Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zimnny Bóg Harfy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Zimnny Bóg Harfy   Wto Mar 13, 2007 9:52 pm

Młody chłopak siedział grając na harfie, ruiny Midian stały się jego domem odkąd pozostawili go tu rodzice i wychowała jakaś nieznana siła, która kierowała jego losem. Tuż, przed chłopakiem pojawiła się piękna kobieta w białej szacie.
-Kim jesteś?- Zapytał Rushifua.
-Nazywam się Algoris i jestem muzą Harfy.- Odparła Kobieta.- Apollinowi podoba się twoja gra, przypomina mu bardzo... Orfeusza. Stań do walki.
Kobieta wykonała błyskawiczny atak, unieruchamiając Rushifua i zadając mu ogromny ból. Struny Harfy cieły jego ciało. Drzewa szumiał cicho, gdy chłopak leżał na ziemi i wył z bólu, zagłuszając wilki.
-Wstań i zaatakuj mnie.- Krzyknęła kobieta i pociągnęła za struny harfy, na rękach chłopaka pojawiły się blizny.- Potrafisz to zrobić.
Po mimo tego, że ni mówiła o tym, blokowała swoje ataki, aby nie zrobić krzywdy chłopakowi. Chłopak poddzwignął się z klęczków i trzymał mocniej harfę. Jego kosmos powoli ropalał się. Kobieta spojrzała na niego z drwiącym uśmiechem.
***

Rushifua, wzleciał w powietrzę i uderzył o kamienną ścianę, jego oczy zasłaniała czarna chusta. Muza przechadzała się powoli uderzając z furią.
-Rushifua, skup się.- Ryknęła wreszcie półbogini.- Nie będę marnowała dla ciebie czasu. Skup się i zaatakuj.
-Jak mam cię zaatakować pani, gdy nic nie widzę?- Rushifua powoli macał rękami do okoła w lewej trzymał harfę.- To bez sensu.
-To ma sens.- Trzy struny przecieły grzbiet Rushifua.- Gdy nie widzisz, polegaj na słuchu, węchu! Wyczuj mnie.
Rushifua wstał, a Muza powoli zaczęła krążyć wokół niego. Cały czas nasłuchiwał jak śnieg skrzypi pod jej stopami. Wyczuwał zapach jej ciała.
Trzy struny, które wyleciały z palców Rushifua przeleciały przez Muzę, uczeń ściągnął chustę.
-Czemu zdejmujesz hustę.- Ryknęła na niego.- Załuż ją spowrotem i wykonaj zadanie.
-Wykonałem.- Ramiączka sukni Muzy opadły na ziemie wraz z suknią.- Czyż nie.
-Doskonale.- Syknęła muza i zaatakowała ucznia, ten ryknął jak oszalałe zwierze i upadł na ziemie, jego oczy krwawiły.- A może po prostu udało ci się coś zobaczyć pod chustą. Wstawaj i atakuj.
Rushifua rękami wymacał harfę i wstał. Jego kosmos płonął bólem i cierpieniem, z rozerwanych oczu. Wyczuł dwa kosmosy. Chciał wyczuć który należy do Muzy Harfy, ale jeden z nich przykrywał drugi.
-Nie nabierzesz mnie.- Rushifua pociągnął struny, a z jego prawej ręki błysnęły cztery potężne promienie. Dwa trafiły muzę i odrzuciły ją na drzewa, dwa przecieły drzewo i leciały w stronę mężczyzny w długim szarym płaszczu. Mężczyzna machnął lekko dłonią, a promienie nabrały mocy i wbiły się w Rushifua. Chłopak uderzył w kamienną ścianę rozwalając ją własnym ciałem. Mężczyzna wycelował w niego palec, a złota energia uzdrowiła chłopaka, a oczy zanim się zamknęły przyjęły dawny ostro granatowy odcień.
-Masz, się z nim obchodzić ostrożnie.- Warknął Mężczyzna do Muzy.- Masz być dla niego ostrożna i pamiętaj on nie może się dowiedzieć, że ma brata.
-Tak Panie, dziękuje za ostrzeżenie.

***
Młody chłopak powoli wchodził,na górę. Powietrze było żadkie i ciężko było odychać w tym zimnym klimacie, dalekiej północy. Chłopak upadł na ziemie.
-Nie mogę się podawać.- Powiedział głośno i powstał spojrzał, że na horyzoncie podnosiły się kłęby dymu.- To już nie dalekko.
Powoli wchodził na górę, wprost w ruiny Midian, które słynęły z przepięknej kobiety, której uroda mogła jedynie konkurować z jej kunsztem harfy. Mężczyzna podążał do tego zapomnianego zamku, tylko po nią i nawet świadomość, że była to niegdyś świątynia Apolla, go nie zatrzymała.
Mężczyzna stanął pod ciemną kolumną obrośniętą zamarzniętym bluszczem. Mężczyzna wyciągnął pałkę i zaatakował kobiete, ale zatrzymał się w pół kroku.
-Nie podejdziesz bliżej.- Mężczyzna usłyszał głos i zobaczył siedzącego na murze Rushifua, który przymknął oczy i delikatnie muskał struny Harfy.- Odejdz stąd, to uchowasz, życie.
-Żartujesz, mój pan, wysłał mnie z poleceniem.- Mężczyzna powoli, zaczął iść w stronę harfisty.- Mam, zabrać stąd Alegoris.
-Nie pozwolę na to.- Rushifua spojrzał w niebo.- Czy wiesz, jaka grozi kara, za taką rzecz?
-Tak.- Odparł mężczyzna i rzucił kamieniem w Rushifua.- Powinieneś mnie teraz zabić.
-A ja pozwolę ci żyć po miomo twojej marności.- Odparł Rushifua.- I zachować życie.
-Na nic mi twoje przyzwolenia.- Mężczyzna zamachnął się na chłopaka i uderzył go w ramię.
-Wiatr niszczy domy, porywa ludzi i zabija zwierzęta, czy winna to wiatru, że takim go stoworzono.- Odparł Rushifua i zignorował cios. Alegoris przyglądała mu się za kolumny.
-Co to znaczy?- Zapytał mężczyzna i próbował uderzyć chłopaka, ale pałka zatrzymała się w połowie drogi.
-To, że jak nie można winić wiatru za to jakim został stworzony, tak ciebie nie można winić za wrodzoną ci głupotę.- Pałka, pękła tuż nad głową Rushifua.- Teraz Zagram dla ciebie, mojego specjalnego walca, niech towarzyszy ci do granic śmierci.
Rushifua grał smutnego pełnego wdzięku walca na strunach harfy. Mężczyzna zaczął się śmiać, ale śmiech uwiązł mu w gardle, a on z początku stawiał nie zgrabne ruchy, jakby się czemuś opierał, ale zachwilę tańczył wikwitnego walca angielskiego.
-Pięknie tańczysz, i jak każdy tancerz potrzebujesz odpowiedniej oprawy.- Rushifua grał coraz smutniej, ale muzyka nie traciła na swym pięknie.- Mój walc, sprawi, że przekroczysz progi śmierci.
Palce mężczyzny opadły na śnieg, z twarzy odpadł kawałek policzka, a śnieg zabarwił się na czerwono. Mężczyzna tańczył dalej, i gnił, gnił. Aż pozostał z niego jedynie szkielet, który bezwolny kołysał się w walcu Angielskim, po mimo, że całe mięso leżało u stup szkieletu, kości poruszały się dalej i dalej. Rushifua zleciał z kamiennego muru i uapdł na ziemie. Alegoris wybiegła za kolumny i obruciła ucznia na plecy.
-Nigy więcej tego nie rób.- Krzyknęła Alegoris i uderzyła Rushifua w twarz.- Tej techniki, nie wolno używać od tak sobie, nie rozumiesz, że tak jak martwe stają się twoje ofiary tak martwe staje się twoje serce. Nigdy więcej nie używaj Walca Tancerza Śmierci, co kolwiek by się nie działo.
-Uratowałem cię...
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Zimnny Bóg Harfy   Sro Mar 21, 2007 9:43 pm

Rushifua grał wściekle na harfie rozrywając drzewa na strzępy. Z jego rąk szły błsyki światła, które uderzały w drzewa rozcinając je na części. Rushifua upadł na kolana i dyszał ciężko. Algerois podeszła do niego.
-Ciągle za wolno.- Wyszeptał Rushifua.- Ciągle za słabe ciosy.
-Uważasz.- Alegoris uklęknęła przynim i spojrzał w jego oczy.- Że nienawiścią, coś wskurasz? Zmieniłeś się.- Bardziej stwierdziła, niż zapytała.- Walc Tancerza Śmierci, cię zmienił.
-Nie.- Rushifua chwycił się za głowę.- Nigdy tak nie mów.
-Zawsze, kochałeś wszystko.- Alegoris wyciągnęła małą wiweurkę spod pnia drzewa, stworzonko, żyło jeszcze, ale miało zmiażdzony pyszczek.- Kochałeś, a teraz szukasz tylko siły, do niszczenia....
-Nie.- Rushifua podszedł do niej i strzepnął z jej ręki.- Nie można płakać nad różami gdy las płonie...
-Ale ty płakałeś.- Wtrąciła Alegoris i podniosła stworzonko.- Zawsze kochałeś słabszych i nigdy nie zadawałeś cierpienia bez podstawnie. Ulecz ją.
Rushifua zawachał się dotknął stworzonka palcem a ono rozbłysło, wiewiórka podniosła się i uciekła.
-Pamiętaj, że z nienawiści nic nie wynika, nic nią nie zbudujesz, ani nie wywalczysz.- Alegoris spojrzała w morze.- Tylko przyjazn, może ci pomóc, to prawdziwa moc rycerzy Ateny.
-Alegoris, mój brat powrócił.- Rushifua usiadł na ziemi.- Jeszcze ten głos.
-Jaki głos?- Alegoris chwyciła ucznia za głowę.
-Kobiety.- Słyszę go odkąd grałem przed posągiem Ateny.
-To Atena ci szepcze.- Alegoris spojrzała w niebo.- Zatrułeś swoje serce, dlatego śpiewa do ciebie, bądz silny Rushifua, teraz wróć do treningu...
***
Rushifua siedział na kamiennej posadzce Midian, wpatrywał się w konstelacje. Już dawno w jego glowie nie było takiego mentliku, wszystkie wspomnienia zdawały się zlewać w jedno.
Rushifua wziął swoją harfę i zacząl trącać struny, wszystkie kamienie dookoła rycerza zaczęły wznosić się w powietrzę i rozrywać na kawzałki. Rushifua zamknął oczy a kamienie i kawałki chodnika, rozrywały się coraz szybciej i szybciej. Jego zmysły jeden po drugim wyłączały się, torując drogę do siągnięcia czystego kosmosu. Nagle wszystko ucichło, tylko muzyka harfy unosiła się w powietrzu. Piękna i czysta, kamienne płyty scalały się w jedność i układały w całość posadzki.
-Tak Rushifua.- Szepnęła Alegoris,stojąca za kamieną kolumną.- Osiągnij wyższy stan świadomości.
Kamienie powoli układały się w całość murów. Spod zamkniętych oczu Rushifua ciekły krwawę łzy, spod opuszków palców ciekła krew.
-Tak właśnie tak.- Rushifua upadł na ziemie a jego kosmos zgasł, Alegoris uklękła przynim i tchnęła w niego część swojej mocy.- Pamiętaj że nie tylko, trenując niszczenia osiągasz wyższą moc, ale takrze przez moc tworzenia....
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Zimnny Bóg Harfy   Nie Mar 25, 2007 8:14 pm

Rushifua zszedł z klifu przed samo morze, nabrał wodę i opłukał twarz, za pasem miał swoją harfę. Dopiero po chwili dojrzał piękną kobietę pływającą w morskich falach. Kobieta spojrzała na niego i już była tuż obok, wzniosła rękę a ciało Rushifua wzleciało w powietrze, a on sam próbował bezskutecznie nabrać powietrza.
-Ty mnie nie kochasz.- Powiedziała ze zdziwieniem i wściekłością kobieta.- Mnie wszyscy kochają, jak śmiesz patrzeć na mnie i niebłagać oto abym pozwoliła ci całować odcisków moich stóp. - Afrodyta przymknęła oczy penetrując umysł Rushifua dostrzegła zarys kobiety, ale nie mogła dojrzeć jej twarz.- Ukrywasz ją przedemną, dobrze sam zapłacisz za to, że mnie nie kochasz. Podobają mi się twoje oczy, są piękne ciemno niebieskie. - Zrenice Rushifua powiększyły się a potem zmalały do wielkości ziarenka maku.- Oto kara jaka cię spotkała po wietrzność ślepy.
Rushifua wspinał się powoli po kamiennej ścieżce, jego ręce wodziły w przestrzeni, a on sam zawisnął nad przepaścią, Alegoris pochwyciła go w ostatnim momencie.
***
-Rushifua wstawaj, jesteś ślepy i to nie znaczy, że masz zrezygnować z rycerskiej zbroi.- Krzyknęła Alegoris.- Dobądz harfy i zaatakuj mnie.
-Jak mam cię zaatakować gdy cię nie widzę.- Krzyknął Rushifua, upadł na kolana.- Zabij mnie, po co ci ślepy uczeń.
-Posłuchaj mnie.- Warknęła Alegoris.- Wyczuwasz mój kosmos, czyż nie, moje ataki składają się z energi kosmicznej. Czy nie potrafisz ujrzeć energi kosmicznej?
-Nie. Poczekaj.- Rushifua pośród ciemności ujrzał białą czystą energię Muzy, z niej wydobywała się niebieska nić uczuć. Niebieski smutek.- Widzę.
Rushifua odrazu zatakował powalając Alegoris na ziemie, ta wstała, ale uczeń cały czas wodził za nią wzrokiem. Wykonała atak, ale on ominął wszystkie jej promienie.
***
Rushifua powrócił po pokucie na fiordy gdzie się wychował. Gruzy były jeszcze bardziej zniszczone niż przedtem. Alegoris leżała w kałuży krwi, na ziemie uczeń podbiegł do niej i wziął ją na ręce.
-Alegoris, wszystko będzie dobrze.- Powiedział Rushifua.- Wszystko będzie dobrze.
-Posłuchaj mnie bo niebędę powtarzała.- Stęknęła Alegoris.- Był tu złoty rycerz w czerwonej zbroi, był to wodnik, zniszczył świątynie i gór, obiecaj że niebędziesz go szukał.
-Alegoris.
-Obiecaj.
-Alegoris.- Rushifua płakał, i przytułi twarz do jej czoła.- Alegoris.
Rushifua stał przed krzyżem, wbitym w ziemie i się modlił, na krzyżu wisiał mały krzyż z wplecioną harfą.
***
Rushifua przybył do pięciu wzgórz usiadł w wodospadzie, pozwolił, aby woda opłukiwała jego ciało. Nogi miał złorzone w kwait lotosu, jego kosmos płonął, a woda obmywała jego ciało.
-Alegoris.- Szepnął Rushifua.- Shaka, będzie mnie teraz prowadził do srebnej zbroi harfy, wybacz mi, że nie potrafiłem cię uchronić, przed śmiercią.
-Czemu obwiniasz się o jej śmierć.- Koło wodospadu pojawił się mężczyzna w czarnym płaszczu. W rękach miał harfę, którą trącał od niechcenia, ale muzyka która powstawała, z tego niechcianego trącania, urzekała wszystkie zmysły.- Nie wiesz, ale dzięki, temu los oszczędził ci najgorszego losu, bo każdy kogo wyuczyła Muza, musi ją zabić aby powróciła do mnie.
-Nie.- Rushifua zacisnął usta.- Więc ty jesteś Apollo?
-hahaha.- Roześmiał się mężczyzna.- Tak, jestem Apollo, bóg Muz, pozwoliłem ci dostąpić zaszczytu bycia wychowanego przez Alegoris, ponieważ posiadasz ogromną moc, której nie da się policzyć siłą kosmosu czy fizyczną.- Apollo spojrzał w niebo na którym rozbłysła konstelacja Harfy.- Urodziłe się pod tą konstelacją, twoja moc rosła z każdym dniem, ponieważ twoje serce pozostało czyste, nawet wtedy gdy Ares je zatruł, po mimo, że Ares zatruł twój umysł i zamknął twoje serce zamknął w czarnej trumnie złych uczuć, nie potrafił go tknąć swoją zgubną mocą. Gdy Afrodyta chciała ujrzeć twarz Alegoris w twoim sercu, nie mogła go przejść twojej miłości i czystości twoich uczuć.
-Panie.- Zaczął Rushifua, ale Apollo mu przerwał.
-Pamiętaj masz siłę, której nie liczy się w mocy, czy sile ale w uczuciach pozwala ci ona przezwyciężyć największe wyzwania.- Apollo wstał a na jego szyji poruszył się krzyż z harfą.- Porzuć swój cel, nie ma sensu aby przesadzać drzewo gdzie zostało ścięte.
-Panie.- Krzyknął Rushifua, ale Apollo zniknął.- Czy Shaka wiedział, że go tu spotkam, spod wody wzleciała harfa, która zaczęła grać, choć ręcę Rushifua były położone na nogach.- To dziwne, czuje w sobie dziwną siłę, czy on miał rację i czy mam porzucić Alegoris.- Rushifua zmarszczył czoło, ale próbował oczyścić swój umysł...
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Zimnny Bóg Harfy   Pon Kwi 02, 2007 3:38 pm

Rushifua siedział na morskim klifie, wiatr rozwiewał mu włosy. Brzuch miał znowu w bandażach, skrzyżował nogi w kwiat lotosu. Torował sobie powoli drogę do siódmego zmysłu, od nie dawna poznał tą wielką siłę, koncetracji i każdego dnia starał się utrzymywać ją jak najdłużej. Na jego plecach pojawiła konstelacja Liry.
-To wszystko wydaje się takie dziwne.- Pomyślał Rushifua.- Ares, Afrodyta, Alegoris i Jesień.
Kosmos skoncetrowany w rękach zaczął błyszczeć w jasną kulę. Kula nie powiększała się, ale jej kosmos i moc rosła z każdą sekundą. Rushifua próbował skoncetrować co raz większą moc w kulce, oraz utrzymać kosmos, w siudmym zmyśle.
-Atena nam wybaczyła, tylko dlatego, że robiliśmy to wszystko dla ratowania Camusa i morgena, oraz dla Ateny.
Rushifua zmarszczył czoło i skoncetrował się bardziej, harfa, która leżała obok, wygrywała smutne requwiem. Rushifua chwycił w dłoń kulę i zmiażdezył ją, po czym otworzył oczy, pobliskie góry zostały zniszczone doszczętenie, ale kosmos Rushifua nie wyszedł z siódmego zmysłu...
***
Rushifua koncetrował się cały czas na swoim kosmosie, próbując go pogłębić, od czasu ostatnich wydarzeń, jego kosmos rosnął z każdym dniem, a jego ciosy stawały się coraz potężniejsz i szybsze. Potrafił skoncetrować całą moc w jednym ciosie, a jego ciosy zaczęły powoli nabierać prędkości światła.
Rushifua siedział na klifię i grał smutną melodię, muzyka jak zwykle pomagała mu się skoncetrować i dążyć do utorowania sobie drogi do siódmego zmysłu. Ostatni czasy nauczył się, nie wychodzić z siódmego zmysłu przez okrągłą dobę, choć to wymagało ciągłęj koncetracji, która powoli stawała się naturalna jak odech.
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Zimnny Bóg Harfy   Pon Kwi 09, 2007 6:48 pm

-Rushifua, nie powinieneś mnie wyciągać z piekła, nie dość praw boskich złamałeś.- Alegoris siedziała w koncie domu i płakała. Rushifua siedział i medytował próbując odpędzić od siebie strach i zmartwienie.- To było grozne, jak mogłes tak wejść do piekła i zaatakować Minosa?
-To był prosty przeciwnik, nie doruwnywałby uczniom ze świątyni, a co dopiero Shace, Shaka nawet nie był by draśnięty przez niego.
-Zabardzo ufasz swoim siłą.
-Tak sądzisz.- Rushifua wstał i wyszedł przed dom, podniusł rękę do góry a ziemia rozjechała się pod wpływem pięciu równoległych nici.- To nawet nie jest setna część mojej mocy.
-Rushifua.- Alegoris upadła na ziemie.- Osiągnęłeś siódmy i ósmy zmysł...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zimnny Bóg Harfy   

Powrót do góry Go down
 
Zimnny Bóg Harfy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: I ERA-
Skocz do: