Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trening Młodego Aleksandra

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Trening Młodego Aleksandra   Sro Sie 05, 2009 4:42 pm

To był ciepły kwietniowy poranek, Aleksander zbudził się w swojej sypialni i wpatrzył w sufit
-"Ciekawe co dziś będziemy robić?"- zadawał sobie to pytanie leżąc bezruchu, odwrócił głowe w strone okna, za którym rozpościerał się las, w którym trenował razem z ojcem.
Był piękny jakby wyrwany z rzeczywistości, las nietknięty ludzka ręka od dawna, było to miejsce, gdzie swoje treningi przeprowadzali wszyscy członkowie jego rodziny pragnący dostać się do gwardii królowej. Patrząc od zewnątrz wydawał się bardzo gęsty na obrzeżach boru drzewa rosły bardzo blisko siebie pozwalając ciekawskim zajrzeć w głąb tylko na pare metrów, jednak wewnątrz tego nieprzebytego gąszczu znajdowała się polana z jeziorem, na której od pokoleń rodzina Owensów szkoliła się w kunszcie wojowników.
-Czy panicz życzy sobie śniadanie do łóżka, czy może zejdzie na dół do jadalni?- zapytał służący John który wszedł niezauważony do pokoju zamyślonego Aleksandra
-Co? Ohh, dzień dobry Johnie- odparł zaskoczony, wyrwany ze swoich rozmyślań Aleksander
-Nie, nie rób sobie kłopotu, ubiore się i zaraz zejde na dół- powiedział chłopiec i uśmiechnął się
-Jak panicz sobie życzy-odpowiedział sługa i skłonił się nisko
Wychodząc usłyszał za sobą głos Aleksandra
-I mówiłem ci już żebyś mówił mi po imieniu! -krzyknął z rozbawieniem i nutą zniecierpliwienia w głosie.

-A więc synu- zaczął ojciec z dumą spoglądając na syna pare godzin później na leśnej polanie nad brzegiem jeziora
-Rad jestem widząc jakie robisz postępy, jesteś moim najmłodszym wiekiem uczniem, a zarazem najdłuższy stażem- zażartował ojciec klepiąc Aleksandra po ramieniu.
-A na domiar wszystkiego, jesteś moim synem- ciągnął Mark tonem w którym wyraźnie dało się słyszeć rozpierającą go dume.
-Dziękuje ojcze, to wszystko dzięki tobie- powiedział starając się udawać skromnego Aleksander którego jednak słowa ojca napawały zadowoleniem.
-Co będziemy dziś robić? - zapytał z zaciekawieniem a oczy mu rozbłysły gdy rozejrzał się po polanie na która ojciec zwykle przynosił jakieś przybory do treningów. Czasem były to pnie drzew obite w skóre zwierząt na których musiał ćwiczyć siłe swoich uderzeń, a czasem zwykłe ołowiane kulki którymi Mark ciskał w niego, a Aleksander musiał robić uniki. Jednak tym razem nic nie zauważył i pomyślał że znów będzie musiał wysłuchiwać założeń teoretycznych walki. Wiedział że jest to równie ważne jak sama tężyzna fizyczna ale jakoś nie przypadło mu to do gustu.
Ojciec jakby wiedział co dzieje się w głowie chłopca i uśmiechając się powiedział
-Spójrz w stronę wody synu- Aleksander od razu odwrócił wzrok z zaciekawieniem i ujrzał w najwęższym punkcie jeziora, gdzie brzegi zwężały się ku sobie, kłody dryfujące na powierzchni ułożone wzdłuż od jednego do drugiego brzegu tworząc swego rodzaju chwiejny most.
-Domyślasz się jakie będzie twoje dzisiejsze zadanie?- spytał spoglądając na syna.
Aleksander nie był pewny czy jego przypuszczenia są słuszne więc pokręcił głową.
-A więc słuchaj bo nie będę dwa razy powtarzał, musisz po prostu dostać się na drugą strone, po tych kłodach nie powinno ci to sprawić zbyt wiele trudności chociaż... -urwał ojciec spoglądając na swojego syna, który pomimo całego swojego talentu miał bardzo gwałtowny charakter
-W każdym razie w tym ćwiczeniu nie będzie moich rad musisz sam odkryć jak to zrobić gdy uda ci się to uda przynieś mi to co znajduje się w skrzyni na drugim brzegu wtedy zaczniemy dalsze treningi -zakończył ojciec i odszedł zostawiając Aleksandra z wyrazem zdeterminowania na twarzy.
Chłopiec ustawił się przed linią drzew dryfujących na wodzie
-"Phhii przed obiadem będę w domu"-pomyślał, cofnął się nabierając rozpędu i pobiegł w strone najbliższej kłody, odbił się od brzegu tuż na krawędzi z wodą, wskoczył na pierwsze z dryfujących drzew z wyrazem triumfu który jednak pozostał na jego twarzy tylko przez ułamek sekundy gdyż wpadł do wody, klnąc pod nosem i wypluwając muł wyszedł na brzeg, przystanął i spróbował ponownie.

Po kilku godzinach Aleksander był cały mokry i zły, udało mu się dojść a właściwie dobiec dopiero do 3 kłody i to tylko dzięki rozpędowi jaki nabierał przed startem.
Usiadł na trawie i zaczął rozmyślać nad zadaniem które wyznaczył mu ojciec.
Okazało się że wcale nie jest takie łatwe kłody co chwila zmieniały położenie przy najmniejszym powiewie wiatru do tego były na wodzie co nie dawało stabilnego podparcia, na domiar wszystkiego gdy stawał na jednym końcu drugi podnosił się lekko do góry a gdy próbował się wybić by przeskoczyć na następną zapadał się coraz głębiej. Analizując to wszystko Aleksander doszedł do wniosku iż należy zwiększyć szybkość. Pewny swego zerwał się na nogi po czym znów przystąpił do treningu z ta różnicą że brał rozbieg na długości którego mógł osiągnąć swoją maksymalną prędkość, okazało się to złym kluczem do sukcesu. Przez taki rozpęd Aleksander nie mógł dobrze wycelować w miejsce od którego powinien się wybić poza tym gdy wbiegał na pierwsze kłody gwałtownie wytracał prędkość co powodowało że łatwiej tracił równowagę.
Opadł zmęczony na trawe oddychając ciężko. Miał pustke w głowie, nie wiedział co robić.
-Paniczu, przyniosłem świeże ubrania i posiłek-rozległ się niespodziewanie głos Johna
Aleksander po raz kolejny wstał z trawy i spojrzał na swojego sługę. Wyglądał bardzo dziwacznie na tle drzew, z taca wyładowaną posiłkiem w jednej ręce i naręczem świeżo wypranych ubrań w drugiej. Chłopcu od razu coś nie pasowało, ale nie był pewny co. John porozkładał wszystko na pniu drzewa i spojrzał wyczekująco w strone Aleksandra. Ten nagle uderzył się w czoło, zrozumiał już co wprawiło go w takie zdziwienie
-Jak doszedłeś tutaj nie upuszczając niczego po drodze- zapytał z szeroko otwartymi oczami
-Przecież to niemożliwie! Droga tutaj jest bardzo ciężka, powalone kłody, doły, lisie jamy -nie mógł wyjść z podziwu
-Panie odrobina balansu ciała, trochę cierpliwości, to cechy których nabywa się latami. Jako lokaj w służbie jakże to znamienitej rodziny Owensów muszę starać się jak mogę najlepiej- po czym skłonił się nisko i odszedł, zastanawiał się dlaczego na twarzy Aleksandra pojawiło się zrozumienie po jego krótkiej wypowiedzi.
Aleksander nie zważając na posiłek ani na przemoczone ubrania stanął po raz kolejny przed chwiejnym mostem do drugiego brzegu, tym razem nie nabierał rozpędu ale stanął tuż przy brzegu i powoli ostrożnie zrobił pierwszy krok.

Z zegaru na ścianie rozległo się jedenaście głuchych metalicznych dźwięków, na dworze zapadła noc, Mark Owens krążył niespokojnie po pokoju
-"Hmm może powinienem iść sprawdzić? Nie, nie mogę! Ale jednak jeśli coś się stało? To mój syn! Tak syn, ale musi stać się mężczyzną!"- walczył z samym sobą Mark, jako mistrz i jako ojciec młodego Aleksandra
Nagle rozległy się kroki i do salonu wszedł przemoczony, wyraźnie u kresu sił a jednak z iskrzącymi się oczami i wyrazem zadowolenia na twarzy chłopiec.
-Powoli i bezpiecznie- powiedział i upadł, ojciec podbiegł do niego spostrzegł kartke z zapisanymi słowami które zostały przez niego napisane a o której zdobycie cały dzień starał się jego syn.
-"A więc pojąłeś że prawdziwy wojownik nie zawsze kieruje się emocjami , trzeba chłodno oceniać sytuacje zanim podejmie się działania, taak to jest prawdziwa siła... chociaż odrobina emocji nikomu nie zaszkodzi... I co teraz myślałem że ten trening zajmie ci kilka dni ba może nawet tydzień. Widać rzeczywiście masz w sobie talent"- w takie to rozmyślania wpadł Mark dumny ze swego syna patrząc na jego utrudzoną twarz na której wciąż czaił się cień uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Trening Młodego Aleksandra   Pią Sie 07, 2009 1:22 pm

ładny pierwszy trening
widzę jednak, że masz problemy z podziałem na zdania - musisz częściej używać kropki, gdyż zdania robią się za długie i same się czasem proszą o to by je oddzielić od reszty

2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Trening Młodego Aleksandra   Wto Sie 18, 2009 4:22 pm

To był ciepły, słoneczny dzień. Słońce wlewało się do pokoju przez okno osłonięte prześwitującą koronkowo-białą firanką, tworząc świetliste smugi. Aleksander obudził się w swoim pokoju i wpatrzył w sufit.
-To był całkiem miły sen- pomyślał Aleksander. Po chwili wstał i ubrał się wciąż mając przed oczami fragmenty swojego snu. Śnił o swej miłości jedynej i ukochanej Alison dzięki której odkrył co znaczy prawdziwe pojęcie sztuki. Sen co prawda piękny ale dał Aleksandrowi wiele do myślenia.
Zaczął się tak niewinnie ja zwykłe marzenie, głęboko zakopane gdzieś w podświadomości a jednak…
Odwrócił głowe i spojrzał na nocną szafke na której stała srebrna lira i kartka z tajemniczą melodią jedyne pamiątki po Alison.
Lira dostarczyła mu tyle szczęścia ale też i tyle cierpienia. Do tego te tajemnicze nuty zapisane przez ukochaną
-Dzisiaj na pewno mi się uda-powiedział na głos młodzieniec.
Wziął lirę zapakował ją do plecaka, kartke z nutami wsunął do kieszeni i pełen zapału wypadł z domu.
-Na pewno mi się uda! Na pewno !- powtarzał w duchu. Po kilku minutach był już na miejscu. Małe jeziorko niedaleko jego domu położone przy lesie nietknięte przez cywilizacją. Było to piękne i spokojne miejsce jak gdyby wyrwane z rzeczywistości. Rosła tu bujna trawa, o tak zielonej barwie jakby namalowanej na obrazie przez samych bogów. Słońce odbijało się od powierzchni wody tworząc kojące oczy, malownicze wzory. Aleksander przysiadł na wielkim głazie który z jednej strony porośnięty był mchem i wyjął z plecaka lirę. Rozległ się głęboki dźwięk gdy jedna ze strun zawadziła o suwak
-Taaak…- zamruczał Aleksander. Nie mógł się doczekać kiedy to odda się tej rozkoszy jaką jest gra na tym instrumencie. Przyłożył palce do strun, odetchnął głęboko, zamknął oczy i zaczął grać. Była to melodia w której się zakochał grała to jego ukochana Alison gdy pierwszy raz ją zobaczył.
Melodia przepełniona smutkiem która jednak jakimś dziwnym sposobem napawała serce Aleksandra szczęściem. Grał aż zabrzmiały ostatnie akordy tej melodii. Powoli podniósł powieki. Wokół niego zebrały się leśne stworzenia jakby zahipnotyzowane dźwiękami jego liry. Dwie łanie wdzięcznie ułożyły się na trawie z nogami podkurczonymi pod siebie. Mały jeż podszedł pod głaz na którym siedział Aleksander, trzy małe wiewiórki stanęły przed nim i wpatrzyły się w lirę swoimi małymi oczkami. Aleksandra bardzo zdziwiło zachowanie zwierząt do tej pory tylko raz był świadkiem czegoś podobnego.
-Ale to przecież niemożliwe -pomyślał. Nagle przypomniał sobie dokładnie swój sen.
-A więc dzisiaj będziemy trenować twoje umiejętności mój Orfeuszu- mówiła Alison swoim śpiewnym głosem.
-Trenować ?Po co?- powtórzył zdumiony Aleksander
-Myślałem że będziemy juz zawsze razem żyć szczęśliwie i w spokoju- ciągnął dalej młodzieniec.
-Tak najdroższy ale żeby tak było musisz nauczyć się prawdziwej sztuki nie tylko artystycznej ale i wojennej- odrzekła dziewczyna z uśmiechem na twarzy
-Skoro tak mówisz najdroższa Eurydyko- powiedział Aleksander przypominając sobie fragment mitologii o Orfeuszu i Eurydyce.
Alison roześmiała się-A więc ja jestem twoją Eurydyką a ty moim Orfeuszem cóż brakuje tylko twoich rodziców Apolla i Kaliope-po tych słowach odbiegła w stronę lasu.
Aleksander pognał za nią.
-Musisz nauczyć grać się w każdej chwili mój ukochany- dobiegł go z oddali głos Alison
-Wyciągnij swoja lire i graj Aleksandrze, graj jakby miał się skończyć świat, graj cudny pieśniarzu, graj!- głos dziewczyny zdawał się dobiegać zewsząd.
Młodzieniec zrobił tak jak mówiła jego ukochana, gdy tylko jego palce dotknęły strun ujrzał mknącą w jego kierunku strzałę w ostatniej chwili zdążył zrobić przed nią unik, ale w tym samym momencie przerwał melodie.
-Nie starasz się kochany, czyżbyś mnie nie kochał? Niechciał żyć ze mną w spokoju i szczęściu?- spytał głos w którym tym razem dało się wyczuć smutek
-Chce!- krzyknął Aleksander
-A więc graj cudny pieśniarzu graj całym swoim sercem- odpowiedział mu głos
Palce Aleksandra znowu powędrowały do strun lecz tym razem spodziewał się ataku więc zdążył zrobić unik nie przerywając gry. Serce wypełniała mu miłość do ukochanej. Muzyk zaczął grać coraz pewniej unikając kolejnych strzał, które teraz wbijały się w drzewa wokół niego. Szedł dalej za głosem swej ukochanej która wyśpiewywała teraz
-„ W czasach Epickich historia raz działa się
Gdzie człowiek i bestia wciąż zmagali się
Orfeusz który bogów wzruszał liry grą
Kochał na świece kobiete przecudną
Eurydyka tak na imię miała niewiasta ta
Lecz kochanków historia jest nieszczęśliwa
Wąż zły co w trawie ostrzy swoje kły
Zabrał Orfeuszowi o miłości sny”
-
Gdy padły Ostatnie sowa piosenki Aleksander przerwał gre
-Mój ukochany udowodniłeś że jesteś w stanie zostać…-
Jednak kim Aleksander jest w stanie zostać i dlaczego nie usłyszał gdyż sceneria nagle się zmieniła Alison siedział na głazie nad małym jeziorkiem niedaleko lasu otoczona ze wszystkich stron zwierzętami.
A grała tak pięknie jakby chciała aby bogowie zaczęli płakać jakby chciała aby demony i anioły przerwały walke i przystanęły na chwile aby posłuchać jej melodii. Dźwięków przepełnionych nadzieja i miłością. Nagle sen znowu zmienił się Aleksander widział siebie śpiącego w łóżku i Alison pochylająca się nad nim
- Już niedługo ukochany będziemy razem- wyszeptała i pocałowała go w czoło.
Aleksander wyrwał się z zadumy zwierzęta rozbiegły się pozostał jedynie jeż który zwinął się w kłębek i zasnął.
Aleksander machinalnie wyciągnął kartke z kieszeni i spróbował zagrać melodie Alison która usłyszał we śnie. Udało mu się jednak zagrać pierwsze kilka akordów jednak uśmiechnął się do siebie
-Tak ukochana obiecuję ci że będziemy niedługo razem- po czym wstał i tym razem nie włożył liry do plecaka ale wracał z nią ciągle grając
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Trening Młodego Aleksandra   Wto Sie 18, 2009 5:23 pm

ładnie
choć nadal widzę problemy głównie z przecinkami, ale nie wpłynęło to na moją ocenę

przydzielam 2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trening Młodego Aleksandra   

Powrót do góry Go down
 
Trening Młodego Aleksandra
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lista zajętych osób do avatarów
» Trening policyjny - wspinaczka po linie - sala gimnastyczna
» Trening
» Aleksandra "Sasza" Woronin
» Trening policyjny - samoobrona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: IV ERA :: TRENINGI-
Skocz do: