Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ta ohydna siła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Wyrocznia



Dołączył/a : 01/12/2007
Liczba postów : 95

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sob Sty 26, 2008 10:28 am

-Weź ten miecz schowaj bo jeszcze sobie krzywde zrobisz, a to nie problem.-Powiedział Jin
Jin stał i stał chciał ich udeżyć lecz coś go powstrzymywało.
W pewnej chwili zaczęła go piec szrama. Tak go piekła że ledwo wytrzymywał.
-Ahhh, Moja rana.-Mówił z bólem Jin
Wyglądała wtedy jak by się powiększała.
Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sob Sty 26, 2008 11:06 am

Uśmiechnął się gdy mała dziewczynka przechytrzyła trzech dorosłych kolosów. Nie chciał iść jej śladami, dawno nie walczył, lecz nie chciał sam rozpocząć masakry, czekał na ruch przeciwników...

Gorąc studziła chłodna atmosfera. Podobnie jak Mystery zaszedł bliżej rycerzy, przed sobą miał ich dwóch. W ich oczach widział pewność siebie, zupełnie tak jakby nie czuli rosnącej energii kosmicznej jego przyjaciela.
"Zupełnie?", nie to słowo jest tutaj nie na miejscu, oni przez swe ciemne umysły nie umieli zagłębić się w wszechświat energii.

Spojrzał na Domona, wyglądał na lekko zdezorientowanego. Ahen chciał mu pomóc, a ci imbecyle stali mu na drodze. Pozostało mu tylko czekać na ich ruch...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sob Sty 26, 2008 11:21 am

Krzyżowcy odsunęli się spojrzeli po sobie nie pewnie. Joannita splunął na ziemię.
- Jak chcecie, psy. - warknął - Zdechniecie tak jak głupcy zamieszkujący to przeklęte misato.
Żaden z nich nie zwrócił uwagi na zamaskowaną postac, która niemal bez problemu ich minęła. Trójka rycerzy skupiona była na tych podróżnikach, którzy według ich oceny stanowili większe zagrożenie.
-Zdychajcie!!! - Krzyżowcy rzucili się na uczniów Sanktuarium z uniesionymi mieczami. Każdy skierował się w kierunku jednego z nich.

***

Zamaskowana postac wpadła do miasta. Ulice wydawały się opustoszałe, jednak po przejściu kilku króków potkneła się. Spod piasku pustyni wyzierały setki białych, ludzkich kości. W oddali widac było strumień mieniącego się różnymi kolorami światła. Zdawało się, że wskazywał centrum miasta.

***

Wzrok Domona zaszedł mgłą. Przestał byc świadom czegokolwiek, oprócz tego, że musi przejśc przez mury miasta. Zataczając się zaczął stawiac kolejne kroki. Krzyżowcy atakowali właśnie resztę jego kompanów i nikt nie kwapił się, aby go zatrzymac. W oddali widział biegnącą postac, która jako jedyna ominęła rycerzy. Próbował ją doścignąc, ale w momencie, w którym przekroczył bramę miasta upadł na ziemię tracąc przytomnośc.
Zawiał wiatr, a ciało Domona rozproszyło się w miliony ziarenek piasku, które pomknęły w stronę promienia światła.


OOC: Mystery'ego atakuje Krzyżak, Ahena Templariusz, a Jin'a Joannita.

_________________


Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Pon Lut 04, 2008 8:03 pm

Jego źrenice rozszeżyły się nie mógł uwierzyć, że ich przewodnik rozpłynął się, zniknął, nienawidził tej chwili z powodu braku sił, dających możliwość obronienia go. Zwrócił zwrok pełen nienawieści i złości w kierunku atakujacego go krzyżowca. Chciał go zabić.
Adrenalina, przyspieszony rytm bicia serca, adrenalina, złość, gniew, żądza zabijania i ukarania sług bożych, którzy zboczyli z drogi wyznaczonej przez ich zbawce...
- Psy... - Wypowiedział to tak, że serca wrogów zadrżały w strachu. Jednak było już za późno.
Znalazł się tuż przed krzyżowcem. Miecz wyleciał w górę i wbił się w ziemię kawałek dalej. Pieść skierowana w splot słoneczny rycerza przebiła jego pancerz. Krzyżak stracił oddech, widział w małych dziurkach hełmu jak oczy rozszerzają się z bólu. Nie ruszyło go to. Kosmos rósł. Kopnął przeciwnika w kolanu, które zgieło się jakby było to naturalne. On natomiast pojawił się za Krzyżakiem przyłożył mu ręce do skroni i zakończył cały ten cyrk.
- ANOTHER DEMENSION!! - Krzyżak padł na ziemię martwy. On zaś odwrócił się w stronę Miasta wypatrując małej postaci w masce, która ruszyła do miasta.

_________________
Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Lut 10, 2008 3:35 pm

Szybkość przeciwnika nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia. Dla rycerza był on powolnym słabeuszem, na którym mógł bez problemu rozładować swoją złość.
Templariusz będąc już blisko nieruszającego się młodzieńca, uniósł swoje ostrze nad głowę i skierował je na chłopaka.
Ahen zatrzymał potężny miecz jednym palcem, z którego zaczęła wypływać krew o ciemnej barwie. Oczy przeciwnika wyglądały jakby miały wyskoczyć z orbit. Można było w nich wyczytać tylko szok i strach.
To była jedyna szansa jaką dostał strażnik, teraz każda sekunda przybliżała go do "Edenu".
Rycerz Sanktuarium wyciągnął wskazujący palec i skierował promień świetlny w głowę chrześcijanina, zbijając z niej rozpalony od słońca hełm.
Zakonnik zaczął się trząść i powoli wycofywać w tył. Ahen powoli zbliżał się do niego rozpalając strach w templariuszu. Gdy już przeciwnik nie miał drogi ucieczki, gdy za jego plecami znalazły się mury miasta, gdy jego nogi były już z waty, rozpoczęła się jego "rozprawa" przed sądem bożym.
Nie przyspieszył kroku ani na chwilę, napawał się strachem przeciwnika jak dobrym jadłem. Jak zbliżył się wystarczająco oczekiwał jego ostatniego akty desperacji. Nie musiał czekać długo templariusz wyciągnął sztylet i szybkim ruchem od siebie strał się rozciąć szyję tego, którego parę chwil temu uwarzał za niegodnego siebie rywala. Jednak i ten atak nic mu nie dał, Ahen pochwycił jego przedramię i złamał je jakby było suchym patykiem.
Zbliżył się jeszcze o jeden krok, tak by strażnik był na wyciągnięcie ręki. Schylił się po sztylet i dwoma błyskawicznymi ruchami rozciął twarz wroga, tworząc na jego rane przypominająca ten znak jaki nosił piersi. Krew z jego twarzy z ciekała i zlewała się z kolorem krzyża.
Ahen chwycił twarz męzczynzy i lekkim, szybkim ruchem skręcił jego kark. Następnie szybko odskoczył i popędził w stronę miasta, tuż za Mysterym.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Wto Lut 12, 2008 6:20 pm

Coś chrzęstnęło. Dziecko spojrzało pod nogi i dostrzegło ludzkie kości. Skryte pod cienką warstwą pyłu leżały rozrzucone po całym mieście. Niczym cmentarz szkieletów.
Przez krótką chwilę drobna postać stała nieporuszona, jakby sprzeczne myśli nie dawały jej spokoju i nie pozwalały działać. W pewnym momencie jej wzrok musiało przykuć coś innego, coś co wydało się dlań o wiele ważniejsze niż ludzkie szczątki.
"Dochodząc do źródła poznajemy sens zdarzenia."
Przez myśl przeszło zdanie z jednej z ksiąg jakie postać przeczytała w Sanktuarium.
Działo się, właśnie teraz. Nie dobiegło jeszcze końca, lecz zakończyło swój początek. Cokolwiek się działo, trwało już wyraźnie dłuższą chwilę.
Coś mówiło Prime, że nie można tego tak zostawić. Coś jest nie tak.
Jasnowłosa postać wznowiła swój bieg. Szybkie, pełne determinacji kroki prowadziły w samo centrum miasta. W stronę jaśniejącego strumienia energii.
Cokolwiek się działo, to tam jest odpowiedź i to tam właśnie trzeba zacząć działać.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Wyrocznia



Dołączył/a : 01/12/2007
Liczba postów : 95

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sob Lut 16, 2008 7:49 pm

Joannit biegł dosyć szybko.
-Załatwie go i dowiem się co sie dzieje z moją szramą.-Powiedział Jin
Pobiegł na przeciw Joannita. Szybko się zdeżyli. Joannit chciał udeżyć mieczem lecz Jin odrazu go kopnął i wyżucił miecz. Bili się nawzajem, jeden jednego,drugi drugiego. Wkońcu zdenerwowany Jin udeżył Joannita w brzuch,głowę,ręce i nogi. Joannit przewrócił się. Był jeszcze przy życiu. Jin był słaby i wykończony. Lała mu się krew po całej twarzy. Praktycznie nic niewidział.
-Załatwię cie !!.-Po tych słowach Jin bez patrzenia udeżył Joannita z wyskoku. Wydawało się że było to raz. Lecz towarzysze zauważyli że Jin udeżył Joannita 10-15 razy. Widać było po wgnieceniach na brzuchu i głowie. Joannit nie żył a lała się z niego krew jak z fontanny.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Lut 17, 2008 5:33 pm

Krzyżowcy leżeli bez czucia na ziemi. Wyglądało na to, że wszyscy nie żyją, jednak kiedy Jin podnosił się znad zmasakrowanego Joannity, ten w ostatnim, rozpaczliwym odruchu sięgnął po miecz, leżący obok niego na ziemi. Szybki cios był ostatnim czynem, jaki zdołał wykonac w swoim życiu Joannita. Okazał się on na tyle skuteczny, by trafic Jina w klatkę piersiową, rozcinając ją. Trysnęła krew i chłopak zatoczył się do tyłu. Rana była płytka, ale wystarczyła, żeby młodemu rycerzowi zrobiło się ciemno przed oczami.
Tak czy inaczej, droga do miasta stała dla nich otworem.

********************************************************

Zamaskowana postac dobiegła do miejsca, z którego wydobywał się gorejący energią słup światła. Tu znajdowało się największe skupisko trupów. Kości porozrzucane były dosłownie po całym placu, tworząc przerażający widok. Pośród nich stał słup, wielkości dorosłeo człowieka, zwieńczony czarą, pokrytą inskrypcjami w nieznanym języku. Płonął w niej ogień, mieniący się setką kolorów, od którego wprost nie dało się oderwac wzroku. Mimo piękna tego przedmiotu, całośc sprawiała ochydne, groteskowe wrażenie.
Spod płaszcza zamaskowanej postaci wystrzeliło pióro, dar od Widzącego we Mgle. Pomknęło wprost do czary, w której momentalnie spaliło się na popiół. Błękitny promień wystrzelił z czary i trafił prosto w zamaskowaną postac. Tak jak Domon rozpłynęła sie w powietrzu.


Kiedy ponownie otworzyła oczy znajdowała się w bezkresnej, śnieżnobiałej przestrzeni. Jak okiem sięgnąc nie dało się dostrzec żadnej istoty czy obiektu. Trwało to tylko przez chwilę, bo przed oczami postaci ukazała się sylwetka skrzydlatej istoty, zbudowanej jakby ze światła. Już po chwili zmaterializowała się istota, którą śmiało można było nazwac aniołem.
Odziany w białą togę, piękny mężczyzna spoglądał w dół orlimi oczyma. Z pleców wyrastała mu para błękitnych skrzydeł, które poruszały się wolno utrzymując go w powietrzu. W jednej dłoni dzierżył zwinięty pergamin, w drugiej drzewiec ogromnej kosy.
-Jam jest Gabriel. - przemówił głębokim, dźwięcznym głosem - Archanioł Boga, zwiedziony przez tego, który w nieokiełznanej rządzy stanął przeciwko Najwyższemu. Przejdź ostatnią z prób, a dostąpisz spotkania z siłą, jakiej jeszcze nie poznał świat... i oby nigdy nie poznał.
Wyciągnął przed siebie dłonie z przedmiotami, które w nich spoczywały.
-Teraz wybierz swoją drogę. Jam jest boski posłaniec oraz ten, który przynosi ukojenie w śmierci. Test kosy czy test pergaminu, wybór należy do ciebie.



OOC: Konri, tracisz połowę HP, niech to będzie dla ciebie przestrgą przed pisaniem postów na poziomie przedszkolaka i odgrywania postaci zachowującej się jak narąbany dresiarz.

_________________


Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Lut 17, 2008 10:12 pm

Nie widział przed sobą Mysterego, możliwe że jego przyjaciel podąża do świetlnego słupa inną drogą. Mimo wszystko pokonywał odległość dzielącą go od celu bardzo szybko, a im bliżej celu tym więcej szczątek, które były ludzkie. Nie wstrząsnęło to nim, ale z pewnością zdziwiło.
Płaszcz rozpościerał się za nim. Bieg przerodził się w istny sprint. W pewnym momencie po prostu stanął. Wyraz jego twarzy mówił sam za siebie, widoczny był na nim jedynie szok i dezorientacja.
"Kosmos Zamaskowanej... Wpierw Domon, teraz ona..." w jego głowie szumiało, starał się odszukać choć cząstki jej kosmosu. Nie udało się.
Jedynym sposobem na wyjaśnienie było jak najszybsze dotarcie do słupa światła, podobnie uczyniła ona. Może to właśnie na nim spoczywała odpowiedzialność odszukania ich...
Znów zaczął biec, tym razem z całej siły jaką tylko posiadał.
Zatrzymał się zdyszany przy słupie światła, który wręcz go zahipnotyzował...
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Lut 17, 2008 11:36 pm

Przyśpieszony oddech, przyśpieszone bicie serca... Biegł w stronę miasta najszybciej jak umiał, nie widzał nigdzie Ahena. W głowie cały czas widział obraz Domona, który poprostu się rozpadł i przestał egzystować. Widział to i nic nie mógł zrobić. Złość po części umieścił w Krzyżaku, jednak nic nie mogło cofnąć czasu. Zamknął oczy cały czas biegł, zaczął krzyczeć. Wykrzykiwał w stronę nieba, w stronę ziemi. Dziwne słowa wydobywały się z jego ust. Pełne żalu, cierpienia, gniewu. Nie wiedział dlaczego tak jest. Może to dlatego, że człowiek, którego traktował jak przyjaciela, jak brata na jego oczach rozpłynął się... Otworzył oczy, w których nie było nic. Przyśpieszył. W oddali widział słup światła. To był jego cel.
Wbiegł do miasta, wszędzie były luzdkie kości. Nie obchodziło go to, zdobył się tylko na przelotnią myśl "Jaki Bóg na to pozwolił..? Tak, tu napewno nie ma i nie było Boga.... Nigdzie go nie ma...". Złość była coraz większa.
Szukał Ahena, biegł w stronę słupa światła. Biegł na zatracenie. Pod jego nogami białe kości pękały, chrupały. Patrzył w każdą boczną uliczkę w poszukiwaniu swego przyjaciela. Cały czas biegł.
Od słupa światła dzielił go tylko jeden zakręt. W końcu dotarł. Zobaczył swojego przyjaciela stojącego przed tym, z czego wydobywało się światło. Teraz szedł powoli. Patrzył dokłądnie pod nogi, omijając czaszki dawnych mieszkańców miasta.
Gdy doszedł do Ahena, znalazł się na olbrzymim placu gdzie znajdowało się najwiecej szczątków. Obrzydzał go ten widok. "To chyba był plac egzekucyjny..." Skierował swój zwrok na przyjaciela, jednak ten jakby go nie zauważył. Podążył za jego wzrokiem i ujrzał to czego wcześniej nie dostrzegł. Czarny słup wielkości człowieka z dziwnymi znakami, i z którego wydobywał się promień światła będący swego rodzaju znakiem kierunku.
Nie mógł oderwać wzroku od słupa. Próbował zrozumieć znaki jednak nie potrafił. Patrzył i nie walczył z tym. Patrzył bo chciał. Uśmiech wykwitł na niego twarzy. Błogi uśmiech... Nic się nie liczyło. Nic oprócz słupa. "Mój boże..." mówił w myślach. A wzrok pochłaniał widok ognia palącego się w słupie....

_________________
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Mar 02, 2008 9:03 pm

Piękny mężczyzna można by rzec. Równie dobrze mogła to być i urodziwa kobieta, jakby coś na kobiecość istoty każącej się zwać archaniołem na to wskazywało.
- Jabrīl - dało się słyszeć dźwięczny, młody głos spod maski - siła o jakiej mówisz, czy ona jeszcze żyje? Czy jest to ten, któremu służysz?
W głosie nie dało się znaleźć ciekawości. Postać jakby była święcie przekonana że to o czym pyta jest prawdą.
- Czemu tu jesteś?
Wzrok, choć skryty pod maską, to łatwo dało się go wyczuć na kosie.
- Ona nie jest prawdziwa. Nigdy nie należała do was. To wy ją ukryliście tysiące lat temu? Przed oczami tych, którzy mogli jej urzyć? Po tych wszystkich wiekach, odnaleźli ją. Ale on jej użył, czy tak było? Teraz ponownie będą jej szukać..
Myśli błądziły daleko, niespokojne. Targane wizją tego, co może nadejść. Tego co może ponownie zmienić bieg tego świata.
Postać objęła rękoma ramiona, jakby drżąc z zimna.
- Jeśli on żyje, to musi mi pomóc. - rzekła do siebie cicho - Ja nie jestem w stanie powstrzymać tego co on planuje, a to może doprowadzić do niepotrzebnej śmierci.. Przekaż mu.. - wzrok postaci spoczął na istocie znajdującej się tuż przed nią.
Przez moment dziecko tkwiło w bezruchu. Jakby myśli wszystkie ulotniły się z młodego umysłu.
Następnie głos wypełniony rezygnacją przemówił.
- Nie. Co jest więc w pergaminie?
Postać widać poddała się. Rzecz, której nie była z jakiegoś powodu w stanie wypowiedzieć.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Mar 02, 2008 9:38 pm

Dwójka uczniów Sanktuarium wpatując się w ogień, nawet nie zauważyła, jak ich pióra wystrzeliły w kierunku czary. Po chwili spaliły się na pył, a ich samych pochłonęło światło.

*******************************************************

Kosa, dzierżona przez Gabriela rozpłynęła się w powietrzu. Archanioł rozwinął pergamin, a jego oczy przebiegły po literach, układających się w znany tylko istotom jego pochodzenia język. Przemówił swoim dźwięcznym głosem.
-Umysł skrajnie racjonalny, zamknięty na światło Boga, jednak tak łaknący siły, że gotów zaprzedać duszę.
Jego piękne oczy spoczęły na zamaskowanej postaci.
-Teraz zdejmij maskę, ukaż swe oblicze, nie przede mną czy swoimi towarzyszami, lecz przed własną świadomością. Ukaż swą prawdziwą naturę, wyznaj swój najgorszy czyn. Tylko w zgodzie ze samym sobą mozna stanąć przed jego obliczem i nie postradać zmysłów.

******************************************************

Kiedy Ahen otworzył oczy ujrzał bezkresną białą przestrzeń. Nie mógł przypuszczać, że tuż obok, a jednocześnie tak daleko, dwójka jego towarzyszy doznaje niemal identycznego przeżycia. Rozbłysło światło i pojawił się przed nim skrzydlaty mężczyzna. Jego skrzydła były całe zielone, a ciało okuwała misternie wykonana zbroja. W ręku trzymał płonący żywym ogniem miecz.
-Jestem Michael, Rycerz Boga, zwiedziony na pokuszenie przez tę ohydną siłę. Jeśli chcesz stanąć z nim twarzą w twarz, udowodnij swoją wartość.
Wbił miecz w podłoże.
-Oto oręż, wykłuty dla najdzielniejszego z bożych sług, strzegł wejścia do Edenu, dopókie nie utraciliśmy go na zawsze. Teraz stoi na twojej drodze. Zniszcz go, a przepuszczę cię.

*****************************************************

-Jam jest Raphael, ten który leczy z bożej woli. - mówił do Mysteryego czerwono skrzydły archanioł - Zatruty nieczystymi intencjami tej ohydnej siły, która pragnie zaspokoić swój nienasycony głód. Oto twoje zadanie.
Po białym podłożu potoczył się szary bandaż, który zatrzymał się u stóp ucznia sanktuarium. Zanim Mystery zdąrzył zareagować, archanioł wyciągnął długi sztylet i zatopił go we własnej piersi. Wydyszał charczącym głosem.
-Poświęcenie sprawie i silna wola będą ci niezbędne do pokonania złego. Czy jesteś uratować życie tego, który stoi na twojej drodze, jest twoim wrogiem, aby dotrzeć do celu? Wiedz, że moja śmierć oznacza koniec twojej podróży... Moje życie zaś, oznacza śmierć wszystkich ludzi znajdujących się do 100 kilometrów waszej miary od tego przeklętego miasta... Wybór nalezy do ciebie, wystarczy że weźmiesz bandaż.

_________________


Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Mar 02, 2008 10:09 pm

Postać czuła, jakby unosiła się w pustce. Jej myśli wędrowały powoli, niczym wciągane w smutną energię jej własnego umysłu.
- Nie wierzę w twego boga. Nie wierzę w to iż to on cię stworzył. Siła? Zbyt wiele jest we mnie by łaknąć jej. Dusza? Gdyby tylko jedna i była spokojną. Moja świadomość.. nie wiem, czy należy do mnie. Nie posiadam własnej natury. Chcę tylko umrzeć, raz a dobrze. Pójść gdzie ty i twój pan oraz twój inny stwórca pójdą gdy was dosięgnie śmierć.
Postać sięgnęła do maski i zdjęła ją z twarzy.

- Jabrīl, jesteś jeszcze za młody by zrozumieć. Gdyby twój bóg był w stanie mi pomóc.. gdyby moje czyny były moimi własnymi. Twoje słowa mogą być pełne wiedzy dla ludzi. Dla mnie nie posiadasz jednak sekretów, których pragnę i które przyniosą im w końcu odpoczynek.
Wzrok spoglądający w dal. Pełne pustki i smutku jasnobłękitne oczy.
Wzrok pomału podniósł się do góry.
- Jeśli się nie boisz, Jabrīl. Jeśli jesteś w stanie pozostać przy zmysłach, nie stracić ich, sam stań przed moją prawdziwą naturą, którakolwiek by ona nie była. A to co zobaczysz, przekaż swemu panu. On powinien zrozumieć.. jeśli żyje.. musi pamiętać.. to czego ja nie wiem.
Wzrok młodej postaci skrzyżował się ze wzrokiem archanioła.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Mar 02, 2008 10:40 pm

Światło... Wszech ogarniające. Przez chwilę nic nie widział.
Kiedy w końcu odzyskał widzenie, stał przed nim mężczyzna o czerwonych skrzydłach. Przyglądał mu się.
Gdy archanioł przemówił, wreszcie go oświeciło."Boże..."
Patrzył na anioła z jeszcze większym zachwytem.
Nic nie istniało, czas przestał płynąć, wszystko się skończyło.
Gdy nagle pod jego nogami pojawił się bandaż obawiał się, że jest to koniec jego podróży, a on zginie z ręki anioła... "Piękna śmierć...".
Słuchał uważnie słów boskiego wysłannika nie rozumiał znaczenia słów odnośnie ochydnej siły i jej głodu nie pojmował tego. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Wzmianka anioła o zadaniu zbiła go zupełnie z tropu.
- Jakie....zadanie? - Zdołał tylko to wypowiedźieć.
Nie zdążył nawet zareagować, kiedy archanioł zatopił sobie sztylet w piersi. Chciało mu się płakać. Ból jaki zobaczył w oczach wysłanika boga był nie do opisania. Padł na kolana, słuchając najbliższego bogu, który charczącym głosem wypowiadał jego zadanie.
Chwila zastanowienia starczyła mu na podjęcie decyzji.
Lekko przechylił głowę. Jego wzrok był już normalny. Czyli zimny i poważny. Popatrzył na archanioła.
- Homoviator.... Moja podróż nigdy się nie skończy... niezalżnie od wyniku tego spotkania.... tworzę własną legendę... Raphaelu Ty, który uleczyłeś miliony... nadszedł czas... aby Ciebie ktoś uleczył niezależnie od ceny jaką zapłaci... - W duchu powtarzał sobię "Tworzę własną legendę i nic ani nikt tego nie zmieni, nawet sam Bóg." Chwycił bandaż....

_________________
Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Nie Mar 02, 2008 10:46 pm

Wpatrywał się przez dłuższą chwilę w miecz. Jego płomień był tak bardzo szlachetny... Wciągnął rycerza bijąc tysiącami nieznanych barw. Jednak mimo swego piękna miał być zniszczony i do tego przez osobę, która go podziwiała.
Broń zdawała się wyglądać na idealny oręż, stop metalu z jakiego ją wykonano nie mógł być nazwany przez zwykłego śmiertelnika, gdyż zapewne nikt wcześniej go nie widział.
Żal mu było niszczyć tak piękny i doskonały miecz, jednak to było przepustką do tego by odnaleźć wszystkich swych towarzyszy. Wzbierał w nim kosmos. Siódmy zmysł, jasna aura-zlewająca się z otoczeniem.
Nie zdołał nawet odezwać się do uskrzydlonej postaci. Od razu przystąpił do działania, wszystko było dla niego jasne. W jego dłoni zaczęły "trzaskać" błyskawice,które następnie powoli zaczęły rozchodzić się po jego ciele. Gdy był już gotów uderzył swym potężnym atakiem... Czekając na to co się dalej stanie.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Pon Mar 03, 2008 12:59 pm

Gdy ich wzrok się spotkał, postać ujżała w oczach Gabriela głęboki smutek. Zdało jej się, że archanioł planował wejść głębiej do jej umysłu, jednak z niewiadomych przyczyn tego nie zrobił.
Gdzieś za nieprzeniknioną kurtyną smutku, gdzieś na dnie jego pięknych oczu pojawił się strach. Trwało to tylko przez chwilę.
-Tak mi ciebie żal. - powiedział - Twoje męki będą trwały jeszcze tak długo... Jesteś więźniem własnej jaźni, istotą osadzoną w więzieniu własnej duszy... własnych dusz... Nie oczekuje od ciebie wiary w mojego stwórcę, powiem tylko, że ani ty, ani ja, nie dostąpimy odkupienia, kiedy przyjdzie sądny dzień. Teraz idź, czeka na ciebie.
Postać spowiła ciemność.

***********************************************************

Szkarłatne krople krwi spływały po cudownej szacie Raphaela. Niesamowicie kontrastowały z bezkresną bielą miejsca, w którym się znajdowali. Kiedy Mystery zaczął mówić, archanioł spojrzał na niego z przejęciem.
Kiedy chłopak chwycił bandaż, ten niczym żywy rozwinął się i pomknął w stronę Raphaela. Owinął się wokół jego ciała i zapłonął czerwonym światłem, by po chwili zniknąć.
Archanioł dźwignął się na nogi i zatoczył. Stracił cały, bijący od niego wcześniej, majestat. Był bliżej śmierci, niż którykolwiek z jego braci. Powoli wzniósł sie w powietrze.
-Zdecydowałeś. - powiedział - Teraz czas, abym ja spełnił swoje zadanie.
Wykonał lekki ruch ręką, a potężna implozja energii targnęła wszystkim w promieniu 100 kilometrów od Damaszku, pozbawiając życia każdej istoty, która miała nieszczęscie się tam znaleść.
Mystery słyszał bardzo wyraźnie zawodzenie dusz, tak gwałtownie wyrwanych ze swoich ciał. Przelatywały mu przed oczmi ich twarze, pełne wyrzutu i nienawiści. Archanioł przemówił.
-Dokonałeś wyboru mniejszego zła, ale czy mój stwórca zrozumie to, kiedy staniesz przed nim w dniu sądu? Nie ma dla nas odkupienia...

***************************************************

Kiedy cios dosięgnął klingi miecza zadawało się, że nic nie zaszło. Ostrze miecza wpadło jedynie w niesamowicie szybkie drgania, wydajac jednocześnie dźwięk, który normalnego człowiek, pozbawił by słuchu. Michael uśmiechnął się szyderczo.
-Zdaje się, że nic się nie stało, chyba musisz wró...
Urwał nagle, kiedy jego wzrok padł na miecz. Coś chrupnęło i na nieskazitelnym ostrzu pojawiło się pęknięcie. Oczy archanioła rozszeżyły się ze zdziwienia.
-Świętokradztwo! - krzyknął - Miecz stwórcy zniszczony! Moja dorga, do królestwa Pana zamknięta na zawsze! Nie ma dla mnie odkupienia... tak ja i dla ciebie...
Postać Michaela zaczęła sie jakby oddalać, znikać w ciemności, która po chwili pochłonęła i Ahena.

*********************************************************

Kiedy trójka uczestników otworzyła oczy zobaczyła, że znajduje się w jakiemś ciemnym pomieszczeniu. Zewsząd dochodziły jakieś dziwne dźwięki, przypominjące bulgotanie rozgrzanej smoły. Usłyszeli też cichy płacz, dobiegający od postaci, która leżała skulona, drżąc na całym ciele.

_________________


Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Pon Mar 03, 2008 6:15 pm

W takich miejscach jak to doznaje się szybszego kołatania serca. Wszystko w nim jest obce, może zaskoczyć, wszystko jest mroczne...
Ahen spojrzał na płaczącą osobę, jej cichy lamet rozchodził się po pomieszczeniu, zdawał się przenikać do umysłu. Nie chciał wykonać żadnego ruchu w stronę istoty, wszystko wskazywało na pułapkę.
Po chwili dostrzegł swych towarzyszy, wydawali się zdezorientowani podobnie jak Ahen. Chłopak nie chciał nic mówić, od dłuższego czasu nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Wszystkie te zdarzenia, jakie miały miejsce przez ostatnią godzinę doprowadziły do jego milczenia. Umysł też plątał się z myślami, dawno nie doznał takiej dezorientacji.
Wszystko zdawało się biec nie w tym kierunku w jakim powinno... Jednak wciąż tkliła się nadzieja na uratowanie przyjaciela, wciąż póki iskierka życia się w nim tkli, zrobi wszystko aby ocalić Domona.
Jednak na razie cel ten zdawał się być bardzo daleko.

OOC:wiem że Domon ma nową postać, ale zostawiłem tak jak było na początku
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Pon Mar 03, 2008 6:22 pm

To co powiedział mu archanioł wydawało się jakby było wypowiedziane przez mgłe. Nigdy nie liczył na odkupienie, uważał, że jedynie on może siebie odkupić nikt inny. Zawodzenie dusz, które usłyszał, twarze, które zobaczył pozostawiły bliznę na jego duszy. Tak wyraźna, że sam nie mógł pojąć dlaczego.
"Jestem sprawcą ich cierpienia.... tak musiało być. Wybaczcie mi... Kiedy przyjdzie mój czas, będę cierpiał z wami i za was. Musicie jeszcze trochę poczekać...". Raphael już nie wyglądał jak archanioł. Ból w jego oczach był stokroć większy niż ból dusz, bowiem nigdy nie spotka już swego stwórcy...
Nagle wszystko spowiła ciemność...

*******************************************
Otworzył oczy. Obok niego był Ahen i postać w Masce.. zupełnie o nich zapomniał podczas spotkania z Archaniołem. Zastanawiał się gdzie oni byli w tym czasie, gdy on rozmawiał z aniołem. Pomieszczenie, w którym się znajdowali było ciemne. Chwila mineła zanim jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Do jego uszu dochodziły dziwne dzwięki, jakby bulgoczącej smoły albo lawy... Przypomniał sobie słowa archanioła, że nigdy nie będzie zbawiony i odrazu pomyślał "Piekło....Jestem w piekle....". Zaczął się szybko rozglądać w poszukiwaniu wyjścia. Nagle jego wzrok zatrzymał się na małej postaci, która dygotałą i cichutko łkała.
Ostrożnie wstał, podszedł do postaci na bezpieczną odległość, bowiem wiedział, że mimo iz się trzęsie może zaraz okazać się jego mordercą. Czekał na pozostałych... a w głowie przelatywały mu obrazy dusz, które uśmiercił jego czyn... broda zaczeła się trząść przypomniał sobie o Domonie, wiedział, że już go nie uratują... "Oby tam było Ci lepiej przyjacielu....Spotkamy się w innym życiu...". Spojrzał na postać... napawała go dziwnym strachem...

_________________
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Pon Mar 03, 2008 11:09 pm

Postać nie podważała słów archanioła. Mógł sam nie wiedzieć ilości prawdy i błędu we własnych słowach. Nie mieć pewności czy mówi to do niej czy do kogoś innego tak naprawdę.
Archanioł tkwił błędzie, lecz wynikał on raczej z jego własnej niewiedzy. Jego stwórcy musieli sami go w ów błąd wprowadzić dla jego własnego dobra zapewne.
Odkupienie.. puste słowo. Wiara, którą żywią się ludzie, nie mający pojęcia o prawdzie, którą skrywają przed sobą nawet ci, co zwą siebie samych bogami.
Dzień, który we wszystkich religiach uznaje się za koniec i którego wszyscy się boją. Choć strach tak naprawdę dotyczyć powinien tylko tych, co panują obecnie nad ludźmi, gdyż to oni się odcięli od tego co władało nimi i to oni poniosą karę.. Ludzie? Wątpliwym wydała się w chwili obecnej myśl, by musieli odpowiadać za jakiekolwiek swe czyny, gdyż tak naprawdę ani dobro ani zło nie miało znaczenia.
- Ja pragnę tylko końca, żal mi jest waszego gatunku. - rzekła cicho postać spoglądając za odchodzącym w przestrzeń aniołem.

Postać ponownie otworzyła oczy, a drobna dłoń powędrowała do jej twarzy. Maska tkwiła bezpiecznie na swoim miejscu. Ku uldze młodej osoby.
Ciemność, która otaczała trójkę nie wprawiła jej w strach. Raczej skryła posępne myśli, które kołatały w młodej głowie.
Dziecko wstało, pomału rozglądając się po pomieszczeniu, a wzrok widocznie zatrzymał się na postaci łkającej gdzieś nieopodal. Mystery podszedł do niej, choć stał jeszcze w bezpiecznej odległości.
- Poddając się wchodzimy dobrowolnie we własną śmierć, nie próbując żyć.
Rzekł młody głos. Choć słowa były wypowiedziane dość cicho, to dały się słyszeć każdemu w tym miejscu.
Postać stała wyprostowana w miejscu a jej wzrok widocznie spoczywał na łkającej osobie.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Wto Mar 04, 2008 11:17 am

Płacząca postać podniosła się powoli z ziemi. Cały czas zanosiła się szlochem, jednak coś w niej zmieniło się. Opadł kaptur, ukazując męską twarz. Wydawało się, jakby jego lice podzielone było na pół, jakby jednocześnie ronił morze łez i śmiał się szyderczo.
-A więc jesteście, przeszliście wszystkie próby, jakie przed wami postawiłem... - powiedział głosem pełnym nienawiści, który po chwili zmienił się w rozpaczliwy krzyk - Uciekajcie! Ratujcie swoje życie!... Nieee, zostańcie, zabawmy się... Musicie mnie powstrzymać!... Wasza siła będzie wyśmienitym pokarmem... Powstrzymajcie mnie!... Herold świetnie się spisał!
Rzucił im pod nogi czarną książeczkę, którą Domon otrzymał od Widzącego we Mgle. Otworzyła się na ostatniej stronie, gdzie koślawym pismem ktoś naskrobał imię: Abbadon. W mężczyźnie zaszła jakaś dziwna zmiana, jakby jego część, ta gorsza, zdobyła przewagę.
-Gińcie!!!
Jego szata opadła i oczom podróżników ukazał się ostatni z aniołów, stojących na ich drodze. Jego skrzydła, niegdyś pewnie śnieżnobiałe, teraz obwisały przy ciele, pozlepiane jakąś czarną mazią. Zbroja, która musiała być bardzo dawno temu niezwykle pięknym przedmiotem, teraz była pokryta pyłem i spękana. Abbadon ryknął na całe gardło i rzucił się w ich stronę.

OOC: Abbadon - hp: 3000
Kolejność ataków według zręczności:
sakra
furman
rutek

_________________


Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sro Mar 05, 2008 2:39 pm

- Biedne stworzenie. - dało się słyszeć młody głos dobiegający spod maski.
Słowa, w których można było wyczuć współczucie i smutek. Pozbawione lęku. Bez strachu, bez podziwu, bez poddania.
Jakby przed małą postacią stało ranne zwierzę, nad którym wezbrała się w umyśle litość.
„Zagubiony i samotny. Nie wie co robić i nie panuje nad własną mocą.”
Postać wyciągnęła do przodu rękę.
- Nie lękaj się zmian powierniku klucza.
Energia, którą dało się wyczuć była niezwykle spokojna. Wręcz przesączona smutkiem.
Pomimo całej swej delikatności i melancholii dało się wyczuć w niej bardzo silną wolę. Nie było w niej najmniejszej oznaki strachu ni zahamowania.
Drobna postać zdawała się nie chcieć zrobić krzywdy aniołowi, nie chciała też by on zranił tych stojących obok niej. Nie martwiła się jednak o własne bezpieczeństwo, jakby to nie było zupełnie zagrożone.
Można by też podejrzewać, że śmierć nie przejmowała jej lękiem, jakby było to coś czego oczekiwała, nie bała się, nie dążyła do tego, lecz było to coś, co jej nie dotyczyło.
„Zbyt dużo krwi zostało przelane. Nie możesz iść jego śladem.”
Myśli przebiegły przez umysł postaci. Zamanifestowały się w kosmosie, który wzrósł na sile.

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sro Mar 05, 2008 8:10 pm

Postać w masce najwidoczniej się wahała jednak Ahen nie miał wyjścia. Droga do uratowania ich przyjaciela biegła tylko przez pokonanie schizofrenika. Jego energia kosmiczna była ogromna i przerastała każdego z trójki, jaka przed nim stała. Jednak łącząc siły pokonają go.
Chłopak po części rozumiał postawę Zamaskowanej, lecz nie mógł sobie pozwolić na słabość. Jako przyszły złoty rycerz musi bronić sprawiedliwości, a na pewno nie biegnie ona przez zniewolenie duszy Domona.

-Aniele, czy czymkolwiek jesteś spełnię twą prośbę-w okół niego zaczął wzbierać kosmos, był tak silny i pulsujący że wyglądał jak stała materia. Zdawał się być nie przenikalny.

Przybrał postawę do walki, siódmy zmysł dodawał mu pewności siebie, czuł się mocny. Droga do ocalenia przyjaciela biegła przez śmierć kreatury, nie było innego wyjścia. Teraz widział wszystko dokładnie, jego aura rozświetlała wszystko co było przed nim...

-Więc niech się zacznie... ATOMIC THUNDERBOLT!-bardzo szybko dostał się przed rywala, po czym uderzył go z całych sił w brzuch.
(384 dmg)
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sro Mar 05, 2008 8:58 pm

Patrzył na postac stojącą przed nimi. Jakby czas się zatrzymał. Powoli przesówał wzrokiem po ciele anioła... "a więc tak wygląda upadły anioł....boże... jak mogleś pozwolić, żeby jeden z tych, których najbardziej kochasz stał się czymś takim... skoro mu pozwoliłeś... mi jesteśmy zgubieni...". Patrzył na Anioła i nie wiedział co zrobić. Żal jaki w nim wezbrał bym ogromny. Ledwo nad nim panował.
Kiedy Abbadon rzucił na ziemię książkę, którą dostał ich przyjaciel od widzącego we mgle zakotłowało się w nim. Żal w stosunku do anioła prysł. Miał ochotę go ukarać za to.
Cicho szeptał pod nosem...
- Nie... to nie możliwe... jak? kiedy? dlaczego? - Energia rosła jednak nie atakował. Łza popłyneła po policzku i skapneła mu na rekę. Popatrzył na nią. Nie płakał już.... nie nie pamiętał kiedy ostatni raz uronił łze. Nawet gdy jego ojciec odszedł pozostał twardy, bo wiedział, że musi dążyć do celu...
Z coraz większym nie dowieżaniem patrzył na łze...
W pewnej chwili ukłakł. Zamknął oczy. Kosmos do okoła niego miał złotą barawe, rozświetlał całe pomieszczenie.
Słyszał jak Ahen atakuje upadłego anioła... słyszał jak postać w masce współczuje stowrzeniu. "Gdybym znał siebie... nie zawachał bym się... gdybym umiał przewidzieć przyszlość uratował bym go... gdybym....gdybym... NIEEEE!!" Upadł na ziemie walka trwająca wewnątrz niego przypominała walkę z waitrakami, bo nie można wygrać samemu ze sobą...
Powoli zaczął wstawać. Cały czas miał zamknięte oczy.
Zwrócił się w stronę zamaskowanej Postaci
- Jedyna rzeczą w jakiej mu możemy pomóc jest śmierć. Dlatego Domon nas tu sprowadził. Musimy ulyż w cierpieniach tej istocie dość już się nacierpiała niech zazna spokoju w krainie jego stwórcy... - Odwrócił się w stronę anioła - Twa wola mym rozkazem....
W okół niego energia zaczeła szaleć, wszyscy ulegli iluzji, że stoją wśród planet...
Otworzył oczy...
- GALAXIAN EXPLOSION!!(567 obr)- Planety runeły na anioła...

_________________
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Sro Mar 05, 2008 10:22 pm

Anioł został zaskoczony tak zajadłym atakiem dwójki przeciwników. Odrzucony przez energię wyzwoloną przez uczniów Sanktuarium, potoczył się kilka metrów po posadzce swojego legowiska. Podniósł się równie szybko jak upadł i obrzucił ich pełnym nienawiści spojrzeniem.
-Już byście zdechli, gdyby nie siła, którą zmarnowałem na opentanie tego japońskiego psa... Teraz zobaczycie, dlaczego potrzeba było samego Boga, aby mnie tu strącić!
Rzucił się w stronę zamaskowanej postaci, która jakby rezygnowała z walki. Jego szybkość wykraczała poza ludzkie możliwości percepcji. Uderzył niską postać w brzuch tak mocno, że odleciała do tyłu, niczym chwilę temu sam Abbadon (600 dmg). Jego twarz wykrzywił ohydny uśmiech.


OOC: Abbadon HP - 2049

_________________


Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   Czw Mar 06, 2008 7:29 pm

Postać nawet się nie próbowała bronić przed ciosem. Uderzył w nią z pełną siłą odrzucając ją do tyłu wprost na odległą ścianę.
„Nie rozumiesz. Biedna istota..”
Obraz, jaki miała chwilę temu przed oczami zaszedł ciemną mgłą. Świat stał się oddalony a umysł przestał odbierać dźwięki, które z zewnątrz dochodziły.
„Za późno.. Wybacz.”
Drobna sylwetka nie poruszyła się a silna i spokojna energia, która ją przed chwilą jeszcze otaczała jakby wygasła sama z siebie, pomału.

OOC: cześć 1 mojej tury
podzieliłam to na dwie części - tracę czas w związku i ciosem
Domona nie ma cały dzień wiec nie czekam dłużej na jego zgodę XD

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ta ohydna siła   

Powrót do góry Go down
 
Ta ohydna siła
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: PRZYGODY-
Skocz do: