-krzyknął wręcz ze złości.
-Ty także nie masz z nimi dobrze...-odpowiedział odrobinę ocierając oczka z łez.
W tym samym czasie Akachi odwrócił się do niej.Swoimi błękitnymi oczyma spojrzał na nią czułym ciepłym wzrokiem.Było mu żal dziewczyny i pewnie wzajemnie.Oboje przeszli przez "piekło na ziemi...a raczej morzu".
-Jak się czujesz??.Czy bardzo bolało gdy...-zawahał się odrobinę nie spuszczając z niej wzroku.
-Nie.Przyzwyczaiłam się do bólu.Już od dziecka miałam pod górkę...córeczka dziwki z zawszałego burdeliku...-powiedziała wyraźnym podirytowanym tonem.
-Bogowie są niemiłosierni...karzą nawet tych którzy na to nie zasługują...-odpowiedział jej ponownie dziwnym stwierdzeniem.
-A ty jak tutaj dotarłeś?.
-Zostałem niewolnikiem...ale już niedługo kara boska spłynię na tych ludzi jak biblijny potop...
W chwili wypowiedzenia ostatnich słów do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna.Na prawym oku widniała opaska a czarna chusta z białą czaszką mówiła sama za siebie...stu procentowy pirat.
-Cześć Isabell...-powiedział uśmiechając się jednocześnie szyderczo ukazując tym samym zgniłe zęby.
Jak się masz....nasz kapitan na ten wieczór pragnie towarzystwa dziewki.A ty jedyną jesteś na pokładzie..-powiedział śmiejąc się od ucha do ucha.
Następnie chwycił mocno jedną ręką dziewczynę za ramię unosząc ją do góry.Błękitny płaszcz który podarował jej Akachi spadł na drewnianą podłogę.Ciemne włosy opadły na plecy jeszcze bardziej odsłaniając jej posiniaczoną twarz.
-Idziemy złotko...
-Nie...-powiedział Akachi tarasując im drogę.
Zamaskowany jednocześnie jeszcze zamknął drzwi prowadzące tutaj.W pomieszczeniu panował półmrok.Pirat spoglądał przeszywającym wzrokiem na niewolnika.Powoli lewą ręką wyciągał ostrze kordelasa.
-Już nie żyjesz...kilka cięć mieczem by Ci się przydało...-powiedział pewny siebie pirat i ...
Po chwili wyciągając miecz chciał zadać błyskawiczny cios Akachiemy jednak ten przewidział ten ruch i zdołał zrobić unik.Dziewczyna tym samym upadła z małym hukiem na podłogę.Czyżby Akachi walczył właśnie za nią?.Przy następnym ataku "nasz bohater" nie miał już tyle szczęścia.Kolejne szybkie cięcie skierowane w jego ramię w pełni się powiodło.Zamaskowanego mężczyzna ogarnął szał...chęć zemsty...pragnienie wylania krwi...
Z impetem ruszył na pirata niczego się nie spodziewającego.Błyskawicznie skoczył w jego stronę kierując prawą pięść prosto w jego kark.Potężny cios osiadł w wybranym miejscu przez co mężczyzna padł na ziemię upuszczając miecz.Przez następne sekundy trzymał się mocno na szyję nie mogąc oddychać.Akachi doskonale wiedział gdzie ma pokierować swój spotęgowany gniew.
-Teraz bydlaku zapłacisz za moją krzywdę...i jej...-powiedział spoglądając kątem oka czy nic nie jest dziewczynie.
-Głupcze...moja śmierć niczego Ci nie przyniesie!!.Będziesz karmą dla rekinów w morskiej otchłani!!-rzekł uśmiechając się ponownie szyderczo.
W tym właśnie momencie spotęgowany gniew jeszcze bardziej urusł i można powiedzieć że przekroczył tą "górną granicę".Akachi mocno chwycił miecz prawą dłoń i mocno się zamachnął.Wymierzony cios ponownie osiadł tym razem...na jego głowie odcinając ją.Krew trysnęła z szyji prosto na dziewczynę oraz zamaskowanego.
-Choć...nadszedł czas zemsty...-powiedział pewny siebie nie spodziewając się tym samym co nastanie za dosłownie kilka sekund.
Do pomieszczenia w którym przebywali wparowało rozbiajając drzwi wejściowe kilku piratów z toporami, siekierami czy ogromnymi dwuręcznymi mieczami.Po środku nich stał dobrze mu znany kapitan ten radosnej "szajki".
Akachi wolną dłonią odsunął dziewczynę bezpiecznie za siebie.Jego wzrok przeszywał każdego z mężczyzn którzy wręcz kipieli z pewności siebie.Po chwili kapitan przerwał to irytujące milczenie.
-Akachi przestań...nie masz żadnych szans w pojedynkę.Źle oceniasz sytuację...-powiedział lekko rozkładając dłonie.
-Już wolę zginąć niżeli dłużej tutaj pozostać!!-krzyknął stanowczym tonem.
-Jak wolisz...-odpowiedział kapitan karząc tym samym zaatakować zamaskowanego gdy nagle...
Dziewczyna wybiegła za pleców Mitteranda.Rozłorzyła szeroko ramiona na znak że się z tym nie zgadza.Następnie wręcz błagalnym tonem rzekła w stronę przywódcy.
-Jeżeli już ktoś ma zginąć to niech to będę ja...oszczędź proszę tego mężczyznę...on nie zawinił to ja mu kazałam tak zrobić...-zaczęła zmyślać dziewczyna.
-Naprawdę??.To bardzo kusząca oferta...
ale dobrze mam dzisiaj dobry humor.Leo zabierz ją do mojej komnaty a wtedy...-przerwał uśmiechając się szyderczo w stronę Akachiego prubójąc go jeszcze wnerwić.
-Broń się!!!-krzyknął bohater szarżując na piratów.
Niestety...w pojedynkę nie dał sobie rady.Pięciu rosłych i potężnych mężczyzn z łatwością obezwładniło Akachiego jeszcze pastwiąc się nad nim troszkę.Następnie zakuli go w kajdany i rzucili do konta gdzie jeszcze nie tak dawno siedziała dziewczyna.Isabell spojrzała jeszcze ciepłym i czułym wzrokiem jakby chciała podziękować anglikowi za dobro które przez niego doświadczyła.Szkoda tylko że tak właśnie się zakończyło...

Akachi ponownie zawiótł kolejną osobę...nie bliską lecz także nie obcą...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Kwi 26, 2009 10:10 am

Poza paroma drobnymi potknięciami nie mam zastrzeżeń. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Czw Kwi 30, 2009 3:23 pm

Gdy tylko statek w końcu dobił do portu w Norwegii Akachi mógł ujrzeć wreszcie upragniony ląd.Sprawy oczywiście potoczyły się w inny sposób niż początkowo przypuszczał.Żegluga na otwartym morzu nie specjalnie służyła zamaskowanemu ani tym bardziej bycie niewolnikiem w rękach piratów.Zakuty w kajdany powoli wychodził ze statku.Kolana mu niesamowicie drgały z zimna z resztą tak jak pozostałe części ciała.Odziane w skromne podarte szaty musiał znosić te wszystkie upokorzenia.Spojrzenia przechodniów na Akachiego zdawały się teraz być jeszcze bardziej nasilone.Maska na twarzy "dodawała pikanterii" w jego wyglądzie.Jeden z piratów zawiązał go jak psa na smyczy tuż przed gospodą.Jeszcze na koniec do niewolnika podszedł kapitan okrętu z wyraźnym uśmiechem na ustach.
-Widzisz...ze mną nie wygrasz...-powiedział bardzo pewnym siebie tonem mężczyzna lekko poklepując Akachiego po masce.
Dziedzic rodu Mitterandów nie miał nawet siły aby mu odpowiedzieć.Tak samo nie czuł już bólu ani cierpienia.Powoli aczkolwiek pewnie osuwał się na "samo dno".Prawdopodobnie pozostałoby mu kilka godzin życia gdyby nie...
zainteresowanie jednego z tytułowych "gapiów".Gdy inni wytykali palcami Akachiego bądź odwracali się do niego plecami jedna postać z tłumu kucnęła przy nim.Dokładnie oczy zamaskowanego nie mogły spostrzec twarzy przybysza.Skrywała ją kaptur i...maska.
-Ciężki los prawda??.Z całą pewnością...nikt nie chciałby być w twojej skórze.-przełamał pierwsze lody tajemniczy przybysz.
-I co ja mam począć??-zapytał prawie pół szeptem Akachi lekko unosząc głowę.
-W twojej sytuacji widzę tylko dwa rozwiązania.Albo szybką śmierć bez żadnego cierpienia albo...-tutaj się odrobinę zaciął.
-Albo??-zapytał najwyraźniej zaciekawiony mężczyzna.
-Otrzymać drugą szansę...
Akachi nie wiedział co ma o tym myśleć.Przybysz zdawał się być bardzo pewny siebie mówiąc te a nie inne słowa.Jednak było w nim coś takiego tajemniczego...coś czego wojownik nie mógł określić dokładnie.W tym momencie powoli ludzie zaczęli się rozchodzić jakby byli znudzeni widokiem "niewolnika".Jedynie przed Akachim pozostała ta sama postać.Czekała długo na odpowiedź...ale stosunkowo była to nie łatwa decyzja.
-Wybieram śmierć...dla mnie nie ma już nadziei...-powiedział zrezygnowanym tonem Akachi czekając na reakcję przybysza.
Ten początkowo nie odpowiedział.Jedynie jaki ruch wykonał to zdjął z głowy kaptur ukazując brązową maskę z białym smokiem usytuowanym nad prawym okiem.
-Wybór został dokonany...-powiedział i w tym samym momencie wokół niego pojawiła się jasna aura.
Owa aura błyskawicznie objęła ich dwóch jednocześnie bijąc dużym blaskiem.Akachiemu zdawało się że właśnie w tej chwili jakby "umarł czas".Wszystko zatrzymało się w miejscu a jedynie w ruchu są on i dziwny przybysz.
"Co to za moc??"-pomyślał o dziwo lepiej się czując.
Następnie przybysz wyciągnął prawą dłoń z pod płaszcza.Kładąc ją na klatce piersiowej zamaskowanego rzekł.
-Jakubie Mitterandzie...zostałeś wybrańcem...
Twój żywot nie może dobiec końca w tej chwili i w tym miejscu.Podąrzaj w stronę wyznaczonego Ci celu...-powiedział i w tym samym momencie część jego energii spłynęła na Akachiego jak grom z jasnego nieba.
Błyskawicznie chłopak odzyskał dawny wigor i energię która przywróciła go do życia.Ponownie czuł w sobie moc oraz pewność siebie.Łańcuchy które go pozornie zniewoliły rozerwał jednym pchnięciem jakby były wykute z najgorszego metalu.Chwilę później Akachi spojrzał na swojego wybawiciela.
-Jak mam Ci dziękować??-zapytał radosnym tonem.
-Nie musisz...wystarczy że teraz skierujesz swój gniew na tych którzy doprowadzili Cię do takiego stanu Jakubie.
-A właśnie skąd znasz moje...-przerwał w połowie zdania Akachi gdy zobaczył że nikt przed nim już nie stoi.
Z normalnego punktu widzenia było to dość dziwne.Bezinteresowna pomoc w tych czasach?.Wydaje się być niemożliwością.Jedyną poszlaką którą ma Akachi to ten dziwny symbol na masce tego nieznajomego.
"Z całą pewnością zapamiętam Cię...i przyrzekam na bogów że spłacę swój dług..."-pomyślał jednocześnie wstając.
Akachi teraz czuł w sobie potęgę jakiej nigdy wcześniej nie doświadczył.Czyżby ten dotyk mógł sprawić że obudził w sobie nowe pokłady mocy??.Mocy która tak głęboko tkwiła w nim przez te wszystkie dni mozolnych treningów??.Akachi nie miał zamiaru się tym zastanawiać.Udał się z powrotem na pusty jak się okazało okręt.Zabrał wszystkie swoje rzeczy z niego oraz coś jeszcze...
-To powinno się przydać...-szepnął pod nosem wyciągając jednocześnie z pokoju kapitana dosyć ładnie zdobiony kordelas.
Prędko włożył go w pochwę i umieścił na plecach.W podobnym tempie udał się do gospody gdzie obecnie przybywała cała "wesoła kompania".Akachi nie patyczkując się z wielkim hukiem przekroczył próg drzwi wejściowych.
-Od teraz prześladowany zostanie prześladowcą!-jedynie to powiedział suchym tonem wyciągając miecz z pochwy.
Każdy zgromadzony tutaj pirat nie wiedział co ma o tym myśleć.Jednak gdy tylko Akachi wyciągnął broń...zapanował w ich serach strach oraz bezradność.Pewny siebie zamaskowany zaczął wręcz "wyrzynać" każdego po kolei konsekwentnie zbliżając się do kapitana...źródła jego upokorzeń.Z każdym kolejnym cięciem przybywało jakby siły Akachiemu oraz natchnienia do kontynuowania jego dzieła.W końcu gdy ostatni z "płotków" runął bezwładnie na ziemię zamaskowany mężczyzna stanął przed nim...
-Wreszcie...-powiedział patrząc na niego z "góry".
Można powiedzieć że pirat był w potrzasku.Pas na którym widniała jego broń był zawieszony na stojaku...kilka metrów od niego.W żaden sposób nie mógł go teraz dosięgnąć.
-Błagam...nie zabijaj mnie...dam Ci złoto...statek...wszystko!!-zaczął wręcz błagać na kolanach Akachiego lecz ten nie był skłonny do jakichkolwiek kompromisów.
-Psie...zapłacisz teraz za wszystko...-powiedział mężczyzna jednocześnie przykładając mu miecz do skroni.
Kapitan jak zwyczajne dziecko przelukł się i zamknął oczy.Cały zaczął drżeć jak galareta ze strachu.Z całą pewnością nie takiego scenariusza się spodziewał.I właśnie w tym momencie nastąpił punkt kulminacyjny tej akcji.Wydawało się że Akachi był rządny krwii jego prześladowcy lecz ten...okazał litość!.
-Zejdź mi z oczu psie...i niech moje oczy Cię więcej nie widzą...-powiedział jednocześnie odwracając się na pięcie.
Powolnym krokiem zaczął zmierzać w stronę wyjścia cały czas trzymając miecz w ręku.Nie ufał mu...przeczuwał że może coś zrobić głupiego i tym razem nie mylił się.Kapitan wykorzystał pierwszą wolną okazję aby sięgnąć dłonią miecz gdy nagle...
Akachi wykonał szybkie aczkolwiek precyzyjne cięcie i ręką kapitana leżała cała we krwii na podłodzę.Nie miłosierny ból wydobywał się z jego gardła.Taka była cenna...
-Miałeś szansę...nie wykorzystałeś jej.Teraz błagaj Boga o wybaczenie...-rzekł Akachi wychodząc z gospody.
Wychodząc na dwór wreszcie poczuł że jest w pełni wolny.Ukarał tych którzy w taki sposób z nim postępowali.Teraz mężczyzna miał otwartą drogę aby ruszyć w stronę Asgardu...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Maj 01, 2009 10:30 am

Długo, całkiem ładnie, ale z błędami. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sob Maj 09, 2009 4:40 pm

Życie po odzyskaniu wolności okazało się dla Akachiego nie tak bardzo atrakcyjne.Dalej jego wygląd budził pewne wątpliwości oraz tematy do plotek dla okolicznych mieszkańców.Do tego akurat mężczyzna się przyzwyczaił jednak stawało się to powoli irytujące.
"Ci głupi zacofani ludzie...niczym się nie różnią od tych w Anglii..."-pomyślał przechadzając się po ulicach miasta.
Dłonie miał głęboko schowana pod płaszczem.Akachi nie czuł zimna ani bólu.Wystarczająco ich już doświadczył w ostatnim czasie.Jednak coś od dawien nie dawało mu spokoju.Ta tajemnicza osoba która bez interesowanie pomogła zamaskowanemu mężczyźnie uwolnić się z pod ciemiężcy piratów.
"Jedyna poszlaka to jak na razie brązowy smok na prawym rogu jego maski..."-myślał dalej szukając w pamięci jakiś szczegółów.
Poza tym była jeszcze wielka moc która towarzyszyła tej postaci.Dziedzic Mitterandów po raz pierwszy w życiu czegoś takiego doświadczył.
-Z całą pewność ta energia była o wiele większa niż u mistrza...-szepnął pod nosem nagle się zatrzymując.
Nie było raczej szans aby uzyskać od kogoś pożytecznych informacji.Tutejsi albo wolą nie wtykać nosa w cudze sprawy lub są po prostu niechętnie do działania.Chyba że...
-Nie to głupie...pieniądze tu nic nie wskórają...
Zamaskowany odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem w stronę portu.Gdy mijał lokal w którym dokonał masowej rzezi na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.Dokonał samo osądu...wybrał drogę w której jedyną przeszkodą byli piraci.
"Niech głupcy smażą się w piekle..."-dalej napawał się tą myślą Akachi gdy...
Tak...jeden z tytułowych "gapiów" rozpoznał go jak wchodził do gospody z kordelasem.To wystarczyło aby wysnuć odpowiedni wniosek...
-Łapać go!!.Morderca!!!.-krzyczał rozwścieczony tłum od razu ruszając w stronę Akachiego.
Dopiero w tym momencie tak na prawdę zamaskowany zaczął "żyć".Nie mogąc pozostać obojętny na to co się dzieje ruszył ile miał sił w nogach do okrętu w którym przypłynął.Jego siła i zręczność z całą pewnością przeważały nad umiejętnościami "motłochu".
Powoli obraz statku stawał się wyraźniejszy lecz nie miał szans aby sam go pokierować.Mężczyzna potrzebował dobrego korsarza...jakiegoś wilka morskiego z wieloletnim doświadczeniem...po prostu potrzebował kapitana.Z reguły w mieście portowym powinno być ich od "cholery" lecz czasu było niewiele.Akachi musiał coś wymyślić...i to teraz!.
Zamaskowany jak gdyby nigdy nic zatrzymał się w miejscu wyciągając jednocześnie miecz z pochwy.Stanął w pozycji obronnej oczekując na tych wszystkich ludzi którzy pragnął wymierzyć w ich mniemaniu sprawiedliwość.
-Głupcy...odejdźcie stąd albo...-powiedział suchym charakterystycznym dla siebie tonem Akachi gdy nagle...
-Albo co...-przerwał mu czyjś głos.
-Już możecie prosić plebanów o ostatnią modlitwę...
Wymawiając ostatnie słowa po twarzy Akachiego spłynęła kropla potu.Jeszcze mocniej chwycił rękojeść brudnego od krwi miecza.Czekał na ich ruch teraz...inni pozostawali w bezruchu jakby obawiali się że może im się coś stać.Dopiero po chwili wyłonił się jakiś "ochotnik".
-Ty...-szepnął mężczyzna nie dowierzając.
Z pośród tłumu wyłoniła się ta sama postać która pomogła wtedy Akachiemu.Miała na sobie białą maskę z wizerunkiem brązowego smoka długi płaszcz skrywał jej ciało.W prawej dłoni dzierżyła bicz zakończony ostrymi kolcami.
-Zostajesz aresztowany w imieniu sprawiedliwości!.Opuść broń i poddaj się!-krzyknął o dziwo mężczyzna rozkładając swój bicz.
-Ale...ale...-za jąkał się nie dowierzając.
"To nie może być ta sama osoba przecież...teraz chcą mnie zamknąć??!!"-pomyślał lekko się prostując.
Akachi rozejrzał się po wszystkich tutaj zebranych.Nie miał szans w starciu z pewnie tak doświadczonym wojownikiem.Ponadto ciekawiło go to o co może mu chodzić...i kim tak na prawdę jest.Dochodziło także pytanie czemu teraz chce go poskromić.Czasem mężczyźnie dobrze wychodziła gra pozorów...miał szansę się teraz wykazać...
-Dobrze....poddaję się...
-Mądry wybór-rzekł podchodząc do niego kumulując jednocześnie swoją siłę.
Wokół niego pojawił się bordowo-czarna aura która otoczyła ich oboje.Po chwili zniknęli...rozpłynęli się w powietrzu zostawiając po sobie dużo dymu.Lud nie mógł uwierzyć w to co widział.Jedyni mówili że to czary...drudzy że opętała ich moc piekielna.Powoli rozchodzili się do domów.Będą mieli jeszcze o czym rozmawiać przez następne dni.A co się stało z Akachim??.
Z całą pewnością nie przewidywał takiej podróży.Jednak każda przygoda ma swój początek...jak i koniec...
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Maj 17, 2009 1:23 pm

"Gdzie ja jestem...kim ty jesteś..."-pomyślał przekrzywiając odrobinę głowę na bok.
Ku jego oczom ukazał się bardzo dziwny widok.Zdawało się mu że dryfują pośrodku wielkiej ciemności...a wokół nich znajdują się tylko jakieś małe białe punkciki.Tajemnicza postać stojąca koło niego miała włożone ręce pod płaszcz.Stała nieruchomo jakby na coś lub na kogoś oczekiwała.Gdy Akachi w końcu zdał sobie sprawę że ugrzązł nie wiadomo gdzie postanowił wreszcie pierwszy przerwać te "pierwsze lody".
-Kim jesteś i gdzie...
-Jesteśmy daleko poza światem który pamiętasz.Nie jesteśmy także w średniowiecznej Europie a także w jakimkolwiek innym miejscu.Znajdujemy się w innym wymiarze...-przerwał mu nieznajomy mówiąc niezwykle spokojnym tonem.
Zamaskowanego z całą pewnością mógł szokować fakt iż tajemnicza postać potrafi czytać w jego myślach jak w otwartej księdze.Jednak pewnie do tej pory wyciągnął z głowy Akachiego już wiele innych informacji.Zamaskowany postanowił troszkę jeszcze pograć na czasie...
-Czemu mi nie odpowiedziałeś kim jesteś??-suchy głos odbił się echem po nieskończoności w jakiej się znaleźli.
-Na ten moment nie jest to konieczne.Mogę jedynie zdradzić że jestem członkiem organizacji "pomagającej takim jak ty..."-odpowiedział mu niezwykle tajemniczo.
-No pięknie...a możesz mi chociaż powiedzieć po co się tutaj znalazłem??.
Postać na to pytanie nie odpowiadała przez chwilę.Jakby zastanawiała się nad uczynieniem kolejnego kroku.Na efekty jednak nie kazała długo czekać.Po krótkim momencie wokół niej zaczęła iskrzyć błękitno-biała aura.Towarzyszyło temu lekki mroźny wiaterek jakby chciał uspokoić Akachiego.Drobinki cosmosu latały w powietrzu w harmonii każda z równą prędkością.Następnie tajemniczy przybysz rzekł.
-Jakubie Akachi Mitterrand!.Obserwujemy Cię już od dawna.Twa historia i przeżycia z nią związane są nam znane bardzo dobrze.Sądzimy że drzemie w tobie wielki dar który należy wykorzystać!.Jednakże...-tutaj zaciął się na chwilę jakby chciał złapać oddech.
-No wyduś to z siebie!!.
-Zanim kogokolwiek przyjmiemy w nasze szeregi musimy mieć stu procentową pewnością że jest tego zaszczytu godny.Dlatego też...poddam się próbie "jednego".
W chwili wypowiedzenia tych słów przez kilka sekund nastąpiła rażąca światłość która oślepiła zamaskowanego.Stan ten nie potrwał długo a gdy mężczyzna otworzył oczy ujrzał w dłoni coś dziwnego...
"Przecież to stary miecz mojego mistrza..."-pomyślał wracając do tamtych wspomnień.
Postać odrobinkę przesunęła się w stronę "pretendenta" z rozłożonymi rękoma.
-Jakubie wysłuchaj mnie teraz uważnie.Próba jednego polega na zadaniu mi tylko jednego ciosu...będziesz mieć na to zaledwie bądź aż pięć minut.
-Łatwizna...-szepnął Akachi całkowicie bagatelizując sprawę.
-A więc niech próba się rozpocznie!!-krzyknął a w tym samym momencie jego aura ponownie rozbłysła pięknym blaskiem.
Akachi lekko podrzucił ostrze by następnie pewnie złapać je za rękojeść.Mężczyzna miał tylko pięć minut aby odpowiednio wymierzyć atak.Mógł to zrobić na wiele sposób...szybko i niedokładnie albo wolno lecz precyzyjnie.Jednak na te warunki musiał wybrać pierwszy wariant.Zamaskowany skupił się na swoim ostrzu.Przypomniał sobie słowa że miecz to przedłużenie dłoni i odwrotnie.Muszą stanowić jedność.Następnie w błyskawicznym tempie ruszył do przodu w stronę "przeciwnika".Ostrze miał skierowane właśnie w niego prosto w serce lecz ten stał niewzruszony tym wszystkim.Gdy tylko Akachi zbliżył się do niego na odpowiednią odległość pchnął z całej siły mieczem i...
odbił się od czegoś!!.
"Co jest??!!"-pomyślał nie dowierzając.
-Cztery minuty...czyżbyś zwątpił Jakubie??-zapytał żartobliwie w stronę wojownika.
Te słowa dodatkowo zmotywowały Akachiego do wykonania kolejnego ataku.Tym razem jeszcze mocniej się skupił oraz przypomniał sobie to odbicie od "niewidzialnego muru".Kolejny cios musiał być silniejszy od poprzedniego oraz bardziej precyzyjny.Ponownie błyskawicznie ruszył w jego stronę.Gdy znów znalazł się na odpowiedniej odległości Akachi podskoczył i wykonał piruet z ostrzem.Gdy tylko wylądował za nim wykonał cięcie z tyłu lecz efekt był taki sam jak poprzednio...
-Jasna cholera!!-krzyknął ciężko oddychając.
-Dwie minuty...kolejna próba była lepsza jednak czegoś zabrakło w niej...-powiedział już spokojniejszym tonem.
-Czego?!.Co może mi brakować?!.
-Poszukaj sam w sobie odpowiedzi młody Mitterrandzie.
Akachi lekko opuścił ostrze na dół.Słowa te bardzo zaintrygowały go.Czyżby istniała o wiele większa siła niż ostrze oraz praca mięśni??.
"Gdzie ją mogę znaleźć...gdzie...gdzie?!!!-krzyknął a po jego twarzy ulotniła się mała łezka.
Wówczas Jakub przypomniał sobie pewną obietnicę składaną przed obliczem mistrza miecza.Akachi obiecał mu że pomimo wszystkich przeciwności losu stanie się prawdziwym wojownikiem.Podbudowany tymi słowami Jakub ponownie wstał.Miecz uniósł bardzo wysoko ponad głowę.Oczy miał zamknięte...nie potrzebował ich gdyż widział "oczyma duszy".Wokół niego zaczęło się coś iskrzyć...jakby odkrył w sobie...
-Cosmos...-rzekł nieznajomy bliżej się przyglądając temu czynowi.
Moc Akachiego zdawała się w jednej chwili wybuchać jak erupcja wulkanu.Biało-śnieżna aura otoczyła całe jego ciało.
"Czas na wykonanie prawdziwego ataku..."-pomyślał i zaatakował...
Nie zbliżając się do niego nawet na krok a posługując się nową mocą Akachi wykonał pchnięcie mieczem samą energią.Atak przemierzał kolejne odległości z niesamowitą prędkością.Zdawało się że podczas lotu jeszcze bardziej urosła.Z całą tą siłą uderzała w "mur" który stał przed tajemniczym następnie po prostu wybuchając.Przez moment nie było widać żadnego efektu aż do chwili gdy...
-Gratulacje...zdołałeś zdać ten egzamin...-powiedział jednocześnie uginając się na nogach.
Okazało się że atak Akachiego przeszył jego serce...ale przecież nie tak chciał zaatakować!.Nowa moc wymaga od niego jeszcze wielu treningów...
Młody Mitterrand nie zdołał już mu pomóc.Tajemnicza postać "odeszła" pozostawiając jego samego pośrodku innego wymiaru...
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Cze 14, 2009 9:28 pm

Po dokonaniu tego co mogło się wydawać początkowo nieosiągalne Akachi padł na coś co mogło przypominać podłogę.Ciężko dysząc spuścił głowę na dół.Delikatnie przeczesał włosy na drugą stronę i poprawił swoją maskę.Kompletnie nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć.Z jednej strony czuł się dobrze zdając dziwaczny test.Z drugiej jednak...pozbawił życia człowieka nie mając jakiegoś ważnego powodu.
"Nie rozpaczam za jego stratą lecz...myślę że mogłem tego uniknąć gdyby.."-pomyślał jednocześnie ściskając lewą dłoń.
-Gdyby nie co Akachi??-zagrzmiał w powietrzu dziwaczny głos.
Mężczyzna momentalnie zerwał się na proste nogi.Jednak nie zaczął rozglądać się jak jakiś idiota...nie...
Uznał po prostu że tyle go już spotkało a więc i ta osoba w końcu wyłoni się.Na tę chwilę nie musiał długo czekać.Niedaleko zamaskowanego powoli wyłaniały się jakieś postacie!.W bardzo szybkim tempie otoczyły go lecz ich postawa nie miała złego charakteru.Owe postacie odziane w biało-brązowe szaty pokrywające niemalże całe ich ciało oraz maski z tajemniczym wizerunkiem smoka wpatrywały się w Akachiego jakby chciały go ocenić.Chwilę później nastąpił moment przełomowy...jedna z postaci wyszła z szeregu...prawdopodobnie ich przywódca.Lekko rozłożył dłonie na znak pokoju i majestatycznym czystym głosem rzekł.
-Długo z tego miejsca obserwowaliśmy Cię Jakubie...uznałeś swoją wartość i masz okazję...a raczej zaszczyt wstąpić w nasze nieliczne szeregi...-w tym momencie lekko się ukłonił.
Zamaskowanego lekko zadziwiła owa reakcja.Późniejsze słowa go zniesmaczyły oraz troszkę zbulwersowały.
-My!!.Jacy do jasnej cholery znowu my!!.Wyjaśnij mi w końcu dokładnie kim wy jesteście!!-nie szczędził wysokich tonów mężczyzna.
Najwyraźniej dość ostra reakcja Akachiego nie zrobiła wielkiego wrażenia na tajemniczych przybyszach.A wręcz przeciwnie...jakby się tego spodziewali.Jakby czytali w jego myślach jak w otwartej księdze.Po chwili ten który pierwszy przełamał lody znów przemówił.Tym razem odrobinę poważniej.
-Masz prawo czuć się sfrustrowany i zmęczony po tym wszystkim.Mogę Ci jedynie powiedzieć że znajdujesz się pośród swoich bracie...pośród bractwa zielonego smoka...-rzekł a wokół niego ujawniła się zielonkawa aura.
Tutaj dopiero Akachi mógłby być zdziwiony.Szczerze mówiąc nigdy nie słyszał o czymś podobnym.
"Dlaczego on mówi do mnie bracie??.Ja nie mam już rodziny..."-pomyślał w głębi serca zamaskowany.
Aura wokół członka tej organizacji jeszcze bardziej z sekundy na sekundę się zwiększała.W końcu była tak ogromna oraz przytłaczająca że "powaliła" Akachiego na kolana.
-Jesteśmy ludem zielonego smoka...czcimy zielonego smoka...Ty...możesz do nas dołączyć!.Musisz tylko wyzwolić się ze wszystkich pragnień oraz uczuć.Musisz stać się tym czym my jesteśmy...
-Ale ja już obiecałem...ja...-wracał do dawnych wspomnień Jakub.
Powoli otaczającego go postacie zaczęły wtapiać się w cień.Kilka sekund później pozostał już tylko jeden.Ten który miał przeprowadzić ostateczną próbę...próbę wierności...
-Akachi Jakubie Mitterand!.Jesteś gotów aby wejść na wyższy poziom i dołączyć do nas??-rzekł unosząc wyżej jedną dłoń.
W tym momencie mężczyzna się zawahał.Nie wiedział co ma odpowiedzieć.Z jednej strony miał dotychczasowe życie oraz wyznaczone cele przez jego mistrza.Z drugiej nowe drogi jeszcze nie odkryte przez żadnego innego Angilka.Możliwość zobaczenia prawdziwego smoka...tego takiego z legend i mitów!.Akachi lekko westchnął i rzekł stanowczym głosem.
-Udam się razem z tobą...przystaję na twoją propozycję...
-Wiedziałem że jesteś gotów...-rzekł a po chwili razem rozpłynęli się w powietrzu...
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Cze 21, 2009 3:30 pm

Biegł. Szaleńczo. Wokół okrutna zamieć. Jak to zwykle. Słońca też już bardzo dawno nie widział. Jak to zwykle. Jedyne skórzane buty pomału zaczęły przesiąkać. Kubrak, który miał na sobie już dawno przesiąknął śniegiem i cały był mokry i ciężki od tego. Jednak cel był ważniejszy. Chociaż z drugiej strony wydawać się mógł nieco, hm... niepoważny.
Najgorsze zaś bywało wspinanie się na zaspy. Wtedy to praktycznie nie szedł, a toczył się w tym śniegu.
Niekiedy zaś przystawał i patrzył na wschód. Tam to spodziewał się radosnego przywitania. Nieraz, na samotniczej, wyschłej, owiewanej ciągle przez wiatr, nagiej skale zatrzymywał się i dotykał jej dłonią. Czuł ją. Jej płacz i krzyki radości, że oto ktoś z nią jest. Tak się przynajmniej mu wydawało. Jak zresztą wiadomo, cały czas mu się coś wydawało. Te wydawanie już od małego wchodziło mu w życie codzienne. Czuł się bowiem na tej skale jak monument, jedyny pomnik stojący na wiecznym cokole. Skała go utrzymywała, a on był jej ozdobą, jedynym przyjacielem. Nie mógł jednak zostawać cały czas na tej skale. Lubił też po niej biec. Tak też więc robił.
Tuz obok jego wędrówki toczyła się inna. Na nieboskłonie tańczyły parami i w grupach gwiazdy.
W końcu, kiedy znalazł się u zbocza gór rozpoczął się kolejny etap wędrówki. Począł się wspinać. Początkowo taka wędrówka szła mu bardzo dobrze. Czuł się pewny i zwycięski gdy pokonywał kolejne przeszkody. Schodzenie w dół sprawiało za to zdecydowanie większą frajdę. Nie schodził on bowiem tak jak się schodzi, tylko tam gdzie było to możliwe zjeżdżał sobie po śniegu. Przyjemne z pożytecznym. Choć zapewne aż tak bardzo pożyteczne to to nie było. Szczęśliwie góry, z którymi miał się uporać nie były zbyt wysokie, były to raptem wzgórza, jakże bardzo jednak przez klimat wywyższone. I czy to jakaś siła, czy to szczęście okrutne powodowały, że nigdy lawina nie przykryła chłopca, a on nawet o niej nie pomyślał.
Wreszcie dotarł do małej doliny. Tam to znajdowała się wioska, która była celem tej wędrówki. Nie widziani dawno ludzie wydawali się takim nieocenionym dobrem, które wreszcie go spotkało. Witał tedy zwykłych mieszkańców wesołymi pozdrowieniami. Co jakiś czas spoglądał na wschód. Ale jeszcze czas nie przyszedł.
Wędrował więc dalej, aż do konkretnego miejsca, gdzie miał się dostać. Które co każdy miesiąc obierał sobie za cel wyprawy z rodzinnego miejsca.
Tutaj, to na tym ogrodzonym kamiennym płotem skrawku ziemi, pod skałami i przykryty zimową zmarzlina leżał grób jego przyjaciela. Teraz już owy mężczyzna nie opowiadał bajań. Cóż, może przynajmniej niektórym się tak wydawało. Ten, który odkrył smoka dla przyjaciela. Który znał gwiazdy i wszelkie opowieści. Wyprawa do niego była czymś ważnym i nieodzownym, mimo mrozów, śniegów, ciemności.
Ciemności, która nawet już przestawała być złą i smutną. Takiej, która zawsze odwracała głową na wschód. To ona nakazała tam patrzeć, aby nie patrzeć w jej oczy. Ona nauczyła cierpliwości i godnego znoszenia trudu oczekiwania na jasność. Która oto następowała. Długo oczekiwana. Radosna. Nagle objęła swymi ramionami cały świat. To ona potrafiła bez trudu wskazywać kierunek. Wtedy to jednak nagle świat stawała się bardzo odmienny od nocnego. Nagle przypominały się zimne stopy, mokre ubranie, życie nabierało barw bardziej zwykłych, normalnych pozbawionych tego co lubił - nieodgadnionej wędrówki, bardzie prozaicznych niż w nocy. Wtedy to często bywało, że tracił pojęcie, nie mógł się zdecydować, a dezorientacja robiła w nim swoje. Żegnał się z przyjacielem w kamieniu i odbiegał. Sfrustrowany i nieswój. Na rozdrożu światów. O dwoistej naturze. Tak jak dwugłowy smok.
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Cze 21, 2009 5:23 pm

Widać, że pisałeś ale nie oceniali Ci.
Oceny za treningi:
09 Maj: 2 lvl
17 Maj: 2 lvl
14 Czerwca: 2 lvl
21 Czerwca: 2 lvl
W sumie otrzymujesz: 8 lvl.
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Gru 04, 2009 5:36 pm

Powrót…



Nawet w najgorszych snach, myślach nie spodziewał się, że
kiedyś będzie mu dane znaleźć się w takiej sytuacji. Otoczony przez dziką,
nieposkromioną naturę leżał półprzytomny na jakimś wzniesieniu. Całe jego ubranie było podarte, a także umazane krwią…nie wiadomo tylko czyją. Wszystko wyglądało to jakby niedawno została tutaj stoczona bitwa. Kto z kim walczył??. Jakie były tego powody??. Niestety na te pytania należy jeszcze poczekać…długo poczekać.
Jakub Mitterand w tym momencie znajdował się na granicy
życia i śmierci. Z całą pewnością jest to dość krucha i cienka linia. Jedno nie przemyślane posunięcia i bach!!!!. Skutki będą nieodwracalne. W tym nie pożądanym stanie wojownik rodem z Brytanii starał się wygrać wyścig z czasem…pragną otrzymać jeszcze jedną szansę, aby wykazać się. Jedynie szczerość serca, a także odwaga płynąca z niego może przybliżyć go do otrzymania aktu przebaczenia. Jednak…następne pytanie brzmi co dalej??. Jeżeli wszystko pójdzie po myśli Jakuba jakie będą następnie jego kroki?. Służba bogom oraz przyjaciołom?. A może całkowite oderwanie się od znanej mu rzeczywistości. Ziarenka piasku w „wielkiej klepsydrze czasu” spadały nieubłagalnie. Nastał moment, aby podjąć decyzję.


Zamaskowany mężczyzna musiał dokonać prostego wyboru. Z jednej
strony…śmierć rozwiązałaby wszystkie dotychczasowe problemy. Jednak byłaby to niehonorowa ucieczka, którą potępili by wszyscy. Z drugiej natomiast życie…piękny dar ofiarowany człowiekowi przez bogów. To „wyjście” wiązałoby się z dalszymi rozterkami, różnego rodzaju problemami oraz bólem i cierpieniem. Gdy piasek na „klepsydrze czasu” w końcu wysypał ostatnie ziarenka Jakub musiał podjąć decyzję.
Aura wokół jego półmartwego ciała delikatnie zaiskrzyła
błękitnym blaskiem. Mężczyzna próbował w jakiś sposób się ocknąć lecz ból w mięśniach oraz liczne zadane rany kategorycznie mu tego odmawiały. Akachi z całej siły chciał się ocknąć…wybór został dokonany.

„Będę żył…będę zawodził dalej...lecz z czystym sumieniem, że spróbowałem…”-pomyślał a aura z sekundy na sekundy coraz silniej promieniowała.

Po dłuższej chwili zdołał się ocknąć lecz obraz widziany
przez jego oczy był częściowo zamglony. Wówczas wojownik poczuł dość dziwne, nietypowe uczucie. Pierwszy raz w życiu go to spotkało. Był to strach…paniczny strach. Wynikało to z faktu, że nie wiedział co dalej zrobić. Z nikąd szukać pomocy…na pewno nie w takim miejscu. Rany przecież same się nie zagoją…a ból wydobywający się z nich stawał się jeszcze bardziej uciążliwy. Wszystkie te czynniki potęgowały jeszcze to dziwne uczucie.

„Nikt nie powiedział przecież, że powroty będą łatwe…”-pomyślał w głębi serca Jakub opuszczając głowę na zimną ziemię.

Zawsze pomysłowy, odważny wojownik posługujący się tak
potężną bronią jak kosmos nie potrafił teraz rozwiązać tego problemu. W
skrócie…wstyd było się przyznać do tego. Wielka duma oraz honor nie pozwalały mu na to. Ten ostatni został nie dawno mocno nadszarpnięty przez pewną osobę…która doprowadziła go do takiego stanu. Wniosek nasuwał się tylko jeden…

„Zemsta…po stokroć zemsta!!”- aura wokół niego nabrała odrobinę ciemniejszego blasku.

Faktycznie…plan ten mógłby zaspokoić częściowo jego urażoną
ambicję. Jednak była to namiastka tego co go czeka. Powtórzyć należy więc pytanie…co dalej??.
Zemsta sama się nie dokona a on dalej leży pośrodku natury nie wiadomo nawet gdzie.
Aby wyrwać się z tej beznadziejnej sytuacji musiał najpierw pokonać strach...
Później powinno pójść znacznie łatwiej o ile przeznaczenie na to pozwoli.


Leżał niewzruszony dumając nad tym co się właściwie wydarzyło.
Dalej obrazy w jego głowie były rozmazane, nieczytelne. Nie potrafił z nich nic wydedukować ani tym bardziej poskładać je w całość. W tej samej chwili wokół niego zaczęły się pojawić dziwne punkty świetlne. Towarzyszyło im szum wiatru a także melodia…nietypowa melodia, która docierała do uszu wojownika. O dziwo…działa na niego kojąco. W pierwszej chwili pomyślał sobie, że to jakaś iluzja płata mu figle. Jednak dźwięk nie zanikał lecz z każdą minutą wzrastał i stawał się wyraźniejszy.

„A może to pomoc??. Jednak kto by się tutaj pofatygował…”-rozwiał swoje nadzieje Jakub jak silny wiatr stare liście na drzewach.

Z całą pewnością ciekawiło go co to może być. Nie miał dość
sił, aby się odwrócić i spojrzeć na to zjawisko. Mógł jedynie zaufać swoim
zmysłom a także kosmosowi. Na pewno emitowana przez niego aura powinna zostać dostrzeżona przez te „dziwne punkty”.

Tak też się wkrótce stało… Jakub dość wyraźnie poczuł prezencję kilku otaczających go osób. Nie musiał ich widzieć…ich aury były naprawdę silne. Tajemniczy przybysze szeptali coś do siebie niezrozumiałego, prawdopodobnie w innym języku. Jakub postanowił wykrzesać z siebie jeszcze troszkę energii, aby coś powiedzieć.

-Pomocy…pomocy…-wyszeptał dwukrotnie zamaskowany.
-Milcz Kalach-cha!!- jak piorun z nieba odezwał się srogi głos jednego z przybyszy.
Czeka Cię jeszcze gorszy los niż ten, w którym się znalazłeś…twoja zbrodnia zasługuję na najwyższy wymiar kary!. Nie będziesz umierał raz…lecz setki razy!!- ponownie ten sam srogi głos.


Jakub nie miał dość siły aby wdać się w dyskusję z nimi.
Mógł na razie liczyć na to, że to jest jedno wielkie nie porozumienie…a może jednak nie?. Z całej tej wypowiedzi nie rozumiał jednego. Jaką to
zbrodnie popełnił, że naraził się na gniew tych osobników?. W tym momencie strach częściowo osłabł a wkradła się typowa ludzka ciekawość.



Dwoje z przybyszy poderwało rannego wojownika z ziemi.
Jeszcze kropelki krwi spływały mu po ubraniach, a także po ubrudzonej masce. Zaraz potem wokół przybyszy pojawiła się wielka zielona aura… znikli. Cała podróż dla Jakuba wydawała się trwać latami. Jednak
w rzeczywistości trwała ona dosłownie kilkadziesiąt minut. Zmęczony, zdezorientowany a co najważniejsze…bezbronny „przekroczył” wrota nowego magicznego miejsca. Wokół wyczuwał tętniący się kosmos.
Wydawało się jakby miał zaraz eksplodować. Przez chwilę zapomniał o bólu i całej tej sytuacji…czuł się lepiej. Szkoda tylko, iż było to złudne uczucie. Dwaj osobnicy odtransportowali go do jednej z komnat. Wyglądała ona na dość bogato zdobioną a łóżko było naprawdę komfortowe. Po chwili do pokoju weszła kolejna sylwetka.

-Co z nim??- zapytała jedna z postaci.
-Jego stan jest dosyć poważny, lecz przeżyję. Troszkę napracuję się przy nim…- z tej wypowiedzi bohater wywnioskował, że prawdopodobnie jest to medyk.
-Dobrze. Pamiętaj jednak, że jest nam potrzebny żywy!. Do czasu odnalezienia miecza…
-Nie musisz mi o tym przypominać-odburknął medyk wyjmując ze swojej podręcznej torby jakieś maści oraz wywary.

Nowo co przybyła postać zaopiekowała się Jakubem w dość
profesjonalny sposób. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już po kilku
dniach rany się zagoiły a zdrowie i samopoczucie wróciło do zamaskowanego. Odzyskując władzę nad ciałem wstał z łóżka i przeszedł się po pokoju. Starał się to wszystko ogarnąć, lecz nie potrafił. Zbyt dużo
wydarzeń w małym odstępie czasu mu się nawarstwiło…a to nie pomaga.

„Czy to jest właśnie moja kara??. Czy to jest skutek wybrania życia??”- pomyślał odrobinę zaniepokojony.
I w tym samym momencie…do pokoju weszło dwóch zbrojnych a
także postać w bogato zdobionej szacie. Na jej twarzy również widniała maska. Przez krótką chwilę panowała niezręczna cisza, którą w końcu przełamał Jakub.
-Czy możecie mi powiedzieć…co ja tutaj robię??. Kim wy do cholery jesteście??- odrobinę nerwowo zapytał mężczyzna rozkładając jednocześnie dłonie.
Na nic jednak zdały się te wszystkie pytania. Nowo co
przybyła postać stała nieruchomo, nie zdradzając tym samym żadnych zbędnych uczuć. Powoli ta cisza zaczęła naprawdę denerwować Jakuba. Gdy chciał ponownie zadać ten sam zestaw pytań, postać przerwała mu wyciągając przed siebie dłoń.
W tej samej chwili zamaskowany poczuł jakąś dziwną moc…moc
oplatającą jego ciało zewsząd. Była ona na tyle silna, że nie mógł jej się
oprzeć. O dziwo nie sprawiała mu krzywdy czy jakiegokolwiek innego rodzaju cierpienia. Po prostu go unieruchomiła…


Tajemnica postać zrobiła kilka kroków stronę Jakuba. Z pod
ciemnego kaptura można było ujrzeć dwa jarzące się punkty…
-Kalach-cha…na wszystkie pytania odpowie Ci nasza królowa…
Pójdź za mną i nie zadawaj więcej pytań-rzekła dość spokojnym tonem.


Chwilę później dziwna moc oplatająca Jakuba znikła. Ten bez
wahania ruszył za „miejscowymi”. Mężczyzna miał bardzo wiele pytań, na które chciałby znać odpowiedź. Jednak…w głębi serca przeczuwał, że spotkanie z tajemniczą królową może źle się skończyć.


Wędrówka do sali tronowej przebiegła dość prędko. Całą drogą
spędzili w ciszy a jedynymi odgłosami w otoczeniu był tupot metalowych części buta. Jakub próbował dostrzec jakiś szczegółów, czegoś co pozwoliłoby mu zorientować się gdzie jest. Jednak to miejsce…było „magiczne”. Nic nie mógł odgadnąć. Malowidła na ścianie a także język były całkowicie niezrozumiałe. To jednocześnie potęgowało ciekawość…jak i obawy.
Gdy tylko znaleźli się przed wielkimi wrotami ta sama postać
co sparaliżowała jego ciało odezwała się troszkę poważniejszym tonem.
-Kalach-cha… gdy przekroczysz próg tych drzwi masz w pełni okazywać szacunek naszej Pani. Inaczej… „łowcy mieczy” potraktują Cię po naszemu…-pogroził mu jednocześnie karząc jednym ruchem ręki otworzyć wrota.

„Łowcy mieczy??. Robi się co raz ciekawiej…”-pomyślał Jakub odważnie i pewnie stawiając następne kroki.

Gdy tylko wszedł do sali od razu jego uwadze przykuła wielka
szklana kopuła umieszczona kilkanaście metrów nad jego głową. Z każdej strony rozciągały się obrazy i malowidła na pierwszy rzut oka przedstawiające ich historię. Jakub podążał dalej przed siebie podziwiając piękno tego miejsca. W dalszej części sali zamaskowany zauważył malowidło broni…przepięknej broni…

„Idealnie wyostrzona krawędź, złota rękojeść a także drogocenny kamień umieszczony na niej. Nie trzeba się skupiać aby dostrzec aurę tej broni…”-rozkoszował się tym mężczyzna.

Wreszcie po całej tej wędrówce Jakub stanął przed
obliczem…Jej wysokości. Królowa siedziała na wysokim tronie oblanym złotem i klejnotami. Delikatna biała tkanina zasłaniała całą jej postać a więc Jakub nie mógł dostrzec twarzy królowej. Mężczyzna ukłonił się przed Nią a następnie uklęknął na jednym kolanie oddając jej w pełni szacunek. Miał nadzieję, że to pomorze przełamać pierwsze lody.
-Pani…nazywam się Akachi i pochodzę…
-Wiem kim jesteś Kalach-cha. Wiem także skąd pochodzisz jak i czemu tutaj się znalazłeś. Widzisz…nic nie dzieję się bez przyczyny. Każda decyzja ma swoje konsekwencję…-czuły subtelny głos objął całe to pomieszczenie.
-Skąd to możesz wiedzieć??. To przecież nie możliwe…- zripostował Jakub.
-Kalach-cha…nie będę owijała w bawełnę. Nie wiadomo z jakich przyczyn w twoje ręce dostał się potężny artefakt…artefakt który jest uznawany za mój lód za największą świętość. Mogą go jedynie dostawać najsilniejszy z „łowcy mieczy”.
-Czy to jest miecz??. Tamten obraz przedstawia właśnie taką broń-przerwał jej wysokości Akachi.
-Masz rację. To są srebrne miecze…istnieje tylko kilka sztuk takiej broni. Jedna z nich…według moich zwiadowców znalazła się w twoim posiadaniu.
-To nie prawda!!- krzyknął odrobinę podniesionym tonem zamaskowany.


Królowa lekko się zaśmiała na tą reakcję. Po chwili wstała a
cień jej sylwetki oświecała aura. Jakub mógł wyczuć potężne Kosmo wydobywające się z niej…
-Radzę Ci nie kłamać…nasz ród potrafi skrupulatnie wydobywać informację…nawet z najbardziej opornych wojowników.
-Kiedy ja naprawdę nie wiem o co chodzi!. Obudziłem się w lesie… cały zakrwawiony gdy nagle otoczyli mnie zapewne twoi poddani!. Następnie znalazłem się w tym miejscu. Tyle tylko pamiętam…

Królowa zrobiła parę kroków w jego stronę. Chociaż zmniejszyła dystans dzielący ją od mężczyzny to dalej nie mógł jej się bliżej przyjrzeć.
-A więc to jest twoja wersja wydarzeń…dobrze…bardzo dobrze…-rzekła jednocześnie dwa razy delikatnie klaszcząc w dłonie.


W tej samej chwili do sali tronowej wkroczyła postać. Miała
na sobie skórzaną zbroję, biało-niebieską maskę a także długi wystający z pod peleryny miecz. Przybysz pokłonił się Królowej oddając jej honory a następnie poważnym i dostojnym głosem rzekł:
-Pani…ten pies …łże w żywe oczy!.- od razu „odsłonił karty”.
-Coś ty powiedział?!.- prawdopodobnie zbyt gwałtownie zareagował Jakub.
-Psie… gdyby to ode mnie zależało twoje szczątki by już zostały rozsypane po tym świecie. Jednak zdajemy sobie sprawę, że dopóki srebrny miecz pozostaje w twoich rękach…dopóty nie możemy Cię zabić.
-Ammonie…spokojnie. Zacznij opowiadać swoją wersję wydarzeń…-włączyła się w tą dyskusję królowa.
-A więc…ten tutaj pies mający się za wielkiego wojownika jest w rzeczywistości zwykłym tchórzem, zdrajcą a także złodziejem!.
Mam na to dowody oraz świadków!. Jestem w stanie udowodnić, że Kalach-cha nie tylko ukradł naszą najcenniejszą rzecz…lecz także ją zniszczył!!- ostatnie wyrazy powiedział odrobinę ciszej…
-Nie no teraz to gruba przesada!. Po co miałbym coś wykradać aby później to zniszczyć??- ponownie nerwowo…i nie potrzebnie przerwał Akachi.
-Srebrny miecz w nieodpowiednich rękach…to musiało się tak skończyć-oceniła królowa wyraźnie posmutniałym tonem.


Nowo co przybyła postać zrobiła jedno małe kółko wokół
klęczącego Jakuba. Bacznie w tym czasie mu się przyglądała jakby chciała coś sprawdzić. Następnie zwracając się ponownie do Królowej zaczął donośnym tonem.
-Zapewne Jej Wysokość ciekawi w jaki sposób chce uwodnić winę tego człowieka. Sprawa jest naprawdę prosta…wystarczy spojrzeć na jego serce…
-Czemuż to??.
-Gdy ten pies zniszczył nasze ostrze to rozpadło się na dziesiątki okruchów…w rzeczywistości jedno z nich przebiło jego ciało…i znajduję się nieopodal serca. Nie wiadomo czemu go to nie zabiło. Nasi medycy próbowali to wyciągnąć…bezskutecznie.
-Mam okruch…w sobie??- nie mógł uwierzyć Jakub w słowa postaci.
-Otóż to…za kilka godzin to sprawdzimy więc nie bój się…-rzekł spokojnym tonem.


Jakub był pod tak sporym wrażeniem tych słów że nie mógł nic
z siebie wykrztusić. Jednak…to miało chyba jakiś sens. Tłumaczyłoby to także czemu miał tyle krwi na sobie…

„Może faktycznie jestem złodziejem…jednak nic takiego sobie nie przypominam…”-pomyślał zamaskowany starając się zachować spokój lecz…i z tym było trudno.

Królowa ponownie zbliżyła się do „gościa” na parę kroków.
Uniosła swobodnie dłoń jednocześnie mówiąc.
-Straże…na dzisiaj to koniec. Dalsza część procesu odbędzie się dziś wieczorem…

W tej samej chwili przy Jakubie pojawiły się te same
postacie co wtedy w lesie. Tym razem jednak z małą różnicą…opuszczone kaptury ukazywały ich maski… Bez większego trudy zabrali ponownie mężczyznę do swojej komnaty.


Tak naprawdę dopiero teraz zaczęły się kłopoty spadkobierca Mitterandów…
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Gru 06, 2009 1:59 pm

czemu mi to zrobiłeś T_T
musiałeś się tak rozpisać, co?! XD

moje 'ale'
Neo napisał:
W tym nie pożądanym stanie wojownik rodem z Brytanii starał się wygrać wyścig z czasem…pragną otrzymać jeszcze jedną szansę, aby wykazać się.
'rodem z Brytanii' - wywaliłabym 'rodem', to brzmi jakbyś zamierzał skupić się na opisie samego wojownika, jego historii etc. a opisujesz nie jego postać a uczucia - innymi słowy zbędne wydłużenie no i literówka XD
Cytat :
Jedynie szczerość serca, a także odwaga płynąca z niego może przybliżyć go do otrzymania aktu przebaczenia. Jednak…następne pytanie brzmi co dalej??. Jeżeli wszystko pójdzie po myśli Jakuba jakie będą następnie jego kroki?.
uznaję zmianę czasu w innym akapicie, lecz nie w tym samym ;]
tak jak to teraz jest zbudowane jest niepoprawne
Cytat :
Z jednej stronyśmierć rozwiązałaby wszystkie dotychczasowe problemy.
trzykropek wyglądałby chyba lepiej po 'śmierci' niż przed zwłaszcza, że dalej masz trzykropek po 'życiu'

gdzieś tam brak przecinków, gdzieś tam zjedzony myślnik
trochę za bardzo spieszysz się z dzieleniem wyrazów z 'nie' odstępem - czasem powinny być jednak razem
Cytat :
Z pod ciemnego kaptura można było ujrzeć dwa jarzące się punkty…
definitywnie.. nie istnieje coś takiego jak 'z pod' XD w przeciwnym wypadku mówiłbyś 'z podek' XD
'dojrzeć' a nie 'ujrzeć'
Cytat :
Królowa siedziała na wysokim tronie oblanym złotem i klejnotami. Delikatna biała tkanina zasłaniała całą jej postać a więc Jakub nie mógł dostrzec twarzy królowej.
złapany na powtórce XD
Cytat :
Miała na sobie skórzaną zbroję, biało-niebieską maskę a także długi wystający z pod peleryny miecz.
haaaa... na ile oceniasz dwa razy popełniony ten sam błąd? muszę go podkreślać? ;]

ufff.. przebrnęłam przez całość XD w końcu
oj widzisz Neo, widzisz? gdyby nie te wyżej wpadki to miałbyś 3 lvl.. a tak?
tak dostajesz niestety tylko 2 a szkoda, bo byłby ładny powrót

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Gru 11, 2009 5:22 pm

Część II…


Odprowadzony do celi pod nadzorem dwóch strażników, Jakub
starał się opracować jakiś plan. Coś co pozwoliłoby mu wybrnąć z tej
niecodziennej sytuacji. Jednak czasu było mało a jak do tej pory nic
konstruktywnego nie przyszło mu do głowy. Problem z każdą kolejną minutą nasilał się…zamaskowany nie znał godziny rozpoczęcia ponownie procesu, a więc musiał działać szybko.
„Klnę się na bogów…jeżeli niczego nie wymyślę to popełnię samobój…”-i w tym momencie go oświeciło.


Do jego głowy wkradł się śmiały aczkolwiek ryzykowny plan.
Jednak Jakub nie miał nic do stracenia…prawdopodobnie i tak czy siak zapadnie wyrok potwierdzający jego winę. Z drugiej strony… zamaskowanego dalej ciekawił fakt że miał „w sobie” srebrny okruch.
-Nie czas teraz o tym myśleć…później się tym zajmę…-szepnął pod nosem jednocześnie prędko rozglądając się po pokoju…
Otóż plan wojownika był następujący. Polegał on głównie na
zaskoczeniu strażników upozorowaną własną śmiercią. Jednak, aby uwiarygodnić tą scenę potrzeba było wypełnienie jeszcze kilku szczegółów. Mianowicie…Jakub potrzebował krwi…sporo krwi…


W jego kwaterze nie było nic ostrego oprócz…
-Lustro…szkło!!.- szepnął o dziwo uradowany tonem.
Błyskawicznie się tam znalazł i jednym szybkim uderzeniem
stłukł lustro na dziesiątki małych elementów.
-Przepraszam…potknąłem się…jeszcze do końca nie wyzdrowiałem…-powiedział prędko w stronę strażników pilnujących go za drzwiami aby nie wzbudzili podejrzeń.
-Kalach-cha…nie próbuj żadnych sztuczek!- pogroził mu jeden z nich.


Jakub na te słowa szyderczo się tylko uśmiechnął. Jak na
razie jego szczwany plan przebiegał pomyślnie. Dokładnie punkt po punkcie…
Teraz miała nastąpić ostatnia faza. Najtrudniejsza, od
której wszystko zależało. Musiał się tutaj popisać zdolnościami aktorskimi.
Wyciągnął lewą dłoń i wziął głęboki oddech.
„Co ma być to będzie…jednak na pewno nie zdechnę tutaj…”-pomyślał zamykając jednocześnie oczy.
Następnie jednym szybkim machnięciem odłamka szkła zrobił
kilka cięć w okolicy brzucha…


Jednak na całe szczęście zrobił to z taką precyzją, aby
później nie odczuwać tego podczas nieuniknionej walki. Gdy tylko skończył
wykonywać to „szaleństwo” Jakub głośno zawołał.
-AHAHAHAHAHAHAHA!!!!!.
-Kalach-cha co się tam dzieje??!!- krzyknął najwyraźniej podirytowany strażnik uderzając metalową rękawicą o drzwi.
-Boli…dużo krwi…bol…-przerwał a następnie specjalnie upadł na podłogę.
Strażnicy nie zastanawiając się długo otworzyli przejście i
wkroczyli do małej izby. W ich oczach było widać strach zaistniałą sytuacją. Czemu??. Ponieważ odpowiadali własnym życiem za bezpieczeństwo tego człowieka. A tutaj proszę… pełno krwi i winowajca skrywający tajemnicę miecza.
-Co robimy??!!- zapytał pod denerwowany strażnik.
-Nie wiem…biegnij po medyka!!. I to prędko!!.
-Ale…ale…
-CO??!!.
-Medyk nie tak dawno gdzieś wyruszył!. Sam mi jeszcze powiedział, abym pilnował więźnia!- powiedział głośniejszym tonem niż poprzednio drugi z nich.


W tej chwili zapadła cisza…obydwaj nie wiedzieli co mają
zrobić. Ich królowa nie toleruję błędów a to całą pewnością nie przeszłoby bez echa.
„Świetnie…wszystko
przebiega idealnie…”-podniecał się tą myślą Akachi…teraz wystarczyło czekać na odpowiedni moment aby zaatakować.

-Cholerny Kalach-cha…gdybyś nie był taki cenny to skróciłbym twoje cierpienia!
-Przestań!. Musi istnieć sposób aby go uleczyć bez wywoływania paniki!.
-Ale jaki??- zapytał jeden z nich gdy nagle…


Leżący na podłodze Jakub zerwał się jak błyskawica odbijając
się dłońmi o płytki. Ten widok wprawił w osłupienie strażników, którzy byli
totalnie rozkojarzeni i skupieni na jednym. Zamaskowany skupił ogromną ilość kosmosu w postaci dwóch kuli w obu dłoniach.
-Ja znam idealny sposób…gińcie!!- krzyknął Jakub wypuszczając jednocześnie tlącą się w nim moc.
Wystrzelone kule energii przeszyły ciała strażników w
okolicach splotu słonecznego. Cios był na tyle silny, że uderzyli jeszcze o
grube betonowe ściany. To wystarczyło aby ich sparaliżować.
„Dobrze…wszystko na razie poszło po mojej myśli…”- ekscytował się dalej Akachi wychodząc z pomieszczenia.
Gdy tylko przekroczył próg drzwi zarówno po lewej i jak po
prawej stronie rozciągały się długie oświetlone pochodniami korytarze. I oto nastał moment wyboru…
Jakub aby przeżyć musiał działać szybko. Czas działał na
jego niekorzyść…znów…


Bez dłuższego zastanawiania pobiegł lewym korytarzem.
Jednocześnie oderwał kawałek materiału ze swego ubrania i mocno zawiązał krwawiące miejsca.
„To powinno wystarczyć na jakiś czas…”
Kilka minut później dobiegło do jego końca. Ponownie
znalazło się tutaj rozwidlenie…po lewej schodu w dół a po prawej w górę. Na dodatek z każdej z tych stron dobiegł jakiś hałas…
-Nie…to mi się naprawdę nie dzieję!!- do jego „doskonałego” planu wkradły się pewnie komplikację.
Na całe szczęście zaraz za nim znajdowało się małe
wgłębienie które było nie oświetlone. Bez wahania sekundkę później się tam znalazł. Fortuna mu dopisywała ponieważ ze schodów powoli wyłaniały się cztery sylwetki…dźwięk okucia butów wskazywał że byli do strażnicy. Jednak jeden dźwięk był inny. Delikatniejszy prawdopodobnie kobiecy. Jakub czekał w niesamowitym napięciu na to co się zdarzy. Krople potu spływały mu po twarzy okrytej bliznami…


Po dłuższej chwili sylwetki postaci były już widoczne. Jego
przypuszczenia okazały się słuszne. Jakaś „dama” w towarzystwie trzech
strażników wędrowała w przeciwnym kierunku do zamaskowanego. Twarz kobiety była zasłonięta kapturem a ciało skrywał długi jasny płaszcz i lekka metalowa kolczuga.
„Może to jest właśnie
ten łowca mieczy??”- pomyślał z ciekawości i już byłby gotów wyzwać ja na pojedynek gdyby nie zaistniała sytuacja.



Gdy tylko „tamci” oddalili się na bezpieczną odległość Jakub
wyszedł ze swojej kryjówki i ruszył biegiem dalej przed siebie. Wszystkie te ścieżki, korytarze były bardzo podobne do siebie. Mężczyzna miał wrażenie że jest ich nieskończoność!. A on nie miał czasu aby tak po prostu je sobie pozwiedzać. Kilka minut później Jakub wreszcie znalazł się w klarowniejszej sytuacji. Na prawo od niego znajdowały się ogromne wrota…otwarte wrota. Wydobywały się z nich snopy światła a także znajomy głos…
Jeszcze upewnij się czy nie ma tam przypadkiem jakiś
strażników i cichutko bez bezszelestnie znalazł się tam. Nie musiał ich widzieć aby stwierdzić że w tym pomieszczenie znajduję się królowa i ten jej „paź” Ammon.
-Wszystko przebiega dobrze Królowo moja…- „podlizywał” się jej mężczyzna.
-Masz rację. Niedługo odzyskamy ostrze. Kalach-cha nie przeżyję naszych tortur po skazaniu…
-Masz na myśli nasz specjalny zestaw??- zapytał najwyraźniej podekscytowany tym mężczyzna.
-Możliwe…niedługo się przekonamy. Proces rozpocznie się zaraz po zachodzie słońca.
-Będę czekać z utęsknieniem na to moja pani…-ukłonił się „służący” następnie wychodząc z prawdopodobnie prywatnych komnat królowej.
„Żeby was czeluście piekielne pochłonęły”- nie mógł już wytrzymać z nerwów Jakub i…
Zrobił coś głupiego…


Pewnym krokiem przeszedł przez próg tej sali jednocześnie
przymykając drzwi. Królowa w tej chwili brała kąpiel w wielkiej wannie i
oddawała się całości rozkoszy tej wygody.
-Ammonie czy to Ty??.
-Tak…tak…-odezwał się Jakub podobnym głosem co tamten.
Zamaskowany zrobił parę kroków w jej stronę. Na całe
szczęście teraz mógł troszkę „pograć” gdyż miała ona jakąś „maseczkę” na twarzy” i nic nie widziała.
Jakub podszedł bardzo blisko do niej jednocześnie zdejmując
swoje rękawiczki. Całe w bliznach dłonie osunęły się na jej szyję i zaczęły
delikatnie masować.
-Hmm Ammonie…nie przestawaj…-poprosiła delikatnym głosem.
Wojownik posłuchaj jej polecenia lecz z każdą kolejną
sekundą masował coraz to mocniej aż w końcu zaczął jej zadawać ból.
-Ammonie!. Przestań to mnie boli!!.- krzyknęła jednocześnie obracając się i otwierając oczy.
-Witaj królowo- rzekł szyderczym tonem mężczyzna.


Kobieta momentalnie pobladła…gdyby nie to że była całkiem
naga to by pewnie skoczyła z wrażenia. Jednak pozostała w wannie spoglądając na tą przerażającą maskę Jakuba…maskę nie wyrażającą żadnych uczuć…zimną jak wieczne lody Asgardu.
-Przepraszam, że tak bez uprzedzenia ale mam wyraźny powód aby Cię niepokoić.
-Wiesz czym to grozi?!!. To jest napaść!. Nie ujdzie Ci to na sucho!!- zagroziła mu stanowczym tonem.
-Nic Ci się nie stanie… chce znać po prostu odpowiedzi na kilka pytań.
-Nic Ci nie powiem. To ja jestem tutaj królową Kalach-cha!!.
-Nie dajesz mi innego wyboru…- lekko zdechną mężczyzna.


W tej samej chwili wyciągnął przed siebie prawą dłoń. W
koniuszkach palców zaczęła kumulować się energia kosmosu. Czyżby kolejne nie przemyślane posunięcie??.
Jakub w tej chwili był śmiertelnie poważny. Skumulowana moc
zamieniła się w kulę energii.
-Wiesz że taki morderca jak ja nie zawaha się jej użyć??- zapytał retorycznie zamaskowany.
-Nie odważysz się!. Moja śmierć przysporzy Ci jeszcze większych kłopotów!.
-Odpowiedz mi na pytania a przestanę w Ciebie celować…Pani…
-Co chcesz wiedzieć??!!- krzyknęła podirytowana tym, że musiała przystań na warunki Kalach-cha.
-Wytłumacz mi co się wydarzało zanim twoi zwiadowcy mnie znaleźli!!. Czemu miałbym ukraść wasz miecz… mów!!.
-…- milczała dalej królowa.
-Mów!!- energia coraz silniej żarzyła w jego dłoni.
-„Ammonie ratuj mnie!!!”- wysłała krótką wiadomość telepatyczną.
-Mów!!
-Dobrze już dobrze…wszystko zaczęło się kilka tygodniu temu podczas gdy…


Gdy Jakub wreszcie miał dowiedzieć się co się tak właściwe
stało dokończenie wypowiedzi królowej przerwała dość silna eksplozja.
Przez doszczętnie zniszczone drzwi wkroczył Ammon…wokół
niego jeszcze krążyły cząstki kosmosu…silnego kosmosu…
-Stawaj do walki psie!!- wyzwał go na pojedynek.
-Tylko na to czekałem!!- zripostował Jakub jednocześnie wypuszczając skumulowaną wcześniej kulę energii.
Atak pognał w kierunku prawego ramienia wojownika królowej i
zapewne by się powiódł gdyby nie niewidzialne pole chroniące go.
Na odpowiedź zamaskowany nie musiał długo czekać. Aura w jednej chwili osiągnęła niesamowite rozmiary. Ubrania powędrowały w górę odsłaniając piękną skórzaną zbroję.
Ammon skrzyżował swoje dłonie aby skumulować cały swój
kosmos. Gniewna, szaleńcza aura osiągnęła wyżyny.
- 10 thausends warriors saul!!- krzyknął i jednocześnie w kierunku Jakuba pognały potępione dusze poległych wojowników.


Atak był na tyle silny że niedoszły zabójca królowej
wylądował na ścianie w połowie ją niszcząc. Zdruzgotana pani tej krainy z lekką drżącym głosem zapytała:
-Czy to go…- nie mogła dokończyć.
-Nie…jeszcze żyję…
I faktycznie. Jakub jakimś cudem przetrwał ten atak. Jednak
skutki tego były opłakane. Ubranie w połowie podarte. Rany nie do końca
zagojone ponownie się otworzyły. Najbardziej dotkliwe było to… że stracił
maskę. Okropna twarz Jakuba zawitała na światło dzienne. To najbardziej uraziło jego dumę…
-Zapłacisz mi za to!!. Przysięgam!!!- krzyknął ze wściekłości.
Następnie ze zdwojoną motywacją pozbierał się z podłogi i
sięgnął za miecz który wisiał na ścianie obok.
Co prawda zamaskowany nie był jeszcze mistrzem miecza ale co
nie co potrafił…
W jednej chwili skupił cały swój kosmos w dobytej broni.
Miał plan aby zadać jedno cięcie…jedno śmiertelne cięcie. Gdy jego siła była już odpowiednia zaatakował.
Ruszył jak spadający piorun na ziemię w stronę przeciwnika.
Plan był prosty…zadać szybkie cięcie który go powali jednak Jakub nie
przewidział jednego.


Bariera otaczająca Ammona która ocaliła jego skórę przed
atakiem energią kosmiczną i tym razem spełniła swój obowiązek. Jakub wykonał wszystko tak jak należało lecz ostrze dobytego miecza złamało się jak sucha gałąź o tarczę. Zamaskowany nie mógł w to uwierzyć…postawił wszystko na jedną kartę i był teraz bezbronny.
-A teraz giń!- rzekł „pewny” zwycięzca tej konfrontacji.
Następnie z całej siły uderzył naszego bohatera w okolice
brzucha. Ból był na tyle silny że musiał się ugiąć na kolanach. Kolejne
upokorzenie Jakuba…jego duma cierpiała gorzej nic on sam.
-Ammonie… gratulację. Widzę że twoje zdolności się bardzo rozwinęły…- powiedział wyraźnie ucieszona królowa.
-W końcu nie od parady jestem mistrzem łowców mieczy- rzekł z dumą.
Co mam z nim zrobić??.
- Niech strażnicy się nim zajmą. Przekaż aby zamknęli go w lochach… koniec z grzecznością.
Powiedziawszy to wyszła na moment z wanny. Podeszła
spokojnie w stronę Jakuba z wyraźnym uśmieszkiem na twarzy. Ociekająca po jej ciele woda zaczęła kapać nad głową mężczyzny.
-To już koniec
Kalach-cha…twoja próba była dobra lecz nie przemyślałeś jednego. Ja też znam parę sztuczek dotyczących wykorzystywania kosmosu.

-Postaram się to zapamiętać- wykrztusił z siebie jeszcze a następnie zemdlał z bólu.


Królowa jednym gestem nakazała aby opuścić jej komnatę. Jej
posłuszny „piesek” wykonał to bez żadnych sprzeciwów. Wziął za rękę Jakuba i zaczął go ciągnąć po ziemi zostawiając ślady krwi.
Królowa poszła ponownie do swojej wanny i zanurzyła się w
ciepłej wodzie.
„Wszystko idzie po mojej myśli…jednak naprawdę mało brakowało tym razem…”- pomyślała z wielką ulgą…


I tak też się wydarzyło. Za wolą królowej Jakub został
odesłany do brudnych lochów. Jeden ze strażników obdarł go jeszcze z szat aby z potęgować jego upokorzenie. Praktycznie całe ciało bohatera było pokryte bliznami spowodowanymi tamtym niefortunnym pożarem. Widok ten wprawił w małe osłupienie wszystkich obecnych znajdujących się tutaj…Jakub nie był jedynym „gościem” królowej. Jedni znajdowali się w podobnym stanie co on drudzy troszkę w mniejszym. Gdy tylko strażnicy opuścili to miejsce nastąpiła wielka ciemność. W lochach nie było pochodni z tego powodu aby wprawić w jeszcze większe
przerażenie więźniów.
Jakub skuty łańcuchami na ścianie delikatnie szeptał tylko jedno słowo…
-Zemsta…
Zemsta…
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Nie Gru 13, 2009 6:57 pm

Trening obszerny więc nie dziwne, że pojawiło się kilka literówek i błędów stylistycznych. Nie mniej jak na długość tekstu to było ich naprawdę bardzo ale to bardzo mało. Tekst napisany bardzo równo i dobrze. Momentami brakowało mi bardziej szczegółowych opisów ale jak już napisałem cały tekst trzymał poziom dlatego przyznaję 3 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Gru 18, 2009 5:35 pm

Część III


Kolejne dni przyniosły dla naszego bohatera wiele ciekawych
zwrotów wydarzeń. Chyba najważniejsze z nich było to, że po odbyciu
„więziennej” kary został w końcu zwolniony. Ponownie jego ranami zajęli się lekarze królowej którzy znakomicie znali się na swoim fachu.
Gdy wreszcie postawili na nogi Jakuba ten miał niezwłocznie
zjawić się ponownie w sali tronowej…


Wyraźnie zniesmaczony oraz czymś zaniepokojony udał się w to
miejsce. Tym razem jednak w towarzystwie większej „obstawy” a także specjalnymi łańcuchami na nadgarstkach. Miało to w większym stopniu udaremnić mu jakiekolwiek próby ucieczki…ba nawet nie miał
tak myśleć w ten sposób!. Rozprawa przeciwko niemu potoczyła się
znacznie szybciej niż przypuszczał. Do oskarżenia o kradzież ich cennego
artefaktu doszło też próba zabójstwa królowej…wszystko to zmierzało do jednego a mianowicie kary śmierci.
Jakub był gotowy na nią. Już nie raz „patrzył” w jej oczy
szyderczo uśmiechając się. Może i tym razem fortunna będzie mu sprzyjać??.


W chwili gdy miał o dziwo od razu zapaść wyrok do sali
tronowej wbiegł wyraźnie czymś zaniepokojony mężczyzna…
Przez dłuższą chwilę szeptał coś Królowej przez ucho a
następnie równie szybko opuścił to miejsce. Mina królowej była najwyraźniej zniesmaczona a także lekko zdziwiona. Zapewne była to dość ważna informacja. W następnym momencie kobieta wstała przyjmując poważny srogi głos.
-Jakubie spadkobierco rodziny Mitterandów. Zostałeś oskarżony o sprawy za które nasze prawo przewiduję śmierć…lecz nie jedną a kilka!. Jednak zanim nie odzyskamy naszego świętego miecza musisz pozostać przy życiu. W tym celu…
-Udasz się do koloni karnej…-przerwał
królowej szyderczo uśmiechający się Ammon.

-Tak. Niech jednak nie zmyli Cię ta nazwa wojowniku…to ostatnie miejsce gdzie chciałbyś trafić…-powiało grozą po tych słowach.


Następnie jednym gestem dłoni królowa nakazała wyprowadzić
Jakuba z sali tronowej. Sama zaś spoczęła na tronie zastanawiając się co dalej…

Zanim Jakub został odesłany do tego „potwornego” miejsca
został dokładnie przeszukany przez strażników. Zabrano mu szaty zastępując jakimiś szmatami a także pamiątkowy pierścień rodzinny…nawet taką cenną pamiątkę zdołali mu wyrwać. W zamian zamaskowany dostał bransoletkę w której
widniał niebieski niewielki kryształ. Zaraz po założeniu jakby cała jego energia kosmiczna „rozpłynęła” się w
powietrzu.
-To twój znak rozpoznawczy…-odezwał się suchym bezbarwnym tonem jeden ze strażników.
-Po przekroczeniu bariery otaczającej kolonię będziesz zdany wyłącznie na siebie…twoje specjalne umiejętności na nic Ci się zdadzą jeżeli twa siła i szybkość nie stoją na wysokim poziomie-dodał po chwili kolejny.


Akachi jednak na te słowa w żaden sposób nie zareagował.
Dalej miał w głowie obrazy związane z ostatnimi wydarzeniami. Kilkukrotne upokorzenie takiego wojownika jak on…całkowicie zraniło jego dumę. Honor wręcz krzyczał o pomstę na swym wrogu. Pierwszy miał zapłacić Ammon…
Zaraz potem gdy odpowiednio przygotowali mężczyznę na
wysyłkę do koloni jakaś inna grupa strażników wprowadziła kolejną partię
więźniów. Oni zaś wyglądali na jeszcze bardziej strapionych i przerażonych od Jakuba. Brudni wychudzeni kroczyli małymi krokami ze względu na ból oraz zmęczenie.
„Czy ja mam skończyć tak samo jak oni??. Czy to właśnie szykowało mi przeznaczenie??”- gdybał tak zamaskowany podążając za nimi do specjalnego portalu.


Chwilę później do większej już gruby więźniów podszedł
dobrze zbudowany strażnik odziany w złoto-czarną ciężką zbroję. Zdjął na moment swój hełm ukazując groźną twarz...z wielką paskudną blizną nad prawym okiem.
-No…psy…będę was eskortował do obozu kopaczy w koloni karnej. Tam zobaczycie że śmierć byłaby o wiele lepsza hahahah!!!- zaśmiał się złowrogo w ich stronę.
Następnie cała grupa po przekroczeniu progu tajemniczego
portalu znalazła się całkowicie w inny miejscu. Wysokie szczyty górskie, bujne rozciągające się polane a także naprzeciwko nich zielony las z którego wydobywały się dość dziwne odgłosy…to właśnie na pierwszy rzut oka mogli zobaczyć więźniowie. Poza tym za horyzontu zaczęły wyłaniać się kilka postaci ciągnących za sobą jakieś wozy…po dłuższej chwili znaleźli się tuż przy wszystkich.


Ten sam strażnik który wcześniej „pocieszył” ich w pewnym
stopniu wyszedł przed szereg popychając jeszcze po drodze jednego z więźniów tak niefortunnie że biedak padł na ziemię.
-Witaj Cavalornie…-rzekł mężczyzna z uśmiechem na twarzy.
-Nic się nie zmieniłeś Mordrag…-uścisnął mu dłoń nowo co przybyły wojownik.
Czy to właśnie te szczury mają harować w kopalniach??
-Tak…uważaj jednak specjalnie na tego…w masce…o tam stoi-pokazał niekulturalnie palcem na Jakuba strażnik.
-Daje mu tydzień…- dość pewnym głosem rzekł Mordrag.
-Zakład stoi!.


Mężczyźni jeszcze trochę pogawędzili między sobą o różnych
mało istotnych sprawach. Zamaskowany w tym czasie kombinował nad planem…no ale jakim??. Chyba na tą chwilę priorytetem było odzyskanie sił i dowiedzenie się czegoś o tym miejscu. Później miała nastąpić ta „najlepsza” jego część czyli śmierć wszystkim co go skrzywdzili.
Kilka minut później okazało się że na tych wozach które
przywiózł Mordrag znajdują się metalowe klatki…średnich rozmiarów
prawdopodobnie dla zwierząt. Mieli na coś zapolować??. Chyba nie…a więc po co im to było…


Wyraźnie zadowolony mężczyzna jednym ruchem ręki nakazał
wszystkim „brudnym psom” wejść do tych klatek. Wizja siedzenia w takim miejscu nie specjalnie pasowała Jakubowi jednak…na tę chwilę był bardzo słaby aby cokolwiek zrobić. Musiał więc jak inni posłuchać rozkazu…
-Na najbliższe kilka godzin będzie to wasz dom…
Jesteście psami…będzie traktowani więc jak zwierzęta…hahahaha!!! -ponownie ten szyderczy śmiech który powoli już irytował Akachiego.
Gdy tylko dwaj znajomi wojownicy pożegnali się wszyscy
ruszyli dalej…w stronę tajemniczego obozu. Jedyna drogą jaką nasz bohater zauważył to ta wiodąca przez las.
-Nie zdziwię się jak jakaś bestia zaraz do nas wyskoczy-szepnął pod nosem wojownik spoglądając na swoich „współbratyńców”.

Ogromne zielone drzewa które
wydawały się sięgać do nieba całkowicie nie dawały dochodzić promieniom
słonecznym do dróżki. Wydawało się więc im jakby noc zapadła szybciej niż powinna. Gwiżdżący Mordrag który był najwyraźniej w dobrym nastroju podążał przodem pewny siebie że nic się nie wydarzy. I faktycznie…droga przez to miejsce zakończyła się pomyślnie. Niektórzy aż odetchnęli z ulgi. Jednak była to tylko pozorna radość…los szykował im coś znacznie gorszego.
Jakieś dwie godziny od przekroczenia portalu wreszcie
znaleźli się u celu tej podróży. Obóz przed którym stali mógł wprawić w pewne osłupienie. Jakubowi na początku wydawało się że będzie to jakaś mała osadka z kilkoma domkami…a tu proszę. Wielka twierdza otoczona solidnym murem obronnym z wieżyczkami strażniczymi rozstawionymi w równej odległości od siebie. Przed obozem znajdowała się także szeroka fosa czyli dodatkowe utrudnienie.


Mordrag podszedł do strażników pilnujących bramę aby
wpuścili ich do środka. Po krótkiej wymianie zdań zgodzili się a grupa więźniów znalazła się wewnątrz tego miejsca. W tym rejonie znajdowało się pełno średnich rozmiarów domków mieszkalnych a w samym centrum kolejne zamurowania…prawdopodobnie był to zamek.
„A więc to miejsce ma także swojego zwierzchnika…”- pomyślał bohater starając się wychwycić jeszcze jakieś szczegóły.
Jednak to zajęcie przerwało mu pojawienie się kilku innych
wojowników odzianych w czarno-czerwone skórzane zbroje, dość solidne stalowe miecze a także krótkie drewniane łuki. Wypuścili prędko z klatek więźniów lecz cały czas nie spuszczali z nich wzroku.
Byli czymś na wzór…”przy dupasów” tzn. kogoś od czarnej roboty.


Jakub chciał wykorzystać chwilę i przez moment się
porozciągać. Jego stan chociaż nie był najlepszy z całą pewnością mu na to pozwalał. Następnie odwrócił się w stronę jednego
z tych osobników i zapytał odrobinę ściszonym głosem.
-Kolego…gdzie my jesteśmy??.
-W piekle…dosłownie trafiłeś do piekła…


Nie brzmiało to niezbyt zachęcająco…ale cóż można było
poradzić??. Może jednak to miejsce okaże się atrakcyjne?. Może Jakub odnajdzie się tutaj w jakiś sposób?. W końcu nie był totalnym żółtodziobem i potrafił co nieco. Fakt że brak energii kosmicznej ograniczał jego pole manewru jednak na wszystko da się znaleźć odpowiednią metodę. Wystarczy tylko chcieć a chcieć to
móc.

Po kilku godzinach stania wreszcie zszedł do nich Morgrad
któremu uśmiech na twarzy wyraźnie znikł…
Chwilkę rozmówił się ze swoimi towarzyszami a następnie
ponownie upierdliwym tonem rzekł w stronę więźniów.
-Pan tego miejsca Lord
Gomez uważa was za zwykłe ścierwa…a więc praktycznie nic nie warte. Następnego ranka zostaniecie przydzieleni do pracy w kopalniach…mam nadzieję że już nigdy więcej się nie spotkamy…

-Tak Ci się tylko wydaje…-rzekł cicho Jakub spoglądając jeszcze na jego parszywą twarz aby ją dokładnie zapamiętać.


Następnie mężczyzna udał się w stronę pierwszej lepszej
knajpy aby upić się do stanu nieprzytomności. Więźniowie zostali odprowadzeni przez „cieni”- tak się właśnie nazywali Ci przydupasi strażników do odpowiednich cel. Zamaskowany miał więc szansę aby bliżej przejrzeć się temu miejscu. Dodatkowo ułatwiał mu fakt iż szli dość powoli co było spowodowane zmęczeniem innych.
Dzień już dawno ustąpił nocy a ta przyniosła ze sobą chłód i
burzę dość sporych rozmiarów. Gdy wreszcie zostali odprowadzeni do miejsc i zamknięci ponownie w celach Jakub mógł wreszcie odsapnąć na moment. Jednak nie miał ochoty położyć się spać co w jego sytuacji byłoby wręcz wskazane. O nie… on już myślał nad sposobem żeby przetrwać w tym miejscu. Jedno wiedział na pewno że przeżyją tu tylko najsilniejsi. Ci którzy nie dadzą się zabić w łatwy sposób. Ci którzy wykażą się odpowiednim pożytkiem dla tutejszych władców…oraz
Ci…którzy będę mieli wolę walki.


Jakub zapewne potrafił spełnić te wszystkie wymagania lecz
utrudniał mu to fakt że nie miał kosmosu…czyli tej wewnętrznej siły która
potrafiła czynić cuda. Zazwyczaj to właśnie ona ratowała go z opresji. Tutaj jednak musiał poradzić sobie bez niej. Siła mięśni oraz spryt…to się liczyło i na tym musiał się teraz najwięcej skupić.
Jeszcze tak troszkę myślał lecz sen przyszedł szybciej niż
mógł się tego spodziewać. Jakub wreszcie mógł odzyskać utracone siły oraz odrobinę energii na dalsze wyzwania związane z kolonią karną.



Pewnie wszyscy więźniowie myśleli że cienie dadzą im pospać
co najmniej do rana. Jednak ludzie bywają okrutni a los jeszcze nie
sprawiedliwszy. Kilku cieni wywlokło siłą pięciu pierwszych lepszych więźniów na środek szerokiego oświetlonego tylko pochodniami korytarza. Jeszcze odrobinę senni spoglądali na wojowników jakby już przeczuwali co się ma wydarzyć.
-Macie dzisiaj szczęśliwy dzień psy…
-Tak tak!!. Mamy zamiar czynić honory gdyż jest to wasz pierwszy dzień w naszym ukochanym obozie.
-A więc do tego celu wybraliśmy kilku z więźniów aby was reprezentowali.
Więc inicjacja będzie polegała na…
W tej samej chwili osoba stojąca obok mężczyzny który nie
dokończył tylko zamachnęła grubym biczem w stronę więźniów. O tyle gorsza że bił on bez opamiętania…mógł ich nawet zabić ale co z tego??. Nikt ich przecież nie uratuję. Ciosy padały także na ciało Jakuba lecz ten w porównaniu do innych dzielnie znosił to upokorzenie…tak upokorzenie. Ból nie wchodził tutaj w rachubę. Taka „dzielna” postawa przykuła zainteresowania cieniów którzy zaraz podeszli w jego stronę.
-Patrzcie patrzcie…kogo my tu mamy-rzekł jeden z nich żartobliwym tonem.
-Masz rację Zły. To nie możesz przejść od tak.
-Poczekaj no…moja „betty” sobie z nim poradzi- z szyderczym uśmiechem wyjął za płaszcza kolejny bicz lecz z tym wyjątkiem że był zakończony ostrymi szpikulcami.


On także nie znając opanowania zaczął wściekle bić Jakuba po
całym ciele. Ciosy padały wszędzie…najczęściej po klatce piersiowej a kolce dla urozmaicenia odrywały mu kawałki skóry. Krew tryskała się niemiłosiernie…ból był także wielki. Jednak niezłomność zamaskowanego była godna podziwu. Pomimo tylu upokorzeń nie zrezygnował. Musiał być silny. Nie miał innego wyjścia.
Odrobinę zrezygnowany i spocony cień rzucił przelotnym
spojrzeniem na innych swych pobratymców. Nie wiedział już co ma
robić…wykorzystał już wszystko co mu wpadło do głowy a ten więzień nie dawał za wygraną.
-Zły…wiesz kim on jest??- zapytał jednocześnie chowając zakrwawiony bicz.
-Ponoć to jakiś zdrajca i złodziej…strażnicy mówili że jest bardzo cenny a także niezwykle silny- odpowiedział mu z pewną nutką szacunku w głosie.
-Doprawdy??. Nie uwierzę dopóty nie zobaczę go w akcji…


Chwilę później podszedł do chwiejącego się już Jakuba. Cały
we krwi i poraniony lecz stał dumnie na nogach. Takie coś…nie złamie silnej woli członka rodziny Mitterandów.
-Jak Cię zwą psie??- zapytał unosząc lekko prawą brew.
- Akachi…- zdołał wyszeptać te słowa.
-Rozumiem…widzę że nosisz bransoletę a więc musisz być powiernikiem mocy. Może dzięki temu przetrwasz w kopalniach.
-Muszę przetrwać. To jest mój cel…- po tych słowach zsunął się na podłogę ciężko dysząc tym samym.


Widok ten w pewnym stopniu wprawił cienia w zakłopotanie.
Skoro on jest taki cenny…to nie może umrzeć. A po takich ranach…każdy inny by już stąpał po krainie zmarłych.
„On ma coś w sobie wyjątkowego…”-pomyślał odwracając się od swoich ludzi.
Następnie jednym gestem dłoni nakazał aby zająć się Jakubem
w taki sposób aby go postawić na nogi.
Więc kolejna noc zapowiadała się niezwykle ciężko. Ile
jeszcze musiało takich minąć aby zemsta się dopełniła??. Takie właśnie pytania zadawał sobie leżący w „kałuży” krwi nasz bohater.


Wkrótce po tym nastał długo oczekiwany poranek. Cały obóz
„budził” się do życia aby zacząć kolejny ciężki dzień pracy. Strażnicy po
zjedzeniu obfitego posiłku wyruszyli w kierunku miejsce przydziałów a cienie do pilnowania więźniów w kopalniach. A wracając jeszcze do nich…jeszcze nad rankiem nowi przybysze zostali przydzieleni do robót. Jakubowi wylosowali kopalnię rud żelaza mieszczącą się w pewnej dolinie. Praca…wydawała się być stosunkowo prosta. Jednak pozory potrafią mylić i to bardzo.
Zaraz gdy tam dotarli wraz z Jack’iem i Horacym- nowymi znajomymi oraz „partnerami” klapki opadły im z oczu. Już po przekroczeniu wrót kopalni poczuli przenikliwe zimno. Dodatkowo w niektórych miejscach było bardzo ciemno…a więc mrocznie. Z tych miejsc wydobywała się dziwne odgłosy…jakby syczenie. Jeden z cieni ostrzegł ich aby nie zapuszczać się w te rejony kopalni. Gdy tylko wydali im
odpowiedni sprzęt – czyli jeden kilof oraz rację żywnościową całą trójka udała się do „pracy”.


Wszystko to było dziwne dla Jakuba. Nigdy w życiu by nie
przypuszczał że znajdzie się w tak ohydnym miejscu i zostanie zmuszony do tak upokarzających prac. Jego duma po raz kolei bardzo cierpiała…
Poza tym czuł jeszcze tutaj samotność. Te wszystkie uczucia
musiał dusić w sobie…skrótem potrzebował kogoś kto by go zrozumiał. Wszystko jest w życiu możliwe więc może i w tym miejscu znajdzie się ktoś taki??. Pośród społeczeństwa złożonego z zabójców i skąpców musiała się znaleźć chodź jedna
osoba…
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Gru 18, 2009 6:22 pm

ufff... przebrnęłam przez to XD
że też musisz pisać coraz więcej i więcej, Neo XD

niee.. ja nie będę tak miła jak Saga
fakt - pojawiło się kilka błędów w postaci źle odmienionego słowa bądź konstrukcji zdania

to nie miało jednak wpływu na ocenę

to czemu zawdzięczasz tylko 2 lvl to przecinek
póki nie dotarłam do połowy tekstu zastanawiałam się, czy twoja klawiatura w ogóle posiada coś takiego
po tym jednak jak dostrzegłam jeden znaczek, którego mi brakowało, mogłam się z powrotem z nim pożegnać - gdyż druga połowa tekstu znów była praktycznie go pozbawiona

taaaki długi tekst.. ile tam masz przecinków? 3? >_>
tyle przynajmniej wykryła mi przeglądarka jak teraz sprawdziłam
coś takiego nie jest już 'małym przeoczeniem', co nie? ;]

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Pią Gru 25, 2009 6:37 pm

Część IV


Dni w koloni karnej mijały bardzo szybko. Można powiedzieć,
że była to w pewien sposób monotonne. Praca w kopalniach faktycznie była upokarzająca dla dziedzica szlacheckiej rodziny Mitterandów, jednak na ten moment nie miał nic do gadania. Przewaga liczebna strażników z cała pewnością udaremniłaby próbę ucieczki z tego miejsca…przeklętego miejsca. Więc wypływał z tego prosty wniosek a mianowicie należało zawiązać sojusz…ze współwięźniami. To właśnie mogłoby być „światełkiem w tunelu”. Każdego wieczoru po wykonaniu swoich obowiązków Jakub starał się przypatrywać innym osobom. Pragnął wychwycić
tylko takich, którzy sprawiali wrażenie silnych oraz pewnych siebie. Takich,
którzy nie zdradzili by w najważniejszym punkcie planu a także posłusznych jego rozkazom. Czemu akurat jego??. To proste…Jakub uważał się jako najbardziej
doświadczonego i najlepszego wojownika tutaj. Zapewne miał rację…lecz w tych słowach było widać pychę oraz arogancję.


Każdego wieczoru starał się nawiązywać jakieś kontakty.
Oczywiście było to żmudne zajęcie, które zazwyczaj denerwowała naszego
bohatera. Tak naprawdę tylko co trzeci więzień pozytywnie zareagował na plan ucieczki Akachiego. Inni niestety…”ci gorsi” jak ich nazywał wojownik odmawiali mu uważając, że był to zgubny pomysł.


Czy był dobry czy też nie…jedynie czas mógł pokazać. Całej
wieczności Jakub nie chciał tutaj spędzić, a więc nawet jakby miał polec w
boju…byłaby to „nagroda”.

Z każdym kolejnym dniem wojownik starł się wprowadzać swój
pomysł w życie. Do pomocy znalazł sobie sprytnego złodzieja Diego. Nie ufał mu za bardzo, lecz jego umiejętności oraz kontakty ze strażnikami były bardzo przydatne. Jakub zawiązał także znajomość z byłym wojownikiem w armii królewskiej Wielkiej Brytanii - Georgiem. Nauczył się od niego kilku przydatnych ciosów oraz poprawił swoją technikę we władaniu mieczem.
„Takich ludzi nam właśnie trzeba…”- za każdym razem tak myślał gdy mężczyzna go czymś zaskakiwał.


Do tej grupy dołączyli także przedstawiciel kopaczy Phil-
poczciwy mężczyzna w średnim wieku, wszechstronnie uzdolniony strateg Milten oraz człowiek od zaopatrzenia-Syriusz.
Może było ich niewielu lecz o ich silne nie dowodziła liczebność, lecz jakość jednostek.
Osobno byli niczym…razem stanowili grupę mogącą wyrwać się z tego miejsca. Na to właśnie liczyli.


Pewnego wieczoru miało się odbyć potajemne spotkanie
mężczyzn. Jakub jako ich przywódca miał przedstawić dokładny plan ucieczki. Spotkanie miało odbyć się w opuszczonej kopalni za zachodnią bramą obozu o północy.
Zamaskowany dokładnie jeszcze wszystko sobie przypomniał,
aby nie popełnić jakiejś głupie gafy. Wychodzącej z drewnianej chaty gdzie
zazwyczaj spędzał noce, starannie upewnił się, że żaden z cieni nie patroluję obecnie tego rejonu. Następnie szybko i zwinnie zmierzał w wyznaczone miejsce. Jak cień przemierzał kolejne chatki czy punkty kontroli.
Kilka minut przed północą odnalazł wyznaczone miejsce
spotkania. Jednak okazało się, że nie był sam…wszyscy dokładnie także się pośpieszyli i przybyli wcześniej.


Zamaskowany wojownik kazał wszystkim spocząć, a także
dokładnie skupić się na słuchaniu. Sam znalazł jakieś wygodne miejsce i także usiadł. Pomału spojrzał na wszystkich jeszcze przeszywającym spojrzeniem a następnie spokojnie suchym tonem rzekł.
-Zapewne spodziewacie się, że mój plan nie jest bez skazy…-wyłożył od razu kawę na ławę Jakub.
-Jesteśmy gotów ponieść ofiary dowódco-odezwał się poważnym tonem Georg.
-Cieszę się jednak te ofiary mogę być liczone w setkach…niestety takie koszta będzie musieli ponieść. Czy jesteście na to gotowi towarzysze??.


Na krótką chwilą nastała cisza. Było jedynie słychać dźwięki
grających na zewnątrz świerszczy a także tlące się ognisko. Wszyscy spoglądali na siebie jakby chcieli znaleźć pierwszego śmiałka który zgodzi się na to. Jednak nie znaleźli…wszyscy chwilkę później wstali jak jeden mąż i krzyknęli TAK!!!.
Jakub podziwiał ich zapał do walki o wolność jednak przeczuwał najgorszego.
-Syriuszu…razem Miltenem zajmiecie się zaopatrzeniem. Wszyscy nasi ludzie potrzebują solidnej drewnianej tarczy oraz hartowanej stali!.
-Nie ma sprawy…-rzekli obydwoje pewnym tonem.
-Cieszy mnie to. Załatwioną broń będziemy składować tutaj…to miejsce stanie się od teraz naszym centrum dowodzenia.
Georg…-zwrócił się do mężczyzny siedzącego naprzeciw niego.
-Tak mistrzu??.
-Nasi ludzie będą potrzebować jeszcze kogoś kto ich poprowadzi do walki. Myślę, że idealnie się do tego nadajesz…
-Jeżeli taka jest twoja wola –mówiąc to wstał z miejsca i uderzył prawą dłonią w klatkę piersiową.

Jakub po tym akcie musiał zrobić sobie krótką przerwę.
Złapał głęboki oddech oraz zebrał jeszcze raz myśli. Cieszyła go postawa
niektórych uczestników tego spotkania. Na ten moment wszystko przebiegało zgodnie z planem.
-Diego do ciebie należy teraz najcięższe zadanie-rzekł przechylając głowę w stronę złodzieja.
-Zdaje sobie z tego sprawę. Jako jedyny tutaj mogę podjąć takie wyzwanie- pewny siebie jak zawsze.
-Dobrze…naprawdę dobrze. Będziesz mieć pełne siedem dni na to, aby zyskać klucze od bramy głównej obozu.
-Że co?!!- wzburzony wręcz wykrzyczał to Diego. Na jego twarzy pojawił się dziwny grymas.
-A jak myślicie?. Jak uciekniemy??. Musimy uderzyć nieoczekiwanie i z zaskoczenia. To nasze jedyne rozwiązanie.
-Niekoniecznie…- przerwał głos Jakubowi dotychczas cicho siedzący Phil.
-Co masz na myśli??.
-Ostatnio moi ludzi dokopali się do bardzo ciekawego miejsca. Prowadzi ono na północną stronę zaraz pod barierą prosto na wolność. Jednak boimy się jednego. Mianowicie jeżeli będziemy kopać głębiej, to możemy dokopać się do wewnętrznej rzeki. Więc jest spore ryzyko…
-Hmm…dobrze wiedzieć. Wezmę to pod uwagę Phil. Dziękuję Ci…
-Nie ma za co dowódco.
A zapomniałbym dodać. Rekrutacja kopaczy przebiega także pomyślnie. Wybieram tylko tych, którzy wcześniej posługiwali się jakąś bronią lub wyglądają jak prawdziwy mężczyźni.

-Świetnie…a Mil…-coś przerwało mu gdy nagle…

Z daleka usłyszeli jakieś głosy. Co najgorsze nie
rozpoznawali ich, więc trzeba było szykować się na najgorsze.
-Odkryli nas…-powiedział cichym tonem Jakub karząc jednocześnie zejść odrobinę głębiej w jaskini.
Sam wyszedł dalej, aby upewnić się kim są nieproszeni goście.
„Jeżeli będzie trzeba to ich zabiję… z zimną krwią…”-pomyślał zaciskając pięści z całej siły.


Jego podejrzenia były jak najbardziej słuszne. Trójka cieni
patrolujące te tereny urządzili sobie małą degustację alkoholową. A więc nie byli w stanie odeprzeć ataku z zaskoczenia.
Jakub mógł spokojnie zacząć działać…


Ostrożnie podkradł się do głazu, który był oddalony jakieś
sześć metrów od wejścia do jaskini. Nieproszeni gości swobodnie pili i
odpoczywali pod drzewem nie mając tym samym bladego pojęcia co się może stać. Jakub sięgnął po dość ciężki kamień wielkości jego dłoni a następnie z całej siły rzucił go w stronę jednego z cieni. Na całe szczęście wojownik nie wyszedł z prawy…kamień poleciał prosto w głowę sprawiając mu tym samym spory ból.
Pozostała dwójka zerwała się od razu z miejsca jak grom z
jasnego nieba. Wyjęli miecze z pochew by być w gotowości na niespodziewany atak. Jednak…alkohol jaki spożyli kilkanaście minut wcześniej odrobinę im w tym przeszkadzał. Czemu??. Ponieważ widzieli niewyraźnie a jeden z nich nawet podwójnie.


Wymarzona sytuacja dla zabójcy…
Jakub ponownie wykorzystał swoją zwinność i szybkość, aby
podkraść się jeszcze bliżej do nich. Oczywiście zrobił to bez żadnych
przeszkód. Gdy już był w dostatecznie dobrej odległości rzucił się na jednego z cieni jak wygłodniały wilk na swoją ofiarę.
Pierwszy cios padł prosto w podbrzusze, aby zaskoczyć przeciwnika.
Gdy ten skulił się z bólu, Jakub swobodnie odebrał mu broń.
Drugi z nich poderwał się do walk, aby obronić swojego
współtowarzysza. Szkoda tylko, że natrafił na lepszego od siebie. Zamaskowany z łatwością odparował atak nieprzyjaciela a następnie skontrował cięciem prosto w plecy przeciwnika. Krew trysnęła jeszcze Jakubowi na maskę a krzyk cienia rozniósł się chyba aż do jaskini…


Pozostał jeszcze jeden. Ten natomiast wykazał się rozumem a
może bardziej sprytem wynikającym ze strachu. Padł na kolana i zaczął błagać Akachiego, aby darował mu życie. Jednak…chęć przelania krwi w naszym bohaterze teraz była aż tak mocna, że błagania o litość nie trafiały do jego uszu.
-Dzisiaj ty…a niedługo cały wasz pieprzony obóz!!- krzyknął wykonując błyskawiczne cięcie mieczem.


Następnie odwrócił się od już martwego przeciwnika. Jak to
martwego??. Jakub zadał mu śmiertelny cios podrzynając mu gardło. Wykonał to z taką premedytacją i przyjemnością jakby to było pierwsze zabójstwo. Z szyderczym uśmiechem na twarzy udał się z powrotem do
jaskini.
Swoim charakterystycznym suchym tonem rzekł w stronę towarzyszy.
-Zagrożenie zażegnane. Wszyscy nie żyją…
-Zabiłeś ich?? -odezwali się ponownie wszyscy.
-Po prostu wybrałem mniejsze zło…cel naszej misji jest dużo ważniejszy niż życie jakiś matołów…- powiedział to z niewyobrażalną łatwością jakby to było coś „normalnego”.


Jeszcze godzinkę tak porozmawiali uzgadniając różne szczegóły planu Jakuba. Każdy z nich miał już przydzielony odpowiedni zestaw obowiązków do wypełnienia. Czas naglił…
Przed pożegnaniem się i udaniem do swoich chat kilku z
towarzyszy oprzątnęło „akcję Jakuba”. Zwłoki zabrali do jaskini i rzucili
gdzieś w kąt. Ich ekwipunek na pewno był dobrym początkiem…
Pomalutku kroczek po kroczku zamaskowany zmierzał ku wojnie.
Wiedział, że wielu z towarzyszy polegnie jednak miał cel nadrzędny…
„Po trupach do celu…mniejsze zło…zobaczymy ile z tego wyniknie…”-pomyślał tak kładąc już się spać w swojej chacie…

OCC:
1)Z okazji, że mamy Święta to Sakra specjalnie dla Ciebie skróciłem ten trening:D
2)Aaaa...i odnalazłem przecinek na mojej klawiaturze;]
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   Sob Gru 26, 2009 7:10 pm

miło mi, że skróciłeś nieco ten trening
specjalnie z okazji świąt nie cytowałam już tego, gdzie brak przecinków i większości literówek ^^
jest kilka rzeczy które jednak wołały o mój komentarz
watch it

była to w pewien sposób monotonne - er?

sprytnego złodzieja Diego. - Diego, przedmiot padający łupem złodzieja

zawiązał także znajomość z - sznurkiem?

armii królewskiej Wielkiej Brytanii - Utworzenie: Akt Unii 1 stycznia 1800

przedstawiciel kopaczy Phil - Phil, kruszec wydobywany w kopaniach

wszechstronnie uzdolniony strateg Milten - Milten, jedna z filozofii strategii

Zamaskowany dokładnie jeszcze wszystko sobie przypomniał,
aby nie popełnić jakiejś głupie gafy. - on juz cos takiego robil, ze sobie przypominal?

Jednak okazało się - 'okazalo sie jednak'
wszyscy dokładnie także się pośpieszyli i przybyli wcześniej. - er?

dokładnie skupić się na słuchaniu. - skupić się na czymś, uważnie słuchać, ale skupiać się na słuchaniu?

wyłożył od razu kawę na ławę Jakub. - spsuty efekt :]

-Cieszę się jednak te ofiary mogę być liczone w setkach…niestety takie koszta będzie musieli ponieść.

Było jedynie słychać dźwięki grających na zewnątrz świerszczy a także tlące się ognisko. - drewna tlącego się ogniska, płomienia nie słychać

krzyknęli TAK!!!. - dlatego właśnie mknęli niczym cienie na potajemne spotkanie

-Tak mistrzu??. - mistrz czy dowódca? on tam uczniów znalazł? XD

- Odkryli nas…-powiedział cichym tonem Jakub - ciekawe dlaczego.. hmn..

krzyknął wykonując błyskawiczne cięcie mieczem. - we welcome you, next guard patrol, follow the shout

2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Historia Jakuba   

Powrót do góry Go down
 
Historia Jakuba
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Historia Westeros
» Klasa Historii Magii
» Finnick Odair
» Daniel Levitt
» Lumen Histoire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: