Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Serce nocy - trening Emmeta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Serce nocy - trening Emmeta   Sro Mar 25, 2009 8:21 pm

***Wydarzenie te dzieją się przed tym jak Emmet dotarł do Asgardu. Jest w podróży, w której musi się usamodzielnić. Jest to swego rodzaju wstęp do dalszej historii...***

"Czasami, by poznać przyszłość, musisz odkryć przeszłość." - myślał. To zdanie kręciło mu się w głowie już od jakiegoś czasu, a on starał się zrozumieć całkowity sens tego, co to zdanie chce nam przekazać.
Słońce paliło go w głowę, pot spływał mu po twarzy. Co chwila oblizywał wyschnięte usta. Szedł polną drogą, w ręku trzymając swoje sandały. Upalny dzień, chłopak zdjął swoją brudną i podartą koszulę i zawiązał sobie na głowie, by uchronić się przed słońcem. Ciężko było to nazwać turbanem, bądź czapką, ale zawsze chroniło go przed słońcem.
W tej chwili marzył tylko o tym, by odsapnąć gdzieś w cieniu, ale na polnej drodze nie było ani jednego drzewa. Ukląkł wycieńczony na kolana, i przewrócił się na plecy. Zamykał oczy, powoli osuwał się w nicość....

***
- On nie może tu dłużej zostać, wiesz o tym! Nie mamy dużo jedzenia, zbiory nie są już takie obfite jak kiedyś, musimy też zrobić zapasy na zimę! On nie może tu dłużej zostać! - otworzył ciężkie powieki. Stary, drewniany sufit. A w głowie myśli, gdzie jest, co sie z nim dzieje i przekrzykujące się głosy kobiety i mężczyzny.

- Był nieprzytomny, wiesz jak słońce potrafi zmęczyć człowieka. Po prostu załadowałem go na tego starego osła i przywiozłem tu. Nie wieżę, że możesz być taka bez serca. Każdemu człowiekowi trzeba pomóc.

Westchnienie kobiety, jakiś ruch, trzeszczenie podłogi. Emmet nie chciał się podnosić, zdradzić że już nie śpi.

- No dobrze... niech wyzdrowieje, a potem musi zniknąć. Nie chcę się narażać...

Znowu trzeszczenie podłogi, lecz tym razem kroki cichną gdzieś w oddali. Teraz chłopak usiadł na łóżku, rozejrzał się. Przytulna drewniana chata. Był w ciepłym łóżku z czystą pościelą. Mężczyzna z długą brodą otworzył szerzej oczy, gdy zobaczył, że Emmet nie śpi.

- Przepraszam, nie chcieliśmy Cię obudzić, czy wszystko w porząd... - mężczyzna nie dokończył, bo chłopak zaczął już swoje pytanie.

- To ja przepraszam. Widzę, że przeze mnie są jakieś kłopoty. Już jestem zdrowy, mogę się zabierać.

***
Przebywał jeszcze trochę u tej rodziny, nienadużywając długo gościnności tych jakże życzliwych ludzi. Dali mu jeść, napoili a kobieta uprała jego odzienie. Emmet był im za to wdzięczny, i podziękował za uratowanie życia. Jednak wiedział że to tylko nie wystarczy.
"Teraz wiem, że trzeba pomóc każdemu człowiekowi, bez względu na to jaką ma się pozycję czy majątek. I nie można oczekiwać, że dług się ten spłaci. Ale ja go spłacę, jeśli nie co do tych ludzi, to i ja będę czynił dobro i ratował życia.... Eh, muszę w końcu stać się samodzielny, bo jak tak dalej pójdzie to nie starczy mi życia na spłacenie wszystkich 'długów'. No, ale teraz mam jeszcze jeden cel by ruszyć dalej w podróż..." - mówił sobie.

Tym razem jednak już bardzo uważał, i biegał dużo, szybko pokonując swoje dystanse, co wzmocniło jego siłę i kondycję. Jego mięśnie wzrastały, a on mógł pokonywać co raz to dłuższe dystanse.
W końcu przyszło mu do głowy, że gdyby rodzice nie zostawili go gdy był dzieckiem, to teraz nie musiałby wyruszać w podróż. Ktoś mądry mógł to przewidzieć, że będzie chciał ich poszukać, i mógł go specjalnie przygotować. Myślał, czy jego przybrani rodzice mogli o tym wiedzieć, że ich kiedyś opuści. Przecież... nie zabraniali mu tego....
Po zachodzie słońca, jednak znów czekała na niego ciemność. Noc, a w niej skarby, których nikt nigdy mu nie odbierze - wspomnienia, przeszłość i gwiazdy...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Sro Mar 25, 2009 8:25 pm

Oprócz paru błędów ortograficznych nie mam się do czego przyczepić. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Kwi 02, 2009 8:48 pm

***
Kolejny dzień podróży. Emmet z każdym dniem trenował coraz więcej i mógł przejść większą odległość. Zanim dotrze tam gdzie zamierzał musi poprawić swoje ciało i zahartować ducha. Właśnie skończył jabłko, które udało mu się zerwać po drodze i rzucił ogryzek daleko przed siebie. Stanął i rozejrzał się. Obok niego był mały lasek. Postanowił, że to właśnie dobra pora na trening.
Na początku chciał się rozgrzać i zaczął od lekkiego biegania. Między drzewami wyznaczył sobie pewną trasę. Gdy wszystko było gotowe Emmet odetchnął głęboko i zaczął lekko lawirować pomiędzy drzewami.
Trasę wybrał sobie specjalnie taką, by mieć możliwe jak najwięcej zwrotów biegu. Zaczął od lekkiego biegu, rozgrzewając się w ruchu. Gdy pot zaczął spływać mu po twarzy, a chłopak poczuł jak pieką go policzki trochę odsapnął, zrobił parę skłonów. Teraz chciał zacząć coś mocniejszego. Biegał najszybciej jak tylko to możliwe. Zwroty trasy miały wyrobić u niego szybkość i refleks. W biegu naskakiwał na dwie nogi, i robił zwody ciałem i przeskakując z nogi na nogę.
Gdyby ktoś teraz zobaczył coś takiego pewnie pomyślałby, że Emmet niewątpliwie zwariował. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu a chłopak mógł spokojnie dokończyć to co zaczął. A nawet jeśli by go ktoś zobaczył to nie przejąłby się tym. On ma określony cel, a nauczył się by nigdy nie rezygnować z marzeń, i nie obchodziło go co kto powie, gdy ten próbuje zrobić coś ze swoją sprawnością. Teraz liczył się tylko efekt.
Po parunastu minutach szybkiego biegu wyczerpany padł na plecy, czując jak jego serce tłucze mu się w piersi szybciej pompując krew. Pot spływał mu po plecach i czole, słońce zaglądało zza liści drzew. Emmet poczuł, że w końcu żyje, i robi to czego chce, to co pomoże mu w dalszej wędrówce.
Nie czekając aż 'wystygnie' znalazł grubą gałąź drzewa, która nie była zbyt wysoko. Podskoczył i złapał się jej, podciągając. Ćwiczyły chyba wszystkie jego mięśnie, ramion, pleców, brzucha. Najlepiej było mu się wyćwiczyć.
Znów po niekrótkim czasie padł zmęczony. Słońce okropnie go piekło, ale ten narazie nie poddawał się.
Z pleców przekręcił się na brzuch, i zaczął robić pompki. Odrętwiałe ręce jednak odmawiały mu na razie posłuszeństwa. Emmet pomyślał, że naprawdę jeszcze dużo musi się nauczyć i dużo ćwiczyć. Chłopak był ambitny, ale nic nie przychodzi nigdy łatwo. Trzeba pracować na to kim się jest.
Nawet nie zauważył kiedy słońce powoli zachodziło. Ruszył więc w dalszą drogę, a po paru minutach marszu odnalazł strumyk z czystą wodą. Jakby sam Bóg pomagał mu przetrwać.
A ciepłą noc spędził po raz kolejny pod gołym niebem spoglądając w gwiazdy i wspominając. Prawie wszystkie mięśnie bolały go, a wiedział, że gdy jutro się obudzi będzie jeszcze gorzej się czuł.

OCC: Może trening niezbyt kreatywny, ale w końcu trenowałem

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Pią Kwi 03, 2009 12:54 pm

Faktycznie, klasyczny trening, prawie jak na siłce xD. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Pią Kwi 17, 2009 1:19 pm

Emmet szedł krętą dróżką. Bardzo chciało mu się pić, lecz gdy się rozglądał to nie było żadnego źródełka z którego mógłby zaspokoić swoje pragnienie. Od jakiegoś czasu, nad nim zaczęły gromadzić się jakieś szare chmury. Zrobiło się chłodniej, pojawił się zimny wiatr, a na świecie zrobiło się szaro. Emmet zastanawiał się, czy to spowodowane jest tym, że zmierzał na północ a tam jak wiadomo jest zimno, czy może spowodowane innymi różnymi zjawiskami. Chłopak pamiętał jak opowiadano mu w różnych bajkach i opowieściach i magach i druidach, którzy potrafili rzucać magiczne zaklęcia a nawet zmieniać pogodę. Wiedział, że to były tylko bajki dla dzieci, i byłby szczerze zdziwiony gdyby coś takiego okazało się prawdą. Z daleka ujrzał zarys wioski do której zmierzał. Po drodze spotkał starego mężczyznę, który wiózł jakieś towary do innego miasta, a Emmet spytał się go o drogę. Emmet przyspieszył kroku, miał nadzieję dotrzeć do wioski jeszcze przed zmrokiem i znaleźć tam jakąś gospodę.
Słońce powoli już zachodziło, gddy Emmet dotarł do bram miasta. Nie sprawiał żadnych problemów więc szybko został przez nie przepuszczony. Od razu zauważył dzieci, które z drewnianymi mieczykami pojedynkowali się śmiejąc radośnie. Wróciły wspomnienia, gdy on był dzieckiem, i także się pojedynkował.. jednak był złym człowiekiem... Ujrzał drewniany szyld nad jakimiś drzwami. Uznał, że to musi być gospoda i ruszył tam od razu. W pomieszczeniu było jasno, ciepło i bardzo głośno. Jacyś dwaj pijani ludzie trzymali się za swoje koszule i krzyczeli, niemal pluli na siebie. Emmet uśmiechnął się lekko i ruszył w głąb gospody, zastanawiając się jak zakończy się ten spór. Niestety nie widział nigdzie wolnego stolika. Jedynie był stolik, i jeden mężczyzna który przy nim siedział. Palił fajkę, miał długie tłuste włosy i lekki zarost na twarzy. Nie wiedział czy to dobry pomysł, ale ruszył w jego stronę.

- Mogę wtrącić? - spytał się, a gdy tamten kiwnął dziarsko głową, Emmet usiadł. Obejrzał się przez ramię spoglądając na tych którzy się kłócili.

Teraz kelnerka postawiła między nich dwa wielkie kufle piwa, by załagodzić ten spór a mężczyźni usiedli na swoich krzesłach i mruczeli coś cicho do siebie, pijąc swoje piwo. Emmet zaśmiał się cicho i odwrócił do swojego stolka. Mężczyzna który z nim siedział podniósł dwa palcę do góry, sygnalizując kelnerce żeby przyniosła piwo.

- Dobrze, że nie ruszyłeś by ich rozdzielić. Zostałaby wtedy z Ciebie krwawa miazga, gdyby Ci dwaj kowale zechcieli wyładować swoją złość na Tobie. W takich wypadkach jedynie piwa mogą im pomóc. - powiedział lekko zachrypniętym głosem mężczyzna i zaśmiał się. Wypalił swoją fajkę a dym kłębił się nad nimi.

***
Jego nowy towarzysz miał na imię Szemkel, i z tego co dowiedział się o nim Emmet był bardzo bogaty. Postawił mu piwo, a także zapłacił za syty obiad. Potem zaprowadził do swojego domu, gdzie rozpalił ogień i mogli przy nim swobodnie porozmawiać. Mężczyzna był już stary, ale nie było po nim tego widać z wyglądu. Emmet nie wiedział czemu, ale zaufał mu i powiedział gdzie zmierza. Mężczyzna zaś opowiedział mu różne legendy o wielkich wojownikach, dla zabicia czasu.
Rano jednak Emmet zabrał się za trening. Znów więc zaczął robić pompki, i biegał. Walczył z niewidzialnym przeciwnikiem. Dopiero po godzinie ostrego treningu chłopak zorientował się, że obserwuje go Szemkel. Uśmiechnął się tylko, a swoje myśli pozostawił dla siebie....

Gdy już zbliżał się wieczór, razem poszli do karczmy.
Usłyszeli krzyki kobiet i głośny tupot stóp mężczyzn. Szybko pobiegli tam. Przed domami stali przestraszeni ludzie. Kobiety trzymały swoje dzieci, a mężczyźni z widłami wolno podchodzili do czegoś wielkiego, co pałaszowało beczki z różnymi towarami, pewnie zapasami na zimę mieszkańców. Gdy podbiegli bliżej Emmet zorientował się, że to jest niedźwiedź. Nie wiedział co robić, poczuł się dziwnie, lecz wiedzia że to adrenalina. Lubił to. Mężczyźni także nie wiedzieli jak zabrać się, by zaatakować zwierze. Kobiety z dziećmi pochowali się już w domach, a niedźwiedź zajęty pałaszowaniem zawartości beczek nie zauważył tego co dzieje się w okół niego.
Emmet wziął włócznię od wysokiego mężczyzny, z czarną krzaczastą brodą. Przymierzył i rzucił nią, jak tylko umiał najmocniej. Włócznia wbiła się w tylną łapę zwierza. Ten krzyknał donosnie, złamał drugą łapą grot i rozwścieczony ruszył na ludzi. Emmet pomyślał, że to był błąd. Mężczyźni zaczęli w panice uciekać na boki. Chłopak jednak wziął widły, uciekł na bok, podbiegł do niedźwiedzia i dźgnął go w bok. Potem uciekł. Kombinację tę powtórzył parę razy, tak by odciągnąć niedźwiedzia od ludzi. Biegał tak w okół niego. Jednak jego biegi, gdy trenował na coś się przydały. W jednej chwili jednak zrobił skręt w złą stronę, a niedźwiedź stanął na dwóch łapach, tuż przy nim. Emmet spojrzał do góry na niego, na jego kły, wielkie pazury, i stanął jak w ryty. Niedźwiedź podnióśł już wielką łapę by zadać ostateczny cios, ale chłopak w tym czasie obudził się, podniósł widły i wbił je głęboko w miejsce, tam, gdzie powinno znajdować się serce. Wielki stwór zawył i upadł całym ciałem na Emmeta, a ten razem z nim. Wsród ludzi nastała cisza. Nikt nie wiedział co się dzieje, czy chłopak wciąż żyje...
Emmet zrzucił z siebie ciało niedźwiedzia i odetchnał głęboko leżąc plecami na ziemi. Po chwili jednak podniósł się, wśród tłumu zaczęli wiwatować. Od razu został okrążony, i wśród tłumu wszyscy weszli do gospody, by uczcić pokonanie wielkiej besti...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Kwi 19, 2009 1:12 pm

Wkradło się parę literówek. 2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Maj 28, 2009 12:34 pm

Słońce chyba po raz pierwszy wyjrzało zza ciemnych chmur. Pochmurne niebo towarzyszyło Emmetowi już od jakiegoś czasu, gdy podróżował w stronę Asgardu. Czasami spotykały go ulewy, czy grad. Musiał szybko chować się pod drzewami, a gdy był na otwartej przestrzeni po prostu obrywał. Na szczęście miał nowe, ciepłe ubrania i plecak pełen jedzenia. Zaopatrzony przez mieszkańców, gdzie zabił im niedźwiedzia, z wdzięczności, dali mu wszystko co chciał, machając mu szczerze gdy ruszał w górę rzeki, by podróżować dalej. Robiło się ciemno, a Emmet nie wiedział czy to z powodu zachodu słońca, czy z powodu granatowych chmur niebezpiecznie zbliżających się w jego stronę. Na prawdę teraz, burza była chyba karą losu.
Usiadł pod drzewem i zaczął się rozglądać. Nie miał zamiaru iść dalej i spotkać burze gdzieś na jakimś pustym polu. Nie chciał też zostawać pod drzewami. W końcu znalazł skałę, a pod nią wykopaną norę, która była na tyle duża, że spokojnie mógł się w nią zmieścić ze wszystkimi rzeczami jakie ze sobą miał.
Na szczęście nic w niej nie siedziało więc Emmet schował tam plecak i lekko mokry płaszcz, a sam zajął się treningiem. Wszedł między drzewa. Wiatr niebezpiecznie zaczął co chwila zrywać się jak szalony targając konarami i gałęziami drzew. Tradycyjnie Emmet zaczął się rozgrzewać. Po dociągał mięśnie nóg i rozgrzał stawy, łokcie, nadgarstki. Najważniejsze to być zawsze w formie.
Zaczął biegać w koło drzew zaczynając od lekkiego truchtu. Co chwila spoglądał na zbliżającą się w oddali czarną chmurę. Była jeszcze za daleko i nie widać było ewentualnych błysków. Zaczął biegać coraz szybciej lawirując między drzewami jak przed przeciwnikami. Robił różne zwody i uniki, starał się wpoić sobie szybką reakcję na atak. Musiał wytrenować w sobie duży refleks. Następnie zaczął podciągać się na różnych konarach a potem w spokoju uderzał w korę drzew nogami i pięściami. Chciał jakoś uodpornić się na ból, musiał być twardy. Bez pomocy drzew zaczął walczyć ze swym niewidzialnym przeciwnikiem. Emmet pomyślał, że gdy tak znasz przeciwnika to się go nie boisz i możesz z nim walczyć, lecz gdy go nie znasz to boisz się go. Chłopak jednak już dawno nauczył się panować nad strachem, wiedział, ze emocje prowadzą do tragicznych w skutkach rzeczy. Burza była już blisko, słychać były potężne grzmoty i widać były błyski przebiegających szybko po niebie błyskawic. Gdy grzmoty uderzały wydawało się jakby niebo zwalało się na głowę.
Emmet czuł, że jest już cały mokry chodź deszcz wcale nie zaczął jeszcze padać. Był już zmęczony a zimny pot spływał mu po twarzy. Nagle rozległ się potężny grzmot, i słychać było deszcz uderzający o trawę i ziemię. Potem deszcz spotkał i chłopaka. Ten szybko wbiegł do nory, tyłem tak by głowę mieć przy wyjściu z niej. Rozpadało się na dobre, a pioruny raz po raz uderzały w obiekty, które Emmet nie widział. Na świecie zrobiło się czarno, wydawało się, że chmury zakrywają wszystko.
Nagle Emmet poczuł zapach mokrej sierści i aż podskoczył z wrażenia. Przed nim prychał gniewnie lis, do którego widocznie należała ta jakże przytulna nora. Chłopak warknął gniewnie i zrobił szybki ruch. Lis odskoczył gdzieś a ten szybko wziął swoje rzeczy i wyskoczył z nory. Miał nadzieję, że tamten schowa się w swoim domu i nie będzie problemu, a tu lis doskoczył mu do nogi i zaczął go atakować. Emmet zamachnął się i zasadził mu kopa w bok, a tego odrzuciło trochę w bok. Skamlając jednak podniósł się i zaczął znowu. "To jest przykład odwagi, gdy wiesz, że nie możesz wygrać a jednak walczysz do końca..." - pomyślał chłopak.
Lis zaczął szybko atakować z różnych stron. Emmet nisko na nogach, prawie kucając obserwował go. Z każdym nowym atakiem zwierzęcia ten uskakiwał. W pewnym momencie błyskawica przeszyła niebo przez krótką chwilę rozjaśniając światłem całą okolicę, a lis skoczył mu do twarzy. Chłopak mało myśląc złapał go za pysk i rzucił w bok o drzewo. Lis zraniony nie miał zamiaru dalej walczyć, a Emmet pośpiesznie oddalił się z tego miejsca.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...



Ostatnio zmieniony przez Legumir dnia Czw Maj 28, 2009 4:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Maj 28, 2009 1:08 pm

Hmm trening nawet dobry jeżeli chodzi o treść.Kilka powtórzeń i błędów stylistycznych się powtórzyło ale tak to dosyć przyjemnie się czytało.Ponadto było to trening "trening":D tzn. że rozwijałeś w nim nowe umiejętności itd.

2lvl wędrują na twoje konto.
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Cze 11, 2009 10:21 pm

Emmet biegł ciemną uliczką jakiegoś nieznanego mu miasta. Dźwięk jego szybkich stóp odbijał się echem od domów i kamiennej posadzki. Latarnie były pogaszone, nic nie było widać a chłopak wbiegł w coś, gdzie dalej był już tylko kamienny mur. Był w pułapce. Nie wiedział kto go goni, wiedział tylko, że jest w niebezpieczeństwie. Że zaraz prawdopodobnie zginie. Ale dlaczego? Co się dzieje? W głowie ma tylko pustkę, nie wie jak i dlaczego się tu znalazł. Czy może coś mu się stało w głowę?
Gdy tylko o tym pomyślał złapał się za nią, by sprawdzić czy nie ma jakiś urazów. Była cała, nawet go nie bolała, nie czuł nic. Wiedział tylko, że za chwile zdarzy się coś, co będzie miało ogromne znaczenie na jego dalszym bycie. Nie mógł uciec. Przed nim znajdował się wielki mur, a za nim gonił go jego nieznany prześladowca. Emmet niemalże słyszał jak dyszy, próbując szybko złapać oddech. Ale co się z nim dzieje? Dlaczego on się tak boi? Przecież powinien otwarcie stawić czoła swojemu przeznaczeniu.
Odwrócił się i podniósł głowę. Jego pierś falowała szybko, serce zaczęło szybko bić, ale nie ze zmęczenia. Lubił to. Przed nim zza rogu wyszedł jakiś człowiek. Jedna noga była jakby nie sprawna, włóczył ją za sobą jak jakiś tobół. Wśród kamiennych domów dało się słyszeć ochrypły śmiech starego mężczyzny. Nie widać jednak było ani jego twarzy, ani jego ciała. Jedynie jakby czarny cień narzucony na płaszczyznę. Twarz Emmeta wykrzywił grymas wściekłości. Jego oczy zrobiły się niemal czerwone, błyskały żarem. Pochylił się do przodu, jak dzikie zwierze atakujące wypatrzoną ofiarę. Skoczył. W powietrzu uniósł wysoko prawą rękę, z trzema palcami zakończonymi długimi ostrymi pazurami, jednak w jednym momencie zauważył ruch i błysk. A potem tylko odrzuciło go coś, co uderzyło mocno w jego klatkę piersiową. Nim jednak zdążył upaść na ziemię wszystko się skończyło.
***
Obudził się zlany potem. Oddychał szybko i głęboko, łapczywie próbując złapać świeże powietrze. Przez moment nie wiedział gdzie się znajduje, lecz za chwilę uświadomił sobie, że to był tylko sen. Dziwny sen, nigdy takich nie miał. Zwykle zalewała go fala ciemności i przebywał w tym błogim stanie aż do rana. Pierwszy raz od dłuższego czasu mu się coś przyśniło.
Opadł głową na poduszki nadal dysząc ciężko. Zatrzymał się w tej gospodzie wczoraj wieczorem, po długiej wędrówce. Zapłacił za posiłek i pokój pieniędzmi, które dostał od ludzi. Nie było ich za wiele, ale na kilka razy noclegu na pewno starczy. Ubrał się, wziął plecak i wyszedł żegnając się z właścicielem tego przyjemnego pomieszczenia. Udał się w dalszą podróż. Czeka go kolejna długa droga. Ile jeszcze czeka go przeszkód? Ile razy będzie musiał nocować pod gołym niebem, mieć do czynienia z dzikimi zwierzętami? To na razie się nie liczyło. Miał swój cel, a wszystko to hartowało go tylko do dalszej drogi.
Po kilku godzinach, gdy słońce na niebie wysoko, wyjrzało zza chmur przed nim wyrósł las. Widział go z daleka i właśnie do niego zmierzał. Wszedł do niego bez żadnych obaw. Dróżka była jasno wydrążona, pewnie często ludzie tędy przechodzili. Szedł tak trochę czasu, zaszedł dalej, gdzie drzewa stawały się grubsze i wyższe, niemal zasłaniające całe niebo. Dzięki temu robiło się ciemno i ponuro.
Nagle usłyszał cichy świst. Nie wiedział czemu, ale instynktownie zatrzymał się, gdy tuż przed jego twarzą mignęła strzała, wbijając się w konar drzewa obok. Emmet automatycznie rozejrzał się, nie wiedział kto chciał go zabić, ale ten nie miał zamiaru poddać się tak łatwo. Otworzył szeroko oczy, zamienił strach w pewność siebie i wyciszył się w środku by słyszeć każdą zmianę jaka mogła by przyciągnąć jego uwagę. Za jego plecami usłyszał cichy trzask. Odwrócił się tam szybko będąc przygotowanym na ewentualny atak. Na przeciw niego szło dwóch ludzi ubranych na czarno. Na twarzy mieli chusty, było widać im tylko oczy. Z drzew zeskoczyli pozostali dwaj tak samo ubrani, tak, że teraz chłopak był okrążony.

- Oddaj nam swój plecak, a pozwolimy Ci odejść wolno. - powiedział jeden z nich. Emmet nie odpowiedział nic, przyglądał się tylko każdemu z nich jakby badał ich kondycję fizyczną. "W takim lesie zbójnicy? Ten świat całkowicie schodzi na psy.." - myślał. Mężczyzna najwyraźniej zauważył, że chłopak nie ma zamiaru poddać się tak łatwo, i jakby czytał w jego myślach powiedział: - Poddaj się, jest nas czterech. Nie wiem
jakbyś był dobry, i tak nie dasz rady tylu przeciwnikom.


Emmet uśmiechnął się łobuzersko. W jego oczach znów błysnął gniew, co nigdy wcześniej się mu nie zdarzało. Jeden z mężczyzn wyczuł co się święci i podniósł łuk ze strzałą wymierzając w chłopaka. Ten automatycznie skoczył w górę jak najwyżej. Skoczył wyżej niż kiedykolwiek mu się udało. Zrobił salto w przód i wylądował za mężczyzną z łukiem. Strzała którą wymierzył w chłopaka świsnęła trafiając w jednego z tych, którzy okrążyli go po przeciwnej stronie. Wyjął strzały z kołczana tego, za którym stał, i jedną z nich wbił mu bokiem w szyję. Krew trysnęła na bok, a jego przeciwnik padł na kolana wykonując nerwowe ruchy wykrwawiając się na śmierć. Obrócił się szybko i wbił kolejną strzałę w miejsce gdzie powinno być serce kolejnego przeciwnika. Czwarty, ostatni z nich widząc co się stało, i jak szybko się to rozegrało zrobił wielkie oczy i rzucił się do ucieczki.
Emmetowi nawet nie przeszło przez myśl by go gonić. W końcu to on był tu ofiarą, a nie drapieżnikiem... W chwili gdy gniewny żar w jego oczach zgasł, chłopak zaczął zastanawiać się co on zrobił. Zabił ludzi.. Ale dla swojego obrony... jednak zabił.. przecież oni chcieli tylko jego dobra materialne, a nie jego życie... Cóż... będzie musiał się z tym pogodzić, jeśli chce być potężnym wojownikiem. Będzie musiał nauczyć się wybierać między tym co dobre, a tym co łatwe.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Sob Cze 13, 2009 7:04 pm

Bardzo ładny trening:)
Nie doszukałem się żadnego błędu poważnego:D

2lvl wędrują na twoje konto z czystym sumieniem
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Cze 18, 2009 4:40 pm

Emmet biegł przez las szybciej, niż pozwalały na to ludzkie umiejętności. Przypadkowemu przechodniowi mógłby wydawać się jakimś szybkim zwierzęciem w popłochu uciekającym przed zagrożeniem.
Ale nie był zwierzęciem. Może i był? Był potworem.. zabił trzech ludzi. Trzech. Chłopak zastanawiał się, czy po to trenuje tyle czasu, żeby teraz móc w mgnieniu oka zabić żywą istotę.
Wydawało mu się, że ktoś go goni przez ciemny las, dlatego wbrew zmęczeniu i swojej kondycji fizycznej biegł i biegł coraz to szybciej, jakby w jakimś amoku. Na skraju lasu zatrzymał się przed jakąś małą, drewnianą chatką. Z kominka leciał dym, a w oddali słychać było pędzący swobodnie strumyczek. Słońce wychodziło zza koron drzew puszczając pojedyncze snopy światła na trawę. Otworzył drzwi i przekroczył prób domku.
Było zupełnie cicho. Podłoga cicho skrzypiała gdy stawiał kolejne kroki. Niewielka chatka, w środku były chyba dwa pomieszczenia. W jednym z nich nie było nikogo, puste zaścielone łóżko stało w kącie. Nie widać było drobinki kurzu, więc ktoś musiał tu często sprzątać. Emmet zastanowił się przez chwilę, że przecież narusza czyjąś prywatną posiadłość, pojawił się bez zaproszenia.

- A masz! - usłyszał za sobą głośne krzyknięcie jakby starego człowieka, lecz zanim zdążył się odwrócić poczuł ogromny ból z tyłu głowy i zakręciło mu się w głowie, upadł na ziemię. Trzymał się za głowę z bólu, ktoś z zaskoczenia go zaatakował.

- To Cię oduczy zakradać się do cudzego domu, co? - spytał a potem zaśmiał się miłym ochrypłym głosem starca. Chłopak odwrócił się na plecy i zobaczył niskiego, zgarbionego nad laską starego człowieka. Miał długie, po zarys szczęki siwe włosy i krótki zarost. Miał zamknięte oczy i zadzierał głowę do góry, jakby polegał na swoim zmyśle powonienia.


***
Starzec okazał się ślepym mędrcem, który w samotności medytował starając się zrozumieć sens tego świata. Przekazał także chłopakowi swoją tajemnicę, że chodź był ślepy to i tak widział. Wyczuwał otoczenia, całym ciałem. Czuł zapachy, słyszał wiatr, wszystko to dzięki temu, że medytował. Zaprzyjaźnił się z ciemnością, samotnością.

- Bo widzisz... Potrzeba dwóch lat żeby nauczyć się mówić. A pięćdziesięciu, żeby nauczyć się milczeć. - powiedział mu któregoś dnia.

Emmet zatrzymał się u starca dłuższy czas. Był już to ponad tydzień. Dzięki naukom nowego towarzysza medytował. Na początku trudno było mu się skupić. Z czasem jednak przychodziło mu to coraz łatwiej, jednak w końcu słyszał wszystko, wiatr i gałęzie, ale nadal nie potrafił powiedzieć co się z nimi dzieje. Nie widział. Gdy mu o tym powiedział starzec zaśmiał się wesoło.

- Potrzeba wielu lat, żeby ucząc się słuchać - nie słyszeć nic, a widzieć wszystko. - i odszedł podpierając się laską śmiejąc się radośnie ochrypłym głosem.


***
Po kilku dniach medytacji Emmet był inny. Widział więcej rzeczy, słyszał więcej, jakby jego zmysły wyostrzyły się znacznie. Trenował jednak codziennie swoją siłę i szybkość. Gdy starzec zastał go uderzającego pięściami w kamień spytał.

- Po co próbować rozłupać kamień ręką, skoro można młotem? A po co Ci młot? Tylko tej broni potrzebujesz - powiedział pukając palcem w czoło.

Chodź chłopak zapisywał sobie w pamięci wszystkie rady swojego jakby 'mistrza' to i tak nie wiele z nich rozumiał. Trenował bo musiał zachować sprawność fizyczną. Widząc minę chłopaka mędrzec znów się zaśmiał.

- Wojownik pojednany z samym sobą jest znacznie lepszym wojownikiem. Naucz się kontrolować swoje emocje. Wszystko leży w Twoim umyśle.

Emmetowi mijały kolejne dni na medytacji. Rąbał też drewno na opał staremu człowiekowi. Nie zapominał także o zwykłym treningu. Chodź starzec nie widział jak ten trenuje, nieraz chłopak widział na jego twarzy skrywany szczery uśmiech. Chyba wiedział, że chłopak trenuje by stać się wielkim wojownikiem, mimo iż ten wcale o tym nie wspominał. Gdy ten chciał odejść Starzec powiedział mu, że jeszcze nie jest gotowy, i żeby został.

- To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności chłopcze... nie jesteś jeszcze gotowy. - powiedział i odszedł bez słowa nie dając nawet głosu Emmetowi. Nie poczuł się urażony, ale po głębszych przemyśleniach doszedł do wniosku, że może jeszcze nie jest dostatecznie dobry by ruszyć w dalszą drogę.

Chłopak medytował codziennie. Codziennie też trenował. Nie wiedział nawet ile czasu zajęło mu już mieszkanie u starca. Powoli liście zaczęły spadać z drzew, Emmet wiedział, że jest tu już od dłuższego czasu. Medytując umiał już skupić się doskonale i w bardzo krótkim czasie. Słyszał coraz więcej, nie wiedział nawet że tyle istot nawet nie ukazują się ludzkim oczom. Rośliny, małe zwierzęta polne, te żyjące w trawie, owady. Teraz chłopak czuł, słyszał je już całkiem dobrze. Jednak nie potrafił skierować swoich myśli tak, żeby nie podążyć za czymś jednym. Musiał nauczyć się być obojętnym, by słysząc wszystko na raz, jakby chciał walczyć z kilkoma przeciwnikami na raz. Podczas pewnej rozmowy, opowiedział wszystko starcowi, o tym jak chciał zostać wojownikiem.

- Życie nie jest pozbawione bólu, ale chodzi o to, jak sobie poradzimy z tym bólem... albo radością, zawstydzeniem czy triumfem. Życie to coś więce niż czas, który upływa zanim umrzemy; to suma wszystkiego, co przez ten czas robimy. Podjęcie decyzji może być czasem trudne, ale zdarza się często, że niepodjęcie żadnej decyzji, powstrzymanie się od koniecznego działania przynosi gorsze skutki niż błędna decyzja. Zło kwitnie tam, gdzie nikt mu się nie przeciwstawia, ale ci, którzy potrafią, muszą to zrobić, by chronić tych, których nie mogą ochronić się sami.

Chłopak nauczył się już dostatecznie wiele, żeby pójść w swoją stronę, a tym razem mędrzec nie przeszkodził mu w tym. Z uśmiechem na twarzy przytulił do siebie jak swojego syna, mimo iż nie widział na oczy. Stał w progu i uśmiechał się swoim dobrotliwym, jakże doświadczonym przez życie uśmiechem, a Emmet odchodził, wiedząc, że chyba nie znajdzie drugiego takiego mistrza na świecie.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Cze 18, 2009 8:00 pm

To tak:)

1)żadnego poważnego błędu się nie dopatrzyłem.
2)trening sam w sobie był bardzo fajny.Miło się go czytało.
3)Ze względu na to że jesteś jedną z nielicznych postaci która przetrwała "epidemię" na forum oraz która regularnie pisze treningi i odgrywa swoją postać mogę zaryzykować i dać 3lvl:)
4)Jest to także pewnego rodzaju kredyt zaufania więc lepiej żeby dalsze treningi były lepsze:)

powodzenia:D
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Cze 28, 2009 12:38 am

Wędrując samotnie po lesie chłopak zastanawiał się nad każdym słowem wypowiedzianym przez starszego mędrca. W myślach 'przesuwały' się każde jego zdania. Wcześniej nie zastanawiał się głębiej nad tym, koncentrował się bardziej na najbliższym znaczeniu tego, co miał mu do powiedzenia. Rozmyślając tak nawet nie spostrzegł się, gdy dotarł do końcu lasu. Gdy tylko zniknął z niego cień drzew chłopak podniósł głowę, a przed sobą ujrzał piękny krajobraz.
Przed sobą miał drogę 'z górki' a w dole mała wioska. Słońce hardo świeciło na niebie, jakby nigdy nie miało zamiaru przestać. Wcześniej, w cieniu drzew Emmet nie odczuł tak bardzo bijącego z niego gorąca. Nagle koło niego szybko przebiegło jakieś malutkie zwierze, tak szybko, że zobaczył je kątem oka, nie mogąc dostatecznie skoncentrować się na tym co to jest. Gdy jednak odwrócił się w tamtą stronę zorientował się, że to zając wskoczył w głaśnie w gęstwinę krzaków. Chłopak jednym ruchem ręki zrzucił plecak i cały swój bagaż na ziemie, a sam popędził za zwierzakiem.
Gdy tylko był dostatecznie blisko by go złapać ten automatycznie zmieniał kierunek swojego biegu. Emmet pomyślał, że jest to ciekawy punkt obrony. Być takim zwrotnym, że trzeba było się bardzo starać by go dorwać. Przypomniał sobie słowa mędrca o tym, by skupić własne emocje. Biegnąc nie starał się skupić na niczym więcej niż tylko na zającu. Dzięki medytacji mógł usłyszeć dużo więcej niż normalny człowiek. Sam stał się uzdolnionym drapieżnikiem.
Teraz sprawnie potrafił przewidzieć ruchy zwierzęcia. Skupiając się na nim szybciej potrafił zwracać się tam gdzie on biegnie. W pewnym momencie skoczył i złapał go.

Gdy słońce już zachodziło Emmetowi jeszcze nie udało się dotrzeć do wioski. Siedział nad rozpalonym ogniskiem grzejąc mięso, które udało mu się złapać. Starał się wszystko przemyśleć to co robił. Chciał ciągle medytować, dalej trenować. Uznał, że musi poprawić kondycję, gdyż jeszcze chwila a nie zdołałby złapać zająca. I tak był już dość szybki jak na zwykłego człowieka. Następnego ranka wziął plecak i zamiast spacerem, zaczął biec. Postanowił trenować od razu. Gdy biegł tak z godzinę, może dłużej w końcu doszedł do wniosku, że jest bardzo zmęczony i nie da więcej rady. A wioska była już bardzo blisko.
Usiadł pod drzewem i zaczął medytować, starając się skupić swoje myśli w jednym miejscu, nie myśląc o niczym. Potem zaczął robić pompki i przysiady, brzuszki. Walczył z niewidzialnym przeciwnikiem. Gdy odpoczął, i ruszył dalej na jego drodze stanęła znów jedna przeszkoda. Całą drogę zajmowały kłody drewna i wóz z uszkodzonymi kołami. Nijak było tamtędy przejść. Emmeta czekało wyzwanie.
Powoli zaczął podważać niektóre części drewna, niektóre przesuwając, inne całkiem przenosząc. Pot spływał mu po twarzy gdy napinał swoje mięśnie do granic wytrzymałości, wyobrażał sobie, że musiał być cały czerwony. Jego koszulka była cała mokra. Pracował na pełnych obrotach. Po kilkunastu minutach udało mu się także własnymi rękoma przesunąć cały wóz w inne miejsce, tak by sam mógł się prześliznąć. Usiadł na ziemi opierając się chwilę o ściankę wozu.

***
Kilka dni później, gdy minął już wioskę znów znalazł się w lesie. Tym razem miał zabawę ścigając się z sarnami, spłoszonymi zapachem człowieczego osobnika. Mimo iż nie był jeszcze na tyle szybki by móc z nimi konkurować to i tak było to dobre ćwiczenie. Kondycja z każdym dniem się powiększała a w nim samym można było ujrzeć zmiany. Mięśnie powiększały mu się, był dobrze zbudowanym chłopem, miał też dużo siły. Byłoby smutne gdyby tak dobrze zbudowany chłopak miał mało siły. Starał się trenować jak najlepiej.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Pon Cze 29, 2009 10:30 pm

2 poziomy.
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Sob Lip 04, 2009 11:36 pm

Emmet wędrował tak długi czas. Słońce już chyliło się ku zachodowi, ale chłopak nie mógł się zatrzymać.
Odkąd podczas ostatniego snu dopadł go przerażający koszmar z dzieciństwa pruł przed siebie i nie miał zamiaru się zatrzymywać. Bał się usnąć. Bał się snu. Najbardziej bał się tego, że znów będzie musiał stawić czoło swojemu wrogowi, a wie że to tylko przyniesie zgubę. On tylko wyciągnie na wierzch wszystkie koszmary chłopaka i będzie z niego drwił patrząc jak ten wije się w agonii męczarni.
Gdy słońce zaszło jasność powoli zanikała, miała ją zastąpić noc. Nie bał się ciemności, lubił ją jako przyjaciółkę. Już dawno nauczył się żyć samotnie, a w ciemności czuł się bardziej swobodnie niż w zwykłym słonecznym dniu. W normalnych okolicznościach pewnie rozpaczliwie szukałby wioski i schronienia, gdzie mógłby smacznie się przespać i wypocząć, ale teraz to nie wchodziło w grę. Emmet szedł twardo przed siebie, a powoli jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności i widział więcej.
Wiedział, że by koszmar wrócił musiało mu się coś stać w psychice, musiał odkopać stare wspomnienia, albo musiało stać się coś, co by go znów przywołało. Nie przypominał sobie jednak nic takiego, więc po prostu znalazł wytłumaczenie wmawiając sobie, że powrócił znów go nękając.
Gdy trenował, mimo iż już nie miał siły robiąc 150 pompek to nadal wyciskał z hardą miną. Przed oczami stawało mu wspomnienie koszmaru i to dawało więcej siły. Wiedział, że nie może się poddawać i musi trenować bo w końcu kiedyś przyjdzie mu się zmierzyć ze swymi lękami. Stary mistrz powiedział mu...

- Odważny nie ten, który się niczego nie boi, lecz ten, który potrafi stawić czoła swoim lękom...

Nie spał już od dwóch dni. Na dodatek codziennych treningów robił się coraz bardziej zmęczony. Słaniając się na nogach usiadł pod drzewem (ściślej można to ująć że upadł ). Wiedział, że już dużej nie wytrzyma, wiedział że za chwile podda się i wpadnie w objęcia Morfeusza, co będzie wiązało się z powrotem koszmaru. Spojrzał w niebo. Zmuszał się do ciągłego otwierania oczu.
Tak jak myślał poddał się. Jednak okazało się, że siedzi w tym samym miejscu co zasnął, pod tym samym drzewem, a noc ciągle trzymała tą część świata w ciemnościach. Nie czuł jednak żadnego zmęczenia, był gotowy do drogi. Pomyślał więc, że zdążył się zdrzemnąć trochę, a koszmar nie powrócił. Ucieszył się przez chwilę i postawił krok w przód by rozpocząć po raz kolejny swoją wędrówkę.
Wtem jednak w mgnieniu oka zorientował się, że znów jest w swoim koszmarze, tyle tylko, że zmieniła się sceneria i myślał, że nie było żadnego snu. Sam nie wiedział, czy to jest na prawdę, czy to sen. Wszystko było takie realne, widział wszystko dokładnie, czuł siebie. Jedynie otoczenie dziwnie się zmieniało. Wśród ciemnej nocy pojawiła się biała, niemal świecąca mgła i szybko zasłoniła cały otaczający go teren. Obracał się ze strachem w każdą stronę sprawdzając czy nikogo nie widać przez jaśniejącą blaskiem mgłę. Oddech szybko mu się przyspieszył, wiedział, że to adrenalina pomieszana z dużą dawką strachu. Tyle, co w życiu widział ciągle bał się durnego koszmaru z dzieciństwa. Ziemia lekko się zatrzęsła. Emmet usłyszał ciężki tupot ciężkich stóp od których powstawały te wibracje. Ktoś głośno do niego szedł. Powoli. Chłopak odwracał się ciągle jak oparzony w każdą stronę. Nie chciał być zaskoczony. Na przeciw niego z mgły wyłoniła się wielka ciemna postać. prawie dwa razy wyższa i szersza od niego. Był jak ogromny niedźwiedź stojący na dwóch łapach. Był czarny, jak cień, nie było widać mu twarzy, zasłaniał ją mrok. Na sobie miał ciemną, ciężką zbroję, na głowie czarny hełm z rogami. Czarny cień doskonale kontrastował z jaśniejącą mgłą.

- Czego Ty ode mnie chcesz? Myślałem, że zdołałem Ci uciec, a ty jednak ciągle mnie prześladujesz! Czego Ty ode mnie chcesz?! - krzyczał w jego stronę. Ciemna postać powoli podniosła prawę ramię i wskazała go palcem wskazującym. Od zbroi można było usłyszeć ciężki, tubalny głos.

- Przyszedłem po ciebie....

Postać zaczęła biec w jego stronę. Poruszała się nadzwyczaj szybko i zwinnie jak na kogoś tak wielkiego w tak ciężkiej zbroi. Emmet nawet nie zdążył zrobić ruchu, a jego widmo strachu uderzyło go okutą w zbroję pięścią. Chłopak poleciał kilka metrów w górę i w dal. Potem z głośnym łoskotem upadł na ziemię. Potrząsnął głową jakby chciał odpędzić się od męczącej muchy. Wiedział, że taki cios powinien go kiedyś zabić. Teraz był dużo bardziej wytrzymalszy i silniejszy niż wtedy gdy był dzieckiem, a widmo nawiedzało go w nocnych koszmarach. W jego głowie zabrzmiał mądry głos starca "Ten, który potrafi stawić czoła swoim lękom..."
Wstał. Jeszcze trochę się bał, ale wiedział, że musi to zrobić, musi w końcu stanąć z nim do walki. Odetchnął głośno i zamienił adrenalinę w pewność siebie. Na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Widmo widząc to znów na niego natarł, próbując z tym samym manewrem co wcześniej. Tym razem Emmet przeskoczył go i lądując za jego plecami odwrócił się, i uderzając kilkoma kopniakami w plecy odsunął go trochę od siebie. Ten pierwszy atak dodał mu trochę pewności siebie, a ten cień przeszedł kilka kroków w przód popchnięty siłą kopnięć. Odwrócił się znów do niego. Chłopak spodziewał się ujrzeć jeszcze bardziej rozwścieczoną twarz, ale znów zobaczył okryte cieniem całe ciało giganta. Wielki cień znów na niego natarł, tym razem jednak Emmet zasłonił się prze jego sierpowymi ciosami. Mężczyzna był za silny, Emmet już po pierwszych zablokowanych ciosach poczuł, że drętwieją mu ręce. Tamten jednak nie dawał za wygraną, nie dając nawet chłopakowi szansy kontrataku. Tym razem lecące wprost na niego proste ciosy chłopak złapał w ręce. Ściskając stalowe pięści poczuł jak opuszczają go siły. Stwór był nie ludzko silny. Po chwili siłowania się widmo wykrzywił mu ręce, obrócił się i kopniakiem prawie zmiażdżył mu twarz. Znów odleciał parę metrów dalej. Krew wypłynęła mu z ust. Wszystko było takie realne. Czy to naprawdę sen? Emmet uderzył pięścią w ziemię i szybko wstał. Opuściło go już sporo sił. Nie poddawał się jednak. Nie bał się już wcale. Poznał moc widma i wiedział, że morda nie szklanka, a on potrafi go pokonać.
Podbiegł szybko do niego i zaczął uderzać go po twarzy i klatce piersiowej, musiał to robić z wyskoków, gdyż przeciwnik był za bardzo wysoki. Nic jednak nie robiło mu krzywdy, wszystko niknęło w głuchym łoskocie odbijanym przez zbroje widma strachu. Stwór szybkim kopnięciem w żebra znów odrzucił go w bok. Emmet zwijał się z bólu, czuł że chyba połamano mu żebra. Widmo powolnym krokiem, z łoskotem zbroi zbliżało się do niego. Nagle chłopak usłyszał tubalny głos.

- Człowiek wyobraża sobie mianowicie, że cierpienia, które sam znosi, są ogromne, a te, które zadaje - znikome. Jedne bowiem sam odczuwa, drugich zaś nie.

W jednej chwili uświadomił sobie, że ból to tylko iluzja. Czyżby widmo miało za zadanie jakoś go sprawdzić? Ból jednak ciągle odczuwał, jednak nie tak bardzo jak wcześniej. Skupił swoją uwagę na czym innym, prawie nie zwracając uwagi na tym co dzieje się z jego ciałem. Sięgnął w głąb siebie. Odnalazł spokój. Odnalazł w sobie jakąś energię. Zaczął ją wzniecać. W okół niego pojawiła się dziwna biała, świecąca poświata. Błyszczała się dziwnie dziwnymi światełkami jak diamenty. Pod wpływem emocji Emmet ruszył przed siebie i uderzył w twarz widma. Nie wiedział, że tak szybko potrafi to zrobić. Z jego pięści wystrzelił dziwny promień, który odrzucił widmo w dal, a zbroja rozsypała się na kawałki, a ciało jej właściciela zniknęło. W powietrzu dało się słyszeć głos..

- Ludzie zazwyczaj dopiero po śmierci dowiadują się o tym, że byli wielcy...

Nagle chłopak obudził się. Siedział pod tym samym drzewem pod którym zasnął. Słońce świeciło mu radośnie nad głową, a ptaki śpiewały. Na głowie świecił mu się perlisty pot, ale w jego głowie, a może ciągle w powietrzu dźwięczały mu tubalne, mądre słowa...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Lip 05, 2009 11:19 pm

Nooo prawie jak z koszmarów Freedi'ego Kruegera xD

Było trochę powtórzeń no ale 2 poziomy przyznaję.
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Pią Lip 31, 2009 4:20 pm

Ruszając w dalszą drogę nie rozmyślał już co się działo. Wiedział, że osiągnął to czego chciał. Że pokonał swój lęk, otwarcie stawiając mu czoło. Jeśli teraz za każdym razem nie będzie lękał się swojego przeznaczenia będzie mógł zrobić wszystko. Wszystko na co tylko go będzie stać. Uśmiechnął się. Za każdym razem stawał się coraz silniejszy.
Z zamyślań coś go wyrwało. Pod gładką powierzchnią skały coś załkało. Emmet spojrzał w tamtą stronę. Pod skałą, na ziemi leżał jakiś kojec, w środku ruszało łapkami dziecko. Chłopak przestraszył się, gdy je ujrzał. Było jakieś inne niż wszystkie dzieci. Było jakby czerwone, okryte futrem, jednak w niektórych miejscach jakby obdarte ze skóry. Gdy znajdował się na tyle blisko, by mógł je dotknąć. Ujrzał białą poświatę, na skale. Światło dobiegało zza jego pleców. Wiedział, że coś się stało, bo usłyszał w okół siebie cichy odgłos lekkich stóp kroczących po pasie zasłanej gałązkami i suchymi liśćmi.
Nie była ani duchem, ani w pełni cielesną istotą. Najbardziej przypominała pięknego anioła jaśniejąca jasnym blaskiem. Mniej materialna od żywych, lecz bardziej materialna od duchów, sunęła ku niemu, a na jej twarzy gościł uśmiech pełen radości, szczęścia i miłości. Jej cera była biała jak śnieg, oczy niebieskie, niemal kryształowe. Kiedy podeszła bliżej odgarnęła jasne włosy do tyłu, a spojrzenie niebieskich oczu błądziło tęsknie po jego twarzy, jakby nie mogła się na niego napatrzeć.

- To jest coś, czemu żadne z nas nie może pomóc. - rzekła do niego melodyjnym, aksamitnym głosem. Emmet poczuł niepohamowaną chęć poddania się jej. Wszystko w niej go fascynowało, wygląd, zapach... nawet jej głos. Istotnie, była istotą nie z tego świata.

- Kim jesteś? - pytanie to wyrwało mu się z ust. Jego siła woli jakby przestała istnieć. Czuł do niej coś dziwnego, jakby znał ją od dawna, a od niej biła miłość, dziwna, jakby chciała sprawować nad nim opiekę. Uśmiechnęła się, lecz nie odpowiedziała. - Chcę wiedzieć. - dodał.

- Przecież już wiesz. - odrzekła znów uśmiechając się do niego promiennie.

Nic z tego nie rozumiał. Po co właściwie ona się pojawiła? Wtedy, gdy chciał dotrzeć do tego dziwnego, nieludzkiego dziecka. Spojrzał w tamtą stronę.

- Nie możesz mu pomóc. - powiedziała, jakby czytała w jego myślach.

Emmet spojrzał na nią znów. Uśmiechała się dobrodusznie. Emmet myślał o tym wszystkim, co to może znaczyć. Chciał już wyruszyć w dalszą drogę. Nagle stało się coś dziwnego. Emmet jakby oderwał się od ziemi i wznosił w górę. Potem nastała ciemność, a chłopak wiedział, że przemierza galaktykę. Widział mijane gwiazdy i planety. Widział wybuchy asteroid, mógł zobaczyć całą historię świata. W około, a może w swojej głowie usłyszał aksamitny głos kobiety.

- Przystań na chwilę. Zatrzymaj świat. Dokąd się spieszysz? Nie zdążysz i tak.

Emmet 'szedł' jakby po wyznaczonej ścieżce, wysoko w kosmosie. Nadal czas przelatywał mu między oczami, piękne widoki ogromnej galaktyki.

- Wczoraj i jutro nie znaczą nic. Przestań się śpieszyć i naucz się być.

Wiedział, że to co widzi to tylko iluzja. Nikt nie miał takiej mocy, by móc swobodnie podróżować między galaktykami, i czasem.

- To kosmos Cię prowadzi, najprostszą z dróg. Nie szukaj zła, ni dobra a znajdziesz więcej, niż znaleźć byś mógł.

Emmet poczuł ze zaczyna opadać. Po chwili znów byli na ziemi, lecz tym razem jaśniejąca postać pojawiła się przy nim. Podeszła do niego.

- Nie rozglądaj się w około. Spójrz tutaj. - powiedziała i palcem wskazującym dotknęła miejsca na jego klatce piersiowej, gdzie powinno być serce, po czym zniknęła.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Sie 02, 2009 4:24 pm

Ciekawy trening, brak błędów - 2 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Czw Wrz 03, 2009 5:30 pm

Po zniknięciu tajemniczej postaci Emmet pozostał jeszcze chwilę w tym miejscu w jakim stał gdy zniknęła. Przed oczami miał wspomnienia przemijającego czasu, lecącego w kosmosie. W głowie nadal pobrzmiewały jej słowa. Częściowo wiedział o co jej chodziło, lecz ma przeczucie, że prawdziwe poznanie prawdy jeszcze dopiero przed nim. Kobieta na pewno mówiła mu prawdę, radziła mu z całego serca a chłopak nie potrafił odnaleźć w jej słowach żadnego podstępu, dlatego postanowił wziąć sobie jej słowa do serca, i patrzyć 'w serce', patrzeć ' w serce'. Nie pozwoli jednak, by rozmyślania nad tym wszystkim przeszkodziłyby mu w jego dalszej wędrówce.
Gdy dotarł do miasta postanowił zatrzymać się tu na chwilę. Poszukując jakiegoś miejsca do spania zobaczył wielkie maszty wystające zza budynków. Okazało się, że dotarł do portu, a jedyny statek jaki odpływał w najbliższym czasie był to statek do Grecji. Miejsce na nim kosztowało połowę pieniędzy jakie Emmet akurat posiadał przy sobie. Postanowił, że przedłuży swój trening i uda się do Grecji.

Gdy wieczorem wyszedł ze swojej kajuty udał się na pokład. Majtkowie zdążyli już pozmywać wszystko z pokładu, bo lśnił ostro w świetle zachodzącego słońca. Emmet zaciągnął się morskim powietrzem. Kilkoro ludzi gromadziło się w okół jakiegoś starego mężczyzny z czarną brodą. Gdy chłopak podszedł bliżej okazało się, że jest to bard a w ręku trzyma jakiś instrument, zdaje się, że była to lira.
W okół byli starsi ludzie, także dorośli i dzieci. Kilkoro młodych pięknych kobiet spojrzało na niego, gdy podszedł do nich i usiadł w kręgu by posłuchać piosenek starca. Nie zwrócił na nie uwagi. Mężczyzna zaczął wygrywać jakąś wesołą, wolną melodię na swoim instrumencie, i uśmiechnął się w blasku zachodzącego słońca, by zacząć.

- Urodziła się z wadą serca co nie chciało bić w samotności. To jej serce kalekie dla drugiego człowieka znało tylko uczucie miłości. Inna urodziła się z wadą wzroku. Była ślepo zachłanna na życie. Gdy wstawała o świcie oczy jej aż do zmroku miały trwać w nieustannym zachwycie. - uśmiechnął się i kontynuował swoje opowiadanie. - One budzą się z myślą, że nic nie jest na zawsze ale czują, że to właśnie jest piękne. Zasypiają z nadzieją, że choć świata tak wiele, to im serce z radości nie pęknie. Urodziły się z wadą słuchu, bo do szczęścia brakuje im ciszy. A świat szepcze wciąż do nich swoją gęstą harmonię, której nigdy nikt inny nie słyszy.

Chłopak nie wiedział o czym mówi starzec, ale zobaczył uśmiechnięte twarze pozostałych zebranych słuchaczy, więc pomyślał, że w tym wszystkim musi być ukryte jakieś przesłanie. Chłopak uświadomił sobie, że równie przydatna może być potęga umysłu, niż potęga jego mięśni. A ostatnio dużo rzeczy musiał sobie zapamiętać, musiał nauczyć się żyć.
Po chwili melodia się zmieniła i starzec zaczął mówić jeszcze coś innego, lecz Emmet przestał już go słuchać, zauważył, że jakaś dziewczyna mu się przygląda. Wyglądało to tak, jakby wiedziała, że jest nietutejszy, jakby wiedziała, że nie należy do nich, i zbytnio nie podobało jej się to. Jakby chciała wyrzucić go za burtę, a chłopak nawet nie wiedział dlaczego coś takiego mogłoby mieć miejsce.

Przez resztę usłyszanych historii chłopak miał się na baczności, chciał być w każdej chwili przygotowany w razie ataku na jego osobę. Uświadomił sobie, że w życiu przyjdzie musie zmierzyć z różnymi dziwnymi sytuacjami, i będzie musiał sobie z tym poradzić. Zapadł już zmrok, słońce zaszło w niebieską toń wody. Melodia znów zmieniła się w smutną, a z ust starca wyszły ciche, melodyjne słowa...

- Cichy zapada zmrok
Idzie już ciemna noc

Zostań, zostań wśród nas
Bo już ciemno i mgła
Zostań, zostań wśród nas
Tak jak byłaś za dnia....


Po tych słowach opuścił głowę, jakby czegoś żałował, a ludzie rozeszli się do swoich kajut... To samo zrobił i chłopak, a gdy był już u siebie zaczął trenować. Robił pompki i przysiady, rozmyślając o wszystkich rzeczach które go spotkały, jakoś nie odczuwał zmęczenia. Trenował i trenował aż w końcu padł na łóżko ze zmęczenia.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Sob Wrz 05, 2009 7:54 pm

Trening Okey. 2 poziomy.
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Sob Paź 03, 2009 5:17 pm

Kilka kolejny dni spędził na statku, w drodze do Grecji. Co wieczór, o zachodzie słońca wychodził na pokład, by posłuchać opowieści starego barda. Jego historie zapierały dech w piersiach, a jego melodie zapadały w pamięć na długi czas. Któregoś razu opierając się o burtę, patrząc w dal na zachodzące w głębinach oceanu pomarańczowe słońce słuchał dalej historii człowieka. Przypomniały mu się chwile, gdy jego mama i tata uczyli go co jest dobre, a co jest złe. Gdy pokazywali mu jak ma się zachować w określonych, specjalnych sytuacjach. Wiele z tego co usłyszał o różnych wielkich bohaterach i ludziach, którzy pomagają bezinteresownie, próbował dopasować do wspomnień i trochę odnalazł dobrych cech. Większość jednak swojego młodzieńczego życia spędził na robieniu krzywdy innym.
Otarł ręką morską bryzę, która obijając się o burtę lekko zachlapała mu twarz. Potem Emmet poczuł zapach kobiecych perfum, a gdy obrócił twarz w bok ujrzał obok siebie kobietę, która wcześniej przyglądała mu się złowieszczo. Teraz patrzyła się w dal, na odbijający się w falach blask zachodzącego słońca. Włosy targał jej wiatr, lekko przymrużała oczy, i nie była już taka zła jak wcześniej. Chłopak szybko otrząsnął się z lekkiego szoku i dalej spoglądał w przód jakby nic sobie z niej nie robił.

- Zamierzasz tak stać, nawet nie zagadasz do mnie? - w końcu odezwała się. Emmet odwrócił zdziwioną twarz w jej stronę. Prawą brew lekko unosiła do góry, a na twarzy widniał piękny uśmiech ukazując białe zęby.

- Jeśli dobrze pamiętam - to Ty miałaś wcześniej jakieś problemy. Nie chce kusić losu. - odwrócił się i znów patrzył w dal, jakby osoba dziewczyny nie interesowała go za bardzo.

- Tak tak... wcześniej byłam nie w humorze... - podniosła prawą dłoń i poprawiła trochę włosy patrząc na ziemię niby ukazując skruchę.

Chłopak był zaskoczony dziwną zmianą nastroju dziewczyny. Wcześniej zachowywała się, jakby zrobił jej straszną krzywdę, a teraz jakby nigdy nic podchodzi do niego i próbuje z nim rozmawiać. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Nigdy wcześniej nie obcował tak blisko z dziewczyną, wcześniej tylko koledzy i koledzy. Nie miał jednak żadnych zahamowań, nawet się nie wstydził, niektóre jego zachowania mogą być nawet często śmieszne i nie do wytłumaczenia.

- A teraz jesteś? - odezwał się do niej, jednak nie odwrócił się w jej stronę. - Wiesz, uczono mnie by nie rozmawiać z nieznajomymi. - tym razem się do niej odwrócił i pokazał rząd zębów w szarmanckim uśmiechu.

- Tak, myślę, że już mi przeszło... Za to mnie uczono, by być uprzejmym, dlatego zaczęłam tą rozmowę. I właśnie...

- Więc zamierzasz mnie przeprosić, czy dalej będziemy prowadzić tą gadaninę. - przerwał jej szybko, po chwili obrócił się, oparł plecami i łokciami o burtę, nie patrzył jednak na nią, lecz uśmiechnął się szeroko.

- I właśnie do tego zmierzałam... Przepraszam Cię, nie powinnam tak się zachowywać w stosunku do nieznajomego, nie wiem co mnie naszło. Pewnie musiałam mieć straszną minę.

- Nie powiem, bo lekko się przestraszyłem. Ale... przeprosiny przyjęte. Jestem Emmet. - przedstawił się i podał jej rękę. - Leila... - odpowiedziała mu i chwyciła jego rękę. Ten pociągnął ją do siebie, lewym ramieniem objął i zaczął iść powoli wzdłuż pokładu. Miała zdziwioną, lecz rozbawioną minę.

- Widzisz... lekko się przestraszyłem, myślałem że chcesz mi coś zrobić. Nie żebym się bał. Ale taka zdesperowana kobieta musi mieć coś w sobie by być do czegoś takiego zdolna. - mówił to z uśmiechem, z rozbawieniem, jakby opowiadał jakiś żart. Słońce zaszło i robiło się powoli ciemno. Chłopak spojrzał w tamtą stronę, wypuścił ją z objęć i powiedział do niej. - Ale z drugiej strony, gdy się złościsz to wyglądasz zabawnie, bo nosek Ci się marszczy. - uśmiechnął się do niej i palcem wskazującym lekko 'pacnął' ją w nos. - już późno, muszę lecieć, do zobaczenia! - krzyknął jeszcze do niej zostawiając ją samą ze zdziwioną miną. Lekko wytrzeszczyła oczy, brew uniosła jej się do góry a usta miała otwarte. Chłopaka rozbawiła ta mina i schodząc do swojej kajuty uśmiechał się szeroko. W dali słychać było jeszcze ostatnie słowa śpiewającego barda....

- I chodź uczucie jest mocne,
To serce mam słabe....



W swojej kajucie usiadł i zastanawiał się co on właściwie zrobił. Całą tą sytuację traktował jak zabawę, jak grę. Zastanawiał się, czy wyszedł na głupca, ale przypominając sobie ostatnią minę pięknej dziewczyny pomyślał, że dał jej naprawdę do myślenia.
Szybko zdjął koszulkę i zaczął swój wieczorny trening, rozgrzewki, pompek, przysiadów, brzuszków i medytacji...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Paź 04, 2009 3:15 pm

2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Gru 06, 2009 7:56 pm

Następnego ranka, zamiast od razu ruszyć w górę na pokład chłopakowi nie chciało się wstać. Szybko więc doszedł do wniosku, że najpierw trzeba się trochę rozruszać. Wstał do pozycji siedzącej i przesuwając się na skraj pryczy spuścił nogi w dół. Przetarł oczy, a po chwili znowu je zamknął, czując jak statek ciągle jeszcze kołysze się na falach. Podróż trochę trwała, a chłopak chciał już poczuć pod swoimi stopami jakiś twardy grunt. Nie miał choroby morskiej, ale to wszystko sprawiało, że nie czuł się przyjemnie.
Wstając przeszedł na środek pomieszczenia i powoli, bez pośpiechu zaczął robić przysiady i skłony. Porozciągał trochę swoje mięśnie i rozpoczął pompki. Po trzystu powtórzeniach przewrócił się na plecy, potem uniósł tułów podpierając się rękoma. Pot spływał mu kropelkami z twarzy na tors. On sam był trochę czerwony, gdy krew szybko zaczęła krążyć. Czuł jak mięśnie rak i klatki pulsują. Uśmiechnął się. Lubił czuć, że żyje. Po tych ćwiczeniach przyszedł czas na brzuszki. I kolejne trzysta powtórzeń, kolejne wiadra potu wylewane na podłogę z jego ciała. Odpoczął chwilę i zrobił kolejne dwie kolejki. Pomyślał, że na razie wystarczy, trochę się rozruszał a kajuta nie pozwala mu ćwiczyć bardziej intensywnie. Znów opierając się na rękach zaczął zastanawiać się nad tym ile jeszcze będzie trwała podróż, i czy w ogóle opłacałoby mu się montować dodatkowy drążek do podciągania się.
Nagle jego rozważania przerwało pukanie do drzwi, i bez żadnego słowa 'proszę' otworzyły się i weszła przez nie kobieta, z którą rozmawiał wczorajszego wieczora. Chłopak zrobił zdziwioną minę. Kobieta zastając go w takiej pozycji, z nagim torsem, całego mokrego też jakby zawahała się.

- Ee... Przyszłam nie w porę? - spytała z nutą rozbawienia, jakby złapała go na czymś, na czym nie powinna.

- Nie... właśnie skończyłem trening. Trzeba dbać o kondycję, prawda? - uśmiechnął się i wstał szybko, tak szybko, że krople potu prawie ją ochlapały. Dziewczyna cofnęła się trochę, ale nadal miała rozbawioną minę. Widocznie to na nią nie działało. - Chciałaś coś ode mnie? - spytał po chwili, łapiąc za jakiś materiał i wycierając nim twarz. Dziewczyna chwilę obserwowała jego umięśniony tors.

- Spytałam kapitana gdzie masz kajutę, bo chciałam się z Tobą zobaczyć. Czekałam na Ciebie na pokładzie, ale chyba raczej nie jestem zbyt cierpliwa....

"Miękka piłka" pomyślał. Zastanowiło go to, co takiego dziewczyna ma mu do powiedzenia, że coś popycha ją do takich posunięć. Założył koszulkę i puścił ją pierwszą w drzwiach. Ruszyli razem na pokład.

- Więc co to za ważna sprawa, skoro aż szukasz mnie po pokładzie hm?? - posłał jej szelmowski uśmiech.

- Właściwie... to nic. Chciałam się z Tobą po prostu zobaczyć. Wczoraj bardzo miło nam się rozmawiało, a ja nawet nie znam Twojego imienia. Nie chciałabym, żeby to tak pozostało. - mówiąc to jakby trochę się zawstydziła, spoglądała co chwila na podłogę. "Kolejna miękka piłka" pomyślał Emmet. Zaskoczyła go ta sytuacja. Nie wiedział, że będzie miał na nią taki wpływ.

- Moje imię to Emmet... - nie chciał dużej trzymać ją w niepewności. Zastanawiał się co zrobi, gdy już będzie znała jego imię. Przecież to był jej pretekst do tego, by zagadać.

- Miło mi, jestem Arimera. Chodź wszyscy wolą mówić na mnie Ari. - powiedziała. Chłopak spojrzał się na nią, lecz tak odwróciła szybko głowę gdzieś w bok. Ruszył więc powoli w stronę burty, opierając się o nią. Dziewczyna po chwili zajęła miejsce obok niego. Dzień był naprawdę piękny. Wiatr wiał mocny, więc była szansa szybszego dotarcia do celu. Chłopak lubił, gdy powietrze muskało jego twarz i mierzwiło włosy. Długie włosy Arimery powiewały szybko do tyłu. Wyglądała wtedy nawet ładnie. Po raz pierwszy chłopak zobaczył kobiece piękno. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał. A teraz jakaś dziewczyna sama z siebie chce z nim rozmawiać. Zamglonymi oczami patrzył w dal. Kobieta jednak co chwila kątem oka spoglądała na niego i przygryzała zębami dolną wargę, jakby zastanawiała się nad czymś, jednak wahała się. Po chwili jednak Emmet zdał sobie sprawę, że rozmowa zanikła, teraz tylko tępo wpatrywał się w horyzont, a dziewczyna jakby czekała na jakiś znak od niego. Tylko co miał teraz powiedzieć? Nie wiedział. Ona jednak szybko sama zabrała głos.

- Coś się stało? Czyli jednak nadal jesteś na mnie zły za to, co działo się dwa dni temu? Wiem, że mogło to być nieprzyjemne. Przeprosiłam przecież... - ostatnie zdanie wypowiedziane było po cichu, jakby tylko do siebie. W końcu mógł coś powiedzieć.

- Nie nie... to nie tak - roześmiał się. - po prostu jakoś tak zamyśliłem się za bardzo, to ja przepraszam. A to co było dwa dni temu to historia. Przeprosiłaś mnie i nie mam z tego powodu urazu do Ciebie, naprawdę. - położył jej rękę na ramieniu. Dziewczyna jakby rozpromieniła się po chwili. Zapewnił ją, a raczej przekonał, że jednak nic się nie dzieje, a to tylko efekt chwili. Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wystawionych na pokładzie leżaków. Tam usiadł, on także.

- Powiedz mi jednak... dlaczego tak zachowałaś się wtedy? Przecież nic Ci nie zrobiłem. - spojrzał w jej zielone oczy. Ciekawiło go to, dlaczego robiła coś takiego. Dziewczyna chwilę zastanawiała się także patrząc się na niego, odpowiedziała pełnym wahania głosem.

- Po prostu słyszałam wtedy, że podążasz do Grecji, że poszukujesz wskazówek związanych z legendami potężnych wojowników... Złotych Rycerzy. - powiedziawszy to odwróciła głowę i położyła się na leżaku. Chłopak otworzył oczy ze zdziwienia. Przecież nikomu o tym nie wspominał.. oprócz kapitana. Rozmawiał z nim na temat celu tej podróży. Więc to on mógłby być informatorem Arimery. Tylko.. dlaczego wiedząc to zachowała się tak wrogo?

- I tylko to zmusiło się, żeby tak zachować się w stosunku do mnie? - mówiąc on także położył się na leżaku, patrząc w niebo ciągnął dalej: - Mój cel podróży Cię zniechęca? Przecież do właśnie tam płynie ten statek, ty też pewnie tam wysiądziesz.

- Ale nie o to chodzi... Już.. już nie ważne. Ładna pogoda prawda?



***
Nie wiedział czemu zmieniła wtedy temat. Widać nie miała ochoty rozmawiać o czymś, co wtedy tak sprawiło jej ból. A on nie miał zamiaru sprawiać jej bólu. Po kilku godzinach rozmów wrócił do swojej kajuty. Słońce przekroczyło już punkt zenitu w swojej wędrówce po niebie, po południu wolał raczej siedzieć w swojej kajucie i po raz kolejny oddał się chęci treningu. Po raz kolejny po treningu przyszłą do niego Ari. Ponownie zastała go całego mokrego. Roześmiała się widząc go, ale po chwili po jej twarzy przeszedł cień smutku. Potrafiła go dobrze ukryć, jednak chłopak to zauważył. Wyjaśniła, jednak cel swojej wizyty. Jej rodzina wyprawia kolację, na zakończenie podróży, bo ponoć następnego dnia powinniśmy już znaleźć się na lądzie, a ona zaprosiła także i jego. Wielkie było jego zdziwienie, a potem zaczął się szczerze śmiać. Przecież nie miał przy sobie żadnego stroju wizytowego. Powiedziała, że to będzie tylko zwykła kolacja, a nie wielka uroczystość i że chłopak może przyjść ubrany jak tylko chce. Wyszła mówiąc na odchodne, że po zapadnięciu zmroku ma wyjść na pokład a stamtąd już poprowadzi go do jej rodziny.
Cóż miał zrobić? Ucieszył się przynajmniej na wiadomość, że już niedaleko celu jego podróży. Starał się wybrać w możliwie jak najlepszym stanie swoje ciuchy, i po zapadnięciu zmroku wyszedł na pokład. Tam czekała na niego kobieta, ubrana w długą ciemnogranatową suknię. Podszedł do niej i uśmiechnął się do Ari. Ceremonialnie spojrzał na nią od stóp do głów, i zadał pytanie z nutką ironii.

- Zwykła kolacja taak...?

- Oj daj spokój, ja zawsze się tak ubieram.

- Tak, takie bajery to my, ale nie nam. - usłyszał jej śmiech. Jak dzwonienie małych, słodkich dzwoneczków. Ruszyli razem w stronę pokładu gościnnego. Sala była idealnie przygotowana, widać musieli włożyć w to wiele trudu i pieniędzy, by przygotować i zamówić to dla siebie, na wyłączność.
Wzdłuż długiego stołu ustawione były krzesełka, na których siedzieli zapewne członkowie rodziny Ari, i ich przyjaciele. Tak jak ona mówiła, nie wszyscy byli odświętnie ubrani, chodź widać było ten błysk w ich oczach, i ten nastrój unoszący się w powietrzu.

- Ach! To zapewne Pan Emmet. Ari wiele nam o Tobie opowiadała, zobacz, jak nawet się dla Ciebie wystroiła! - już z daleka mężczyzna wstał i odezwał się, po czym rozgrzmiał tubalnym śmiechem. Był to stary bard którego chłopak słuchał na pokładzie. Ari posłała mu srogie spojrzenie, jednak na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce, które mimo dużej ilości zapalonych świec było widać. Prawie wszyscy ludzie przy stole roześmiali się radośnie.
Zajął miejsce obok niej, niedaleko tego mężczyzny, który ich przywitał. Wszyscy śmiali się, opowiadali różne historie, a jedzenie było wyśmienite. Chłopak naprawdę świetnie się bawił, i nawet nie spostrzegł się, że już będzie tak późno. Niektórzy byli już prawie upici winem, stary bard jednak nie pił. Jako gospodarz imprezy musiał zachowywać się przyzwoicie, i w końcu ktoś musiał nad tym wszystkim panować.

- Ale zrobiło się tu gorąco, chodź Emmet, przewietrzymy się. - Ari wstała od stołu i czekała aż wstanie chłopak. Nikt nie zwracał na to uwagi, wszyscy śmiali się i zajęci byli rozmową. Wstał, a dziewczyna złapała go za rękę i pociągnęła go za sobą na pokład, złapać świeżego powietrza. Ścisnął jej rękę, po chwili on także poczuł nacisk na dłoni. Wiedział, że to kolejna miękka piłka, a w myślach formułowało mu się to, co za chwilę miał zamiar zrobić. Podeszli do burty i spoglądali w ciemną toń wody. Gwiazdy i księżyc świeciły nad ich głowami.

- Ale piękna noc... Jedna z piękniejszych...

- Szkoda taką marnować... - powiedział, i pociągnął ją do siebie. Nachylił się, a ona sama przylgnęła do jego ust....

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Wto Gru 08, 2009 12:23 am

no, na początku przeszła przez mój umysł myśl "3 lvl? dużo tekstu, dobry styl.."

szybko ta myśl się ulotniła, zastąpiło ją wahanie.. mała metalowa piłeczka na cienkiej nitce dyndająca z jednej strony na drugą "1.. 2.. 1.. 2.."

styl - bardzo dobry
brak kilku przecinków - do przeoczenia
leżaki, pokład gościnny - popełniłeś samobójstwo

rozumiem rozwinięcie akcji w jakąś stronę i opis..
brakuje mi lodowca
wiesz o czym mówię, co nie?
chciałeś stworzyć Tytanika, tak? na głównej stronie jest ładnie napisane "Nadszedł rok 1242"
to co ja widziałam to:
* drewniany krągły statek towarowy
* pod dolnym pokładem magzyn
* główne pomieszczenie dla załogi i podróżnych
* pomieszczenie kuchenne
* jakieś schody między pokładami
* kajuta kapitańska (czasem udostępniana bogatym podróżnym)

aha.. i pokład drewniany, nieco słonej wody na pokładzie, jakiś maszt główny i dodatkowy z dwoma żaglami z grubego płótna

wiem - nie wygląda zbyt Tytanikowo

za dobry styl daję 2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   Nie Gru 13, 2009 5:30 pm

OCC:
Mogę Cię zapewnić, że pisząc to nie myślałem absolutnie o niczym, tym bardziej o Titanicu. To co wyszło, to po prostu spontan napływający z mojej głowy, nie wiedziałem, że tak to wygląda Dzięki za poprawki.
***

Następnego dnia, gdy słońce sięgało zenitu statek dobił do brzegów Grecji. Chłopak wziął swoje bagaże i razem z Arimerą i jej rodziną wyszedł na ląd. Uśmiechnął się sam do siebie. Przyjemnie było poczuć twardy grunt pod stopami, beż żadnego kołysania. Jedynym problemem był ten upał. Czuł ciepło bijące od ziemi, jeszcze słońce robiło swoje z góry. Z każdą chwilą chłopak robił się lekko czerwony a pot perlił mu się na czole i pozostałych częściach ciała. Spojrzał na Ari. Była dziwnie smutna, patrzyła pod swoje stopy. Czyżby sądziła, że teraz, gdy chłopak dobił do celu swojej podróży to ją zostawi i zajmie się dalej swoimi sprawami? Nie znał przyczyny smutku dziewczyny, nie chciał jednak by była smutna. Złapał ją lekko za podbródek i uniósł trochę jej głowę. Uśmiechnął się.

- Czemu jesteś taka smutna? Czyżbyś nie cieszyła się z powrotu do domu? - spytał jej. Zdobyła się na wymuszony uśmiech.

- Nie, dlaczego? Pewnie, że się cieszę.

Jednak nie przekonała tym chłopaka nie przekonała, a on nie miał zamiaru dalej drążyć ten temat, liczył że w końcu sposobność by zapytać o to dziewczynę sama się pojawi. A miał do tego sporo czasu, nie zamierzał na razie opuszczać Grecji. Musiał tylko przyzwyczaić się do tego upału.
Stary bard zaprowadził ich do swojego domu. Nie był to zbyt duży dom, jednak miał w sobie wszystko co było im potrzeba i absolutnie im wystarczał. Dziewczyna zaś ciągle była smutna. Gdy wieczorem chciał ją przytulić, lekko odepchnęła go od siebie i wyszła do innego pomieszczenia. Chłopak został sam w pokoju osłupiały ze zdziwienia. Absolutnie nie wiedział dlaczego Ari tak się zachowuje. Przecież jeszcze paręnaście godzin wcześniej nie broniła się gdy ją pocałować, wręcz przeciwnie, czuł że sama tego pragnęła. A teraz odstawia jakieś chore akcje. Nie miał zamiaru dłużej tego przeciągać.
Otrząsł się jakby ze zdziwienia i ruszył za dziewczyną. Chodź szukał, nigdzie jej nie było, musiała pewnie wyjść gdzieś na chwilę. W jednym z pomieszczeń napotkał zaś starego barda. Spytał więc go, czy może wiedzieć o co jej chodzi. Podejrzewał, że przecież ojciec musi wiedzieć o córce wszystko.

- Lepiej będzie, jeśli ona sama Ci o tym powie. Są to stare wydarzenia z przeszłości, które ona starannie przez wszystkie lata próbowała zatrzeć tajemnicą. Nie mówiła Ci nic? Może jednak coś napomniała, powinieneś połączyć niektóre fakty. Gdy wróci porozmawiaj z nią.

Emmet jednak nadal nie wiedział o co chodziło. Wiedział jedynie, że stary człowiek nie winił go za nic, co działo się z jego córką. Sam chłopak nie mógł zrozumieć jak można mieć tak dwa skrajne nastroje. W jednym czegoś pragnąć, a w następnej chwili od tego uciekać. Widział, że dziewczyna walczy z czymś w sobie, a on nie potrafił jej pomóc. Jedynie co przychodziło mu na myśl to te słowa o Złotych Rycerzach, który to temat nie chciała poruszyć. Ale co to może mieć wspólnego z nim?
Chociaż gdy pierwszy raz ją zobaczył to była na niego naprawdę wściekła. A tłumaczyła się właśnie tym, że on poszukiwał tych legendarnych wojowników. To musiało mieć jakiś związek.
Minęło sporo czasu a dziewczyna nadal nie wracała. Już prawie zapadał zmrok, a jej ciągle nie było. Chłopak zaczął się martwić. Nawet zaczął robić pompki by rozładować swoje napięcie. Musiał się jakoś wyżyć. A gdy już zapadła kompletna ciemność i noc robiła się coraz zimniejsza wyszedł na dwór. Niebo obsypane było gwiazdami. Ruszył więc by jej poszukać, starannie obserwował otoczenie by potem móc trafić swobodnie do domu. Miasto już prawie zasypiało, pojedyncze osoby jeszcze przechodziły gdzieś dokańczając swoje sprawy. Jednak chłopak nie musiał długo szukać, już po paru minutach zauważył, że z naprzeciwka zbliża się jakaś kobieta. Poznał, że to właśnie Arimera. Szybko do niej podbiegł i objął. Tym razem jakby walcząc sama z sobą zgodziła się na to. Widział, że płakała.

- Dlaczego taka jesteś w stosunku do mnie? Co się dzieje? Czemu ty płaczesz?

Dziewczyna odsunęła się wciąż szlochając. Co chwila pociągała nosem a łzy kapały jej po policzkach na ubrania i gorącą ziemię.

- Przepraszam Cię... nie powinnam się tak zachowywać... - odpowiedziała wciąż szlochając. To jednak jeszcze nic mu nie wyjaśniało. Po raz kolejny spytał o co chodzi.

- Po prostu... wróciły moje dawne problemy... z przeszłości... Pamiętasz, gdy się tak na Ciebie wrogo patrzyłam na statku? Wiedziałam, że poszukujesz tych wielkich wojowników, tych Złotych Rycerzy. Mam do nich przeraźliwy wstręt... po prostu gdy się dowiedziałam, że chcesz zostać jednym z nich chciałam Cię rozszarpać... - przerwała na moment, bo znowu zaczęła szlochać. Nie potrafił jej pomóc, stał jak wryty i czekał aż dziewczyna dokończy swoją historię. - Posłuchaj... musisz coś wiedzieć. Ten człowiek, u którego mieszkam nie jest moim prawdziwym ojcem... Jestem córką jednego ze Złotych Rycerzy. Nieślubną córką. Jestem bękartem. Oczarował moją matkę, myślała że z nią będzie. Wiele jest takich bękartów na świecie. Moja matka nie mogła znieść tego, że on ją opuścił, zostawił samą, z małym dzieckiem. Na szczęście miała przyjaciela, którego potem pokochała i który stał się jej mężem. To właśnie on czeka tam w domu. Moja matka umarła gdy byłam jeszcze małą dziewczyną. Poprosiła Josue bym dowiedziała się prawdy o moim pochodzeniu. - ciągnęła dalej. Już nie szlochała, zdołała to opanować. Jedynie miejscami jej głos drżał, jednak zdołała to opanować. Kontynuowała swoją historię. - Wychował mnie na przykładnego człowieka, pokazał prawdziwe wartości, a gdy przyszła pora i powiedział kim jest i kim ja jestem. - mówiąc to spoglądała gdzieś w bok na ziemię. - I dlatego tak postąpiłam. Sądziłam, że jesteś taki sam jak oni, że tylko chcesz mnie oczarować a potem zostawić, tak jak tamten moją matkę. Dlatego czułam do Ciebie taki wstręt. Potem Josue powiedział mi, że nie musisz być taki jak oni, że tych ich tylko poszukujesz. Nie wiadomo czy ich znajdziesz. Więc starałam odrzucić od siebie to, co o Tobie uważałam. Jednak to co stało się w nocy... powróciły wspomnienia, znowu zwątpiłam... Jednak teraz wszystko sobie przemyślałam. Chcę być z Tobą. Kocham Cię. - ostatnie zdanie wypowiedziała patrząc mu prosto w oczy. Chłopak był zszokowany całą tą historią. Nie wiedział co miał powiedzieć. Podszedł do dziewczyny i znowu złożył pocałunek na jej ustach. Razem wrócili do domu.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Serce nocy - trening Emmeta   

Powrót do góry Go down
 
Serce nocy - trening Emmeta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Trening policyjny - wspinaczka po linie - sala gimnastyczna
» Trening
» Smocze serce

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: