Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Abbadon - treningi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Wto Lis 18, 2008 6:49 pm

Dryfował posród niebytu. Spoglądał w dal. W ciemność, w jasność. Widział miliardy gwiazd, tysiące światów, niezliczone ilości dusz. Zdawał się być tu. Był też tam. Teraz. Wtedy. Jutro. Wczoraj. Dziś. Wszędzie.
Potęga kolejnego wybuchu rozszarpała jego ciało. kolejny Świat zakończył swe istnienie. Kolejny. Następny. I jeszcze jeden. A On rodził się i umierał, Ginął i odradzał ponownie. Świat za światem, rzeczywistość za rzeczywistością.

"Nie umiera ten, kto się rodzi. Rodzi się ten, kto umiera.. " -
Głos dudnił w jego glowie rozdzierając czaszkę, niszcząc i spajając umysł wielokrotnie po koniec każdego Czasu i od początku w każdym z nowych czasów.

"Będziesz ginął i rodził się ponownie. Będziesz niszczył i dasz przyczynek dziełu stworzenia.. "

- Nie chcę. Mam dosyć.

Kolejny Wielki Wybuch. Kolejne Ciało. Kolejna śmierć. Kolejne narodziny. Koniec i początek. Początek końca i Koniec Początku.

Otworzył oczy. Ogromny ból. Ciężar wiecznego istnienia. Wędrówki potępionego. Stał na skalistej ziemi bardzo szybko pokrywającej się lodem. miał na sobie..coś w rodzaju Zbroi? Tak, tak to wygląda.. - Odetchnął. Rozejrzał się, dostrzegł Czlowieka usiłującego wstać. Miał długie wlosy, był szczupły i poważnie ranny. Rozejrzał się..
Bół ponownie przeszył jego ciało. Dotknął dłonmi swej twarzy. Brakowało oczu. Skóra była zimna, martwa.
- Grecja Frey. Rzeczywistość Rycerzy Zodiaku. Jestes jednym z Rycerzy tutejszego Boga Podziemi, Hadesa. Zostałeś przez niego uwięziony w tym ciele by po raz kolejny sprowadzić zagładę. To stękające truchlo to Twój Mistrz.

- Pamiętam, Kurwa, że też zawsze muszę sobie wszystko przypominać. Jakbym nie mógł zapomnieć..

- Wolisz błogą nieświadomość?

Occ: Dziś troche mistycznie:)
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Wto Lis 18, 2008 9:38 pm

I trochę krótko zarazem, ale przynajmniej na poziomie i dla tego 2 lvl.

_________________


Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Sro Gru 03, 2008 4:59 pm

W sferę niezwykłej harmonii, jaką wytworzyły opady śniegu wdarł się niepokój w postaci dwóch mrocznych sił. Mimo że przybyli tu w pokoju, w poszukiwaniu spokoju, przynajmniej jeden z nich czuł, że są tu traktowani jak zgniła wiśnia na pysznym torcie.. Karaluchy na wypolerowanej posadzce.

Abbadon przykucnął na kamieniu, rozpościerając skrzydła swej Zbroi. Zbroi, w której skrył się Piołun – Zbawiciel z Czeluści. Gdzieś za nim, istotą, wieszczącą nadejście końca, włóczył się Kibigami Jubei, który stał się jego uczniem. Aniołowi Zagłady nie do końca było to na rękę, choć powoli dostrzegał dobre strony tej sytuacji.
Jego puste oczodoły omiotły Arenę. Śnieg, porywisty wiatr, surowe oblicza skał. Zeskoczył, szybując w dół. Twarde okucia Zbroi uderzyły o oblodzony plac, niejako bezczeszcząc „święte” ziemię Sanktuarium.
Rozejrzał się wokół bardzo powoli, po czym Zbroja, jaką dzierżył opuściła jego ciało układając się na śniegu, niczym żywe Zwierzę.

Zbroja Bazylisk, ze względu na duszę jaka ją zamieszkała, nie ułożyła się w typowej dla siebie pozie. Wciąż poruszała się. Nastroszyła swe skrzydła by powoli położyć je po sobie. Badawczym spojrzeniem omiotła Kibiego a póżniej Frey'a. Ten pierwszy był dla niej nowością. Ciekawostką...

Frey obrócił się w kierunku Jubeia bardzo powoli.. Ukazując nagi, zniszczony tors i puste oczodoły ożywionego trupa. Ten, siedząc na jednej z ośnieżonych skał już wypowiadał bezsensowny potok słów..
-Ciekawe zjawisko. Jeszcze nigdy nie widziałem, aby zbroja poruszała się jak żywe zwierze. Zastanawia mnie czy te mity o bazyliszku to prawda. Słyszałem, że bazyliszek jednym spojrzeniem mógł zamienić człowieka w kamień. Ciekawe czy ta, to znaczy to, też ma taką moc. – Wypowiedział te zdania tonem panienki, która zastanawia się jaki kolor szminki wybrać, by pasował pod kolor majtek...

Ze Zbroi wydobył się dziwny syk, kiedy Kibi wypowiedział pierwsze Słowa. Jej energia zawibrowała nerwowo. Usta Frey'a zwęziły się maksymalnie, tak, że jego twarz była jak wykuta w rozsypującym się marmurze. Dziki syk zamienił się w przenikliwy wrzask kiedy padły słowa o tym że"ciekawe czy "to" ma też taką moc". Łeb bazyliszka zwrócił się ku Jubeiowi. Widział on teraz tylko Twarz Smoczego posła. Cały świat przestał istnieć. Na chwilę. Obaj pozwolili mu mówić. Pogrążyć się.. Zachęcony ciszą Jubei skwapliwie z tej okazji skorzystał kierując Do Burzyciela Światów te Słowa...

-Możesz mi o sobie co opowiedzieć. Nigdy nie mieliśmy okazji na rozmowę. Ja na przykład zacząłem służbę u Hadesa z nudów. Wcześniej włóczyłem się bez celu od miejsca do miejsca. Byłem zwykłym pustelnikiem , którego wygnano z rodzinnej wioski. Jednak pewnego dnia całe moje życie się odmieniło.... – Bełkotliwie ckliwa historia Jubei’a nie interesowała go. Wypowiadał wiele, niepotrzebnych słów. Jednak to, co powiedział wcześniej o obecnym wcieleniu Piołuna... Wkurwiło go. Samego Piołuna też.
- „Dureń...” – Ochrypły bas zadudniał w cieniutkich ścianach umysłu pretendenta.
- „Chcesz poznać mity? Chcesz wiedzieć kim jestemy?” – Zawtórował mu świszczący, zwielokrotniony szept.
- I tak nie zrozumie..- Odrzekł bas.
- Pozwólmy mu Synu Zagłady.. Jesteśmy wyklęci.. – Wraz z tymi slowami do świadomości Jubei’a dotarł obraz Hełmu Zbroi Bazilisk, która była czymś o wiele więcej, niż kawałkiem metalu..
- Daj spokój Piołun. On nawet nie zdaje sobie sprawy kim jesteśmy. I nie musi tego wiedzieć. – Z tymi słowami ukazał się on..
- Chciał poznać nas.. Pozwólmy mu.. -W głosie zdającym się pochodzić ze zbroi kryła się jawna nuta rozbawienia sytuacją, która ustąpiła początkowemu gniewowi.. Albo raczej przeplatała się z nim.

Przez cała tę rozmowę Jubei widział na przemian Twarz Abbadona, w całej swej potworności, z pustymi oczodołami, wychodzącymi z nich czerwiami, przegniłą, rozpadającą się i tworzącą się na powrót. Piękną i monstrualnie brzydką na przemian.. Oraz drugą Twarz. A właściwie Łeb Bazyliszka, który stanowił hełm Zbroi Bazilisk. Ostro zakończony pysk, harmonijnie przechodzący w pętaninię rogów, kolców i igieł tworzących swego rodzaju kryzę.. Oczy zbroi.. Przenikliwe niczym dwa czarne diamenty, tak tożsame z głębią oczodołów Daimona Frey zdawały się przewiercać jego dusze na wskroś. Zdawać się mogło, ze słowa jakie wypowiedział Jubei o sobie, były tym istotom nie potrzebne do poznania go..
Abbadon zaś zaczynał uświadamiać sobie, że ten czas zbliża się nieubłaganie..

Wszystko zniknęło. Świadomość Kibigamiego powróciła na plac. Stał nieruchomo. Nie czuł nic. Widział wszystko przed sobą, nie widząc nic. Nie wiedząc nic. Nie był wstanie się poruszyć. Nie słyszał bicia własnego serca. Nie biło. Ponownie usłyszał chrapliwy glos Daimona Frey'a.
- Żyjesz. Spokojnie. Są gorsze rzeczy. Umarłeś. Są lepsze rzeczy. Jesteś pomiędzy. Na granicy. - Głos zdawał się dobywać zewsząd a jednocześnie, tak jakby mówiący przykładał usta bezpośrednio do ucha młodego Cyklopa. Glos mówił prawdę.

- Czy to zaspokaja Twoją ciekawość? Twoje pragnienie poznania mocy Basyliszka zostało zaspokojone..? Częściowo. - Głos przeniósł się na drugie ucho. jednocześnie ogarniając całe ciało pretendenta do Zbroi Cyklopa. Daimon nie liczył już, że chłopak zrozumie. Udowodnił to swoim bełkotem i nieświadomością. Nie chodziło o pokazanie jakiejś durnej siły, czy udowodnienia czegokolwiek. Abbbadon miał nadzieję na uświadomienie. Pozwoleniem do odnalezienia drogi do samego siebie.

- Zraniłeś Piołuna. Postanowił że za to zapłacisz, a ja się na to godzę. Jednak nadal masz prawo wyboru.. Będzie tak jak sobie życzysz Cyklopie..
Dłoń Anioła Zagłady uniosła się nad Twarzą spetryfikowanego. To co nieuchronne, zaraz nastąpi. Wciąż miał prawo wyboru. Wyboru między własnym „ja”, a „ja” takim, jak chcą go postrzegać inni.

Jubei nawet nie próbował się bronić. Abbadon wraz z Piołunem wdarli się do jego umysłu tak łatwo.. że aż żal. Lecz na tym nie koniec. Sama iluzja tego, że wiedzą o Nim wszystko wystarczyła by.. sam im to pokazał. To ciało Anioła Zagłady wciąż nie było na tyle silne by móc bezpośrednio zajrzeć w głąb duszy. Ale sztuka iluzji, telepatii i hipnozy, jaką do tej pory opanował, w połączeniu z siła Piołuna i jego własną duszą, sprawiły, że ten człowiek, mimo iż ma pewne predyspozycje psychiczne, nie był dla nich wyzwaniem.

Lecz mimo to.. Mimo całej tej ckliwości, poddaństwa, Kib wykazał się odwagą..
-''Nie wiedziałem , że zranię przez to Piołun’a. Niemniej jednak dopuściłem się tego i przyjmę karę z pokorą. Zawsze byłem honorową osobą , więc skoro to się już stało to przyjmę ostateczny osąd.'' – Słowa przez niego wypowiedziane zastanowiły Anioła z Czeluści.
- "Nawet niezły masz Przekaz.." Zagrzmiał glos w umyśle Jubeia.
-"To będzie nie tyle kara, co wybór przeznaczenia." Zadudniły ponownie głuchy bas.

"Nawet szybko się uczy. moze będą z niego ludzie. Zobaczymy. " - Te słowa słyszał jedynie Daimon i Piołun. Były zresztą przez nich wypowiedziane w myślach, jak gdyby równocześnie..

- Przyjmij więc to co Ci daję - Zachrypiał Daimon nad sparaliżowanym Kibigamim. Piołun przyglądał się z zainteresowaniem jak koścista dłoń Abbadona zanurza się w prawym oku młodego pretendenta. Dwa palce przebiły tkankę oka. Krew, białko i inne płyny wytrysnęły z twarzy Jubeia. Ból. Krzyk. Piekący kosmos Basylisk No Abbadon wwiercał się do jego świadomości. Do jego ciała.

Daimon wyciągnął swą dloń z krwawiącego otworu w którym jeszcze przed chwilą znajdował się żywy organ. Jubei czuł potworny ból. Stan petryfikacji powoli mijał..

- Jeśli masz odwagę powstań bracie Cyklopie. - Zahuczał ponownie głos Otchłani...

Occ: Pomyślałem, że ta sytuacja, którą zaplanowałem na trening dla Jubei'a na dobrą sprawę nadaję się do obustronnego zamieszczenia w naszych treningach, oczywiście po odpowiedniej obróbce. Tak więc zamieszczam ten trening widziany jedynie z perspektywy mojej osoby.
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Czw Gru 04, 2008 12:41 pm

No ładnie. Nie mam uwag. 2 poziomy mogę przyznać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Sob Gru 27, 2008 5:46 pm

Miedzianooki mężczyzna zdawał się rozpływać w czerni nocy, jakby był jej integralną częścią. Czarne, połyskliwe źrenice połyskiwały niczym dwa opale na bursztynowo złotym tle ogromnych tęczówek. Niemal sowie oczy wpatrywały się w niego suchym, pełnym niepokojącej pewności wzrokiem. W prawej dłoni trzymał chudą potrubowaną postać młodej dziewczyny. Jej niegdyś aksaminta cera, teraz była naznaczona wieloma siniakami, ranami po otarciach i uderzeniach. Wychudzone ciało nie mialo siłby wykonywać samodzielne ruchy. Zapadnięty, lewy policzek, opadł niżej, a gra dziwnych świateł ukazała mu jej twarz. Wystarczyła sekunda. Jego dusze rozdarła niemoc. Bezsilność. Nienawiść.

- HIJAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Darł się wnieboglosy jeszcze długo po przebudzeniu. Rozejrzał się w panice szukając Jej i tego oprawcy.
" Ale jak ? Jak ten skurwiel dowiedział się o Hiji? Przecież on znał tylko Monikę..." Z tym imieniem dziwna myśl natarła z całą siła na umysł Daimona Frey'a.. Odrzucił ją jednak natychmiast. Kiedy jego martwy oddech się wyrównał, mógł skupić się naodkryciu, gdzie jest..
Jasknia. Dwie postacie skulone w prowizorycznych posłaniach ze szmat. Pośrodku ognisko zapewniające im ciepło. Zbroja Basylisk , niczym ogromny kot zwinieta w kącie..
- Co tak się trzęsiesz Destruktorze? - Głos jaki dotarł do jego uszu, należal do Ignusa Revela, kompana Daimona, a raczej do Sarapsosa, który nawiedził cialo Motyla Śmierci. Mimo wszystko był jakiś inny.. A kiedy Rycerz Basylisk spojrzał na niego, wiedział, ze nie patrzy na Rycerza Motyla śmierci.
Stal przed nim czlowiek łudząco podobny do jego kompana. Podobnie szalony, usmiechający się w demoiniczny sposób. Lecz dziwny czerwony dym, jakby ulatniający się strzępami z jego ciała, oraz spowolnione, dziwnie urwane ruchy, jakby ktoś nagrał go i w kilku miejscach poucinał tasmę filmową by na powrót ją zmontować i puścić Frey'owi..
- Boisz się mnie?.. A może... nas? - Widmowy niby - Revel wskazał dłonią w kąt.. skąd własnie zmierzał ku ziemostoceremu Piołun.. Niby Piołun. Jego własna Zbroja, którą przecież nie tak dawno zdobył, a w której zdawał się odnaleźć swojego wiernego Towarzysza, jeszcze z czasów przed podziałem Światów, który teraz zmierzał ku niemu w podobnej jak Revel otoczce, wyraźnie agresywnie nastawiony.. Trzecia postacią okazał się być Kibigami. Jego uczeń..
- Odebrałeś mi moją twarz.. - Pusty glos Jubei'a
- To ja powinienem mieć Twoją moc.. - Zasyczal Sarapsos
- Coś co nie może o sobie decydować, nie powinno istnieć.. - Zadudnił głos Niby Piołuna..

- Nie! - Krótki krzyk poprzędził głuchy wubuch. Walił praktycznie na oślep. Byleby tylko zniszczyć te iluzje.. Energie kosmiczne uwalniały swoje moce raz za razem. Krew, krzyki, uderzenia.. Nicość.

Tępy ból pulsowal w okolicach mózgu, mimo że ten już dawno powinien się rozłożyć. Któraś z nóg krzyczała rozerwanym ścięgnem, że nie da rady się ruszyć. Żebra odmawiały właśnie litanię cierpienia a jego puste oczodoły powoli rejestrowały nie wyraźnie obrazy wokół. Ciało Ignusa Revela bezwładnie rozwleczone po jasnkini. Głowa leżała gdzieś dalej. Jubei pozbawiony dłoni i drugiego oka, nie dający znaków życia. I strzaskana Zbroja Bazyliszka. Wszyscy w kałużach czerwonej posoki. To byli oni. Martwi. Nie było wątpliwości..

- Nie!! - Swiat rozpłynął się.

Uciekał przez las. Usłyszał pohukiwanie Sowy. Gdzieś między drzewami dostrzegł kobieca sylwetkę. W uszach rozbrzmiewała jedna z dawnych rockowych melodii. Doistrzegł jakiegoś mężczyznę. Mial zamiar właśnie zgwałcić tą dziewczynę. Wystarczylo kilka ciosów. Facet padł bez dechy. Martwy. Uratował ją.. Świat rozpłynął się.

Kolejne uderzenie w skałę. Kolejna krew. Dłonie mają dosyć.. On też. Ona patrzy się na niego pytająca. Unika jej wzroku..
- Dlaczego nie potrafiłeś mnie uratować? Dlaczego?
Jej oczy stały się bursztynowe. Sowie.

- Własnie Abbadonie, Dlaczego? - Zapytał Andras głosem pełnym nienawiści.. Świat rozpłynął się..

Obudził się w jaskini. Głowę miał ciężką.. Bardzo ciężką. Obok na prowizorycznych posłaniach leżeli Kiba i Revel, jego towarzysze. W kącie zwineta niczym kot spoczywała Zbroja Basylisk w której zagnieżdziła się dusza Piołuna, jego towarzysza sprzed czasów podziału Swiata. Wszystko wyglądalo, spokojnie cicho. Jedynie w umyśle Abbadona, Anioła Zagłady, który własnie mimowolnie odbył kilka podrózy astralnych, rodziły się kolejne pytania..
" - Czy Hija, znalazła jakiś sposób na przeniesienie swej duszy do ziemskiego ciała?
- Czy tym ciałem, wcieleniem Hiji.. jest Monika?
- Co o tym wie Andras..?
- Czy faktycznie dostał jej dusze?"

Daimon wstal i dorzucił drwa do ogniska. Czas zacząć współny trening z Motylem i Cyklopem..
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Nie Gru 28, 2008 8:52 pm

W niektórych miejscach brak literek w innych jest ich za dużo a w jeszcze innych poprzestawiane - jednym słowem ujmując literówki
Poza tym ciekawie - 2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Sro Sty 07, 2009 7:51 pm

Przyjął dwa suche kawałki mięsa od jednookiego. W dziwny sposób przypomniały mu o nim samym. Suchym, starym zniszczonym kawałku duszy zamkniętej w równie wysuszonym i zniszczonym ciele.
Czasem, ni stąd ni zowąd, czuł się zwyczajnie zmęczony. Podobnie teraz. Mróz, głód, powietrze drażniące rozerwaną klatkę piersiową, tchawicę, nozdrza a nawet oczodoły za każdym razem kiedy pompował tlen do na wpół przegniłych, zniszczonych niegdysiejszym atakiem Judasza płuc. "Umarlak, który musi oddychać. Pieprzona ironia Bogów" - Przeszło mu przez myśl. W jego żylastej, radykalnie szczupłej, sinej... dłoni, wciąż tkwiła marna parodia jedzenia.

Nie wyczuł niebezpieczeństwa. Otoczony towarzyszami, skupiony na ponurych rozmyślaniach, dał się zwieść złudnemu, głupiemu poczuciu bezpieczeństwa. Iluzji jaką dawało mu rozpalone ognisko, zmniejszona siła oddziaływania zimna, towarzysze i nękające go własne Demony..

A propos Demonów. Teraz było już za późno. Zapadał się w skalną lita powierzchnię, mając przed oczyma roześmianą gębę o krótkim dziobatym nosie i ogromnych szkarłatnych oczach puchacza. Postać skinęła w kierunku Zbroi Basylisk. Z jej dłoni wydobył się dziwny proszek, który w blasku nikłego ognia i światła jakie odbijało się od wszelkich narośli i formacji skalnych, przypominało sproszkowaną krew. Kiedy jego pierwsze drobiny spoczęły na Piołunie, ten zaczął.. umierać. Blask Zbroi zmatowiał, a ona sama nie budząc się ze swego snu zaczęła zapadać się w lita skałę. Po chwili taki sam los spotkał Daimona. Obaj zapadli się w niebyt.

Ciemność. Nicość. Pustka.
- Kurwa. W końcu. - Zabrzmiał głuchy, charkotliwy głos. Rozpoznał w nim swój własny. I z tym rozpoznaniem przyszedł żal.
" Więc to jednak się nie skończyło. nie przestałem istnieć. Bo gdyby tak było, nie miałbym świadomości.. kim jestem."

- Bystry to ty nie jesteś.. - Zahuczał Sowi, znajomy bas.
- To jak będzie? Przystąpisz do nas? Dalej Tancerzu Zgliszcz, Zakończmy to! Razem. zniszczmy ten Świat i każdy inny.

Dowódcy Sześcdziesięciu legionów Piekła Celtyckiego odpowiedziała głucha cisza. W całkowitej ciemności, zawieszony w nicości Abbadon stał wyprostowany, martwy i żyw jednocześnie. skazany na wieczną tułaczkę nie miał wielkiego wyboru.
- Pierdol się. Złam mnie jeśli potrafisz.
- Wedle życzenia Skrzydlaty Kluczniku Czeluści..

Pustym oczodołom Daimona ukazał się wyraźny obraz dwóch mężczyzn wchodzących do niższej partii groty w jakiej się znajdowali.. Owadziooki miotał się, miał spore trudności z poruszaniem się. Z kolei Jednooki parł na przód zahipnotyzowany głosem kucia metalu. Na przeciw nich, pośród stalaktytów i stalagmitów znajdowały się trzy Cyklopy. Po chwili jeden z nich dosłownie zarżnął dwoje niewinnych dusz dziecięcych. Sprawa była jasna. Uważali Kibigamiego za swego Króla, Daimon i Revel, podobniejak dzieci mieli być dla niego ofiarą.. Co gorsza Frey słyszał jego myśli. Jednooki mocno zastanawiał się nad poświęceniem ich obu..

- Oczywiście przekazałem Ci ich myśli bez zniekształceń. Są słabi. Obaj. Czyż nie lepiej zakończyć istnienie świata w którym sa takie słabe jednostki?

- Gówno wiesz. - Odpowiedział mu dumny charkot Frey'a.

Obraz zniknął. Po chwili jednak Frey ujrzał scenę jaką pamiętał z ostatniego snu. Andras trzymający skatowana Monikę. I jego świszczący szept..
- Znalazłem ją, wiesz? I wiesz co się okazało? W jej ciele ukryła się Hija. Czaisz? - Po ostatnim pytaniu umysł i duszę Abbadona rozerwał krzyk. nieziemski, destrukcyjny, płonący miecz. Wszystko w nim wrzało i wybuchało na przemian.. Jego kosmos, wzrósł i wybuchł w ciągu ułamków sekund.. Szalał. Bił na oślep. Wyrzucał z siebie wszystkie potworności, wymierzał najstraszliwsze i najszybsze uderzenia jakie poznał w tym ciele. ale wciąż przerywał mu tylko szyderczy śmiech każdej zniszczonej iluzji Andrasa..
- I po co ta agresja? Wiesz, sprytna ta twoja dziwka. Wydostała się z niebytu w jaki posłał ją Siewca. znalazła sobie ziemskie wcielenie, ale musiała porzucić anielskość. Swoją świadomość i wszystko inne. Nawet pamięć o Tobie. Ale była silniejsza niż wszyscy myśleliśmy. Jakimś sposobem napatoczyła się na Ciebie. Uratowałeś jej ziemską powłokę, dałeś dom, schronienie. I przyprowadziłeś mnie do Niej. A potem zostawiłeś. Jakie to mądre!! Odchodzić by była bezpieczna. Kretynie.. Przyłącz się.. Inaczej.. Hark..! -
Zimna, trupia dłoń owinęła wicie swoich palców wokół szyi Andrasa. Szkarłatne oczy, wyrażające jego pełne zdziwienie świadczyły o tym, że odczuwał realny ból..
- Teraz Ty posłuchaj.. Nie będę powtarzał.. - Zimny, stalowy głos Anioła Zagłady miał rozszarpać tego zgniłka.. - Zrób jej cokolwiek. Tknij jeszcze choć jeszcze a zrobię coś o wiele gorszego niż zabicie Ciebie.. Bo to zrobię teraz.
"Mimo że wciąż będziesz istniał.."
Zacisnął dłoń. Zmiażdżył jego krtań..

Całe ciało Daimona, oparte o stalaktyt było bezwładne. Jedynie wyciągnięta w górę szponiasta dłoń w której tkwił zraniony, sporych rozmiarów Puchacz, oraz piana tocząca sie z usta Niemartwego i krew cieknąca z oczodołów świadczyła o tym, że Wyklęty wciąż walczy.
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Sob Sty 10, 2009 7:35 pm

Nie dostrzegłem błędów.Sam trening bardzo mi się spodobał - 3 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Czw Lut 05, 2009 3:27 pm

Wciąż ciężko oddychał. Walka jaką stoczył każdy z nich z Dowódca Legionu Gniewu szczególnie dotknęła właśnie jego. Jego ciało powoli wydostawało się spod wpływu Kosmosu Starego Puchacza, lecz wszystkie obrazy jakimi bombardował jego umysł przez ostatnie kilka godzin nie pozostały bez echa zarówno na jego fizyczności jak i psychice. W świadomości Daimona Freya jak stado rozwścieczonych demonów szalały pytania dotyczące Hijii..
" Jak znalazła sposób na wydostanie się z niebytu? Jak mnie znalazła? Dlaczego mam wrażenie, że ktoś tym wszystkim kieruje???" Niewiedza i bezsilność mimo podejmowanych działań były nie do zniesienia. Mimo to brnął dalej wśród skał i ciemności. Andras uciekł. ale nie bez strat. Motyl Śmierci podciął Puchaczowi skrzydlo. Ponadto Ziarno zostało zasiane. Ziarno bólu i zniszczenia. Ziarno Rycerza Zagłady.

Gdzieś obok szli jego Towarzysze. Zyskanie przez nich Statusu Spectran było tylko kwestią czasu. Teraz, wszyscy trzej w zbrojach.. Nigdy chyba nie czuli się tak bezsilni. Przeznaczenie kolejnych dusz zależy od nich, a nawet nie potrafią uchronić ich ciał od cielesnego bólu. Ale przecież świat jest cholernie brutalny. A to nie jest ich zadaniem. Oni mają dbać o to by nikt przedwcześnie nie przekroczył bram żywych i martwych.

I z tą myślą Basylisk No Abbadon natknął się na majączącą się przed nimi sylwetkę kolejnego dziecka. Im wyraźniejszy stawal się obraz napotkanej
postaci, tym bardziej martwa glowa pustookiego zdawala się być bliska
implozji.. Ciało stało sie zbudowane jak gdyby z ołowiu, odmawiało
posłuszeństwa.. Rycerz Basylisk patrzyl swymi nieistniejącymi oczyma na
przybysza z dziwną nieufnością, być może lękiem. Mów więc istoto.
- Zachrypial w końcu nienaturalnie niski glos otchlani w odpowiedzi na dziecięcy głos. Daimon Abbadon
Frey mial dziwne wrażenie ze juz kiedyś się spotkali.. On i ta mala,
groteskowa dziewczynka w masce.. Daimon Frey nie pamiętal że to wlasnie
on/ona jednoczesnie zabijajac go, ratując świat, uratowala razem z
innymi śmialkami jego duszę, ale też razem z tymi samymi ludźmi
wystawili go tym samym Hadesowi.

Z każdym słowem tej dziwnej istoty pustka jaką Daimon mial w sercu zdawała się rosnąć. Meczyło go jej biadolenie o różnicach między polami elizejskimi a łąkami asfodelowymi. Nudziło go roztrząsanie czy Hades to imię jednego z tutejszych bóstw, w którego armi on sam przypadkiem się znalazł czy też tylko nazwa Krainy Świata Podziemnego, czy
moze jedno i drugie.. W dupie to miał. Istota która uczyła go jak wypelniać jego własne obowiązki i próbowala mu narzucić co jest dobre a co złe, wydała mu się nagle doslownie dzieckiem. Mimo iż powierzchownie dawało się wyczuć, iż jej jaźń jest o wiele dojrzalsza niż jej cialo, to teraz miał wrażenie że ta świadomość.. zdziecinniała. Dziecięca zlość, podobnej maści mądrości, irytacja.. Mial tego dość. Nie miał zamiaru być niańką. Ponownie.. Wyszedł z jaskini w poszukiwaniu uciekających dzieci. Resztę zostawił w jaskini.

Kiedy szponiaste, blade knykcie twardych palców jeden
po drugim zacisnęły się na krawędziach groty pewnie, choć powoli poczuł coś w rodzaju haustu orzeźwiającego powietrza.
Delikatne szarpnięcie pociągnęło za sobą smukłe, silne ramiona okolone
naramiennikami barwy czystego nocnego nieba. W nastepnęj chwili z mroku
jaskini wyłonił się kolczasty korpus, równie dobrze opancerzone nogi
oraz zakrzywiony, owalny łeb z połyskliwymi diamentami smoczych oczu,
drapieżnym dziobem i kryzą powykrzywianych, kolczastych wyrostków. Lecz
prawdziwa groza czaiła się w ukrytej pod, jak można było się domyśleć,
hełmem zbroi, twarzy istoty. Ziejące pustką oczodoły, surowy wyraz
twarzy, ostry nos, wiele blizn i cera przywodząca na myśl żywego trupa.
Wszystko skryte pod pasmami długich, kruczoczarnych włosów, które
spotkawszy się ze światłem słonecznym rozjaśniały kontrastowym
blaskiem.. Odrzucił coś na odczepne małej postaci, skupiając się na odszukaniu dzieci.

Jego uszu doszlo donośne pohukiwanie Sowy. Momentalnie odwrócił się w poszukiwaniu jego żródła. W oddali, na tle błękitnego nieba, dojrzał kształt oddalającgo się ptaka..
Dzieci nigdzie nie było.

Occ: Dziś coś lżejszego. Sam w sumie nie wiem czemu.
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Sob Lut 07, 2009 10:11 am

Żadnych błędów nie zauważyłem - 2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Pią Lut 13, 2009 8:50 pm

Odkrycie Siódmego Zmysłu

Z każdym opuszczeniem zasłon świadomości, z każdym oderwaniem myśli od obecnego miejsca jego położenia, Sanktuarium, Daimon po troszę mimowolnie, a po troszę z rozmysłem wracał do początków wydarzeń w tym świecie. A właściwie do początków jego walki w tym ciele o ich wspólne szczęście. Misja, Hades, Wielki Mistrz, Upiorne Dziecko w Masce a nawet jego towarzysze, Ignus Revel i Kibigami Jubei stawali się odlegli i nierealni..

Berlin. Cmentarz. Środek Nocy..
Cichy szelest opadających liści harmonizował z wiatrem pieszczącym delikatnie trawę oplatajacą powierzchnię miedzy prostymi nagrobkami, które w dziwny sposób sasiadowały z msisternymi gotyckimi pomnikami.
Latarka stróża nocnego zamigotała lekko. Stefen penetrował jak co noc ten cmentarz, tym bardziej że ostatnio coraz wiecej bylo tu przypadków wandalizmu. A po tym dziwacznym wczorajszym pogrzebie, w którym podobno nikogo nie pochowano, a ksiądz zmarł, nie bylo tu bezpiecznie. Wczorajszegodnia, kiedy nie mógł przyjść wandale zniszczylikilkanagrobków. Teraz każdy krok był więc poprzedzony katatonią uderzeń serca.
" Tydzień do emerytury, tydzień do emerytury.. " - Słowa powtarzane w myslach jak zaklęcie, pomagały.. W dalszej, starej części Nekropolis, gdzie pozostawiono stare, praktycznie dziko już rosnące drzewa, a trawa dawno nie widziała ogrodnika, prócz dawnych nagrobków coraz gęściej wznosiły się sporych rozmiarów krypty i grobowce rodzinne. Masywne, surowe, często pokryte misternymi płaskorzeźbami. Na wielu z nich były jednak również ogromne rzezby przeróznych postaci. Aniołów, Demonów. Prorokowie kuszeni przez węże, Maryja nad umierającym Chrystusem obok dwóch ogromnych kamiennych Gargulców.. Światło i Mrok. Równowaga.Fascynujący charakter tego miejsca jednocześnie przerażał i przyciągał poczciwego nocnego stróża. Jego uwagę zwróciło coś dziwnego. Dwie rzeźby.. Nie pamietał ich. Dałby sobie rękę uciąć że pierwszy raz je widzi.

Dwie z wielu rzeźb stały zwrócone łbami w jednym kierunku. Wyższa z nich, której ramiona oparte były na kolanach zgiętych w pół kucku zdawała się być dosłownie zniszczona przez kwaśne deszcze. Wypalone oczodoły, Cała kamienna twarz, mająca jakby rozpaść się od niezliczonych pęknięć. Ogromna dziura w okolicach klatki piersiowej, szponiaste, zwisające złowieszczo dłonie, rozorane w wielu miejscach. Cala postać przypominała jakiegoś upiornego Anioła. Stefen niemal z ulgą przeniósł swój wzrok na drugą, nieznaną mu rzeźbę. Ta przypominała.. Spotworniałego kota. Przynajmniej takiego wrażenia doznał Stróż z daleka patrząc na przedstawione monstrum, bo teraz wyławiał dziwną zwierzęcą postać, rónież ukazaną w półprzysiadzie, z tym że ten był charakterystyczny dla Kota. Lecz po chwili coraz bardziej przerażony Staruszek skontaktował że w miejscu gdzie kot winien mieć przednie i tylne nogi, mieściły się dodatkowo wykrzywione potwornymi grymasami twarze, ludzkie, zwierzęce.. Mógłby przysiąć że na jednym z ud rzeżby widniała wyrzezbiona głowa monstrualnego nosorożca. Setki ślepi patrzyły nań pustym wzrokiem, potęgowanym przez światlo latarki. Człowiek miał narastające, bliskie paniki wrażenie że patrzy na dwa stwory z piekła rodem. Nie pomylił się ani o jotę.

"Już dość. Cmentarz sprawdzony, Wszystko jest w porządku." Uspokajał siebie w duchu kierując się na głównę ścieżkę prosto do bramy wyjściowej z Nekropolii.. Wraz z odejściem stróża, jedynie Księżyc w pełni, który jak gdyby czekając na sygnał, wynurzył się zza chmur był obserwatorem dalszych wydarzeń tej nocy.

Dwie, z wielu rzeźb rezydujących na grobowcach poczęły się z wolna rozpadać. Pierwszą oznaką tej dziwnej korozji była błyskawicznie zaciskająca dłoń pierwszej z rzeźb. Kamienie opadły, odsłaniając w blasku Szafarza Nocnego Blasku jakim jest Księżyc, bladą trupią dłoń. Głuchy hałas obwieścił w ciągu kilku minut ożywienie dwóch kamiennych golemów.
Szczuplejszy z nich, o drapieżnej, niemal wilczej twarzy i pustych oczodołach obrócił swe lico w kierunku Towarzysza, który skąpany w srebszystej poświacie ukazywał swe brzydkie, rozorane bliznami lico, które niegdyś należalo do przystojnego mężczyzny. Kocie źrenice zrównały się z głebią oczodołów Umarłego. Zbroja jaką dzierżył Mężczyzna o kociej twarzy, podobnie jak rzeźba pod której postacią był ukryty, składała się z wielu Twarzy i nieokreślonych elementów,z których najbardziej charakterystyczny był Naramiennik o przerazającym kształcie przypominającym pysk demonicznego nosorożca. Ręce Noszącego Zbroję rozprostowały się z trzaskiem.
- Dzięki za uwolnienie. - Przyjemny, aksamitny głos mający w sobie coś z mruczącego kota zwrócił się do Pustookiego.
- Taa. Nie ma za co. - Gardłowy, nieprzyjemny glos odpowiedział mu dając do zrozumienia o błahości sytuacji. - Po chwili dodał krótko.
- Tylko nie wcielaj się następnym razem w kota. Lubię koty.
- Nie miałem wyjścia Daimonie. W tym ciele mam pewne ograniczenia.. W sumie wciąz je poznaję. Ty chyba też to masz.- O czym mówisz? - Zdziwił się Frey.
- Jako Rycerz Behemoth, nie mogę wskoczyć w inne ciało niż kocie, bądź nosorożca, patronów mojej Zbroi. Myślisz że w ciele Nosorożca natrafiłbym na kogoś kto jest w stanie przywrócić mi moje własne? Zdechłbym a dusza trafiła by znowu do Hadesa i wszystko zaczęłoby się od nowa.
- Wiesz czego on od nas chce?
- Wypełniania jego rozkazów. Sciągnął Ciebie, mnie. Podobno Sarapsosa też.
- Anioła Cierpienia?
- Dokładnie. A kto wie ilu jeszcze. Grecki Bóg Świata Podziemnego, który dla nas był jedynie cieniem Światlości, podobnie jak i inni politeistyczni Bogowie, w tej rzeczywistości ma sporą siłę.
- A my nie mamy wyboru jak mu służyć, by w odpowiedniej chwili, skończyć z tym światem i wrócić do siebie?
- Na to wychodzi.
- Kurwa. Nie lubię układów i polityki. - Ze złością zacharczał Ziemistocery.
- Ja też Destruktorze. Ja też. - Gorzko dodał aksamitny głos.

Milczeli jakiś czas, patrząc w taflę Księżyca. Po chwili gardłowy głos pretendenta do Zbroi Basylisk ponownie zadudnił wspomagany szeptem wiatru.
- Wiesz kto Cię uwieził?
- Andras. Walczyłem z nim, ale mnie pokonał. Próbowal namówić mnie do natychmiastowego obrócenia w perzynę wszystkich rzeczywistości. On dąży do Końca Absolutnego Daimonie.
- Jesteś pewien?
- Jak własnego sieroctwa.
Hebanowlosy zamilkł. Sprawa była poważna, skoro Duma, Anioł śmiertelnej ciszy, jeden z Aniołów Zamętu, Destruktorów, stawiał własne sieroctwo na równi z wydarzeniami zwiazanymi z Sowim Mistrzem.
- Na co mu Joel?
- Właśnie chyba dlatego.
- Ale przecież ten ochłap rycerza wolał pisać księgi niż walczyć! - Zbulwersował się Frey.
- Wiem tylko, ze tutaj skrył się w ludzkim ciele, bez własnej świadomości.
Znowu milczenie. Mimo uzyskanych informacji i powrotujednego z najbardziej zaufanych towarzyszy Daimona ogarnialo przygnębienie. Pętla zaciskała się coraz szybciej. Ale zanim zaczną, musi się jeszcze czegoś dowiedzieć.

- Co wiesz o Hiji?
Tym razem Daimonowi odpowiedziała cisza.
- A o ziemskiej kobiecie. Monice LeBeau? -Źrenice Rycerza Behemoth rozszerzyły się maksymalnie w blasku tarczy srebra.
- On mnie też o to pytał.
- Co mu powiedziałeś? - Zapytał nieco bardziej stanowczo niż planował.
- Odpowiedział mu krzywy uśmiech zagościł na kociej twarzy.
- A jak myślisz? Że Jej na oczy nie widziałem. Wśród Dawnych Skrzydlatych i Głebian aż huczy o tym że Ona jest dla ciebie ważna, ale nikomu nawet nie przychodzi na myśl by Ci się narazić sprzedając tę informację komuś spoza nas.
Słowa jakie usłyszał od Dumy wcale nie poprawiły mu nastroju. Więcej. Przyprawiły go o wyrzuty sumienia wobec Jedynej którą Kochał. Wobec Hiji. czy Ona wybaczy mu to, że z całym swym poświęceniem chronił tamtą Kobietę?

- Dość słów. Musimy Cię podszkolić, jeśli chcemy skopać Andrasa, a później wyrwać się Hadesowi. - Twardy ton Zbrojnego wróciły go do rzeczywistości. Obaj praktycznie równocześnie skoczyli między grobowce.
- Zaatakuj mnie, najszybciej jak potrafisz Abbaddonie. Tak jak niegdyś, w swoim prawowitym ciele.
I atakował. Poczatkowo, bez większego zaangażowania, Zacięcia. Pretendent do Zbroi Basylisk trenował z Dumą, Rycerzem Behemoth. Zbroja jaką dzierżył Spectran była zdumiewająco wytrzymała i odporna na ciosy. A także cholernie grożna w ataku. Kolce na jej na ramiennikach nie były jedynie ozdobami. Bolesne uderzenia gruchotały pozostałości żeber, miażdzyły miednicę. Daimon starał się jak mógł, ale był zbyt wolny by uniknąć, zbyt wolny by skutecznie zaatakować.. W przeciągu kilku godzin udalo mu się może raz zadrasnąć Twarz Dumy..
W końcu ten nie wytrzymał. - Tak chcesz ją ochronić? skosztuj więc tego! Blizny z twarzy Rycerza Behemoth, wraz z błyskawicznym ruchem jego dłoni i pytaniem na które odpowiedzią miał być kontratak Frey'a w kierunku Nieumarłego wystrzeliły setki ostrych linii. Daimon nie był w stanie zarejestrować tego że dosięgło go nie jeden lecz wiele skoncentorwanych ciosów. Czuł przenikający go kosmos, zręczność i siłę Rycerza Niepokonanego Ziemskiego Monstrum. Przyjął wszystko na siebie. Siła ataku odepchnęła go do tyłu, mimo to wytrzymał. Rzucił się z wscieklością na kogoś, kto smie zarzucać mu zaniedbanie w ochronie jej osoby. Seria kopnięc miała dosięgnąć przeciwnika. Duma spodziewal się czegoś lepszego. Sparował każdy cios.
- Musisz się bar.. - Seria potężnych uderzeń dosięgła ciemię. Dostrzegł jedynie dwie tożsame głebie oczodołów, by pochwili poczuć ból od jadowitych ukąszeń na własnej twarzy. Lecz to nie był koniec. Skóra na jego dloniach zaczeła pękać, czuł jak z żył wyrastają pędy dzikiej roślinności. Po chwili zupełnie nie mógl się ruszać. Uległ wzmagającemu się gradowi ciosów i nie wyobrażalnemu bólowi jaki rozrywał go od środka. Osunął się w ciemność szepcąc jedynie..
- Osiągnąłeś prędkość światła..

Świtało. Dwaj wyklęci walczyli ze soba bez ustanku w scenerii zroszonego wilgocią cmentarza pośród Kamiennych Bestii.

"Krew, Smród i Zgliszcza. Taniec Destruktorów, doskonalących się wzajemnie w sztuce Zagłady. Nadchodzą mroczne czasy. Przygotujcie się. Albowiem nie znacie dnia ani godziny. A czas nagli.." - Pomyślał Abbadon No Basylisk spoglądając na tereny Sanktuarium na jakich obecnie się znajdował..
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Czw Lut 19, 2009 1:27 pm

Mimo drobnych błędów i małych powtórzeń, ładnie napisane.
2 poziomy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Wto Mar 03, 2009 1:09 am

Siódmy zmysł.

Powrót do Tartaru przywołał kolejne wspomnienia. Przywołał pamięć chwil, w których Daimon Frey, zdolny grafik robiący karierę na rynku ilustracji do ksązek fantasy zdał sobie sprawę ile tak na prawdę warte jest jego życie.

Pustooki stał teraz po części analizując słowa dziwnej, zamaskowanej postaci, Ignusa Revela, który podobnie jak on wyraźnie miał poczucie zbliżających się zmian mających znaczenie dla całej znanej im rzeczywistości, oraz zachowanie dwóch pozostałych Spectran, w tym rannego sędziego, który zdawał się nic nie robić z powagi sytuacji..

Lecz krajobraz jaki ich przywitał, a jaki Hebanowłosy upiór dopskonale znał z pamiętnej nocy, kiedy to jego zmarłe ciało, wraz z świadomą duszą trafiło do greckiego Piekła.. Pamiętał grę świateł, feerie barw, żółcieni, brązów, szkarłatów i fioletów, które migały mu przed oczami, dopóki nie zorientował się że to jedynie resztki zmysłu wzroku, który został mu odebrany wraz ze śmiercią i zastapiony jakimś niewytłumaczalnym rodzajem poznania.. W trakcie swej późniejszej podróży, zdążył już dowiedzieć się, ze to dzięki energii zwanej tu kosmosem, był w stanie rozpoznawać kształty, poszczególne tony, a przy odpowiednim skupieniu nawet zlożone szczegóły, jak choćby róznice między twarzami poszczególnych osób.

Pamiętał też jak doszlo do tego wszystkiego..

Wracał właśnie z rozmowy z nowym inwestorem, który był zainteresowany wydaniem albumu z jego grafikami. to własnie mialo ugruntować jego pozycję w środowisku. Jego władzę. Było dośc późno. Spotkanie trochę się przedłużyło i zmieniło nieco swój charakter. Wydawca okazał się czlowiekiem na tyle dobrodusznym, że nie tylko zaplanował wieczór, co zaoferował nocleg z wszelkimi dostępnymi wygodami.
Daimon bawił się doskonale popijając sex on the beach, delektując się towarzystwem dwóch nieziemsko pięknych kobiet i śmiejąc się do rozpuku z dowcipów pana Omara Asardna, który zdawał się być bardzo przyjaznym człowiekiem. Kiedy w końcu zaproponował, że pora przenieść się do większego lokalu, Daimon nie wahał się ani chwili. Cala czwórka wyszła ochoczo z budynku na czele z Daimonem, który był już pod dość mocnym wpływem wszelkiego rodzaju używek. Omar, elegancko ubrany z nieco okrągła głową i wyrazistymi szkarłatnymi oczyma wskazał mu białego mercedesa. Podchodząc do niego chwiejnym krokiem, Daimon mógłprzysiąc że wyraźnie słyszał krzyk sowy. Swiat spowiła nicość.

Ostry jak brzytwa ból orał jego twarz milimetr po milimietrze. Poprzez salwy jego własnych wrzasków, wzrastającej świadomości cierpienia wywołanego kolejnymi zadawanymi ranami przebijał się dudniący, głuchy głos.

- Czy wie Pan, Panie Frey, że oczy są zwierciadłem duszy? Celtowie wierzyli, ze zabierając swoim ofiarom białka oczu, pozbawiają ich duszy.. Pozwoli Pan że sprawdzę..
******************************************************
Nienaturalny dreszcz przeszedł jego ciało.. Jedna chwila wystarczyła by ponownie odciął się od wydarzeń czasu rzeczywistego. Ostatnio takie skoki zdarzały mu się coraz częsciej. Tak jak wtedy, w Berlinie, już po smierci.

******************************************************
- Nadal nie wiesz kto to był? - Zapytał Behemoth.
- Gdybym wiedział, nie prosiłbym Cię o pomoc.
- Racja. Ale mógłbyś się bardziej skupić. - Silne uderzenie ponownie dosięgnęło trupiej Twarzy Daimona.
-I kto to mówi. - Szybkie podcięcie z jednoczesnym użyciem kosmosu w postaci jadowitego węża sięgającego ramienia odniosło skutek..
Rycerz niepokonalnego Monstrum jednak nie poddawał się. Sprawniej wykorzystywał techniki łaczenia swoich umiejętności. Siódmy zmysł pozwalający Rycerzowi jednoczesny atak pełną siła, zrecznością i siła kosmosu..
Walczyli tak dzień po dniu, z krótkimi przerwami po to byzregenerować swe ciała. Byli wyklęci, zdesperowani. A plac Cmentarza idealnie zastępował pole bitwy. W końcu, obydwaj wyczerpani runęli na ziemię..

- Nie jestesmy gotowi. Wycharczał Frey.
- A więc walcz dalej! - Poderwał się Behemoth..
Daimon odparował atak ostatkiem sił. wciąż jednak otaczała go mroczna aura kosmosu, otoczona iluzjami potwornych hipnotycznych oczu.. Niezbity dowód opanowania siódmego zmysłu..
******************************************************
Żegnaj przyjacielu.. - Rzucił w przestrzeń Tartaru, nie zwracając uwagi na Towarzyszy. Po czym widząc co ma zamiar robić Radamanthes zwrócił się do niego..
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   Nie Mar 15, 2009 10:40 am

2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Abbadon - treningi   

Powrót do góry Go down
 
Abbadon - treningi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: