Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bagienna misja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pią Sie 15, 2008 2:46 pm

Przemyslal co powiedzil Frey i powiedzial.
- Gdy mi bylo spieszno w swiatni tej calej wielkiej matki czy jak tam jej bylo to wy chcieliscie zostac a jak ja chce zostac to chcecie isc ?? to chyba jakis joke. powinnismy choc kilka godzin odpoczac by nabrac sil. kto wie ile razy bedziemy musieli walczyc. zrobmy chociaz postoj na dwie trzy godziny. skoro mamy ranek to wyruszymy w poludnie. nasze zoladki beda napelnione i nasze nogi beda mogly nas dalej niesc. a zreszta... Frey.... spojrz w lustro. wygladasz jakbys zaraz kopnal w kalendarz...... drugi raz... slowa ktore wypowiedzial na samym koncu rozbawily go. prawie przestal czuc zmeczenie i glod.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pią Sie 15, 2008 3:33 pm

- O tym właśnie mówię kretynie. Odpocząc możemy, bo każdemu jest to potrzebne. Ale nie na tyle żeby przesypiać i tracić cały dzień. Pomysł zeby dopiero jutro iśc po starca jest aburdem. I tylko o tym mówiłem. Na nabożeństwie zostalismy bo tak należało. Poza tym sporo się dowiedzieliśmy. Więc nie chrzań że była to wizyta stracona. Nie mial zamiaru unośić głowy, ale głos brzmiał coraz bardziej chrapliwie. - A to czy kopnę w kalendarz to nie twój zasmarkany interes. Był za słaby by zareagować inaczej, chociaż najchętniej sprawiłby, że twarz Dantego stałaby się jednością z podłogą..
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Sie 16, 2008 12:05 am

Słuchała całej wymiany zdań między Daimonem a Dante. Nie mogąc znieść ich kłótni musiała zareagować:
- Uspokójcie się. Wasza kłótnia do niczego nie doprowadzi. Zachowujcie się porządnie. - spojrzała na Dante gniewnym wzrokiem.
- Ostatnio coś widać, że Cię nerwy podnoszą. Więc jeśli coś Ci nie pasuje lepiej przemilcz i odezwij się kiedy poprosi Cię ktoś o zdanie. - zwróciła się do Daimona. - A ty odpoczywaj i zbieraj siły. - skończywszy rzekła spokojnie do gospodyni z lekkim uśmiechem.
- Proszę wybaczyć, ale koledzy ostatnio przechodzą trudne chwile. Jeśli można proszę podać coś do picia i jedzenia co kto prosił. Potem porozmawiamy o starcu i naszej misji...
Rozejrzała się po towarzyszach tym samym sprawdzając czy Ci dwaj się uspokoją.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sob Sie 16, 2008 10:12 am

Uśmiechnął się słysząc Naomi. Miała racje. Jemu także nerwy już puszczały. Ale jak mają nie puszczać, kiedy dzieciak nie słucha nikogo.. ? Na głos odezwał się do Naomi. - Masz rację. Już drugi raz. Nie powinienem dawać sie sprowokować. Dzięki. - W jego głosie słychać było autentyczną wdzięczność. Kolejna kropla potu spadła na podłogę.
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 19, 2008 11:51 am

Najpierw zwróciła się do Seiyi. Jakoś jego postawa nie pasowała jej do reszty grupy, więc pomyślała, że się pomyliła zwyczajnie i powinna obsłużyć go jako zwykłego gościa. Nie zabierał przeciez głosu w najważniejszej sprawie, dla której tu przyszli.
-Jeśliś pan chcesz spokojnie posiedzieć, to proszę nie podłuchiwać mi tu! Ot, proszę siąść se tam przy palenisku, a zaraz przyniosę. - wskazała Seiyi miejsce przy innym stole. - Zaraza, co za klientela... - mruknęła jeszcze do siebie.

-To cieszę się, że doszliśmy do porozumienia - po chwili mówiła już do reszty. -Służę już uprzejmie, a wy sobie rozmawiajcie bez skrępowania nijakiego - po czym podreptała po zamówione napitki i jadło.
Przyniosła w miskach zupę jakąś, chleb, dwa dzbany - wino i wodę. Nalała najpierw w kubek Daimonowi. oczywiście wina.
-Na zielach to ja nie znam się, ale miarkuję, że co jak co ale wino rzepisze na wszelakie dolegliwości pomaga! I na nogi stawia jak mało co.
Dumna z siebie przez moment patrzyła jak jedzą, potem zaniosła jeszcze coś tak Seiyi, którego posadziła nieco dalej i wreszcie siadła razem z całą gromadką.

-Zaraz zostawię was samych, tak coście chcieli ze sobą pogadać - tu skłoniła się Dantemu, chciała to wykonać równie zgrabnie jak on, ale chyba nie wyszło jej to i zamiast dostojnie wyglądała raczej pokracznie - ale wpierw wyjasnię co wiem i jak mogę wam pomóc.

-Ten, którego szukacie jest w cesarskiech lochach. Wajdelota Armistar - łapiduch, sknera i oszust! Jakby nie patrzeć ja też jestem w to tak zamieszana, żę nie musicie się martwić, żę możecie mi zaszkodzić. W każdym razie przy okazji staram się załatwiać własne interesy - dlatego chcę go tu mieć całego i zdrowego, by mi zapłacił. - Bębniła palcami po stole i coraz dolewała im wody, albo zachęcała gestami do jedzenia. - Znam kogoś, kto dokładnie wie jak go wyciągnąć. Bo widzieliście chyba to co jest pod murami? Niedługo czeka nas pewno oblężenie, toteż i większość wojsk zamiast więzniów pilnować to na wartach stoi. A jest tu taka jedna rozbójniczka zaprzyjaźniona, co wam taką drogę pokaże, żę nawet jednego człowieka ubijać nie będzieta musieli. Gadała ci ona, że starczy jeno w dzwon na alarm zabić, a wszystkie straże wylecą na mury i nikt w lochach nie ostanie. A wtedy wy hyc! Starucha wyprowadzicie, do mnie go tu szybko, potem na kolanach mu każecie przepraszać za zwłokę i płacić długi i możeta go sobie zabierać. Byle prędko.
Jeżeli chciecie - możecie zostać do kiedy tylko chcecie. I tak sprawicie mi największą radość i odpłatę przyprowadzając tu starucha. Grażyna ma czas, więc kiedy tylko będziecie gotowi, powiedzcie, a sprowadzę ją natychmiast. Do tej pory możecie sobie gawędzić ile chcecie, a na pewno przeszkadzać mi nie będziecie, ani tez i innym gościom, bo jako i widzicie - wojna jest i po karczmach pustki... - zasępiła się nieco, ale zaraz wstała, szmatę przez ramię przewiesiła i ruszyła do stołu, gdzie siedział Seiya.
-Podać co jeszcze waszmości? - zapytała zrzędliwie.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 19, 2008 12:54 pm

Sluchal kobiety uwaznie i coraz bardziej wydawalo mu sie ze nie ma sensu go tu przyprowadzac od razu....
- Skoro ten dziadek siedzi w lochach to raczej watpie by mial chocby zlamany grosz przy sobie. wyobrazacie sobie jak go ratujemy przynosimy tutaj i on wyciaga z kieszeni sakiew wypelniona tutejsza waluta?? mam wybujala wyobraznie ale nie az tak. nawet jeslibysmy skoczyli po jego rzeczy ktore pewnie sa gdzies przetrzymywane, a moze i juz nie, to i tak watpie by mial sporo pieniedzy przy sobie. choc niewielka szansa jest... ale naprawde nikla jak dla mnie... co o tym sadzicie ? spojrzal po wszystkich oczekujac odpowiedzi..... potem spojrzal na Seiye ktory odstawal zupelnie od grupy ostatnio a teraz to nawet zostal usadzony przy innym stole...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 19, 2008 2:29 pm

Cała sytuacja z Seiyą rozbawiła go. Chłopak miotał się nie mogąc znaleźć sobie miejsca od wyjścia ze świątyni, teraz został zupełnie na uboczu. I może powinno to zmartwić Daimona, bo ich kompan wyraźnie stracił werwę, ale... nie zmartwiło. Spojrzal tylko w jego kierunku i rzucił - Seiya, idziesz? Lecz ten nie podszedł do nich kiedy kobieta przyniosła strawę i wino. Został obsłużony osobno. - Twój wybór. - Pomyslał Frey, po czym podetknął kubek pod wino. Nie patrzył na kobietę. Dobrze wiedział że za chwilę znowu mogą ich stąd wyrzucić z jego powodu. Podziękował jadnak za wino i chleb schylając wzrok.
Przysłuchiwał się temu co mówiła kobieta. Wyglądala na taka co skorzysta z każdej okazji by tylko odzyskać dług. To dlatego dostali jeść. Widziała w tym czysty zysk. I również z tej przyczyny miała już obmyślony cały plan. Ale przynajmniej dowiedzieli sie co nieco o tożsamości poszukiwanego i miejscu jego przetrzymania. Kiedy przemówił Dante Frey odpowiedzial natychmiast.
- Wydaję mi sie że masz rację łabędziu. Coś czuje że czeka nas jeszcze poszukiwanie Skarbu przed zaprowadzeniem go tutaj a później do Starej Wiedźmy na blotach. - Spojrzał porozumiewawczo na Vai'a i Abdelaziza i reszte towarzyszy. Czuł że nie wszystkim ta perspektywa może się spodobać.
Po czym wziął pajde chleba i zaczął jeść.


Ostatnio zmieniony przez GrafNaStyk dnia Wto Sie 19, 2008 11:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 19, 2008 3:54 pm

- Moze zanim odejdziemy, gdy zjemy... albo nawet teraz powiemy tej kobiecie o naszych przypuszczeniach ? najlepiej bys ty sie tym zajal Frey. masz gadane mimo wszystko. sprawa zaczyna byc coraz bardziej skomplikowana. w sumie to juz sa nawet dwie misje. mi brakuje pomyslow juz na to wszystko. zaczyna mnie glowa bolec od zmeczenia a to nie dobrze... chyba jednak ten klimat mi nie sluzy... Gdy skonczyl mowic siegnal po wino kielbase pokrojona w plastry i chleb. zrobil sobie kilka kanapek ktore popijal winem ktore bardzo mu smakowalo... choc marzyl o pitnym miodzie...."moze innym razem" pomyslal. potem dodal. Musimy koniecznie tez ustalic jak planujemy dalszy wypad. ile odpoczynku... i wogole ktos wie ile musimy przejsc ?? najlepiej jak ktos ma mape... moze ty Vai ? czuje ze dluga droga przed nami i napewno meczaca bardzo.
Powrót do góry Go down
Apollon
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 13/04/2008
Liczba postów : 226

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 20, 2008 4:07 pm

Oburzył sie lekko ale nie reagował na polecenia Damy gospody wstał i powiedział;
-Dziekuje, ja jestem takze członkiem grupy, jakby pani nie wiedziala ja jestem cicha osoba i ja zgadzam sie na wszystko co postanowia moi towarzysze i dlatego sie tak zachowuje wiec prosze mnie tu nie obrazac
Po czym usiadł na krzesle obok towrzyszy i sluchał wszystkich

_________________
Seiya
Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Sie 24, 2008 9:02 pm

Vai znużony już nieco i zakłopotany bardzo tym co spotykało ich podczas tej podróży dumał. Obracał w dłoniach naczynie, krawędzią wodząc po drewnianym blacie stołu.
-Nie potrzebujemy mapy. Poprowadzi nas ta 'Grażyna'. Myślę, że musimy zaufać im w tej kwestii. Gospodyni też zalezy na starcu, więc chyba by nas nie wykiwała...
Teraz przyciszył głos i zniżył głowę blisko do blatu. Zerknął, czy karczmarzowa ich nie podsłuchuje.
-Też mam obawy względem tego, czy ten wajdelota będzie miał przy sobie jakieś pieniądze, czy cokolwiek. Na razie tego nie wiemy - więc darujmy sobie domysły. Jeżeli okaże się że ma - przyprowadzimy go tu, jeżeli nie... To zawsze w drodze powrotnej możemy ominąć karczmę...
Powiedział to głosem człowieka zdesperowanego, który pomału przestawał się liczyć z dawanymi słowami.

//Nie traktujemy tego postu jako pociągnięcia dalej fabuły, a tylko luźną rozmowę.
Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Sie 24, 2008 9:09 pm

Siedział i uważnie słuchał każdego słowa gospodyni karczmy, co jakiś czas podjadając co nieco z talerza. Cala ta sytuacja z pegazem trochę go rozbawiła, ale nie zwracając na to większej uwagi jadł dalej. Po skończonym posiłku spojrzał po towarzyszach, największa uwagę skupił na Freyu i Dante którzy dyskutowali miedzy sobą. Wysłuchał obu stron i dopowiedział coś od siebie.
- No nie ważne jakoś damy rade, zdajmy się na ta dziewczynę. Po za tym mamy jakieś inne wyjście?- ostatnie słowa powiedział z lekkim grymasem na twarzy.
Po kilku słowach oparł się o krzesło i z zaciekawieniem słuchał wypowiedzi reszty.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Nie Sie 24, 2008 9:23 pm

Podniósł brwi na to co powiedział do niego Dante. O mało nie wypluł na niego przed chwilą zaczerpniętego wina, powstrzymując sie od wybuchu śmiechu..
- Heheheh.. mimo wszystko.. Dobre... - Wycharczał niemal krztusząc się ze śmiechu..
- Nasze przypuszczenia... - Przerwał słysząc siedzącego obok Vai'a który włąsnie odpowiadał Łabędziowi.
- .. Zostawmy na razie sobie. - Zerknął z Zadowoleniem na ich przewodnika. Jego słowa doskonale odzwierciedlały to co częsciowo sam myślał. Choć z drugiej strony miał ochotę pomóc również tej kaczmarce. Być może dlatego nadal zamierzał jej zapłacić. A może po prostu liczył na to że jednak uda się ściągnąć ten dług, albo zmusić delikwenta do zwrócenia go w przyszlości. W każdym razie gdy Vaist skończył Frey, przemówił do Dantego kończąc zaczete zdanie.Spojrzał na jego twarz ukrytą pod kapeluszem. Wyglądał na zmęczonego i zrezygnowanego. Sam Frey z kolei czuł sie lepiej. Wino faktycznie zdawalo się powoli oczyszczać jhego organizm i umysł, jakby zdejmując klątwę. Zbliżył się krzeslem do Vaisteriona i szepnął tak, by tylko ten go słyszał, jednocześnie popijając wino. - Wszystko ok? Bo wyglądasz chyba gorzej ode mnie.



Ostatnio zmieniony przez GrafNaStyk dnia Wto Sie 26, 2008 4:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 26, 2008 12:41 am

Naomi już nie zwracała uwagi na wymiany zdań Dante i Daimona. Powiedziała raz i miała nadzieję, że dotrze do obu by nie kłócili się.
Wysłuchała kobiety co miała do powiedzenia o starcu, i co się obecnie dzieje w owym mieście. Dziewczyna poczęstowała się wodą którą podała gospodyni jak i przekąsiła chleba oraz spojrzała na Seiyę, którego gospodyni potraktowała inaczej.
Gdy towarzysze rozmawiali, Naomi zastanawiało to czemu mają uwolnić takiego człowieka, który ma długi i jest oszustem. Może słusznie siedzi w lochach?
Wysłuchała wypowiedzi kolegów, w tym było widać że Dante najwięcej mówił. Zamknęła oczy i myślała nad tym czy jest sens ratować tego starca. W końcu postanowiła coś powiedzieć. Spojrzała na towarzyszy i rzekła:
- Pieniędzy to ten starzec mieć nie będzie skoro siedzi zamknięty... Mnie zastanawia jedno... Jeśli to prawda, że ten człowiek jest sknerem, oszustem i nie płaci, to może słusznie siedzi w lochach... Coś musi być, że mamy go wyciągnąć. Z początku myślałam, że to ważna i niewinna osoba, ale teraz nie wiem co o tym myśleć... Lecz skoro zgodziłam się z Wami wyruszyć na tę misję to będę do jej końca. Również myślę, że na Grażynę możemy liczyć iż nas zaprowadzi tam gdzie trzeba.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 26, 2008 8:37 am

Abdelaziz milczał. Powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia i nie chciał marnować więcej czasu na niepotrzebne gadanie. Wbił oczy w jakiś odległy, widoczny tylko dla niego punkt i zatopił się we własnych myślach. Przez głowę przepływały mu możliwe rozwiązania danej sytucaji, kolejne zwroty akcji i najlepsze wobec nich reakcje.

-Do miasta... zabić w dzwon... do lochów po starca... - pomyślał.

Sytuacja nie wydawała się zbyt złożona i sam moment odbicia więźnia nie powinien sprawić im zbyt wielu kłopotów. Problemem faktycznie mógł stać się brak pieniędzy w kieszeni starca.

-No cóż, jeśli tak się stanie... - pomyślał - To zwyczajnie zaprowadzimy go do domu, sprawy tubylców zostawiajac tubylcom.

Spojrzał jeszcze na Vaia, chcąc dać mu do zrozumienia, że jest gotowy wyruszać w każdej chwili, niezależnie od decyzji jaką podejmą.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Sie 26, 2008 10:14 pm

Vai ucieszył się, że Graf czuje się już lepiej - tym bardziej, że nie wiadomo co czekało ich dalej.
-Dzięki, wszystko w porządku. - rzekł najpierw w odpowiedzi, o czym już głośniej dodał:
-Myślę, że powinniśmy ruszać, więc jeśli łaska skrzyknijcie pani Gospodyni tę Grażynę!
Karczmarzowa usłyszała i znikła na zapleczu.
-To prawda, że może być trudno i że ten stary może rzeczywiście być złoczyńcą. Oczywiście macie wybór. Możecie, jeżeli zdecydujecie, że nie chcecie brać w tym udziału, zostać tutaj. Ja idę.
Wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować po sali wolnym krokiem, splótłszy ręce z tyłu głowy. Ukradkiem spoglądał na nich wędrowców.

I właśnie wtedy z zaplecza rozniósł się huk i rumor rozwalanych garnków i tłuczonych naczyń.
Przez drzwi, do głównego pomieszczenia wtoczyło się 'coś'. Była to jakby kula szarobura, z której powiewały różne kawałki szmat. Zatrzymała się z impetem dopiero na środku sali. Najpierw trudno było rozpoznać wśród zgiełku kształty. Dopiero po chwili, gdy postac stała już w pozycji pionowej i odgarniała z ramion burzę czarnych włosów dało się zauważyć, że to kobieta.
Jej sylwetka była dość specyficzna. Miała mocne ramiona i nogi. Nosiła białą koszulę z bufiastymi rękawami i niepospolitym dekoltem, ciemne spodnie, przepasane pasem ze srebrzącą się klamrą. Do tego na plecach miała ową szaroburę pelerynę z kapturem, która dała na początku efekt kuli. Podniosła z ziemi upadły, czerwony kapelusz z szerokim rondem, który zaraz spoczął na jej głowie, lekko przekrzywiony. Takiego samego koloru miała rękawice i długie, zakrywające całe łydki buty na obcasach.
Otworzyła oczy i rezolutnie spojrzała na zastanych. Podparła się dłonią pod bok, a drugą podrapała się w spiczasty i nieco zadarty nos, po czym złożyła na przywiązanym do pasa ostrzu.
-Hejże! Jestem Tarszańska księżniczka, Grażyna Rosochata. Mówcie mi Grażyna lub milady. -Kiwnęła głową. Przy okazji jestem też jedną z dwóch najlepszych bandytek i rozbójniczek na tym świecie. I tak jak wy jestem zamieszana w tę całą kabałę... Dlatego czas nam ruszać, skorom została wezwana! Nie musicie się przedstawiać. - mówiła szybko i pewnie. Podskoczyła do stołu i złapała pajdę chleba, po czym popiła z dzbana wino.
-Mmm... Słodycze. - uśmiechnęła się pięknie i wytarła rękawem usta. Popatrzyła na siedzącego obok Milo z zaciekawieniem. Zbliżyła twarz na wysokość jego twarzy i zerknęła mu w oczy. Rzekła do niego:
-To co dziadku! Idziemy!
Po czym, niezauważalnym ruchem nogi kopnęła czubkiem buta w jedną z nóg krzesła, na którym siedział. Noga złamała się, a chłopak poleciał wraz z krzesłem do tyłu, plecami na ziemię. Przeszła obok leżącego śmiejąc się głośno i znowu stanęła na środku. Lustrowała ich spojrzeniem. Badała. Myślała. Nagle mała żyłka na jej skroni zaczęła pulsować nieprzyzwoicie mocno.
-Dobra, musimy się podzielić. Część do lochów - część, żeby zabić w dzwon. Ja chyba nie będę tego robiła za was?

Vai chrząknął.
-O ile wszyscy idziemy to chyba będzie nam to obojętne kto idzie gdzie, bo i tak nie znamy drogi. - chwilę podumał - Ja, Dante, Naomi, Seiya - to raz, Milo, Daimon, Domon - to dwa. Mam nadzieję, ze pasuje?
Wskazywał dłonią.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 27, 2008 4:21 pm

Pociągnął jeszcze łyka winka, kątem oka widząc poirytowanie w oczach Naomi odnośnie jego wymiany zdań z Dantem. - Dziewczyna się przewrażliwia chyba. Nie powinna sie tak przejmować. Ani On, ani prawdopodobnie Dante nie zamierzali się pokłócić na dobre. Frey wiedział że musiałoby się to skończyć walką. A na to może kiedyś przyjdzie czas. - Zakończył swoje rozmyślania osuszając do dna kubek. Szumialo mu przyjemnie w uszach. Bycie nieumarłym miało tą dobrą stronę, że wszelkie używki działały wolniej na martwe już organy, nie tracąc przy tym swych efektów zamierzonych.

Odpowiedź Vaia wystarczyła mu. Tamten raczej nie miał chyba powodów by ukrywać swoje samopoczucie. To co powiedział dalej brzmialo z kolei dla Daimona jak ciche sprawdzenie reszty grupy. Uśmiechnął się na jego słowa. Nie miał zamiaru przepuścić dalszej części tej imprezy..

Zapowiadana Grażyna pojawiła się wyjątkowo szybko. Trzeba przyznać, niezłe wejście. I niezły tupet. - Szybka jest. - pomyślał Frey kiedy celnym kopniakiem zmieniła środek cięzkości Millo, który w mgnieniu oka znalazł się na ziemi. Jej ruchy były precyzyjne i zdecydowane. Dziewczyna sądząc po demonstracji swej siły i tym co mówiła, miała świadomość tego że jest godnym przeciwnikiem w razie niebezpieczeństwa. I miała podstawy by tak sądzić. Daimon poczuł, że ona chciała by własnie tak o Niej pomysleli.


Ruszył już w milczeniu ku drzwiom, kiedy Vai, podzielił ich n a grupy. Rzucił w jego kierunku tylko. - Spoko. Lecimy. Przechodząc obok baru, położył na ladzie kilka srebrnych monet będących zapłatą za posiłek.
I wyszedł z baru.


Ostatnio zmieniony przez GrafNaStyk dnia Czw Sie 28, 2008 5:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 27, 2008 5:47 pm

Uważnie słuchał wypowiedzi reszty drużyny, co jakiś czas popijając i podjadając co nieco. Nagle jego sielankowy posiłek, zakłóciła dziewczyna która w błyskawicznym tempie wparowała do karczmy. Widać było po dziewczynie ze jest gotowa odbić tego starca. Milo jako dobrze wychowany chłopiec chciał skłonić głowę w kierunku dziewczyny, gdy ta zbliżyła się do niego. Nie zdążył jednak nawet drgnąć, gdy leżał już na ziemi. Po chwili jednak wstał na nogi, nie ukrywał zażenowania.
- To było konieczne? – mruknął tylko w stronę dziewczyny.
Nie miał nic przeciwko podziału na drużynę. Czym prędzej chciał wyruszyć.
- Ja jestem gotowy mogę ruszać. Prowadź milady – ostatnie słowa powiedział nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Po chwili jednak opanował się, nie chciał być nie miły.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Sie 27, 2008 9:42 pm

Sluchal i patrzyl na kobiete ktora nagle zjawila sie kolo nich. dokonczyl trunek i jadlo ktore znajdowalo sie na jego talerzu. wstal podszedl do lady zaplacil i powiedzial na glos:

- Ja jestem juz gotow towarzysze. Mozemy wyruszac. Chyba ze jednak ktos postanowi zostac i nie isc dalej z nami..... Jednak wątpie zeby ktos taki sie znalazl..... Czekam na was przed gospoda. Wyszedl za Freyem czekajac na reszte druzyny. pomyslal nagle ze kiedys pewnie bedzie musial walczyc z Daimonem. Nie przejal sie ta mysla bo on sam trenowal caly czas i pial sie wzwyz a ten czlowiek.... nie odczuwal przed nim strachu... moze go niedocenial ale wiedzial ze by go pokonal. jednak nie czas o tym myslec.
Powrót do góry Go down
Apollon
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 13/04/2008
Liczba postów : 226

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Czw Sie 28, 2008 5:04 pm

Patrzył i wysluchał co kobieta miala do powiedzenia, ktora nagle stanela obok ich, wypil ostatni lyk podanego trunku, wstał i popatrzyl na resztę i powiedział;
-Ja jestem gotowy, nie bede tutaj siedział bezczynnie, wiec jak ruszamy ??
Po czym spojżał na Dantego jak wychodzi

_________________
Seiya
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Czw Sie 28, 2008 10:07 pm

Naomi wysłuchała Vaisteriona i czekała z pozostałymi na pojawienie się owej Grażyny. Wtem było słychać hałasy na zapleczu i pojawiła się wśród nich kobieta. Naomi przyjrzała się jej i stwierdziła, że kobieta potrafi zrobić niezłe wejście, by na początek zwrócić na siebie uwagę.
Wzięła ostatniego łyka wody i wysłuchała jej.
Po wysłuchaniu, Naomi dowiedziała się ciekawych rzeczy o niej. To że jest księżniczką jak i rozbójniczką. Uśmiechnęła się lekko, widząc iż Grażyna zrobiła niezłą scenę z Milo.
Gdy Vaisterion podzielił ich na grupy, odpowiedziała wstając:
- Mnie pasuje. Możemy ruszać.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Wrz 01, 2008 2:08 pm

Pojawienie się Grażyny wyrwało go z zamyślenia. Ich nowa przewodniczka okazała się postacią zdecydowanie niebanalną i skupiającą raczej dużą uwagę. Zastanawiało go, czy nie będą przez to za bardzo rzucać się w oczy. Westchnął tylko i wstał.

-Jestem gotowy do drogi. - powiedział i zwrócił do Vaisteriona - Ty tu dowodzisz, ja się dostsuje. Dasz nam zadanie i możesz być pewien, że je wypełnimy.

_________________


Powrót do góry Go down
Vai
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/01/2008
Liczba postów : 363

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Wrz 01, 2008 9:16 pm

Vai skrzywił się lekko słysząc słowa Abdela. Zupełnie nie pasowały mu do tego człowieka. Gdyby powiedział je Seiya - to co innego...

Grażyna zatarła tylko dłonie widząc jak zgrabnie i bez problemu się podzielili. Przeciągnęła palcem pod nosem i uniosła go w górę. Potem szybkim gestem wskazała nim na drzwi.
-Najpierw wszyscy za mną. - rzekła władczo zerkając jeszcze zalotnie w stronę Milo. Odwróciła się jeszcze i pomachała karczmarzowej zbierającej w skupieniu resztki naczyń.
-A idź łachudro i teraz się nie próbuj przymilać! - wykrzyknęła gospodyni. Zamachnęła się szmatą i poszła do swej roboty.

-Dobrze, że macie te łachmany co dała wam wiedźma na Błotach - rozpoczeła kolejną gadkę bandytka. - Co prawda starucha nie zna się na modnych krojach - na dowód tego Grażyna z obrzydzeniem na twarzy dotknęła stroju w jaki odziany był Vai - ale ta tkanina, cholera, świetnie maskuje...
Z miną niedowierzania na twarzy otworzyła drzwi i wyszli.

Było już chyba koło południa. Za dużo w mieście się nie zmieniło. Szare, ciężkie chmury rosiły ziemię kapuśniakiem.
''Pięknie mży'' - pomyślał Vai.

-Interesują nas dwa miejsca, co chyba już wiecie. - w ich głowach rozległ się głos, mimo, że Grażyna na pewno nie otwierała ust. - Po raz: dzwonnica na rynku. Tam pójdę ja wraz z mała grupką i 'dziadkiem' - szturchnęła Milo w ramię. (czyli grupa 3 osobowa). Po dwa: lochy - to będzie pestka, tam pójdzie reszta. Zostawię was pod lochami i wejdziecie w chwili, gdy wybiegną straże, uratujecie wajdelotę i czekacie przed wyjściem z lochu. Wtedy my już do was dołączymy. A potem myk - Grażyna znika. - zaśmiała się, tym razem głośno i na prawdę.

Szli przez wąskie uliczki. Okiennice były pozamykane i mało kto łaził po mieście. Pogoda...

Tak jak mówiła pokazała budynek lochów i wejście do nich dla odpowiedniej grupy. Zostawiła ich w jakichś krzakach nieopodal.

Resztę powiodła na rynek. Widok mógłby być imponujący gdyby byli na nim jacyś kupcy. Teraz jednak była tam tylko masa błota, a na środku wieża. Na szczycie - dzwon.
Grażyna popatrzyła na swoją trójkę. I na szczyt. Koło dzwonu kręcili się jacyś ludzie, najpewniej straże.
-Dobra, nie musimy włazić na samą górę. Wystarczy tylko do środka i potem żeby złapać za linę do dzwonienia. Robimy tak: ja wchodzę, wy tylko depczecie leżących i biegniecie ile sił w nogach. Chcę usłyszeć ten przeklęty dzwon!
Ruszyła biegiem do wieży, zmuszając ich do takiego samego ruchu. Do szturmu!
Wywaliła drzwi żelazne kopnięciem(wyrwała z zawiasów i otworzyły się one jakby miały zawiasy w progu), miażdżąc je niczym robaka. Nie patrzyła na to, kto został przygnieciony wraz z drzwiami. Ruszyła po schodach w szaleńczym biegu. Słyszeli pogoń.

Wreszcie pojawiła się przed nimi sala z wąziutkimi okienkami i drewnianą podłogą sufit ginął gdzieś wysoko, a z ciemności spadała lina.
-Witam przemiłych państwa, proszę się odsunąć.
I zaczęła odsuwać, bo nikt nie miał zamiaru zrobić tego samodzielnie. Każdy cios był wymierzony nader celnie i przygwożdżał do ściany ofiarę.
Bohaterowie ruszyli do liny.

Wtem Grażyna upadła, oplątana fioletową liną. Nad nią pojawiła się dziwna, czarnoskóra postać z bransoletami na nogach i dłoniach. Większość przysłaniała jednak poświata. Nie zauważyła Trojki uznając, że jedyne zagrożenia sprawiła Grażyna.
-''Dzwonić! Uciekać w teleport! Nie walczyć! Za dobra jestem, by sobie nie poradzić.'' - wysłała im. Upadł jej kapelusz, a znajoma żyłka pulsowała bardzo, bardzo energicznie. Drgnęła spętana i rzuciła sie na agresora całym ciałem. Krzyknęła i jakby z podmuchu jej głosu za Trójką utworzyło się coś jakby migocząca pionowa tafla wody.

Zaraz jednak została znowu smagnięta jakby biczem.
-Nono, nie spodziewałem się takiego przedstawienia. - ozwał się tajemniczy jegomość, ale zaraz upadł kopnięty przez Grażkę.

Do sali wparowało kolejnych około dziesięciu uzbrojonych osób.

--------

Vai uśmiechnął się głupio.
-Gdy tylko usłyszymy dzwon i wybieną strażnicy wbiegamy... Tylko mu nawet nie wiemy jak ten starzec ma wyglądać. - dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę.

//Jeżeli Trójka zadzwoni to osoby z Czwórki mogą już wchodzić bez mojego odpisania i na własną rękę szukać starca lub sposobu na znalezienie starca^^.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Pon Wrz 01, 2008 10:19 pm

Nie zdziwiło go kiedy usłyszał jej glos w swojej głowie. To było do przewidzenia, jest silna. W mgnieniu oka znaleźli się na miejscu. Szybki marsz Grażyny i ukierunkowanie misji sprawiło że Frey poczuł się pewniej. Miał choć na krótą chwilę cos czego mógł się uczepić by nie myśleć o swojej dalszej, bardziej odległej misji.

Siąpiło niemiłosiernie. Kiedy znaleźli się na rynku szybki sygnał Grażyny wystarczył mu za znak do szturmu. Popędził za Nią starając dotrzymać tempa. Swieżo wypite wino zdawalo się wydłużać jego kroki. I choć wiedział że to złudzenie, to napawało go to swoistym optymizmem. Wpadł za dziewczyną po wyłamanych drzwiach. Widząc że wspina się po schodach został na dole. Ustawił się w takiej odległości by nie oberwać liną a jednocześnie schwycić ją jako pierwszy.
I wtedy rozpętalo się piekło. W momencie kiedy lina opadła, Grażyna była już w opałach. Jej krzyk w jego głowie. Jego ręce nalinie. Napięte mięśnie. Jedno uderzenie dzwonu. Drugie. Kopniak w nadbiegającego strażnika. Trzecie. Puścił sznur. - Abdel, Milo, po tym co zrobię, wiejemy.

Stanął przed teleportem.. Wiedział czym ryzykuje. Trudno. Najwyżej. ( - 200 mp - 4 iluzje twarzy Frey'a - iluzja poziom 1) Mroczna poświata zaczęła spowijać całe cialo Daimona... Głuchy szum... Jeszcze nigdy nie robił tego na taką skalę.. Wzniósł ręce w górę.. Czarna energia.. Mrok.
I jego twarz. Twarz Daimona przed czterema przeciwnikami, łacznie z tajemniczym napastnikiem walczącym z Grażyną.. Puste oczodoły.. Trupioblada twarz. ich ciała zamieniające się w żywe posągi..
- Oby się udalo.. Wymruczał w myślach obracając głowę w kierunku najbliżej stojącego żołnierza... ( Petryfikacja 3 przeciwników - 450 mp)

Occ: A więc tak. moja postać uderzyła w dzwon a nastepnie stworzyła 4 iluzje swojej twarzy kierując je na najbliżej stojących strażników i napastnika na górze celem wywołania petryfikacji. Iluzje są cztery, moja postać patrzy w oczy jednego z napastników ( czyli łacznie pięć osób, ale tytlko trzy mogą zostać spetryfikowane ze wzgledu na koszt kosmosu i wkład sił mnojej postaci) Opis ataku w karcie mojej postaci. Czy mi się powiodło zalezy od MG. Zaznaczam, że zaczynając przygodę nie posiadałem ataku i zdolności iluzji, ale moja postać obrała drogę iluzji zanim jeszcze przystąpiłem do przygody. Vai, decyzja należy do Ciebie.

Occ2: zmieniłem warunki ataku zgodnie z wskazówkami Sakry, co do zmian wprowadzanych w atakach. W poście zostawiam jednak stare liczby i zasady działania by już nie motać.

Abbadon
HP - 410/410
MP - 120/770


Ostatnio zmieniony przez GrafNaStyk dnia Sro Wrz 03, 2008 9:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Wto Wrz 02, 2008 8:50 pm

Chcąc nie chcąc Abdelaziz wyszedł z karczmy. Pogoda jak zwykle "dopisywała", a on coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że te rejony świata nie należą do jego ulubionych. Widok miasta podniósł go nieco na duchu. W końcu dotarli do jakiejś sensownej cywilizacji i mimo że z pewnością wkrótce będą musieli w pośpiechu je opuścić, to i tak warto było ponapawać się chwilą uczucia twardszego podłoża pod stopami. W końcu dotarli do celu.
Wpadł do dzwonnicy wraz z resztą grupy.

-Zaczyna się. - przemkło mu przez myśl - Chciało by się żec, że w końcu...

Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Szybki bieg, czarnoskóra postać, potem Daimon zabił w dzwon i zaczął robić coś dziwnego, co z pewnością miało powstrzymać strażników przed atakiem.
Skupił kosmos, który zaczął kumulować się w rogu jego zbroi. Uważne oko mogłoby wychwycić iskierki oplatające fragment jego ubioru.

-Ubezpieczam. - powiedział do Daimona - Niech mnie który dotknie, to zobaczy z bardzo bliska malowniczy wybuch. Zrobiliśmy swoje, wycofujemy się.

Bardzo powoli zaczął cofać się w kierunku portalu.

OOC:
HP - 800/800
Mp - 1490/1490

Przygotowanie do Thunder Roll. Co się dzieję, jak ktoś zaatakuje postać w trakcie tej czynności można przeczytać w profilu mojej postaci w "Przedstaw się".

_________________


Powrót do góry Go down
UFoo



Dołączył/a : 27/03/2008
Liczba postów : 401

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Bagienna misja   Sro Wrz 03, 2008 8:25 pm

Gdy usłyszał głos Grażyny w swojej głowię, chłopak zrozumiał ze nie jest to zwykła złodziejka. W dodatku jej dziwne poczucie humoru i pewność siebie sprawiały ze Milo, czuł sir trochę lepiej w tej trudnej dla niego wyprawie. Na docinki dziewczyny odpowiadał z uśmiechem na twarzy.
- Tylko zwolnij trochę kochana bo dziadek nie nadążyć.
W końcu dotarli do celu, po krótkiej namowie ruszyli do ataku. Milo biegł ile sił w nogach próbując dotrzymać tempa. Po chwili zatrzymali się, ich zadanie poszło im całkiem sprawie. Co w dużym stopniu było zasługą Freya. Milo widząc zbliżających się strażników skupił kosmos w dłoniach, był gotowy na wypadek ataku z ich strony. Powoli ruszył w stronę teleportu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bagienna misja   

Powrót do góry Go down
 
Bagienna misja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Misja #8 | Ucieczka z KOLCa | Zapowiedź {odroczona w czasie}
» Warframe
» Verter [Misja Policji Magicznej]
» Misja#1 Kora La Muerte

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: