Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wczoraj i Dziś

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Wczoraj i Dziś   Wto Mar 11, 2008 4:38 pm

Nawet najwięksi przyjaciele nie znają dokładnie jego przeszłości, a to właśnie ona wywarła na nim ogromny wpływ. Wielu stara się od niej odciąć, często dla tego iż jest ona niezbyt chlubna lub też przykra. Jednak to zawsze ona kształtuje nas, nasze "JA", to kim jesteśmy i bardzo trudno jest o niej zapomnieć.
Historia Ahena nie jest niczym ujmującym. Podobnie jak wielu rycerzy stał się sierotą we wczesnym dzieciństwie, jednak nie wiele to zmieniło. Od urodzenia jego przeznaczeniem było przywdziać zbroję, zupełnie jak przodek, który dostąpił tego zaszczytu kilkaset lat wcześniej.
Był nim Bevan, jeden z największych jakich spłodziła Brytania. Zawzięcie i uczciwie dążył do tego by zostać obrońcą Ateny. Przywdział jedną z dwunastu złotych zbroi, a dokładnie zbroje strzelca.
Walczył za nią do śmierci, do póty do póki miał siły. Jak mówią kroniki uśmiercił go władca mórz.
Mimo że chłopak nie jest jego potomkiem w prostej linii, zawsze przedstawiał go jako swój wzorzec i dążył do tego by zostać nim. Wręcz katowany przez swego ojca, dążył do tego by stać się legendą niczym jego przodek.
Wracając jednak do samego Ahena; będąc młodym nie mógł narzekać na biedę. Wywodził się ze szlacheckiego rodu, którego herb był rozpoznawany nawet w pewnych stronach Szkocji i zawsze postrzegany był jako siła i waleczność. On sam zawsze się z nim utożsamiał do póki nie odszedł z rodzinnego domu i nie rozpoczął swej tułaczki po świecie.

To tutaj w tej opowieści zostanie przedstawiona jego tułaczka, która w końcu po wielu zakrętach doprowadza go do Sanktuarium.

-------------------------------Rozdział I-------------------------------------

Gdy jest się młodym i wpierw traci się matkę, wszystko traci dziecięcą radość, boli to jeszcze bardziej gdy nie wie się co tak naprawdę się z nią stało. Nim jego matka odeszła nawet treningi nie były tak ciężkie, dzielnie znosił je a gdy wracał do domu zawsze mógł liczyć na jej kojące objęcie.
Jego ojciec kochał go lecz nigdy tego nie okazał, udawał zimnego jak skała, chciał by jego syn został tym, który będzie chronił Atenę i zrobiłby wszystko by to uczynić. Mordercze treningi jakie miały go wzmacniać, z boku mogły wyglądać wręcz jak sadystyczne tortury, jednak jedynie zwiększały potencjał przyszłego ucznia Sanktuarium i on wiedział o tym.
Przygoda Ahena, zaczyna się tam gdzie kończy się życie jego pierwszego mentora i rozpoczyna ciąg zdarzeń, które mają doprowadzić go do Aten.

**********

-Nad czym tak myślisz?...-powiedział stary kamerdyner, który był w domu Ahena, odkąd ten pamiętał-...Wiesz dobrze że tam jest mu lepiej niż tutaj, tam podobno mają świetną obsługę...-spojrzał się na chłopczyka i uśmiechnął się, chcąc go wyraźnie rozweselić.
-Nie mam nastroju, wiesz dobrze Tom...-leżał na łóżku i wpatrywał się w okno jakie było naprzeciwko. Jego oczy tamowały łzy, nie chcąc za żadną cenę ich z siebie wyrzucić-Nie mam ochoty tam wracać... Oni tu przyszli jedynie po forsę...
-Niestety Paniczu, chcąc czy nie chcąc oni będą twoją nową rodziną. Zejdźmy na dół i załatwmy to co mamy do załatwienia, a później Panicz położy się spać.-w jego oczach można było dostrzec wyłącznie troskę, był on prawdziwym przyjacielem.

Zeszli po krętych schodach, powoli, żadnemu z nich się nie spieszyło. Weszli do salonu gdzie miał miejsce poczęstunek. Nie wielu było tam ludzi ze szczerymi intencjami, większość z nich przyszła tu jedynie z "obowiązku" i po to by w jakiś sposób zaistnieć. Byli też tam ludzie, jacy mieli się zająć Ahenem i jego majątkiem rzecz jasna. Byli to dalecy krewni od strony jego matki. Wuj Henryk i ciotka Elżbieta. Zasępiali głupcy szukający na siłę tytułu szlacheckiego i zaproszeń na wystawne bankiety.
W pewnym momencie ze sztucznym uśmieszkiem wuj podszedł do Ahena. Kucnął lekko i wyszeptał mu do ucha:
-[i]Posłuchaj mnie uważnie. Teraz jesteś nikim. Twoje życie należy do nas i będziesz robił to co uznamy za stosowne. Rozumiesz?-po tych słowach odsunął głowę by spojrzeć w oczy dziecka. Lecz chłopiec bezradnie się w nie wpatrywał. Takie słowa trafiły do niego aż za bardzo. Strach pogłębił się jeszcze bardziej i wygrał.
Ahen wystrzelił jak z procy i szybko znalazł się w pokoju. Mógł podjąć tylko jedną decyzję, była nią ucieczka. Szybko się spakował, wziął kilka drogocennych rzeczy z sypialni jego rodziców i gdy słońce powoli zachodziło za horyzontem, on właśnie rozpoczynał swą wędrówkę.
Jego jedynym punktem zaczepienia była znajomość drogi do najbliższego miasteczka. Tam się skierował, licząc że uda mu się uciec...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   Wto Mar 11, 2008 4:54 pm

2 poziomy i zapowiada sie ciekawa historia.

_________________


Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   Wto Mar 18, 2008 5:34 pm

------------------------------------Rozdział II----------------------------------------

Rzadko która miejscowość, nawet ta z najbardziej przyjaznymi mieszkańcami wita włóczęgów u progu ich "domu". Bassildon było właśnie takim przyjaznym, spokojnym miasteczkiem i zarazem pierwszym przystankiem do którego zawitał chłopczyk. By do niego dotrzeć musiał przez trzy dni przedzierać się przez pobliski las. Znał drogę, musiał tego wymagał od niego ojciec, gdy jeszcze żył.

Zawitał wczesnym rankiem. Mgła jeszcze nie opadła. Jedyne co można było usłyszeć to wóz i trykot pustych butelek, które zbierał mleczarz. Chłopiec był bardzo wygłodniały. Wszystkie sklepy jednak były pozamykane, na nic zdały się jego "zaskórniaki". Pochwycił mleko pozostawione przy jednym z domów. Wtedy właśnie pierwszy raz popełnił zbrodnię, co prawda nie winną, lecz zbrodnia to zbrodnia.

Z każdą godziną na ulicach pojawiało się co raz więcej ludzi. Chodzili od miejsca do miejsca załatwiając swoje sprawunki. Chłopak przysiadł sobie na ławce obserwując życie miasta.
Ludzie udawali że nie widzą dziecka, odwracając wzrok od problemu. Ahen jednak nie przejmował się tym, wypoczywał. Słońce wyszło zza chmur i lekko prażyło jego policzki.

W końcu nastała pora ruszać dalej. Nie wiedział jeszcze gdzie będzie jego następny przystanek. Nigdzie się mu nie spieszyło. Skierował się na przystanek autobusowy.
Kilku ludzi stało tam z nim. Patrzyli na niego z pogardą. Jego brudne ubranie oraz poszczególne części ciała wyraźnie ich irytowały. Nie mieli litości nawet dla małych włóczęgów. Kiedy mały Ahen starał się odczytać rozkład jazdy podeszłą do niego młoda kobieta. Przykucnęła i uśmiechnęła się do niego. Była piękna, jej rude włosy wręcz płonęły, a jej zielone oczy, hipnotyzowały swą głębią.

-Widzę że twój bagarz nie jest zbyt spory...-uśmiechnęła się do niego i kontynuowała-Jestem Rose, a ty mały towarzyszu?
-Ahen proszę Pani....
-Rozmowny to ty nie jesteś... Dokąd się wybierasz Ahenie?
-Chyba do Dublinu proszę Pani...-był lekko speszony, co można było wyczuć wsłuchując się w ton jego wypowiedzi.
-O jak miło, ja też się tam wybieram, a gdzie są twoi rodzice?

Chłopiec wyraźnie nie chciał odpowiedzieć. Bał się że kobieta wyda go komuś, kto zechce oddać go w ręce nowej "rodziny". Lecz kobieta zrozumiała że Ahen się obawia. Postanowiła mu pomóc.

-...Ok więc może potowarzyszysz mi w drodze-znów na jej twarzy pojawił się piękny uśmiech.-[b]14:05, to nasz mój drogi Ahenie.

*****
Autobus zostawiał za sobą rolnicze krajobrazy. Ahen był wlepiony w szybę, nigdy tak bardzo nie oddal się od domu było to dla niego wielkie przeżycie. Gdy nastał zmirzch dotarł do Dublinu...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   Wto Mar 18, 2008 5:56 pm

Hmmm... na razie konkretów brak, ale czekam na rozwinięcie historii.

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
furman777

avatar

Dołączył/a : 25/10/2007
Liczba postów : 444

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   Wto Kwi 29, 2008 3:24 pm

--------------------------------Rozdział III----------------------------------



Morze wzbierało na sile, od rana pogoda była kapryśna, jednak dopiero teraz zaczęła okazywać swoje gorsze "ja". Statek kołysał się coraz bardziej, ładunek ruszał się z miejsca na miejsce, a jego zawartość w strachu wydawała przedziwne dźwięki jakich żaden normalny marynarz nie słyszał.
-Uciszcie te szatańskie bękarty!-Krzyknął pierwszy oficer, był to "Chłoptaś", który pochodził z Manchesteru i podobnie jak reszta załogi trafił na statek przypadkiem, chcąc skryć się przed wymiarem sprawiedliwości-Kapitan każe wszystkim pojawić się za dziesięć minut na pokładzie!-mówiąc rozkazy nadane przez kapitana bił w dzwonek przymocowany zaraz przy mostku.
Ahen na łajbie był już czwarty rok, jak dla dwunastolatka to otoczenie nie jest zbyt dobre, jednak dzięki umiejętnościom jakie nabył za sprawą swego ojca jest bardzo przydatny na statku i kapitan często go zachwala. Chłopak już sam nie pamięta jak tutaj trafił, zbyt wiele pełni upłynęło od tamtego czasu, lecz nie przywiązywał do tego zbytniej wagi, liczyło sie "tu i teraz", nie smutna przeszłość.
Jedno było pewne bardzo zmienił się przy "wilkach morskich". Jego dzieciństwo skończyło się zaraz po wejściu na pokład i nigdy nie otrzymał taryfy ulgowej.To hartowało jego charakter i sprawiło iż na swój wiek na zbyt dojrzały.

Gdy wszyscy zebrali się na pokładzie wszedł kapitan, potężny kolos z łagodnym wyrazem twarzy, lekko nieokrzesany z fajką w ustach. Nim przemówił do swoich marynarzy splunął krwią, po czym wziął od bosmana chustkę i wytarł o nią usta. Załoga spekulowała czy z kapitanem czasem nie jest coś nie tak, pojawiło się wiele plotek na temat tego, czy nie toczy go rak lub jakaś inna choroba, jednak nikt nie miał odwagi zapytać kapitana.
Kapitan zaś spoglądał jak jego ukochane morze wzbiera na sile, jak w oddali czarne chmury rozświetlają błyskawice. On kochał takie warunki i cieszył się na spotkanie ze śmiercią lepszą niż ta, która ma go dopaść bawiąc się w podchody.
-Młody! Zabezpiecz ładunek, nie możemy niczego zgubić!-krzyknął do Ahena, mając wciąż obraz jak znalazł go w ładowni i przyjął do załogi. Był dumny z tego ze tyle go nauczył, był dla niego prawie jak syn, którego nigdy nie miał. Jednak tutaj nie wiele to znaczyło, a ich koleje losu już wkrótce miały się rozstać.
Statek wkraczał w sztorm, było to nieuniknione, taki kurs obrał kapitan.

Ahen szybko dotarło do ładowni, natychmiast zabezpieczył skrzynki i jeszcze szybciej wypadł z ładowni. Nie było czasu żeby zwlekać, słyszał krzyki swoich przyjaciół, walczących z żywiołem. Chłoptaś zdzierał gardło by dodać otuchy marynarzom, teraz jedynie to im pozostało. Fale osiągały wielkość 10 rosłych mężczyzn i nawet na tych azjatyckich morzach było to aż nazbyt wiele.
-Dalej panowie! Ja nie mam zamiaru dalej użerać się z tymi żółtkami!-krzyczał pierwszy oficer.
Chłopak wybiegł z ładowni i ruszył na sterburtę gdzie oczekiwano jego pomocy. Podłoga była bardzo śliska więc chwycił się barierki, za nią był już tylko bezkres królestwa Posejdona.
Nagle jakby znikąd wzniosła się kolejna fala, nacierała wprost na chłopaka. Wciągnęła go razem ze sobą z powrotem. Na statku panowało zbyt wielkie zamieszanie by ktokolwiek zauważył jego zniknięcie, on sam powoli podążał na dno.
Opadał powoli, nie miał siły wykonać żadnego ruchu. Wiedział co go czeka, chciał się ratować, lecz chęć nie wystarczyła. Gdy już wszytko było przesądzone i śmierć kładła macki na młodym marynarzu, pojawiło się światło. Światło biło jasnym blaskiem, zdawało się ogrzewać otoczenie w jakim było, a w jego środku piękna kobieta, idealna. Ahen zamknął oczy, dla niego to był koniec.

Ocknął się na plaży, krab szczypał go po palcach u dłoni. Jego ciało zdawało się być tak wyczerpane że aż martwe, jednak miał czucie i nim poruszał więc chyba musiał pozostawać w świecie żywych. To co miało miejsce nim stracił przytomność zdawało się być nierealne oraz sprawiało wrażenie wybryku jego dziecięcej wyobraźni.
Powoli zaczął się podnosić. Chwiejąc się na nogach otarł i oczy i ujrzał przed sobą starszego człowieka z długą białą brodą. Łapał on szybkim zwinnym ruchem, przy pomocy kija kraby, po czym wrzucał je do koszyka jaki nosił na plecach.
Wyraz jego twarzy wskazywał na to że nie był w zbyt dobrym humorze, a ubiór że był dość ortodoksyjny w swoich przekonaniach gdyż wyglądał zupełnie jak ubiór ludzi z tych stron wiek temu.
Starzec wskazał na chłopaka kijem.
-Chodź, chodź...-powiedział z wyraźnym trudem, jakby umiał tylko te słowa.
Ahen ruszył za nim nie widząc innego wyjścia...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   Wto Kwi 29, 2008 3:49 pm

Ładnie. Zdarza ci się robić literówki.

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wczoraj i Dziś   

Powrót do góry Go down
 
Wczoraj i Dziś
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Jak się dziś czuję...
» ,,Ulepimy dziś bałwana?"
» Jakim imprezowym zwierzątkiem dziś jesteś?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: