Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bagienna misja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Lip 12, 2008 12:55 pm

Wysłuchał dokładnie słów fauna. Po chwili udał się do swojego pokoju. Mimo ze ich sypialnia nie wyglądała najlepiej. Młody chłopak był bardzo zadowolony, w dzieciństwie wychował się w o wiele gorszych warunkach. Pierwsze co zrobił to kąpiel po której poczuł się jak nowy człowiek. Po chwili wygody wrócili obgadać dalszy przebieg ich wyprawy. Milo usiadł przy stole, słuchając wszystkiego co do powiedzenia maja jego towarzysze, w międzyczasie podjadając ze stołu. Na propozycje nabożeństwa zareagował bardzo dobrze
- Ja z chęcią wezmę udział w tym nabożeństwie.
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Lip 12, 2008 10:59 pm

Vai zastanawiał się chwilę nad tym o co go zapytał Daimon.
-Do licha. Przecież ja tez za bardzo ich nie znam. Nie miałem pojęcia o tym świecie, prócz tego, co pokazały mi jaszczury. Póki co jednak myślę, że tu nic nam nie grozi.

Kapłanka spokojnie wysłuchiwała słów przybyszów. Szczególnie Daimon, który jako jedyny złożył podziękowania przypadł jej do gustu jako człowiek wielkiego rozumu i światłości.
-Naszym powołaniem jest pomagać pielgrzymom, też i takim, których los pokarał, tak jak ciebie - utratą wzroku. Nadzieję mam, że nie pożałujesz błogosławieństwa Wielkiej Matki jakie udziela się podczas uroczystości. Rytuał ten odprawia się codziennie o świcie namaszczając niejako darami Matki wszystkich tych, którzy tego pragną. My, skromne i ciche jedynie pośredniczymy. Podczas tego krótkiego ceremoniału nie będziecie musieli nic robić, jedynie wsłuchać się w słowa przyjąć to co daje bogini. Zaraz po tym będziecie mogli odejść w swoją stronę.
Po wypowiedzeniu tych słów jej mina wyraźnie się zmieniła.
-Nie wiem jaki jest cel waszej podróży. Dziś w Kytimie osadza się w więzieniach wielu ludzi, jest przecież wojna. Nie znam jednak wszystkich, którzy tam trafiają. Mam jedynie wielką wiarę w sprawiedliwość, czego jako kapłance nie można przecież się u mnie dziwować. Modły będę wznosić, by powiodło się wam gdziekolwiek zdążacie, dobrzy ludzie.
Wstała od stołu i jej wzrok przeniósł się na odchodzących Dantego i Seiyę. Potem jeszcze spojrzała na dwie kobiety i żołnierza.
-Tak, zajmiemy się nimi. Zostańcie w zdrowiu. - po czym odeszła.

Zostali przy stole w piątkę, bo kobiety i żołnierz odeszli.
-Myślę, że i tak nie wyruszymy przed świtem, więc spokojnie możemy wziąć udział w święcie. Potem zaś myślę, że powinniśmy się udać do jakiejś karczmy i tam zasięgnąć porady co robić dalej. - spokojnie rzekł Vai.

Rozeszli się do łóżek.

Na dobra godzinę przed świtaniem świątynię ogarnął wielki harmider. Wszyscy obecni w niej przybysze już szykowali się na uroczystość. Nie mogło to nie obudzić wędrowców. Wszyscy zachowywali się nadal w wielkim skupieniu, acz zwyczajnie czuć było pewną euforię.
Nie wszyscy mogli to jednak poczuć. Niektórzy postanowili pozostać w łóżkach, mimo ogólnego szykowania się do uroczystości. Dante i Seiya mogli tylko odczuć na sobie dziwne spojrzenia nieznajomych pielgrzymów.

Vai, Abdel, Daimon, Naomi i Milo wraz z tłumem udali się do obszernej komaty, w której jeszcze nie dane im było być.
Była ona w kształcie koła, z kolumnadą przy ścianach. Zwieńczona była kopułą, na samym szczycie znajdował się niewielki otwór, przez który wpadało mało jeszcze światła dziennego.
Pielgrzymi ustawili się pod ścianami, tworząc wielki okrąg.
Na przeciwległej do wejścia ścianie stał potężny posąg bogini. Kamienny kolos przedstawiał kobietę, z wydatnymi kobiecymi kształtami, w zatrzymaną w pozycji marszu. Daleko przed soba trzymała ona wazę - wykonana była z kryształu - póki co martwego, bo nieoświetlonego.

Kapłanki stały pod posągiem.
Ta, która miała okazją rozmawiać z wędrowcami też tam była i posłała im miły uśmiech. Teraz jednak inna sprawiała wrażenie prowodyrki. Nagle, gdy tylko słońce wzeszło, otwór w górze rozpromienił się i światło w dziwny sposób padło właśnie na kryształową wazę posągu.
-Przyjmijcie dar, nakarmicie się błogosławieństwem, które niesie wam Wielka Matka! - zagrzmiała jedna z kapłanek.

Promień padający na wazę pod wpływem dziwnej siły rozproszył się na mnóstwo małych promieni. Każdy z nich trafiał dokładnie w twarz każdego ze stojących w okręgu pielgrzymów. Każdego oprócz jednego. Oprócz tego, który był zjawą.

Nagle twarz kapłanek, które zauważyły to jako pierwsze zmieniła się, jakby w zdziwieniu. Potem zaś były już pewne. Zaciśnięte wargi wyrażały trwogę, ale też i pewność tego co miały zrobić.
Główna kapłanka dobyła długiej laski zakończonej obsadzonym na niej czerwonym kamieniem i podsadziła go pod jeden z promieni. Czerwona smuga od razu znalazła odpowiednią twarz i padła na nią dzikim blaskiem.
-Nie bójcie się! Jest tu wroga moc piekielna! W świątyni! Przyprowadzona nieświadomie z oddali! Ale obroni was Wielka Matka! Stworze piekielny wracaj do otchłani!

Kapłanki zaczęły krzyczeć kantyczkę a czerwony promień przybrał na sile, tak, że Powstała niemal fala uderzeniowa, która w jednej chwili powaliła Daimona na ziemię.

Jedna tylko kapłanka stała ze wzrokiem spuszczonym i nie śpiewała modłów.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Lip 12, 2008 11:32 pm

Szli na Ceremonię jak Barany na rzeź. Owszem, w nocy wszystko zdawało się być w porządku. nikt ich nie podsłuchiwał, nikt nie szeptał za plecami. No, może pomijając Dante i Sieye, o których decyzjach wiedzieli nie wiadomo skad wszyscy pielgrzymi i wyraźnie tego nie tolerowali...

I to był powód do niepokoju. Choćby niesłychanie sprawna sieć informacyjna.. W dodatku głowna Kapłanka szybko wczoraj spoważniała kiedy zapytał o schwytanego mężczyznę.. Natychmiast go skazała. Conajmniej dziwne..

Sam fakt blogosławieństwa przez jakieś obce bóstwo delikatnie mówiąc... niepokoil go. mial dośc Bogów, wskrzeszeń, zmiany ciał.. Na przestrzeni wieków przyzywano go za każdym razem, kiedy nadchodził koniec. Epoki, państwa, rządów.. Był wszędzie, wszystko pamiętał. A za każdą zmianą ciała dochodziły wspomnienia kolejnych osób które zamieszkiwał. Lecz tym razem było inaczej. Żył, miał świadomośc tego, że jest Aniołem Zagłady, znowu godził się z przeznaczeniem. Był grafikiem. W końcu musiał przejśc operację wzroku. I... obudził się w Hadesie. Jako Widmo.. Tam dowiedział się że ponownie... ożywiono go. Ale zostawiono w starym ciele. Odebrano oczy.. zostawiono wzrok. Znów stał się Widmem. Widmem które musialo słuchać kolejnego Boga.. Tym razem o Imieniu Hades. Cudnie. nienawidził Bogów.

A teraz prowadzą go jakieś huja wartne kapłanki na ceremonię na której coś się stanie. Coś się musi stać..
Ustawiono ich na liniach okręgu sali.. Obok byli jego towarzysze. Cudowny zapach Naomi. Słowa kapłanki.. Nerwy.

- Opaska na oczach? Tak jest.. - Odetchnął w duchu sprawdzając po raz kolejny, czy mimowolnie nie daje komuś powodu do strachu..
Nagle blask. Jeden. Drugi, Trzeci, dziesiąty, setny... Rozejrzał się wokół.. - Co jest? Dlaczego się tak na mnie patrzycie do cholery.. - Przeszlo mu przez myśl..
Slowa kapłanki o pomiocie z piekieł.. Krzyk, syki gniewu, Czerwone Swiatło.

- Arrrrrrrrrrrrrrrrghhhhhhhhhhhh!!!!!!!..

Ciemność.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Lip 13, 2008 1:54 am

Dante jednak poszedl na te modly, skoro wszyscy poszli to czemu nie on ? nie usmiechalo mu sie to ale jednak towarzysze zostali wiec mogl takze pojsc tam gdzie oni. spakowal sie i poszedl w ich strone. gdy tam doszedl zobaczyl ze Zjawa Hadesa lezy i nie wiedzial dlaczego. czyzby to swiatlo ktore przed wejsciem do sali zobaczyl ?? podszedl do Abdela i spytal sie.

- Co tu sie dzieje?? czemu Zjawa lezy ?
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Lip 13, 2008 10:23 am

Abdelaziz nie odpowiedział na pytanie Dantego tylko błyskawicznie wyskoczył w kierunku Daimona. Złapał go pod ramiona i odciągnął jego bezwładne ciało pod jedną ze ścian.

-Nie masz lekko, przyjacielu. - powiedział raczej do siebie niż do nieprzytomnego towarzysza.

Odwrócił się i stanął przed kapłanką, która zaatakowała Zjawę, tak, że znajdował się pomiędzy nią a Daimonem.

-Przyszliśmy tu, aby oddać cześć waszej tradycji i wierzeniom! - zakrzyknął Abdel do wszystkich kapłanek - Jak więc śmiecie atakować jednego z nas, który nie uczynił wam żadnej krzywdy?! Żądam wyjaśnień... i nie radzę próbować żadnych sztuczek...

Jego ciało po raz kolejny spowiła purpurowa aura., która tym razem zaczęła kumulować się w okolicach rogu na jego zbroi. Czekał. Nie chciał atakować kobiet, ale nie zamierzał też pozbawiać się obrony.

(Przygotowanie do Thunder Roll, jeśli ktoś zaatakuje moją postać w tej turze, sam też oberwie :D)

_________________


Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Lip 13, 2008 9:05 pm

Z początku całe te nabożeństwo wydawało się po prostu zwykła uroczystością. Jednak po chwili to się zmieniło, kapłanki w amoku zaatakowały jego towarzysza. Milo widząc to zareagował od razu, wystrzelił kule kosmosu w łaskę którą trzymała główna kapłanka, by ta nie mogła ponownie ranić Daimona.
- Co wy do diabła robicie , on nic wam nie zrobił….
Po tych słowach podbiegł do nieprzytomnego kolegi i stanął przed nim. Chciał oddzielić go od kapłanek by te nie miały jak go zaatakować. Był skupiony, gotowy do ataku.
Powrót do góry Go down
Al

avatar

Dołączył/a : 25/05/2007
Liczba postów : 1365

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Lip 14, 2008 2:18 pm

OOC:No i co z tą przygodą?

_________________

FORCE PUSH!!!!! XD
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Lip 14, 2008 2:32 pm

Occ: o co Ci chodzi? przecież caly czas trwa:) spadaj stad z tym postem:P
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Lip 14, 2008 2:36 pm

Noc minęła spokojnie, lecz z samego rana Naomi obudziły chodzenia i rozmowy w obecnej sali. Zrozumiała że to już czas wstawać, gdyż zaczęły się przygotowania do uroczystości. Wstała ubrała się, związała włosy i ruszyła za pozostałymi w miejsce, gdzie miała się odbyć ceremonia.
Sam widok komnaty i posąg był ciekawy, choć podobny do większości takich komnat jakie dziewczyna widziała. Ceremonia obywała się normalnie, tylko jedno Naomi zaskoczyło - atak na Daimona. Widziała jak czerwone światło powaliło kolegę na ziemię. Abdelaziz przeniósł go pod ścianę. Chciała coś powiedzieć, ale rycerz jednorożca powiedział to co chciała. Lecz zauważyła że kolega zaczyna zbierać kosmos, a także mały atak Milo w laskę kapłanki. Rozejrzała się po obecnych i jej wzrok skupił się na moment przy kapłance, która miała spuszczoną głowę, po czym spojrzała na kolegów i rzekła:
- Lepiej wyjdźmy... Nie podobało się nam jak potraktowały Daimona, ale nie możemy tu walczyć. Dla nich to podobno święte miejsce. Załatwimy to na zewnątrz po ceremonii. - po tych słowach podeszła do Daimona, sprawdzając czy z nim wszystko w porządku.
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Lip 16, 2008 10:20 pm

Laska kapłanki uderzona kosmosem Milo wypadła jej z ręki i poturlała po ziemi.
Gdy Abdel przemówił inkantacja przycichła. Kapłanki słuchały.
Najważniejsza przemówiła:
-Świadomie lub nie wprowadziliście do świętego miejsca istotę piekielną, której nawet za bardzo nie można nazwać człowiekiem. Truposza! Mimo tego otrzymaliście już błogosławieństwo Wielkiej Matki. Macie więc teraz dwa wybory: Zostać i oddać nam te truchło na zniszczenie, lub odejść wraz z tym. W żadnym wypadku nie może zostać to tutaj. Koniec wyjaśnień.
Głos jej był władczy i wręcz nakazujący. Stała z opuszczonymi rękoma i głową uniesioną w górę.
Część kapłanek już wcześniej nakazała wychodzić pielgrzym,om, tak, że po chwili w sali było już całkiem pusto.
Otworzyły się wielkie drzwi, a za nimi widać już było miasto. Mnóstwo światła wpadło do sali.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Czw Lip 17, 2008 12:47 am

Frey ocknął się... Ujrzał nad sobą Abdela, millo i Naomi... - Skąd tu się wzięła ta ciężarówka.. ? Zakpił w myślach dotykając jedną dłonią czoła, drugą podpierając ciało o podlogę. Ledwo słyszal co mówiła ta wiedźma.. ale sens był jasny. Poszlo o to że jest żywym trupem. A ona widocznie chciała go zabić.

Uniósł głowę w jej kierunku, do tej pory wpatrywał się w sufit.. Jego oczodoły spoczęły na kapłance. Opaska opadła odkrywając całkowicie jego oblicze. A jego cichy, martwy głos wyszeptał:

- Cokolwiek byście nie robili, jakkolwiek byście się nie nazywali, jakbyście swych postępków nie maskowali... tak zawsze znajdzie się ktoś kto obudzi w was trwogę albowiem w jego oczach dojrzycie własne lęki... własne wystepki.. i To co czeka was na drugim świecie.
Jesli chcesz mnie zabić.. Zrób to jeśli potrafisz. Masz przecież powody... jestem trupem. Taaak... prawdziwy powód.. Bycie innym. cudna religia... I bardzo szybko pozbywacie się świadków..-
Dodał widząc ostatnich znikających pielgrzymów. Jego glos był cichy, spokojny.. jadowity. Milczał kilka sekund by po chwili znów przemówić. -
Lecz wiedz jedno... Ja chcę zginąć. Raz.. i więcej się nie narodzić. ale narodzę się.. I Twoje modły na nic wiedźmo.. A naprawdę nie miałem złych zamiarów.
Spróbował wstać.. Chciał opuścić to przeklęte, pełne fałszu i obłudy miejsce..
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Czw Lip 17, 2008 11:35 am

- Dosc tego. ekipa zbieramy sie natychmiast i zmiatamy stad!! od samego poczatku mowilem zeby nie isc na ten obrzad. ale wy wiecie lepiej jak zwykle. wynosmy sie stad i to juz. spakowealem sie Seyia takze wiec mozemy ruszac....zabiarzmy naszego demonka i splywamy. nie scierpie tutuaj ani chwili dluzej. stracilismy wystarczajaco duzo czasu..... aha i jeszcze jedno....kieruje swoje slowa do kaplanki jesli atakujesz kogos z moich towarzysz to atakujesz takze mnie a ja bardzo tego nie lubie. a to taki maly prezent ode mnie.
Podbiegl szybko do laski lezaca na ziemi juz i uderzyl dosc duza sila by zniszczyc ja. po tym zaczal kierowac sie ku wyjsciu z sali.
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Lip 19, 2008 11:09 pm

Wysłuchała co ma do powiedzenia kapłanka. Jej podejście nie bardzo się Naomi podobało. Rozumiała jej obawy ale nie podobał się jej atak na Daimona. Spojrzała na niego i widać było że doszedł do siebie.
- Widać, że trzymasz się dobrze. - powiedziała do Daimona.
Słuchała co mówił do kapłanki. Gdy skończył głos zabrał Dante, u którego było wyraźnie złość widać, gdyż później połamał laskę kapłance. Na jej twarzy pojawił się gniew ale nie okazywała go. Nie mówiąc już nic, opuściła salę.
Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Lip 19, 2008 11:25 pm

Dokładnie wysłuchał słów kapłanki. Które wydały mu się dość płytkie. W głębi duszy chciał podyskutować z kapłanka na temat Religi, jednak nie chciał robić kolejnych problemów w i tak ciężkiej sytuacji.
- Zbieramy się, nie chcą nas tu.- powiedział w stronę towarzyszy.
Milo widząc stan Daimona podszedł do niego i pomógł mu wstać. Chwile po tym złapał go pod ramie by ten miał jakieś oparcie.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Lip 27, 2008 12:58 pm

Abdelaziz podszedł do Daimona i podtrzymał go z drugiej strony, chcąc pomóc jemu i Milo. Słowa kapłanki wzbudzały w nim gniew, ale jeszcze większy wywołało zachowanie Dantego.

-Głupcze. - syknął na niego, kiedy chłopak połamał laskę - Nie jesteśmy na swoim terenie i takie bezmyślne akcje mogą przyspożyć nam wielu kłopotów! Zachowój się jak przystało na Rycerza...

Zwrócił się do kapłanek. Miejsce w którym przebywali nie okazało się zbyt przyjazne, a wciąż nie wykonali powierzonego im zadania.

-Teraz odejdziemy. - powiedział do kapłanek - I najlepiej jeśli o sobie zapomnimy.

Był gotów ruszyć w każdej chwili i czekał tylko na sygnał od Vaisteriona by ruszyć w drogę.

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Lip 27, 2008 6:30 pm

Spojrzał jeszcze na Dante... Ten chłopak wpędzi kogoś do grobu. Jesli nie ich teraz.. to samego siebie. Jego wzrok powędrował jeszczer po Millo i Abdelazizie. Był im wdzięczny. I choć wydawać by się mogło że odzyskiwał siły to wciąż targała nim jakaś dziwna duszność. Pot występował na jego bladą skórę. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. - Idźmy już.. - Zachrypiał ruszając krok do wyjścia, wsparwszy się na towarzyszach.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Lip 28, 2008 2:54 am

Uslyszal co powiedzieli towarzysze o jego wyczynie gdy wszedl juz do korytarza prowadzacego do wyjscia. jego slowa zaniosly sie echem.

- Wybaczcie ale mnie ponioslo. wybaczcie ze sie unioslem gdy te jedze zaatakowaly mojego towarzysza. to sie wiecej nie powtorzy. nigdy wiecej.

Wydalo sie to co powiedzial bardzo spokojnym tonem ale mozna bylo wyczuc zlosc ktora nadal nie opsuscila go... dodal juz bedac dalej...

- Chcialem tylko przypomniec ze ja nigdy nie chcialem brac udzialu w tym obrzedzie i mowilem ze nam sie spieszy.. trzeba bylo mnie posluchac ale oczywiscie nikt mnie nie poslucha nigdy bo macie mnie w ,,,,, dalej juz nie bylo slychac bo odszedl juz na tyle daleko ze echo sprawialo ze jego slowa byly zupelnie niezrozumiale.
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Sie 02, 2008 10:16 pm

-Odejdźcie więc! Gardzicie ratunkiem, jaki ofiarowuje wam Matka, ale skoro taka jest wasza wola, uszanuję ją. Drzwi tego domu otwarte są na pielgrzymów i tych, którzy w prawie służą bogom, ale nigdy dla piekielnych pomiotów.
Zawahała się, gdy mówił trup. Jego słowa jakby raniły uszy i sprawiały jej fizyczny ból. Patrzyła obojętnie na scenę niszczenia świętej laski. Odwróciła się.
-Odejdźcie. - odpowiedziała Abdelowi -Jeżeli chcecie zapomnijcie.

Ruszyli więc podtrzymując Daimona na zewnątrz. Drzwi zamknęły się za nimi a wcześniejsza jasność rozmyła w zwykłym, szarym poranku. Ujrzeli miasto.

Było mokro i chłodno. Na placu jaki roztoczył się przed nimi dostrzegli zgraję bawiących się dzieci w łachmanach. Wraz z dziatwą biegały też psy i prosiaki. Wszystko w błocie i uschłych liściach. Nikt ich chyba za bardzo nie zauważył. Było jeszcze wcześnie i oprócz dzieci nikt nie krzątał się po mieście. Z murów dosłyszeć mogli jeszcze nawoływania i rozkazy jakie podawały sobie straże. Podróżnicy przez moment nie bardzo wiedzieli co robić.
I wtedy z zaułka wyskoczył ktoś, jakby na nich czekający. Była to postać odziana tak, że trudno było rozpoznać płeć, bliższy wygląd. Osoba wyciągnęła w ich stronę zaciśniętą pięść, a gdy ją otworzyła - wyfrunęła ćma. Potem osoba przyłożył palec wskazujący do ust.
-Cśśś. Zapewne przywiodły was tu BŁOTA. Idźcie za mną. Ruszyli więc nie widząc lepszego wyjścia.

W pewnym miejscu placu, na budynku widniał duży szyld głoszący: ''U Rzepichy''
Weszli do karczmy. Postać zaraz znikła w jednych ze drzwi, a oni znaleźli się w pomieszczeniu.

Głównym pomieszczeniem karczmy była duża sala z drewnianą podłogą i świecznikami przy suficie. Posiadała kilka okien, z okiennicami, bez szyb. Stoły ustawione były równo, niektóre pozłączane, tak by wytworzyć wiekszą przestrzeń dla gości. Krzesła drewniane, proste. Żadnych foteli, skórzanych obić. Także na stołach rzecz jasna brak obrusów, co pomaga w utrzymaniu czystości. Przy ścianie na przeciwko szynku znajdowała się długa ława (prawie na całej długości ściany), do której przystawione są zwykłe, niskie ławki. W karczmie znajdowało się palenisko, kominek, którego używa się do ogrzania pomieszczenia w zimowe dni.

Szynk zajmował dużą część ściany. Za nim karczmarzowa ma dostęp do misternie wykonanego kredensu z trunkami butelkowanymi, gąsiorkami, flaszkami i karafkami. Tam ma klucze do pokojów na górze. Tam też jest miejsce, z którego widzi wszystko co się w karczmie dzieje. Obok szynku znajdowały się schody na górę. Miały piękną, drewnianą, wygłądzoną poręcz ze żłobionymi zdobieniami. Na górze - pokoje dla gości i pokoje personelu. Za niewielką opłatą można w karczmie przenocować. Tuż pod schodami na górę znajdują się drzwi. Prowadzą one do innego pomieszczenia, zdecydowanie mniejszego. Jest to kuchnia. Niekiedy bywa, że karczmarzowa coś przyrządza gościom. Najczęściej wtedy, gdy widzi złoto. Kuchnia to magiczne miejsce jeszcze z innego powodu. W podłodze jest klapa prowadząca do piwnicy. Nie ma tam schodów, tylko delikatny spad. Po co? Żeby można było łatwo wytoczyć największy skarb włości rzepichowskich. Beczki różnego rodzaju trunków.

Nie było w karczmie nikogo prócz samej właścicielki.
Pulchna kobietą o pełnych ustach i nieco zadartym nosie. Miała kasztanowe włosy, zaplecione w warkocz i zawinięte wkoło głowy. Nosiła czepek. Była w fartuchu z odpowiednim dekoltem. Na szyi miała bursztynowe korale. Znudzonym gestem kazała im usiąść przy stole. Zamachnęła się ścierką na plamę na blacie i podeszła.
-Jestem Rzepicha. Pani tego dobytku. Przez przypadek, zapewne jak i wy zaplątana w historię niebywałą. - westchnęła. -Wiem jak odbić starucha, szkodnika jednego, ale najpierw musicie mi coś obiecać. - nie czekała na to, aż odpowiedzą. - Jak już go wydostaniecie, to najpierw zanim poprowadzicie na Błota, przyprowadzicie do mnie i każecie mu zapłacić wszystkie rachunki i należność względem lokalu. Zgadzacie się?
Poprawiła włosy. Chyba powiedziała już wszystko. Popatrzyła na nich z niepokojem. Wyglądali mizernie, a już najmizerniej Daimon.
-Może podać waszmości co na wzmocnienie? Hę? - zagaiła do niego - albo innym państwu? Jadłem służyć czy napitkiem?
Powrót do góry Go down
Apollon
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 13/04/2008
Liczba postów : 226

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Sie 02, 2008 11:19 pm

Rozgladał sie po miescie, zdziwilo go to ze dzieci bawia sie tak wczesnie rano ale to chyba dobrze, nagle postac go zaskoczyla, ruszyli za nia do karczmy, a w karczmie panowal istnie jak na ten lokal przytalo klimat bardzo dobry, nagle wyparowala gosposie tego owego lokalu i zaproponowala im cos zjesc, postanowil sie zglosic;
-Ja poprosze chetnie cos do zjedzenia
po czym usiadl przy stole

_________________
Seiya
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Sie 03, 2008 4:22 pm

- Wy także zapomnijcie. Jeśli potraficie... - z Tymi slowami
spojrzal w oczy kapłanik po czym razem z resztą wyszli ze Światyni.
Kazdy mial wszystkie swoje rzeczy więc nie musieli tracić więcej czasu.
Na mieście wciąz męczyły go duszności, lecz powoli starał się
funkcjonwać o własnych, choć nikłych siłach.
Wychodząc na miasto Daimon przypomniał sobie w jakich komfortowych
warunkach dane im był spoędzić wczorajszą noc. Teraz kiedy znaleźli się
na zaniedbanej miejskiej ulicy, pośród błota, smrodu i leniwie
przebijającego się przez szarość mgły slońca Frey docenił niedawną
kąpiel.
W pewnym momencie stanął na wyprostowanych choć wciąż lekko
dugoczących nogach. Nabrał powietrza do swoich martwych płuc i
rozejrzał się dookoła. W pobliżu bawiła się grupka dzieci. Spojrzał na
nie jedynie kątem oka. Dobrze wiedział że mogłyby się go przestraszyć i
i nie dość że zwrócić na nich uwagę dorosłych, to jeszcze śmiertelnie
się przestraszyć. Nałożył na głowe kaptur od płaszcza tak, by nikt nie
widzial jego oczu. Odwrócił się tyłem, znów poważniejąc. Rozejrzał się
po reszccie grupy. Staneli w miejscu. Nie wiedzieli dokąd iść. Po co.
Cała misja zdawała się tracić sens. Są w środku nieznanego miasta,
pośród obcej kultury, wśród ludzi, którzy funkcjonują w świecie
średniowiecza. W świecie, w którym oni nie wiele mogą. - Przynajmniej
moja sytuacja jest identyczna. Dla odmiany moga mnie spalić na stosie,
zamiast zagazować w komorze śmierci... w "cywilizowanych" warunkach. -
mruknął cicho Frey, patrząc jeszcze ukradkiem na bawiące się dzieciaki.

W pewnym momencie z za rogu wyloniła się postać. Daimon instynktownie
podszedl bliżej, tak by lepiej się przyjrzeć. Ale na dobrą sprawę nie
był w stanie powiedzieć cz rozmawia z kobietą, mężczyzną, czy może
przedstawicielem kolejnej nieznanej im rasy. Kiedy postać przyłożyła
dloń do ust, było jednak jasne, że to kolejny przewodnik. Nie
pozostawalo im nic jak tylko podążyć za nim.

Znaleźli się w bardzo ciekawym dla Daimona miejscu. Gdyby nie
rzeczywistośc w jakiej się znaleźli, powiedziałby że trafili do
stylowego Pubu dla wielbicieli gotyckiej prostoty i pewnego mistycyzmu.
Światlo dnia wpadające przez okna ukazujące kurz osiadający na dębowych
stolikach. - Coś jak jak "Musztarda" w południowej dzielnicy Lionu... -
Frey, usmiechnął się na wspomnienie ulubionego Pubu.

Kiedy przywitała ich Gospodyni i przedstawił swoje warunki, Daimon czuł
że nie będzie czekala na ich odpowiedź. Z całą pewnościa ma kontakt ze
Starowinką... Przystal jednak na Jej propozycje. nie miał wiele sił
mimo odpoczynku w nocy. Wcąż czuł duszność, mimo opuszczenia Świątyni.
Sięgnął więc do wewnetrznej kieszeni płaszcza. Wyjął kilka srebrnych
centów. Nie spodziewał się że ta walutaa będzie tu miała znaczenie, ale
srebro czy złoto chyba zawsze jest w cenie. Miał tylko nadzieje że nie
będzie musiał nikogo przekonywać że nie należy go okradać..

- Chętnie Pani. jeśli można chcielibyśmy spokojnie porozmawiać i omówić szczegóły.. Ale też..
- i tu polożył na stółkilka srebrnych monet. -
Zjeść i napić się. Jeśli, miałabyś jakieś Piwo dobra Pani i strawę,
ja.. a zapewne i moi towarzysze nie odmówią. Byłbym również osobiście
rad, gdybyś powiedziała nam gdzie można tutaj zakupić zioła lecznicze..

- Mówił powoli, nabiarając głeboko każdy oddech. Głowę miał pochyloną,
włosy rozpuszczone, tak by nie zwrócić niczyjej uwagi na oczy.. na ich
brak.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Sie 03, 2008 7:26 pm

- Tak prosze pani. chyba wszyscy chetnie cos zjedza i wypija. ale nie chcialbym takze okazac sie < znowu> jakims niewdziecznikiem i chamem ale gdy pani sprzeda nam czego pragniemy to moglaby pani nas zostawic gdy bedziemy omawiac wazne sprawy ? bedziemy raczej cicho i nie bedziemy nikomu przeszkadzac. jakby mozna bylo prosic to moze o jakis nocleg ? rano wyjdziemy i wrocimy dopiero z tym staruszkiem jednak nie chcialbym by pani takze byla bardziej wplatana w ta cala sytuacje... dlatego takze prosilem by pani raczej zostawila nas w spokoju... oczywiscie blagam o wybaczenie.... spojrzal na kobietwe potem sie uklonil jak bywa w kulturze japonskiej w zwyczaju.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 06, 2008 8:55 am

-Układ wydaje się uczciwy. - powiedział Abdel - I zdaje się, że nikt nie ma wobec nigo żadnych obiekcji. Jesli więc dojdziemy do porozumienia, moze przyspieszy to nasz powrót do domu.

Zmęczony przysiadł na wolnym miejscy. Ostatnie wydarzenia zdawały mu sie jakby snem. Nie przejmował się zbytnio sytuacją w świątyni. Było minęło, najwarzniejsze że udało im się wydostać. Teraz należało jedynie skupić się na wypełnieniu misji.

-Jeśli można, to poprosiłbym o szklankę wody.

_________________


Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 06, 2008 2:31 pm

Przed Milo i jego towarzyszami stanęła kolejna postać. Która na szczęście była inna niż te poprzednie, na pierwszy rzut oka widać było ze kobieta jest rozsądna.
- Myślę ze nie będzie problemu z przyprowadzeniem starca by spłacił swoje długi. W końcu za przyjemności trzeba płacić.
Przysiadł i rozsiadł się na swoim krześle, na propozycje strawy zareagował od razu.
- Tak poprosił bym o coś do jedzenia i picia. Jeżeli nie będzie to oczywiście problemem.
Po wypowiedzi rozejrzał się po towarzyszach, widział ze ta wyprawa odcisnęła piętno na każdym z nich. Miał nadzieje ze Rzepicha posiada jakieś ciekawe informacje które pomogą im w uwolnieniu więźnia.
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 13, 2008 7:08 pm

Opuściwszy miejsce kapłanek i ich świątynię, Naomi trochę ulżyło że opuścili to miejsce. Nie sądziła, że kapłanki tak mogą się zachować. Starała się o tym nie myśleć i ruszyła wraz z towarzyszami dalej.
Gdy weszli na plac widziała bawiące się dzieci, biegające zwierzęta prawie jak w każdym mieście czy wioskach. Lecz miejsce w jakim się znaleźli nie miało zbyt przyjemne warunki. Teren był nieco błotny i bagienny.
Szła wraz z towarzyszami nie widząc gdzie. Co jakiś czas spoglądała na Daimona, czy czasem nie będzie potrzebował jakiejś pomocy, po tym co przeszedł. Nie mieli mapy ani przewodnika, który by mógł ich zaprowadzić w jakieś miejsce gdzie będą mogli uzbierać potrzebne informacje. Naomi miała już zaproponować rozdzielenie się w ramach poszukania jakichś informacji, gdy w tym momencie zauważyła jakąś postać, która do nich podeszła, powiedziała parę słów i zaprowadziła do jakiejś karczmy. Naomi była ostrożna, nie ufała obcym, ale będąc w takim miejscu gdzie ona i pozostali towarzysze nie wiedzieli co robić musiała zaufać i pójść za nieznaną jej osobą.
Gdy zjawili się w karczmie, Naomi rozejrzała się z ciekawości, gdyż sam wygląd wnętrza był ciekawy i przyjemny dla oka. Zwiedzanie wzrokiem karczmy przewało jej wypowiedź właścicielki tego miejsca. Wysłuchawszy ją, spojrzała na Daimona, który to później zabrał głos i uśmiechnęła się w jego kierunku. Widziała też, że stara się w jakiś sposób schować swoje oczy, by nikogo nie przestraszyć. Po wypowiedziach towarzyszy również powiedziała swoje parę słów.
- Tak jak mówią koledzy, możemy dojść do porozumienia. I jak uda się odbić starucha, przyprowadzimy go tutaj. A jeśli można to ja poproszę coś do picia.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Czw Sie 14, 2008 11:09 pm

Słysząc że Dante mówi o wyjściu jutro rano zdębiał. Sam był zmęczony, ale przecież ich misja nie polega na spaniu. Nie podnosząc wzroku zachrypial.
- Nie powinniśmy zostawiać na noc. Mamy ranek. Zjedzmy, odpocznijmy i wyruszajmy szukać Starca. Co wy na to?
Rozejrzał sie po towarzyszach. Każdy z nich wyglądał już na zmęczonego, mimo że wczoraj spali w wygodnych warunkach. Chyba najlepiej trzymała sie Naomi. Choć i Milo zdawał się być bardziej rześki niż on sam, Abdel czy Vai. Ten ostatni wydawał się być bardzo milczący od momentu wyjścia z Świątyni. Frey miał zamiar zapytać go póżniej co go trapi. Z rozmyśleń wyrwał go usmiech Naomi. Spojrzał w ten piękny obraz i odwzajemnił usmiech. Potrafił docenić jej piękno, i nie wwidział powodów by tego nie okazać. Wcześniej czuł na sobie jej wzrok. - Pewnie sprawdzała czy nie wyzionę ducha.. W sumie.. sam nie wiem. - Kolejne krople potu spadły na podłogę umykając z jego czoła jak szczury z tonącego okrętu, kiedy przyłapał się na tej mysli.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bagienna misja   

Powrót do góry Go down
 
Bagienna misja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Misja #8 | Ucieczka z KOLCa | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Warframe
» Verter [Misja Policji Magicznej]
» Misja#1 Kora La Muerte

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: