Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Śnieg i krew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
My-chan
Gość



PisanieTemat: Śnieg i krew   Sro Mar 14, 2007 5:15 pm

Syd doskonale zdawał sobie sprawę, że osiągnie wystarczający wiek, rozpocznie trening pod okiem mistrza. Nie znał go wcześniej z imienia, ani nie słyszał o nim, choc rodzice - zwłaszcza ojciec - przestawiali go w dobrym świetle. Był synem szlachcica, wiązało się to z pewnymi przywilejami, ale także obowiązkami, którym musiał podołac wbrew własnej woli. Niekiedy miał wrażenie, że byc szlachetnie urodzonym, nie ma żadnych korzyści, poza tytułem, który dla mniej bogatych i nieposiadajacych ziem jest czymś na co mogą narzekac, co mogą przeklinac lub z czym mogą walczyc dając upust tłumionym emocjom, nie zadowolonego ludu. Znał dobrze ten ból. Jego ojciec często bywał w sytuacji kiedy z konieczności musiał porzucic swoje pilne obowiazki, aby zapobiec zamieszkom, które wywoływali mieszczańscy chłopi. Nie raz nie wracał przez długie dni. Syd nie chciał postępowac podobnie. Wolał byc szlachciem, który mimo piętna płynącej w nim krwi, jest też odważny, zaradny i nie będzie obiektem do szyderstw.
Miał spotkac się ze swoim mistrzem, ale natura spłatała mu figla. Gdy wyruszał z domu, w powietrzu wirowały delikatne płatki śniegu, którym co jakiś czas towarzyszył łagodny wiatr. Był na tyle dorosły, że ojciec pozwolił mu samemu wyjechac na spotkanie ze swoim mistrzem. Z uśmiechem na ustach opuścił matkę i ojca, obejmującego swoją żonę czule, szepcząc do ucha, coś czego Syd nie rozumiał. A może jedynie nie starał się rozumiec?
Od tego czasu minął prawie cały dzień. Chłopak ledwie utrzymując się na koniu. Jego policzki otulone były cieńką warstwą padającego śniegu, podobnie jak brwi i fragment wystajacych zza kaptura włosów. Usta naturalnie czerwone, teraz raczej przypominały sińce, które tak licznie nabywał w czasie dzieciństwa, za co bywał srogo karany przez ojca. Palce w zaskaującym tempie skostniały, a młody szlachcic ledwie zdołał nimi posuszyc, aby ściągnąc wodze. Wiatr nasilajacy się z każdą minutą utrudniał widzenie, praktycznie je uniemożliwiał. Syd zmruzył oczy do granicy możliwości, aby przyjrzec się horyzontowi, zakreślonemu jakby cieńką linią. Drzew, które powinny już dawno wyrosnąc przed nim w całej swej okazałości, teraz bladły stapiajac się w jedno z burzą, niosącą gęste płaty śnieżne.
Syd niemal natychmiast wyczuł, że koń jest zaniepokojony. Pogładził go delikatnie i ostożnie po grzbiecie, aby zwierzę uspokoiło się. Nie chciał, żeby społoszony ogier zrzucił go z siodła i pognał w pustkę za jego plecami. Był pewnien, że nie przeżył by na tym pustkowiu sam, na dodatek mając jedynie za towarzystwo zimno i wiatr. Zbyt daleko oddalił się o domu, myśląc, że jest na tyle dorosły, żeby rozpocząc samamu trening, a w każdym razie, aby spotkac sie z człowiekiem, który miał go poprowadzic.
Wiedział, że koń także jest wyczerpaniy i wyziębiony. Obiał wzrokiem horyzont, bacznie poszukując schronienia, choc minimalnego. Wciąż pruszący na niego śnieg, który przybierał na sile ganany przez wiatr, nie pomagał w niczym. Ranił oczy, osłabiajac widzenie.
Syd już prawie tracą nadzieję, wyprostował się, sprawiając sobie wiele bólu. Dostrzegł rozmazane rysy postaci, tak mu się wydawało. W każdym jej krokiem nadzieja szlachcica rosła, pozwalając mu uwierzyc w to, że zdoła powrócic do domu.
Postac zbliżyła się do niego. Wtedy zdołał przyjrzec się ostrym wysom, na pocharatanej twarzy. Lecz nie wiele mu ta wiedza pomogła, gdy mężczyzna zapytał:
- Skądż przybywasz chłopcze? Czyż mądrym jest samotnie wędrowac w czasie takiej zamieci? - Syd zamrugał dwa razy, aby widziec postac stojąco przed nim. Nie zszedł z konia, gdyż nie potrafił by ponownie na niego wsiąźc. Chciał wytłumaczyc swoje zachowanie, ale zamiast tego odarł ledwie słyszalnie:
- Poszukuję mistrza, panie... lecz oczy me zawiodły i podążyłem złą drogą... - poczuł, że traci siły.
- Tyś jest synem człowieka, któremu zawdzięczam życie? - nie oczekując odpowiedzi, pochwycił wodze i pogłaskał konia. Szepcząc cicho, aby się uspokoił.
- To do ciebie zmierzam? Odebrac należne wykształcenie?
- Tak drogi chłopacze!

***

Nie rozumiał dlaczego miał biegac w zimie, ale po tych kilku dniach zrozumiał, że to najgorsza rzecz jaką można wykonywac w czasie trwajacej zimy, podczas której nie ustannie zdarzaja sie opady gęstego śniegu, sprawiajace, że gryba warstwa puchu powiększa się nie ustannie. Syd miał niezykle różowe policzki, a para unosząca się z jego ust, przy każdym oddechu znaczyła jego wielkie zmęczenie i temperaturę panującą na tym terenie. Biegał już od kilku dni, adal nie rozumiejąc powodów kierujących jego mistrzem. Starał się wiele razy dowiedziec, dlaczego musi to robic, chciał wytłumaczyc, ze powinien trenowac siłę, wzmacniac mięśnie, bo to one są najważniejsze, ale mężczyzna nie dawała sie przekonac, odpowieadajac:
- Tylko głupcy wierzą w moc siły, jaka daja mięśnie - tak kończył sie każda z rozmów, na jakie pozwoli człowiek, jakiego wybrano na jego nauczyciela.

/ode mnie/

Nie wyszło jak chciałam, ale chyba i tak nieźle... cóż za literówki, które się pojawiły sorki, wiem, ze się kiebsko czyta jak co chwila zmieniana jest płec bohatera, ale mam takie nawyki, że dodaję za dużo "a" w niektórych czasownikach xD No to tyle
Powrót do góry Go down
 
Śnieg i krew
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wampiry i krew
» Gabinet Pielęgniarski
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Księga eliksirów
» Świątynia Szatana [Podziemia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: I ERA-
Skocz do: