Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trening Legumira.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Kwi 17, 2008 10:54 pm

Raczej ty nie masz humoru. Kto o zdrowych zmysłach, i to admin mówi, że nie mogę wpisać skoro wszystko dobrze.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Kwi 17, 2008 11:00 pm

słowo admina jest święte, nie wiesz :P?
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Kwi 17, 2008 11:02 pm

Legumir, nie przejmuj się jego odjazdami, czasem tak ma xD. Dopisz sobie spokojnie technikę.

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 01, 2008 8:01 pm

Mistrz kazał mi się wybrać w góry. By przetrwać w trudnych warunkach. To miał być taki mały sprawdzian moich umiejętności. Zdjąłem więc wszystko, zostałem w samych długich spodniach. I pobiegłem na bosaka do lasu. Mistrz nie powiedział na ile mam tam zostać, z resztą, i tak bym musiał czekać na jakiś znak.

Droga była długa, bardzo długa. Szedłem i biegłem, odpoczywałem. Jadłem jagody, korzonki i piłem wodę ze źródła. Starałem się jakoś przeżyć, a wiedziałem, że potrafię. Przygotowała mnie na taką okoliczność Kotlina Kongo, gdzie przeczekałem sporą część mojego życia. A teraz zmierzałem do wyznaczonego celu. Po długim czasie dotarłem do podnóża gór. Nawet nie wiedziałem jak one się nazywają. Niby po co. Przystanąłem i spojrzałem w górę. Szczytu nie było widać gdyż wysoko w górze było widać chmury. Lekkie wyżłobienia pozwalały wspiąć się, lecz były i miejsca skąd nie było już drogi, więc w tym momencie trzeba wybrać drogę, którą chce się iść.
Za sobą miałem las, gdzie ptaki śpiewały radośnie swoje pieśni, a przed sobą wielką ścianę. "No, trzeba ruszać w drogę, trzeba trochę popracować nad sobą..." - pomyślałem.

Wybrałem drogę, która wydawała się mi najbardziej wygodna, gdyż prowadziła prosto na górę i miała proste uchwyty... Jednak jakże się miliłem, gdy znalazłem się tam, gdzie mój wzrok nie sięgał. Nie było dalszej drogi, zawisłem. Wysoko nad ziemią, i nie miałem za co się złapać. Wiedziałem, że gdy będę próbował się cofnąć, lub przeskoczyć w bok, na drogę, która by mnie dalej poprowadziła to będę w wielkim niebezpieczeństwie i mogę rozgnieść się o ziemię daleko pode mną. Musiałem coś zrobić, i nie miałem innego wyboru... a raczej - nie miałem innego pomysłu. Przywołałem do siebie mój kosmos, a ja zacząłem świecić ognistą aurą promieniującą ode mnie. Wiele razy na treningach rozbijałem pięścią kamienie, ale nigdy w takich okolicznościach i pomyślałem, że to jest jednak bardzo dobry trening. Puściłem się jedną ręką ledwo utrzymując się na skale, i kamienie zleciały z góry, odbijając się echem. Zamknąłem oczy i uderzyłem w kamień. Nie włożyłem w to specjalnie ogromnej siły, gdyż nie chciałem rozwalić całej skały, a tylko wyżłobić dziurę.

W końcu, takim sposobem udało mi się dotrzeć na szczyt. Nie było to trudne, ale warte zachodu. Byłem trochę zmęczony, ale energia szybko wróciła do mnie, gdy zobaczyłem co zastałem na szczycie. Wstałem. Przede mną były czerwone, indiańskie namioty, z jakimiś dziwnymi wzorami na namiotach, przygaszone ogniska, i pomazani, prawie nadzy ludzie z włóczniami w rękach. Krzyczeli coś na mnie, ale ich nie rozumiałem. Nie wiedziałem skąd wziął się taki lud, w tym rejonie świata... Zamurowało mnie... Myśli odpłynęły w dal...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 01, 2008 8:29 pm

2 lvl

_________________
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 08, 2008 7:59 pm

Spoglądałem im w oczy. Byli przerażeni, zdeterminowani do walki a gniew tańczył w ich oczach. Nie wiedziałem co mam robić. Spoglądałem na nich, krzyczeli, ale nic nie rozumiałem. Nagle na ziemię sprowadził mnie świst, a instynkt podpowiedział mi bym się uchylił. Tak też zrobiłem a włócznia polecała za mną i spadła w dół. Inni natychmiast zaczęli we mnie rzucać. Lecz żadna włócznia mnie nie dosięgła. Tańczyłem, kręciłem się i skakałem. Jestem już dość dobry by pokonać nie jednego Rycerza. Po kolei doskakiwałem do wojowników i zadawałem im po jednym ciosie w twarz, lecz po tym jednym ciosie padali na ziemię i boją się wstać. Gdy leżało już wystarczająco dużo ludzi reszta się poddała. Obejrzałem się za siebie. Nikt się nie ruszył, więc pobiegłem przed siebie dalej. W mojej głowie kłębiły się różne myśli. "Skąd oni się tu wzięli? I w ogóle kim byli?" Czułem, że nigdy nie poznam odpowiedzi na to pytanie bo oni mogą być tu całkiem przypadkowo, gdyż założyli tu jakąś kolonię. Ptaki śpiewały, a promienie słoneczne przepychały się przez liście ogromnych, starych drzew.

Gdy uznałem, że jestem dość daleko od tamtych osadników i gdy upewniłem się, że nikt mnie nie śledzi dopiero zwolniłem. Oni nie robili na mnie żadnego wrażenia i z łatwością ich pokonuję, ale po co niepotrzebnie tracić energię. Dopiero teraz spostrzegłem się gdzie jestem. Oczom mym ukazał się wodospad. Przed nim jezioro, gdzie woda lśniła w blasku słońca. A na środku jeziora mała wysepka, mogąca pomieścić minimum trzy osoby. Na wysepce jakaś dziwna misa. Od niej biło lekko niebieskawe światło. Szum wodospadu dodawał do tego prawdziwą akustykę przygody. "Więc może po to mistrz wysłał mnie w góry... ale przecież dałby mi jakieś wskazówki, rady... " - myślałem.
Ruszyłem przed siebie i w chwili gdy dotknąłem stopą wody wydarzyło się coś dziwnego. Blask pojaśniał znacznie a z wody wynurzyła się wielka kałamarnica. Natychmiast odskoczyłem robiąc parę salt w tył i skryłem się za drzewami gdzie nie mogła mnie dosięgnąć. "No tak, nauczyłem się, by zawsze sprawdzać wszystko dokładnie gdy dzieje się coś niebezpiecznego..."
Odległość brzegu od wysepki była zbyt wielka by można było ją przeskoczyć. Kałamarnica nadal buszowała na powierzchni czekając na swoją ofiarę, znaczy się mnie. Nie miałem zamiaru dać jej nadziei, że mnie pożre...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 08, 2008 8:04 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 15, 2008 4:29 pm

Skrywając się za drzewami obmyślałem jakiś plan. Zastanawiałem się jak mogę pokonać tą kałamarnicę by zobaczyć i zdobyć to co jest na dnie misy. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, mimo iż jestem Rycerzem, ale ciekawość zżerała mnie do szpiku kości, i w dodatku nie wiedziałem, czy to właśnie po to wysłał mnie tu mój mistrz. Długo się zastanawiałem, aż wymyśliłem tak beznadziejny pomysł, że nie wiedziałem czy to się w ogóle uda. Postanowiłem odwrócić jej uwagę. Nie wiedziałem jak to zrobię, lecz postanowiłem zrobić to w najłatwiejszy sposób jaki przyszedł mi w tej chwili do głowy.

Zacząłem rzucać w kałamarnicę kamieniami i patykami, tylko po to by ją rozzłościć. Chyba mi się udało, bo kałamarnica zaczęła jakby warczeć i coraz bardziej starała się mnie sięgnąć. Potem zbliżyłem się do wody na tyle, by bez problemu mogła mnie dosięgnąć.... jeśli bym się nie ruszał. Kałamarnica błyskawicznie wysunęła swoje macki i gdybym się nie uchylił to już prawdopodobnie byłbym w potrzasku i gnił gdzieś na dnie jeziora zimny i blady jak topielec...
Zacząłem biec z jednego końca jeziora na drugi, lecz nie mogłem przebiec go o trzysta sześćdziesiąt stopni gdyż był jeszcze wodospad. Kałamarnica przekręcała się tak by być na wprost mnie i próbowała mnie pochwycić. Po parunastu minutach tej dennej czynności chyba się znudziła a ja wykorzystałem to.
Skupiłem się i zacząłem biec. Biegłem z szybkością dźwięku, więc kałamarnica nie dostrzegła tego, biegłem tak szybko, że woda utrzymała moje ciało na powierzchni. Ja znalazłem się na wysepce za nią, a ona widziała tylko jak znikam.

Ukryłem się za misą nie patrząc na razie w nią. Biło od niej lekko jasne, niebieskie światło. Kałamarnica obracała się i nie zauważając mnie uznała, że zrezygnowałem i zanurzyła się z powrotem w jeziorze. Odetchnąłem z ulgą. Wstałem i zobaczyłem na dnie misy piękny, zdobiony czerwonymi rubinami sztylet. Wsadziłem rękę w misę, zupełnie zapomniałem o konsekwencjach tego, że znów mogło się coś stać i nie sprawdziłem tego, ale na szczęście nic złego się nie wydarzyło. Tylko moja ręka zatrzymała się w połowie misy, jakby przed sztyletem była jakaś niewidzialna bariera. Spróbowałem ponownie i nic. Rozpaliłem w sobie kosmos, i w okół mnie pojawiła się ognista aura. Spróbowałem ponownie i tym razem bez problemu moja ręka przeniknęła przez barierę i chwyciłem w palce sztylet. Mimo iż woda była lodowata, to on był gorący jak ogień. Był to sztylet wielkości mojego przedramienia. Na lśniącej, srebrnej rękojeści były wypisane jakieś dziwne runy, których nie rozumiałem. Rękojeść była również wysadzana czerwonymi rubinami, a gdy dotknąłem klinki ona rozjarzyła się jak rozgrzany do czerwoności metal, i tylko czarny napis pozostał czarny: "Ikki Phoenix" Potem klinga znów stała się srebrna, lecz napis na klindze był wyryty wciąż. Zastanawiałem się kto to mógł być.
Myślałem, że po to mistrz wysłał mnie na tę wyprawę bym zdobył ten sztylet... tylko po co mi on? Chyba będę musiał poczekać na odpowiedź.

OCC: Sztylet wymyślony prze ze mnie, żeby mi tu nikt nie robił pretensji, że Ikki nigdy takiego czegoś nie miał

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 15, 2008 5:42 pm

2 lvl

_________________
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 22, 2008 4:36 pm

Wracałem przez las, z nowo znalezionym sztyletem. Nadal zastanawiałem się kto to mógł być, a na klindze wyryte było Phoenix więc myślę, że należał on do poprzedniego Rycerza Feniksa. Podobał mi się ten sztylet. Uważałem go za trofeum, na pewno jest bezcenny, pięknie wygląda i prawdopodobnie należał do Rycerza Feniksa. Postanowiłem go zatrzymać, i tak miałem to zrobić i zabrać go do mojego mistrza. Zastanawiałem się, czy napotkam jeszcze jakiś innych wrogów, którzy nie wiadomo czemu będą chcieli mnie zabić, lub wrócą Ci dziwni ludzie.

Gdy tak wracałem bawiłem się nim i zachwycałem pięknym wyglądem. Krwisto-czerwone rubiny pięknie błyszczały w Słońcu. Nogi zaczęły mnie boleć, nie wiedziałem ile czasu minęło odkąd wyruszyłem z Sanktuarium. A przecież jeszcze musiałem walczyć z wrogim plemieniem i z wielką kałamarnicą. Przysiadłem więc na kamieniu. "Wreszcie odpocznę, nie wiem co mnie jeszcze czeka..." - pomyślałem. Siedziałem tam dość długo, aż słońce już chyliło się ku zachodowi. Postanowiłem, że muszę już ruszać, wystarczająca długo już odpoczywałem i nie ma na co czekać. Wstałem więc i położyłem sztylet na dłoni. Nagle, nie wiedząc czemu sztylet zawirował. Zaczął świecić znowu, tak jak gdy pierwszy raz go dotknąłem. Okręcił się na mojej dłoni i wskazał kierunek wschodu, tam skąd wracałem, gdzie go znalazłem.

Zacząłem biec tam znowu, biegłem i biegłem. Słońce już prawie zaszło, lecz nadal dawało ostatnie promienie światła. Znów znalazłem się na brzegu jeziora, gdzie była jaśniejąca wysepka a za nią wodospad, a w wodzie pewnie znowu spała Wielka Kałamarnica gotowa zaatakować wtedy, gdy tylko ktoś dotknie wody. Znów skupiłem się i popędziłem z prędkością dźwięku na wysepkę. Znalazłem się tam natychmiast, a wielka kałamarnica powoli obudziła się i wyniosła łeb na powierzchnię. Znów ryknęła głośnym wrzaskiem. Jednak nie widząc mnie po paru minutach schowała się w ciemniejącą toń. Ja znów położyłem sztylet na dłoni i tak jak wtedy on obrócił się i wskazał mi drogę, gdzie mam dalej iść. Wskazał mi wodospad. Gryzły mnie myśli, czy powinienem tam iść, czy nie czekają mnie tam żadne niebezpieczeństwa. Spojrzał jednak na sztylet, potem na wodospad i jednak ruszyłem w jego stronę.

Z prędkością dźwięku przebiegłem po jeziorze i przeszedłem przez opadającą wodę. Znalazłem się w pięknej jaskini. Jednak tym razem światło nie wiadomo skąd padało na jaskinię, było czerwone. Na ścianach były wyrysowane jakieś rysunki, przedstawiające jakiegoś ptaka otoczonego płomieniami. Zorientowałem się, że to jest Feniks. Oglądałem te piękne obrazy, lecz po chwili przypomniałem sobie po co naprawdę tutaj przybyłem. I znowu położyłem sztylet na dłoni. Tym razem on zawirował i uniósł się w powietrze. Z rubinów ze sztyletu wystrzeliło czerwone wiązki światła i padły na ścianę, w głębi jaskini. Na jaskini zaczęły pojawiać się różne obrazy feniksa, tylko ruchome, obrazy generowane przez rubiny. Nagle obrazy skończyły się, a ściana niby zniknęła.

Wszedłem do środka. Była to ogromna jaskinia, oświetlona białym światłem jak w szpitalu. Wgłębi był tak jakby podest, i piękna skrzynia. Domyśliłem się, że to musi być skrzynia z Brązową Zbroją Feniksa. Podszedłem do niej wolnym krokiem. Wszedłem po schodach na podest i dotknąłem ręką Skrzyni. Ona rozjaśniała jasnym blaskiem i otworzyła się. Z niej powoli uniosła się Zbroja Feniksa. Była piękna. Nagle poruszyła się i rozczepiła, elementy podleciały do mojego ciała i założyły się na mnie. Pasowały idealnie....

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 22, 2008 7:42 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 29, 2008 8:34 pm

Więc o to chodziło... To całe zamieszanie w okół tej misji od mistrza... Miałem zdobyć swoją upragnioną zbroję. No i mam ją. Teraz na pewno mam wrócić do mistrza. Nie ma co odwalać jarzębiny. Postanowiłem, że zatrzymam ten sztylet. Wierzę, że ma jakieś specjalne właściwości pozwalające mi odnaleźć Brązową Zbroję Feniksa. Wyszedłem z jaskini i pobiegłem przed siebie, nie zważając na wielką kałamarnicę czy cokolwiek. Zdobyłem to, o czym od dawna marzyłem, to do tego trenowałem tyle czasu. By stać się jednym z Rycerzy Sanktuarium. Teraz mam przed sobą tylko jeden cel, który siedzi mi w głowie....

Zmęczyłem się po parunastu minutach biegu. Moja głowa zapełniona była myślami radości i rozmyślaniami. Chciałem jak najprędzej wrócić do mojego mistrza i opowiedzieć mu o wszystkim co zobaczyłem. Nawet się nie spostrzegłem a byłem już przy krawędzi wielkiej góry. Znów siedziało tam plemię, lecz teraz gdy zobaczyli, że mam na sobie Zbroję Feniksa popatrzyli na mnie i zrobili niby tunel bym mógł przejść. Zastanawiało mnie co skłoniło ich do takiej decyzji... może są Strażnikami tej zbroi? Może.... ale wtedy pobiegliby za mną... Skoczyłem w dół góry. Całkiem zapomniałem, że nie umiem latać, ale przecież od teraz jestem Rycerzem... mogę dokonać rzeczy niemożliwych...

Wyciągnąłem ręce przed siebie, w stronę coraz szybciej zbliżającej się ziemi i wystrzeliłem w nią swój kosmos. Podziałało to jak hamulec. Gdy byłem już bardzo blisko ziemi wylądowałem spokojnie na nogach. Pobiegłem dalej... W końcu dotarłem do mojego mistrza. Wyszedł przed swoją chatkę a ja szedłem wolnym krokiem prezentując swoją nowo zdobytą zbroję i uśmiechając się lekko. Nie mogłem powstrzymać radości. Chciałem ucałować cały świat, skakać, robić wszystko na co miałem ochotę.
Gdy podszedłem bliżej zdawało mi się, że dostrzegłem cień uśmiechu na ustach mojego mistrza. Wierzył we mnie od samego początku, to on sprawił, że mi się powiodło. Nie wiedziałem jak mu to wynagrodzić.

- A więc opowiedz mi, Feniksie, jak zdobyłeś tą zbroję?

***

Opowiedziałem mojemu mistrzowi wszystko co zaszło tam, w górach. Chyba był zadowolony, w końcu moje szkolenie dobiegło końca i mistrz będzie mógł się zająć sobą albo kolejnym młodym uczniem. Opowiedziałem mu to, co planuje.

- A więc, chcesz się udać do swoich rodziców? Jesteś pewien?

- Tak mistrzu. Poprzysiągłem im, że gdy zdobędę Zbroję i stanę się Rycerzem Zodiaku wrócę do nich. Nie chcę ich zawieść.

Mistrz chwilę się zastanowił.

- A więc dobrze. Obietnica to obietnica, ale pamiętaj, że od teraz masz też obowiązki wobec Sanktuarium i Wielkiego Mistrza...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Czw Maj 29, 2008 9:18 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Nie Wrz 28, 2008 8:11 pm

Legumir wstał bardzo wcześnie. Ten dzień miał być dla niego dniem szczególnie ważnym. Miał ruszyć w podróż, spotkać się z rodzicami. Ubrał się w czyste, wyprane ciuchy. Założył skrzynię ze zbroją na plecy i wyszedł. Słońce wstawało a Legumir, razem z pierwszymi promieniami światła ruszył w podróż. Gdy był już dość daleko od Sanktuarium odwrócił się popatrzeć jeszcze raz na ten piękny widok. Zapewne nie będzie go widział przez dłuższy czas. Zauważył że jego mistrz stoi na jednym z niewielkich wzgórz z uniesioną ręką. Legumir uśmiechnął się. I ruszył dalej.

***
Teraz był na statku, który płynął ku brzegom Australii. Droga byłaby dość ciężka, a ze skrzynią na plecach raczej pływać się nie dało. Po za tym, by zdobyć miejscówkę na tym statku musiał wygrać z dwómetrowym gorylem, co także dodało mu trochę otuchy. Legumir nie chciał go zabijać, mężczyzna po ciosie w skroń poprostu zemdlał.

***
Dobili do brzegu. Na statku zwykle nie było co robić. Legumir siedział w nocy na krześle i patrzył w gwiazdy, próbując odnaleźć różne konstelacje. Poznał ten port. Niegdyś, gdy był jeszcze dzieckiem przybywał tu nurkując. Zastanawiał się jak dużo się tu zmieniło. Ludzie chodzili po mieście i kupywali niezbędne rzeczy do domów. Legumir pamiętał drogę... ruszył krętymi uliczkami.

W końcu dotarł do domu, gdzieś w lesie. Zajęło mu to parę godzin. Jego mięśnie zaczynały go boleć od noszenia zbroi. Poznał tą drewnianą chatę. Na ganku stała jego matka... piękna blondynka, spojrzała w jego stronę i zamarła z wrażenia. Krzyknęła cicho imię taty a ten wybiegł z domu. Legumir skupił się i posłał do nich iluzję, gdy wyglądał jak mały chłopiec biegł do nich z radosnym okrzykiem i rzucił się im w ramiona. Potem ją skończył i powoli zaczął do nich biec. Matce stanęły łzy w oczach a ojciec miał przerażoną minę. Nagle z chaty wybiegło trzech mężczyzn, a dom stanął w płomieniach.

Jego skrzynia sama się otworzyła, a części zbroi przyczepiły się do ciała Legumir. Rozpalił w sobie kosmos. Używając ognia z płonącego domu, chciał użyć techniki. Legumir wyciągnął rękę a Płomienie chaty wznosły się w powietrze, a dom pozostał nienaruszony. Jeszcze nigdy nie panował nad ogniem w takim stopniu. Płomienie zmieniły swój kształt w Feniksa, i wleciały w jednego z bandytów paląc go na popiół. Drugi widząc to zrobił przeraźliwą minę i zaczął uciekać. Legumir dogonił go z prędkością dźwięku i nie zatrzymując się uderzył go w twarz biegnąć tak dalej. Mężczyzna padł martwy ze zmiażdzonymi zębami. Trzeci padł na kolana i błagał bym go zostawił.
Złapałem go za koszulę i podniosłem do góry.

- Dla kogo pracujesz?! Czego chciałeś od tych ludzi??!!

C.D.N.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Pon Wrz 29, 2008 12:19 pm

4 miesiące od ostatniego treningu XD

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Pon Lis 10, 2008 5:16 pm

C.D

- My nic.... dla nikogo... puść mnie... błagam... oszczędź..... - jąkał się mężczyzna. Puściłem go, i kopnąłem w brzuch. Ten wypluł trochę krwi, z trudem wstał i zaczął uciekać. Legumir chwile za nim patrzył, lecz nie miał zamiaru go gonić. Po tym co tu zobaczył, raczej nie będzie chciał tu wrócić, nawet z kolegami, a że znęcali się nad ludźmi nie powiadomią policji.

Zdjąłem hełm i trzymałem go między tłowiem a ręką. Odwróciłem się do rodziców. Matka rzuciła mi się w ramiona, choć zbroja trochę przeszkadzała. Cieszyłem się, że wróciłem, cieszyli się zapewne i moi rodzice.

***

Siedzieliśmy w środku domu. Na dworze było już ciemno, kominek był zapalony, rodzice siedzieli przy stole. Skrzynia ze zbroją spoczywała w kącie chaty. Przyglądałem się tańczącemu płomieniowi, siedząc przy kominku.

- Więc udało Ci się. Tyle przygód masz za sobą. Na pewno poznałeś wielu przyjaciół, na których możesz polegać. Cieszę się, że Ci się udało. Masz teraz moc, możesz pomagać innym.

- Tak, też się cieszę. Nie było łatwo. Ciężki trening jest najważniejszy, do sukcesu. Są potężniejsi ode mnie. Mają większą moc niektórzy. Ja jestem tylko Brązowym Rycerzem. Są srebrni, potężni Złoci, a także inni z innych krain.

- Znamy historie i legendy. - powiedział ojciec. Wszyscy troje piliśmy ciepłą herbatę, tak opowiedziałem im o wszystkich moich przygodach. Minęło parę lat, odkąd ich widziałem ostatnim razem. - Czy Ci ludzie będą tu przychodzić jeszcze, będą się mścić? Jak myślicie? - spytałem, a ojciec westchnął. - Zwykły gang przestępczy ściągający (c)haracze od ludzi, którzy mieszkają w okolicy. Ale zapewne się już tu nie pojawią. - powiedział ojciec, napominając o tym co zdarzyło się przed paroma godzinami, gdy zawinąłem ciała dwóch napastników, dowiedziałem się gdzie mają swoją siedzibę poszedłem tam i zostawiłem im pod drzwiami ciała, z kartką, by więcej nie nękali mieszkańców.

- No pora spać. Jestem zmęczona tym wszystkim chłopcy. Nareszcie rodzina w komplecie. Legumir, twój pokój jest nietknięty tak jak wtedy gdy go zostawiałeś. Cały twój do dyspozycji.

Uśmiechnąłem się..

***

Wstałem wcześnie rano i zacząłem trenować. Pompki i przysiady z obciążeniem, skakanie po drzewach, rąbanie drewna pięściami. Przebiegłem też pare razy w koło miasta. To wszystko, by być lepszym wojownikiem...

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Pon Lis 10, 2008 10:45 pm

ohohohoho

no to sie zabawimy

1. zmienna narracja - raz uzywasz 1 osoby, potem nagle 3, a potem znow narracje prowadzisz w 1 osobie - zdecyduj sie i uwazaj na bledy (latwo przeskoczyc do narratora ktory przyglada sie wszystkiemu z boku, tym gorzej to wyglada jak jest w jednym akapicie z inna narracja)

2. siedzieliscie w domu - skrzynia spoczywala w kacie chaty - a wiec dom byl chata... i miales w niej wlasny pokoj, ktory pozostal bez zmian.. w chacie? za biedni na dom, za bogaci by nie moc sobie zapewnic wlasnych pokoi, ktorych sie nie uzywa pod nieobenosc kogos
nie wiem w jakich warunkach zyje, sprzeczne zeznania widze XD

a to mi sie podoba najbardziej:
Cytat :
powiedział ojciec, napominając o tym co zdarzyło się przed paroma godzinami, gdy zawinąłem ciała dwóch napastników, dowiedziałem się gdzie mają swoją siedzibę poszedłem tam i zostawiłem im pod drzwiami ciała, z kartką, by więcej nie nękali mieszkańców.
cale jedno, dlugie zdanie
ktore oczywiscie nie ma sensu od trzeciego przecinka :]

2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Legumir

avatar

Dołączył/a : 24/02/2008
Liczba postów : 677

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   Pon Lis 10, 2008 11:02 pm

Dobra, poprostu dawno nie pisałem treningu, troche odwykłem xD
Poprawie sie nastepnym razem.

_________________
Legumir "Alone"


"To nasze wybory pokazują kim naprawdę jesteśmy,
o wiele bardziej niż nasze zdolności...

Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trening Legumira.   

Powrót do góry Go down
 
Trening Legumira.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Trening policyjny - wspinaczka po linie - sala gimnastyczna
» Trening
» Trening policyjny - samoobrona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: