Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Allemansrätten

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Allemansrätten   Sro Mar 25, 2009 5:16 pm

OOC: Treningi mojej postaci rozpoczynają się w roku 1235, przed podróżą na Islandię i obecnymi wydarzeniami, stopniową będą postępować, aż zrównają się z "teraźniejszością".

-Ucz się od otaczającego cie świata. - mówił starzec do nastoletniego Haralda - Ludzie kłamią, natura nigdy.

Od trzech miesięcy terminował u miejscowego znachora, o którym ludzie mówili, że potrafi czynić cuda, o jakich zwykłym ludziom nawet się nie śniło. Jak narazie nie pokazał mu niczego nadzwyczajnego, ot pokazał kilka ziół i nauczył przyżądzać z nich proste wywary. Nic skomplikowanego, nic porywajacego, czasem myślał, że nawet bezurzytecznego. Dni mijały im na chodzeniu po lesie i zbieraniu różnych dziwnych roślin, z których później przygotowywali dziwne, cuchnące mikstury.
Dziadek prawił różne mądrości, ale do Haralda zdawało się to nie docierać, ot takie starcze gadanie. Snuł się za nim, ziewając od czasu do czasu i przyglądając się ciekawszym roślinom. Więcej rozrywki sprawiała mu nauka pisania, niż towarzystwo tego człowieka.

-Spójrz tutaj, ta roślina nazywa się... - starzec mógł równie dobrze mówić do siebie.

Nie usłyszał jak nazywali tę roślinę, nawet na nią nie spojrzał.

-Kiedy wracamy? - mruknął tylko.

-Kiedy skończymy. - westchnął zrezygnowany staruszek - Powinieneś bardziej uważać, na to, co do ciebię mówię. To może kiedyś ocalic ci życie...

-Wiem, wiem... - odpowiedział chłopak, słyszał to już ze sto razy - Po prostu sądziłem, że to zajęcie będzie nieco ciekawsze...

Znachor nic nie odpowiedział, tylko poprowadził go głębiej w las, do miejsca, do którego zwykle się nie zapuszczali. Było tu znacznie ciemniej niż w innych jego partiach i jakoś tak... cicho, aż za cicho. Staruszek zatrzymał się niespodziewanie i zwrócił do swojego "ucznia".

-Czy wiesz co oznacza przydomek twojej rodziny? - zapytał.

-Nie... - odpowiedział Harald nieco zawstydzony.

-Allemansrätten... - mówił dalej starzec - To nazwa jednego ze świętych praw tej ziemi. Mówi ono, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą, że każdy z nas jest częścią przyrody. Brak ci pokory chłopcze, pokory i cierpliwości. Dlatego zostaniesz tu tak długo, jak będzie trzeba, aby się tego nauczyć.

Haralda zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć, miał zostać sam w lesie? Starzec musiał postradać zmysły, wilki rozszarpały by go pierwszej nocy.

-Nie... możesz... - wydukał w końcu.

-Mogę. - usłyszał w odpowiedzi - Twoi rodzice powierzyli mi pełnię władzy nad tobą. Będę przychodził co dwa, aby sprawdzić jak sobie radzisz.

Bez słowa pożegnania stary znachor zniknął pomiędzy drzewami. Chłopak chciał go gonić, ale ku swojemu zdumieniu odkrył, że jego nauczyciel jakby rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając go samemu sobie.
Nadchodziła noc...

_________________


Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Sro Mar 25, 2009 8:39 pm

Ładnie - 2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Sro Kwi 01, 2009 12:20 pm

Został sam. Starzec pozostawił go na pastwę losu, co nie było takie złe w perspektywie dzikich zwierząt, które tylko czekały na dogodną do ataku chwilę. Coraz bardziej się ściemniało, temperatura spadała, pojawiła się kolejna alternatywa, mógłzwyczajnie zamarznąć. Staruch zmusił go do radzenia sobie samemu i chłopak powoli zaczynał żałować, że nie słuchał go wcześniej.

-Najwyższy czas zabrać się do roboty... - pomyślał.

W pierwszej kolejności powinien rozpalić ogień. Miał ze sobą krzesiwo, problemem pozostawało zaopatrzenie sie w suche drewno. W pokrytym śniegiem kraju ciężko było o znalezienie suchego opału. Wokoło rosło duzo niewielkich drzew i ich gałęzie mogły sie całkiem dobrze spisać. Złapał za pierwszą i już miał pociągnąć, kiedy przypomniał sobie słowa starca.

-Allemansrätten... jednego ze świętych praw tej ziemi... każdy z nas jest częścią przyrody...

Puścił konar. Wiedział, że starzec nie pochwalił by takiego czynu. Czasem zdawało mu się, ża znachor bardziej ceni naturę niż innych ludzi. Rozejżał się po ziemi, licząc na to, że tym razem szczęście mu dopisze. Nie wszystko pokrywał śnieg, w pewnych miejscach korony drzew były tak rozłożyste, że nie biały puch nie był w stanie się przez nie przedostać.
I faktycznie, w takich miejscach odnalazł to, czego szukał. Oderwane gałezie, lekko spruchniałe konary, które pękając odłamywały się od drzew. Nie był to najlepszy opał, ale nie zamierzał narzekać. Rozpalił niewielkie ognisko. Ogień ledwo się tlił, a Harald, mimo że siedział tak blisko jak tylko mógł, trząsł się cały. Znalezione drewno jakby odmawiało mu posłuszeństwa. Dorzucał kolejne patyki, mech i igliwie, licząc na podtrzymanie tej niewielkiej iskierki nadzieji, jaką miał być dla niego ogień.
Zapadła noc, zimna i ciemna, on siedział przy maleńkim ognisku, drżąc za każdym razem, kiedy usłyszał choć mały szmer. I wtedy serce w nim zamarło. Za plecami, całkiem blisko, usłyszał gardłowe warczenie. Odwrócił się powoli, błagając bogów, aby źródłem odgłosów nie było to, o czym myślał.
Pomiędzy drzewami panował gęsty mrok, nie był w stanie dostrzec niczego... oprócz kilku par złotych, wilczych ślepi. Trzy wilki wynurzyły się spomiędzy pni, szczerząc kły i wydajac z siebie gardłowe warczenie.

-Już po mnie... - to była jego pierwsza myśl.

Spojrzał na ognisko. Jeden z palących się konarów był dość długi, aby mógł go chwycić bez rzyka oparzenia. Złapał za kij i wyszarpnął go z ogniska. Machnął nim kilka razy w stronę wilków, które zaczęły obchodzic jego prowizoryczny obóz, tak, jakby chciały go otoczyć.

-Jazda stąd! Wynocha! - krzyknął łamiącym się głosem.

Wilki zdawał się nic sobie z tego nie robić. Warczały dalej i patrzyły na niego łakomym wzrokiem. Wydało mu się, że będą chciały go zamęczyć, czaić się tak długo, aż zabraknie mu sił. Wtedy go dobiją... pożrą... zostaną po nim tylko ogryzione kości.
W oddali rozległo się przeciągłe wycie. Trzy wilki wyciągnęły łby, nasłuchując co ma im do "powiedzenia". I wtedy stało się coś dziwnego. Położyły się na ziemi, bacznie obserwując Haralda, jak strażnicy, którzy pilnują celi z więźniem.
Właśnie więźniem był w tym momencie Harald...

_________________


Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Sro Kwi 01, 2009 12:34 pm

Brak zastrzeżeń - 2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Nie Kwi 12, 2009 10:00 am

Nie wiedział ile czasu minęło, od kiedy został osaczony przez wilki. Te leżały w nieznacznej odległości od jego prowizorycznego obozu, obserwując go i ziewając od czasu do czasu. Wyglądały jak duże psy, które pilnowały swego pana. Uśmiechnął się lekko na myśl o tym porównaniu. Stał, trzymając w ręku kij, jakby liczył na to, że wystarczy mu on do obrony. Mijały kolejne minuty.

-O co im chodzi? - zastanawiał się.

Odpowiedź przyszła sama. Przytczłapała się na silnych, pokrytych białą sierścią łapach. Czerwone ślepia wilka, który wynurzył się z knieji napreciw niego przypatrywały mu się z dziwnym spokojem. Biały wilk... Myślał, że to tylko miejscowy zabobon, a tymczasem zwierze to stało przed nim w całej swojej okazałości. Trzy wilki podniosły się, jakby ktoś wydał im rozkaz i warcząc zaczęły wolno zbliżać się do Haralda. Sierść na ich grzbietach była zjeżona, tylko biały wilk pozostawał całkowicie spokojny.
Śmierć zbliżała się do chłopaka pod postacią trójki zwierząt. Beznadziejna sytuacja sprawiła, że uronił łzę.

-A było zostać kowalem, jak ojciec... - pomyślał.

Poddał się. Jego oczy stały się puste. Nie miał szans w starciu z przeważającymi siłami wilczych szponów i kłów. I wtedy, gdzieś z tyłu głowy, odezwał się głos starca.

-Allemansrätten... każdy z nas jest częścią przyrody... - i coś, co powiedział mu przy innej okazji - Kiedy osiągniesz całkowitą harmonię z naturą, odkryjesz w sobie moc, która niedostępna jest prostym śmiertelnikom, nawet w najtrudniejszej sytuacji może ona okazać się prostym rozwiązaniem.

Innego wyjścia nie było. Musiał bardzo szybko dokonać tego, o czym mówił jego nauczyciel. Nie miał wielkiego wyboru, a skoro był to jedyny sposób na ocalenie życia, warto było spróbować.
Usiadł na ziemi i zamknął oczy. Zwierzęta nie spieszyły się, jakby same chciały zobaczyć co się stanie. Technika nazwana przez starca medytacją, nie rozumiał do końca na czym polega. Wiedział tylko, że pozwala na wytworzenie pewnego stanu umysłu. Co miało to ze sobą nieść? Nie miał pojęcia. Spróbował się wyciszyć, wsłuchać w otaczający go świat. Szmer liści przeplatany warczeniem wilków. Żaden inny dźwięk nie dobiegał do jego uszu, jakby obecność białego zwierzęcia przepłoszyła z okolisy całe życie.
Nie wiedzieć czemu, poczół, jak przepełnia go spokój. Odgłosy wydawane przez zwierzęta zdawały się stawać melodyjne, jakby śpiewały pieśń, napisaną bardzo dawno temu. W tym momencie wszystko ucichło. Pojawiła się myśl, że oto został zaatakowany, jednak nie poczół bólu. Trwało to chwilę. Kiedy i ta minęła, stało się coś conajmniej dziwnego.
Dźwięki eksplodowały w jego głowie, jakby cały świat zaczął znienacka go wzywać. Poczuł jak coś gorącego rozlewa się po jego ciele i ulatuje z niego na wszystki strony. Otworzył oczy i zobaczył jak wilki odsówają się, odpychane przez mieniące się jasnym blaskiem fale energii. To on był jej źródłem, to z niego wypływała. Wiedział, że nie uczyni zwierzętom żadnej krzywdy. Wstał i ruszył w ich kierunku, a te popłożyły się jak psy, warujace przy ciepłym palenisku w mroźny dzień. Biały wilk przysiadł i przyglądał mu się tymi samymi, spokojnymi ślepiami. Położył dłoń na jego łbie, a ten nie oponował.

-Widzę, że udało ci się poskromić Varga. - usłyszał głos starca za swoimi plecami - Kosmos... to zaiste magiczna siła.

-Kosmos... - powtórzył Harald drapiąc wilka za uchem.

C.D.N.

_________________


Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Nie Kwi 12, 2009 3:31 pm

W tekście wypatrzyłem dwie literówki i jednego orta.Poza tym nie mam jakiś zastrzeżeń dotyczących samej fabuły - 2 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Nie Kwi 19, 2009 8:02 pm

Odkrycie w sobie kosmosu przez Haralda można było uznać za przełom w jego rozwoju. Od tego momentu przykładał zdecydowanie większą uwagę do tego, czego uczył go stary znachor. Treningi fizyczne też wykonywał z większym niż zazwyczaj zapałem. Najbardziej jednak fascynowała go właśnie nowa moc. Uwalnianie jej przychodziło mu z coraz większą łatwością, gorzej jednak było z jej kontrolą. Kilka razy stracił kontrolę nad swoim kosmosem tak, że moc ta obróciła się przeciwko niemu. Parę drobnych ran i omdleń nie zniechęciło go na szczęście.
W końcu trening został przerwany przez jego nauczyciela.

-Spakuj swoje rzeczy. - powiedział.

-Ruszamy gdzieś? - zapytał zaciekawiony Harald.

-My nie... Ty tak. - usłyszał w odpowiedzi - Twój statek wypływa jutro o świcie.

-Ale dokąd? Dlaczego? - chłopak był mocno zdziwiony.

-Płyniesz na zachód, na wyspę znaną jako Ovis. Zresztą nie ma co teraz o tym gadać. W porcie dowiesz się wszystkiego. Przyjmię cię tam Rictor Lasanti.

Harald nie miał zbyt wiele do powiedzenia, starzec postawił go przed faktem dokonanym. Nie wykłucając się zabrał swoje rzeczy i następnego ranka był już w porcie, szukając mężczyzny, o którym powiedział mu jego nauczyciel. Pośród niewielkich łódek dostrzegł okręt, na który wchodzili ludzie odziani w stroje wojowników. Tuż przed nim stał młodzieniec odziany w bogatą zbroję, zapewne dowódca.
Chłopak podszedł do niego.

-Przepraszam, panie... - zaczął powoli - Szukam Rictora Lasanti, nie wiedział by pan, gdzie mógłbym go znaleść?

-To ja. - powiedział odwracając się - Kim jesteś i jaki masz do mnie interes?

-Jestem Harald, miałem się tu stawić by odbyć podróż do Ovis.

-Aaaa... Więc to ciebie przysłał stary Loeher. Witaj chłopcze, jak zapewne wiesz, jestem Rictor z rodu Lasanti, Rycerz Ovis i członek Zakonu świętego Ognia. Więc ruszasz z nami na front?

-Na front? - zapytał zdziwiony Harald. Nie spodziewał się, że zostanie wcielony do jakiejś armii.

-Tak jest. A teraz wchodź na pokład i czekaj tam na mnie.

Harald posłusznie wykonał polecenie młodzieńca. Zaopatrzenie statku zajęło im sporo czasu, w końcu jednak byli gotowi do podróży. Statek odbił od brzegu i ruszył na zachód. Kiedy tak płynęli, Rictor przybliżył chłopakowi sytuację, w której się znaleźli. Lodis, księstwo będące w przyjaznych stosunkach z Asgardem rozpoczęło szerego działań, mających na celu nawrócenie mniejszych państewek na swoją religię i tym sposobem stworzenia silnej federacji mogącej stawić czoła ewentualnym zagrożeniom.

-Ciekawe, czy gdyby Asgard nie był trzy razy większy od ich państwa nie połasili by się i na nasze ziemie... - pomyślał Harald, kiedy Lasanti kontynuował swoją opowieść.

Ovis było małym państwem położonym na wyspie, na zachód od Asgardu i Lodis. Oddział, w którym znalazł się Harald miał pełnić rolę stabilizacyjną. W regionie tym bowiem działało wiele grup, którym nie podobało się, że są zmuszane do zmiany wyznania i uległości wobec obcego państwa. Prawdę mówiąc i Haraldowi nie bardzo się to spodobało, nie chciał jednak głośno wypowiadać się w tej sprawie. Jego zadaniem było służyć Rictorowi i był gotów wywiązać się z tego zadania.
Nadchodziła burza, ale i ląd był coraz bliżej. Nagła zmiana pogody zmusiła ich do znalezienia miejsca, w którym można było rzucić kotwicę i zejść na ląd.Mieli szczęście, zdążyli tuż przed ulewą. Kilku żołnierzy zeszło na twardy grunt wraz z dowódcą. Harald poszedł z nimi, chcąc być blisko temu, któremu miał służyć. Zapadał zmrok, coraz trudniej było coś zobaczyć.

-Psy z Lodis! - usłyszeli nagle męski głos - Precz z naszej ziemi!

Grupa mężczyzn, odzianych w proste zbroje, stało w strugach deszczu. Wyglądali, jakby szykowali się do ataku.

-Cofnij się chłopcze. - powiedział Lasanti - Nie chcę, aby coś ci się stało... Staruch nie dał by mi spokoju.

Nieznana grupa, całkiem bez ostrzeżenia, rzuciła się do ataku. Ich bronie były inne niż te, które Harald widział u towarzyszy podróży. Ogromne młoty i topory, jakby wyjęte prosto ze starych, Asgardzkich legend. Ludzie Rictora czekali na rozkazy dowódcy.

-Do broni! - krzyknął w końcu - Formować szyk!

Wojownicy ustawili się jeden koło drugiego, dobywając mieczy i czekając na szarżujących napastników. Kiedy dwa oddziały zderzyły się ze sobą, kilku ludzi z Lodis od razu padło. Reszta stawiała opór, jednak nie mieli wiele szans w konfrontacji z zaciekłością wroga. Byli na przegranej pozycji, a posiłki ze statku nie nadchodziły.
I wtedy stało się coś, co całkowicie zmieniło sytuację. Promień śnieżno białej energii, wystrzelonej z dłoni Rictora powalił kilku przeciwników. Ci spojrzeli na niego przerażeni.

-Cóż to za diabeł?! - zakrzyknął ten, który zdawał się dowodzić.

Chwila nieuwagi kosztowała ich życie. Żołnierze z Lodis byli świetnie wyszkoleni i tylko szaleńczy atak wroga wytrącił ich z równowagi. Teraz wystarczyło im kilka chwil, aby odnieść zwyciestwo.

Harald i Rictor stali nad klifem, przypatrując się szalejącemu morzu.

-Sporo rzeczy wymaga tu stabilizacji. - powiedział Harald.

-Istotnie. - odpowiedział Lasanti - Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Jakiś dźwięk zwrócił uwagę Asgardczyka. Jeden z napastników musiał przeżyć, udając martwego pośród ciał towarzyszy. Szrżował teraz z uniesionym młotem wprost na Rictora. Żaden z nich nie zdołał nic powiedzieć, Harald tylko pchnął swojego towarzysza, przyjmując na siebie cios. Zleciał z klifu, wpadając wprost we wzburzone morze. Nie mógł wiedzieć, że Lasanti chwilę później zabił napastnika i próbował go jeszcze odnaleść, nawołując i wzywajac swoich ludzi. Fale porwały go w nieznane.

OOC: Oparte na Tactics Ogre: The Knights of Lodis

_________________


Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Pon Kwi 20, 2009 9:22 am

Tekst "czysty".Nie zauważyłem żadnych ortów czy też pozamieniania literek miejscami. 2 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Nie Kwi 26, 2009 10:11 am

Szumiało mu w uszach, jakby dokoła przetaczało się tysiąc fal, gotowych w każdej chwili go pochłonąć. Otworzył oczy i ujrzał światło. Przez chwilę było zbyt jasno żeby cokolwiek zobaczyć, jednak z każdą chwilą widział coraz lepiej. W końcu mógł stwierdzić, że widzi nad sobą drewniane sklepienie. Z trudem podniósł się, wspierając na łokciach.
Leżał w łóżku, w jakimś pokoju, na krześle obok jego posłania leżały jego wysuszone ubrania. Przez niewielkie okienko wpadał snop światła. Pogoda musiała się poprawić...
-Gdzie ja jestem?... – zapytał sam siebie.
-Nie ruszaj się. – usłyszał w odpowiedzi – Jak się czujesz?
-Bywało lepiej. – odpowiedział Harald.
Młoda dziewczyna podeszła do niego, musiała być w pokoju od jakiegoś czasu, a on zwyczajnie jej nie zauważył. Wyglądała na jego rówieśniczkę, miała blond włosy związane w dwa warkocze i bardzo delikatne rysy twarzy.
-Jesteś w klasztorze w Solei. – mówiła dalej dziewczyna – Znaleźliśmy cię na brzegu, wyrzuconego przez falę...
Solea... więc wciąż był na Ovis. Z pewnością było to lepsze niż śmierć w morskiej toni, choć z drugiej strony mógł wpaść w ręce wrogich sił. Dziewczyna nie wyglądała jakby miała wobec niego złe zamiary, wręcz przeciwnie, wydawała się o niego martwić. Mówiła dość dużo, ale nie przeszkadzało mu to.
-Jestem Eleanor, pomagam tutejszemu kapłanowi, jesteś z Lodis?
-Nie. – odpowiedział przerywając jej, zanim zasypałaby go gradem pytań – Jestem z Asgardu, choć przybyłem tu jako część oddziału z Lodis... Jestem Harald.
-Jak się tu znalazłeś? W Solei nie ma żadnych odziałów zza granicy.
-Przybiliśmy do brzegu, złapał nas burza... – Harald próbował przywołac wspomnienia tamtego dnia – Ktoś nas zaatakował...
-Wypadłeś za burtę? – pytaniom nie było końca.
-Można by tak powiedzieć, choć...
-Hmmm... może uratował cię tryton...
-Pół-człowiek, pół-ryba? – dziewczyna zaczynała wydawać mu się co najmniej dziwna.
-Tak. Zostało ich już tylko kilka, żyją gdzieś w okolicznych wodach. – jej twarz przybrała rozmarzony wyraz – Kiedyś widziałam jednego... Był piękny, jego łuski błyskały się na słońcu...
Harald uśmiechnął się tylko nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć na opowieść Eleanor. Odpowiedzieć jednak nie zdążył, gdyż do pokoju weszła kolejna osoba. Kobieta w średnim wieku, o włosach przypruszonych już siwizną, odziana w czerwoną zbroję... Jakiś głosik odezwał się z tyłu głowy. Na statku Rictor mówił mu, że Rycerze z Rananculus używali tego typu odzienia. Czyżby jednak był w rękach wroga?
-Wygląda na to, że już z tobą lepiej. – oznajmiła spokojnym głosem – Eleanor, czy możesz nas na chwile zostawić.
Dziewczyna ukłoniła się kobiecie i wyszła z pokoju. Nie usłyszał kroków, więc pewnie czekała pod drzwiami. Przyglądał się jej przez krótką chwilę. Nie był pewien jak ma zareagować, jakie są jej zamiary.
-Kim jesteś? – zapytał w końcu.
-Na imię mi Ivanna. – zauważyła, że co chwila spogląda na jej zbroję – Nie martw się. Nie jestem Rycerzem z Rananculus, choć jeszcze 10 lat temu należałam do tej frakcji.
-Należałaś do Oddziału Białego Kła? – zapytał Harald z nienacka, przypominając sobie kolejny termin przybliżony mu przez Rictora.
-Widzę, że jesteś dobrze poinformowany. – powiedziała uśmiechając się – Tak, należałam, ale to nie jest historia warta uwagi. Przysłali cię z Lodis?
Tego dnia chyba wszyscy postanowili zadawać mu to pytanie.
-Przybyłem z oddziałem z Lodis, ale pochodzę z Asgradu.
-Asgard? Pierwszę słyszę... Tak czy inaczej w Scabellum, mieście na wschód stąd, zatrzymała się grupa obcokrajowców. Ich wygląd i zachowanie odstają od tutejszych zwyczajów, więc może to twoi towarzysze.
-Rozdzieliliśmy się w czasie burzy. – mruknął Harald pod nosem – Muszę do nich dotrzeć...
-Mam tam sprawę do załatwienia, jutro ruszam w drogę, jeśli chcesz, możesz się przyłączyć. – wtrąciła kobieta i bez słowa pożegnania opuściła pokój.
Kiedy tylko wyszła, do pomieszczenia zajrzała Eleanor.
-Cieszę się, że jesteś na siłach, aby móc odnaleść swoich towarzyszy. – powiedziała.
-Ja też... – odpowiedział Harald – I... Dziękuję za pomoc, bez was pewnie bym już nie żył. Jutro wyruszam, chyba więc czas się pożegnać.
Z dołu dobiegł ich męski głos. Zdawało się, że ktoś woła dziewczynę.
-To mój ojczym... Jest tu kapłanem. Muszę iść, trzymaj się.
Usłyszał tylko jak zbiega po schodach. Sam położył się. Próbował zebrać mysli, jednak już po chwili zapadł w sen.

_________________


Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Nie Maj 03, 2009 10:17 pm

OOC: Jak widzę nikt nie pofatygował się do oceny mojego treningu. No cóż, po prostu dołożę komuś roboty. Niech ocenia oba...

Następnego dnia wyruszyli w drogę. Szlak nie był ani cieżki ani przesadnie długi, więc dotarcie do Scabellum nie zajęło im wiele czasu. Kiedy dotarli na miejsce Haralda uderzył wygląd miasta. Wydawało się być wymarłe, na zewnątrz ani żywej duszy.
-Jak cicho... – powiedział – Wogole nie przypomina miasta portowego.
-Od kiedy pojawiły się Oddziały Bialego Kła... – zaczęła Ivanna – Ludzie wolą być ostrożni. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, teraz wszyscy chowają się po domach.
Harald nie był pewny czy w miasteczku pozostał choć jeden żywy człowiek. Strach przed oddziałami z Rananculus musiał być naprawdę ogromny. Nie wiedział jak ocenić ich siłę, odział na który natknęli się po przybyciu na Ovis nie wydawał się ani dobrze zorganizowany, ani specjalnie silny. Tak czy inaczej należało pozostawać skoncentrowanym. Nagle usłyszał dość szybkie kroki.
-Kto idzie?! – zawołał Harald i jakby w odpowiedzi ujrzał niewielką grupę.
Na jej czele stała młoda kobieta, ubrana w dziwne szaty. Nigdy nie widział takiej osoby, było w niej coś dziwnego, mimo że nie była ani ładna ani brzydka, to biła od niej jakaś energia.
-Niegrzecznie tak pytać, nie przedstawiając się samemu. – powiedziała.
-Wyglądają jak członkowie Białego Kła... – wtrąciła cicho Ivanna – Nie sądziłam, że są już tutaj. Możemy nie mieć wyboru... będzie trzeba walczyć.
-Ona jest... z Rananculus? – zapytał Harald.
-Tak... to mag.
-Mag? – zapytał zdziwiony.
-Dysponują przedziwną mocą... potrafią zmuśić żywioły do posłuszeństwa i są w stanie sami pokonać spory oddział.
-No coż.... – usłyszał głos kobiety – Skoro nie chowacie się po kątach, jak reszta tego zawszonego miasteczka, to spotka was zaszczyt zostania przeze mnie zabitymi.
Towarzysze kobiety rzucili się do ataku. Ona sama zdawała się stać niewzruszona, pewna tego, że jej ludzie dadzą sobię radę z dwójką nieznajomych. Harald i Ivanna schronili się za budynkiem, czekając na pierwszą falę przeciwników. Jeśli kobieta naprawdę była „magiem”, to nie było wskazanym wystawiać się jej na łatwy cel.
Towarzyszka Haralda dobyła miecza. Był pięknie wykonany, zupełnie nie pasował do osoby, która go dzierżyła.
Zza rogu wypadło kilku mężczyzn, którzy natychmiast się na nich rzucając. Błysnęła klinga miecza i jeden padł martwy na ziemię. Przy drugim już był Harald, wyprowadzając potężne kopnięcie, którym powalił wroga na ziemię.
Poczół ból i osunął się na nogi. To kolejny przeciwnik zaatakowałgo od tyłu, jednak już po chwili charczał konając, nabity na ostrze miecza Ivanny. Obok nich uderzyło coś, co przypominało błyskawicę. Dzień był bez chmurny, więc nie mogło to być naturalne zjawisko. Zaraz potem, metr od Asgardczyka, spadła strzała.
-Zaczęła rzucać zaklęcia. – mruknęła Ivanna – I ma łuczników... Mogą uderzać na oślep, a i tak w końcu nas dostaną, mają zbyt dużą przewagę.
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Promień białej energii, wystrzelony spomiędzy odległych o kilka metrów zabudowań, przeszył jednego z łuczników, zabijając na miejscu. Po chwili ujrzeli młodego, odzianego w piękną zbroję mężczyznę, który prowadził za sobą oddział ludzi.
-Harald! – zawołał Rictor – Żyjesz, co za ulga!
-Też się cieszę, że cię widzę. – usłyszał Lasanti w odpowiedzi.
-Chyba macie kłopoty... No cóż, później porozmawiamy.
Ivanna nie bardzo wiedziała co się dzieje, ale chyba dotarło do niej, że oto pojawiło się wsparcie. Ludzie Rictora przesuwali się coraz bardziej naprzód, zajmując kolejne pozycje, a i tak wątłe siły wroga dosłownie topniały w oczach. Tylko kobieta zdawała się stawiać opór i kilku żołnierzy padło od jej „zaklęć”.
-Wycofać się! – krzyknął Rictor - Ją zostawcie mnie.
Harald ponownie zobaczył jak dowódca skupia swoją energię. Kątem oka dostrzegł także, że kobieta przygotowuje się do kolejnego ataku. Rictor mógł nie zdążyć...
Wyskoczył pomiędzy nich, nie zastanawiając się nad tym co robi. Poczół, jak energia wypełnia jego ciało, gotowa, aby w każdej chwili się uwolnić. Skupiony kosmos wystrzelił z jego zaciśniętej pięści i ugodził przeciwniczkę, która wytrącona z równowagi zachwiała się.
-Na ziemię głupi dzieciaku! – usłyszał za plecami i instynktownie rzucił się w bok.
Chwilę później promień Rictora pozbawił życia tą, która dowaodziła pokonanym odziałem.
-Jesteś... magiem?... – powiedziała Ivanna.
-Magiem? Przecież to był tylko kosmos... – odpowiedział Harald.

_________________


Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Allemansrätten   Sro Maj 13, 2009 5:51 pm

I trening bardzo dobry moim zdaniem:D
zdarzyło się kilka literówek ale to jak każdemu:)
jedyne co się mogę doczepić to :złapał nas burze:D

poza tym to wszystko ok 2lvl:D


II trening także bardzo ładny.Mniej literówek i błędów od pierwszego.

za niego także 2lvl.

czekam na kolejne treningi:D

łącznie dla ciebie 4lvl.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Allemansrätten   

Powrót do góry Go down
 
Allemansrätten
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: