Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ignis Revel - Treningi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Ignis Revel - Treningi   Sro Mar 25, 2009 10:26 pm

Trening I
Pożegnalne Requiem

Cichy stukot obudził go, mężczyzna leniwie otworzył oczy. Jego wzrok
spoczął na pokrytej smugami okiennicy. Po drugiej stronie szklanej
tarczy jakiś duży czarny ptak pukał dziobem tak zawzięcie jakby chciał
obudzić gospodarza, lecz on wcale nie chciał wstać, wręcz przeciwnie.
Szybkim jak na stan pół snu ruchem położył sobie puszystą poduchę na
twarz, przycisną dłońmi..
- Jeszcze pięć minut.. - wyszeptał, po czym przewrócił się na bok.

Skrzypnięcie drzwi znów spowodowały ze jego jasne jak źródlana woda
oczy otworzyły się. Usiadł na łóżku, bawiąc się kosmykiem lazurowych
włosów, spędził kilka minut. Ubrał zwiewną koszule i lniane spodnie, po
czym wyszedł wyjście z kuchni na tył domu, gdzie znajdowała się
drewniana beczka z ciepłą wodą..
- Aoja.. - wyszeptał, zdejmując spodnie i koszulę, po czym położył je na małej drewnianej kobyłce stojącej obok.
- Aniele.. - dodał, spoglądając w bezchmurne niebo. Lazurowo
włosy wziął głęboki oddech, po czym zamknął oczy i zaczął delektować
się świeżym porannym powietrzem. Leżał w wodzie dość długo, jego
myślenie o niebieskich migdałach przerwał piękny cichy dźwięk. Po
chwili usłyszał jak kos dołączył się do pięknej porannej gry. Harfa na
której grała Aoja brzmiała pięknie, spokojna melodia opowiadała o co
dziennym życiu w Irlandii, a ptak, który pomagał młodej dziewczynie
tworzył z harfą bardzo dobry duet.
Ignis wstał, nie mógł wytrzymać, tak piękne dźwięki nie mogły sprawić
ze on leniuchuje beztrosko w wodzie, mocząc się jak kaczka..
Wrócił do swojej siedziby, ubrał się w czarną koszulę i spodnie tego
samego koloru, do kuchni wszedł na boso. Przechodząc tędy, otworzył
kolejne drzwi i znalazł się w dużym pokoju. Na oknach stały kwiaty,
które z radością odwróciły się w stronę słońca, spoglądając na nie z
zadowoleniem. Na środku drewnianej podłogi, leżał rubinowy dywan, a na
nim przy harfie siedziała, młoda kasztanowłosa dziewczyna o oczach
okrągłych i jasnych jak promienie słońca, kształtna ładna twarz,
wygięła się w uśmiechu. Aoja przymknęła powieki, po czym zanuciła coś
pięknym melodyjnym głosem. Revel spojrzał na nią, siedziała tak co
dziennie, dziś w jasnej zwiewnej sukni, szarpiąc struny swojego
ukochanego instrumentu.
Nagle poczuł lekki uścisk na swoim prawym barku, odchylił się w tył,
zobaczył swojego mentora i nauczyciela, który uśmiechał się i kiwał
głową w rytm melodii.
Jego prawa dłoń, oparła się na piersi Ignisa, a ten poczuł ze Fintan wciska mu w serce zwój papieru.
- Co to..? - zapytał niepewnie spoglądając na poetę, lecz ten
spojrzał na niego tajemniczo, a na nieogolonej twarzy pojawił się
dziwny wyraz
- Nie wiem - odparł, a jego twarz natychmiast zamieniła się w smutną i pozbawioną radości.
- Będę w kuchni - rzekł krótko, po czym lekkim krokiem wyszedł
z pokoju, ciche pogwizdywanie brzmiało identycznie do odgłosów
wydawanych przez kosy. Drewniane drzwi lekko zaskrzypiały po czym w
pokoju zostały tylko dwie osoby.
- Ten zakątek świata należy do Ciebie i do Mnie..
Póki mam gdzie wracać nie boję się wspomnień..
Był i będzie nasz ten zakątek świata
tu poczekam na ciebie żebyś wiedział, że masz dokąd wracać..
- nuciła, jakby wiedząc czym jest owa wiadomość trzymana w rękach Irlandczyka.

Głos miała niezwykle melodyjny i spokojny, a jej palce znajdowały i
wyciągały najpiękniejsze dźwięki jakby grały już bez przerwy
kilkadziesiąt lat
- Potrzebuję to wiedzieć
że mam czekać na ciebie
potrzebuję cię mieć gdzieś
nie przy sobie, ale dla siebie..

Potrzebuję to czuć, że
mogę zawsze cię czuć
potrzebuję byś poczuł
możesz zawsze nie wrócić..


Ostanie słowa wręcz wyszeptała jakby bała się ze przyciągną one jakieś
złe duchy, które to spełnią. Jej oczy zrównały się z jego, chwila ciszy
rozdzierała mu umysł, wtedy jego palce otworzyły pieczęć, a zimne jak
lód oczy spojrzały na list.
Dźwięki harfy działały jak hipnoza, przez którą nie mógł oderwać wzroku
ze skrawka papieru, gdy piękna kobieta grała on odezwał się równie
melodyjnym głosem, lecz troszkę bardziej przejętym i

- Hej, kochanie dostałem wezwanie muszę biec.. - oznajmił
spokojnym, lecz lekko łamiącym się głosem, zrobił kilka kroków w tył i
podniósł złotą lirę, na której grało mu się najlepiej, podszedł do
niej. Upadł na kolana po czym położył jej instrument na kolanach.
- Jeśli chcesz mnie mieć zagraj na niej kiedy będę gdzieś..
Wrócę kiedyś z ekspedycji..
Powrót zapisany do definicji niczym nuty w kompozycji..
Ruszam z marszu do krainy cudów i fikcji
fałszu i paradoksalnych ekspozycji
Zrozum Kochanie.. Ja ruszam z krucjatą.. Ja jadę z homilią
nie jeden z trzystu a jeden na milion..
wynagrodzę sumę utraconych chwil z tobą...
po czym znów będziemy familią
- padł na twarz, a ona przestała grać, przeczesała jego włosy, tak by nie zasłaniały oczu..
- Bo, ty musisz jechać ja to wiem i na pewno..
Będę tu czekać dopóki promienie słońca zbledną
Będę tu czekać niech z drzew liście spadną setny raz,
Mogę czekać tu na ciebie nawet setki lat..
- zanuciła, całując
go na pożegnanie, on wtulił się w jej włosy, dotknął nosem jej czoła,
po czym pogłaskał ją jeszcze po ramionach..
- Muszę ruszać.. - wykrztusił.
- Teraz? - zapytała, a w jej oczach kłębiły się łzy.
- W liście piszą ze bezzwłocznie.. - dodał, łapiąc raz jeszcze za
złotą lirę i kładąc instrument w ręce Aoji, która po chwili wróciła do
gry na harfie, ręce jej drżały, a dźwięki wydawały się smutne i
ciężkie, jak łzy, które spływały jej po policzku..
- Bo ty musisz jechać chociaż nie chcesz, ja wiem to
więc będę czekać póki domy w gruzach legną
bo ty musisz jechać, ale ja muszę zostać
bo do kogo wróciłbyś po odbudowanych mostach..

A kiedy wrócisz już ci nigdy nie pozwolę
tak długo nie być i tak daleko odejść
zalana szczęściem, że nareszcie już jesteś

tylko kiedy to będzie..
- lecz Revel już tego nie słyszał,
spakował najpotrzebniejsze rzeczy, w prawej ręce trzymał srebrną lirę,
a oczach chował łzy, nie chciał ich wypuścić, gdy jeszcze Aoja go
widziała. Ignis lubił podróże, lecz nie znosił rozstawać się z
Zakątkiem i kobietą którą kochał.
Z poetą Fintanem, pożegnał się jak zwykle, wygwizdując jak kos melodyjne kawałki, po chwili uścisnęli sobie dłonie i wytłumaczyli ze jak Revel wróci, a Fintan napisze kilka nowych wierszy natychmiast muszą je zaśpiewać i przedstawić całemu światu..
Szedł wydeptaną ścieżką przed siebie, co jakiś czas jego dłoń drażniła
struny liry, lecz instrument zdawał się być na niego obrażony, dźwięki,
które z niego wychodziły nie były radosne i wesołe, lecz smutne i
ciemne..



OCC: Wybaczcie za ten romans, ale treningi to nie tylko bicie po
twarzach to również część historii, mam nadzieje ze się rozgrzeje i
przywyknę do nowej postaci.
PS. w treningu wykorzystano tekst piosenki
Lilu & Rahim - Nasz Zakątek.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sro Mar 25, 2009 10:30 pm

Bardzo ładnie. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sro Kwi 01, 2009 7:02 pm

Trening II
Chrześcijańska porażka

Zjawił się tam gdzie proszono go w liście, był bardzo daleko od swojego drugiego
domu jakim była Grecja, gdy zapytał się dokładnie w jakim jest miejscu
usłyszał.
- Jak to? za chwile staniesz w środku bitwy brateńku..
- Zostałem tu poproszony z bardzo dalekich stron - zaczął, lecz wąsaty
mężczyzna zdawał się go wcale nie słuchać.
- I ? -zapytał, lekko się uśmiechając i wypijając z dzbana kilka łyków
płynu, który według Ignisa nie był wodą, poliki rycerzyka zmieniły kolor na
wiśniowy, a on sam lekko czknął.
- Gdzie znajdę dowódcę? - zapytał z lekką złością w głosie, warchoł
lekko zatoczył się i machnął ręką w kierunku dużego namiotu.
- Tam.. brateńku! - zawołał, wymachując dzbanem i chichocząc głośno.
Ignis ruszył w kierunku namiotu, lecz dwóch mężczyzn na jego widok natychmiast szybkim ruchem wyciągnęło dziwne miecze, z lekko wygiętym do tyłu ostrzem..
- Czegoś tu waść szuka? - zapytał pierwszy, z krótkim wąsikiem i
sokolimi oczami, był to mężczyzna średniego wzrostu, ubrany w lekką kolczugę i lśniący pancerz
- Ja do dowódcy, zostałem wezwany z bardzo daleka, jako pieśniarz, który ma zagrzewać rycerzy do walki - rzekł, patrząc strażnikowi w oczy.
- To Ci rozkazy Pana naszego? - zapytał na głos, jakby samego siebie - a
dowód jakiś masz? hę?
- zapytał, z pogardą w głosie.
Ignis Revel pokiwał krótko głową po czym oddał list w ręce rycerza, który
trzymał go w rękach bardzo długo, co jakiś czas wymawiając na głos co niektóre słowa.
- I co zgadza się ? - zapytał bard
- Na psa kulawego.. tak.. - rzekł, oddając mu papier po czym zawołał do
młodego chłopca, który siedział na drewnianym stołku i czyścił klingę miecza - Henryku, idź ze z panem i zaprowadź go do namiotów ! - zawołał, a
chłopiec natychmiast zeskoczył ze stołka i z mieczem w dłoni biegiem ruszył ku Revelowi - Miecz zostaw! - ryknął rycerz, dzieciak ze spłoszonym
wzrokiem i trzęsącymi rękoma wrócił i położył miecz na stołku. Szlachcic
zaśmiał się głośno.
Chaos jaki panował w obozie obrońców był nieprzeciętny, setki ludzi, próbowało rozmawiać ze sobą, niektórzy pili na umór, inni ostrzyli broń, jeszcze inni jedli swój prawdopodobnie ostatni posiłek
" To miała być wyprawa, a to przypomina bardziej jakąś pijaną obronę
czegoś tam..
" - pomyślał, wchodząc do namiotu, w którym siedziało
kilku innych mężczyzn. Revel przywitał się, usiadł i zjadł kilka kawałków
chleba i świeżego mięsa, po czym wyszedł. Znalazł miejsce przy małym ognisku, jego palce natychmiast dotknęły strun liry pieśniarz zamknął oczy. Zaczął grać, a wtedy ludzie zaczęli mu się przyglądać, jemu i instrumentowi, który dzierżył w dłoni, widocznie u nich grano na czymś innym.
" Lira zapewne wyszła już z mody " - pomyślał, grając dalej
wesoło pieśń o zwyciestwie, wolności i potędze wiary.
Ktoś klepnął go w plecy. Może słowo klepnął nie było tu dobrym określeniem bo młody bard o mało co nie wpadł twarzą w płomienie ogniska..
- Co do licha? - zapytał obracając się w tył. Tuż za nim stał ogromny
mężczyzna. Wielki jak wieża oblężnicza i tak samo szeroki. Twarz miał dobroduszną, zielone oczy zdawały się być niesamowicie wesołe, lekki uśmiech zagościł na twarzy giganta, a pokryta bliznami twarz wygięła się lekko.
- Wybacz nie chciałem Cię przestraszyć
- oznajmił, dobrodusznym głosem, mężczyzna kucnął przy Ignisie,
wyglądał dość grotesko, gdyż wielka zbroja jaką dzierżył krępowała mu
ruchy..
- Piknie grasz.. - zaczął, podstawiając ręce do ognia - Zagrzewasz chłopaków do walki co? - zapytał, siadając na kawałku niedźwiedziej skóry, na nogach położył wielki i ostry jak brzytwa topór który wyglądał dość dziwacznie..


- Po to tu jestem - odparł, przyglądając się z uwagą rosłemu żołnierzowi - Ignis Revel mym imieniem - rzekł, a jego palce znów szarpnęły struny liry, skoczna swojska melodia, natychmiast wywołała uśmiech na twarzach ludzi.
- Eeeee... schowałem maniery w buty - rzekł ogromny mężczyzna spoglądając w niebo.
- Wybacz, jestem Ricko - przedstawił się i uścisnął prawą dłoń
pieśniarza, które przez chwile zawisła w powietrzu, gdy żołnierz ją
objął natychmiast kilka kostek krzyknęło z bólu, a na twarzy barda
pojawiło się zdziwienie.

- A ty co tu robisz? - zapytał, patrząc na płomienie wydobywające się z ogniska. Ricko, wziął do rąk swój topór, a następnie bardzo powoli przejechał palcem po jego ostrzu.
- Przybyłem walczyć, jestem najemnikiem, ty płacisz, a ja bije - wytłumaczył, próbując się uśmiechnąć. Szaro-czerwona zbroja rozbłysła w płomieniach ognia, pierwsze gwiazdy zaczęły pojawiać się na niego. Ignis grał długo, obserwował strażników, którzy cały czas wyglądali
złowrogiej armii. Słyszał ze sieją oni postrach w każdym miejscu, gdzie
tylko się pojawią. Podobno ich armia nie ma sobie równej...

Siedział oparty o drewnianą palisadę, kątem oka obserwował co działo się w
pogrążonym w śnie obozie obrońców. Było ich wielu, na oko z pięć
tysięcy ludzi gotowych oddać właśnie życie za ojczyznę. Wierzyli ze ich
Bóg pomoże im w wojnie..
- Jeden Bóg - wyszeptał Ignis - Jak jeden Bóg może ogarnąć wszystko..

Wtedy kilku wartowników zawołało donośnie, a jeźdźcy, którzy czekali na swych koniach od dobrej doby, unieśli miecze ku rozgwieżdżonemu niebu.
- Do broni! - ryknął któryś - Do broni! Tatarzy ! Tatarzy nadchodzą ! - ryczał tłum.
Szedł wraz z nimi, głośna pieśń liry jedna była przekrzykiwana przez
rycerzy, warkot maszyn oblężniczych, świstu strzał czy odgłosem
uderzania końskich kopyt o twardą ziemie.
Oprócz niego na przeciw wojsku najeźdźcy szli bębniarze i piewcy. Nagle
wszystko ustało, gdy w blasku księżyca oplotła ich ciemność, coś co
mogło przypominać cień ręki Mrocznego Pana, który zabierze do swojego
świata tysiące niewiernych istnień. Mroczny cień, spadł na ziemie,
przeszywając ciała ludzi jak i koni, które padały na mokrą od krwi
ziemie, która jeszcze przed chwilą przecież była taka twarda... Strzały
chciały ich przeszyć, okaleczyć, zabić.. Gdy czarna chmura opadła,
Ignis miał już iść dalej przed siebie, lecz zauważył ze jego cień znów
przepadł..
- Cholera druga fala.. - mruknął, zasłaniając się trupem jakiegoś piechura..
- Wybacz - wyszeptał bard - Niech twoja dusza powędruje do Elysium.. - dodał, puszczając trupa, który bezwładnie opadł na pokrytą krwią ziemie.

Pierwszy z pieśniarzy padł, natychmiast, gdy jazda konna obrońców
zdawała się rozerwać pierwsze szeregi Tatarskiej armii, wtedy
pochłonęła ich trzecia fala czarnych strzał, które zdawały się spać
prosto z nieba..
Ignis grał dalej, lecz w tym momencie jego rola nie miała znaczenia.
- Zostałem tu przywołany, chyba tylko po to by służyć za mięso, które można podzielić pomiędzy głodnych.. - pomyślał, zwalił z konia jednego z opancerzonych rycerzy, a konia ugodził w bok, złamaną włócznią, którą podniósł kilka chwil temu.
Oszalałe zwierzę staranowało kilku rycerzy. Nagle jego ramie przebiła
fala gorąca, kątem oka ujrzał jak krótki miecz rozpruwa mu skórzany
pancerz i rozdziera skórę. Syknął z bólu, lira spadła z cichym odgłosem
na leżącego pod jego nogami, szlachcica, któremu pokazywał wezwanie.
obok niego leżał mały Henryk z roztrzaskaną na kawałeczki głową..Z ust
najeźdźcy który rozciął mu ramię ciekła ślina, Ignis złapał za jego
dłoń zdrową ręką, a następnie kopną go w miejsce gdzie faceta boli
najbardziej. Był to nieosłonięty punkt wojownika, dlatego rycerz z siną
twarzą miał ogromne problemy z wstaniem..
- Padnij ! - usłyszał i w ostatnim momencie uchylił głowę,
kłębek jego lazurowych włosów, upadło na leżącego, martwego konia.
Ignis obrócił się i ujrzał mężczyznę o długich ciemno brązowych
włosach, trzymającego pięknie zdobioną kuszę w ręku, nosił on złotą
zbroję i pełno małych sztyletów przy pasie.
Ignis, machnął mu ręku, lecz ten strzelał już do innych wrogich żołnierzy..
Nagle kilku Tatarskich ciał wyleciało w powietrze, kilka nóg, rąk i
parę głów przeleciało równo i z plaskiem opadły na szkarłatną ziemie.
Ricko ciął niemiłosiernie, wyglądał jakby wpadł w furie, jego topór
lśnił złotem, które jeśli tylko nawet lekko dotknęło wroga natychmiast
rozcinało jego ciało na pół, ciosy jakie zadawał były perfekcyjne i
mordercze.
- Hej! - zaryczał, wskakując pomiędzy barda, a kilku Tatarskich żołnierzy - Prawa rączka! Lewa rączka! Graj piknie przyjacielu graj! - zawołał donośnie, a wtedy Ignis podniósł lirę i wedle życzenia najemnika zaczął grać, wojenny marsz.
Wojska wroga okrążyły ich, Ignis poczuł chłód stali na karku, oparł się
plecami o jakiegoś rycerza, który mimo głębokich ran oznajmił głośno
- Niech najjaśniejsza Panienka wraz ze swoim dzieciątkiem nas prowadzi! Do Boju, za wolność !
Nie rozumiał tych słów, lecz krzyczał razem z nimi. W jednej dłoni
trzymał lirę, a w drugiej miecz, który wyrwał z ciała poległego
obrońcy.
Odrąbał jedną z tatarskich głów, silnym i dziwnie celnym uderzeniem, obok niego gigant zaśmiał się ochryple - Ładnie, ładnie, ale nie machaj mieczem jak cepem! hehe - rozdeptał jednego, potem zwalił z koni dwóch następnych, kilka odrąbanych nóg przeleciało bardowi nad głową.
" Niechciałbym walczyć przeciwko niemu.. " - pomyślał, dobijając kolejnego okaleczonego przez olbrzyma człowieka.
Potężny wybuch dziwnej energii powalił ich na łopatki, po prawicy
Ignisa leżał ow mężczyzna, który wzywał swojego Boga by ich prowadził..
- Henryk Pobożny..! - rycerze wydali z siebie zduszone okrzyki,
niektórzy opuścili miecze, a ich ciała natychmiast zostawały
przeszywane przez broń wroga, inni ratowali się ucieczką. Revel
dźwignął się na nogi, lecz po chwili powalił go ponowny wybuch dziwnej
energii. Wtedy zobaczył dziwną postać dowódcy najeźdźców.
- Dobry Chanie to on! - zawołał jeden z przeciwników wskazując na lężącego - Odrąbać mu łeb..
- warknął z nienawiścią w głosie dowódca, a po chwili z jego ciała
wyleciała potężna fala powietrza, która powaliła na ziemie kolejnych
ledwo żywych obrońców..
Młody sługa Lorda Hadesa, leżał przywalony dwoma ciałami, nie miał siły
się ruszyć, obserwował tylko jak wojska wroga wybijają co do nogi
żołnierzy wierzących w jednego Boga, stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych..

OCC:
W treningu zostało wykorzystane foto topora z gry Morrowind.
OCC: Nie jestem zadowolony z tego treningu, ale można innym się spodoba :]
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Kwi 05, 2009 2:40 pm

Teskt ma kilka literówek i nie do końca pasuje mi stwierdzenie "warkot maszyn oblężniczych" ponieważ słowa warkot kojarzy mi się z czymś co posiada napęd wykorzystujący silnik. Mimo tego lekko naciągnięte 3 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Kwi 12, 2009 4:36 pm

Trening III
Ucieczka

Czuł ze jego ciało porusza się, otworzył oczy..
Widział ciemność. Nieprzeniknioną, ogromną i wieczną.
Po chwili jego ciało ktoś uniósł w powietrzu, nagle świst..,a potem tylko ból i utrata przytomności.

- Przesłuchać i nie oszczędzać w środkach - cichy, niewyraźny głos zdawał się wydobywać z gardła jakiegoś Tatara, stojącego kilka metrów przed nim - Aaaa.. i jeńców nie brać, po wszystkim uśmiercić - dodał, po czym roześmiał się cicho.

Kilka sekund..minut, a może i nawet godzin później Ignis Revel usłyszał dźwięk odchylających się tkanin, dzięki temu mógł domyślać się ze są w jakimś namiocie przeznaczonym do trzymania jeńców..
- Coo wiesz? - zapytał niskim głosem jakiś mężczyzna.
Ignis nie odpowiedział, nie miał zamiaru rozmawiać z kimś kogo nawet nie widzi, prychnął cicho, lecz ten ruch kosztował go kilku minutowym łapaniem oddechu, gdyż mężczyzna wepchnął w jego ciało z całej siły, masywny skórzany but. Pozbawił tchu, zesłał na ziemie, przypomniał ze nie jest to wiejska zabawa..
- Oczy.. - wyszeptał, chciał dotknąć strun liry, lecz ręce miał sztywno zawiązane i wykręcone do tyłu, kostki u nóg również były przewiązane i znacznie utrudniały poruszanie, lecz narazie nie ma nawet jak marzyć o ucieczce.
- Moje oczy, odwiąż mi oczy, chce zobaczyć świat.. - mruknął, ledwo słyszalnym szeptem Ignis.
Odpowiedział mu śmiech, straszliwy chichot przypominający rozbijające się o kamienie, gliniane dzbany.
- A co mi tam, jeśli to ma pomóc Ci kłapaniu.. - syknął i silnym ruchem zerwał opaskę z oczu pieśniarza, który zamrugał kilkakrotnie, po czym lekko się uśmiechnął..
- Więc? - zapytał mężczyzna, który miał za zadanie wyciągnięcia z Ignisa jak największej ilości cennych informacji.
- Czy znajdziemy tu w okolicach jakiś większy opór? - zapytał, uśmiechając się szyderczo, miał on czarne jak małe węgielki oczy, wydatne policzki i krótkie hebanowe wąsy i futrzany kaptur, który osłaniał jego głowę. W pomieszczeniu, o ile można było to tak nazwać było ciemno i raczej wilgotno, brudne niebieskie tkaniny targał wiatr,tak naprawdę, gdyby nie był on przykuty to ziemi ucieczka była by znacznie łatwiejsza, lecz napewno po wyjściu z namiociku, przeszyły by go setki strzał..
- Nie wiem, zostałem tu zaproszony przez nie jakiego Pobożnego.. To on sprowadził mnie tu z Grecji.. - mruknął cicho Revel. Mężczyzna pokiwał lekko głową po czym strzelił go w polik.
Fala gorąca uderzyła w Ignisa, policzek napewno już zaczął przybierać czerwoną barwę. Piekł go silnie, lecz próbował nie ujawnić tego ze odczuł jakikolwiek ból.
- Pobożny nie żyje.. - odparł, uderzając w drugi polik. Revel zasyczał, miał ogromną chęć przywalenia mu, lecz w tym momencie było to raczej niemożliwe.
- Mów prawdę sukinkocie.. - prychnął, pokazując mu żółte, lecz równe zęby.
- A dlaczego miał bym kłamać? - zapytał, lekko rozglądając się po namiocie, obok niego do ziemi było przykutych kilku innych.
" Cholera " - pomyślał, znów spoglądając na mężczyznę.
- Nie wiem, pewnie jakieś głupie kodeksy honorowe zostały Ci wpojone i teraz by nie zgrzeszyć musisz ich przestrzegać.. - rzekł ten z wąsem.
- Nie jestem sługą jednego Boga.. - odparł bard, tatar cicho zagwizdał.
- Nie?
- Moim panem jest Hades.. - odparł z dumą, ale szczerze wątpił w to by jego prześladowca wiedział kim jest Grecki Pan Życia po Życiu..
- Ty nie chrześcijanin ? - niedowierzanie jakie było słychać w jego głosie było zadziwiające..
- Chrześcijaństwo.. to jedna wielka iluzja. Niby jak jeden Bóg może uporać się ze wszystkimi problemami swojego ludu, lecz pokazał on to na tej bitwie.. Jest słaby, tak samo jak wiara jego wyznawców.. - zamruczał, a na twarzy Tatara pojawił się uśmiech, podniósł on zaciśniętą pięść w powietrze, a wtedy wszystko się rozmyło...

Ból głowy jaki odwiedził go kilka minut po przebudzeniu, był tak silny ze Ignis nie miał siły podnieść powiek. Słyszał on jakieś okrzyki, ktoś przepychał się, walczył.. Nierówne oddechy kilku mężczyzn, zgrzyt metalu, okrzyki bojowe. Revel przełamał się i otworzył jedno oko, obraz przez chwile może i był zamazany, lecz napewno mógł zobaczyć ze jakaś szaro-czerwona gigantyczna postać rzuca po całym obozie innymi mniejszymi karzełkami, które próbują zrobić mu krzywdę.
Otworzył drugie oko, obraz stał się ostrzejszy po chwili doszedł do wniosku ze tym olbrzymem jest..
- Ricko - wyszeptał, przyglądając się z niedowierzaniem potężnemu jegomościowi, który wcześniej o mało co nie wepchnął go do płomieni ogniska.
Olbrzym o dobrodusznej twarzy, jednym uderzeniem z łokcia powalił jednego z tatarów, łamiąc mu nos i wciskając mu go w czaszkę, następny próbował przebić go mieczem, lecz najemnik wykonał unik i potęzną dłoń, natychmiast złapała rycerzyka za rękę po chwili wykręcając ją i łamiąc rękę w łokciu.
- Złamanie otwarte paskudna rzecz - syknął Ricko - po czym złapał za nogę następnego i rzucił w kilku innych, którzy biegli na niego by pomóc w schwytaniu "tytana". Lecz wielki mężczyzna wcale zdawał się być przybity tym faktem, wręcz przeciwnie szeroki uśmiech i żądzą śmierci w jego oczach, zmieniła jego dobroduszną twarz w twarz bezwzględnego, okrutnego i szalonego żołnierza, który nie cofnie się przed niczym.
Jeden z Tatarów, znalazł nie okrytą przez zbroję cześć ciała i wbił w nią długi sztylet, na twarzy walczącego pojawił się grymas bólu, a następnie człowieczek, który wbił żelastwo w udo, wyleciał jak wystrzelony z procy, spadając na jakiś namiot. Jedna ze strzał wystrzelonych z łuku, utkwiła w pancerzu, następna przebiła go. Nagle ku walczącemu mężczyźnie wyleciały kolejne raniąc jego ciało. Silnym i stanowczym ruchem złamał on rękę następnemu żołnierzowi, a korzystając z długiego miecza, wyciął w pień następnych sześciu. Tatarzy krzyczeli coś, lecz Ignis nie mógł ich zrozumieć. Kolejna fala czarnych strzał uderzyła, po jego twarzy ściekła stróżka krwi, a sam potężny gigant opadł ciężko na jedno kolano. Dwóch rannych i zmęczonych walką z olbrzymem żołnierzy zarzuciło na jego szyje sznury..
- Psem chcecie mnie zrobić? - zapytał, zaciskając szczeki, obie dłonie zacisnęły się na sznurze, silnym ruchem rzucił nimi jak szmacianymi lalkami, obrócił się wokół własnej osi, a wraz z nim dwóch tatarów, jednego puścił prawie natychmiast. Wpadł on na dwóch łuczników, lecz ten drugi miał mniej szczęścia, gdyż upadł na zaostrzone belki..
- Uważaj.. - zasyczał Revel, lecz Ricko nie mógł tego usłyszeć, kolejna ilość lin opadła i skrępowała jego kończyny, kilka kolejnych strzał przebiło jego pancerz, tym razem kilka leniwych kropli krwi opadło na ziemie. Ignis wstał z chęcią pomocy swojemu towarzyszowi, lecz natychmiast upadł na kolana. Przed oczami widział tylko małe kółeczka, które wesoło do niego mrugały.

Obudził się dopiero, gdy ktoś strzelił go otwartą dłonią w twarz, zanim zebrał w oczach ostrość został uderzony w drugi polik, słyszał szepty, czuł zapach krwi i potu, lecz nie miał pojęcia gdzie się znajduje..
- Co jest.. - wydusił w końcu, lecz odpowiedział mu tylko cichy śmiech. Revel uniósł głowę. Jego nie ostry narząd wzroku spoglądał na chudego i małego mężczyznę o oczach czarnych jak onyks, wklęsłych polikach i dwu dniowym zaroście, czarne włosy miał krótko przystrzyżone, a w prawej dłoni trzymał pęk kluczy.
- Nie bądź szuja i zdradź gdzie reszta obrońców? Posterunki, słabe punkty.. mów.. - ryknął nagle, a z kącika jego ust wyleciała ślina, chuda dłoń trzasnęła raz jeszcze Ignisa w twarz, mężczyzna roześmiał się głośno, po czym wyprostował się.
Potężne chrupnięcie spowodowało ze się obrócił. Ricko, który był tak jak Revel przykuty do kamiennej ściany, z rozmachem rozerwał łańcuchy, w oczach mężczyzny, który miał ich torturować zagościł strach, gdy cień olbrzyma opadł na niego jak pierwszy śnieg na nieprzygotowaną do zimy trawę. Potężna pięść uderzyła w czaszkę mężczyzny, a ten dzięki sile pędu z niewiarygodną siłą uderzył czaszką w ściankę, kość potyliczna pękła, a krwawa plama zaczęła spływać po ścianie zaraz po ciele martwego już mężczyzny..
Młody bard nie dowierzał własnym oczom, jak ktoś może tak poprostu wyrwać się z tak grubych kajdan, w dodatku przykutych do tak grubej ściany..
- Nie możliwie, a jednak.. - wyszeptał, a wtedy gigant podniósł z podłogi pęk kluczy.
Po kilku minutach stali już rozkuci w zimnej i pochłoniętej przez wilgoć komnacie, w której śmierdziało zdechłymi szczurami.
Lecz nigdzie nie mogli znaleźć swojego ekwipunku, instrumenty, broń.. wszystko jakby przepadło. W celi, bo tak można nazwać to pomieszczenie było ich dziesięciu. On, młody bard, który dusił się w tej klatce, chciał wrócić jak najszybciej do Grecji do Aoji do ich domu w którym żyli tak pięknie i tajemniczo, w ukryciu przed innymi ludźmi. Ricko, potężny i ogromny mężczyzna, dzięki któremu teraz tak naprawdę nie są niewolnikami, są wolni... Wolni, to złe słowo, ale bądź co bądź przez chwile nikt ich nie więzi.
Pozostałych Ignis nawet nie rozpoznawał. Nie, jednak jedna osoba zdawała mu się znajoma. Był to owy kusznik, który uratował mu życie podczas wojny.
- Jaki jest plan? - zapytał sługa Hadesa, drapiąc się po głowie
- No jak wyskakujemy, rąbiemy co do nogi, szukamy rzeczy i wracamy każdy w swoją stronę - rzekł, z uśmiechem gigantyczny wojownik.
- Wspaniały plan, lecz nie zapominaj ze oni mają broń, a my dziurawe zbroje i gołe ręce - odparł kusznik.
- No tak Geravinku, ty jesteś strategiem, nie ja.. Tak więc rusz ze chłopie głową - powiedział, klepiąc niebiesko okiego mężczyznę po plecach, złota zbroja zahuczała lekko.
- Cicho Ricko bo nas usłyszą i zabiją - syknął, uchylając się przed kolejnym klepnięciem.
- I tak to zrobią - wtrącił drugi - usłyszą i zabiją.. - dokończył, po czym ukrył głowę w dłoniach.
- Heh, byle byśmy wytrzymali jeszcze kilka minut - wyszeptał olbrzym Ricko, spoglądając na pięknie graberowany naszyjnik, który trzymał w ręku. Kamień w nim osadzony, mienił się lekko krwawą barwą, a gdy rosły mężczyzna obracał go w dłoni, w środku klejnotu przewracała się jakaś substancja, której zdawało się przybywać.
- Długo jeszcze ? - zapytał Geravin. Ricko nie odpowiedział, wpatrywał się z utęsknieniem w naszyjnik.
- Co to? - wydusił z siebie Revel, spoglądając z ciekawością na przedmiot trzymany w prawej dłoni giganta.
- Nic takiego - odparł wreszcie, zaciskając dłoń - Nie mamy za dużo czasu - rzekł, podchodząc do drewnianych drzwi. Napiął się i lekko rozpędził po czym całą masą swojego ciała runął na drzwi, które z hukiem padły na podłogę.
- Jazda! - warknął, pędząc przed siebie.
- Jasne - kiwnął Geravin i skoczył za Ricko.
- Mus to mus, hehe - zaśmiał się Revel, który marzył o tym by się stąd wydostać - pobiegł za dwoma mężczyznami, którzy widocznie dobrze się znali, nie oglądał się w tył. Nie obchodziło go to kto jeszcze pójdzie za nimi.
- Idźcie wypuszczę resztę ! - krzyknął któryś, a Ignis machnął tylko ręką.
Młody bard zbliżał się już do jakiegoś wyjścia, światło dochodzące od jednego z wyjść biło tak mocno i ostro, ze niemal oślepiało. Gdy tylko przedarł świetlistą powłokę, zauważył stojącego nad trzema strażnikami, ciało giganta świeciło w mroku, to on wytworzył to oślepiające światło..
- No nareszcie - oznajmił z lekkim uśmiechem Geravin
- Też się ciesze.. Jazda! - Olbrzym zaryczał jak smok, gdy nagle zza jego pleców wyszło kilkunastu rycerzy, po chwili jeszcze kilku. Następni i następni..
Na twarzy Revela pojawił się uśmiech.
- Jak zginąć to tylko w walce.. - syknął i razem z Garavinem i Ricko przekroczyli próg więzienia.

Była noc, gdy tylko wyszli, natychmiast zapłonęło kilka pochodni, odezwało się kilka psów.
- Nie oszczędzać nikogo!! - zawołali, a wtedy pękło niebo.
Krew zalała pobliskie ognisko, gdy jeden z rycerzy wroga został przebity przez drewnianą belkę. Jego miecz, natychmiast przechwycił jeden z jeńców. Ricko roztrzaskał czaszki dwóch tatarskich rycerzy, ich miecze natychmiast przebiły następnych dwóch. Gigant, zachowywał się jakby był stworzony do zabijania, ciosy , które wyprowadzał był perfekcyjne. Gdy Geravin zdążył znaleźć sobie jakąś kuszę, natychmiast pokazał swoją klasę. Okaleczał wojowników, z równą szybkością jak Ci dobywali miecza. Revel uciął jednemu dłoń, potem chciał odrąbać mu głowę, lecz nie trafił, poczuł jak ktoś rozcina mu ramie, piekący ból spowodował ze wypuścił on oręż z rąk..
Obóz w którym się znajdowali nie był może strzeżony przez elitarne jednostki wroga, lecz napewno obrońcy byli tu większością, jednak większość ta wyraźnie opadała z sił, gdy w szał wojenny wpadli Ricko i Geravin. Ignis pierwszy raz widział by ktoś poruszał się tak szybko i zręcznie.
"Wojownicy Ci na pewno mają już za sobą nie jedną bitwę" - pomyślał, wpychając na ostry pal, jednego z wrogich żołnierzy, który po kilku sekundach drgawek znieruchomiał i pustym wzrokiem spojrzał na pobojowisko..
- Mam! - krzyknął, któryś z walczących o wolność ludzi. Trzymał on w dwóch dłoniach, lekko uniesiony topór gigantycznego wojownika.
Ricko, rozpromienił się, aura jaką wytwarzał zdawała się słabnąć. Gdy wyrąbał sobie przejście do swojego ekwipunku, natychmiast mocno klepnął w plecy mężczyznę, który je znalazł. Olbrzym trzymał w ręku, lirę i kuszę. Gdy tylko dostał się do barda krzyknął.
- Graj! Graj pieśń o zwycięstwie !
Nie myśląc nad tym co się dzieje, dotknął strun. Nareszcie. Na to uczucie czekał tak długo, natychmiast wszystko stało się wolniejsze i cichsze. Dźwięki wydawane przez lirę, wydawały się być głośniejsze niż zwykle, a trupy wrogów zaczęły się nagle ścielić gęściej niż przed chwilą.

Multiple Arrow's !

Krzyk Kusznika, a następnie potężna fala strzał zwiastowała tylko jedno. Śmierć.
Revel, ledwo uchylił się przed tym dziwnym atakiem, setki strzał. Nie drewnianych, lecz jakby stworzonych z piorunu. Świetliste i zabójcze uderzyły we wrogów, lecz niestety i w sojuszników..
Ignis, uderzył z kolana w miejsce, gdzie mężczyznę boli najbardziej. Tatar cicho zaskomlał, po czym osunął się na ziemie. Sługa Hadesa, natychmiast to wykorzystał wbijając miecz w jego czaszkę.
- Do wyjścia! - krzyknął któryś. Nagle wszyscy zaczęli się wycofywać. Jeden mężczyzna upadł, rozdarty przez strzały wypuszczone z tatarskich łuków. Potem na ziemie upadł Revel. Jego prawą nogę przebił kolejny pocisk.
- Kurwa jego mać..! - zaklął, padając na kolana, pomiędzy palcami, wyczuł klingę miecza. Jeden z żołnierzy stanął nad nim, oczy jak małe węgliki zamigotały do niego. Rozpoznał go, był to mężczyzna, który przepytywał go jako pierwszy, teraz zadarł on krótki wąsik, ku górze, gdyż na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jak szybko się pojawił, tak szybko i zniknął. Złoty topór przebił na wylot jego ramię, pozbawiając go prawej ręki. Revel, wykorzystał tą chwile wbijając mu w okolice serca miecz. Ktoś chwycił go za ramiona i podciągnął ku górze. Kilku rycerzy, walczyło zawzięcie w miejscu, w którym przed chwilą leżał Ignis.
- Łap topór! - ryknął Kusznik do Berserkera, który trzymał na plecach rannego barda. Zręcznym chwytem złapał swoja broń, po czym zarzucił na konia, rannego kompana i klepnął zwierzę w zad. Spłoszone zwierzę popędziło przed siebie, a ranny Ignis Revel, wyciągnął tylko prawą rękę ku oddalającemu się obozowi..
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Pon Kwi 13, 2009 10:34 pm

Nie wiem co zastanawia mnie bardziej: czy to, że chciało ci się to pisać, czy że chciało mi się to czytać?
Takich treningów dawno nie widziałem, gdyby tylko pozbyć się tych potknięć z interpunkją... Ale cóż, przy tej okazałości tekstu to chyba nieuniknione, tak jak 3 poziomy, które ci przyznaje.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Kwi 19, 2009 10:09 pm

Trening IV
List od M

Czuł się okropnie. I nie chodzi tu wcale o to ze był ranny czy zmęczony, lecz o to że zostawił swoich kompanów na śmierć. Nawet jeśli przeżyją to tylko nieliczni. Mógł zejść z konia, mógł próbować postawić się Ricko, powinien umrzeć tam razem z nimi..
Gwiaździsta noc otulała go ciepłym płaszczem, zwierzę zwolniło. Revel wplótł palce w jego grzywę, jechał bez siodła. Co jakiś czas lekko wstawał by wyprostować tyłek, gdy przystaną przy strumieniu, wypuścił konia by ten mógł się napić. Księżyc odbijał jego oblicze w tafli czystej wody. Jego oczy wydawały się być puste, niczym wyschnięta studnia. Czteronogi towarzysz trącił go nosem w ramię, tak jakby chciał mu oznajmić ze pora się zbierać.
Ignis nie dyskutował, skoczył mu na grzbiet i pognali dalej przed siebie.

Ich podróż nie trwała długo. Na horyzoncie pojawił się mały domek, który stał na lekkim wzniesieniu.
- Dobry konik, tu odpoczniemy- wyszeptał, pochylając się nad uchem zwierzęcia.
Przywiązał konia do drewnianego ogrodzenia, chociaż wiedział ze ten nie odejdzie. Gospoda bo tak można było nazwać to miejsce, zdawała się być obszerna i z zewnątrz dość zadbana, Revel ruszył w kierunku wejścia, zdecydowanym ruchem chwycił za klamkę, lecz te były zamknięte.
- A czego ty się spodziewałeś.. - syknął, uderzając w nie pięścią - Bałwanie przecież jest środek nocy.. - dodał, obracają się na pięcie, gdy nagle usłyszał dźwięk jakby ktoś szybko schodził po schodach.
- Ktoś ty? - usłyszał z drugiej strony, cichy i lekko zaspany kobiecy głos..
- Ignis Revel - odparł, wcale nie myśląc nad tym ze się ujawnia " A jeśli ona współpracuje z tamtymi?" - pomyślał, lekko drapiąc się po brodzie - Chciałbym tu przenocować, czy znalazł by się tu kawałek podłogi dla podróżnika ? - zapytał, lekko zaciskając wargi
- Tak mamy jeszcze dwa wolne pokoje - odparła, a drzwi lekko się uchyliły, wtedy Revel złapał za kieszeń, gdzie jeszcze jakiś czas temu spoczywała sakwa z pieniędzmi..
- Cholera.. - powiedział na głos, a kobieta wybałuszyła na niego małe zielone oczy. Młody bard lekko zmieszany dodał,
- Ale niestety zgubiłem wszystkie pieniądze..
Kobieta spojrzała na strudzonego wędrówką mężczyznę i zapraszającym ruchem wskazała mu by wszedł do środka
- O tym porozmawiamy jutro - dodała, zamykając za nim drzwi.

Gdy tylko kobieta otworzyła mu drzwi do swojej kabiny, przypomniało mu się o koniu, poprosił odrazu kobietę o wodę, a ta oznajmiła ze koń nie umrze przez noc i dostanie życiodajnego płynu jutro. Przez to nie mógł spać, może i nie tylko przez to, nie umył się dokładnie, gdyż nie chciał nikogo pobudzić. Nie miał pojęcia, która jest godzina, ale gdy po pewnym czasie zaczęło świtać, doszedł do wniosku ze już nie uśnie, dlatego wstał. Nos zostawił na szybie i tak przez kilka minut trwał, przyklejony do szyby patrząc przez nią, jakby za czymś czekając..

Gdy usłyszał, czyjeś kroki natychmiast wrócił do świata z którego na kilka chwil uciekł. Ktoś zapukał w drzwi, a Revel nie czekają na nic, szybko skoczył by je otworzyć. W drzwiach stała młoda kobieta o małych zielonych oczach, miała krótkie blond włos zaczesane w kuc, była zgrabna, lecz wyglądała na zmęczoną, ubrana w czysty fartuch patrzyła z lekkim uśmiechem na mężczyznę, który otworzył jej drzwi.
- Śniadanie będzie za kilka minut - oznajmiła, obracając się i ruszając wzdłuż korytarzem.
- Dziękuje - odpowiedział po chwili Ignis, spoglądając na lirę, którą dzierżył w dłoniach..
- Aoja.. - wyszeptał, tuląc do piersi instrument..

Przy kilku stołach siedziało kilku gości, dlatego ze nie szukał on towarzystwa usiadł przy jedynym pustym stole. Kobieta widząc ze się zjawił natychmiast podała mu dzban ciepłego mleka, bochenek chleba i kilka gorących plastrów mięsa. Gdy tylko skończył jego dłoń zawędrowała w stronę liry. Kilka soczystych dźwięków wyleciało z cienkich strun, zabawiając uszy gości. Jeden z nich szybko sięgnął za pazuchę wyjmując ręcznie strugany drewniany flet, kobieta widząc to ze radosny nastrój ogarnia przebywających tu ludzi, szybko skoczyła w stronę schodów na górę, po chwili ona i jeszcze jakiś młody chłopak nieśli ciężką harfę. Revel wstał szybko z miejsca i pomógł im nieść instrument.
- Umie pan na tym grać? - zapytała, lekko niepewnym głosem, lecz młody bard nic niej nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko lekko łapiąc prawą dłonią za stołek, który stał pod jednym ze stołów.

http://www.youtube.com/watch?v=8LQOsSin6-4&feature=related
Zaczął pewnie, przeżył, a teraz wróci do Aoji, lekko się uśmiechnął, gra na harfie, jest znacznie trudniejsza od gry na lirze, jednak i na tym instrumencie radził sobie wspaniale, a flecista? Radził sobie równie wspaniale, zdawało się ze znał tą melodie, wiedział kiedy wejść i kiedy wtórować Revelowi, ludzie śmiali się głośno, a po chwili zaczęli przyklaskiwać..

Gdy skończył spojrzał na mężczyznę o włosach koloru marmuru, wydatnych kościach policzkowych i twardym podbródku, oczy miał koloru brudnego owczego futra, ubrany w skórzany kaftan siedział z nogą opartą o stół, flet trzymał nadal w dłoniach. Widząc ze harfiarz wpatruję się w niego uniósł kubek z mlekiem w górę, wymuszając toast
- Za kolejną melodię! - oznajmił, ciepłym głosem, wypijając do dna.
Ludzie spojrzeli na nich z proszącym wyrazem twarzy, nie odmówili zagrali kolejny kawałek, najdziwniejsze w tym duecie było zrozumienie, gdy tylko jeden chociaż trochę się pomylił, ten drugi nadrabiał tak, ze ludzie nie mogli rozróżnić czy robią to specjalnie czy naprawdę, któryś z nich popisał się niefachowością..

Gdy skończyli, kobieta z uśmiechem postawiła przed nimi dzban miodu i świeżo opiekany kawał prosięcia. Nagle, z przerażoną miną ruszyła do kuchni, z której wróciła z listem w ręku.
- To do pana, dostałam go rano, od jakiegoś mężczyzny, który mówił ze to do pana - mruknęła podając mu kawałek pergaminu.
Ignis rozwinął go, po czym przeczytał szepcąc pod nosem.
" Uciekli. Są cali i zdrowi, nie musisz się o nich martwić. Kto wie może jeszcze kiedyś się spotkacie, życzę Ci przyjemnego powrotu do rodzinnych stron"
- Podpisano M - mruknął, wpatrując się w dziwny list.. - Mu koń napojony ? - zapytał, a kobieta kiwnęła głową - Ile płace jaśnie pani? - zapytał, a kobieta machnęła szybko ręką - Nic - odparła - Dał pan radość, to wystarczając zapłata - dodała, szczerze się uśmiechając.
- A gdzie waść jedziesz ? - zapytał, pijacy miód mężczyzna z fletem.
- Muszę dostać się do Grecji - odparł, spoglądając w okno.
- Tfu..! - miód znajdujący się w ustach mężczyzny nagle wylądował na stole - Gdzie? - zapytał jakby nie usłyszał
- Do Grecji - powtórzył chłodnym głosem Revel.
- Cały czas konno? Mógłbym się zabrać, szlachetny panie? - zapytał, żując mięso. Ignis pokiwał głową i ruszył w stronę wyjścia.
" Cały czas konno.. " - pomyślał lekko kiwając głową, po czym zaśmiał się cicho.
- Niech, Hades wynagrodzi wam wszystko - rzucił jeszcze i szarpnął za klamkę..
Gdy tylko wszedł na konia, po głowie chodziło mu mnóstwo pytań, brak odpowiedzi spowodował ze rozbolała go głowa
" Kim jest M?" - zapytał siebie, łapiąc za grzywę konia, którego nazwał Pieśniarzem.

OCC; Dziś miało być krótko, tak jak obiecywałem i myślę ze jest
Muzyczka pochodzi z gry Atlantis II
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Pon Kwi 20, 2009 9:49 am

Cytat :
Gdy tylko kobieta otworzyła mu drzwi do swojej kabiny

Poprawnie powinno być do jego kabiny chyba ,że coś źle wyczytałem z tekstu i poprostu kobieta zaprosiła go do pomieszczenia , w którym ona zazwyczaj spędza noce.

Poza tym parę literówek.
2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Kwi 26, 2009 8:26 pm

Trening V
Rozmyte marzenia

Podróżowaliśmy już bardzo długo, podróżowaliśmy oczekując znaku. Znaku, który ukarzą nam bogowie, znaku dzięki któremu będziemy wiedzieć ze nasza wędrówka dobiegła końca. Dwóch muzyków i pieśniarz, Ja, koń, który z nas wszystkich wyglądałem tu chyba najlepiej. Tamci narzekali, padali na kolana, biadolili, błagali, lecz ja twardo parłem naprzód. Wiedziałem ze kiedyś znajdziemy się w miejscu o którym tak często śpiewał Revel.
Człowieka z fletem, bo tak go nazywałem, pożegnał się z nami kilka dni przed przybyciem do Grecji. Człowiek ten okazał się dobrym kompanem i nawet oddawał skórki od chleba bym nie stracił zbyt wiele sił, gdy odchodził zawołałem za nim głośno, a on wrócił i poklepał mnie ostatni raz po zadzie.

Revel od tego czasu ogóle się nie odzywał, szarpał tylko strun swojego instrumentu i z łzami na twarzy śpiewał o jakieś kobiecie, którego imienia ja nie stary jeszcze koń nie mogłem zapamiętać.
Zarzuciłem grzywą by go obudzić, lecz on tylko lekko otworzył oczy i poklepał mnie po łbie, wtedy szarpnąłem się mocno, a on runął z krzykiem na ziemie.
Przeklinając głośno spojrzał na mnie, a potem na budowle przy której go rzuciłem, uśmiechnął się. Od kilku dni na jego twarzy nie gościł uśmiech, lecz dziś to się zmieniło, nie wiedziałem ze to dla niego takie ważne, lecz budowla do której poszedł chyba się modlić musiała być nie tylko kaplicą, lecz i znakiem. Znakiem na który czekaliśmy tak długo?

- Dziękuje panie mój - rzekł Revel kończąc modlitwę tymi słowami. Wstając przykrył twarz dłońmi ocierając łzy
- Jesteśmy koniku - mruknął podchodząc i obejmując mocno konia
- Teraz tylko kilka godzin drogi i jesteśmy w domu.. - dodał, wtulając się w końską sierść.

Przestań pobrudzisz mnie pomyślałem, lecz nie odepchnąłem go, ani nie odszedłem, trąciłem go tylko mokrą wargą w ucho i parsknąłem głośno, lekko zapluwając mu poliki, lecz on zaśmiał się głośno i zwinie wskoczył na mnie.
Jeszcze chwile temu nie miał siły, a teraz to?

Wypuścił mnie bym pobiegał trochę po polanie i napił się czystej wody z pobliskiego strumienia. Sam Ignis udał się na jakieś mniej przyjazne tereny, pokryte kamieniami i piaskiem. Rozsiadł się tam i grał, nie chciałem mu przeszkadzać dlatego zamoczyłem spragnione wargi w zimnej wodzie i zacząłem pić w między czasie słuchając muzyki wydobywającej się z liry...

- Czujesz to Pieśniarzu? - zapytał Ignis, wdychając czyste powietrze, jego oczy stały się ciepłe i rozmarzone. Koń przyspieszył, lecz nagle młody bard ściągnął wodze, a koń zwolnił, nie wiedząc co się dzieje.
Cicha smutna muzyka toczyła się echem po lesie, który zdawał się odwracać liście i gałęzie od miejsca z którego dochodziła cicha melodia.
- Aoja.. - mruknął Revel uderzając mocno konia dłonią w zad, ten jak zaczarowany pobiegł ze świstem w uszach prosto przed siebie.
Smak śmierci i dym, tym pachniał las w tej okolicy. Ignis Revel zsiadł z konia i szybkim krokiem pobiegł w stronę swojej chatki, która..
Stała w płomieniach, jej resztki bo kilka niedopalonych desek nie mogły być już domem. Cały obszar zdawała się być zniszczony jak po wybuchu Supernowej..
- Aoja! - zawołał, biegnąc przed siebie i zastawiając usta dłonią.
Na środku zawalonego domu stała nienaruszona harfa, która w jakiś dziwny sposób nadal grała, pod nią włożony był mały list zwinięty dwa razy. Był on ledwo widoczny, lecz było w nim coś takiego ze nie można było go niezauważyć.
- Mam nadzieje ze się pożegnałeś? - przeczytał Ignis na głos, po czym uderzył z całej siły w harfę przewracając ją na spopieloną ziemie.
- A niech to cholera! Aoja! - zawołał, po czym raz jeszcze rzucił okiem na list - podpisano M.. - wycedził, zaciskając pieści. Do jego oczu cisnęły się łzy.
- Aoja! - ryknął, a wszystkie drzewa obróciły swoje gałęzie w jego stronę. Coś zarżało za jego plecami. To pieśniarz, który tańczył między płomieniami jak oszalały. Ignis ruszył w jego kierunku, złapał za łeb i zapytał
- Widziałeś ją?
Przerażenie w oczach barda było ogromne, szarpał się on i miotał chociaż nikt go nie trzymało, następnie spojrzał na klęczącego mężczyznę w którym rozpoznał swojego mistrza i nauczyciela..
Krzyknąłem by się pośpieszył stojąc przy mężczyźnie, który wołał to samo słowo, które zawsze wymawiał Ignis mówiąc o kobiecie, którą kochał.
Uderzyłem z impetem kopytami o ziemie, czekając aż Ignis się ruszy, lecz on cały czas wpatrywał się w płonący Zakątek..

" Będę tu czekać dopóki promienie słońca zbledną
Będę tu czekać niech z drzew liście spadną setny raz,
Mogę czekać tu na ciebie nawet setki lat
" - pomyślał Revel, padając na kolana i płacząc jak dziecko.
Mężczyzna oparł się o konia i wstał, razem z pieśniarzem podeszli do młodego sługi Pana Podziemi.
- Wstawaj synu - mruknął Fintan, próbując go podnieść

OCC: A dzisiaj tak trochę inaczej, z góry przepraszam za błędy, ale śpieszyłem się. Dziś znów króciutko z powodu braku czasu.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Sob Cze 13, 2009 4:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Pią Maj 01, 2009 10:26 am

No parę błędów się znalazło, ale sam koncepcja bardzo fajna. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Maj 03, 2009 11:57 pm

Trening VI
Liryczny doradca

Minęło kilka zachodów słońca od owego dnia w którym nie tylko spłonął dom Ignisa Revel'a, lecz i zginęła osoba, która dla barda była wszystkim. Od tego czasu młody sługa Jednego z Bóstw Śmierci Hadesa siedział w małym ciasnym pomieszczeniu. Nie jadł, tylko czasem napił się wody, którą przynosił mu pod drzwi jego nauczyciel i mentor.
Dom Fintana bo właśnie tu przebywał Revel po tym fatalnym incydencie, może i nie był zbyt przestronny, lecz sam gospodarz więcej czasu przebywał na łonie natury niż w nim. Ignis został ugoszczony w jego komnacie i od tego czasu, zamknięty na klucz nie rozmawiał z nikim, a i nikogo nie chciał widzieć.

Pieśniarz czasem podglądał go przez okno, lecz Revel, albo spał, albo rozmyślał albo siedział przy biurku próbując pisać coś na pustych zwojach pergaminu..

Tłuste lazurowe włosy opadły na drewniany blat stołu.
Była noc, wielki księżyc uśmiechał się do niego, lecz on wcale nie odwzajemnił uśmiechu, wręcz przeciwnie prawie zabił go wzrokiem, a wtedy obrażony Pan Nocy zasłonił się ciemnymi chmurami.
Wychudzona twarz pieśniarza spojrzała na drżące ręce, które od czasu pamiętnego dnia nie dotykały liry. Bard może i strasznie się męczył, ale nie mógł by sobie wyobrazić jak można grać, gdy odchodzi bliska osoba.
- To prawie tak, jakbym się cieszył ze ona odeszła.. - wymamrotał zmęczonym i łamiącym się głosem. Oparł szczękę na prawej dłoni, mocno się pochylając. Wzrok wbił w szybę..
Po kilku chwilach wszystko się rozpłynęło. Płomień świecy zamigotał nieznacznie, cały czas spoglądając na śpiącego człowieka.

Noc trwała dalej, nawet gdy się ocknął z zimna zza okna nadal spoglądały na niego gwiazdy. Sługa Pana Podziemi ziewnął głośno, po czym wziął do ręki orle pióro, które leżało pomiędzy innymi połamanymi i lekko pogryzionymi. Po chwili zawahhania zamoczył je w małym naczyniu z atramentem..

- " Najtrudniejsze bywają początki, gdy jestem jeszcze pusta nie prawdasz? " - przeczytał na głos zdanie, które napisał. Jego zmęczone oczy, koloru lodu przeszyły kawałek papieru, po chwili odwrócił on głowę, gdyż usłyszał ciche skrzypnięcie.
" To pewnie Fintan krząta się po kuchni.. " - pomyślał, obracając głowę w kierunku kartki pergaminu.
- Pierwsze zdanie. Z nim problem mają nawet Ci, którzy karzą zwać się pisarzami. Jeśli im się nie podoba wyrzucają mnie, sami czasem nie wiedząc jak wspaniałe myśli niszczą i dewastują..
Gdy pierwsze zdanie powstanie, potem idzie już znacznie lepiej, lecz schody znów pojawiają się, przy wymyśleniu imienia, charakteru i tego kim naprawdę ma być nasza postać. Prawi i sprawiedliwi wojownicy nie są już tak poszukiwanym przez czytelników soczystym kawałkiem mięsa, łucznicy i niechlujni złodzieje też wyszli z mody. Ostatnio bardzo dobre powieści to te w których występują romantycy. Artyści, a jeśli są muzykami to sukces murowany, po kilku latach powstaną kolejne legendy i pieśni opiewające odważnych bardów, którzy dzięki dźwiękom swoich instrumentów ratują świat przed kataklizmem.
- Revel oderwał oczy od kartki i jeszcze raz tym razem na głos przeczytał słowa, które na niej napisał. On? Tak, to on.. Chyba on.
- Oczywiście historia musi mieć również dobrą fabułę i sens, bo przecież po co pisać lub czytać coś co całkowicie przeczy wyznaniom czy normalnej logice. Zawsze można również napisać jakąś pieśń o walecznym i honorowym bohaterze, który swoimi czynami zapisze się w pamięci ludzkości, jednak to też jest już oklepana sprawa. Nie lepiej napisać coś opartego na faktach, coś co przeżyło się samemu? Powieść o własnych przygodach o własnych smutkach i rozterkach.
Gdy już zdecydujemy się co i jak, nie możemy oczywiście zapomnieć o wybrance bohatera, który w końcu jest romantykiem, najlepiej jeśli ona również gra na jakimś instrumencie i w jej krwi również płynie talent, a jej serce jest pełne miłości. - Ignis nie wiedział ile razy zamoczył już pióro w naczyniu z tuszem. Lekko wystraszonym, lecz pełnym pytań wzrokiem spojrzał na kawałek pergaminu, który coraz bardziej się zapełniał. Przeczytał kolejną część, zacisnął zęby.
- Ich rozdzielenie to tylko kwestia czasu.. On może dostać na przykład jakąś ważną wiadomość, która zaważy na jego karierze i znacznie powiększy ich majątek. Ona, oczywiście nie będzie chciała by opuścił ją, lecz zgodzi się. Swoje smutki schowa w muzyce i w naturze, która ją otacza.
By cała ta historia nie była zbyt jednolita i oklepana, mężczyźnie musi się coś stać w drodze na miejsce. Jeśli jednak od tego odbiegamy to na miejscu spotkania czeka go pewnie istne piekło, gdyż czytelnicy i słuchacze uwielbiają momenty grozy i ciężkie zadania przed którymi musi stanąć heros.

Kompania, to coś czego nie może braknąć. Wojownicy może i już nie są dobrym materiałem na głównego bohatera, lecz jako pomocnik, kompan czy rębajło przyjmowani są z oklaskami i uśmiechami na ustach. Ważne by taki wojownik, walczył czymś niepowtarzalnym i innym od broni do tej pory spotykanej, jego moc oczywiście też musi być niepowtarzalna, a nawet kilkukrotnie większa od tej którą dysponuję główny bohater. Oczywiście nie może braknąć również kogoś kto pomoże naszej szalonej dwójce, może być to ktoś obdarzony magiczną mocą lub jakiś mężny kusznik.
Szczerze mówiąc to magowie wcale nie są już tak modni, większość z nich przechodzi na stronę zła. My pisarze po prostu wolimy jak ci gromowładni czy ogniomiotni mocarze nawracają się z drogi występku na drogę sprawiedliwości.
Tak więc kusznik. Czyli smakowity kąsek dla pań, które prócz gotowania i sprzątania domów lubią czasem posłuchać historii o mężczyznach rycerzach, a w tym o przystojnym i potężnym jak sami diabli kuszniku.
Spotkanie owych bohaterów oczywiście nie jest przypadkowe, pomagają sobie oni w ciężkiej sytuacji. Na kilka chwil zostają rozdzieleni, lecz i tak w jakiś cudowny sposób ich drogi się krzyżują i znów stają w szranki ze złem i występkiem.

Ignis przetarł oczy ze zdziwienia. Pzed chwilą, gdy znów moczył pióro na blacie stołu znajdowała się tylko jedna zapisana karta pergaminu, a teraz są aż trzy..
- Co tu się wyprawia? - zapytał cicho samego siebie, a potem znów spojrzał przez okno, na ukrytych w ciemnych chmurach księżyc.

- Przed ponownym złączeniem, nasz bohater dla dobra powieści musi ponieść kolejną porażkę. Prócz długiej i szaleńczej podróży na swym wiernym rumaku, tak zwierzę to obowiązkowa postać drugo, czy nawet trzecioplanowa. Dobrym pomysłem dla większego efektu i mniejszej poczytalności jest by czasem i zwierzak został narratorem. Jego zachowanie, myśli i język jest przecież dla nas zagadką.
Dlatego nawet uczeni chętniej posłuchają.

Gdy nasza postać wraca z ciężkiej i niebezpiecznej podróży sama niesiona na plecach swojego czworonożnego przyjaciela, zostaje zrzucona nieopodal Świątyni boga, któremu służy. Wiara to ważna rzecz, przecież bohater nie wierzący w nic to nie bohater.
- Słuchacze i czytelnicy wręcz uwielbiają szczęśliwe zakończenia, lecz zróbmy im psikusa i karzmy im jeszcze chwile poczekać.
Wielki wybuch bólu i przewrócenie świata bohatera do góry nogami na pewno powiększy grono słuchaczy przy ognisku, lub przy talerzu ciepłej zupy.
Czarny charakter być musi. To jest oczywiste, ostatnio tak jak mówiłem królują magowie, lecz nie bądźmy powtarzalni. Stworzymy taką postać, która będzie siała grozę w umysłach prostych ludzi. Jego całe imię nie będzie znane, lecz tylko pierwsza literka. Na przykład M. Literka ta brzmi groźnie i jakoś tak majestatycznie.
Ogień, to coś czego ostatnio boją się wszyscy, więc dlaczego ten potężny żywioł ma nie zniszczyć domu z którego wyruszył nasz bohater?
Kobieta jego życia zostaje zabita, a on z rozpaczy popada w depresję. Nie żyję on, lecz można powiedzieć ze tylko wegetuje.
Jednak nie trawa to długo bo historia stała by się nudna i skończyła by się w miejscu gdzie tak naprawdę jeszcze się nie zaczęła. Wyruszając w podróż nasz artysta poszukuje tajemniczego M, oczywiście pokonuje on wszystkie te dystanse na wiernym przyjacielu, bez którego to wszystko nie było by tak piękne.
Ignis, bo tak właśnie nazwaliśmy naszego bohatera, spotyka dawnego kompana, wielkiego wojownika, który pomógł mu we wcześniejszej wyprawie. Okazuję się on dobrym słuchaczem i doradcą, nasz bohater wraca w swoje rodzinę strony, oczywiście nie obejdzie się bez małych przeszkód, które czyhają na niego po drodze.
Gdy koń i bohater wracają do początku, ich wspólna podróż na razie się kończy. Zwierzakiem zajmuję się mężczyzna, który trenował i uczył młodego barda, a sam muzyk znika w Świątyni, by po jakimś czasie pojawić się Królestwie Swojego Boga. Tam znajduję kolejne zmianki o zabójcy swojej wybranki..
Głównym celem i zachowaniem godnym naśladowania jest to że nasz romantyk wyruszył do Tartaru po to by jego Pan wskrzesił jego wybrankę, za to on gotów jest zrobić dla niego wszystko..

Ignis otworzył oczy. Był ranek. Słońce świeciło tak mocno ze w jego oczach pojawiły się łzy. Gdy tylko złapał on za kartki, które pisał przez całą nocą, nie mógł uwierzyć w to co przeczytał.
Nie wiedział jak, ani czy to w ogóle on napisał tą historie o muzyku, który tak naprawdę był nim, lecz wiedział ze nie ma ona zakończenia, lecz posiada liczne wskazówki. Złapał wszystkie kartki i ułożył je równo, schował swojego lirycznego doradce do torby i otworzył drewniane drzwi, wychodząc z domu swojego nauczyciela i zmierzając w stronę konia..

OCC :
Mam nadzieje ze trening ten nie będzie zbyt dziwny dla admina czytającego
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Nie Maj 10, 2009 6:39 pm

Trening VII
Pierwsze wejście w mrok.

Jakże wielkie było zdziwienie nieobudzonego jeszcze Pieśniarza, gdy
Ignis wskoczył mu na grzbiet. Oczy rozbłysły mu szczęściem, lecz gdy
tylko ujrzał ściągniętą i owianą chłodem twarz młodego barda
natychmiast odwrócił łeb.
- Przed siebie przyjacielu - mruknął nachylając się nad uchem
swojego wierzchowca, który bez żadnego marudzenia ruszył. Na początku
wolno, jakby czekał tylko na słowa "Albo nie zawróć, wyjedziemy jutro "
jednak nie doczekał się ich. Revel klepnął go lekko w zad by ten
przyśpieszył.

Gdy od domu Fintana dzieliło ich kilka kilometrów drogi, Ignis dopiero teraz sprawdził co spakował do swojej torby.
Po otwarciu i dokładnym sprawdzeniu doszedł do wniosku ze chyba trochę
przeszarżował. Kilka zapisanych kartek, piór, lira, parę ubrań, dwóch kałamarzy i trzy
zawinięte w papier paczki z jedzeniem.
- Auć - mruknął, wyjmując szybko rękę z torby, jego wzrok
spoczął na małym prostym rozcięciu. Po chwili zraniona dłoń znów
powędrowała do wnętrza torby, lecz tym razem wyjmując z niej ostry nóż.
- Skąd ty tu.. ? - zapytał samego siebie, spoglądając w niebo i klepiąc konia po szyi.
Słońce grzało niemiłosiernie, jeździec i jego wierzchowiec próbowali
kryć się gdzieś pod drzewami, lecz wtedy tracili cenny czas podróży..
Podróży, ale gdzie?
To bardzo ważne pytanie bo czy któryś z tej dwójki tak naprawdę wiedział gdzie im tak spieszno ?

" Ślepa zemsta będzie jego doradcą, to właśnie ona pomoże mu wybrać " -
Przeczytał na głos słowa wypisane na pergaminie, wcześniej nie pamiętał
by je pisał, ale tego wieczora działo się bardzo dużo dziwnych rzeczy.
Gdy odwrócił wzrok od kartki i po chwili znów na nią spojrzał ujrzał następujące słowa
" Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę "
Ignis zamknął oczy, po czym po omacku schował swojego doradce do torby.
Gdy Pan Ciemności zesłał noc by ta pogrążyła w śnie grzeczne dzieci i
ludzi chcących się wyspać, oni dalej parli naprzód. Po ostatnich kilku
minutach przerwy, gdy to zatrzymali się przy strumieniu, by ostudzić
pragnienie i obmyć brudne i zmęczoną twarz i łeb. Revel cały czas
spoglądał w niebo, jakby zgubił tam coś cennego i z utęsknieniem
wpatrując się w świetlistą kolekcje gwiazd..

Noc była ciepła, dlatego odpoczywali pod gołym niebem uprawiając swoje hobby jakim było oglądanie gwiazdozbiorów.
Księżyc świecił tak mocno ze jeśli istniała by gigantyczna pochodnia jej blask z pewnością nie byłby tak duży jak jego.

" Gdy tylko ranek obudził ich śpiewem ptaków i zapachem kwiatów, które już dawno wstały by świętować pojawienie się kolejnego dnia Revel przeciągnął się długo po czym spojrzał na swojego wiernego kompana, który ze smakiem zajadał się świeżą trawą.

Ignis otworzył torbę do reki wziął orle pióro i kawałek pergaminu. Po uprzednim zamoczeniu końcówki pióra w tuszu zaczął pisać.
" Przez chwile spoglądał na jedzącego świeżą trawę konika, lecz po paru chwila pogrążył się w pisemnym szale. Nie spodziewał się jednak tego z zbliżał się do nich gość. Gość, którego po kilku krokach usłyszał srokaty koń. Po chwili zadudnił on kopytami w ziemie "
Revel oderwał wzrok od kartki, spoglądając na spłoszonego konia, lecz pióro znów dotknęło kartki
" Wtedy zza drzew pojawił się on "
To co stało się po chwili przekroczyło wszystkie granice, zza drzewa naprawdę wyszedł mężczyzna..
Bard, aż podskoczył, a włosy na jego karku zjeżyły się ze strachu. Koń cofnął się kilka kroków w tył.
- Witaj mości Panie - powiedział witając się mężczyzna w szaro czerwonej zbroi, po tych słowach Ignis natychmiast spojrzał na pergamin na których napisane było
" Lecz mężczyzna nie miał złych zamiarów wobec odpoczywających wędrowców, przywitał się z Ignisem słowami " Witaj mości Panie "
-
To nie możliwe - syknął, łapiąc się za głowę.
-
Coś się stało? - zapytał dobrodusznym głosem olbrzymi mężczyzna. Twarz miał dobroduszną, zielone oczy zdawały się
być niesamowicie wesołe, lekki uśmiech zagościł na twarzy giganta, a
pokryta bliznami twarz wygięła się lekko, miał on krótkie brązowe włosy, a w reku trzymał dziwny złoty topór.
Do łowy Ignisa dopiero po kilku minutach trafiło kim jest owy mężczyzna.
- Ricko..? - zapytał, chociaż chciał odpowiedzieć z pewnością w głosie. Bard nie miał pojęcia co się z nim dzieje, najpierw te majaki teraz to..
- Hehe, niech mnie wszystkie pioruny świata.. Ignis! nie poznałem Cię kamracie! - zaryczał jak wulkan klepiąc go po ramieniu z taką siłą ze spokojnie mógłby go w nią wgnieść, lecz po drugim uderzeniu Revel lekko i dyskretnie się odsunął.
- Co ty tu robisz? - zapytał radosny jak skowronek wojownik.
- Eeee.. - zaczął niepewnie, lecz szczerze oczy Ricko natychmiast powiedział mu żeby nie obwijał w bawełnę
- Szukam człowieka, który zrujnował mi życie.. - odparł, a wtedy Ricko spojrzał na niego ze zdziwieniem - Tego Tatara ? - zapytał lekko unosząc brwi
- Nie... wiem tylko ze w listach podpisuje się jako.. M - rzekł, spoglądając na konia, który musnął wargami policzek dzielnego wojownika.
- M? - zapytał, drapiąc się po brodzie - Nie ma bata, nie znam nikogo takiego - dodał po chwili drapiąc się po brodzie.
- Tego się spodziewałem - mruknął smutno Revel - a ty stary szakalu jednak przeżyłeś ? - zapytał zmieniając temat
Ricko roześmiał się głośno
- Haha, oczywiście przybyło tylko kilka rozcięć i siniaków do kolekcji - Wojownik ze szczerym uśmiechem i radosnymi oczami patrzył na przygnębioną, chudą i bladą twarz kompana - Ale u Ciebie nie było tak miło.. co się stało po twoim powrocie w rodzinne strony? - zapytał, a jego wyraz twarzy stał się kamienny i poważny. Gdy bard opowiedział mu wszystko ze szczegółami wisielczy humor przeszedł również na niego.
- Do Tartaru powiadasz? - zapytał po kilku minutach ciszy olbrzym. Revel pokiwał mu tylko głową.
- Trochę podróżowałem ostatnio po tych okolicach i kilka godzin drogi stąd znajduje się mała kaplica, Grecka Bogini Fortuna akurat chciała ze jest to świątynia nie jakiego Hadesa - mruknął, leciutko się uśmiechając.
Lodowe oczy Ignisa rozbłysły niczym niebo podczas burzy.
- W drogę! - ryknął, aż Pieśniarz lekko podskoczył, po czym z wyrzutem w oczach parsknął głośno.
- Jeśli jest Ci w drogę możesz zabrać się z nami - rzucił do Potężnego Wojownika, który jednak pokiwał przecząco głową
- Niestety, tymczasowo jestem zajęty, ale jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy Ignisie, to pamiętaj Pokaż mi topór, a ja pokaże Ci wojownika - dodał z szerokim uśmiechem po czym dodał - Powodzenia bracie.

Nowe siły zdawały się wstąpić w mężczyznę ze złamanym sercem do świątyni o której opowiadał Ricko trafili przed porą na kolacje. Marmurowe kolumienki tworzyły coś na kształt tarasu przez który trzeba było przejść by dojść do modlitewnika i posągu przedstawiającego srogo wyglądającego mężczyznę z mieczem w reku w pierzastej zbroi, który stał na setkach ludzkich czaszek.

- Panie mój proszę Cię wysłuchaj mnie.. - załgał rzucając się na kolana przed posągiem - Panie mój... moja.. Aoja... kobieta którą kocham, ona teraz zapewne cieszy się szczęściem w Elisium, ale chciałbym... Chciałbym prosić Cię o to byś zwrócił jej życie na naszej planecie - mówił dalej, a po chwili usłyszał jak do Świątyni wchodzi Pieśniarz, parskając cicho i dudniąc kopytami po kamiennej posadzce.
- A może poprosisz go o to osobiście ? - zapytał jakiś głos zza jednej z kolumny, po chwili wyszedł zza niej mężczyzna ubrany w czarny płaszcz, który całkowicie zakrywał jego obliczę.
- Ale jak? - zapytał Ignis
- Jesteś przecież jego sługą.. - zadudnił mężczyzna
- Tak jestem - odparł twardo Revel
- Więc w czym problem ? - zapytał ponownie tajemniczy jegomość
- W... - zaczął lecz nie skończył, gdyż wszystko przed jego oczami nagle rozpłynęło się, a jego ciało spadło w mrok..

OCC: Jeśli by dało rade, to czy po zatwierdzeniu tego treningu od razu mógłbym pojawić się w Królestwie Lorda Hadesa ?
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sob Maj 16, 2009 4:52 pm

Z góry przepraszam za tak długi czas oceniania.

Pierwszy trening dobry lecz znalazło się tam parę błędów(literówek albo powtórzeń).Jednak nie miał to wpływu na całość tekstu a więc w pełni zasłużone 2 lvl.

Drugi trening również bardzo dobry.Nie dopatrzyłem się jakiegoś poważniejszego błędu.Za niego także 2 lvl.Jednak tą prośbę co w nim dałeś skieruj się tak jak rozmawialiśmy do admina frakcji.

łącznie 4lvl.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sob Cze 13, 2009 8:51 pm

Trening VIII
Brak światełka w tunelu..

- Ze co?! - ostry krzyk, potoczył się echem po podłużnej i
ukrytej w mroku sali tortur. Żołnierz, odsunął się kilka centymetrów od
swojego dowódcy, tak jakby bał się ze ten go uderzy.
Krew zaczęła gotować się w ciele dowodzącego, oczy rozbłysły
nienawiścią, jeśli samo spojrzenie potrafiło by zabić to napewno jego
żołnierze, jak i przesłuchiwani leżeli by już w kałuży własnej krwi.
- Generale ? - zapytał któryś, trzęsącym się głosem.
- Odmaszerować ! - ryknął, a Ci szybkim krokiem wyszli z komnaty.
Krótkie czarne włosy uczesane miał ku górze, wyglądały jak polne
kwiaty, które rosną tylko po to by złapać jak najwięcej promieni
słońca, a potem rozsiać swoje zarodniki po całej polanie. Oczy pełne
nienawiści miał koloru bursztynu, chuda twarz na lewej skroni była
przyozdobiona malunkiem przypominającym celtycki krzyż.
Ubrany w skórzaną zbroję z licznymi przyszywkami i medalami, peleryna
opadała na ziemie, była krwista niczym sok ze świeżo wyciśniętych
wiśni. Do boku przypięty miał krótki miecz.
- To jak, powiesz mi gdzie jest ich kwatera główna ? - zapytał, jakiegoś przypiętego do ściany człowieka.
- Po moim trupie - odparł, posiniaczony i pokaleczony mężczyzna.
- Jak tam chcesz.. - mruknął Generał, jednym szybkim ruchem odcinając głowę mężczyzny, krótkim mieczykiem.
Zdziwienie nawet nie zdążyło zagościć na twarzy jeńca. Jego słabe oczy
wpatrywały się teraz w ścianę. Dowódca przechodząc koło niej,
przystanął na chwile i rzekł głośno do drzwi wyjściowych, które właśnie
otworzył.
- Sprowadźcie mi tu Themartaum, ja dotrzymałem słowa, teraz niech i ten nieboszczyk dotrzyma - rzekł pełnym dumy i pychy głosem.

- Panie zadanie zakończone - mruknął któryś z żołnierzy
odmeldowywując się dowódcy, który stał do niego obrócony plecami.
Bursztynowe oczy wpatrywały się w złoty kielich, napełniony czerwonym
napojem.
- A bard? - zapytał, unosząc brwi i obracając głowę w kierunku szeregowych.
- Wył jak kundel do księżyca - odparł z lekkim uśmiechem ten który stał najbliżej.
- Bardzo dobrze, a list? - zadając to pytanie spojrzał w oczy najmniejszemu rycerzowi, który jakby zapadł się w sobie.
- Wziąąął - odparł drżącym głosem.
- Bardzo dobrze, wyślijcie kogoś za nim, teraz będzie szukał przejścia - odparł, wymachując wymownie ręką, dając im znak by wyszli.

Wszystko wirowało mu w głowie, nagle upadł na twardą ziemie, pokrytą
kamieniami i ogromnymi głazami, leżał przed czymś przypominającym
wielką bramę, nagle mistyczna budowa zaczęła się poruszać,
zniekształcać i tracić barwę..
Cały krajobraz rozpłynął się niebywale.
Głośne okrzyki odbijały mu się echem po głowię. Revel otworzył oczy,
zobaczył jak kilkanaście dusz zostaje wciągniętych do ogromnej czarnej
dziury.
- Co się dzieje ? - zapytał na głos samego siebie, jeszcze przed chwilą dziwna postać przeniosła go do Tartaru..
- Wąż jadowity .. - wyszeptał, uderzając pięścią w łatwo łamliwe okruchy skalne.
- Yomotsu Hira - usłyszał cichy głos, rozmarzanej postaci, który
już skoczyła w jego kierunku. Mocny cios kolanem w brzuch, pozbawił go
tchu, krople ściny upadły na nogę oponenta, lecz ten wcale się tym nie
przejmując uderzył z impetem z tak zwanego haka w podbródek barda, który
upadł na plecy.. Kątem oka zdążył ujrzeć jak stopa napastnika wędruje w
kierunku jego głowy, by ją zmiażdżyć.
Odchylił głowę w ostatnim momencie, najszybszym kopnięciem jakim
potrafił z siebie wykrzesić próbował posłać postać do czarnej dziury,
kilka metrów pod nimi.
Jednak niewyraźny wojownik, zachwiał się lekko po czym, znów skoczył ku
Ignisowi, jednak on zdążył już wstać, schylając się lekko, wyczuł ruch
napastnika i podciął jego nogi.
Widmowy wojownik upadł na skały, który z hukiem zaczęły toczył się ku otwartej mrocznej gębie..
- Szybciej... - zaszumiał jakiś mroczny głos, gdzieś jakby ze środka czarnej dziury.
- Zabij go!
Revel spojrzał w dół, nigdzie nie widział już swojego przeciwnika,
nagle poczuł silne uderzenie w tył głowy i z krzykiem spadł w dół..
Leciał blisko krawędzi, jego oczy widziały ostre wystające skały..
- Nadchodzę Panie.. - mruknął, rzucając ostatni raz okiem na lirę, a potem na przybliżającą się czerń..

OCC :
Dziś krótko, ale to i tak dużo po tak długiej przerwie w pisaniu:]
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sob Cze 13, 2009 9:29 pm

ładny trening lecz zdarzyło Ci się zrobić kilka błędów w postaci literówek:)

Jednak w pełni należą ci się 2 lvl za pomysł.
A że krótko się nie przejmuj ponieważ lepiej krócej a lepiej:P
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sro Cze 24, 2009 7:29 pm

Trening IX
Zakątek

Leciał w dół, lecz wcale nie czuł podmuchów wiatru, które powinny targać nim w prawo i w lewo. Chłodny dotyk nie targał mu włosów, pęd nie zabierał mu tchu..
Wpadał w niebyt.. tutaj nie istniał wiatr, lecz chyba było tu coś co przypomniało powietrze, gdyż nadal oddychał.
Otworzył oczy, bezdenna przepaść otwierała coraz szerzej swoją ogromną paszczę..
- " I potrzebuję byś poczuł, możesz zawsze tu wrócić " - do jego uszu dobiegł znajomy głos jego ukochanej, zamknięte oczy barda natychmiast otworzyły się na mroczny świat. Szybkim ruchem ręki chciał złapać się za wystający kawałek skały, lecz ten prawie natychmiast rozkruszył mu się w dłoni. Następna próba również okazała się porażką, na jego czole pojawił się pot, a chęć do życia wróciła, przytłaczająca moc, emanująca z wnętrza Yomotsu Hira, próbowała go wessać. Ignis czuł, jakby ktoś złapał go za stopy wielkim odkurzaczem.
Lazurowowłosy widział jak kilka innych bezwładnych dusz ląduje w Czarnej dziurze z krzykiem, jego ciało ogarnął strach. Widząc przed oczami swój koniec, wcale nie myśląc obrócił lirę trzymaną w dłoni i machnął prawa dłonią w stronę wystających skał. Sekundowy trzask strun, a następnie cichy odgłos bicia serca..
Ignis Revel wisiał kilka stóp nad przepaścią, która nadal próbowała wessać go w Niebyt.
Po odwróceniu lira wyglądała jak podkowa, to właśnie jej kształt pozwolił Revel'owi zawiesić się na skalnym kawałku, który o dziwo wytrzymał jego ciężar i impet uderzenia.
Bard spojrzał w dół, a wtedy jego oczy, koloru chmur burzowych prawie wyskoczyły z czaszki. Zdziwienie jakie go ogarnęło było ogromne, dokładnie kilkanaście centymetrów pod nim znajdowała się mała półka skalna, a dalej panowała ciemność..
- Ukryta grota? - zapytał samego siebie. Zamknął oczy - Nic innego mi nie zostało.. tylko spróbować.. - pomyślał, po czym wyszarpnął lirę i najzręczniej jak tylko mógł opadł na dół. Półka wytrzymała co Ignis przyjął z ulgą. Wolnym krokiem wszedł do wewnątrz jaskini. Była ona mała, lecz co najdziwniejsze zdawała się być przez kogoś zamieszkana. Nie były to ani nietoperze, czy inne diabelstwa, wręcz przeciwnie z łatwością można było tu zaobserwować rękę człowieka..
W Jaskini tej na zimnej, kamiennej i nierównej posadzce leżało kilka łachów, które można było nazwać ubraniami, w kącie po prawej stronie tej prostokątnej groty, leżał długi kamień, przykryty futrem.
- " To pewnie łóżko " - pomyślał młody bard, drapiąc się po brodzie. Po chwili wahania wszedł w głąb. Namaczawszy ręką ścianę szedł powoli tak wolno, jakby obawiał się ze nagle wszystko ucieknie mu spod nóg, a on wpadnie do Yomotsu Hira..
W lewym rogu, leżał spory stos kartek. Ignis wziął do ręki jeden z rękopisów po czym wyszedł do wejścia, gdzie miał zamiar znaleźć trochę światła, lecz tam również go brakowało.
Usiadł w wejściu opierając się o kamienną ścianę plecami. Kartkę przycisnął do nosa i próbował czytać..

- Ten zakątek świata należy do mnie - uniósł wysoko brwi, po czym zapytał samego siebie w duchu.
- " Aoja? " - pokręcił głową.. - Ale jak przecież ona nie może.. A może jednak? - w jego głowię zaczęło kłębić się wiele pytań.
- Póki mam gdzie wracać nie boję się wspomnień - po tych słowach położył kawałek pergaminu na kolanach.
- " Przecież to jej pożegnalne requiem.. " - zamruczał sam do siebie, spuszczając głowę w dół.

Revel otarł dłonią mokre od łez policzki. Wstał, chwiejnym krokiem ruszył ku ubranemu w futro kawałkowi leżącej skały.
- To niemożliwie - syknął, kładąc się na " łóżku ".
- Był i będzie nasz ten zakątek świata.. - wyszeptał, zamykając oczy.
- Tu poczekam na Ciebie, żebyś wiedział, że masz dokąd wracać.. - dodał prawie bezgłośnie, po czym Sen, zamknął jego powieki.

- Co do licha..?! - zagrzmiało mu w uszach. Natychmiast wtał, jak poparzony spojrzał w stronę wyjścia, w którym stała lekko przygarbiona i ukryta w podartym płaszczu. Kaptur oraz niezliczona ilość siwo-topazowych włosów zasłaniała dostęp do jego twarzy, Revel i tak pewnie nie ujrzałby jej, gdyż ciemność tu panująca zdawała się jeszcze ochraniać przybysza. Przybysza, który prawdopodobnie był lokatorem.
- Kim jesteś i czego tu szukasz ! - krzyknął, chrapliwym głosem, tak dziwnym jakby dawno z niego nie korzystał.
- Jestem Ignis Revel i ja.. - zająkał się, robiąc krok w tył.
- Uciekłem przed śmiercią i by nie wpaść do Odchłani schowałem się w tej grocie..
Postać przekrzywiła dziwnie głowę, po czym bez ostrzeżenia z impetem uniosła rękę ku sklepieniu jaskini. Ciało barda zostało wyrzucone w powietrze, a głowa rozłupała chyba jakiś twardy kamień. Kolejna fala dziwnej energii zamiotła nim tak, ze ten o mało co nie wypadł z jaskini. Opaczność chciała ze uderzył plecami w jedną ze ścian, co zmniejszyło jego prawdopodobieństwo na Wieczną Odchłań..
- To niemożliwie.. - mruknął, poznając po głosie, starszy już mężczyzna - Tyle lat, czekania.., aż tu nagle.. - wycharczał, ruszając ku leżącemu na zimnej skale Ignisowi.
- Wypad na górę! - ryknął, wskazując palcem wskazującym ku górze - I to raz! - dodał, straszliwym głosem.
Revel wyprostował się, po czym stanął w wyjściu.
- Ale jak do cholery? - zapytał z lekką paniką w głosie.
- Normalnie - odparł mężczyzna - Dzięki wspinaczce.
Ignis przełknął ślinę
- Cholera.. - syknął unosząc głowę ponad to co widać..
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Czw Cze 25, 2009 12:30 am

2 poziomy
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sro Wrz 30, 2009 6:05 pm

Trening X
R

Był już na krawędzi, gdy uniósł głowę prawie runął w dół. Jeśli miał wrócić na górę to łatwiej było by już skoczyć do tej czarnej dziury, która rozciąga się kilka metrów pod nim.
- Cholera.. - syknął, po czym spojrzał raz jeszcze w głąb jaskini.
Jasny blask rozświetlił grotę. Ignis wzdrygnął się, nie miał pojęcia jak mężczyzna to uczynił. Może miał gdzieś schowaną jakąś pochodnie, lecz to nie było teraz ważne. Bard wziął do siebie słowa człowieka, ugiął mocno nogi w kolanach, po czym z całym impetem wyrzucił siebie w górę. Dłonie natychmiast złapały za odstające kawałki kamieni.
Pierwsze podciągnięcie wyszło mu raczej opornie, mięśnie zaskrzeczały. Lewa dłoń powędrowała do zagłębienia, potem tuż za nią prawa. Zjawa miała już na czym oprzeć nogi, mocny wdech i kolejna długość jego ciała została pokonana. Pułka kruszyła się, małe kamyczki opadały mu na twarz, kurz pchał się do oczu, dlatego lazurowłosy musiał opuścić głowę.
Pod stopami widział coś co przypominało gotującą się smołę.
Grawitacja ściągała go ku rozległej czerni, to samo czynił wiatr. Gdyby żył w czasach nowożytnych, Ignis pewnie wyobraził by sobie, ze na dnie, tego całego czarnego ustrojstwa jest coś co przypomina wielki odkurzacz, który jest włączony na maksymalne obroty i próbuje wessać wszystko co tylko może.
Pierwsza kropla potu pojawiła się na jego czole, po chwili całe jego plecy były już mokre. Revel oddychał już znacznie ciężej, a do końca tej wspinaczki została mu jeszcze dobra połowa drogi.
- Długo jeszcze?! - Silny głos rozbrzmiewał gdzieś z góry, Ignis uniósł głowę ku martwemu czerwono-czarnemu niebu. Na szczycie stał mężczyzna w podartej szacie z założonym na głowę szerokim kapturem spod którego kłębiły się siwo-topazowe włosy. Wyglądał monumentalnie, niczym posąg jakiegoś wielkiego władcy.
Nagle trzask, a jedna z półek skalnych na której Ignis miał położoną prawą nogę zarwała się. Zgrzytanie zębów i chaotyczne szukanie oparcia lub jakiegoś zagłębienia. Głośny krzyk wydostał się z ust młodego barda. Lewa dłoń, którą zdążył złapać się wystającego odłamka krwawiła dość obficie. Wierz dłoni został przecięty przez jakiś ostry odłamek skalny, który runął w dół wraz z nim.
- Hadesie, Panie mój.. - wyszeptał, napinając zmęczone od wysiłku mięśnie.
- Pomóż mi.. Wspomóż mnie w moich nędznych działaniach.. - wycedził, próbując nie zwracać uwagi na krew walącą mu się na nadgarstki, twarz i szyje..
- Niezbadane są jego wyroki, nigdy nie wiesz gdzie lądujesz
choć z premedytacją stawiasz swoje kroki
- męski głos mimo to ze tak naprawdę powinien być niesłyszalny dla zmęczonego barda, był na wyrost wyraźny.
Kolejne kilka długości pokonał całkiem nieźle i szybko. Szybko dla niego, lecz nie dla kogoś kto obserwował jego wspinaczkę z góry.

- Ze szczytu zawsze spadasz nisko, a im wyżej pniesz się w górę tym bardziej robi się ślisko. - Mocny głos znów rozerwał jego uszy, a wtedy jego zraniona dłoń puściła się ściany..
W ostatnim momencie, nie wiadomo jak udało mu się przywrzeć do kamiennej pułki.
- Ależ uważaj.. - lekko rozbawiony głos mężczyzny stojącego na zboczu, potoczył się echem wśród krzyku wsysanych do Nicości dusz..
- Na początku wyśniłeś sobie marzenie
i stanęło przed tobą jak niezdobyta góra z szczytem w chmurach milcząca, błyszcząca w błyskach słońca..
- Dopiero teraz Ignis skupił się na jego głosie, który był niezmiernie melodyjny, a wszystko to co mówił przypominało jakąś pieśń..

Ignis zmusił się do kolejnego wysiłku, od osiągnięcia celu dzielił go przysłowiowy rzut beretem. Jednak on nie miał siły rzucać, ani nie miał beretu.
Jego mięśnie odmówiły posłuszeństwa, jedyne co teraz chciał zrobić to puścić się i powędrować ku bezkresnej ciemności.
Lecz nagle kolejna część dziwnej pieśni obudziła w nim śpiącą bestie.
- Przysiągłeś, że będziesz się starał zdobyć ją do końca.
I poświęciłeś życie, choć kosa losu podcinała skrzydła
i walka ci już brzydła, wytrwałeś.
Gdy inni upadali ty wciąż stałeś.
Targany bólem niosłeś własny krzyż
i piąłeś się wciąż wzwyż..

- Kuuuurwa... ! - zaryczał niczym oszalały bizon Ignis. Ostatnie kilka metrów wspinaczki poszły mu nadzwyczajnie dobrze, był niczym wiewiórka na drzewie, niczym kuna w lesie, albo ryba w wodzie..
Gdy jego dłonie objęły skraj urwiska, mężczyzna nawet nie pochylił się by go wciągnąć.
- Spójrz co się stało, co ci pozostało? - zapytał, a Revel ujrzał żelazny pokryty kolcami i licznymi zdobieniami but, który wystawał spod skraju brudnej szaty.
- Widzisz? już nie kochasz, tylko nienawidzisz - stwierdził unosząc lekko ku górze nogę.
- Tak bardzo tego chciałeś, teraz masz, lecz przegrałeś - skomentował jego poczynania po czym z rozmachem uderzył w skaleczoną lewą dłoń. Ciało Ignisa oderwało się od kamiennej rozpadliny. Jego własny krzyk oraz potężny pęd dudnił mu w uszach. A postać zakapturzonego znów zaczęła się oddalać..

OCC: Może i nie długi, ale macie się z czego cieszyć bo Ignis Revel znalazł czas na wstawienie treningu
W treningu został wykorzystany tekst piosenki zespołu
52 - Dębiec - Przychodzi przed upadkiem.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   Sro Paź 07, 2009 6:00 pm

ha ha ha widzę błędy!

2 lvl ładnie i wiem, że chcesz pisać więcej :] co nie?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ignis Revel - Treningi   

Powrót do góry Go down
 
Ignis Revel - Treningi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: