Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 treningi Morpheus'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: treningi Morpheus'a   Czw Sty 10, 2008 12:39 pm

Ostatni trening z mistrzem
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


Głowa Morpheusa pełna była od różnorakich myśli. Właśnie dotarło do niego, iż Chan Thaverus nie jest jego ojcem. W tej chwili cały jego świat legł w gruzach. Uzmysłowił sobie, że w tym momencie "stracił" dom, rodzinę, przyjaciół. I choć domyślał się prawdy, nie chciał by okazała się autentyczną, nie chciał dopuścić do swojej głowy myśli, że nic już nie będzie tak jak wtedy. Świadomość, że przez tyle lat był okłamywany przez najbliższą mu osobę nie dawała mu spokoju. Nie wiedział co ze sobą zrobić. W jego głowie wciąż narastał pomysł opuszczenia Hokkaido w celu odszukania swoich korzeni.
Postanowił po raz ostatni zobaczyć ukochane przez niego pola, lasy. Pożegnać się z przyjaciółmi
Wychodząc z domu kątem oka dostrzegł Shina, który wzrokiem pełnym pogardy wpatrywał się w niego. Po krótkiej chwili przemówił:
- Widzę, że ojciec nareszcie powiedział Ci, że jesteś przybłędom - drwiący uśmiech nie schodził z jego ust.
- Powinieneś się cieszyć - wreszcie będziesz mógł bawić się swoimi lalkami bez obawy, że ktoś Cię nakryje - odpowiedział mu Morpheus i nie czekając na reakcję swojego przyrodniego brata udał się do drzwi.
Shin mruknął coś pod nosem i splunął w miejsce, w którym przed chwilą stał Morpheus.
Jednak on tego nie zauważył. Ponieważ pochłonięty był rozmyślaniem nad swoją przyszłością.
Wyruszam jutro - postanowił.
Pożegnanie z najbliższymi nie przyszło mu łatwo. Wszystkie wspomnienia mignęły mu przed oczami.
To były wspaniałe chwile - pomyślał i zwrócił się do swoich przyjaciół:
- Zapewne jest to ostatni moment, w którym możemy spotkać się w całym naszym gronie. Chciałem wam podziękować za te wszystkie lata. Bez was moje życie nie miałoby sensu. Kocham was - zakończył z uśmiechem, który powalał wszystkie dziewczyny na kolana.
Uściskom i łzom nie było końca.
- Obiecaj nam, że nas kiedyś odwiedzisz - powiedział na pożegnanie Ten Shan, najlepszy przyjaciel Morpheusa.
- Obiecuję - rzekł Morpheus, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie mu łatwo dotrzymać obietnicy.


Do domu wrócił przed zachodem słońca, zastał w nim tylko Chana Thaverusa.
- Ojcze - mimo tego, ie wiedział, że Thaverus nim nie jest postanowił dalej w ten sposób się do niego zwracać - postanowiłem opuścić dom. Chcę odnaleźć swoich rodziców.
- Musisz wiedzieć, że nie będzie to łatwe, jednakże kibicuje Ci z całego serca. Domyślałem się, że tak postąpisz i dlatego przygotowałem to - wskazał palcem na mały tobołek. - Znajdziesz tam żywność, koc, hubkę i krzesiwo. Wszystko to pomoże Ci przetrwać wtedy, gdy w okolicy nie będzie żadnej ludzkiej osady.
- Dziękuję ci, Mistrzu. Pozwól, że teraz udam się do swojego pokoju by oddać się medytacji..
- Naturalnie, jednakże chciałbym Cię prosić byś za niecałą godzinę stawił się u mnie.


Morpheus pogrążony w medytacji miał przed swymi oczyma sceny poznania rodziców. Po raz pierwszy w życiu ich sobie wyobraził. Było to coś niesamowitego...
Z odrętwienia wyrwał go głos Shina:
- Ojciec cię wzywa, palancie.
- Wracaj lepiej do swoich koleżanek, frajerze.
Shina ogarnęła złość. Wiedział, że jest o wiele słabszy od Morpheusa i nie dałby mu rady w starciu. Splunął tylko, bo nic lepszego nie przyszło mu do głowy.
Tylko na tyle go stać - zadrwił Morpheus i udał się na prawdopodobnie ostatnie spotkanie ze swoim Mistrzem, ze swoim ojcem.

Thaverus czekał na niego przed domem. Na dworze było jeszcze jasno, choć Słońce chyliło się ku wschodowi. Chan z zamkniętymi oczami rzekł:
- Chodź za mną.
I ruszyli.

Minęli polanę, i udali się do lasu. Wtedy Chan zatrzymał się i rzekł:
- Nie powiedziałem nic o twych planach matce - na słowo "matka" Morpheus niespokojnie sie poruszył - ponieważ nie spodziewam się by cię puściła. Powiem jej jutro.
Nastała krótka cisza, którą przerwał Mistrz:
- Zanim ostatni raz cię zobaczę chciałbym upewnić się, że jesteś w stanie wyruszyć w nieznane.
- Nie rozumiem... - powiedział cicho Morpheus.
- A więc szykuj się do walki! - krzyknął Chan i bez ostrzeżenia począł biec w stronę swego przybranego syna.

Nie minęło kilka sekund jak obaj pogrążyli się w walce. Po raz pierwszy Morpheus widział swego mistrza walczącego z takim zacięciem, z taką wściekłością. Z trudem udawało mu się unikać jego ciosów.
Długo tak nie wytrzymam - pomyślał - muszę przejść do kontrataku.
Seria ciosów, którą wymierzył nieznacznie chybiła. Chan był o wiele szybszy niż za ostatnim razem.
- Aaaargh - z ust Morpheusa wyrwał się okrzyk gdy Tahverus po raz kolejny uniknął jego ciosu.
Fala wściekłości ogarnęła jego ciało i umysł. Widział jak Mistrz igra sobie z nim. Nie mógł pozwolić sobie na taki obrót sprawy.
- Jeśli chcesz coś osiągnąć to musisz się postarać - rzekł szybko do niego Chan - bo jak do tej pory mógłbym pokonać cię jedną ręką.
Morpheus postanowił wykorzystać chwilę, w której Chan postanowił udzielić mu rady. Podskoczył do góry, gdzie zrobił obrót i następnie wymierzył przeciwnikowi siarczystego kopniaka w tył głowy.
Chana zamroczyło, nie liczył się z tym, że Morpheus może wykorzystać chwilę jego zawachania.
Morph nie czekał na reakcję Mistrza. Postanowił działać. Przebiegł koło Chana, odbił się od ziemi i uderzył z niewyobrażalną siła w jego brzuch.
Chana upadł. I mimo okropnego bólu uśmiechnął się.
Teraz! - pomyślał.
Wstał. Stanął mocno na nogach. Zaparł się o ziemię i uniósł rękę do góry.
Morpheus przyglądał się temu w milczeniu.
Ziemia wokół mistrza poczęła się niespokojnie poruszać. Po chwili duże kawałki skał, z których się składała uniosły się do góry. Blade światło objęło postać Chana Thaverusa, który rękoma wykonywał nieznane Morpheusowi ruchy. Jego usta poruszały, się niespokojnie. W końcu fala energii, która koncentrowała się wokół starca eksplodowała. Ziemia zaczęła pękać...
Trzęsienie ziemi?! - taka pierwsza myśl ogarnęła Morpheusa. -
Czy mój Mistrz jest na tyle silny by je wywołać?!
Rozejrzał sie dookoła. Ziemia pękała tylko w obrębie, w którym stał on i jego przeciwnik.
Grunt pod jego nogami rozstępywał. Musiał ratować się ucieczką. Skoczył w bok, na ( jak mu się wydawało ) najbardziej stabilny kawałek ziemi. Mylił się jednak. Zaraz po tym jak Morpheus stanął na nim ten jak gdyby na złość zaczął rozpadać się na drobne kawałki.
Czoła Chana zaczęły pokrywać krople potu. Od dawna nie wykorzystywał siły kosmosu.
Morpheus zauważył, że jedyny skrawek ziemi nie zajęty "trzęsieniem ziemi" to ten zajmowany przez jego przeciwnika. Miał mało czasu by się tam dostać. Cztery szybkie skoki i już był obok swojego mistrza, a ten zdawał sobie nic nie robić z jego obecności. Energia jaka krążyła wokół niego omal nie zwaliła Morpheusa z nóg. Ostatki sił, jakie mu pozostały, wykorzystał na ostatnie uderzenie. Z okrzykiem na ustach wymierzył sierpowy. Trafił.
Mistrz otworzył oczy. Cały był mokry od potu. Niewyobrażalny był w szczęce sprawił, że zaniechał dalszemu wykorzystywaniu mocy kosmosu. Upadł na kolana ciężko dysząc. Spojrzał w górę i ujrzał swojego ucznia z trudem łapiącego powietrza.
- Dobra walka - rzekł.
- Ta, i dość wyczerpująca... - wyciągnął rękę i pomógł Chanowi wstać.
- Dziękuję.
- Co to było? - zapytał, a chodziło mu o "trzęsienie ziemi", które przed chwilą nawiedziło pole walki.
- Mówisz o tym co przed chwilą tu zaszło? - odpowiedział pytaniem na pytanie i ciągnął dalej - był to kosmos.
- Kosmos?
- Tak kosmos. Każdy wojownik ma w sobie kosmos. Jest to energia pozwalająca na przeprowadzanie niezwykłych ataków.
- Czy ja też mam w sobie kosmos?
- Szczególnie ty.
Odpowiedź ta nieco zdziwiła Morpheusa. Jednak nie ciągnął dalej rozmowy. Ciszę przerwał Mistrz, słowami:
- Jesteś gotowy by wyruszyć. Jednakże pamiętaj - kosmos to niewyobrażalna siła, jeśli nie uda Ci się jej ujarzmić, biada Ci.
- Miłe słowa, na pożegnanie, ojcze.
Uścisnęli się. Polały się łzy.
- Nie zapomnij o mnie - z bólem w głosie zawołał za nim Mistrz.
- Nie zapomnę ojcze, nie zapomnę!

I tak rozstali się. Rozstali się, by już nigdy się nie spotkać.





Proszę o komentarze, bo jak wiece jest to mój pierwszy trening i nie wiem czy nie zrobiłem czegoś złe.
Za wszystkie słowa pochwały i krytyki serdecznie dziękuję
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Czw Sty 10, 2008 12:43 pm

No no, muszę przyzna, że jestem pod wrażeniem, mimo że to pierwszy trening, to już zdążyłeś pokaza klasę. Oby tak dalej. 2 lvl

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: "Cholera, skąd oni mnie znaja?!"   Pią Sty 18, 2008 9:25 am

"Cholera, skąd oni mnie znaja?!"
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


Cisza. Pustka. Niepokój. Samotność.
Fala tych uczuć ogarnęła Morpheusa. Czuł się dziwnie. Po raz pierwszy opuœścił swój dom, rodziców ( nadal ich tak nazywał ), przyjaciół. Nigdy nie wędrował tak daleko.
Cholera - pomyślał. - Z motyką na Słońce się porwałem. Nic nie wiem o œwiecie i jakby nigdy nic wyruszam w podróż. Głupi jestem.
Faktycznie w tej sytuacji mogłoby się zdawać, że Morpheus inteligencją nie grzeszy. Pchnięty nagłym impulsem, od tak sobie, wyruszył. Nawet nie wiedział gdzie iœć. Zapasy kurczyły się, toteż Morph postanowił je uzupełnić.
Jego posiłki nie były zbyt zróżnicowane. Jagody, wiśnie, od czasu do czasu jakaœ jajecznica z jajek skradzionych pierzastym rodzicom. Z wodą problemów nie było. Pora deszczowa zwykle w nią obfituje.
Po 10 dniach wędrówki dotarł do, jak mu się zdawała, cywilizowanego miejsca. Siuksi, bo tak nazywało się owe miasto, przywitało go gwarem i niezliczoną ilością mieszkańców. Garœąć monet jakimi dysponował gwarantowała mu pożywienie na jakiœ czas. Do czasu, aż nie znajdzie jakiejœ roboty musiały wystarczyć. Rozejrzał się i dostrzegł mała knajpkę usytuowaną na obrzeżach miasta. Ochoczo obrał kierunek na " Pod Bambusem ".
- Durna nazwa - powiedział sam do siebie.
Po wejściu do środka ogarnął go niesamowity smród. Pomieszczenie było ledwo widoczne od mgły utworzonej od dymu papierosów.
Klawo - pomyślał.
Z niemałym obrzydzeniem podszedł do barmana i złożył zamówienie.
Czekał dość długo. Bo godzina oczekiwań na zupę rybną można nazwać długim okresem.
Zjadł, i nawet mu smakowało. Zbierał się do wyjąœcia gdy zatrzymał go rosły typ:
- Mały, sprawa jest. Pewien koleœ chce się z tobą widzieć. Teraz.
Ze mną? Przecież nikt mnie tu nie zna.... - podumał.
- Tak z tobą, mały. I nie rób takiej zdziwionej miny, bo widzisz, umiem czytać w myœlach. A szczególnie w myœlach zupełnie niechronionych.
Faktycznie, zdziwienie ogarnęło młodego wojownika. Bo nie spodziewał się, że ktokolwiek może znać go w tych stronach.
Człowiek, który go zaczepił zaprowadził go do miejsca, w którym oczekiwał na niego, nieznajomy. Była to bogato zdobiona œświątynia, po œśrodku której znajdował się fantastyczny ołtarz. Przed nim klęczał człowiek pogrążony w medytacji. Gdy Morpheus przekroczył próg świątyni, człowiek ten poruszył się niespokojnie. Jednak nie wstał, nie otworzył nawet oczu:
- Witaj Morpheusie - rzekł do młodego wojownika.
- Witam, nieznajomy. - odpowiedział i zapytał: - Skąd znasz moje imię?
- To nie jest ważne. Ważne jest to co mam ci do zaoferowania...
Nastała głęboka cisza, którą po chwili przerwał nieznajomy:
- Widzę, że nie rozumiesz... - powiedział. - A więc: Brać go!
W chwili gdy mężczyzna wypowiedział te słowa poczuł na ramieniu silny uścisk. Po chwili otoczony został przez dziesięciu rosłych napastników.
- Wiecie co macie robić - rzekł do nich nieznajomych człowiek, po czym wstał i począł obserwować Morpheusa z oczekiwaniem na jego reakcje.


CDN



EDIT: Naprawione


Ostatnio zmieniony przez dnia Pią Sty 18, 2008 4:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Pią Sty 18, 2008 9:42 am

2 poziomy. I zdaje się, że masz problem z "ś" na klawiaturze.

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 16, 2008 12:06 pm

"Cholera, skąd oni mnie znają?!" II
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Nie takiego powitania spodziewał się Morpheus. Niepewnym wzrokiem ogarnął swoich przeciwników. Wszyscy prezentowali się dość okazale. Każdy z nich nosił pięknie zdobione napierśniki i uzbrojony był w broń. Każdy z nich wyglądał tak samo, te same rysy twarzy, ten sam typ budowy. Nawet uśmiechali się podobnie. A uśmiech ten pełen był pogardy i drwiny. Morpheus wiedział, że nie ma wielkiego pola manewru, postanowił działać, wykorzystać w walce wszystko to, czego nauczył się do swojego Mistrza.
Szybko obrócił się na pięcie, w nadziei, że uda mu się odszukać najsłabszy punkt w szyku swoich przeciwników. Złudna jednak była to nadzieja, napastnicy byli bardzo dobrze wyszkoleni, a fakt, że było ich aż 10 pogarszał sprawę. Gdy Morpheus pogrążony był rozmyślaniu nad taktyką, jaką powinien obrać, jego napastnicy powinni działać. W mgnieniu oka znaleźli się parę centymetrów od niego, na szczęście ten w porę ocknął się i niespodziewanie uskoczył w górę. Wylądował kilka metrów od nich. Odbił się od ziemi, obierając kierunek na najbliższych żołnierzy. Bez zastanowienia wymierzył ich silne ciosy, które sprawiły, że po chwili miał na głowie tylko 8 przeciwników.
Zaraz po tym jak powalił garstkę napastników, poczuł niewyobrażalny ból w okolicach łopatek. Na moment brakło mu tchu, ale nie upadł na ziemię. Zamachnął się i uderzył kogoś łokciem w twarz.
- Jednego mniej - pomyślał - Zostało jeszcze 7, więc do dzieła.
Z okrzykiem na ustach ruszył w stronę 3 zdezorientowanych żołnierzy. Wiedział co ma robić - odbił się od ziemi i w ułamku sekundy znalazł się koło nich. Pierwszego poczęstował uderzeniem głową, w tym samym momencie drugi padł na ziemie od uderzenia kolanem, trzeciemu oczy wyszły z orbit w momencie gdy został uderzony pięścią w twarz.
Zostało 4.
Ogarnięci wściekłością, rzucili się na Morpheusa. Po chwili Morph znalazł się na ziemi, przygnieciony 4 olbrzymami. Jego ciało padło łupem ciosów rozwścieczonych żołnierzy. Poczuł cholernie mocne uderzenia na torsie, głowie, kończynach. Tak chaotycznie walczących wojowników nie widział nigdy.Wiedział, że jeśli nie zacznie działać to długo nie pociągnie.
W momencie gdy wygrana była pewna na sto procent, 4 rosłych napastników poczuło coś niesamowitego. Nagły powiem energii zdmuchnął ich z ciała ofiary. Fala energii, która pozbawiła ich zwycięstwa nie ustawała. Wojownik, z którym przyszło im się zmierzyć, w tym momencie okazał się orzechem trudnym do zgryzienia.
Morpheus nie wiedział co się stało. W pewnej chwili poczuł, jak życiodajna siła po raz kolejny napełnia jego ciało. Ogarnięty furią rzucił się na swoich wrogów.
Kolejne wydarzenia potoczyły się w mgnieniu oka. Gdy Morpheus podniósł głowę, zobaczył, że na ziemi leży 10 nie poruszających się ciał. Wygrał. Zwyciężył. Pokonał ich! Myśli w głowię młodego wojownika gnały i mieszały się ze sobą, takiej euforii, jaka w nim zapanowała w tej chwili, nigdy nie zaznał.
Nagle jakiś dziwny dźwięk przerwał jego radość. Odwrócił się w stronę, z której dobiegał i zauważył nieznajomego, który lewitował w powietrzu i wykonywał dziwne gesty rekoma.
Bił mu brawo.
- Świetnie, Morpheus, naprawdę świetnie.

W tej chwili Morpheusowi zrobiło się ciemno przed oczami.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 16, 2008 12:32 pm

2 poziomy, i masz błąd w karcie postaci. Jeśli używasz tylko 2 punktów do cech wrodzonych to nie musisz przydzielac sobie wad.

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 23, 2008 1:23 pm

"Cholera, skąd oni mnie znają?!" III
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Morpheus obudził się z niezwykle silnym bólem pulsującym wokół jego skroni. Z trudem otworzył oczy, które ciążyły mu niemiłosiernie. Głowa wydawała mu się tak ciężka, jak trzystu kilowe warchlaki, które w przeszłości zdarzało mu się sprzedawać na bazarach. Świat przed oczami wirował mu tak, jak wirują skrzydła wiatraków, które zdobią holenderski krajobraz. Z dużym trudem przetarł oczy, tarł aż do momentu, gdy świat zatrzymał się w miejscu.
Gdy ta chwila nastąpiła, to młody wojownik rozejrzał się po miejscu, w którym się znalazł. Nie miał pojęcia, jaka jest pora dnia, ani ile dni upłynęło od momenty stoczenia walki z dziesięcioma przeciwnikami.
Znajdował się w obskurnej celi, która wyposażona była w prowizoryczną i śmierdzącą pryczę oraz coś, co człowiek z niezwykle rozbudowaną i bogatą wyobraźnia mógłby w przypływie fantazji nazwać sedesem.
Był cholernie zmęczony, bolały go wszystkie kości. Postanowił odpocząć na pryczy. Wytężając wszystkie siły, które jeszcze w nim pozostały, dźwignął się do góry i opierając o obślizgła ścianę, po kilku minutach walki doczłapał się do "łoża".
Smród jaki z niego dobiegał nie pozwalał na jakikolwiek relaks. Gdy Morpheus podniósł do góry szary, szorstki koc, ów smród zyskał na sile. Przyczyną nieprzyjemnego zapachu były szczątki i odchody jakiegoś niewyobrażalnie wielkiego zwierzęcia.
- Szczur - pomyślał Morpheus.
W celi panował półmrok, nie była oświecana przez żadne pochodnie czy świece, nie było tu też okna przez, które mogłyby docierać ciepłe promienie słońca.
Nagle Morph poczuł ścisk w brzuchu, który chciał przypomnieć o swoim istnieniu. Przez jego głowę przebiegła myśl, oznajmiająca fakt, że nie jadł od cholernie długiego czasu. Rozejrzał się po celi, w poszukiwaniu jakiegoś pożywienia. Był to żmudny proces, wynikający z faktu, że widoczność była mocno ograniczona.
Miskę z zupą znalazł przy drzwiach. Jednak to nie ona zwróciła jego uwagę, tylko drzwi, a raczej stan w jakim się znajdowały. W kilku miejscach były najwyraźniej nadgnite, co mogło pomóc mu w ucieczce. Bez chwili zastanowienia skumulował kosmos, jakim jeszcze dysponował w swoich dłoniach i mocno uderzył w drzwi. Te wydawały się przez moment niewzruszone, ale po chwili z głośnym trzaskiem wypadły z futryny i roztrzaskały się o podłogę.
Powoli wysunął głowę by zobaczyć czy ktoś nie znajduje się na korytarzu. Było czysto. Cicho wysunął nogi przed siebie, i na paluszkach kroczył w stronę światła, które dobiegało z drugiego końca tunelu. Nagle naprzeciw Morpheusa zmaterializowała się jakaś postać. Ubrana była w czarny płaszcz, na twarzy miała zaś maskę.
- Długo kazałeś na siebie czekać - wyszeptała cicho.
W tym momencie postać zdjęła maskę ukazując znajomą twarz. Był to ów nieznajomy, którego spotkał kilka dni wcześniej, ten sam, który nasłał na niego 10 żołnierzy.
- Rusz się - powiedział. - Ktoś na Ciebie czeka.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 23, 2008 2:35 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 30, 2008 4:59 pm

"Cholera, skąd oni mnie znają?!" IV
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Pojawienie się nieznajomego wzburzyło Morhpeusa. Nie lubił gdy ktoś z nim pogrywał, wolał toczyć otwarte walki, bez żadnych partyzanckich akcji czy walk podjazdowych.
- Czego chcesz? - syknął w jego stronę.
W odpowiedzi usłyszał tylko:
- Nie miejsce i nie pora na takie rozmowy. Skup się.
Morpheus poczuł nagle, że grunt pod jego stopami staje się niestabilny. Całe otoczenie zaczęło w zwariowany sposób wirować, a on sam, po chwili, spostrzegł, że już nie jest w więziennej celi.
Drewniany domek, do którego teleportował ich nieznajomy, aż podskakiwał przy silnych podmuchach wiatru. Przez okna, w których brakowało szyb, wpadało do środka zimne powietrze, które przyczyniło się do zagaszenia małego ogniska tlącego się w obskurnym kominku. W domku panował półmrok, ale mimo tego Morpheus bez trudy był w stanie zauważyć, że w pokoiku znajduję się ktoś jeszcze, prócz jego i nieznajomego.
Trzecia postać poruszyła się niespokojnie w chwili ich przybycia. Mimo tego nie odezwała się, ale skinięciem ręki kazała im usiąść na dziurawych poduszkach, które pojawiły się nie wiadomo skąd.
W tym momencie towarzysz Morpheusa odezwał się, pochylając do przodu:
- Witaj mistrzu - skłonił się w pas. - Przyprowadziłem go.
Słowa te zaniepokoiły młodego wojownika. Był świadkiem dziwnych wydarzeń, które jak na złość musiały dotyczyć właśnie jego osoby. W tym momencie zaczynał żałować, że opuścił rodzinne gniazdo.
Jego rozmyślania przerwał gospodarz:
- Och, wybacz mi Morpheusie sposób w jaki się tu znalazłeś, ale inaczej nie był bym w stu procentach pewien, że jesteś kim, za kogo się podajesz - jego głos drżał. Nie ze strachu, ale z racji wieku. Starość sprawiła, że mimo groźnej postury, tak naprawdę nie był zdolny do podjęcia walki. To sprawiło, że w Morpheusie zatliła się nadzieja. Starzec ciągnął dalej:
- Zanim wcielisz swój plan pokonania nas w życie, pozwól, że zabiorę głos na trochę dłużej - najwyraźniej starzec posiadał zdolność czytania w myślach, co wywołało niemałe zmieszanie w niedoświadczonym wojowniku.
- Nazywam się Orpheus. A ten życzliwy jegomość, który cię tu ściągnął zwie się Kathias. Wyprzedzę twoje następne pytanie: nie, nie jest on tym za kogo go masz. To nie on wtrącił cię do więzienia i nie on skazał cię na walkę z 10 wojownikami. Był to jego brat, Lathias.
W momencie wymówienia imienia oprawcy Morpheusa, jego wybawca zabrał głos:
- Ja i Lathias jesteśmy bliźniakami. Wstyd mi za jego postępowanie, wstyd mi za to jak cię potraktował. Wstyd mi za to iż jestem jego bratem.... - zamilkł na chwilę, pogrążając się w zadumie, ale po chwili zaczął mówić. - Otóż obaj jesteśmy, a raczej byliśmy, następcami tronu. Nasz ojciec Jathias, panował tymi ziemiami nieprzerwanie od 40 lat. Niestety zmarł 19 lat temu i od tej pory na moją ojczyznę spadła plaga nieszczęść. Jako, że Lathias jest starszy ode mnie to jemu przypadła korona i zwierzchnictwo nad krajem. Terroryzuje ludzi, podnosi podatki, toczy wojny ze wszystkimi sąsiadami. Nie obawia się zabijać. A zabija głównie swoich przeciwników i co gorsza nie kryję się tym.
I to on jest powodem śmierci twoich rodziców. Zabił ich dokładnie 19 lat temu.
Morpheus poczuł, że robi mu się słabo. Wszystkie jego obawy, sprawdziły się, nie jest synem Thaverusa. Nie jest tym, kim był przez te wszystkie lata swojego życia.
- Więc kim byli moi rodzice? - zapytał z wyraźnym bólem w głosie.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz, mój ukochany wnuku - odpowiedział mu starzec. Orpheus płakał.
Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Mar 30, 2008 7:18 pm

heh, dwa poziomy, wielki styl
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 06, 2008 4:59 pm

"Cholera, skąd oni mnie znają?!" V
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

Wzruszenie odebrało mowę Morpheusowi, a także Orpheusowi. Dziwna zbieżność w budowie ich imion zdawała się być w tym momencie jasna jak słońce. Kilkuminutową ciszę przerwał Kathias:
- Wiem, że to nie odpowiednia chwila, ale chciałbym przypomnieć, że jest pewien powód dlaczego ściągnęliśmy tutaj Morpheusa - powiedział i spojrzał na swojego Mistrza, który w jednej chwili opanował emocję i z powagą rzekł do młodego wojownika:
- Zanim zdradzę ci powód twojego przybycia w to miejsce, będę musiał opowiedzieć ci trochę o twoim pochodzeniu - przerwał na chwilę i nabrał powietrza w płuca, po czym zaczął opowiadać:
- Urodziłeś się przed 19 laty. Twoimi ojcem, a moim synem, był Nathias, który przed 21 laty pojął za żonę Shirę. Z ich związku narodziłeś się ty - Morpheusie. Twoi rodzice byli zaufanymi sługami króla i do chwili jego śmierci bardzo ważnymi obywatelami naszego kraju. Wszystko zmieniło się w chwili śmierci Jathiasa. Władzę objął Lathias. Z początku twoi rodzice służyli mu, ale w pewnym momencie w ich relacjach nastąpił jakiś zgrzyt. Otóż twoi rodzice sprzeciwiali się temu, w jaki sposób władzę sprawował Lathias. Wraz z grupą sprzymierzeńców opuścili zamek, aby prowadzić konspiracyjną działalność mającą na celu obalenie reżimu. Na swoje szczęście Lathias szybko dojrzał niebezpieczeństwo czyhające z ich strony. Zwołał swoich najlepszych rycerzy i jakimś cudem udało mu się wytropić twojego ojca i twoją matkę i w bestialski sposób ich zamordował. Podejrzewam, że ktoś ich zdradził i musiał to być ktoś naprawdę zaufany skoro znał miejsce ich pobytu. Ale widmo stracenia tronu to nie jedyny powód dla, którego twoi rodzice nie żyją..... Otóż Jathias na łożu śmierci przepowiedział, że w pewnym momencie schedę po nim przejmie ktoś "w kim nie płynie błękitna krew". Tym kimś miał być owoc miłości Nathiasa i Shiry, czyli ty, mój drogi. Na szczęście w momencie gdy Lathias rozprawiał się z twoimi rodzicami, ty byłeś razem ze mną w Tybecie. Od tej pory ukrywaliśmy cię. Wiedziałem, że wieczna ucieczka nie będzie dla ciebie dobrym rozwiązaniem. Dlatego też zwróciłem się do mojego ukochanego przyjaciela, którego poznałem podczas wizyty w Tybecie. I jak się domyślasz był to Chan Thaverus. Zgodził się przyjąć cię pod swe skrzydła i chronić cię aż do swej śmierci. Postanowiliśmy też, że do momentu, aż nie osiągniesz pełnoletności twoja prawdziwa tożsamość pozostanie w ukryciu, a ty przez całe swoje dzieciństwo będziesz trenował by stać się tak silnym by zgładzić Lathiasa i jego sługusów... To co zrobisz w tym momencie należy od ciebie....
Nastała cisza. Było tak cicho, że zgłodniałe szczury opuszczały swe nory, sądząc, że teren jest bezpieczny. Atmosfera panująca w domku była naprawdę napięta. Można było wyczuć natężenie z jakim Orpheus i Kathias czekają na decyzję Morpheusa. Ten nie chciał przedłużać tej sytuacji i rzekł:
- Ja....ja tego nie zrobię... Nie czuję się na tyle silny - powiedział i opuścił głowę.
W tej chwili szczury pouciekały do swoich dziur.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 06, 2008 5:46 pm

2 poziomy, brak większych zastrzeżeń.

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 13, 2008 12:54 pm

"Cholera, skąd oni mnie znają?!" VI
= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

W chatce zapanowała niezręczna cisza. Morpheus, nadal ze spuszczoną głową, oczekiwał na reakcję dziadka i Kathiasa. Orpheus wraz ze swoim towarzyszem spodziewali się takiego obrotu sprawy. Nie wyglądali na zmartwionych decyzją młodzieńca. Głos zabrał najstarszy ze zgromadzonych:
- Morpheuszu, musisz uwierzyc w siebie. Zostałeś obdarzony mocą, która nie śniła się największym wojownikom świata. Odpowiedni trening sprawi, że zakończysz bezkarne panowanie Lathiasa. Możesz na nas liczyć... - zakończył, po czym zaczął mówić Kathias:
- Mój brat nie jest świadom zagrożenia jakie czyha na niego z Twojej strony. Żyje w świadomości, że jest niepokonany. W łatwy sposób możemy to wykorzystać. Co prawda, wyśle jakiś pościg za Tobą, ale nie ma się czego obawiać..
Mimo zapewnień ze strony Orpheusa i Kathiasa w głowie Morpheus'a aż kłębiło się od czarnych myśli. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest na tyle silny, aby podołać zadaniu, które przed nim postawiono. Ale nie chciał wyjść na tchórza. Jego rodzice nie stchórzyli. Walczyli do końca. Nie poddali się, do kresu swego żywota toczyli bój o tak ważne sprawy. Chciał, aby byli z niego dumni.
- Zrobię to. Jednak potrzebuję waszej pomocy.
Z Orpheusa, a także z Kathiasa wydobyła się ciche westchnięcie ulgi.
- Więc do roboty!

************

Noc była spokojna. Lekkie podmuchy wiatru muskały starczą twarz Orpheusa. Jego przerzedzone, białe włosy raz, co raz niespokojnie falowały. Starzec najwyraźniej na kogoś oczekiwał.
W pewnej chwili powietrza przeszyła fala niesamowitej energii. Lekkie pyknięcie zapowiedziało pojawienie się jakiejś postaci. Posturą przewyższała Orpheusa o dobre kilkadziesiąt centymetrów. Mimo tego, starzec nawet nie drgnął, w chwili kiedy owa się pojawiła, rzekł natomiast:
- Wszystkie idzie zgodnie z planem. Jeszcze parę miesięcy, a cel jaki sobie założyliśmy, w końcu zostanie osiągnięty.

*******

Morpheus spał spokojnie. Przez szpary, w konstrukcji drewnianego domku, dostawały się ciepłe promienia słońca. Część z nich padała na twarz młodego rycerza, ukazując ją w jej całej okazałości. W domku prócz Morpheusa znajdował się ktoś jeszcze.
Kathias ze wzruszeniem spoglądał na młodzieńca. Był tak podobny do swego ojca, że mogło się wydawać, że ten powstał z martwych. Spokój jaki panował na jego twarzy ( Morhp'a xD ), podnosił Kathiasa na duchu.
Moment zadumy Kathiasa przerwało pojawienie się w domu Orpheusa. Ten, nic nie mówiąc, podszedł to Morpheus'a i szturchnął go lekko:
- Czas wstawać.. - rzekł do, na wpół nieprzytomnego Morpheus'a.
- Zaczynamy!
Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 13, 2008 2:53 pm

dwa lvle ,umiesz pisać i wiesz o co chodzi
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 13, 2008 6:38 pm

Proszę o dodanie lvl.
Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Nie Kwi 13, 2008 8:47 pm

dodałem... zawsze dodaje po tym jak osadzę ile...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Pon Kwi 14, 2008 2:20 pm

Miałem 15 lvl i nadal mam :p
Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Pon Kwi 14, 2008 8:38 pm

... no dobra, według mnie miałeś 13, ale niech będzie moja strata xDD
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 3:27 pm

OCC:całkowicie nowa historia:Dbo zmieniłem zbroje i dlatego:D

Szedł już bardzo długo. Szedł ciemnym korytarzem
szukając drzwi prowadzących do wyjścia. Ciemność którą kroczył wydawała
się nieprzenikniona. Natknął dłonią na coś twardego, wymacał klamkę.
Otworzył drzwi i szedł dalej...

Morphe nie wiedział jak
długo błąkał sie po Mrocznych Korytarzach.. W końcu wszedł do blado
oświetlonego przedpokoju. Rycerz rozejrzał się powoli. Oczy piekły, w
głowie kręciło mu się coraz bardziej, nogi miał jak z ołowiu. Podszedł
chwiejnym krokiem do następnych drzwi na których była przybita mała
tabliczka.
-" Pokój Morpheusia"- przeczytał z Niedowierzaniem w głosie.
Przekręcił klamkę a drewniane drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem .

Pokój
był mały, pod oknem stało łóżko. Siedziało na nim dziecko z bujną blond
czupryną i czarnymi oczami odbijającymi sie w świetle lampki. Podbite
oko, zacięty wyraz twarzy i zakrwawione nadgarstki nie umiejętnie
obwinięte bandażem. To rzucało się natychmiast w oczy.
Sługa Ateny wpatrywał się na dziecko które było nim.. Nim w młodości.
Młody Morphe spojrzał mu prosto w oczy i powiedział mokrym i niepewnym głosem
-Proszę pomóż mi..ja nie chce trenować znowu u Alimona..proszę pomóż!!-krzyknął a scena rozmarzała się..

Rycerz
obudził się na kamiennej podłodze..wstał i próbował znaleźć wyjście z
następnego korytarza, wymacał klamkę otworzył drzwi i wszedł niepewnym
krokiem.
W Pokoju ujrzał dorosłego człowieka o krótkich czarnych włosach i brodzie. Postać ubrana była w ciężką szatę o barwie smoły.
Pod
jego nogami spoczywała dzieciak z długimi hebanowymi włosami i podartym
ubraniu. Na jego policzkach można było dostrzec łzy. Wokół nich
przynajmniej z tuzin chłystków podobnych do skulonego kryło się przed
wzrokiem mężczyzny.
-Mistrzu.. ale to nie ja..naprawdę..to nie ja- Łkał chłopiec.
Mistrz tylko potrząsną przecząco głową po czym chwycił jedną ręką swojego ucznia i wyrzucił przez okno.
-Kara będzie surowa, może to Cię oduczy kłamstwa Urielth'cie. - powiedział twardo a reszta uczniów patrzyła na niego chłodnym wzorkiem..

Następne Drzwi.. złapał za klamkę lecz drzwi nie puściły..cofnął się i szedł dalej lecz napotkał następne zamknięte drzwi ...
-Co tu się dzieje?-zapytał -Gdzie ja Jestem!!- Jego krzyk potoczył się echem jak by w jego głowie czuł dziwne wibracje..
-Jesteś u Siebie - usłyszał twardy zimny głos
z Ciemności wyłoniła się jakaś postać, czuł dziwne nienaturalne kosmo..
Mężczyzna otworzył drzwi, które natychmiast rozbłysły jasnym światłem, a Morphe wleciał w nie wepchnięty magiczną siłą.
Miejsce było inne od innych..przypominało małą świątynie.
Na środku stał zły Mistrz a obok niego w rzędzie ustawionych było 5 młodzieńców
-To
koniec.. Dziś otrzymałem wiadomość od Naszego Pana..Samego Wielkiego Mistrza że wszyscy zasłużyliście na miano jego rycerzy. Od Dziś nie jestem już
waszym mistrzem, służycie tylko Atenie
- powiedział starszy już mężczyzna
-Możliwe
ze jest to nasze ostatnie spotkanie, chyba ze któryś z was zostanie tu
i będzie oddawał Hołd Mistrzowi Dusz razem ze mną szkoląc dalej swoje
umiejętnośc
i-dodał obracając sie do nich plecami- A jeśli nie, to pójdzie swoją drogą i sławi Imię Ateny!!
-Ja!-krzyknął jeden -Ja zostane z tobą -powiedział
-Wenktorianter? dobrze chłopcze możesz zostać-mruknął chłodno..-Reszcie spokojnej podróży życzę..

Morphe wrócił do Pokoju który był teraz inny, dobrze oświetlony, jasny, przyjemny i ciepły.
-A więc udało Ci się chłopce-
usłyszał lodowaty twardy głos, mężczyzna uśmiechnął się do niego, lecz
w usmiechu nie było ani krzty ciepła ani najmniejszego podziwu.
-Alimon..- mruknął.
-We własnej osobie -Rzekł mężczyzna - wyrosłeś, mogę powiedzieć ze nawet sie zmieniłeś..
-Gdzie my jesteśmy?Czego tu szukasz?- zapytał
-Gdzie
jesteśmy?..odpowiedź jest łatwa i dziwię się ze ty taki mądry chłopak,
zadajesz tak głupie pytanie..znajdujemy się w twojej pamięci.. Siedzimy
u Ciebie w umyśle
-dodał z dziwnym uśmiechem - A Drugie pytanie to również banał.. Przybyłem do Ciebie, żeby Cię trenować..
-Nie..-mruknął
patrząc prosto w szmaragdowe oczy Alimona, którego w młodości nazywali
Mistrzem Ran, gdyż jego treningi należały do niezwykle krwawych...
-Taka
Wola Naszego Pana chłopcze..podobno Starasz się o zbroje z pod konstelacji Wagii,
więc kto inny pomoże Ci jak nie twój dawny mistrz i oddany Sługa Ateny?

Morphe wpatrywał sie w niego i po chwili ciszy zapytał
- A te korytarze?Pokoje?to wszytko co widziałem co to było?
-Jak
już mówiłem jesteśmy w twoim umyśle gdzie Ciemne korytarze to twoje nie
odkryte ścieżki a pokoje to wspomnienia.. lecz jak zauważyłeś do
niektórych nie można..jeszcze się dostać, ale spokojnie, pomogę Ci..
-mruknął
-Te obrazy ? dlaczego je widziałem?-zapytał
To później. Teraz chłopcze pokaż mi na co stać pretendenta do Zbroi Wagii!! Dodał z dzikim uśmiechem,błyskawicznie wstając i zdejmując z siebie swój Ciężki płaszcz.

Morphe również wstał, lecz w tej sekundzie przyjął już na siebie setki ciosów Alimona.
-Rycerz upadł na podłogę ale... - Mistrzu.. Przecież nigdy nie uczyłeś nas żadnych specjalnych technik-zapytał wstając na nogi
-Uczyłem.. lecz widzę co niektórzy nie słuchali albo nie wiedzieli ze to im się kiedyś przyda-powiedział i ponownie naparł...

Bili
się dość długo Alimon poruszał się perfekcyjnie a każdy cios był
porównywalny siłą do wybuchu małej bomby, lecz Dziecię Chaosu nie
pozostawało dłużne swojemu nauczycielowi...

Mistrz Ran chwycił go za prawą rękę i jednym szybkim ruchem złamał ją..krzyk rozdarł cały pokój.
W tym momencie Kosmos Rycerza wzrósł i mężczyzna już nad nim nie panował
Wybuch Energi!!- Krzyknął
Pokój zniknął. Morphe wstał, rozejrzał się dookoła i poznał gdzie jest...stał w wyjściu Siódmego Domu Zodiaku
a obok niego na kamieniu siedział Alimon
-Na dziś, starczy- mruknął krótko- a o Rękę się nie przejmuj-dodał
Morphe spojrzał na rękę która jeszcze przed chwilą była złamana, spojrzał też na inne rany lecz nic takiego nie znalazł..
-Może jednak źle go oceniałem-mruknął-To kiedy następny Trening Nauczycielu-zapytał
-Gdy nadejdzie odpowiedni czas- odpowiedział chłodno Alimon..


Ostatnio zmieniony przez Morpheus dnia Sro Maj 28, 2008 8:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 8:50 pm

OCC:oceni ktos??:D
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 9:25 pm

2 lvl. nice. Ciekawe ile razy jeszcze odejdziesz i wrócisz...

_________________
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 10:06 pm

Mogłeś się jeszcze wstrzymać z dawaniem poziomów, bo Marpheus jak na razie olał moje pytanie kto zaakceptował jego postać, a chciałbym wiedzieć, czy wogóle do tego doszło. No i druga sprawa, jeśli pozwolenie na grę dostał, to zdecydowanie od pierwszego poziomu, bo postać, która miała poziom 18 zszedła z tego świata w przygodzie Neo.

_________________


Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 10:18 pm

Przepraszam cofam poziomy. Nie zwrócilem uwagi na to.

_________________
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 10:35 pm

tzn nie zrezygnowałem z gry na forum ale musiałem na jakiś czas poprostu odejść(szkola i problemy osobiste).Więc z mej postaci nie zrezygnowałem...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   Sro Maj 28, 2008 10:37 pm

twoja postać tak czy inaczej zginęła, co oznacza nową postać i nowe poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: treningi Morpheus'a   

Powrót do góry Go down
 
treningi Morpheus'a
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Morpheus Sanders
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: