Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wieczne Theatrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Wieczne Theatrum   Czw Mar 26, 2009 7:50 pm

Intro*

-Teraz odpocznij! - poczuł niemal na skórze te słowa, gdy został wrzucony do swojej ciemnej izdebki. Sam zresztą miałby pewnie problem z dostaniem się do niej. Był bardzo, bardzo obolały. Wylądował na brzuchu na leżance. Z trudem uniósł dłoń żeby obadać w jakim stanie jest jego twarz. Czuł gdzieniegdzie zakrzepłą krew. Do tego zdawało się, że na prawym policzku zrobił mu się niemały siniec. Wciągnął ze świstem powietrze przez nos. lekko przekręcił na bok.
"Sprawiedliwie mnie dziś wyturbowali, haha."
Był zadowolony. Nikt nie mógł tego zauważyć w miejscu, w którym był, ale na twarzy wymalował mu się szeroki uśmiech. Wreszcie, przy nagłej zmianie grymasu, który wraz zaczął wyrażać nie lada ból, przekręcił się w ostateczna pozycję. Leżał teraz na brzuchu. Uniósł dłoń w powietrze, nad głową. Przymknął oczy.


Mała dłoń wysunięta do przodu mimo drżenia mięśni. Powoli zbliżała się wtedy do innej dłoni, szerokiej, dużej, z lekko zgiętymi, kościstymi palcami. Gdyby widział jej wierzch, ukazałyby mu się wyraźne drogi powstałe z nabrzmienia żył. Tak wtedy jeszcze różna od tej dziecięcej.
Dziś kiedy wspomina sobie tamto wydarzenie, najłatwiej wywołać mu właśnie obraz tej dłoni, mimo, że tamtej nocy działy się rzeczy zdecydowanie spektakularniejsze. Trudno powiedzieć, czy wtedy Jadril był całkowicie świadomy tego co robił i tego co go spotkało. Osobiście miał wrażenie, że tak.
Gdy tylko dłonie się spotkały, rzeczywistość stała się zupełnie inna a słowo męka, nawet przy tym co już do tej pory zobaczył, nabrało innego znaczenia. Gdyby wtedy, w nocy ktoś ich obserwował pewnie zobaczyłby jak dwie postacie sobie najnaturalniej odchodzą trzymając się za ręce.. Zasłona iluzji idealnie okryła fakty.
Chłopiec w jednej chwili upadł z powrotem na kolana, jedna ręką nadal trzymając dłoń czarnej postaci. Druga dłoń wbił we włosy i niemalże rwał je sobie z głowy, rzucając ciałem na boki. Czuł wyraźnie i pewnie, jak tym razem, to coś, co wtedy pełzło mu po ramionach, znalazło swój cel. Teraz jednak to wcale nie pełzło. To niemal rzuciło się do ust i oczu chłopca, wypełniając go natychmiast bólem i szumem w głowie. Nie potrafił wydać z siebie jęku, ale chciał, bardzo chciał krzyczeć. Ciągle trzymając dłoń nieznajomego, uderzył policzkiem o podłoże, obdzierając do krwi skórę. Nie upadł - coś go do takiego zachowania zmusiło. Przywarł tak, w dziwacznej pozie do chłodnej ziemi. Zachowywał cały czas świadomość. Widział powiewające szaty czarnego i czuł dotyk jego dłoni. Otaczający krajobraz nieco się co prawda zmienił, ale trudno mu było w tej sytuacji orzec jak było na prawdę. Nie mógł jedynie mówić, a na pewno prosiłby, krzyczałby o pomoc o pomoc w tej chwili. Bose stopy zaparły się o jakieś kamienie, wrzynając w nie boleśnie. Serce biło mu niczym oszalałe, na czole wystąpił pot, a policzki pokraśniały. Płynęły mu łzy. Ślepia wylazły mu drastycznie na wierzch i nijak nie chciały zamknąć, co po jakimś czasie również sprawiało dotkliwy ból. Nie posiadał jednak praktycznie żadnej kontroli nad ciałem, mimo, że potrafił odbierać wszelkie bodźce zmysłowe.
W głowie pulsowało mu. Dziwny szum w momencie wejścia tego czegoś powoli ustępował, a na jego miejscu pojawiała się jakby cicha szeptanina. Z czasem szept przeradzał się w jakby mruczenie, cichutkie pośpiewywanie, niczym spokojna, uspokajająca kołysanka. Nie miał zielonego pojęcia jak trzeba było to wszystko postrzegać, co działo się z jego ciałem i z nim samym. Pełen był rozpaczy i niepokoju. Nie potrafił nijak pojąć skąd wziął się dziwny mężczyzna i dlaczego sam mu zaufał, dlaczego teraz tamten ciągle trzyma go za rękę i dlaczego słyszy w głowie dziwne dźwięki.
Wnet, co było zupełnie nieoczekiwane, ciemna istota puściła go. Chłopiec upadł zupełnie na ziemię. Plecy wygięły mu się, tak, że brzuch wypiął do przodu. Ręce przykurczone zostały przez ciągle napięte mięśnie, do ciała, palce rozcapierzyły się. Na twarzy, która również została zniekształcona przez grymas bólu i rany, teraz pojawił się demoniczny, nienaturalny uśmiech.
Ciało Jadrila powoli podnosiło się z ziemi. Nie kontrolował tego. Najpierw powstał na nogi, jakby z trudem utrzymując równowagę. Ręce uniosły mu się i ponownie wbiły we włosy, mierzwiąc je. Zakręcił głową nienaturalnie wykręcając szyję i upadł z powrotem na kolana. Poczuł jakby coś z jego wnętrza wędrowało przez gardło, w górę, chcąc znaleźć ujście przez usta. Nie potrafił tego powstrzymać. Wreszcie, sprawiając niemały ból, owo coś z krzykiem wyszło:
-Przeklinam cię! Przeklinam was wszystkich podli! Bez litości! Bez serca!
Słowa te były bardzo, bardzo głośne, doniosłe i przeraźliwe.
-Przyjdzie czas, że nadejdzie sprawiedliwość!

Otworzył oczy. Chyba przespał się trochę bo nawet nie zauważył, kiedy przyniesiono mu jedzenie. Usiadł na leżance i jeszcze raz wlepił oczy w swoja dłoń. Kolejny raz śnił mu się ten wieczór, po którym znalazł się tu. Podniósł się, b podejść do ławy, ale wnet ciało przypomniało mu o ostatnim treningu. Bezwładnie upadł na posłanie i zaśmiał do siebie.

*a raczej Intro Ciąg Dalszy, ponieważ jest to kontynuacja i poszerzenie historii z karty postaci.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   Czw Mar 26, 2009 8:31 pm

2 poziomy i welcome back :D.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   Czw Kwi 02, 2009 11:23 pm

Akt I
Scena I


Stał naprzeciwko niego. Ten sam co kiedyś, tak samo czarny i z tą sama kosą co wtedy, tamtego odległego dnia.
Stali sobie na dwóch wysokich skalach, zwróceni ku sobie, wyprostowani, wpatrzeni w siebie.
Jeden w zwykłej, jasnej, tak niepasującej do otoczenia koszuli, spodniach w szarawym kolorze, przepasanych skórzanym pasem i sandałami na nogach. Jeno kapelusza ze słomy brakło mu, by wziętym mógł być za wieśniaka.
Drugi zaś powiewał czarnym odzieniem, którego fałdy sprawiały, że trudno rozpoznać było jakieś konkretne części ubioru. Lico zaś skryte miał w kapturze, tak, że nie można było ujrzeć jego twarzy w ogóle. Jego człowieczą naturę zdradzały chyba tylko dłonie, co wydostając się z rękawów, teraz trzymały zarzuconą na ramię kosę.

W jednej chwili czarny ugiął lekko nogi i skoczył ku Jadrilowi rzucając bezładnie kosę, której ostrze wydało metaliczny dźwięk po uderzeniu w skały. Niemal jak kiedyś.

Uderzający w uszy pisk, dekoncentrował i sprawiał ból. Ale pomógł się przebudzić. Czuł się obolały, nie wiedział gdzie jest, co robił, gdy najpewniej stracił przytomność, skąd pojawił się ten dziwny dźwięk.
Swoja droga nie było to bardzo dziwne. Nie było też zbyt wielce potrzebne. Przed oczami mignęła mu czarna postać, zbliżała się bardzo, bardzo szybko. Nijak nie zdążył zareagować. Nawet nie zdarzył unieść ciała, ani podnieci ręki, gdy zjawa była już tuż obok. Unosiła go za strzępki koszuliny do góry. Wyszedł z domu boso, tylko w nocnym przyodziewku. Taki też został przyprowadzony tutaj. Zacisnął mocno oczy, tak by nic nie widzieć. Był to może też lekki strach, pewnie nieświadomy, przed czymś co dotknęło go zaraz po spotkaniu, gdy tajemnicza siła chciała przez oczy i usta wtargnąć do jego ciała.
Teraz nie było to potrzebne. Istota podniosła go, tak by ich głowy znalazły się na tej samej wysokości i wpatrzyła w jego dziecięcą główkę. Nastąpiło milczące oczekiwanie. Chłopak nie mogąc dłużej wytrzymać lekko uniósł głowę i z trudem otworzył oczy. Nie spodziewał się zobaczyć tego co zobaczył. Z jednej strony niezmiernie bał się czarnej postaci, ale z drugiej czuł, że ona jedna podała mu dłoń do innego życia. A on postanowił jej zaufać, cokolwiek miało się stać i gdziekolwiek miała go zaprowadzić. Widział jak zamachnęła się drugą ręką i uderzyła go w pierś jednocześnie puszczając koszulę. Głuche dudnięcie wydobyło się z ciała chłopaka i zaraz poleciał w dół, spadając ze skały. Bezwładnie upadł, a gdy resztką świadomości ogarnął widok, jaki miał nad sobą zamarł. Niebo, tak kiedys piękne i błękitne stało się ciemne, przeplatane fioletowymi i ciemnoczerwonymi smugami. Najpierw na pewno myślał, że jest po prostu noc. Mylił się. Tak było tu zawsze.
Zacharczał, a z ust popłynęła mu krew. Za chwilę już mógł zobaczyć, jak czarna postać zeskakuje z tej samej skały, z której dopiero co, on sam spadł. Czarny nie podszedł jednak bliżej. Podniósł tylko kosę, upadłą niedaleko, zarzucił ją na ramię i wpatrzył w lezącego.
Jadril poczuł znowu jak powietrze wokół niego gęstnieje, owija go jakby coś na kształt materiału, coś zupełnie innego niż to, czym oddychają inni ludzie. Niepokoiło go to. Kątem oka dostrzegł coś poruszającego się blisko, przy ziemi, co zbliżało się wprost do niego. Na pewno nie był to znajomy czarny. Zaraz ledwo ledwo zauważył z drugiej strony inną, podobna istotę, również zmierzającą ku niemu. Nie mógł nic zrobić, gdy dwa pełzające stworzenia oplotły jego ciało i uniosły w górę. Wiedział dobrze, że niosły go w stronę swojej zjawy. Zaraz tez zobaczył jego sylwetkę, która po chwili pochyliła się nad chłopakiem. Usłyszał ponownie metaliczny dźwięk upadającej kosy, a przed oczyma ujrzał pieść.

Słyszał ten dźwięk nie pierwszy raz. Wymierzoną w jego kierunku pieść, wystarczyło lekko tknąć z boku – wszak zbliżająca się postać musiała wykonać niemały skok, a teraz znajdowała się w powietrzu. Wybiło ja to z równowagi, nie na tyle jednak, by zaraz nie zepchnąć Jadrila kopniakiem ze skały.
Teraz nie był już tak słaby, i nie leżał trzymany przez trupy przed nim. Teraz, póki stał o własnych siłach – walczył. Teraz stawał na przeciwnej skale będąc nadal po jego stronie i oczekując spełnienia nadziei i odpowiedzi na końcu drogi, w którą go zabrał.
Chciałoby się powiedzieć… przedstawienie musi trwać!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   Pią Kwi 03, 2009 12:56 pm

Ładny trening, niestety nie obyło się bez paru błędów (literówki i interpunkcja). 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   Pon Kwi 20, 2009 9:56 pm

Akt I
Scena II


-Już nastał czas Jadrilu.
Obudził się słysząc takie słowa w głowie.
Ten dzień miał być ponoć ważnym dniem. Pozwolono mu nie trenować, tak jak zazwyczaj czynił to każdego ranka. Dziwiło go to z jednej strony, z drugiej nieco irytował się, że odsuwa się go od ulubionych zajęć, z trzeciej wprawiało go to w pewien niecodzienny nastrój. Ostatecznie czuł się nieswojo, co w konsekwencji na wstępie determinowało już w nim odnoszenie się z rezerwą do „ważnych dni”.
Odziewał się powoli i niechętnie. Znoszona lniana koszulina, która kiedyś, kiedyś była całkiem biała, dziś znacznie już poszarzała. Szorstki materiał, mimo że nie był przecież zbyt wygodny, świetnie pasował do ciała. Układał się wręcz idealnie, Jadril znał go dobrze i czuł w nim wspaniale. Było to tylko ubranie, a ostatecznie potrafiło wywołać w nim odrobinę uśmiechu. Nawet w tym paskudnym, „ważnym dniu”. Zacisnął sznurek podtrzymujący spodnie, przegarnął włosy i wyruszył z izby.
-Już nastał czas Jadrilu.
Zaraz po wyjściu uderzyła go w twarz niespotykana w tym miejscu, fala powietrza. Zdziwił się niemało, ale winę za to zrzucił na wiadomo jaki dzień. Łatwo domyślić się, że nabrał jeszcze większej niechęci do ważnych dni. Zrobił parę kroków do przodu. Nie bardzie widział gdzie ma się udać. Ostatecznie jednak, jak się okazało, to nie on miał wybierać.
Dawno nie czuł tego uczucia, gdy powietrze koło niego tężało, a to właśnie działo się w tej chwili. O nie, tego to się zupełnie nie spodziewał. Odruchowo złapał dłonią za szyję, jakby próbując nie dopuścić do utraty oddechu. Ciężkie powietrze, niczym materiał owijało się wokół niego, przyciskało do ziemi i nie pozwalało na kontrolowanie własnego ciała. Wnet, w jednej chwili, zobaczył w różnych miejscach spoglądające z mroku nieznajome ślepia. Domyślał się co może się teraz wydarzyć, dlatego na ile mógł starał się przeciwstawiać ciężkiemu powietrzu. Wiedział że nie jest już tym samym małym chłopcem zabranym pewnej nocy z rodzinnej wioski. Miał nadzieje, że choć trochę będzie potrafił walczyć o siebie. Akurat gdy o tym pomyślał, pojawiła się w jego głowie dodatkowa myśl. Czyżby ktoś, kolejny raz, rzucał mu wyzwanie? Hm? Jeżeli by patrzeć na zaistniałą sytuację w taki sposób, to zabawa nawet mu się podobała! Wytężył się. Z trudem zacisnął pięści, póki jeszcze uścisk powietrza nie stał się nie do pokonania. Podświadomie wlepił wzrok w jedną z ciekawskich par, obserwujących go uciążliwie, oczu. Patrzył w nie, ale nie myślał o tym, zajęty był zdecydowanie swoja małą walką. Za cel postawił sobie wyprostowanie ręki – myślisz, że to błahostka? Nie dla Jadrila. Na szyi i dłoniach pojawiły się nabrzmiałe żyły. Zacisnął mocno zęby, o ile jakkolwiek mógł jeszcze sterować mimiką swojej twarzy. Zamknął oczy.
Powietrze wokół niego było gęste i jakby żywe. Nie tyle utrzymywało jego ciało w zupełnym bezruchu, ale jeszcze do tego przeciwdziałało jakimkolwiek próbom wyrwania się z uścisku. Czuł, że im więcej sił wkłada w to, by się oswobodzić, tym materiał powietrza bardziej się zacieśnia, przy tym zniżając jego całe ciało do ziemi. Wątpię, że znasz go na tyle dobrze, by sam to stwierdzić, ale mi się przynajmniej wydaje, że Jadril to w miarę mądry człowiek. Skoro bowiem materiał reagował na próby ruszania całym ciałem, a w zabawie rozchodziło się jeno o to coby rozprostować rękę, chłopak zaniechał chaotycznego kręcenia się i wyrywania, całą siłę i uwagę skupiając na jednym punkcie.
Sprawa, nawet dzięki temu, rzekłbyś, cudownie błyskotliwemu zagraniu, nadal nie wyglądała na jakąś przesadnie prostszą, a już zupełnie nie można było powiedzieć, że wyglądała na prostą. Zabawa była jednak niezaprzeczalnie - przednia. Zaparł się siebie, w sobie i tymczasowo przeciwko swojemu ciału. Wielki wysiłek, jaki ponosił w tym momencie, nakręcał go. Ponosił go chętnie i zgodnie z własna wolą, ostatecznie wątpił bowiem, by ciężkie powietrze mogło mu zrobić jakąś krzywdę większą ponad tę, którą już mu wyrządziło. Wiedział zresztą, że marne wyprostowanie reki tak czy inaczej zupełnie go nie uratuje, gdyby tak przyszło już na prawdę walczyć z tym podłym „stworzeniem” na śmierć i życie.
Pochyliło go już znacznie do przodu, skierowując ramie wyraźnie do ziemi. Krople potu spadały raz po raz z czoła. Znajdował się teraz w takiej postawie, że gdyby tak nagle ciężkie powietrze znikło, on wywróciłby się do przodu, a pierwsza częścią ciała, która spotkałaby się z ziemią, nie licząc ramienia, byłby jego nos. Mimo wszystko, w myślach, uśmiechał się do siebie i do tego, który ową zabawę zafundował.
Uśmiechał się też dlatego, że oto w całej tej niemałej męce, udało się! Ręka była wyprostowana! Otworzył radośnie oczy. Wtedy to na powrót, tym razem już świadomie, zobaczył przed sobą te dziwne, pojawiające się znikąd, oczy. Te, w które wpatrywał się teraz, zrobiły się bardzo, bardzo dziwne, tak jakby się czegoś wystraszyły. Patrzyły w niego przez chwilę, jakby szukając czegoś w jego twarzy, wyraźnie panikując przy tym. Wreszcie zamknęły się i znikły.
Oczy Jadrila śmiały się.
Jego twarz była twarzą makabryczną.
Wykrzywione usta. Przygryzione nieświadomie wargi. Uwydatnione na czole, skroniach i szyi pulsujące zaciekle żyły. Sine policzki. Obciągnięta skóra, uwydatniająca w sposób drastyczny kości jarzmowe. Pojawiające się znikąd na młodzieńczej twarzy, zmarszczki wokół oczu i ust. Przekrwione, prawie pozbawione tęczówek ślepia – na skutek maksymalnego poszerzenia źrenic.
I radość.
Taka nieświadoma.
-Już nastał czas Jadrilu.
„To dobry dzień. Dobrze, że czas nastał w takim dniu. Cokolwiek to za czas.”
W jednej chwili powietrze odpuściło. Ciało Jadrila zapewne upadłoby bezwładnie, ale miast tego lekko uniosło się w powietrze, niczym zdmuchnięte wietrzykiem. Powiało się po czarnym nieboskłonie wśród skał Tartaru.
„Kocham życie.”
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   Wto Kwi 21, 2009 11:21 am

2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wieczne Theatrum   

Powrót do góry Go down
 
Wieczne Theatrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: