Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pandemonium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Pandemonium   Nie Lis 11, 2007 2:44 pm

Ciemnosc. Wszechogarniajaca, pochlaniajaca wszystko.
Cisza.
Samotnosc.
Odosobnienie, ani zywej duszy dokola. Ani jednej, zywej.
Dlonie zacisnely sie na glowie. Cialo skulilo sie w sobie.
- zostawcie.. - szept jakby pozbawiony tchu, bez sily w sobie.
- Zostawcie mnie!
Rozlegl sie krzyk.
Szmer, szept dokola. Glosy, ktorych nie slychac. Na tym pustkowiu ani zywej duszy.

Nikt nie zbudzi sie po nocy, nikogo nie dojdzie krzyk rozdzierajacy cisze. Nie w tym miejscu, nie posrod nocy.
Nastala godzina, o ktorej wszystko ogarnial sen. Morfeusza wladza nad swiatem.

Ciezki oddech, ledwo lapane powietrze. Drobne cialo trzeslo sie z zimna, czy tez ze strachu. Emocje narastaly szykujac sie do kolejnego wybuchu.
Postac zerwala sie z miejsca i wykonala zamach w pustke. Jej dlon trafila w skale, lecz nie zdala sie na to zwracac uwagi. Kolejny wymach, a po nim nastepny. Niczym walka z cieniami. Kamienie roztrzaskanych skal osypaly sie.
Postac upadla na kolana ze zmeczenia, z trudem lapiac oddech.
Skulila sie w sobie.
- cisza.. cisza, cisza cisza.. - cichy szept, slowa powtarzane w kolko wielokrotnie wypowiadaly usta.
Szept przeszedl w blizej niezrozumiale mamrotanie.
Drzenie ogarnelo cale cialo. Zduszony smiech rwacy w lekkich konwulsjach stawal sie coraz glosniejszy.
Postac podniosla sie z ziemi. Jej sylwetka wygiela sie, a jej smiech nie byl juz tlumiony. Z rak skapywaly krople krwi na ziemie.
Jej prawa dlon powedrowala ku gorze. Kurczowo chwycila sie wlosow ciagnac za nie, jakby probujac rozproszyc kotlujace sie w glowie mysli.
- zabije - dal sie slyszec glos pelen satysfakcji.
Smiech ponownie przeszyl cisze, pelen szalenstwa w sobie. Okrutnej determinacji.
Postac upadla na kolana bezwladnie. Nastepnie zaryla twarza w ziemie. Bez sil. Zapadla w sen.

trening na zrecznosc

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!


Ostatnio zmieniony przez Sakra dnia Pon Lut 25, 2008 8:17 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Nie Lis 11, 2007 2:52 pm

W tym momencie łamie regulamin ale co mi tam

3 poziomy
krótkie uzasadnienie: genialne

OOC:No właśnie zgadzam się z użytkownikiem na dolę Saga to nie jest faworyzowanie a po za tym mówiłem co do tego że każdy trening był zawsze oceniany na 2 poziomy a jak jest słaby to może wogule nie nagrodzony...
Proszę was o zrozumienie mnie ale staram się być jednostronny i dbać o forum tak mi się wydaje że jakoś się staram



[i]<Rushifua> Saga to jest łamanie regulaminu, albo zmień regulamin albo się do niego stosuj, nie możemy go łamać bo tak się nam podoba. Trening jest genialny, ale masz do dyspozycji 0, 1 lub 2 poziomy. Po drugie treningi są brane pod uwagę w ocenianiu odgrywania postaci, więc itak Sakra ma możliwości zgarnięcia jeszcze kilku poziomów. Naprawdę albo zmień regulamin albo się do niego stosuj.
odjelam sobie 1 lvl, wiec za ten trening dostalam tylko 2 lvl - Sakra
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pon Lis 19, 2007 8:31 pm

Wszechswiat. Miejsce nieskonczone.
Przepelnione pustka i ciemnoscia. Z jasniejacymi posrod nich gwiazdami.
Pelne nonszalancji mglawice skupiajace w sobie swiatlosc niczym roje.
Wszechswiat, miejsce, przez ktore przeplywa nieustannie wielka sila. Cosmo przyjmuje najrozniejsze barwy.
Kazdy kolor pochlaniany przez ciemnosc, widzialny tylko gdy ktos jest w stanie go dostrzec.
Niekonczace sie pasmo barw.
Spogladajac przez palce mozna dostrzec fragmenty niebosklonu. Kazdy obszar laczy sie z nastepnym jednym ciagiem. Wszystko jest zalezne od wszystkiego.
- Prime. - chlopak stanal nad lezaca na ziemi postacia. - Prime!
Spojrzenie spod maski padlo na niego.
- Nie lez tak na ziemi w srodku nocy. Ile razy mam ci to powtarzac?
Westchnal z rezygnacja i usiadl obok.
- O czym znow tak myslisz? O tym co nasz mistrz powiedzial?
- Nie kazdy czlowiek potrafi odnalezc w sobie cosmo, a kazde z nich jest inne -
dalo sie slyszec cichy dzwieczny glos dobiegajacy spod maski. - kazde z nich ma inna nature.. tak przynajmniej on twierdzi.
Mala dlon opadla na ziemie. Dziecko z rozlozonymi rekoma wpatrywalo sie w gore. Na czarniejacy niebosklon.
- To przeciez oczywiste! - powiedzial chlopak - Rycerze od wiekow walcza ze zlem i tymi ktorzy im sluza. Nie kazdy..
- Talos..

Chlopak przerwal slyszac swe imie. Drobna sylwetka Prime podniosla sie z ziemi.
- Talos, ja uwazam ze to nie ludzie rodza sie zli i to nie ich cosmo kreuje ich nature. Mam nadzieje, ze to jest prawda. Nawet jesli sie myle, to mam nadzieje.
W glosie dalo sie wyczuc smutek. Przez chwile panowala cisza.
- Mozesz zostac dobrym rycerzem.
- Prime? -
chlopak spogladal w plecy drobnej sylwetki.
- Wy macie przed soba przyszlosc, tylko czy bedzie ona jasna czy ciemna.. Mysle ze to zalezy od was. - dalo sie wyczuc radosc niczym przez lzy - Jestescie wspaniali, zazdroszcze wam.
Drobna reka uniosla sie do gory jakby otrzec lzy, lecz zatrzymala sie w polowie drogi. I tak zimny metal przyslanial dziecinna twarz.
- Naprawde sie ciesze, ze z wami jestem, nawet jesli moja osoba jest bezuzyteczna..
- Bzdury -
burknal chlopak.
Nie lubil widac tego caleko gadania o ich szczesciu i jakis nieszczesciach, ktore spotkaly rzekomo Prime.
Przygladal sie jak wstaje.
- Robi sie chlodno..
Uslyszal gdy mala sylwetka sie oddalala od niego. Obrocil glowe z lekkim niesmakiem. Zawsze czul jakiegos rodzaju niezadowolenie po tego typu rozmowach. Nie byl zreszta osamotniony pod tym wzgledem.
- Głupia Prime.. - mruknal do siebie.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pon Lis 19, 2007 8:51 pm

2 lvl
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pią Lis 30, 2007 8:46 pm

Ciemnosc rozwinela poly swego plaszcza zagarniajac w swe ramiona cala doline. W mroku slychac bylo pohukiwanie sow. Mlody mezczyzna otarl czolo z potu.
Juz dawno byl powinien wrocic do domu, lecz liczne mniej lub bardziej drobne sprawy mu na to nie pozwolily. Czekal go jeszcze spory kawalek drogi.
Stanal na rozdrozu i rozejrzal sie dokola. Jak wymagal obyczaj nalezalo zlozyc skromna ofiare w takim miejscu. Przykleknal wiec i wyjawszy z torby kawalek chleba i jablko polozyl je na kamieniu lezacym przy drodze.
Mimo ze wiekszosc ludzi przestala juz wierzyc w dawne bostwa i uwazac niektore dzialania za czyste zabobony, to jednak w tym miejscu pozostawal cien dawnych czasow. W tej okolicy zyly jeszcze mity i legendy. Dzialo sie tak za pewne za sprawa Sanktuarium. Miejsca bedacego w ukryciu, lecz oddzialywujacego znaczna sila na mieszkancow okolicznych wiosek.
Chmury, ktore skrywaly do tej pory ksiezyc przesunely sie na niebie. Ciemna luna rzucila nikle swiatlo dokola. Chlopak uniosl glowe wpatrujac sie w szarawe, pozbawione wiekszego blasku lico ksiezyca. Dreszcz przeszyl go niczym zimna struga.
Obrocil sie raptem do tylu i zamarl w bezruchu na widok czerwonych, jazacych sie w nocy oczu. Postac, ktora stala przed nim, wpatrywala sie w niego. Jedyne co dalo sie dostrzec w mroku to oczy.
Chłopak krzyknał krótko, poczym zerwał się do biegu i potykając się z początku popędził drogą.
Strach pchal go do przodu. Lek ktory przeszyl go, po zetknieciu sie z tym wzrokiem nie dal mu przystanac na chwile. Mial wrazenie ze zaraz ten duch go dopedzi, ze demon wyszedl szukac ludziego pozywienia. Oczy, ktore wpatrywaly sie w niego jak ofiare, z nieludzka sila w sobie.

Postac pochylila sie lekko biorac w drobna dlon jablko, poczym uniosla je do gory i ugryzla kawalek.
Potok mysli przeplywal przez glowe. Jedna gonila druga. Kazda byla cieniem poprzedniej. Niczym czarna, burzowa chmura otaczaly umysl.
Bol w skroniach znow dal sie we znaki. Dlon zacisnela sie na jablku, by po chwili zmiarzdzyc je w niej. Energia, ktora nikla smuga otaczala postac znikla raptownie.
Smukle zwierzece sylwetki zblizyly sie do czlowieka. Dal sie slyszec warkot, w ciemnym swietle dalo sie ujrzec obnarzone kly.
Otoczyly polkolem stojacego plecami do nich.
- Saket..
Wilk zaatakowal. Wybil sie z ziemi rzucajac do skoku na postac stojaca przed nim. Ta obrocila sie nieznacznie powoli. Zrenice zwezily sie, gdy spojrzenie padlo na zwierze.
Na ziemie splynela krew. Wilk zwinal sie w pol wydajac gluchy skowyt. Jego kompani cofneli sie kilka krokow w tyl, poczym czmychneli w ciemnosc.
Na twarzy postaci pojawil sie usmiech. Po chwili dalo sie slyszec cichy smiech.
- Nareszcie.. cisza..
Postac sie nieznacznie skulila zakrywajac dlonia swa twarz. Jej sylwetka drgala w rytm spazmatycznego smiechu.

trening na cosmo

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Rushifua
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/03/2007
Liczba postów : 740

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pią Lis 30, 2007 9:21 pm

bardzo ciekawy bardzo rozwijający potrafisz mnie zaskakiwac 2 lvl
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Gru 08, 2007 12:20 am

Wszystko zaczyna się od świadomości.
Bez niej nie ma istnienia. Bez istnienia jest niebyt. W niebycie nie ma życia.
Bez życia nie ma śmierci..

Postać okryła cienkim płótnem twarz. Jasne, wręcz śnieżnobiałe, kosmyki włosów wystawały na zewnątrz okrycia poruszane lekkim wiatrem w taniec. Wysoka, smukła sylwetka stanowiła parę z kolumną ze śnieżnobiałego kamienia, o którą ta się opierała.
Ciemne, wręcz hebanowe oczy zwęziły się, gdy wzrok spoglądał w dół. Poniżej rozpościerał się widok na przestronne miasto. Niskie domostwa wyciosane z kremowej skały, przykryte cienką warstwą ciemnobrązowego piasku, który osadził się na nich. Dokoła rozpościerała się ciemna zieleń. Z trudem wyhodowane w tym środowisku małe roślinki stanowiące radość dla oka w całym tym krajobrazie.
Postać skierowała się ku skraju tarasu. Ku otwartej przestrzeni jednej ze świątyń tego miasta. Jej wzrok spoczął na zachodzie. Ku odległym wodom morskich toni.
Ciemne chmury gromadziły się od kilku dni nad całą okolicą.
Jakieś ramię otoczyło postać pociągając ją do tyłu.
Osobnik o ciemnych włosach schował twarz w cienkim jasnym płótnie szepcząc do ucha postaci.
- Nie uciekasz? Do Teil e'Oueill? - w głosie dało się wyczuć nutkę drwiny. - Wielu już porzuciło to miejsce. Ty zamierzasz tu zostać?
- Wiesz, że nie mogę odejść. Mój duch jest związany z tym miejscem. -
postać odparła spokojnym, smutnym głosem. Jej akcent był zupełnie inny od osobnika za jej plecami.
- Zamierzasz więc pełnić straż do samego końca? Poświęcić się dla nich?
Ramię zacisnęło się mocniej lekko przyduszając szczupłe ciało.
- Dla tych zdrajców? Dla tych, którzy obrócili się przeciw wam? Którzy szydzili, zabijali, niszczyli to, co tak długo budowaliście? - w głosie dało się wyczuć rozbawienie – Ileż jest w tobie głupoty! Ze wszystkich siedmiu tylko ty jeszcze tu jesteś. Oni albo cię porzucili wraz z innymi albo odeszli w niebyt. Lubisz tak bardzo cierpieć? Zabawne!
- Żyjesz tu już tak długo. Jesteś w połowie jednym z nas, powinieneś zrozumieć. -
rzekła postać spokojnie – O ile zechcesz, jeśli cię nie zaślepia dawna duma, emocje i to wszystko co ci i twojemu drugiemu ludowi wyrządzili.
Osobnik prychnął cicho, drwiąco.
- Czemu nie dołączysz do Nee'ga, tak jak pozostali? Dla ciebie jeszcze jest czas i wybór. - postać kontynuowała.
- A czemu nie? - padła krótka odpowiedź. - Wszak Karsag'Urra się i tak zawali. Zniknie z powierzchni tej ziemi tak jak jego poprzednik.
- A ja zniknę wraz z nim. Zgodnie z losem Anann'ge.


Od świadomości rodzi się życie. Od niej wszystko się zaczyna.
Później niestety, wielu o niej zapomina.
Wielu ją traci.
- Prime, znów odwiedzasz biblioteke? Znalazłaś już to czego szukałaś?
Drobne dziecko położyło dłoń na piersi.
- Nie, jeszcze nie.
Mężczyzna podrapał się w głowę.
- ara.. nawet jeśli nie udało ci się nic dobrego znaleźć, zawsze jesteś nam pomocą w tamtym miejscu. Tyle tego jest i zawsze z tym tyle roboty.
W głosie Prime dało się wyczuć uśmiech pełen ciepła.
- To dla mnie żaden problem.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Gru 08, 2007 12:30 am

2 lvl od biedy wogule beznadziejne nie wiem jak można takie coś robić ehh szkoda gadać przez takie osoby to forum upadnie....

A tak serio to bardzo ładnie tylko nie wiem co oznaczają te elfie nazwy tak jakby xD

_________________

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Gru 15, 2007 11:04 pm

Ciepły wiatr niósł ze sobą suchy piasek. Mężczyźni wypoczywali w cieniu drzew. Słońce świeciło na samym środku nieba, bezchmurnego. Zaprawa niskich budowli wysychała. Błoto wymieszane z trawą twardniało tworząc solidne ściany.
Wiatr wpadł do środka zacienionego budynku. Mężczyzna z twarzą zakrytą ciemnoczerwoną chustą wszedł do środka poruszając płachtę płótna służącą za drzwi. W środku unosił się dym kadzidła.
- Na następny dzień ludzie będą mieć schronienie przed upałem. - rzekł mężczyzna zsuwając chustę z twarzy.
Jasny piach osunął się z materiału opadając strużką na ziemię.
- Nim nastanie dwunasty dzień ten obóz będzie rozbudowany. - uśmiechnął się człowiek siedzący w cieniu, na wygodnym krześle okrytym suknami.
Złoty, gruby sygnet, ze zniekształconą figurą czworonożnego zwierzęcia ze skrzydłami, widniał na jego palcu. Złączył dłonie spoglądając na stojącego przed nim.
Siedzący z boku, pośród mężczyzn, starzec upił trochę trunku z płytkiej miski, po czym zwrócił się do siedzącego na przystrojonym krześle.
- Nawet jeśli asiret zaatakują, chronieni jesteśmy wzgórzami z dwóch stron i rzeką Armah. Na pewno nie rzucą się na nas bezmyślnie. - Przytaknął swym słowom. - Amarze, musisz obronić tego miejsca na szlaku.
Amar uśmiechnął się i oparł podbródek na dłoni, podpierając łokieć na oparciu krzesła.
- Tym bardziej niech atakują. Jeśli tego nie zrobią, sam po nich wyjadę.
Jego ciemne oczy się śmiały. Tlił się w nich płomień zadowolenia.
- Panie, nie powinieneś tego robić. - sprzeciwił się mężczyzna siedzący obok starca. - Panie! Ma'een..
Słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy oczy pełne władzy spojrzały wprost na niego z gniewem, a na twarzy jego pana ukazało się niezadowolenie.
- Salam, Salam - zza zwisającej w przejściu do pomieszczenie obok zasłony dobiegł męski, drwiący głos.
Wysoka, smukła sylwetka zbliżyła się do kotary, a ciemna, opalona prawie na brąz dłoń odsunęła ja na bok.
- Zapominasz chyba od czego tu jestem. - rzekł ciemnowłosy mężczyzna o głębokich, błękitnych oczach. Jego twarz przecinała wzdłuż długa blizna.
Amar uśmiechnął się i obrócił się w jego stronę. Mężczyzna ubrany był w kremową, luźną szatę przewiązaną czerwonym szerokim pasem. Skrzyżował ramiona spoglądając z góry na siedzących pod ścianą.
- Jeśli jest jakiś powód, dla którego opuściłem Qana dla tego miejsca, właśnie się znalazł.
Na jego opalonej twarzy pojawił się uśmiech. Mężczyzna przez chwilę wydał się przypominać wilka szczerzącego śnieżnobiałe kły.

Cichy śmiech.
Histeria i obłęd.
Opętanie.
Drobna postać postawiła kolejny krok w tył, na wpół obracając się jak opętana. Kamień zastąpił jej drogę.
Potknąwszy się upadła, rękoma zarywszy w usypaną małymi kamyczkami ziemię.
Wzrok wędrował na boki. Omiatając raz jedną stronę, raz drugą, po czym przenosząc się nagle w tył, za siebie.
Osobnik uniósł się na nogi, pozbawiony równowagi. Kolejny krok – jeden, drugi. Następny, który stracił poprawny kierunek. Kamień zatoczył się uciekając spod stopy.
Upadek.
Przysiad na ziemi.
Cichy histeryczny śmiech.
Czerwone cienie dokoła, szepczące.

Mężczyzna splunął na ostrze swego miecza. Metal pokryty grubą warstwą posoki.
Wsunął nogę pod leżące przed nim ciało i uniósł je do góry. Wytarł w przybrudzoną koszulę klingę miecza.
Odrzucił ciało przed siebie, tak iż obróciło się na plecy.
Jego wzrok wędrował dokoła po zielonej dolinie. Błękitne oczy wypatrywały swej zdobyczy. Kolejnego chodzącego trupa.
Uniósłszy rękę do góry oparł ostrze bokiem na swym ramieniu i obrócił się w tył. Dokoła widział część swoich ludzi, ludzi którzy w tej chwili należeli do niego. Wojownicy dobijali rannych jeszcze bardziej zabarwiając bujną trawę czerwienią.
Nie było już krzyków rannych, tylko nawoływania mężczyzn jeden przez drugiego, oraz okrzyki pełne jeszcze szału zwycięstwa.
- A mówią, że ludzie się zmieniają - rzekł mężczyzna pełnym drwiny głosem. - Jeśli cokolwiek pójdzie z czasem, to nie będzie to człowiek.
Uśmiechnął się do siebie ukazując śnieżnobiałe zęby, wybijające się kontrastem na zachlapanej krwią ciemnej twarzy.
Stał tam, na środku, pośród trupów, śmiejąc się do siebie z tylko znanych sobie powodów. Nikt nie zwrócił uwagi na jego zachowanie, panowała jeszcze euforia i szok po walce.
"Bogowie, w których nie wierzę. Zapewne nie raz chce się wam podciąć żyły.. o ile was strach nie obleciał. Jak nisko upadliście przez ten czas.. jak nisko."
Spojrzał przed siebie. W jego błękitnych oczach dało się dostrzec dziką radość.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Gru 15, 2007 11:50 pm

Bardzo ładnie opowiadanie tylko jedyne co mnie martwi że mało tu twojej postaci xD Lecz co do samej jakości tekstu to jest niezły przynajmniej mi się miło czyta ale jedyne co mi się nie podoba to nie wiem czy ci to są ci ... czy tamci to tamci xD

Tak tak .... 2 lvl

_________________

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pon Gru 24, 2007 2:36 pm

Posąg wznosił się na wiele metrów. Górował nad wszystkim dokoła.
Wiele było takich posągów, wielu było takich władców. Wielu było ich sług i wyznawców.
A wszystko to ze zwykłego zakłamania.
- Rodzimy się po to żeby umierać. Umieramy po to, by się odrodzić.. ale tylko ludzie są w stanie tego dokonać. Żaden z nich nie dokona podobnego czynu, już nie. – rzekła postać w masce.
Melodyjny głos był niezwykle spokojny. Można by nawet rzec, iż przepełniony pustką.
- Człowiek nie jest w stanie przewyższyć swego pana, lecz jego pan jest niczym na tym świecie. Zaś nicość ma swoje byty, które w niej żerują i żywią się tym, nad czym nikt nie jest w stanie zapanować. A to wszystko – ukryte jest przed oczami nawet tych, co uważają się za wszechmocnych.

Szary pył opadał z wolna na wietrze. Strumyk błota mieszał się z szarą mazią.
Fontanna brudu stojąca pośrodku opustoszałego placu.
W sadzę przystrojone domki. Czerń białych ścian pośród cieni wywołanych gorejącym słońcem.
Chmury gromadzące się, ciemne i nieuniknione.
Siedzący na kamiennym murku mężczyzna spoglądał na swe dłonie. Zakrwawione. Własna i cudza struga zmieszane z pyłem.
Pył i proch z umarłego ołtarza.
Cienie przesłaniające czerwoną łunę.
- Teraz nastąpi prawdziwy początek.
Rzekł ciemnowłosy mężczyzna do siebie. Uczucie suchości w ustach nie dawało spokoju.
- Nie będzie już władców życia i śmierci. Tylko nowy początek. Już nie musisz się bać ani cierpieć. To nie twój obowiązek.
Wzrok mężczyzny powędrował w górę. Zmrużone oczy spojrzały w stronę nadciągających chmur.
- Spośród nich wszystkich, tylko Tobie nie mogą wytknąć błędu. – okrutny uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny – Dobrze wiesz, iż zrobiłbym to jeszcze raz. Setki razy a nawet tysiące jakby było trzeba.
Słowa wypowiedziane w ciszę.
Samotność.
Cień przemykał pośród gruzów.
Postać. Nieludzka postura. Powykręcane, chude i czarne członki. Koślawa sylwetka. Pozbawiona kości, pozbawiona tułowia.
Długie, powyginane pajęcze nogi, zakończone szponem o dwóch pazurach i bolcu, skostniałe.
Cienkie, pokiereszowane łapy o powykręcanych palcach, a każdy w inną stronę, na inny sposób.
Sylwetka płaska. Podbrzusze nie posiadające brzucha.. Tułów nie będący tułowiem.
Pokracznie stąpające niczym ranne zwierzę. Nie posiadające ogona.
Mężczyzna wstał. Jego wzrok spoczął na przesuwającym się po ziemi cieniu. Czarne ślepia pełne nieprzepastnej głębi spojrzały na niego. Wbite w zniekształcony pysk, nie przypominający już twarzy.
Oblicze obłędnego fatum.
Stwór obrócił się w swą stronę i wznowił wędrówkę.
Mężczyzna wyciągnął zza pasa, z pochwy, miecz. Cienki, o jasnej, błyszczącej klindze.
Ostrze wbiło się w ziemię, przyszpilając tułów do niej.
Stwór ruszył dalej swym krokiem.
Ciało jego rozczłonkowało się. Dwie połówki chaotycznie zachwiane. Od karku aż po sam kraniec ciała, do końca. Uwidocznione ukryte dotychczas wnętrzności.
Stwór poruszał się dalej, chaotycznie. Jego ciało samo się zasklepiało. Niczym robaki chwytające się nawzajem. Splatało się jego ciało.
Istota oddalała się, aż w końcu znikła wsiąkając w cienie.
- Zagłada.. – wyszeptał cicho mężczyzna.
- Czy i ty się ode mnie odwracasz?!! – wykrzyczał ochrypłym głosem na całe gardło.
Opadł z powrotem na kolana, niczym pozbawiony resztek sił.
- Nawet tyle nie jestem więc wart..

Postać w masce przełożyła stronicę spoglądając do środka księgi. Jej melodyjne słowa dobiegły spod ciemnej maski.
- Bogowie nie kierują niczyim losem. Co najwyżej stwarzają wypadki, domyślając się ich skutków.
Uniosła głowę, a światło świecy zarysowało na zakrytym obliczu cienie.
- To iż ktoś uważa kogoś za mającego władzę nad wypadkami nie zaistniałymi na świecie. Jeśli ktoś się utożsamia z kontrolerem celu oraz zależności fatum jest kompletną bzdurą. Nad nimi nikt nie posiada władzy, gdyż nie są one przymiotami boskimi.
Dało się słyszeć kroki odbijające się echem od kamiennej posadzki. Postać obróciła się w stronę drzwi wiedząc, kto nadchodzi.
- To są zjawiska, które są chaotyczne i tylko jeden rodzaj jest z nimi związany.. Personifikacje.
W komnacie zapadła cisza.

siostra mnie od kompa wyganiala wiec zapomnialam dopisac:
trening specjalny: kosmo

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!


Ostatnio zmieniony przez dnia Pon Gru 24, 2007 2:53 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Pon Gru 24, 2007 2:42 pm

hmm ciężko mi się w to wgłębić na szybko bo zaraz wychodzę ale ładnie choć do końca nie skumałem o co chodzi xD

2 lvl

_________________

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Sty 05, 2008 2:11 pm

UWAGA!
tekst zawiera dosc brutalne-naturalne sceny wiec prosze o dzieci z dopiero co rozwijajaca sie psychika o nie czytanie tego


Czerwona łuna zachodzącego słońca zarysowała kształt ludzkiej sylwetki na wzniesieniu. Dobrze zbudowana męska postać, odziana w białą spódnicę ze zwisającym zwierzęcym ogonem u boku, a na jej głowie wznoszące do nieba białe okrycie.
Promienie słońca odbiły się od potężnego medalionu wiszącego na jego piersi, a rysy nieznanego symbolu zatarły się nań.
Lewa dłoń zacisnęła się mocniej na czymś co wyglądało jak długi, gruby kij. Prawa zaś uniosła się ku niebu.
Zataczający kręgi nad piaszczystą krainą jastrząb zanurkował w locie. Następnie przysiadł na ramieniu mężczyzny strosząc swe bure pióra i wygodnie się rozsiadając. Silna, męska ręka legła na jego grzbiecie opiekuńczo.
Wzrok mężczyzny podążył w dół, ku ludzkim sylwetkom stojącym rzędami. Pośród cieni dobiegającego dnia zlewały się one ze sobą w jedną ciemną toń.
Dwoje ludzi zbliżyło się do mężczyzny. Jeden potężnie zbudowany człowiek z jasną skórą, pokrytą licznymi znakami, drugi ciemnoskóry. Obydwoje odziani w czerwone spódnice, z kilkoma złotymi bransoletami na rękach.
Przyklękli przed nim chyląc głowy.
Wzrok mężczyzny spoczął za nimi, na smukłej postaci, zbliżającej się w ich stronę.
Wysoka kobieta o białych włosach, spiętych wysoko a wygolonych po bokach głowy szła w ich stronę. Ubrana była niczym pozostali mężczyźni, tylko w czerwoną spódnicę ze złotymi bransoletami na rękach.
Zbliżywszy się do nich, przyklękła obok dwójki mężczyzn i opuściła głowę.
Jastrząb poruszył skrzydłami.

Krok.
Tłum biegł, co rusz obijając się o siebie. Kobiety i dzieci. Przepełnieni strachem gdzieniegdzie mężczyźni.
Jasna suknia pokryła się piachem.
Wyprostowana, smukła sylwetka kroczyła przez miasto. Jej śladem podążali uzbrojeni mężczyźni.
Krzyk.
Łuki obrały cel.
Cięciwy puściły, a strzały poszybowały poprzez ulicę.
Upadła kobieta, a dziecko wypadło z jej rąk. Z pleców popłynęła struga krwi. Mężczyzna chwycił się za ugodzone strzałą ramię.
Bez mrugnięcia. Zimny wzrok spoczął na najeźdźcach. Uniesiona przed piersią dłoń trzymała kraniec strzały.
Palce złamały cienkie drewno w pół.
Krzyk uzbrojonych mężczyzn, nawoływanie.
Wojownicy stali za kobietą, gdy ta nieznacznie wysunęła prawe ramię w tył. Palce wygięły się drastycznie, formując następnie z dłoni szpon.
W szeroko rozwartych oczach pojawił się błysk.
Ciemna, szkarłatna energia otoczyła kobietę, kumulując się w jej dłoni. Ręka raptownie zatoczyła łuk, a czerwone struny zatańczyły w powietrzu.
Przebiegająca obok kobieta zaniosła się krzykiem, gdy jej ciało rozczłonkowało się.
Ugodzeni energią najeźdźcy z przerażeniem dobiegającym z ich gardeł doświadczyli podobnego losu. Ich ciała rozerwały się, rozpryskując krew i ludzkie mięso dokoła. Biel kości zagościła w kałużach krwi.
Rozległ się nagle huk, a gliniane, niskie budynki zwaliły się w gruzy rozorane w podłużne pasma. Fala jasnego, piaskowego pyłu zalała gęsto ulicę.
Kobieta zmrużyła oczy, gdy pył dobiegł i niej. Opuściła dłoń, poczym wznowiła wędrówkę, tym razem pośród trupów. Za nią kroczył jej mały orszak wojowników.

Pył opadł z wolna na ziemię, a sylwetka ogromnego mężczyzny wyłoniła się z niego. Towarzyszyło mu kilku wojowników z atakującej armi.
- Więc to od cie..
Dało się słyszeć potężny, basowy głos. Głos, który zamarł w gardle.
Oczy kobiety wyblakły, a jej głos brzmiał niczym wykuty w żelazie.
- Leżeć.
Olbrzym upadł na kolana, a w jego oczach dało się dostrzec ogłupiały strach. Jeden z wojowników towarzyszących kobiecie wystąpił do przodu i obwieścił donośnym głosem.
- Z rozkazu Se’qet di nisu kontrolę nad miastem przejmuje generał Um-i.
Kobieta ruszyła do przodu. Stojący w oddaleniu żołnierze, po niezwykle krótkiej chwili namysłu, przyklękli na ziemi chyląc głowy.
- Gniew Se’qet di nisu jest równy bogom. Ja jestem uosobieniem łaski. – wypowiadając te słowa zbliżyła się do nich.
- Nie przyzwalam na brak szacunku.
Przeszła powolnym krokiem koło klęczących mężczyzn i ich olbrzymiego dowódcy. Uniosła nieznacznie prawą dłoń ku górze, a jej palec zahaczył o czoło mężczyzny.
Minęła ich, a jej świta podążyła jej śladem. Potężna czaszka eksplodowała, a ogromny trup zwalił się z kolan na ziemię.

Krew spływała spomiędzy palców na ziemię. W ciemnościach zdawała się mieć czarną barwę. Gęstą strugą spływała z dość płytkiej rany.
Nóż opadł z cichym brzdękiem na ziemię, gdy dłoń przez moment straciła siłę w uchwycie, poczym palce znów zwarły się w skurczu.
Mężczyzna wił się przez moment spazmatycznie, niczym nadziany na hak. Z jego ust wypłynęła krwawa piana, a jego ciało w końcu straciło resztki sił i bezwładnie tylko, nierównomiernie pulsowało.
- Nie uznaję braku poszanowania. – dało się słyszeć młody, pozbawiony głębszych uczuć głos niskiej postaci.
Drobna dłoń szybkim ruchem została wyrwana z ciała, które opadło bezwładnie na ziemię. Jeszcze ciepła krew spływała po palcach.
- Żałosny psie.
Wzrok pełen pogardy spoczął na trupie, poczym postać obróciła się i zniknęła wchodząc w inną uliczkę.

Po sali leżały rozrzucone ciała. Z ran spływała na kamienną posadzkę gęstą strugą krew.
Promienie zachodzącego słońca wpadały do komnaty.
Smukła kobieta w poplamionej krwią długiej szacie stała na uboczu, a ciało starszego mężczyzny zwisało bezwładnie nabite na jej prawą dłoń.
Sięgnęła lewą ręką ku jego głowie i zdjęła z niej czerwone okrycie.
Ciało osunęło się po niej na ziemię zostawiając czerwoną smugę na płótnie. Kobieta opuściła prawą dłoń wzdłuż swego boku a krew skapywała na ziemię.
Powolnym krokiem podeszła do wzniesienia na którym znajdywało się sporej wielkości krzesło i rozsiadła się w nim wygodnie. Przechyliła się do przodu nieznacznie i uniosłwszy wysoki, czerwony kapelusz nałożyła go sobie na głowę.
Wygięła się w łuk na krześle spoglądając z ukosa na znajdujących się tam uzbrojonych ludzi. Część z nich przyklękła na jedno kolano schylając głowy.
- W imieniu Se’qet di nisu przejmuję władzę nad miastem.
Na jej wykutej jakby z kamienia twarzy pojawił się nieprzyjemny uśmiech. Jasne pasemka włosów spłynęły na opaloną i zakurzoną twarz.

Ciemnoskóry mężczyzna ubrany w krótką czerwoną spódnicę i noszący na rękach kilka złotych bransolet spoglądał za oddalającą się sylwetką.
- Nie można jej ufać, Se’qet. Kto zdradził raz zdradzi wiele razy.
Rzekł do siedzącego za nim mężczyzny, który karmił jastrzębia skrawkami surowego mięsa. Miał on na sobie jasną szatę i jasne okrycie głowy, a u jego pasa zwisał bawoli ogon.
- Mylisz się Ny-hor. – odrzekł mężczyzna, poczym podparł głowę dłonią przyozdobioną złotymi, grubymi pierścieniami. – Nie ufam jej. Wiem jednak ze mogę być pewien jej lojalności.
Rzekł jakby znudzonym głosem.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sob Sty 05, 2008 2:37 pm

hmm ehhh gdzie tu jest twoja postać - rzekł znudzonym głosem.
Heh tak szczerze to mi się podobało tylko coś mało tutaj twojej postaci albo ja sie nie doczytałem tego. Bardzo ładnie gramatycznie nie to co ja xD Pewnie dlatego mnie nikt nie lubi
Dobra wracając do sedna sprawy to zmęczyłem się czytając ten tekst ale horrory lubię czytać xD 2 LVL

_________________

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Czw Sty 24, 2008 1:08 am

nie ma
nabrałam was
nie mam czasu kolejny tydzień napisać swego treningu :/
jak tak dalej pójdzie zostanę daleko w tyle za wami XD
który to już tydzień XD wrr

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Wto Lut 12, 2008 6:06 pm

Szkarłatne oczy wpatrywały się w blade oblicze.
Kropla wody wpadła w spokojną taflę zakłócając ją. Kręgi zniekształciły oblicze.
Oblicze spłynęło krwią. Ciemna szrama przecięła je na pół barwiąc jedną ze stron na czerwono. Powieki zacisnęły się.
W głowie brzmiała głucha, dudniąca melodia. Niesłyszalne echo odbijało się od zakamarków umysłu.
Wzrok spoczął na tafli wody. Oblicze uśmiechnęło się okrutnie. Młoda twarz wykrzywiła się w postać szarowłosego mężczyzny.

Ciemny dym wzbijał się w przestworza. Wokół panował chaos. Dało się słyszeć kolejne wystrzały z armat. Huk odbił się echem ze wszystkich stron i zwielokrotnił hałas jaki już panował. Mężczyźni odziani w mundury podbiegli pod mury.
Wolnym krokiem kroczył młody chłopak. Ktoś tuż obok niego zgiął się w pół pod siłą wystrzału z przeciwnej strony. Chłopak nawet nie zwrócił na to uwagi. Przechylił głowę w jedną to w drugą stronę, jakby rozruszając zdrętwiałą szyję.
- To by było na tyle.
Rzekł suchym, pozbawionym uczuć głosem. Jego oczy wyrażały znudzenie. Pozbawione radości, jakby nie posiadające w sobie nawet iskry woli życia. Jego obojętne spojrzenie skierowane było na mury miasta.
Uniósł prawą rękę z dłonią skierowaną ku ziemi. Do jej wnętrza, niczym czerwone smugi wychodzące z ziemi, zaczęła napływać energia. Jakby niewielki wir, którego centrum stanowił środek dłoni chłopaka. Na ziemi, tam gdzie przeszedł pozostały jedynie czarne smugi.
W pewnym momencie przystanął, a energia przestała napływać, jakby wszystko znikło. Uniósł wyżej dłoń, po czym przyklęknąwszy uderzył nią wprost przed siebie w ziemie.
Ledwo wyczuwalny wstrząs rozszedł się dokoła niego niczym fala.
Chłopak wstał i stanął w miejscu spoglądając przed siebie ze spokojem. W stronę zamkniętych bram miasta.
Piach z ziemi nagle podniósł się rozchodząc się przed nim po zwiększającym się luku, po czym dało się słyszeć huk, który zagłuszył wszystkie inne.
Ludzie zdezorientowani spoglądali przed siebie, jakby zapominając o szturmie. Obrońcy stojący na murach znieruchomieli na chwilę. Po tej jakże krótkiej chwili spod ziemi zdała się wystrzelić w niebo ciemnoszara energia. Niczym chaotyczne pioruny kierujące się ku niebu, błądzące po kamiennym murze. Kamienie opadły z pyłem, gdy wrota bramy przekrzywione wyrwały się z potężnych zawiasów. Jedna z nich upadła z hukiem na ziemię.
Pośród zgiełku nagle rozległy się okrzyki pełne cierpienia. Przez ciała ludzi broniących bram miasta przeszły strumienie energii zostawiając po sobie jedynie wypalone na węgiel ślady swej wędrówki.

Drżące dłonie objęły ciało ściskając je mocno w swym uścisku. Drobna sylwetka trzęsła się przejęta chłodem.
Półmrok skrył wszystko przed ludzkimi oczyma.
- Na'bet. Lissa, malika dami'ya.
Rzekł mężczyzna o ciemnej karnacji skóry i hebanowych włosach. Kobieta spojrzała na niego bezdusznym wzrokiem, po czym wypuściła ze swego uchwytu mężczyznę, który ledwie co okazywał oznaki życia podrygując co jakiś czas. Na jego szyi odmalowały się ślady jej palców.
Wyszła przed taras i powiodła spojrzeniem na skryte pod cienką warstwą jasnego piasku kontury miasta.
Wiatr wzmógł się a pył wzniósł w górę. Zakryła dłonią swą twarz i oczy przed piaskiem.
Drobna dłoń zatrzymała mokry liść. Palce zamknęły się na nim a ręka powędrowała w dół, od twarzy. Szkarłatne oczy spojrzały nań przez ciemność bez emocji.

Czas i przestrzeń gęstniały na jego drodze. Odczuwał ból i czuł ciepło u podbrzusza. Zbroja przestała już dawno spełniać swe zadanie, popękana i uszkodzona. Krew spectrana ściekała po jej czarnej nawierzchni.
Przymknął powieki biorąc głęboki wdech. Lewą dłoń, w której trzymał małe czarne zawiniątko przycisnął mocno do piersi. Rozwarł szeroko oczy, które przybrały ciemnoczerwoną barwę i przedarł się przez przestrzeń. Setki kilometrów od tego miejsca, tysiące.
Słońce wyłaniało się ze wschodu. Nastawał nowy dzień.
Kroki spectrana, niczym pijane, zmierzały nieubłaganie w stronę jednego miejsca. Ku kamiennemu, staremu budynkowi. Jego ciało upadło tuż przed pozbawionym drzwi wejściem.
Dało się słyszeć czyjeś kroki ze środka. Dłoń przesunęła materiał wiszący u wejścia, a ze środka wyszedł wysoki, szarowłosy mężczyzna ze szramą na twarzy. Spojrzał na urodziwą, wręcz niewieścią, twarz chłopaka, teraz pokrytą kurzem i krwią. Na jego obliczu nie pokazały się żadne emocje.
Uniósł solidny kielich do ust i upił z niego sporą ilość trunku. Cienka stróżka cieczy spłynęła po jego brodzie.
- Aslan. - dało się słyszeć kobiecy głos ze środka. - Błagam..
- I? -
odrzekł mężczyzna.
Obrócił się plecami do leżącego i wszedł z powrotem do środka. Zapadło milczenie.
Po chwili z budynku wyszła starsza kobieta w której oczach malował się smutek. Uklkęknęła przed spectranem i objęła go rękoma. Chłopak uniósł nieznacznie głowę, a jego spojrzenie wpadło do środka budynku, na widoczne spod zasłony oddalające się nogi mężczyzny.

"Nie potrafisz żyć bez emocji." Mówił niesłyszalny głos do ucha.
"Tylko one świadczą o Tobie..".
Szept dobiegał z wnętrza głowy.
Postać spojrzała w taflę wody a jedno spojrzenie skrzyżowało się z drugim.
Cichy plusk zniknął w chwilę. Kręgi na wodzie rozchodziły się od zanurzonej w toni dłoni zaciśniętej w pięść.

Dziewczyna uniosła lewą dłoń ku górze i wystąpiła prawą stopą do przodu. Jej kosmos przybrał na sile.
- Great Eclipse!
Ziemia pod stopami mężczyzny rozstąpiła się, a setki drobnych kamieni wystrzeliły w powietrze miotane kosmosem. W smugi ciemnofioletowego światła przesłoniły postać kobiety, która osłoniła młodego chłopaka.
Jej drobna sylwetka, wraz z ciałem jej spectrana upadły na ziemię przysypane gruzem.
Chłopak w jasnej zbroi położył rękę na ramieniu dziewczyny, która stała w lekkim szoku, wpatrując się spod jasnofioletowej maski w wystające spod kamieni ciała obojga.
- Brea. - rzekł cichym, uspokajającym głosem.
Rycerz Bliźniąt wystąpił do przodu i zaczął iść szybkim krokiem w stronę zabitych.
- Nie czas na to, musimy odzyskać sierp!
Dał się słyszeć głos dobiegający zza ich pleców, pełen odrazy i wyższości.
- Szczenięta.
Rycerze obrócili się w tył, nikogo jednak nie dostrzegli.
Jakby cała wyspa została rozbudzona z uśpienia. Kosmo, które było dotąd niewykrywalne obudziło się i zaczęło rosnąć w sile. Pełne nienawiści i pogardy. Pozbawione litości.
Złoty rycerz obrócił się w stronę gruzów i spostrzegł mężczyznę o jasnych włosach kroczącego pośród rozsypanych kamieni w stronę ciał.
- Kim jesteś?! - rzucił w jego stronę.
Mężczyzna jakby nie słyszał jego krzyku, za pewne totalnie lekceważąc rycerza.
- Gotowi zabić oraz umrzeć.. - mówił powoli, spokojnym acz pełnym ironii głosem - Zapominacie, że ktoś chce żyć i chronić życia..
- Kim jesteś, mów!

Rycerz Bliźniąt przestąpił krok do przodu. Pozostali rycerze stanęli w pogotowiu do walki.
- Nawet nie wiecie co i czemu to służy.
Na twarzy mężczyzny pojawił się grymas wzgardy. Blizna przechodząca przez sam środek twarzy stała się bardziej wyraźna.
Rycerz Bliźniąt zacisnął pięść w zdenerwowaniu.
- Ty najwyraźniej wiesz.. stój! Nie.. - wskazał na mężczyznę palcem próbując, choć nieskutecznie, go zatrzymać. - Zostaw to i powiedz kim jesteś, ale już!
Druga dłoń rycerza powstrzymywała go od wybuchu i ataku na mężczyznę. Złość skumulowała się w jednej pięści.
Mężczyzna przystanął na ciele zasypanym gruzem, po czym spoglądał na wyciągniętą, rozwartą dłoń wystającą spod niego przez chwilę.
Na jego twarzy pojawił się w pewnym momencie uśmiech, pełen radości i zadowolenia niczym u kota z Cheshire.
- Pokaże wam.
- C-co.. -
rycerza zatkało.
Nagła radość w głosie mężczyzny, pozbawiona tych wszystkich negatywnych emocji jakie przed chwilą dały się łatwo wyczuć wprowadziła go w dezorientację.
Gdy ten się pochylił i przerzucił kilka kamieni na bok rycerz odzyskał rezon.
- Zostaw to natychmiast! - jego kosmos gwałtownie wzrósł a on sam zaczął się szykować do ataku.
Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na niewielki, błękitny wisiorek w kształcie księżyca zawieszony na złotym łańcuszku, zwisający z jego dłoni.
Jego uśmiech poszerzył się przechodząc wręcz w wilczą radość. Obrócił się w stronę złotego rycerza i jego kompanów.
Drobnym ruchem ręki, pociągając za łańcuszek pociągnął ku górze wisiorek i uchwycił go w dłoń.
- Tak się tego używa. - rzekł głosem pełnym niebezpiecznej satysfakcji. Pełnego dzikości zadowolenia.
Kosmos, niezwykle silny zebrał się w dłoni. Energia pochodząca z daleka zamanifestowała swą obecność. Niczym pozbawione wszelkich barw, bielą ogarnęło dłoń, po czym całe ramie i sylwetkę mężczyzny. W jednej krótkiej chwili oślepiło rycerzy, by następnie zatracić całą jasność. Energia, która wydała się przed chwilą wybuchnąć teraz spokojnie jakby unosiła się w powietrzu dokoła, ledwie zauważalna, lecz łatwo wyczuwalna.
Rycerze dostrzegli najpierw zarys sylwetki mężczyzny, po czym cała jego postać ponownie stała się dla nich dobrze widoczna.
Jasny, o kolorze platyny, łańcuch oplatał luźno ramię mężczyzny. Umocowany do nadgarstka, zakutego w wyglądającą solidnie bransoletę.
Mężczyzna uniósł do góry ostrze, po czym oparł je na ramieniu. Jasne, odbijające światło niebieską łuną ostrze było zakrzywione nieznacznie, a jego kraniec i środek zdobił jakiś szlak i znaki w kolorze platyny.
- T..to.. - rzekł z niedowierzaniem Rycerz Bliźniąt.



trening na kosmos

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Wto Lut 12, 2008 7:26 pm

No cóż, chyba nawet nie wypada mi komentowac. Klasa sama w sobie. 2 poziomy i trening na kosmo zaliczony.

_________________


Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Wto Lut 19, 2008 8:54 pm

W chwili obecnej nie mam zbytnio weny, więc ograniczę się do obrazu tym razem nie jako retrospekcji, lecz w czasie rzeczywistym i dotyczącego wyłącznie jednej 'strony' mojej postaci.


Dłoń zacisnęła się na ramieniu. Drobna postać pochyliła się nad pergaminem śledząc wzrokiem wyblakłe już, pod wpływem upływającego czasu, znaki. Zakrzywione symbole, kreskowane w pionie i poziomie. Liczne znaczki, na które trzeba było wysilić umysł by odczytać je poprawnie, poprawnie przetłumaczyć i poprawnie zinterpretować.
Palec przesunął się nad kartą, nie dotykając jej, lecz nawigując na niej.
Wzrok przesunął się na leżącą obok glinianą tablicę, a właściwie to, co z niej zostało. Tu symbole zatarły się mocniej, pozostawiając niekiedy przetarte wgłębienia niż wyrzeźbione kreski.

Cień przesunął się. Kamień, który wcześniej był skryty przed słońcem teraz był od niego wręcz gorący. Nikła ciemność opadała natomiast na rosnący nieopodal drzewa niski krzew.
Ptak trzepotał na ziemi skrzydłami popiskując chrapliwie. Jego pióra były całe zakurzone.
Czający się w gęstej trawie wąż rzucił się niespodziewanie na wypatrzoną zdobycz. Jego kły wbiły się w jasną skórę. Z sykiem oderwał się od drobnej dłoni, która pojawiła się na jego drodze i umknął w zarośla.
Dziecko wzięło na ręce ranne zwierze. To z ćwierkiem rzucało się do ucieczki, lecz z niepowodzeniem. Druga dłoń, z której grzbietu spływały dwie cienkie strużki krwi, przykryła ptaka od góry.

Palce uchwyciły skrzydło, które zostało rozłożone na całą swoją długość, a jasnobłękitne oczy dostrzegły zranienie.
Postać coś wyszeptała do ptaka cicho, a ten uspokoił się.
Małe, dziecięce dłonie głaskały go delikatnie, a pełna wrażliwości energia przepływała przez palce wsiąkając w jego delikatne ciało i skrzydła.
Po krótkiej chwili postać uniosła raptownie dłonie ku górze a ptak wyfrunął z nich i odleciał.
Pełne smutku oczy przez moment obserwowały jego lot, po czym spojrzenie opadło na ziemię. Pod stopami siedzącej na kamieniu osoby leżała maska.
Postać uniosła ją z ziemi i przez chwilę przyglądała się ciemnym wzorom na pastelowo-granatowej powierzchni.
Maska ponownie zakryła młodą twarz.

- Prime, tu jesteś! - rzekł jeden z sekretarzy pracujących w bibliotece.
Dziecko skinęło głową na powitanie wchodząc do przyciemnionej sieni.
- Co ci się stało w rękę? - mężczyzna spojrzał na dłoń, na której widniały jeszcze ślady krwi.
Postać nie odpowiedziała, tylko nieznacznie przechyliła głowę, poczym poszła dalej.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Wto Lut 19, 2008 8:59 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sro Mar 12, 2008 5:48 pm

Dawno temu, nim istota zwana człowiekiem została stworzona, istniał 'cel'.
Coś, co zostało osiągnięte. Okupione wielkimi stratami. Pociągające za sobą wielkie zniszczenie.
'Cel' zmieniający oblicze całego świata, znanego od tysiącleci. Świata, który wyszedł na prostą po wcześniejszym zniszczeniu, jakie to nawiedziło go w okresie jeszcze wcześniejszym. W okresie, który tkwił w pamięci nielicznych i który w niej pozostawał na uwięzi.

Język, który nie posiadał słów. Potęga, której ogrom przewyższał wyobrażenia tych, którzy jej pragną. Pył zebrał się z powierzchni ziemi. Piach rozniósł się na mile. Spojrzenie sięgające poza horyzont omiotło wszystko z góry. Skrzela rozwarły się a dym pełen energii rozpłynął się w nieboskłonie, wsiąkając częściowo w wzniecony piach, unoszący się na kilometry w powietrzu.
Skrzek, charkot. Nieartykułowana mowa. Głos rozszedł się na wiele mil, a odpowiedziały mu równie niezrozumiałe dźwięki. Odgłosy za równo z nieba jak i z ziemi.
Daleko, wprzód przed burzą piachu, niebo przecięła jasna łuna. Jej efekt rozszedł się falą na wszystkie strony. Świdrując w powietrzu niewyczuwalna energia rozeszła się w dal.
Coś dobiegło końca przez preludium nowej ery.

Drobne dłonie zacisnęły się na płótnie, które zasłaniało wysuszoną trawę. Przez przymkniętą okiennicę wdarło się do środka światło księżyca.
Ciało wygięło się jak struna w bólu, który nie należał do niego.

W pomieszczeniu zebrane było sporo osób. Osób, o tyle ludzkich, co niekiedy pozbawionych człowieczeństwa. Część w pełni świadomie eksponująca swą tożsamość dla innych, jak i część skrywająca ją przed pozostałymi.
- Nawet jeśli są zdegenerowani, nadal posiadają ni. - ochrypły gardłowy głos dobiegł z kąta.
Czarne, zwierzęce ślepia spoglądały po sali.
- Krew jest esencją, ich prawdziwą esencją jest walka. Po to zostali stworzeni i dlatego nie są w stanie o tym zapomnieć. - dało się słyszeć głos kogoś, kto siedział obok niego. Dłoń pokryta zieloną łuską tkwiła przy jego zasłoniętej twarzy.
Zakończony pazurem palec wędrował miarowo raz po raz z góry na dół, jakby nie mógł pozostać w bezruchu.
- Melim jest w ich krwi. - dokończył.
- Jest tylko jedno wyjście. - rzekł kolejny ze zgromadzonych - Procesja. Podczas niej, na trasie nawet Anann'ge nie są w stanie przyzwać melim. Ich ni nie stwarza wtedy zagrożenia, gdyż nie są w stanie się nią posłużyć.
Kilka osób przytaknęło głową na znak zgody i zrozumienia.
- Jeśli więc chcemy zabić Ekigu to wtedy, kiedy jego agale me jest bezużyteczne.
Dało się słyszeć głos kobiety, stojącej pod ścianą. Jej twarz skrywał długi materiał. Za plecami zaś skrywały się pod cienkim acz nieprzenikalnym płótnem dwa wzgórki.
- Ten kto to zrobi zginie. - uniosła dłoń, a jej jasna, prawie błękitna skóra zlewała się prawie z pozbawioną barwy długą szatą. - Zabierze ze sobą wielu, lecz wielu będzie się cieszyć gdy głowa agal zakończy istnienie.
- O to nie musisz się martwić -
odpowiedziała jej kobieta. - Znajdziesz więcej chętnych by to zrobić niż tych co chcą widzieć Ekigu żywym.
Silny, męski głos, jaki dał się słyszeć w pomieszczeniu świadczył o przybyciu na zgromadzenie kolejnej osoby.
- Ekigu jest mój.
Słowa te pełne przekonania były także pełne groźby. Parę twarzy obróciło się spoglądając na ciemnowłosego mężczyznę.
- Ja go zabiję.
- Zdajemy sobie z tego sprawę, lecz powinieneś dawno temu to zrobić. -
rzekł jeden z mężczyzn.
- Myślisz, że tak łatwo zniszczyć Anann'ge? - nowoprzybyły uśmiechnął się krzywo.
Twarz mężczyzny pozostawała bez wyrazu, gdy mierzył się wzrokiem z ciemnowłosym. Po chwili przerwał panującą ciszę, ponownie przemawiając do przybyłego.
- Ekigu dziś jeszcze spotka się ze swymi stwórcami. Nie możemy czekać w nieskończoność na ciebie.
W oczach pojawił się ogień. Płomień gniewu wybił się kontrastem na twarzy, która choć opalona to nagle pobielała ze złości.
- Ekigu należy do mnie. - Ciemnowłosy wycedził cichszym tonem. - Nikt inny niech nawet nie próbuje go zadrapać.
- Czy to się nie nazywa czasem podwójna lojalność? -
rzekła kobieta spoglądając na niego. W jej głosie dało się wyczuć cynizm.
Powietrze zgęstniało. W pomieszczeniu zapanowała nagła cisza. Ciało kobiety uderzyło z bezgłośnym hukiem o ścianę. Dłoń mężczyzny zaciskała się mocno na jej szyi, gdy jego wzrok wypełnił się ponownie ogniem nienawiści.
Grymas oszpecił przystojną twarz.
Znajdujący się tuż obok obrócili się w ich stronę czyniąc uspokajające gesty rękoma.
- Zginie, ale to ja go zabiję. Jeśli ktokolwiek spróbuje zrobić to za mnie, zabiję go.
Rzekł, a w jego głosie dało się wyczuć gniew i nienawiść, która lśniła żywym ogniem w jego oczach. Ciemne pasemka opadły mu na twarz wymykając się z metalowych splotów utrzymujących jego długie włosy w ścisłym porządku.
Jego dłoń rozwarła się, a ciało kobiety osunęło się na podłogę. Uniosła dłoń ku swej szyi, na której malowały się ciemne ślady po jego palcach. Nie wypowiedziała nawet słowa. Nie okazała nawet najmniejszej oznaki bólu. Badawczo powiodła palcami po śladach, które wbiły się głęboko pod jej skórę wraz z nienawiścią jaką przelał w jej ciało.

Słońce raniło wysuszoną skórę swymi promieniami. Piach wzniesiony wiatrem wzbił się w powietrze uderzając ciepłem w twarz wysokiej postaci, kroczącej niestrudzenie przed siebie.
Jej stopy zatapiały się częściowo w niestabilnym gruncie, a ślady za nią ginęły w podmuchach wiatru.

Księżyc zakryły chmury. Grzmot świadczył o zbliżającej się burzy.




przeróbka i przyplątanie paru zdarzeń, które mogły zostać przeze mnie rozbudowane w poszczególne treningi - ale mi się nie chciało XD

trening na kosmos

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Pandemonium   Sro Mar 12, 2008 6:31 pm

Nawet jakbym chciał to nie mam się do czego przyczepić.

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pandemonium   

Powrót do góry Go down
 
Pandemonium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: