Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Treningi Vaisteriona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Nie Mar 30, 2008 1:34 am

No tak jest. Aby opanowac technikę jest potrzebny poziom i 2 treningi pod tą technikę.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XI. Ofiara Burzy - cz. 2.   Sob Kwi 05, 2008 10:45 pm

Drugi trening na Ofiarę Burzy.

-Czasem nie ma innego wyjścia niż zrobić krok w tył, aby potem móc zrobić dwa kroki do przodu.
Po zmasakrowaniu karczmy i biesiadników Vaisterion nieco pogubił się w rzeczywistości i nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Był na tyle otępiony, że żadnego wrażenia nie zrobił na nim fakt uwięzienia go przez lokalne samozwańcze władze w jakimś prowizorycznym więzieniu. Nie stwarzał problemów - ot po prostu raczej nie wiedział o co chodzi i dał się zaprowadzić jak potulny baranek. Jego zachowanie od razu wywołało zdumienie wśród mieszkańców spokojnego dotąd miasteczka. Zaczęto śledztwo. Jednostronne. Zauważono, że ów przybysz jest istotą niezwykle groźną, nienormalną i ... Epitetów nie szczędzono, a za nimi jak skalne monumenty stały łzy osieroconych dzieci. Do tego to, że nie opierał się uwięzieniu, ogólna zmiana zachowania, sprawiła że zaczęto uważać go za osobę obłąkaną. Uważano, że coś musi w nim siedzieć i nie jest to bynajmniej rzecz bezpieczna ani dla niego samego, ani też dla ogółu tej jakże wystraszonej społeczności.
Osąd był więc pewny - śmierć. Problem stanowić jednak mogła sama forma wymierzenia kary. Zaraz ozwały się umysły pełne przedwiecznych mądrości i przystosowane do postrzegania świata według tego, jak ma być postrzegany. Skoro jest w nim moc nieczysta, trza z nim postąpić odpowiednio. Najodpowiedniejszym znanym sposobem na pozbywania sie takich sprzymierzeńców złego była śmierć na stosie. Spalenie na stosie.
Proces odbył się bez obecności Vaia. Zresztą pewnie gdyby tam był również można byłoby odnieść wrażenie, że wcale go tam nie ma. Wrzucono go do jakiejś piwniczki. Ciemno tam było i wilgotno, a gryzonie były jedynym towarzyszem. Czasem w asyście najmężniejszych mężów z wioski przynoszono coś tam do jedzenia. Zjadł wszystko co przyniesiono, a nawet to, czego nie przyniesiono. Było mu wszystko jedno, a najpewniej zwyczajnie nie rozumiał co się dzieje. Otępiał i kontemplował cud, który go dotknął, który znowu nie potrafił w żaden sposób zostać wyjaśniony. W takich chwilach, nie dziwota, że rzeczywistość stawała się o wiele mglistsza.
Wyrok został mu przedstawiony w formie obelżywego wyśmiania jego dziwaczej natury. Na nic innego nie liczył, nie był mu bynajmniej najbardziej potrzebny do szczęścia wspaniały, równoprawny proces, który i tak by przecież słusznie przegrał, ani żadne ludzkie warunki. Przyjął decyzję z nieświadomym wzrokiem szukającym schronienia przed oślepiającym światłem przyniesionych lamp. Kara miała zostać wymierzona następnej nocy.
Czyli, że miał jeszcze jedną noc względnego spokoju. Bo o ile nic mu jeszcze nie groziło, to zupełnie roztarł się wewnętrznie. Lekko rozbiła mu się osobowość. Sen nie przynosił jednak ukojenia, a co gorsza - wcale go nie było - tak jakby sam nie wiedział co ma robić...
Noc była jasna, gwieździsta. Nawet nie było mrozu - tu nad morzem panował nieco łagodniejszy klimat. Wokół roznosiła się woń dymu. Mnóstwo pochodni wyszło na zewnątrz. Ciszę północnych nocy rozdzierał tym razem lament.
Przyszli po niego. Bezradnie opuścił ręce. Zostały one związane grubym sznurem z tyłu, nogi również spętano i poprowadzono mordercę na miejsce egzekucji. Prowadzono go przez całą mieścinę. Milczący na początku korowód przeszedł w swej wściekłości i żalu w ogromną żałobna procesję - bynajmniej nie żałowano Vaia. Rozpoczął się płacz kobiet i dzieci, tych którzy stracili swych bliskich. I on o dziwo to wszystko słyszał. Odnieść można dziwne wrażenie, że słyszał właśnie to co dobrze byłoby aby słyszał. Bo ani przekleństwa rzucane w jego kierunku, ani wyzwiska w niejaki sposób dotrzeć nie mogły. Patrzył na tych okrutnie zawodzących i zadziwił się. Popatrzył po sobie. Odzienie miał we krwi. Gdzieś tam majaczył zniszczony budynek. Począł przypominać sobie, to co stało się wtedy.
Nie zorientował się nawet, kiedy został już przywiązany do pala, a pod jego stopami rozgorzał palący ogień. Dopiero ból sprawił, że zauważył co się dzieje. Wykorzystano dużo cennego opału na specjalną okazję - w końcu takie przedstawienia nie dobywały sie często. Łuna powstała od płomienia rozświetliła szeroko teren. W tej jakże nastrojowej scenerii zrozumiał, że jakby nie patrzeć na sytuację - nastawali teraz na jego życie. Czyli że walczyli, okrutnie walczyli! To i on musi walczyć.
Płomienie go zaczęły drażnić. Znaczy się przypiekać i to je teraz miał za swych największych wrogów. Nienawistne oblicze podle patrzyło na falujące łuny. Nie powinny falować. Nie powinny drażnić mordercy, który był władcą.
Niebo przeszył piorun. Znikąd. Uderzył w słup. Teraz dopiero sceneria zrobiła się niebywale nastrojowa. Ogromny huk przeszył głowy zgromadzonych. Ogień rozbłysnął jeszcze większym blaskiem, co wzmogło tylko złość. Vaisterion ruszył przed siebie. Czuł jak krew pulsuje mu szybciej, a wszystkie ruchy wykonują się ze zdecydowanie większą precyzją i szybkością. Tylko umysł nie pracował zupełnie. Nie powstrzymywał biegu do mordu. Do czasu, gdy znowu usłyszał płacz. Oddychał ciężko. Zatrzymał dłoń przed jakąś, nakrytą chustą, głową. Napięte mięśnie szyi i twarzy pod wpływem dziwnego obrazu rozluźniły się. Uniesiona dłoń opuściła się. Moc jednak nie znikła. Tylko ją przytłumił i przygotował do wykorzystania tak jak zamierzał. Wtedy to w mig począł pojmować. Patrzył na płaczącą i ruszających na niego mężczyzn. Odwrócił się i spuścił głowę nisko.
Odbiegł szybko, tak szybko, że nie mogli go nijak dogonić.
-Ma więcej szczęścia niż rozumu.
-Ma nas.
-Lub nie ma.
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Nie Kwi 06, 2008 12:15 am

Bardzo nietypowe wykonanie treningu na tą technikę co mi się bardzo podoba ponieważ robiłeś nudnego treningu jak męczysz tą technikę. Możesz ją sobie dopisać

_________________

Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Nie Kwi 06, 2008 6:09 pm

A poziomów niee? Żadnych? Wcześniej nie było takiego rozgraniczenia, że jeżeli trening jest na atak, to nie dostaje się lvli... Choćby w treningach wyżej, które również były na ataki...

edit: widzę, że już załatwione - dziękuję.
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XII. Nowe rozdarcie   Sob Kwi 12, 2008 11:14 pm

Vaisterion jak najprędzej uciekał z tamtej wioski. Wrażenia jaki wywarli na nim ludzie tam spotkani nie były najlepsze, czemu dziwić się za bardzo nie można było. Kierował się w stronę dawnego siedliska, urządzonego wśród skał. Nie załatwił najpilniejszych spraw, dla których wybrał się w tę podróż. Miał kupić nowy przyodziewek - i tak go zniszczył, miał zobaczyć jak się żyje z ludźmi - zobaczył... Tak też wracał z mieszanymi uczuciami, zupełnie zbity z tropu. Co prawda podczas wędrówki powrotnej zdawał już sobie doskonale sprawę z tego co się wydarzyło i że to co zrobił było okrutne, ale jakoś nie mógł się przełamać do płaczu, ani wgłębiania się w jakiś niecodzienny żal. Pewnie gdyby nie te zawodzące kobiety przy stosie, to rozszarpałby wszystkich tam właśnie stojących i linczujących jego marna osobę. Wydarzyło się jednak inaczej - dziwił się, że uległ tak im uczuciom, że ruszyło go współczucie i chwile poczucie nieodpowiedniości swych działań. W każdym razie dostrzegł, że ludzie, mają wiele różnych oblicz.
Nauczył się, że przecież i ci, którzy się z niego śmiali i ci, którzy potem go palili na stosie nie byli bardzo różni od siebie - postępowali według zasad, które były zasadami ludu - odwiecznymi i pewnymi. Zdał sobie sprawę z tego, że niezmiernie trudno byłoby zanegować to, co istnienie w ludzkiej świadomości od dawien dawna.
Brnąc tak przez las naszła mu na myśl wizja domu rodzinnego. Przecież wychował się wcale nie wśród innych ludzi. Jego dziadek, rodzice, rodzeństwo - przepełnieni byli prostą ludowością. Zaczęło mu tego brakować, niebywale zaczął potrzebować wsłuchania się w nocne zawodzenia babć. Zrozumiał, że w rzeczywistości kocha tych ludzi, cokolwiek oni by mu nie zrobili - zresztą częściowo nie bez racji. Mało tego - miłość do prostego ludu pomału skłaniała go do innych, nowych decyzji - z pewnością bolących i wartych większego przemyślenia. Ale póki co należało wrócić na dwór.
No tak. Kiedy pomyślał o tym, jak zaczął myśleć o swym schronieniu i jakim mianem określać siebie względem błyskawic wyczuł, mimo zdecydowanie tępego umysłu - zupełny kontrast. Oto on władca cierni kocha tak bardzo lud - i jakby nie było pragnie z nim być a nawet do niego właśnie się upodobnić. Hipokryta na hipokrycie i hipokrytą poganiał. Trudno było mu wyjaśnić to i odnaleźć się w tej sytuacji. Tym bardziej jego przeświadczenie o tym, że musi jak najprędzej wrócić do domu stawało się priorytetem.
Wiadomo jednak jak szybki marsz w oziębieniu i niekompletnym ubiorze wpływa na człowieka. Nieuchronnie uległ Vai otępieniu i pogrążył się w zamysłach. Tak, pewnie nawet stracił czujność, a to nie była sprawa, która zdarzała się mu wtedy rzadko. lawirowanie wśród drzew i ciągłe wypatrywanie, gdzieś tam, hen, skalnych wzgórz sprawiło, że chłopak zapomniał o realności.I o ile jakiś plan dotyczący rozmysłów międzyludzkich zaczął mu się krystalizować, to nie bardzo był w stanie dostrzec zbliżające się niebezpieczeństwo.
Można by zauważyć, że było to wcale nic nadzwyczajnego, ot jakiś tam przebudzony jakimś dziwnym trafem niedźwiedź. Cóż za zagrożenie mogło to stanowić dla kogoś rozmawiającego ze ... Sprawa okazała się jednak inną. Dziwnym traf przebudzenia został wzmożony po prostu tym, że nieostrożny wędrowiec wpadł na zwierzę niepomny na nic. I jakież było jego okrutne zdumienie, gdy zaczęła go nagle przeszywająco bolec noga, a potem ziemia bezlitośnie uderzyła go w tyłek. Dopiero po chwili zorientował sie, że siedzi na ziemi odepchnięty łapą poddenerwowanego, a może nieco głodnego niedźwiedzia. Gdy ten padał na niego swym niebywale dużym cielskiem Vai nie miał wyboru. Za szybko się to potoczyło, a blizny będę przekleństwem jego nieostrożności. Nie chciał wcale w takich okolicznościach robić tego co zrobił. Było to bynajmniej nieodpowiednie i nie tak zazwyczaj postępował. Owszem - polował, ale nie na niedźwiedzia, który przecież ledwo obudził się z zimowego snu. Wyciągnął dłoń w stronę padającego na niego zwierza i wykrzesał kawał krzyczącego ciernia z siebie. Ratował szyję, bo tam celował niedźwiedź. Był zbyt blisko, by udało się postąpić inaczej. Las został przeszyty głośnym ryknięciem, a potem tylko głuchym odgłosem upadającego cielska. Futro nienaturalnie najeżyło sie pod wpływem prądu, jaki przeszedł ciało zwierzęcia.
Vai patrzył smutnymi oczami na to czego dokonał. Nie był pewny czy może takie było zrządzenie czegoś wyższego, że zamyślając się nad ludźmi doszedł do tego, że tracił kontakt z naturą. Złapał niedźwiedzia za przednie łapy i zarzucił sobie niezdarnie na plecy. Ruszył do schronienia. Nie mógł pozwolić by cokolwiek się zmarnowało, a już na pewno nie w tak głupi sposób. Był zły na siebie, a i wcześniejsze rozmyślania straciły dużo na intensywności. Jakoś... mało co mu się ostatnio udawało i jakby leciało przez ręce...
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Sob Kwi 12, 2008 11:28 pm

Bardzo fajne. Przeczytałem na jednym oddechu. 2 lvl.

_________________
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XIII. Jaszczurze przymierze   Sob Kwi 19, 2008 9:35 pm

Trening o telekinezie.
I jeszcze o czymś.
------------------


Została mu tylko skóra po niedźwiedziu. Resztę już spożytkował. Zarówno kości jak i mięso bardzo się przydały.
Ale to i tak nie jest najważniejszą sprawą tego wywodu. Ważniejsze zdecydowanie jest to co zaistniało w tym jego łbie... A przez wydarzenia ostatnie tak jakby nie zaistniało nic. Otóż był to chyba jakiś specjalny system, że gdy Vaisterion miał zbyt dużo trudnych spraw do przemyślenia, to umysł jego zupełnie wyłączał się, jakby w odruchu obronnym. Nie wiadomo na ile było to dobre, na ile pożyteczne, a na ile słuszne. Istotnym mankamentem owego zjawiska okaże się za moment inna kwestia. Otóż w takim stanie trudno jest cokolwiek wymyślić, a więc jakby nie patrzeć ogólny sens wnikania w rozmysły Vaia póki co znikł. Nie pozostaje w takim razie dokonać niczego innego jak tylko pominąć ciągłe, przynudzające opowiadania o tym jak to burzyło mu się w jego burzowym umyśle - i choć był to temat bardzo wdzięczny i dla narratora niezwykle przyjemny do opisywania, to z choćby zwykłej przyzwoitości musi on czasem dać spokój i pozwolić sobie stworzyć tekst, który też i dla czytelnika okazać się może przyjemnym.
Jasne, że na razie żadne z postawionych sobie wyżej zobowiązań nie zostało spełnionych. Cierpliwości...
Była noc. Nie siedział w grocie, tak jak zwykle, ale tym razem rozpalił ogień przed wejściem, na skalnej półce. Nie było mrozu, ciepły wiatr wiał od morza i sprawiał, że powietrze miało intensywny, charakterystyczny zapach. Oddychał nim spokojnie.
Pomyślał, że dobrze byłoby gdyby udało mu się jakoś zorganizować sobie odzież, która przecież przepadała mu w tej wiosce. Dlatego trzymał w ręku ową skórę. Był to masywny ochłap cielska niedźwiedziego. Nieporadnie rozłożył go na ziemi i począł skrobać ostrą krawędzią kamienia po skórze. Praca ta nie kleiła mu się za bardzo. Zwyczajnie nie miał chyba wprawy, być może czynił to pierwszy raz w życiu. Ale oto potrzeba jest matką wynalazku - i nie tylko, bo odnajdowania w sobie tajemniczych umiejętności też. Na ile one były tajemnicze - trudno określić, ale ktokolwiek inny, gdyby tylko miał okazję będąc do tej pory w świecie 'cywilizowanym' popatrzeć na pracującego Vai, to raczej stwierdziłby, że oto zobaczył odkrywcę, podczas żmudnego procesu twórczego.
Tak, tak... znowu na bok zszedł pierwszy bohater tego opowiadania...
Tak więc bardzo, bardzo nie kleiła mu się robota. Zdumiewająco szybko zmęczył się i ręce odmawiać zaczęły posłuszeństwa. Nawet zaczęły mu kleić się oczy. Do tego ten ogień... tak dziwnie usypiał. I ten dźwięk trzaskającego w ogniu drzewa... Iskry bawiły się pięknie na tle ciemności.
A w ciemności tańczyły łuski. Jaszczurze. Zwabione ciepłem ogniska. Brykały sobie i zaglądały na nieznanego osobnika, który odpływał pracując nad skórą.
Nie zauważył kiedy już zupełnie siedział tylko z opuszczonymi rękami i patrzył tępo w ogień i tańczące za nim stworzenia. O dziwo praca nad skórą w cudowny sposób trwała nadal. Sama? Kamień poruszał się po skórze, w nieznany mu sposób, dokładny i pewny. Vai intensywnie chciał, aby skóra wygarbowała się za niego, ale wcale nie przykładał do tego rąk. Mimo to cały swój umysł zaprzątnął właśnie tym pragnieniem. Kto więc poruszał kamieniem? Wszystko wskazuje na to, że jednak był to nasz bohater.
Otępiały patrzył na hipnotyzujący taniec jaszczurek. Nie chciał się poruszyć, aby ich nie spłoszyć. Gdyby jednak spróbował, nie mógłby tego uczynić. Nie miał siły. Za bardzo poświęcił się skórze i mimo woli kazał pracować kamieniowi.
W całym tym swoim cudozachwycie nie spostrzegł siedzącego na skale wroga. Ot odwaga! Zaiste było to wręcz nie po pojęcia, aby wróg mógł najść władcę cierni na jego dworze! Cud na kiju! Wróg był cichy i opanowany, dobrze znał swój fach. Oczy miał przenikliwe i pewne swego, zresztą bardzo słusznie. Siedział jakiś czas i patrzył, śmiał się po cichu i litował już w myślach nad łatwym łupem. Uniósł lekko głowę, zakręcił nią poważnie, pochylił się jeszcze lekko do przodu i wyskoczył. Sparaliżowany Vai nie mógł zareagować. Umysł jego zajęty był prowadzeniem po skórze dokładnie kamienia. Wzrok jego i wszelkie uczucia zatopiły się w tańcu jaszczurzym. Łatwy łup. Lekkim ślizgiem w powietrzu wróg zbliżył się niebezpiecznie blisko do ognia. Na przeciwko mężczyzny, po drugiej stronie ogniska, tam gdzie obywały się tance pojawiły się nagle olbrzymie szpony. Uderzyły w wątłe ciała nieświadomych gadów. Potem zaś pojawiła się opatrzona w dziób głowa, reszta ciała pokryta białymi piórami. Sowa.
Wtedy coś pękło. Okrutny żal i złość nad tym paskudnym ptaszydłem, który zabija jaszczury. Ale... Niemoc, była zbyt silna, trudno było mu cokolwiek zrobić, trudno było krzyknąć w ciszy nocnej. Tylko tkwiący w umyśle kamień. Kamień, nad którym miał władzę. Kolejna władza w rękach, hmmm, takiego człowieka... Uderzył sowę siłą woli. Ptak potoczył się i upadł - dostał w łeb.
Otępiały Vai wstał dopiero po chwili. Podszedł do smoczych namiastek, z których życie już uchodziło. Wziął je na ręce. Ręce spłynęły ich krwią.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Sob Kwi 19, 2008 9:38 pm

Jak zwykle pokazałeś klase, 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XIV. Jeszcze jedno rozdarcie... :P   Sob Kwi 26, 2008 11:52 pm

Uff.. Ledwo zdążyłem się wyrobić bez opóźnienia...:P Taki trochę kombinowany trening, ale udało się.
PS. też mam matury więc mnie nie ma i tak trochę na szybkiego piszę...
-------------


Po tym wszystkim co wydarzyło się ostatniej nocy spał bardzo długo. Zwyczajnie był okrutnie zmęczony. Zadziałał zapewne jego instynkt obronny przeciwko zbyt dużym przemyśleniom i wikłaniom się w dochodzenie dlaczego wydarzyło sie tak a nie inaczej... Nie chciał o tym myśleć. Wystarczyło mu to, że czuł, miał wewnętrzną pewność wartości swych działań, który przecież wykonały się niemal same, bez zbytniego wytężania jego wątłej woli.
Kiedy wstał niemal instynktownie wiedział już co ma zrobić. Zwinął skórę po niedźwiedziu w duży tobół, obwiązał kilkakrotnie rzemieniem i zarzucił sobie na plecy.
Nadszedł bowiem czas na rozstanie z pewną skórą... Przywdzianie innej?
Złapał w biegu kilka sucharów i ruszył w górę, opuszczając swe spokojne półki skalne, ku wyższym partiom ciernistych skał.
Zazwyczaj to podczas wędrówek uświadamiał sobie najważniejsze sprawy. Owszem wiedział już wcześniej co chce zrobić, ale dopiero gdy był już w drodze zdawał sobie z tego sprawę tak bardziej poważnie. Utwierdzał się w swym postępowaniu.
Pewnym dla niego było, że gdyby nie skupił całej swej siły i woli na pracy nad skórą niedźwiedzia, którą chciał uzyskać sobie na odzienie, być może umiałby ruszyć się i uratować nagle atakowane jaszczury. Nie umiał tego dobrze wytłumaczyć, ale te stworzenia bardzo zauroczyły go, nawet w pewnym stopniu się z nimi zbratał. Nie dziwota więc, że został tak wstrząśnięty ich nagłą śmiercią, tym bardziej, że w żaden sposób nie przyczynił się do tego, by je uratować. i w tym skromnym rozumowaniu dotarło do niego, że wszystkiemu jest winna skóra. Owszem, łatwo jest szukać winnego w kimś innym, a dopiero na końcu w samym sobie, ale umysłowi takiemu jak umysł Vaia dotarcie do samokrytyki było niezmiernie trudne, tym bardziej, że wziął sobie bardzo do serca utratę jaszczurów.
Maszerował wśród skał. Ostre krawędzie straszyły swym widokiem. Tak, gdzie urządził sobie siedlisko, w grocie teren był mu zupełnie znany i nie mogła go zaskoczyć żadna jakaś tam 'skałka'. Tutaj zaś co krok musiał pilnować się, żeby nie upaść i nie zostać rozpłatanym. To, że musiał wcale nie oznacza, że uważał. Był bowiem nieco wzburzony. Chciał pozbyć się podłego balastu. Im był wyżej, tym bardziej jednak odczuwał zimno. Nie przygotował się za bardzo na wymarsz na takie wysokości. W rzeczywistości nie wiedział kiedy ma zatrzymać ten marsz, ale parł na przód niepomny na nic. Wewnątrz płonął.
Tak. Szykuje się kolejny motyw, który będzie wskazywał na rozdarcie bohatera. Może to wydać się trochę nużące czytelnikowi, oklepane i schematyczne, a nawet robione na siłę, ale raczej nie było to zabiegiem specjalnym. Wyszło samo - z charakteru postaci, jej uwarunkowań w przestrzeni i pozaprzestrzeni. A autor tylko się śmieje kiedy nagle z niczego wychodzi mu coś...
Pojawiła się przed nim przepaść. Nie bardzo można było kontynuować podróż. Nie trzeba było, bo i miejsce okazało się być odpowiednim do tego, aby skończyć z pewną sprawą. Zdjął z pleców pakunek i rozwinął go. Sceneria zrobiła się w sam raz na ważne momenty w życiu Vaisteriona, zapewne za jego własnym, choć nie do końca wprost wypowiedzianym życzeniem. Zaczęło wiać i grzmieć.
Rozwinął skórę, która zaczęła wiać się na przepaścią. Trzymał ją jedną ręką, a drugą opuścił wzdłuż ciała. Po krótkiej chwili be z dłuższego zastanowienia wypuścił ją. Poleciała swobodnie w dół. Niedźwiedzia skóra, ssacza skóra której się wyrzekł w imię jaszczurzego przymierza znikła w ciemnościach.
Rozdarł koszulę na piersi. Na szyi miał misternie wykonany jakby przez jakowegoś mistrza zdobniczego fachu, naszyjnik. Wiatr lekko wydobył go na zewnątrz i ukazał burzącemu się niebu. Naszyjnik z jaszczurzych kości. Kostki ponawlekane były na rzemyk prawie na całej jego długości. Na środkowym zaś miejscu znajdowały się czaszki, dwie czaszki jaszczurów tańczących niegdyś pięknie w ogniu.
Dokonał więc wyboru między ssaczą a jaszczurzą naturą. Wybrał reptilię, nie tracąc jednak nic ze swego ssaczego życia i ciała. Od teraz kocha już nie tylko tych wieśniaków, do których przynależy, którym winien jest odkupienie win, ale też tych, którzy przyjęli go do siebie za nic i uczynili tym, kim jest...
-Coraz bardziej... podobny...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Nie Kwi 27, 2008 12:01 am

Bardzo dobrze. 2 poziomy i powodzenia z okazji matury.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XV.   Sob Maj 03, 2008 2:10 pm

-Patrz bez oczu.
-Smoczym instynktem.
-Czuj.


Wyszedł na zewnątrz. Miało to miejsce już dobry jakiś czas po wydarzeniach z jaszczurkami przy ognisku. Jak to zazwyczaj bywało po jakimś trudniejszym wyzwaniu, czy czymś, co burzyło jego wewnętrzny spokój, wracał do siebie bardzo powoli i w milczeniu. Szczęśliwie teraz ktoś postanowił się nim zaopiekować i zorganizować mu czas, tak aby się wcale o doczesność za bardzo nie musiał przejmować.
Chociaż swoją drogą wcale nie wiadomo jak to było na prawdę i co spowodowało tamte wydarzenia. Nie można jednak stwierdzić, że działy się wtedy rzeczy zwykłe, wręcz przeciwnie - były to porządne anomalie. Coś takiego Vaisterion mógł tłumaczyć sobie w tylko jeden znany mu sposób - smoczą ingerencją.
Otóż któregoś razu wyszedł na pewien skalny płaskowyż, zupełnie śniegiem nie pokryty, jałowy i szeroki. Nagie skały były tu ułożone dość równo, miejscami tylko jakieś odłamki wystawały. Jako, że teren ten położony był dość wysoko, znacznie wyżej od znajdujących się niżej lasów, wiał tu często przeraźliwy wiatr od morza, niosący ostre, wilgotne powietrze.
Tego dnia, oczywiście zresztą, nadeszła wichura porządniejsza niż zwykle, a wyczuć można było, że za moment rozpęta się prawdziwa burza, z odpowiednimi dla niej ozdóbkami.
Co robił tam wtedy Vaisterion? Trudno powiedzieć, ale przecież wiadomo już, że często zdarzało się tak, że zjawiał się podczas swych treningów akurat w miejscach, w których powinien się znaleźć i w których mógłby się czegoś całkiem poważnego dowiedzieć, lub choćby być świadkiem niecodziennych wydarzeń.
Maszerował przez płaskowyż i z trudem opierał się wiejącemu w twarz wiatrowi. Szedł tak raczej nie zważając na to, co dzieje się wokół. Wtem, jakiś kawałek od niego, w odstającą skałę uderzył piorun. Trzask powstały podczas tego uderzenia, był nieznośnie głośny, sparaliżował na moment słuch Vaia. Błysk jaki wydobył sie tuż obok sprawił, że i na wzroku nie mógł zbyt dobrze polegać. Dopiero po jakimś czasie w całej swej dezorientacji zrozumiał, że znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie i powinien jak najszybciej opuścić płaskowyż. Nie bardzo miał pojęcia w którym kierunku powinien uciekać, toteż zaczął biec na ślepo, mając nadzieję, że prędzej czy później uda się zejść ze skał w dół. Jedynym drogo wskazem było by uciekać, tak by wiatr wiał w plecy. Lekkie zatrzęsienie po prawej pozwoliło mu wyczuć, że gdzieś uderzył kolejny piorun.
Oszołomienie sięgnęło zenitu, bieg był wręcz szaleńczy i nieopanowany. Zawładnął nim dziki strach przed śmiercią. A niebo buzowało sie i wypatrywało zwierzyny do trafienia. Z czasem ziemia zaczęła trząść się ciągle, przez co całe przerażenia Vaia sięgało już pomału zenitu.
Wiadomo jak to jest, kiedy biegnie się na oślep. Łatwo można upaść. Dokładnie tak się stało z Vaiem. Wywalił się jak długi na skały i zarył nosem w skałę. Przy głowie zaś poczuł niewyobrażalne ciepło, przez chwilę, może dwie, a ziemia zatrzęsła sie dziwnie. Upadek go uratował póki co i oszukał niebo. Drżące dłonie powoli pomogły wstać.
Ślepy i głuchy rzucił się znowu do ucieczki. Co chwila czuł, bo to jeszcze tylko na razie mu pozostało, jak pod stopami osuwał mu się grunt i każdy skok wydawało się, że skończy sie kolejnym upadkiem.
Z czasem nauczył się jednak czuć coś więcej. Nie było to wcale za dużo, a bynajmniej nie stanowiło, czegoś z czego można by być cudownie dumnym, albo czegoś co nagle zmieniałoby jego sytuację. Po prostu za sobą, w momencie, gdy ziemia zdradzała mu miejsce uderzenia błyskawicy teraz mógł już wywąchać charakterystyczny zapach. Nasilał się on, gdy tylko zbliżał się do ciepłego jeszcze miejsca, gdzie rozgrzane powietrze wskazywało dawny korytarz uderzenia. Tracąc dwa zmysły począł usilnie korzystać z tych, które mu pozostały, mimo, iż wcale nie dawały jakiejś gwarancji powodzenia i skuteczności.
Strach pozwalał mu przeżyć. Bo chociaż kiedyś przeżył już uderzenie piorunu i przyjął je na siebie, to teraz nie mógł być pewny swej wytrzymałości wobec ciągłej burzy. To trochę tak jakby władca cierni poznał gniew swego ludu - tak aby się nauczył wobec niego pokory.

//cdn.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Sob Maj 03, 2008 4:21 pm

Nie mogę zrobić nic innego, jak tylko przyznać ci 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XVI.   Wto Maj 20, 2008 10:12 pm

Obiecany ciąg dalszy powyższego.

Burza na skalnym płaskowyżu rozgorzała na dobre. o chwila uderzały w ziemię pioruny. Nieszczęśliwie, (lub może szczęśliwie) znalazła się tam pewna istota...
Vaisterion starał się za wszelką cenę uciec z miejsca, w którym zastała go burza. Nawet w najśmielszych snach, koszmarach nie wyobrażał sobie, że kiedyś może okazać sie tak nieostrożny i dać się złapać na płaskowyżu. Teraz był w potrzasku. Wszelkie jego zmysły, na których do tej pory opierał postrzeganie i odbiór świata zewnętrznego zaczęły zawodzić. Nawet ten węch, który przez moment dawał ułudę świadomości, teraz zwyczajnie przyzwyczaił się do zapach w powietrzu. Oślepiony był już dawno, przez niewyobrażalne światło, które nieraz błyskało tuż obok niego. Nie dziwota też, że nic nie słyszał, przecie huk trzaskającego powietrza był przeogromny. Z czasem trudno mu było określić nawet położenie swego ciała - tak był zmęczony, wyczerpany szaleńczym biegiem w nieznanym kierunku. Byle tylko wydostać się z płaskowyżu, spaść w jakąkolwiek przełęcz...
Nie był w stanie określić, czy turla się, czy idzie, czy może wcale się nie porusza. Tylko strach przed śmiercią powodował w nim paniczne dążenie do jakiegoś celu. Nie pozwalało mu to załamać się i siedzieć, oczekując tego czego w jego mniemaniu można by uniknąć.
Postanowił wyczuć, to co mógł. Przecież kiedyś owe błyskawice, krzyczące ciernie były właśnie pod jego władaniem. Zmęczenie ciała nie pozwalało na dobre skupienie się, ciągle rozpraszały go jakieś inne myśli i wykrzesanie z siebie energii kosztowało go dodatkowy wysiłek umysłu niż zwykle.
Ale udało się. Zawezwał błyskawice do prawego ramienia. Czuł, jak nagle zaczyna rozumieć, to co dzieje się dookoła. Teraz, każda pojawiająca się w dowolnym miejscu dookoła energia była widziana przez niego jakimś cudownym sposobem. Oddziaływała z jego energią, którą wykorzystał właśnie w tym celu. I chociaż nadal nie wiedział gdzie uderzy kolejny cios, to wiedział już, gdzie uderza obecny.
Należało więc skupić się jeszcze bardziej. Ta ''walka'' zaczęła już go powoli fascynować, a igranie pomiędzy życiem a śmiercią dodawało wytrwałości w podejmowaniu wysiłku. I udało się. Ale na innej zasadzie niż poprzednio. Wcześniej, potrafił wykrywać to, co dzieje się obok. Teraz widział to nieznanym sposobem. Odkrył w sobie, w obliczu zagrożenia coś, co pozwoliło mu przetrwać. Dzięki temu dziwnemu zmysłowi widział uderzenie już wysoko w niebie i był w stanie określić, gdzie ma uciekać. Wreszcie połączył ze sobą obie te zdobycze. Był teraz pełen euforii. Nawet poranione i poparzone ciało wcale mu teraz nie przeszkadzało. kolejny raz doświadczył czegoś, czego zupełnie nie umiał wytłumaczyć, ale nie bał się tego tak jak kiedyś. Teraz był już doświadczony i wiedział, że to co sie skądś otrzymuje trzeba wykorzystać.
Uderzył jedną nogą o skałę i skoczył, wzbił się w powietrze. Obok świstnęła błyskawica. Zrobił w powietrzu piruet i wylądował znowu skacząc w górę, unikając przy tym śmierci. Zaczął szaleńczo kręcić się między zabójczymi cierniami. Widział je teraz dobrze i choć wcale nie opanował ich, to zaczął jakby rozumieć och mowę. Po części za sprawą własnej siły, po części za sprawą czegoś niezrozumiałego. Wiał przeraźliwy wiatr, a niebo zaszło ciemną chmurą, tak, że stało się zupełnie ciemno. Oczywiście oprócz momentów, gdy błyskało, a działo się to niemal bez przerwy. Nikogo tam nie było. Tylko tancerz między piorunami, tańczący niczym jaszczurka w ogniu.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Wto Maj 20, 2008 10:17 pm

Jak zawsze fenomenalny tekst. 2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: XVII. Parzący Kosmos I   Sro Maj 28, 2008 10:00 pm

Trening na atak Parzący Kosmos. Część pierwsza.

Po ostatnich wydarzeniach kurował się dość długo. Trzeba było tego, albowiem mimo, że udało mu się przeżyć pomiędzy cierniami, to wielce został poharatany. Wyczerpanie również dawało się we znaki. Bardziej lub mniej szczęśliwym trafem udało się mu dotrzeć jednak do miejsca, które zwać przywykł domem.
Nie ma co opowiadać jak to długa droga była do odzyskania dawnej świetności ciała i umysłu.

Ważną jest rzecz, która stała się w czasie owego odzyskiwania.
Przemęczenie sprawiało, że niemal cały czas spał... Że wszystkie wykonywane czynności robiły się same i bez woli... Wtedy to najczęściej istnieje się na granicy imaginacji...
Wędrował ciemnym traktem między wysokimi, nieznanymi zupełnie drzewami. Opierał sie czasem na kiju, który nie wiadomo skąd do ręki się przypatoczył. Wesół był i beztroski. Niemal tańczyć się zachciewało, co zapewne pozostałością było ostatnich wyczynów.
Nagle jednak wpadł na niewidzialną ścianę. Zupełnie jej nie zauważył i rozbił się o nią głową, cop wywołało ból niemały, acz znośny jeszcze. Skarcił się w myślach, że może być tak nieostrożny i począł przypatrywać się owej ścianie. Trudno było powiedzieć czym była. Ani na szkło, ani inny wytwór nie wyglądała. Normalnie można było czuć przez nią powiew powietrza i samemu dmuchać na tamtą stronę. Ale przejść nie można było. Zdziwienie i pewne zakłopotanie wymalowały mu się na twarzy. Ruszył więc w prawo, w las, coby ścianę obejść. Daleko nie zaszedł, bo i po chwili okazało się, że kolejna ściana ogranicza mu przejście. Gdy sprawdził, to po lewej stronie takaż sama przeszkoda się pojawiła. Odwrócił się w kierunku, z którego przyszedł. Pokiwał głową z niedowierzaniem i z życzeniem w myśli. Nie spełniło się niestety. Nie mógł przejść z żadnej ze stron. Był uwięziony. Postanowił chłodno sytuację przemyśleć. Nie wierzył, by ktoś, kto zakładał na niego pułapkę mógł okazać się tak nierozsądny i nie zrobić takiej samej ściany u góry. Spróbował jednak szczęścia. Tym razem nie wypadło to dla niego pomyślnie. Teraz był już pewien, że został na dobre uwięziony.
Siadł na ziemi. Piękny i sympatyczny do tej pory las stał się jednak raptem miejscem paskudnym i niepodobającym sie wcale. Założył ręce.
Wymyślił tylko tyle, że należało jakoś się wydostać, a najlepszym sposobem i chyba jedynym w tej sytuacji było rozwalenie tej całej cudownej pułapki. Uderzył pięścią. Zupełnie brak efektu. Uderzał wielokrotnie starając się wydobyć z siebie całą siłę. Na nic to. Po ostatnim kopnięciu upadł z hukiem. Lekko się owym faktem zdenerwował. Drażniła go ta durna ściana. Zdeterminowany powstał i począł zbierać kosmos, kumulować energię w prawym ramieniu. O dziwo przyszło mu to zdecydowanie łatwiej niż kiedykolwiek. O dziwo wcale prawie nie musiał przechodzić żmudnego szukania w sobie motywacji do walki, bo energia jakby sama się napędzała i gromadziła bardzo szybko. Po chwili był już gotów do zadania ciosu. Mimo, że sytuacja nie wydawała sie mu naturalna, czuł się nieswojo i jakoś nieodpowiednio, to nadal był pewny by zaatakować. Nie widział innego pomysłu. Było zupełnie ciemno, niebo zaszło lekkimi chmurami. Po chwili jednak już droga rozświetliła się blaskiem, jaki bił od przyzwanego miecza. Uśmiechnął się lekko. Sprawa przybrała wygląda walki o życie i śmierć, nie zawahał się więc użyć właśnie takiej broni. Była ona jednak jakaś lekka i cudownie szybka, jakby przez coś spotęgowana. Nie wiedział jak to się dzieje, ale uznał, że to może ostatni trening tak zadziałał na jego ciało. Zamachnął się i z całym impetem uderzył Ostrzem Odyna w niewidzialną ścianę.
Podniosła się kurzawa, a niemal cały las tym razem oświetlił się istnym rojem iskier. Patrzył na to co się dzieje ze ścianą, starał się uchwycić moment, gdy pęknie, gdy coś nagle ułapało go za serce i kazało upaść na ziemię. Poczuł wewnątrz siebie dziwny ból, dłonie parzyły jakby pod wpływem wrzątku. Skulił się i leżał tak długo. Nie mógł wstać. Katem oka dojrzał jednak, że na ścianie powstała mała skaza. Syknął z bólu. Zemdlał.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   Sro Maj 28, 2008 10:08 pm

2 poziomy i pierwszy trening zaliczony.

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Treningi Vaisteriona   

Powrót do góry Go down
 
Treningi Vaisteriona
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: