Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Doręczyciel

Go down 
AutorWiadomość
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Doręczyciel   Nie Lip 11, 2010 7:41 pm

-Ahhh Florencja...-zaciągnął głęboko świeżego powietrza Leonardo poprawiając jednocześnie swój stylowy kapelusz.
Chwilę później spojrzał spokojnym, aczkolwiek stanowczym wzrokiem na zebraną grupę "wojowników". W jego oczach byli jedynie chłopcami na posyłki...kimś komu zapłacono za usługę, aby wykonali powierzone zadanie.
Mężczyzna zrobił kilka kroków w ich stronę, aby lepiej się im przyjrzeć. U niektórych widział strach związany z pierwszą misją, ot co znalazł się jeden śmiałek, od którego biło pewnością siebie na kilometr. I byli także Ci, którzy pragnęli wykonać powierzone zadanie i nic więcej.

Leonardo z delikatnym uśmiechem na twarzy rzekł do nich spokojnym tonem.
-Mówią, że człowieka nie hańbi żadna praca. Osobiście uważam, że jest to stek bzdur...gdyż liczą się tylko dwie rzeczy: władza i pieniądze. Obiecuję wam to drugie po wykonaniu zadania.A jest ono tak proste, że nawet noworodek by sobie z tym poradził.
Leo zrobił krótką pauzę, aby złapać oddech. Cały czas nie spuszczał z ich wzroku, jakby obawiał się, że mogą wywinąć jakiś numer.
-O to lista...są na niej potrzebne adresy i nazwiska tych osób, którym musicie dostarczyć przesyłki. Są one z tyłu...w białym Mercedesie na parkingu. Tutaj są kluczyki-w tym momencie rzucił je prosto pod nogi śmiałków.
Mężczyzna następnie odwrócił do nich plecami. Jego zachowanie mogłoby wydawać się im irytujące i nie grzeczne...jednak to on jest tutaj szefem i to on wymaga.
-Macie dwanaście godzin na wypełnienie zadania. Ostrzegam jednak...ma to odbyć się cicho i spokojnie, bez żadnego "hałasu". Jeżeli ktoś z was zrobi nie potrzebną borutę...mój ochroniarz się wami zajmie- w tym samym momencie za rogu wyszedł wysoki, bardzo dobrze zbudowany osiłek w czarnym garniturze.
Nic się nie odezwał tylko "przeleciał" wzrokiem wszystkich tutaj obecnych. Zacisnął mocno pięści i jakby warknął w ich stronę, dając do zrozumienia, że porażka tutaj nie będzie tolerowana.
-Jeszcze wszystko jest oczywiste to ruszajcie...czas działa na waszą nie korzyść...- powiedział to jednocześnie odsłaniając swojego złotego Rolexa.

No cóż...nie pozostawał nic innego niż tylko wziąć się do roboty. Ezio nie czekając na reakcję innych podniósł z ziemi kluczyki spluwając lekko na ziemię.
-Putana...-rzekł cicho w stronę pracodawcy Włoch.
-No co tak stoicie...idziemy czy nie??-rzucił następnie retoryczne pytanie w stronę "chłopców na posyłki" udając się już powoli w stronę parkingu.

OCC:
1)Witam w przygodzie.
2)Zasady są już chyba każdemu znane więc...nie bd ich przypominał.
3)Miłe, długie ciekawe posty są mile widziane:)
4)Powodzenia.
Powrót do góry Go down
Manigoldo

avatar

Dołączył/a : 14/09/2009
Liczba postów : 191

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Nie Lip 11, 2010 10:55 pm

Znajdowałem się u znajomego na tak zwanych wakacjach. Dni które spędzałem można nazwać zwiedzaniem lub zarabianiem. Rozumiałem i mówiłem wiele po włosku lecz można było się dogadać po angielsku lub w ostateczności na migi. Mama zawsze mówiła ucz się łaciny oraz języków by móc rozmawiać z innymi z rodziny. W sumie miała rację dlatego uczyłem się niechętnie lecz zawsze coś. Pracowałem w różnych fachach na przykład stolarstwo, kowalstwo, roznosiciel pizzy lecz nie zagrzewałem miejsca na dłużej niż trzy dni. Dlaczego ? sam wprawdzie nie chciałem zostawać w jednym miejscu lecz w różnych by więcej się uczyć. Gdy usłyszałem od znajomego o specjalnej ofercie pracy zgodziłem się szczegóły miałem poznać następnego dnia.

Była już godzina ranna bodajże była już ósma jak miałem się spotkać z Makiem. Nasze miejsce to był park pod pomnikiem. Stałem tam ubrany w białą koszulkę i czarne bojówki. Czekałem na przyjście znajomego lecz do tego czasu zaczepiło mnie kilka pięknych Włoszek. Niestety niektóre mówiły tak szybko że nie zrozumiałem o co im chodzi. Wreszcie nadeszła odsiecz pod postacią Marka. Złapał mnie za bark i odparł.

-Jest praca jako kurier prosta łatwa i przyjemna. Masz tu miejsce spotkania. Jeśli zdążę to i ja pofatyguje się. Koleś jest naprawdę bogaty więc i sypnie trochę kasą.


Spojrzałem na jego uradowaną minę i odparłem z niedowierzaniem.

-Tak jako kurier i można tyle zarobić to dlaczego nie pisano o tym w prasie ?

Rozejrzał się jakby ktoś nas śledził i szepnął.


-Bo to jest tajne przez poufne kumasz bazę. Jesteś w moim zastępstwie bo ja nie mogę.

Coś mi się nie podobało w jego słowach lecz zrozumiałem o co chodziło. Złapałem malutką karteczkę i spojrzałem na czarnowłosego chłopaka.

-Zgoda i tak nie mam nic do roboty.

Ten się uśmiechnął i odszedł w nieznanym mi kierunku. Spojrzałem na karteczkę z adresem i starałem się skojarzyć dany adres. Wcześniej już go gdzieś słyszałem więc nie powinno być problemu z odgadnięciem gdzie się ów lokalizacja znajduje. Włożyłem rękę do kieszeni i ruszyłem przed siebie do kiosku z mapami. Sprzedawczyni spojrzała na mnie i odparła.

-Turisto...

Zrobiłem niechętnie miły wyraz twarzy i przytaknąłem lecz w duchu myślałem ,, Ty stara jędzo zobaczymy czy będziesz chciała mnie wykiwać na kasę będę udawał głupiego.. ‘’
Kobieta starsza pomarszczona o białych długich włosach spiętych w kok sięgnęła po mapy i starał mi wmówić że kupię je najtaniej w całej Florencji. Zaśmiałem się i wskazałem palcem mapę o którą mi chodziło. Spojrzała na mnie podejrzanie i zbliżyła się mówiąc z początku głośniej a na końcu ciszej.

-No tutisten.. ?

Zaśmiałem się i odparłem grzecznie.

-Po części tak jestem w odwiedzinach u cioci.

Kobieta zrobiła oczy jakby dom jej płonął.

-Nasz...

Od kiwnąłem potwierdzająco wprawdzie nie byłem Włochem ale lubiłem czuć się jak u siebie. Kobieta zarumieniła się i starała się nie odzywać. Zabrałem mapę lecz dałem więcej pieniędzy tak od siebie i wszyłem rozkładając mapę na Florencji i całym mieście.

-Gdzie ty jesteś...

Jechałem wolno palcem po ulicach aż nareszcie znalazłem. Zwinąłem mapę i włożyłem do zamykanej kieszeni. Ruszyłem w miejsce spotkania.

Gdy dotarłem kilkoma autobusami na miejsce dostrzegłem ogromny parking i zaparkowanego Mercedesa. Rzucał się w oczy bo był biały i dlatego go zapamiętałem. Stałem przed jakimś budynkiem i czekałem na resztę wyglądało na to że chyba pierwszy tu dotarłem lub inni coś szukali. Nie wiedziałem aż nie zebrała się grupka ludzi. Wtedy wyszedł jakiś ważny gość i rozpoczął swą wypowiedz. Na początku wydawał się dziwny bo wzdychał niczym poeta do martwego ciała lub czaszki. Później się rozkręcał i mówił całkiem z sensem. W pewnym momencie zwątpiłem czy mamy się powybijać i dostarczyć za wszelką cenę czy co. Rzucił nam kluczyki jak psom kość i odwrócił się by nie widzieć walki. Biały mercedes o którym wspomniał krótko skomentowałem w myślach,, Czyli to jego oczowalny samochodzik.. ‘’
No i co by było bez ukrytych atrakcji. Zaśmiałem się po cichu i zobaczyłem jak jego goryl wychodzi i kozaczy siłą. Wprawdzie nie miałbym szans lecz rozbawiła mnie ta komediowa scena. Miałem ruszyć i nadać tępa innym jak jeden z szeregu wyrwał się i złapał kluczyki. Spojrzałem z zaciekawieniem co zrobi lecz ten ruszył w stronę parkingu i rzucił tekstem przywódcy. Doskonała dyscyplina dla mnie ,, A więc igrzyska uważam za otwarte.. ‘’
Dogoniłem chłopaka i odparłem.

-Chyba nie zamierzasz iść tak wolno ?


I przyśpieszyłem kroki w kierunku białego samochodu.


_________________

Just love Me ! **** Kill My Soul And Live For Me !
My Heart Is For You ! :( *** I Promise That I Will Live
Aktualny ubiór i opis postaci:
Wygląd: Osoba o przeciętnym wzroście 178 cm, lecz nie zapominajmy że młodzież w tym wieku się jeszcze rozwija. Włosy białe niczym śnieg, mimo jasnych włosów jego oczy są ciemne jak noc bez gwiezdna. Jego ciało choć poważnej postury nie jest zbyt dobrze umięśnione dlatego nie można określić go mięśniakiem.
Nosi na sobie czarno-siwy płaszcz a pod nim czarny bezrękawnik. Bielizna, skarpetki i czarne spodnie Dżinsowe z butami skórzanymi do łydek.
Czasem nosi przy sobie katanę.
Powrót do góry Go down
Sigurd Gunnarsson

avatar

Dołączył/a : 10/07/2010
Liczba postów : 9

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Pon Lip 12, 2010 7:27 pm

Nie rozumiał co znaczyły słowa ojca "Jedziesz do Florencji", co znaczyło wciśnięcie mu w rękę biletu lotniczego w białej, lekko przemokniętej od oblepiającego ją śniegu kopercie, a już totalne nie zrozumiał uśmiechu Gunnara i jego przyjacielskiego klepnięcia w ramię, gdy oznajmiał mu, i wyjeżdża na wakacje do rodziny od strony matki. Było to dla niego tak dziwne oraz niezrozumiałe, że jeszcze przez kilka godzin od tego zdarzenia zastanawiał się, czy ktoś przypadkiem nie zrobił prania mózgu jego ojcu. W końcu, na Odyna, ten facet uśmiechał się równie często, co zachowywał się jak prawdziwy, kochający ojciec.

Niech wszystkim bogom Valhalli będzie dzięki, że Szwecja była krajem dwujęzycznym i już małym dzieciom nawet w tak zapadłych siołach jak jego wpajano do głowy umiejętność posługiwania się nie tylko językiem szwedzkim, lecz również angielskim. Co prawda uczył się do jedynie do dziewiątego roku, lecz miał ku temu odpowiedni talent i bardzo to lubił, więc mimo upływu czasu i niewielkiej ilości lekcji angielskiego w Asgardzie, wciąż posługiwał się owym językiem dość płynnie, z lekkim tylko twardym, charakterystycznym dla mieszkańców północy akcentem. Niestety, jego nadzieje na dogadanie się z miejscową ludnością prędko zostały rozwiane, gdy okazało się, iż większość Włochów nie posługuje się angielskim ani trochę.

Raz jeszcze chwaląc imię Odyna, Sigurd podziękował swemu bogu za to, że rad był zesłać mu nie tylko w miarę rozumną i kontaktową rodzinę godzącą się przyjąć go pod swój dach mimo, iż opuścili rodzinny kraj kiedy miał sześć lat, lecz również za to, że udało mu się znaleźć dorywczą pracę, za zarobione w której pieniądze będzie mógł kupić pamiątki dla siebie i ojca. Kto wie, może dzięki temu odrobinę stopi lód otaczający jego serce? Mimo wszystko wciąż nie tracił nadziei na to, że uda mu się zbliżyć do taty na tyle, by choć czasem zaznać z jego strony nieco ciepła...

Pierwszą rzeczą jaką zdobył już na lotnisku, była mapa Florencji, która w połączeniu z jego zmysłem orientacji w terenie dawała mu możliwość dość sprawnego poruszania się po mieście, a co za tym idzie odnalezienie miejsca, w którym miał się stawić do pracy. Nie spodziewał się jednakże, że oprócz niego będzie tam aż tylu innych chłopaków w wieku podobnym do jego. Nieco go to skrępowało, lecz mimo wszystko podszedł do nich zachowując przy tym milczenie, dopóki szef nie skończył wydawać im poleceń. Zaraz potem podszedł do chłopaka, który zdawał się nieco orientować w okolicy, sądząc po werwie z jaką ruszył w stronę samochodu.
- Jestem Sigurd, ale możesz mówić mi Sig. Jakieś pomysły co do wykonania zadania? Dzielimy się na zespoły, czy działamy osobno?
Zapytał wysuwając ku niemu swą dłoń. Był wysoki, dobrze zbudowany, a długie blond włosy ściągnięte miał w kitę i przewiązane czarnym rzemieniem. Na sobie miał poza lekkimi butami podkoszulek bez ramiączek i krótkie spodenki, choć mimo tego i tak wydawało się, że jest mu o wiele za gorąco. W końcu nie dziwota, skoro żył w kraju wiecznie skutym lodem, że Florencja wydawała mu się istnym piekłem.
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Pon Lip 19, 2010 5:13 pm

Młody dziedzic rodziny Auditore jedynie uśmiechnął się na reakcję dwóch uczestników zadania. Nic im nie odpowiedział gdyż uznał, że nie ma na razie takiej potrzeby. Dziwiło go natomiast,że pozostali nic,a nic nie zareagowali. Stali jakby ugrzęźli w ziemię...
"Można było się tego spodziewać...amatorzy, którzy myśleli,że mogą podbić świat..."-z pogardą pomyślał o nich Ezio docierając w końcu do białego samochodu.

Prędko otworzył kluczykiem bagażnik i wyjął z koperty ofiarowanej przez szefa listę.
-Jest...Sigurd...Twoje imię jest pierwsze. Bierz tą przesyłkę i udasz się do...Katedry San Marco-mówiąc to jednocześnie podawał paczkę długowłosemu przybyszowi.
Następnie troszkę przegrzebał w tych paczkach,aby odnaleźć kolejną tym razem dla siebie.
-Hmm dla mnie...Pałac Medyceuszy...-szepnął pod nosem odrobinę ściszonym, jakby niezadowolonym tonem.
Dosłownie chwilkę później wyjął kolejną paczkę.Ta była dosyć dużych rozmiarów i nawet ciężka.
-A ten kolos...trafia do...Raziel...-powiedział to podając mu z trudem przesyłkę. Twój cel to Kościół Santa Croce.

W tej samej chwili mężczyzna wyjął swoją paczuszkę z auta i po chwili go zamknął. Następnie rzucił kluczyk w stronę tych, którzy nawet nie odpowiedzieli słowem na to co się wydarzyło. Ezio spojrzał jeszcze na swoich "konkurentów" z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Powodzenia. Pamiętajcie o zasadach...-charakterystycznym dla siebie tonem rzekł to, zakładając jednocześnie głęboki biały kaptur.
Mężczyzna chwilę później zniknął w tłumie kierując się powoli do wyznaczonego celu.

OCC:
1)Panowie...ostrzegałem, Ci którzy nie odp na 1 posta dostają ostrzeżenie(żółta kartka). Następny brak odp wiąże się z odpadnięciem z przygody.
2)Sigurd, Mani ładne posty na wstępie:)
3)Pamiętajcie o tym, aby krocząc do wyznaczonego celu nie trafić się tam w błyskawicznym tempie. Proszę o opisywanie każdego kroku swojej podróży.Pamiętajcie, że to duże miasto i mogą wam się zdarzać małe "niespodzianki".
4)Powodzenia życzę z następnym postem;]
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Czw Lip 22, 2010 9:15 am

Aleksiej przeczytał w jednej z gazet pewne dosyć nietypowe ogłoszenie. Czytając ogłoszenia sprzedaży i kupna domu we Florencji natknął się na jedną jedyną ofertę pracy na zlecenie.
Miejscem spotkania było coś w rodzaju parku tam miał się dowiedzieć wszystkiego. Chwila nie minęła i młodzian był już w drodze na spotkanie o pracę.
Popołudniowy skwar nie dawał mu spokoju. Piękno Florencji przecięte fatamorganicznymi zwidami w postaci mokrych plam na brukowanej ulicy i falujących budynków wydawał się nie tyle śmieszny co zadziwiający. Wszak chłopak z południowo zachodniej Polski nie przywykł do takich widoków gdyż żyjąc pośród natury ciężko było znaleźć się pośród tak imponujących zabudowań.
Na miejscu czekało już kilku smażących się w ostrym słońcu śmiałków. Aleks powoli krocząc w swoich ubraniach podszedł do nich jakby nigdy nic. Zmierzył ich wzrokiem z góry i stanął wsłuchując się w instrukcje. Jego blada twarz nie wzruszona serdecznościami kompanów pozostała kamienna i niewzruszona.

Słowa pracodawcy wymawiane spokojnym tonem były tak naprawdę zbyteczne. Wystarczyło powiedzieć co zrobić i przystąpić do akcji myślał młody Rose. Po chwili namysłu odparł mu spod nosa.
-W życiu liczy się jedno jedność z naturą. Po czym spojrzał na resztę i szyderczo się uśmiechnął.
-No wreszcie coś sensownego. Tak więc ruszamy. Dodał słysząc jak zleceniodawca dał już potrzebne informacje na oczywisty im temat. Później chwila niezręcznej ciszy i groźba będąca nieco śmieszna dla Aleksa gdyż zza rogu jak powiedział im szef wyszedł wysoki mężczyzna jednak o dobrą głowę niższy od Aleksa.
-Heh jeśli On jest wysoki to ja jestem królową Elżbietą. Zaśmiał się i ruszył w kierunku białego mercedesa. ..

W między czasie jeden z nich, który podniósł klucze dotarł do auta gdzie wydobył polecenia dla wszystkich zgromadzonych. Aleks powolnym krokiem zdążając do auta słyszał tylko jak wyczytuje imiona i zadania. Nie usłyszał zaś swojego co go lekko zdziwiło. Fakt spokój na jego twarzy nie został zachwiany jednak podbiegł do auta i uderzył ręką w klapę bagażnika. Mówiąc twardym głosem słowa, które z tak delikatnych ust nie powinny padać.
-A gdzie do cholery moje zadanie!! Oznajmił ukazując swoją złość po chwili zaś wracając do stanu w jakim przebywał najczęściej. Zamknięty przed światem, pogrążony w dywagacjach z własnym ego.

-Co się ze mną dzieje. Rzekł pod nosem do siebie wpatrując się spuszczoną głową w auto. Myśląc jak tu szybko dostać zadanie i zarobić kilka groszy na dalszą część jego wędrówki po ziemiach antycznego Rzymu....
Powrót do góry Go down
Manigoldo

avatar

Dołączył/a : 14/09/2009
Liczba postów : 191

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Sob Lip 24, 2010 1:57 pm

Spojrzałem jak mężczyzna otwierał bagażnik z białego mercedesa. Nareszcie nasz sezamek się otworzył. Spojrzałem w stronę chłopaka który wyglądał jakby bardziej poważnie z tą brodą i włosami spiętymi w kitę.

-A więc Sig zaraz się wszystko okaże.

Pierwsza paczka a później następna. Spojrzałem w stronę nowo poznanego i odparłem.

-Wybacz. Każdy jest skierowany w inną stronę Florencji więc nie możemy się wzajemnie wspierać.

Spojrzałem jak nasz ,, przywódca’’ wyciąga dość ogromna paczkę. Odparłem dość głośno i z poirytowaniem.

-Co jest do jasnej cholery ! wy macie takie małe a ja mam jak wół targać to coś...

Spojrzałem trochę z poirytowaniem. Złapałem pakunek w objęcia i ruszyłem w stronę tłumu w którym szybko zniknąłem. Teraz zostało mi udać się do oddalonego o x kilometrów Kościółu Santa Croce. Wprawdzie nie miałem pojęcia gdzie on się znajduje, lecz od czego miałem mapkę. Zresztą jak to mówią koniec języka za przewodnika.

Ruszyłem główną ulicą niosąc ciężką paczkę. Zmęczony tym ciężarem usiadłem na ławce i położyłem pakunek na ziemię. Wyjąłem mapę i spojrzałem na rozmieszczenie terenu. Palcem wędrowałem powoli po uliczkach i ulicach by odnaleźć mój cel. Nie ukrywam że zajęło mi to kilka minut lecz opłacało się. Teraz wiedziałem gdzie mam iść, lecz która droga będzie dostatecznie dobra ?. postanowiłem iść ulicą główna następnie skręcić na skrzyżowaniu w lewo i iść cały czas prosto aż nie dojdę do szkoły podstawowej. Wstałem i spojrzałem na ta skrzynkę. Nie dałbym rady jej cały czas nieść więc musiałem coś wykombinować. Szczęście w nieszczęściu dostrzegłem samochód dostawczy i ekipę która rozładowywała pakunek. Mieli dość interesującą mnie rzecz. Zbliżyłem się niosąc ciężki mój pakunek. Położyłem go na chodniku między nogami i odparłem.

-Proszę oto wasza dola za to że dacie mi te psy.

Jeden z rozładowujących spojrzał na mnie i wyciągnął rękę mówiąc.

-50 i są twoje.

Zaśmiałem się i odparłem.

-Nie rób sobie złudzeń że dam 50 jak nowe kupisz za taką cenę a wasze to max 35

Spojrzał na mnie i po chwili wręczył mi pasy. Myślę że udał mi się interes ponieważ zrobiłem z pasów i paczki plecak. Założyłem go na plecy i nie odczuwałem tego ciężaru aż tak bardzo. Postanowiłem ruszyć dalej i nie zwlekać z czasem. Idąc ulicami spoglądałem na mapę i kierowałem się w stronę kościoła, lecz chciałem się upewnić i postanowiłem zapytać kogoś kto się znał n mieście. Rozejrzałem się do koła i wśród tylu przechodniów postanowiłem odezwać się do kierowcy autobusu.

-Przepraszam jak dojść do kościoła świętego krzyża.

Mężczyzna siwych włosach i okularach spojrzał na mnie i odparł.

- wiesz gdzie Piazza di Santa Croce ?
- Niestety nie
- A więc musisz iść tą uliczką do końca następnie skręcić w prawo i kierować się w stronę bazyliki na pewno ją zobaczysz bo to jest charakterystyczny budynek.
-Dziękuję bardzo.


Ukłoniłem się i ruszyłem uliczką wskazaną przez kierowcę. Kto inni jak nie on mógł mi wskazać poprawna drogę. Lata jazdy po ulicach Florencji sprawiły iż zna zapewne każdą uliczkę i budynek w mieście i poza nim.

occ.
Neo napisz na pw.

_________________

Just love Me ! **** Kill My Soul And Live For Me !
My Heart Is For You ! :( *** I Promise That I Will Live
Aktualny ubiór i opis postaci:
Wygląd: Osoba o przeciętnym wzroście 178 cm, lecz nie zapominajmy że młodzież w tym wieku się jeszcze rozwija. Włosy białe niczym śnieg, mimo jasnych włosów jego oczy są ciemne jak noc bez gwiezdna. Jego ciało choć poważnej postury nie jest zbyt dobrze umięśnione dlatego nie można określić go mięśniakiem.
Nosi na sobie czarno-siwy płaszcz a pod nim czarny bezrękawnik. Bielizna, skarpetki i czarne spodnie Dżinsowe z butami skórzanymi do łydek.
Czasem nosi przy sobie katanę.
Powrót do góry Go down
Neo
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 31/12/2007
Liczba postów : 1233


PisanieTemat: Re: Doręczyciel   Wto Lip 27, 2010 12:22 pm

OCC;Sigurd opóźniasz przygodę...daję Ci szanse odp do jutra. Jeżeli nie to ostrzeżenie(żółta kartka)

ta przygoda miała być krótka i przyjemna a powoli zamienia się w trwogę...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Doręczyciel   

Powrót do góry Go down
 
Doręczyciel
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM-
Skocz do: