Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kim ja jestem ?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Sty 31, 2009 3:20 pm

Shaka nie miał jakoś siły aby cokolwiek zrobić.Mężczyzna władał nad nim niczym drewnianą kukiełkę na sznurkach i tylko pociągał jej rączki czy nóżki według swoich zachcianek.Nie mógł nic zrobić...ciemność i pustka w głowie przerodziły się w coś więcej niż tylko zanik pamięci.Chłopak powoli staczał się na dno...nie miał woli czy siły aby cokolwiek zrobić.Gdy poczuł gorący piasek na policzkach wydawało mu się że znajduję się już w bezpiecznym miejscu.Lecz ta radość szybko mu umknęła gdyż morska woda zaczęła go powoli wciągać zaczynając od nóg.
Nie było innego wyjścia...musiał się poddać żywiołowi.Przegrał ze wszystkim...mężczyźni z jakieś organizacji zabrali mu coś ważnego w postaci małego motylka.Nie potrafił ocalić swoich kompanów przed nieuchronną śmiercią.Jednym słowem..."dupa".
Powoli się osuwał po piasku...bezwładnie zmierzając ku morskiej fali...jeszcze tylko parę minut i będzie po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Lut 01, 2009 6:24 pm

Brezzo był jeszcze mniej pobłażliwy niż Daimon, Iluzjonista nie chciał
zdezorientować Demrenfarisa tylko zniszczyć go, zamienić w kupkę
popiołu i wsypać w plastikowy worek. Potężna fala uderzeniowa, która
nagle zamieniła się w wielkiego ognistego ptaka runęła na
czarnoksiężnika razem z niewesołymi pazurami, dłońmi i innymi
paskudztwami Frey'a.
Dantivo nie strzelał, wyjął jeszcze tylko jeden pistolet. Szczerze
mówiąć sam nie wiem jak zmieścił pod płaszczem, wielką i zakazaną przez
wszystkie kraje broń. Pomsta, broń ta była robiona tylko na
specjalne zamówienie, pasowały do niego wielkokalibrowe pociski '' NEX
AP 666 " zdolne przebić pancerz czołgu. Niektórzy uwazali tę broń za
zbyt cieżką i mało wyrafinowaną, ale Dantivo posługiwał się nią i wcale
nie nazekał na jej nieporęczność.
Lotnik wymierzył w miejsce, gdzie jeszcze przed wielkim wybuchem stał
strażnik Baru Travisa. Mokre palce zacisnęły się na spuście..
Coś w tabunie kurzu poruszyło się, a z paszczy Pomsty wyleciał snop
ognia. Postać zachwiała się, wyszła z kurzu, a Brezzo i Daimon mogli
teraz docenić wartośc Pomsty bo pocisk z niego wystrzelony dosłownie
urwał czarnoksiężnikowi nogę..
Demrenfaris, zmęczony i cały pokrywy krwią nadal się uśmiechał. Leżał
tak chwile na spalonej trawie, lekko chichocząc, jego ciało rozjaśniła
czerwona aura.. Nagle jego kosmos eksplodował. Daimon został
zdmuchnięty jak piórko. Nieumarły całym swoim ciałem spadł na
ogrodzenie, które było pod.. napięciem. Dantivo, który stał w samym
centrum wielkiego wybuchu, leżał zmiażdzony przez energie kosmiczną
strażnika. Brezzo gdzieś zniknął, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Demrenfaris rozglądał się nerwowo do okoła, po chwili jego wzrok utkwił
w powybijanych szybach baru..

Ciemność pochłaniała ciało Shaki, tak jeszcze tylko chwila.. jest tak przyjemnie..
- Wstawaj - usłyszał uczeń świątyni, cichy srogi głos nad lewym uchem.
- Wstawaj mówie - powtórzył mężczyzna, uderzając dość mocno
otwartą dłonią pulik młodego pretendenta. Shaka otworzył oczy, lecz ten
uderzył go jeszcze dwa razy. Blondyn patrzył właśnie na, nie
ogolonego mężczyznę z zielonymi czujnymi oczami i krótko
przystrzyżonymi brązowo-siwymi włosami. Ubrany był on w czarny długi
płaszcz i Ciężkie czarne buty z
licznymi świecącymi klamrami. W jednej ręce trzymał on telefon
komórkowy, przez który rozmawiał, a drugą pociągnął już Shakę tak by
ten usiadł.
- Wiem El, wiem do cholery! - krzyknał nagle, a jego wzrok utkiwł na Shace - Mam tu tego Blondyna, który miał sprawdzić chatkę nad morzem - mruknął, po czym odpowiedział
- I jak pytasz? Zajebiście gość stracił pamięć. Tak więc dostane te cholerne posiłki? - mężczyzna był czymś wyraźnie zdenerwowany.
- Dobra rozumiem, dzwoniłeś do tego drugiego? - zapytał, łapiąc pretendenta do zbroi Panny, pod pachę i podciągając gow górę, tak zeby ten wstał.
- Okey, czekam na Lilith. Czyli chłopak leci do Ciebie. Bez odbioru - rzekł mężczyzna kończąc rozmowe.
- Słyszysz mnie? - zapytał, machając chłopakowi przed oczami otwartą dłonią - Jestem Dineto, przywiązłem Cię tutaj.. Hallo młody..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Lut 03, 2009 4:13 pm

Shaka miał już całkowicie pogrążyć się w ciemnościach oraz w morskiej otchłani gdy poczuł jeden mocny uścisk na szyi.Gdy tylko mężczyzna uderzył go w twarz już za pierwszym razem chłopak otworzył swoje blado błękitne oczy.Twarz absolutnie nie wyrażała żadnych uczuć jakby była zrobiona z kamienia.Przez dłuższy czas Shaka przyglądał się tajemniczemu przybyszowi swoim martwym wzrokiem.Następnie starał się zrozumieć jego paplaninę przez telefon lecz to także sprawiało mu znaczne trudności.
Dopiero gdy zadał ostatnie pytanie Shaka lekko skinął głowę na tak.Jednak to była już ostatnia reakcja.Całkowicie nie miał siły wewnątrz siebie aby cokolwiek więcej wydusić.W skórcie nie był przekonany czy ten Dineto mówi prawdę czy kłamie aby coś wyciągnąć z chłopaka.Równie dobrze może go teraz zabić...od tak po prostu.Shaka jak bezbronna lalka grała na każde pociągnięcie sznurka.Więc w tym momencie jest mu to wszystko obojętne...
Ponownie skierował swój wzrok na Dineta.Jednak tym razem błękitne oczy zaświeciły czymś więcej...jakby blaskiem...wołaniem o pomoc.Nie mógł z siebie tego wykrztusić więcej miał nadzieję że to może być dobrym znakiem na mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Lut 03, 2009 8:25 pm

Nie zdążył się uchylić. Nie było szans. Samo uderzenie prawdopodobnie
połamało mu nadkruszone żebra. Dalej było już tylko gorzej. Siła
uderzenia obezwładniła go na tyle by nie kontrolował swego lotu.
Orzeźwiło go dopiero przyjemne łaskotanie tysięcy woltów.. Nie było by
problemu gdyby nie stalowi, mali przyjaciele ulokowani w równych
odstępach na równie sympatycznych skręconych drutach, przez które do
jego martwego ciała docierała rozchwiana, chaotyczna energia. Prąd w
czystej postaci. Daimonowi przypomniał się pierwszy, przeżyty w
dzieciństwie atak epilepsji..
"Uspokoić oddech.. Uspokoić oddech.." - Wmuszał te słowa głęboko
w siebie, kiedy wykręcany nagłymi spazmami, haczył dłońmi, głową,
nogami i płaszczem o śmiercionośne druty. Miotał się kilka sekund we
wszystkich kierunkach, by w końcu zdławić ból.. Musiał to zrobić. nie
miał wyjścia.
Z całych sił pchnął swe ciało do przodu starając się wyswobodzić ręce.
Upadł na ziemię. Nie mógł siebie teraz widzieć, ale pewnie nie byłby
zaskoczony. Szczupła sylwetka, teraz powyginana i bezwładnie leżąca na
soczystozielonej trawie, wyraźnie kontrastowała z otoczeniem. A
przynajmniej z tym jego fragmentem. Bo nieopodal również popiół i
zgliszcza..

Blade, poparzone mięso dłoni Nieumarłego Pretendenta Do Zbroi Basylisk
rozstąpiło się w miejscu gdzie znajduje się ścięgno, ukazując tym samym
jego biel. Suche, martwe mięśnie , napięły się na całym ciele. Płaszcz był praktycznie w strzępach. Daimon
wstawał bardzo powoli ..
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 04, 2009 9:50 pm

Nagle głośny warkot, trzask gasnącego silnika Harley'a, który już stał
na chodniku. Motocykl błyszczał w nikłych promieniach słońca, widać ze
jeździec, który na nim przyjechał dbał o swój wehikuł.
Długie Fioletowe lokowane włosy roztańczyły się na wietrze, zielone
wręcz kocie oczy rozbłysły, gdy tylko ujrzały Dineto. Równe zęby
ustawiły się w szerokim uśmiechu. Kobieta pomachała lekko mężczyźnie
dłonią ukrytą pod czarną skórzaną rękawiczką.
- No nareszcie ile można na Ciebie czekać? - zapytał Dineto,
suchym tonem, lecz po chwili puścił oczko do Lilith, która uśmiechnęła
się jeszcze szerzej. Dziewczyna, bo słowo kobieta zbyt bardzo by ją
postarzyło, ubrana była w obcisły i skórzany strój, który bardzo
uwydatniał jej wdzięki.
- Chavel, Ognar i Rert wpadną za kilka chwil.. - mruknęła, łapiąc Shakę za rękę, po czym położyła go sobie na ramieniu, dokładnie tak jak pomaga się rannym żołnierzom.
- Okey, chce tu wszystkich, którzy są w okolicy.. Spróbujemy rozpierdzielić ten burdel powodujący zaniki pamięci.. - odparł, wyłamując sobie palce.
- Dobra, leć z nim do Drego, bo już mu to paskudztwo oczka wybiela..
- mruknął Dineto po chwili ciszy, dziewczyna nie zastanawiając się
długo, przyśpieszyła kroku kiwnęła tylko głową. Silnik motocyklu
zaryczał głośno, a po chwili kobieta wraz z młodym pretendentem
zniknęli gdzieś w korku ulicznym.
Stara brukowana uliczka, którą otaczały stare powyginane przez wiatr
brzozy prowadziły do dużego wyglądającego na zabytkowy pałacyk w którym
kiedyś prawdopodobnie mieszkała jakaś zamożna rodzina. Lilith pomogła
zejść z maszyny Shace, a potem doprowadziła go pod misternie zdobioną
zardzewiałą bramę. Oboje szli wydeptaną ścieżką kilka minut, po chwili
przeszli kilka kamiennych stopni, aż stanęli przed starymi drewnianymi
drzwiami..
Lilith, zapukała krótko, trzy razy pięścią i dwa raz otwartą dłonią, wiedziała ze Shaka i tak nie wie po co ona to robi..

To nie było przyjemne, nawet dla kogoś kto lubił czasem zostać
pogiglotany przez piorun, lecz Daimon Frey, nie wyglądał na taką osobę.
Włosy, które często miał rozpuszczone lub zaczesane w kuc, teraz
wyglądały jakby przeszło przez nie tornado. Coś szumiało mu w uszach,
lecz dokładnie nie wiedział co to jest, czy to rój pszczół wleciał mu
do ucha, czy może jakiś zabłąkany elektorwstrząsik znalazł wejście do
jego czaszki.
Demrenfaris utkwił w nim swoje wściekłe zmęczone oczy, a uśmiech z jego
twarzy natychmiast zniknął, blask oczu również nie był już tak
promienisty jak przed chwilą. Czarnoksiężnik nie dowierzał własnym oczom
jak ktoś kto uderzył całą swoją masą o ogrodzenie pod napięciem może
wyglądać jakby dopiero wziął poranny prysznic i zjadł dobre pożywne
śniadanie?
Demrenfaris widział jak Frey rozkłada ręce. Kosmos potężny kosmos promieniuje z jego dłoni..
- To nie możliwe.. - wycharczał, spoglądając na Dantivo, który już celował do niego z Pomsty, nagle do baru wszedł Brezzo..
" Do kurwy nędzy nie!" -pomyślał strażnik próbując wstać. Upadł,
krew lała się z jego urwanej nogi tak szybko ze już blady Demrenfaris
teraz był całkowicie biały.. Bardzo powoli zaczął czołgać się w
kierunku wejścia do Baru - "Gorące Usta".
Dantivo zmarszczył brwi, wymierzył pistoletem tak, by "666" urwał drugą
noge, lecz cały czas czekał. Nie wiedział dlaczego ich przeciwnik nagle
zaczął się wycofywać, wzrokiem szukał on również Brezzo, który według
Lotnika prawdopodobnie dał drapaka..
W kieszeni Frey'a coś zaczęło wibrować, a potem z lekkim trzaskiem, wybuchło
mu w kieszeni. To telefon komórkowy, który właśnie zakończył swój
żywocik. Nie minęła jednak chwil, gdy Dantivo rzucił pod nogi swój
telefon na którym widniał opis " EL - Dzwoni "..
- Odbierz.. ja nie mogę się rozpraszać.. - syknął dość głośno,
by Daimon usłyszał. Lotnik zacisnął palce na spuście, Demrenfaris
naprawdę zdawał się uciekać w kierunku baru..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 04, 2009 9:59 pm

Wszystko to działo się w potwornie szybkim tempie.Shaka spojrzał tylko kątem oka na dziewczynę która z całą pewnością wyróżniała się ze względu na swoje wdzięki.Jednak przez ten zanik pamięć chłopak całkowicie nie zważał na jej urodę...równie dobrze mogłaby być garbata bez żadnych zębów oraz z 20 kilową nadwagą.Na całe szczęście kobieta pomogła uczniowi Świątyni bezpiecznie wsiąść na motor a następnie przetransportować go do dziwnego miejsca.
Blado błękitne oczy spojrzały na dworek który musiał należeć do bardzo wpływowego oraz bogatego człowieka.
Z całą pewnością musi to być jakiś związek z pomocą dla chłopaka.A może nawet odzyska z powrotem pamięć??.
Gdy dotarli do drzwi Shaka przejechał koniuszkami palców po futrynie.W ten sposób chciał coś poczuć...tyle że co?.Następnie spojrzał na kobietę.Chwycił ją w delikatny sposób za rękę jednocześnie skulając się ze strachu czy z zimna...
miał nadzieję że nieznajoma nie odtrąci go i nie zdzieli przy pierwszej lepszej okazji w twarz...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 04, 2009 11:21 pm

Ledwo mógł ustać na nogach, martwe ciało wyraźnie strajkowało przy każdej próbie ruchu. Rany otwierały się, a wylewająca z nich na wpół zakrzepła, ropopodobna ciecz równie powoli przyozdabiała zielony trawnik jak on stawiał kolejne kroki.. Czeluść oczodołów wyzierających spod spopielonych kłębów włosów żywego trupa zarejestrowała Demrenfarisa zmierzającego ku wejściu do Baru. Brezzo gdzieś zniknął, a jemu samemu własnie coś wybuchło w kieszeni płaszcza choć przez moment wydawalo się że to kolejny atak rozczłonkowuje jego ciało.. Mimowolnie spojrzał w dal, a jego wzrok spoczął na Lotniku, który celował w oddalającego się na czworakach przeciwnika.. Mówił coś w jego kierunku, ale Daimon nic nie rozumiał. Słyszał jeszcze zlewającą się masę dźwięków. Z trudem złapał telefon komórkowy Dantivo. Z równie wielką trudnością trafił w klawisz " odbierz". Dzwonił Drego..

Daimon wyrzucił z siebie jak najwyraźniej potrafił.
- Bar.. Trevisa.. Szybko.. Anioły.. ciemności... - Powtarzał te słowa póki glos w słuchawce mu nie odpowiedział. Sam wciąż zmierzał w kierunku uciekiniera. Wydawalo się że przyspieszał krok za krokiem.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Lut 06, 2009 9:57 pm

Drzwi skrzypnęły cichutko, a w przejściu stanął chudy mężczyzna ubrany w brązowo czarną skórzaną kurtkę i takie same spodnie, z lewego ucha zwisał kolczyk przypominający mały czerwony-czarny krzyż. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ostre białe zęby rozbłysły w nikłym blasku słońca. Po chwili prawa dłoń powędrowała w kierunku prawego ucha, drapiąc je szybko i agresywnie jak pies, który właśnie chce pozbyć się wrednej napastliwej pchły..
- Wejść - warknął, chrapliwym głosem
- Dobrze, dobrze, a gdzie El? - zapytała Lilith, jakby uspakajając mężczyznę
- Wyszedł, ale kazał nam przechować tu Ciebie i blondyna - wyszeptał po czym szybkim ruchem zamknął za sobą drzwi. Przez kilka chwil w pomieszczeniu panowała zupełna ciemność, gdy nagle nad dziewczyną i młodym pretendentem mrok rozświetliła wielka zdobiona lampa, która wisiała dokładnie nad nimi. Mężczyzny, który otworzył im drzwi stał już na drewnianych schodach, otulonych w długi i wąski czerwony dywan.
- No dalej ruszać się, Może szef wymyśli coś dla tego blondziaka - zawarczał prawie jak pies, który ostrzega ze potrafi ugryźć.
Lilith, popchnęła lekko przez siebie Shake, tak żeby zmusić go do marszu..
- Nigdy im nie ufaliśmy, a teraz bratamy się z wrogiem.. Jeśli nie ma tu Drago, to Ci psychopaci mogą z nas zupki w proszku zrobić.. - mruczała cicho idąc przed siebie, znów lekko popychając Shake, tak żeby ten nie zatrzymywał się.


- Natychmiast - Tylko tyle usłyszał Daimon, a sygnał natychmiast się urwał. Daimon spojrzał na Demrenfarisa, który uniósł poranione ręce ku niebu, nagle ciało Frey'a jak i Lotnika owinęła dziwna runiczna aura, Daimon widział przed sobą jakieś dziwne czerwono czarne znaki, które już raz skrępowały jego ciało..
Dantivo, jak opętany próbował walczyć z paraliżem, który właśnie skrępował jego ruchy..
- Szlag... - wyszeptał, nadal próbując z całej siły nacisnąć spust pistoletu..
Czarnoksiężnik, doczołgał się do drzwi już chwycił za klamkę, gdy...
Krew chlupnęła na drzwi wejściowe, a dłoń Demrenfarisa z głośnym klapsem uderzyła na drewniane deski. Jego krzyk słyszał chyba każdy, który mieszkał lub przechodził koło baru, lecz wraz z krzykiem wzrósł kosmos, który jedną potężną dawką energii, rozmył iluzjonistyczną kryjówkę Brezzo, a na jego policzku pojawił się ślad, który przypominał cięcie zadane od noża..
- To już zaszło za daleko.. - wycharczał plujący krwią Czarnoksiężnik.. po czym wymówił słowa, które brzmiały miejwięcej tak.. - Ogarrhanan bregra nova.. Ministerionekro.. fiziorin..
Co kolwiek znaczyły te słowa, brzmiały naprawdę przerażliwie i mrocznie. Mroczna kołdra natychmiast otuliła Demrenfarisa, a krew z jego ran przestała lecieć, zamiast brakujących kończyn miał drugie, żylastę, krwiste, okryte samą tkanką mięśniową ja u jakiegoś demona, oczy strażnika rozbłyszły krwią, która polała się z jego oczu..
- Śmierć!... - wykrzyczał, piskliwym rządnym władzy i krwi głosem..
Energia jaka wyzwoliła się dzięki samemu odezwaniu się zdmuchnęła całą trójkę o kilka metrów w tył. Daimon znów poczuł jak wszystkie mięśnie i kości wrzeszczą z bólu. Bariera blokująca ich ruchy zniknęła. Dantivo wstał właśnie z zimmnej ziemi, lecz pod ręką nie miał żadnego pistoletu, gdyż wszystkie wypadły mu podczas działania paraliżu, a Iluzjnoista Brezzo wyraźnie zmęczony i osłabiony znów zaczął koncentrować swój kosmos..
OCC: aaa Daimonek twoje hp spada o 200. Bo bym zapomniał ^^
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Lut 06, 2009 11:06 pm

Ból. Tak można streścić każdą z ostatnich chwil "życia" Daimona Frey'a. Chwilowa cisza jaką zapewnił mu telefon od Drego zdawała się w ogóle nie zaistnieć, kiedy oplótł go runiczny paraliż, rozdzierając ponownie otwarte rany. Telefon upadł na trawę. Po chwili paraliżujący ból ustapił... Kolejnemu rodzajowi bólu. Ten, nowy, w przeciwieństwie do ostatnich żyletek rozcinających jego martwe żyły od środka, przypominał raczej smagnięcie bicza, mające rozciąć jego ciało w pół.. po kilkanaście razy.
Upadł na ziemię zupelnie nie kontrolując swoich ruchów. Jeśli wcześniej był ranny, to teraz przypominał niezdarnie zaszlachtowaną przez rzeźnika sadystę, świnię. Przez dłuższą chwilę nie był w stanie stwierdzić czy jeszcze leży, czy może już unosi się w strefę niebytu.. Nie słyszal nic prócz jej slodkiego głosu..

" Zaraz będę maleńka.. Już do Ciebie idę.. Nigdy już Cię nie opuszczę.. " Odpowiedział równie czułym, pełnym tęsknoty szeptem.
Twarz Hiji uśmiechnęła się smutno ukazując mu swoje piękno. Głeboki brąz pieknych oczu, cynamonową cerę.. I niewypowiedziane.. "Zostań.. Musisz zostać jeszcze."

Wokół świszczało niemiłosiernie. Jakimś cudem, mimo ciągłych zawirowań świata wokół, zdołał podnieść głowę. Obraz przed oczodołami, podobnie jak wszystko wokół, oraz powierzchnia na jakiej leżał, zdawało się przelewać z jednej strony na drugą w jakiś niewytłumaczalny, chaotyczny sposób. Nie wiedział, czy udalo mu się wstać, czy może wciąż leży. Próbował jedynie znaleźć się bliżej tego skurwiela.
" Jebać to. Najwyżej zginę." Mozolnie, krwawo, lecz o dziwo na dwóch nogach, z wszechobecnymi ranami zbliżał się do Demrenfarisa.. Instynktownie czuł że ich przeciwnik przyzwał jakiegoś Demona do pomocy, by ten nawiedził jego ciało..
Stojąc przed nim, zakrwawiony nieumarły zapytał.. Lecz nie Demrenfarisa..
- Jak masz na imię? I co Ci obiecał w zamian? Nie wiedział ile czasu upłynelo od odpowiedzi i czy wogóle została ona udzielona, ale jedno było pewne. Jeśli zabije nawiedzone ciało, to nawet jego tymczasowy mieszkaniec nie uchroni jego prawowitego własciciela od śmierci.
"Już nie długo Maleńka.."
Wszystkie pięć kościstych palców zanurzyło się na zasadzie haka podbródku Demrenfarisa z zamiarem ponownego wydostania się na świat od strony ciemienia. Nie wiedział czy mu się udało. Swiat tracił ostrość..

Occ:
Cios na zręczności 3*zręczność z zamiarem skutku krytycznego - 78 dmg
Abbadon -
HP - 210/480
MP - 500/1010
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 14, 2009 4:50 pm

OCC;Przepraszam za tak długą zwłokę gdyż byłem w górach na feriach:)

Przysłuchiwał się...a raczej starał rozmowie dwóch obcych mu ludzi.Jeden z nich powiedział że w trakcie pogawędki że może mu pomóc..ale po co pytanie??.Czy coś Shace dolega??.
Jednak nie miał wystarczająco siły oraz ochoty aby cokolwiek z siebie wydusić.
Zaczął podążać dalej w stronę nieznajomego oraz dziewczyny.
Pewnie już tylko minuty ich dzielą aby Shaka odzyskał pełną jasność umysłu..
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 14, 2009 9:27 pm

Głowa Czarnoksiężnika po uderzeniu Daimona odskoczyła, a następnie
wróciła na miejsce tak jakby przymocowana była na niewidzialnych
zawiasach, morderczy cios doszedł do skutku, lecz krew, która
wydobywała się z ciała strażnika nie była już jego..
- Nie poznajesz mnie? - zapytał, nieludzkim głosem Demrenfaris,
a jego ciało natychmiast otoczyła ognista bariera, ciało
czarnoksiężnika, które dokładnie kilka minut temu rozpadało się teraz
zdawało się być złączone czymś co przypominało płynną lawę
- Nie przypominasz sobie?Jestem tym, któremu w ofiarę oddaje się
ludzkie życie, Moje imię nadal rozbrzmiewa w Kanaanie..Tam nadal sławią
mnie Pana Ognia, sławią mnie.. Molocha..
- paskudny uśmiech
zagościł na twarzy Nieżyjącego od kilku chwil Demrenfarisa, gdyż tak
jak mówił Pan Płomieni, ofiarował on swoje życie..
- Tak więc jeśli już tu przybyłem.. Walczmy - rzekł, robiąc
kilka kroków w stronę Daimona, a nastepnię odpłaczając mu taką samą
kombinacją uderzył w pretendenta do zbroi Bazyliszka, lecz jego dłoń
zatrzymała się kilka milimetrów od ciała Frey'a.
- Jak to..? - zapytał Moloch, a jego głos wyrażał jednocześnie złość i zdziwienie - Kto śmie..? - zapytał, lecz już poznał odpowiedź..
Na polu bitwy pojawił się jeszcze jeden człowiek. Mężczyzna w krótkich czarnych włosach, w dziwnym czarnym
mundurze trochę przypominającym złączenie ciężkiego czarnego gotyckiego
płaszcza z umundurowaniem komandosa. Na jego ogolonej twarzy pojawił się lekki uśmiech, po czym jego wzrok ciężko opadł na Dantivo i na Frey'a.
- Wpuść nas.. Wszystko wiemy, Trevis czeka na nas.. - zaczął
spokojnie, czarna aura Czarnosrebrna aura oplotła strażnika, tak ze
teraz ten nie mógł się ruszyć. Dantivo podniósł swą broń, a Brezzo
nadal kumulował swoją energie.
- Nigdy.. - zamruczał Moloch..

Lilith i Shaka weszli do długiego pomieszczenia w którym znajdował się
prawie tak samo długi drewniany stół, na samymy jego końcu na masywnym
i ładnie zdobionym krześle siedział, meżczyzna wieku średniego z
czujnymi oczami wydatnymi koścmi policzkowymi i siwymi splecionymi w
kuc włosami, jego odzienie przypominało szatę kapłana lub jakiegoś
czarodzieja. Jego strój koloru świeżego śniegu, nie był przesadnie
zdobiony, gdyż jedynym zdobieniem był wielki czarno-czerwony krzyż..
- Siadajcie, rozmawiałem z Drego i wiem wszystko, czy zyczycie sobie czegoś do picia? - zapytał grzecznie, wskazując im powolnym i wyrafinowanym ruchem dwa krzesła.
- Widzę chłopcze, ze tobie również ktoś skradł duszę.. - zwrócił się do Shaki, po czym jego wzrok, utkwił się w kielichu z winem, którego trzymał przed swoim nosem
OCC: DE wybaczam ;]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Lut 15, 2009 12:54 am

Z ulgą powitał pojawienie się Drego zaraz po tym jak jego własny atak nie przyniósł żadnego skutku.
- Moloch mówisz.. Podwładny Baal Han'ana.. - Wycedził Daimon.. Choć był piekielnie zmęczony, wciąż był gotowy iść na calość..
- Jesteś pewien, ze jesteś tu prawdziwym Panem Ognia? Przesyłam pozdrowienia od Salamander. - Z ostatnimi słowy spojrzał swymi nieistniejącymi oczyma, w oczy Demona.
Skupił resztki swego kosmosu by sprawić że Moloch uwierzy w to, że nie jest w stanie rozpalić choćby drobnej iskry..

iluzja 1 - 50 mp
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Lut 15, 2009 3:38 pm

Widząc obcą mu postać odzianą w białą szatę Shaka zrobił lekki krok w tył jakby się czegoś obawiał.Momentalnie jego źrenice zwiększyły objętość a serce zaczęło bić szybciej.Jednak czując obecność kobiety za nim która cały czas go prowadziła natychmiast się uspokoił.
Siadł w wyznaczonym miejscu i starał się zrozumieć słowa mężczyzny.
Na zadane pytanie tylko kiwnął głową jakby odruchowo i bez przekonania że coś niedobrego się z nim wydarzyło.
Jego blado błękitne oczy powędrowały na dziewczynę.Chciał przez to jej powiedzieć żeby ona mówiła za Shakę...
Sam pokrzywdzony nie miał wystarczająco dużo sił aby cokolwiek powiedzieć czy przypomnieć sobie twarze jego dręczycieli.
Chwilkę później chłopak się lekko skulił jakby mu było zimno...a faktycznie.Podarta lniana koszulka która w tych warunkach była bardzo przewiewna mogła sprawić o dreszcze...
Mokre włosy powędrowały na plecy ucznia świątyni a na twarzy umalował się dziwny wyraz.
Zagadka jego "stanu" wkrótce się wyjaśni...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pon Lut 16, 2009 8:04 pm

Nagle, jakby spod ziemi pojawiła się kobieta, która nalała gościom
wina. Mężczyzna spojrzał na Shake w dobroduszny sposób, po czym rzekł
- Misrab, zachowywał się znacznie inaczej, był agresywny i nie dał sobie nic wytłumaczyć, lecz teraz jest znacznie spokojniejszy - rzekł, sucho mężczyzna.
- Znaleźliście lekarstwo? - zapytała Lilith
- Nie - odparł, szef mafii - Misrab, nie żyje od dwóch godzin.
Lilith, zamknęła oczy, po czym spojrzała na pretendenta do zbroi Panny - Jak długo żył? - zapytała, przenosząc wzrok na mężczyznę.
- Nie mogę odpowiedzieć, gdyż nie mam pojęcia kiedy to się stało,
ale myślę ze utrata pamięci następuje szybciej, gdy dusza jest słaba i
zła, no wiesz grzechy i te inne takie tam..
- mamrotał, mężczyzna - Lecz,
nie mówmy o tym. Jak dobrze wszystko pójdzie, już za kilka godzin
zakatrupimy tego kto zabija, gdyż jeden z waszych znalazł podobno
kryjówkę, a raczej miejsce z którego wyszedł ten chłopak, bez pamięci,
a wchodził z nią.

- My mamy was zabrać tam dopiero wtedy, gdy wasi jak i nasi uporają
się z problemem. Jak na razie, czujcie się jak u siebie w domu, gdyż
taka okazja już może się nie powtórzyć -
dodał i upił łyk ze swojego kielicha.
- Czyli nadal sprawca jest nieznany ? - zapytała Lilith, a mężczyzna tylko pokiwał głową, nagle pojawiła się ta sama kobieta, lecz teraz nie z winem a telefonem.
Mężczyzna chwycił za słuchawkę, a jego oczy ukazały strach
- Rozbici? - zapytał łamliwym głosem - To nie możliwie, biorę
wszystkich.. Teraz.. Już! - ryknął i rzucił telefonem w kąt, a ten
rozbił się o ścianę z głośnym trzaskiem.
- Ubierać się do cholery, Kirke, powiadom wszystkich, Krzyż Śmierci rusza na wojnę -
oznajmił twardo w stronę, kobiety, która zbierała części telefonu, po
tych słowach natychmiast, rzuciła to i szybkim krokiem wyszła z sali.
- Jak widać, plany lekko się zmieniły, idziemy do tego miejsca teraz.. - wyszeptał mężczyzna
Lilith, tylko spojrzała w sufit i cicho mruknęła
- Dineto..
Po chwili zapamiętała się i pomogła wstać Shace, chodź idziemy stąd..

- Dziękuje.. - wycharczał Moloch, po czym zacisnął dłonie w
pieści z takim impetem ze fala żaru, zamknęła im oczy, odebrała oddech
i zakręciła nimi jak małymi bączkami, którymi bawią się dzieci. Paraliż
Drego puścił, Pan Ognia, uniósł chude, żylaste dłonie ku niebu, po
chwili złączył je, a następnie szarpnął i machnął nimi tak energicznie
jakby chciał kogoś rozerwać, Potężna Fala Ognia, wysoka na osiem
metrów, uderzyła w czterech przeciwników Molocha, lecz nikomu nic się
nie stało. Nie, jednak nikomu to złe słowo, iluzjonista Brezzo lezał z
rozłożonymi ramionami na spalonej ziemi, reszta stała okryta czymś
przypominającą przezroczystą tarczę. Pan Iluzji podniósł głowę do góry,
po czym z impetem runęła ona spowrotem na ziemie. Jego oczy zamknęły
się, lecz oddychał..
- Zdychaj - ryknął Dantivo, przeładywowując Pomste i celują
prosto w twarz byłego Czarnoksiężnika, lecz pocisk " 666 " został
prawie ominięty przez demona, jednak mały odłamek zachaczył o jego ucho
urywając je i zostawiając na twarzy Molocha plamę, która po chwili
zaczęła wypływać na zewnątrz przypominając ciekłą lawę..
Drego wykrzyczał jakieś słowa, lecz Daimon ich nie usłyszał, dwie kule
energii uderzyły w Molocha, wywiercając w jego ciele dwa otwory
wielkości piłek do tenisa ziemnego z których wylewała się gorąca lawa.
Pan Ognia zaskrzeczał, napiął mięśnie, a po chwili zaczął cały płonąc,
szata Demrenfarisa woka mgnieniu zamieniła się w kupkę popiołu.
- Gińcie ! - zaskrzeczał, znów unosząc dłonie w górę.
Nagle, jedna z dłoni upadła na ziemie, a demon zaczął krzyczeć z bólu,
to Dantivo i jego Pomsta, dokonali całkowitego zniszczenia jednej z
dłoni. Nagle Drego, złapał się za kieszeń, a gdy już odebrał zlapał się
za głowę..
- To niemożliwe.. - wyszeptał.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Lut 17, 2009 1:58 pm

Shaka przysłuchiwał się konwersacji prowadzonej przez dziewczynę i kapłana.Kompletnie z niej nic nie zrozumiał...aż do chwili gdy padły słowa:"Krzyż Śmierci" oraz "wojna".
Jakby na domiar złego chłopak ponownie musiał się gdzieś udać nie wiadomo w jakim celu ani na ile...
a dalej problem zostaje nie rozwiązany.
Ciężkie jest życie osoby której zabrano duszę oraz pamięć...
Uczeń Świątyni także włożył sporo sił aby wstać z krzesła lecz pomoc Lilith było z całą pewnością nieoceniona.
Spojrzał się na nią wręcz błagalnym wzorkiem.
Jakby chciał do niej powiedzieć...
-Pomocy...ile jeszcze...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Lut 17, 2009 2:19 pm

Daimon stał. mial już tego kurewsko piekielnie dosyć. Jeden z podrzędnych demonów od Baal'a ma zamiar zamienić ich w gorejące bagno, gdzieś tam jakiś szaleniec zabijał wszystkich jak leci wyraźnei grzebiąc im w umysłach, nawet Drego który przybył w charakterze posiłków, nie był w stanie wiele zrobić. Dodatkowo chyba właśnie dostał nieciekawe wieści. Sam Daimon, był już tym wszystkim mocno zmęczony. Jego ciało skrzeczało jakby za chwilę mialo się rozpaść. Atak Molocha praktycznie spopielił Brezzo, do którego Nieumarły zdążył poczuć ludzką sympatię. Dantivo również dawał z siebie wszystko co miał. Daimon nie mógł pozwolić by oni wszyscy tutaj pomarli, przez zakusy jakichś ządnych kolejnego czegoś tam, skurwieli.

Do tej pory pochylona głowa, zrównała się z głębią ognistych oczu molocha. Demon ujrzał parę oczu, bezkresnych i mrocznych jak sam kosmos, okolonych pulsującą, wąską obwódką zielonych, jadowitych tęczówek. Głos jaki wydobył się tym razem z gardła Daimona, był niczym wydobywający sie zewsząd, gardłowy, nieprzyjemny harkot. Jego kosmos pulsował tożsamą wściekłością. Mrok oplatał Daimona, kierując się niebezpiecznuie szybko ku Molochowi.
- Czymże jesteś wobec potęgi Światłości z której każdy z nas, niezależnie czy oddany Głębi czy Jasności jest stworzony? Powiedz "dobranoc" i spierdalaj.

Fala mrocznego światła zalała Molocha. Wybuch ponownie wstrząsnął jego światem. Tym razem nie było już rąk, kolców, rogów i innych paskudnie rozczłonkowanych częsci ciał. Był ból. Smierć i Zgliszcza. Zagłada.

Wybuch kosmosu 26 *5 = 135 dmg (180mp)
Abbadon -
HP - 210/480
MP - 320/1010
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Lut 17, 2009 11:10 pm

Gdy Mistrz Krzyża Śmierci, Lilith i Shaka pojawili się znów w holu,
który oświetlała ogromna lampa, ujrzeli przeszło trzydzieści osób,
ubranych w ciężkie białe szaty z wyszytym czarno-czerwonym krzyżem na
plecach i klatce piersiowej, były one znacznie mniejsze niż u wielkiego
mistrza, lecz to w tym momencie nie miało znaczenia.
- Ktoś wie gdzie jest dokładnie to miejsce? - zapytał Mistrz
- Ja - odparła cicho Lilith
- To dobrze, gdyż nie mamy czasu na głupie pytanie staruszek od drogę.. - warknął ruszając w stronę drzwi.
- No dalej jazda! - krzyknął, mężczyzna był gotów do walki, w
jego oczach można było ujrzeć bezwzględność i chęć rozłupania czaszki
temu, kto rozbił jego wysłanników.
Krzyż Śmierci ruszył za swoim mistrzem, a za nimi trochę wolniej Lilith i Shaka.
- Chodź tu dziewczyno - nakazał Najwyższy kapłan, gdy tylko stanęli na chodniku - Teraz dotknę twojej głowy, a ty przypomnisz sobie to miejsce, ale dokładnie rozumiesz? - zapytał. Dziewczyna pokiwała głowo i przymknęła powieki
- Wszyscy, bez wyjątku mają mnie złapać za cześć ubrania, może być to trudne, ale nie mam zamiaru po nikogo wracać. Ktoś chwycił za rękę Shaki i przytrzymał ją tak by młody pretendent niechcąco nie wypuścił z rąk materiału. Mocny błysk czerwono - czarnego światła.
Na Piaszczystej plaży pojawiła się ogromna zbieranina dziwnie ubranych
ludzi, jakaś kobieta, która właśnie spacerowała w tej okolicy, nagle
zaczęła uciekać.
- Wcale się jej nie dziwie - mruknął, jeden, który miał krótkie
zielone włosy, pofalowane jak fale Dunaju. Oczy koloru jak paczka po
tic-tacach - lemon mint. Był wysoki i strasznie chudy, do boku miał
przyczepione dwa obosieczne miecze, a na twarzy uśmiech psychopaty.
- Uformować szyk - zagrzmiał, głos Mistrza Mafii.

Moloch zawył tak przeraźliwie ze Daimonowi mało co nie pękły bębenki,
jego atak uderzył w pana ognia, lecz to nie wszystko, gdyż z lufy
Pomsty, również wydobywał się dym, a dłonie Drego drżały z wysiłku, a
jego aura zaczęła powoli opadać.
Pan Ognia nie wyglądał jakby był w formie, jego nogi zdawały się
zniknąć, lawowa krew okryła go niczym płaszcz. Moloch próbował
doczołgać się do Brezzo, jakby coś chciał mu powiedzieć, lecz kolejny
pocisk "666" wwiercił mu ogromną dziurę w barku..
- Wy.... Aaaa...rr..- wykrztusił i wypluł dużą ilość ognistej krwi -
Nędzin.i... - Drego podszedł do niego, uśmiechnął się pobłażliwie, a
następnie silnym kopnięciem rozgniótł głowę demona podeszwą. Potężny
żar, rozlał się po całej okolicy, okna baru zostały wybite, a drzwi, aż
wyleciały z framugi ukazując wnętrze baru..
- Nareszcie do cholery.. - wymruczał Dantivo - Skurczybyk dał czadu z
tym wezwaniem.. - wymamrotał jeszcze podchodząc do Iluzjonisty -
Przestań się wygłupiać Brezzo, wstawaj - mruknął, a jego dłonie
rozjaśnił jasno-niebieski blask, który spłynął na leżącego kompana.
Brezzo otworzył oczy, po czym zapytał rozglądając się dookoła -
Pokonaliśmy... go?
Dantivo pokiwał głową, Drego pomógł Frey'owi dojść do Lotnika i Iluzjonisty i rzekł
- Dant, jakbyś mógł to ulecz Daimona, chłop nie wygląda najlepiej -
Dantivo, uśmiechnął się szeroko - Może nie wygląda najlepiej, ale za to
jak chłopak pracuje! - oznajmił nadal się uśmiechając.
Gdy cała czwórka była już w stanie iść dalej, przekroczyli oni
nareszcie wejście do baru, a wtedy Drego oznajmił im niezbyt wesołą
rzecz.
- Panowie, powiem wam tylko ze Chavel, Ognar
i Rert.. oni prawdopodobnie nie żyją, albo stracili pamięć..
Zaatakowali barak, do którego wcześniej wysłałem Shake, on stracił
pamięć.. Wybaczcie mi.. Te rozkazy wydałem ja i sam widzę teraz ze były
one do dupy, ale to mnie nie uśprwiedliwia -
mruknął idąc dalej przed siebie korytarzem.
- Nie przejmuj się, zrobimy co tylko możemy - odparł Brezzo -
Szef zebrał już wszystkich co mogli, atakują ten podziemny burdel.. -
po tych słowach Drego, nie wierzył własnym usza - - To nie możliwie.. Dlaczego nie skontaktowano się ze mną? - zapytał, a Iluzjonista tylko wzruszył ramionami - Widocznie nie było takiej potrzeby - odparł.
Dantivo, nic nie mówił szedł w ciszy, jakby przybity tym co się stało,
nagle doszli do wielkiej okrągłej sali, na środku sceny stał mężczyzna,
młody o czarnych krótkich włosach z ostrym nosem i podbródkiem, czarne
jak smoła oczy, błyszczały w nikłych dyskotekowych światłach, ubrany
był w czarną skórzaną kurtkę i czarne jeansowe spodni, buty miał
również z czarnej skóry, wyglądały one na wygodne, a sam mężczyzna nie
wyglądał na zadowolonego
- Drego co wy do jasnej anieli wyrabiacie? - zapytał Trevis.

OCC: Trochę tego nam dużo wyszło, ale mówi się trudno. Życzę dalszej miłej gry:)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 18, 2009 12:18 pm

Po skończonym ataku Daimon padł ciężko na kolana. Głowa ciążyła mu niemilosiernie, mięśnie, ścięgna i każda na wpół martwa komórka jego ciała protestowała na znak o dalszym wysiłku. Wygladało na to że Moloch wrócił do otchłani.

Dantivo zabrał się do leczenia jego ran. Niestety nie było to proste.Nie mieli wiele czasu a ponadto Organizm umarłego z trudem i powoli przyjmował leczniczy kosmos Lotnika, niemniej kunszt tego drugiego stopniowo radził sobie z przywróceniem do szeroko pojętej normy ciala Daimona Frey'a. Uleczenie ran, blizn i innych pozostałości po walce, nie równało się z ich calkowitym zniknięciem, a jedynie z zasklepieniem i wysuszeniem. Porozrywane ścięgna nie zespoliły się calkowicie, a jednak Daimon po dłuższej chwili mógł sprawnie poruszać kończynami, co przeczyło zarówno prawom anatomii jak i biologii.

Przysłuchiwał się rozmowie Brezzo i Drego. Szczerze zaskoczyło go współczucie ze strony tegio pierwszego.
"Szalony, nieprzewidywalny Cynik wykazuje ludzkie odruchy.. Cóż widać, równowaga jest porządana wszędzie." - Z tą myślą ze spokojem przyjął fakt, ze Krzyż Śmierci zaatakował drugą siedzibę.
"Równowaga jest wszędzie."
Powstął razem z Dantivo, podziękował mu za proces leczenie kiwnięciem głowy i usmiechem wyrażającym uznanie. Lecz Dantivo wydawał się być wstrząsnięty możliwością stracenia kolejnych przyjaciół.
- Lotniku, myślę że ta sytuacja się zrównoważy. Cierpliwości.. - Spojrzał mu w oczy. Dawno już nie miał na twarzy okularów.
Ruszyli za Drego i Brezzo. Weszli do Budynku gotowi na dalszą walkę. Czlowieka jakiego tam zastali Frey odebrał jako modelowanego cwanego fircyka przeciętnego Burdelu, aspirującego do miana największego Kozaka w mieście.
"Szkoda że nie ma tu z nami Asmodeusza.. " - Pomyślał z rozmarzeniem, niemal widząc jak Zgniły Chlopiec przejmuje nielegalny interes Travisa robiąc z niego jedną z męskich dziwek za co ten mu szczerze dziękuje padając do stóp.
Daimon pozwolił sobie odpowiedzieć na pytanie skierowane do Drego.
- Nie wzywaj Aniołów, bo czasem mogą Cię wysłuchać i odwiedzić. - Zachrypiał Frey tonem w którym nie było krzty ciepła i miłosierdzia. Kontunuowal dalej wpatrując się w starającego się być groźnym Lovelasa.
- Nie zadawaj pytań na które znasz odpowiedzi. Wskaż, przyczyny, powody i wykonawców morderstw wywołanych poprzez wymazanie pamięci a będziesz mógł dalej aspirować do księcia burdeli tego miasta. W przeciwnym razie nawet nie będzie żywych, którzy by Cię pamietali a i Ty będziesz odprowadzony przeze mnie do Tartaru.. - Głuchy warkot ucichł..

Occ: Czyli jestem uleczony calkowicie?:)
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 18, 2009 12:58 pm

Młody uczeń Sanktuarium poczuł jak jeden z
żołnierzy krzyża śmierci chwycił go za dłoń.Nie zdążył jakoś
szczególnie zareagować gdy...pojawili się w miejscu gdzie kilka godzin
temu Shaka miał skończyć swój żywot na tym świecie pochłonięty przez
morze.
Gdy tylko wszyscy zaczęli formować odziały i szyki chłopak
odruchowo podszedł do miejsca w którym bezwładnie leżał.Poznał to
miejsce...uklęknął nad nim.Prawą dłonią przejechał po piasku aby poczuć
to.Kilka kropel łez spłynęło po policzku pretendentowi do złotej
zbroi.Jakby pamiętał dobrze co tutaj się stało.W tej samej chwili
ścisnął swoją pięść z której wysypywały się drobinki złocistego
piasku.Chłopak nie chciał już dłużej przedłużać ten sceny...powstał na
własnych siłach...podszedł do swojej opiekunki Lilith...spojrzał się
głęboko w jej oczy.Delikatnie chwycił ją za dłoń aby mieć w niej
oparcie oraz towarzysza.
Następnie zaczął delikatnie oddychać...czekał Shaka...czekał aż w końcu jego oprawcy poniosą śmierć.
_________________
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Lut 18, 2009 10:38 pm

- Co to za popierdoleniec ? - zapytał Trevis, wymachując energicznie rękoma - Skąd ty takich ludzi bierzesz Drego? - zapytał, szef baru spoglądając na Daimona.
- To nasz człowiek - odparł El, chociaż słowo "człowiek" zabrzmiało dziwnie mrocznie i chłodno
- Nachodzicie mnie i teraz karzecie mi się jeszcze tłumaczyć? - zapytał, z oburzeniem w głosie - Macie jakiś nakaz?! - ryknął, ruszając w kierunku Drego. Trevis stanął na przeciw szefowi Czarnego Kła niczym równy z równym chociaż szef burdelu był sporo niższy i gorzej zbudowany.
- Zabijacie mojego ochroniarza, który był tu po to żeby ten pierdolony morderca tu nie wszedł, rozpierdzielacie całą okolice, niszczycie moją posiadłość i jeszcze macie prawo nachodzić mnie i oskarżać o to ze ja zabiłem tych ludzi? - zapytał, czerwony ze złości.
- Jeśli nie macie dowodów to w tym momencie wynocha mi z mojego miejsca pracy, a do tego lokal jest zamknięty! - czerwony jak nagrzany piec Trevis, wymachiwał rękoma jak szalony, Brezzo tylko włożył mu coś do kieszeni, kurtki i mruknął
- O to papier o który prosiłeś, a teraz daj nam pracować
Trevis wziął do ręki nakaz, a oczy omal co nie wypadły mu na podłogę, po chwili zamknął on otwartą szczękę i ruszył do miejsca przy którym siedział na początku..
Dantivo zerknął na iluzjonistę, a ten kiwnął tylko głową. Teraz mogą zacząć szukać Trevis dał nabrać się na iluzję..
Pomieszczenie w którym obecnie się znajdowali było duże i przytulne, lecz wszędzie mogło się tu znajdować tajne przejście lub jakieś inne paskudztwo, za barkiem było jakieś małe pomieszczenie z zamkniętymi drzwiami, gdy Daimon do nich podszedł okazało się ze zamknięte są one na klucz..
OCC: Tak jesteś.

Formacja z góry wyglądała jak krzyż, na samym jej końcu stali Lilith i Shaka, na jej początku szef Mafii i jakiś większy od niego mężczyzna w okrągłych okularach, postrzępionych krótkich blond włosach, nie ogolonej brodzie i bliznę ciągnącą się od pulika, aż do dolnej szczęki. Ubrany był w długi płaszcz kremowego koloru z emblematem mafii, w rękach trzymał dwa przeraźliwie długie noże. Drzwi baraku tworzyły się z trzaskiem, kiedy rosły mężczyzna wyważył je kopniakiem.
Na samym środku stał mizerny drewniany stół,
którego już dawno prawie całkowicie zniszczyły korniki. Kilka krzeseł,
lepszych i gorszych, jakieś stare szmaty i półka biblotekarska tylko ze
bez książek. Pod tą półką znajdowała się otwarta zapadnia, jakby ktoś wcześniej już w nią wpadł. Odział Krzyża stworzył okrąg.
- Mior i Otrav, przeczesywać.. Już! - krzyknął blond włosy mężczyzna, a dwaj inni mężczyźni unieśli ręce w powietrze mamrocząc coś pod nosem.
- Nic - mruknął, jeden, lecz ten drugi klasnął w dłonie i powiedział - Było tu w przeciągu ostatnich godzin, około jedenastu osób, jedną z nich był ten blondyn, a pozostałymi.. Hmm.. tak.. na pewno byli tu też nasi.. - oznajmił drugi
- Otrav coś nie w formie dziś jesteś - mruknął któryś, a Mior spojrzał na niego z pobłażaniem i rzekł - Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe jak Ci się wydaje.
Szef organizacji spojrzał na Shake, wolnym krokiem podszedł do niego i zapytał
- Pamiętasz może co się tu stało?
Lilith spojrzała na niego błagalnym wzrokiem, jakby miała nadzieje ze młody pretendent coś sobie przypomni, jednak on stracił swoją pamięć właśnie w tym pomieszczeniu i może w nim ją odzyska..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 19, 2009 11:08 am

Uśmiechnął się krzywo na wzmiankę o popierdoleńcu. Wyjął małą książeczkę oprawioną w czarną skórę, która po ostatnich zniszczeniach wyglądała na nieco zniszczoną. Spoglądając na pieniącego się Trevisa zanotował kilka słów wciąż krzywo się usmiechając. Zauważył że ten nerwowo zerknął na drzwi za barem, kiedy złapał się na Iluzję Brezzo. Uśmiech rozszerzył się. Daimon podszedł do drzwi, po drodze zdejmując z barku butelkę Whisky, którą schował w połach płaszcza. Lekko pochylona, okolona całunem czarnych spopielonych włosów głowa wciąż celowała swym ostrym profilem w Travisa, a palec Upiora skierował się pytająco w kierunku drzwi. Po chwili, stopa w cięzkim bojowym bucie spoczeła na drzwiach, które zrozumiały aluzję i puściły zawiasy. Daimon wszedł za bar..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 19, 2009 11:52 am

Ponowny energiczny impuls przeszył niczym
strzała głowę Shaki.Z wielką uwagą oraz zainteresowaniem spojrzał się
na półkę bibliotekarską oraz zapadnię.Gdy tylko podszedł do niego szef
organizacji chłopak spojrzał się na niego odrobinę pewniejszym wzrokiem.
Na
postawione mu pytanie jednak na ten moment nie odpowiedział.Starał się
przypomnieć każdy istotny szczegół związany z tym miejscem lecz nie
potrafił.Cały czas miał wielką czarną chmurę przed sobą która skrywała
przed Shaką to co najistotniejsze.
Nagle błyskawicznie jego wzrok na coś się przeniósł.Były to stare niby nic nie warte szmaty...
Shaka
wyrwał się od grupy i podszedł chwiejnym krokiem do nich.Momentalnie
padł na ziemię.Chwilkę później zaczął w nich coś
przebierać...szukać.Może właśnie sobie coś przypomniał??.W końcu na
samym dnie sterty szmat wyciągnął mocno młody pretendent stare już
troszkę zniszczone spodenki.
W tym samym momencie odwrócił się do
pewnie zaskoczonych członków tajemniczej organizacji i bardzo
cichym...chudym głosem powiedział.
-Pamiętam...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 19, 2009 1:21 pm

OCC: For DE
"Gdy pretendent do złotej zbroi przesunął już
prawie szafę, drzwi wejściowe nagle zamknęły się z trzaskiem, a w całym
pomieszczeniu przez kilka sekund zrobiło się całkowicie ciemno. Po
kilku ciemnych chwilach drzwi znów się otworzyły, a promień słoneczny
znów oświetlił pomieszczenie w którym coś się zmieniło, lecz co..."
"Spodnie, które leżały przy wejściu do
podziemnych korytarzy z pewnością należały do niego, gdyż to właśnie w
nich rozpoczął swoją wędrówkę"
Dark, widocznie nie doczytałeś uważnie starszych postów ( tutaj te na górze ), gdyż spodnie o których piszesz zniknęły, to było to co zmieniło się w tym pomieszczeniu. Czytaj uważnie..
Ps. Spodnie, które trzymasz to nie te same co wcześniej.
Ps2. Możliwość przypominania sobie czego kolwiek nastąpi po odzyskaniu duszy.

Shaka, wyszeptał tylko coś w stylu "Pamiętam'', grzebiąc w stercie starych brudnych ubrań, trzymając w swoich rękach jakieś stare podarte krótkie spodenki.
- Coś sobie przypomniałeś? - zapytała zdziwiona Lilith, spoglądając z zainteresowaniem na Shake.
- To nie możliwe.. Po odebraniu duszy, on nie może sobie tak poprostu czegoś przypomnieć.. - mruknął, chudy mężczyzna o długich włosach koloru dojrzałej wiśni..
- Tak więc co to takiego Shako? - naciskała na niego Lilith, Oczy Shaki traciły blask, robiły się matowe, młodemu pretendentowi nie zostało wiele czasu..
- Jak już się naradzicie to dajcie znać.. Chcemy ruszać, a nie wysłuchiwać urojeń kogoś, kto nawet nie pamięta jak ma na imię - dodał, blond włosy mężczyzna stojący po prawicy Mistrza Klanu.

- Co ty wyprawiasz?! - ryknął Trevis w stronę Frey'a, który już wpakował się w buciorach do pomieszczenia za barem.
Małe pomieszczenie w którym magazynowane były napoje, owoce, beczki... i ludzkie nogi wystające spod sterty kartonów?
Za plecami Daimona pojawił się Dantivo, który wyprzedził Zjawę i odgarnął kartony z ciała człowieka, oczy Lotnika natychmiast poznały tą osobę, gdyż dziś nawet uleczył ją przy gruzach byłego "Hotelu Extra". Mężczyzną okazał się jeden z pretendentów, którego właśnie tutaj wysłał Drego..
- Hej El, mamy młodego, puszkuj Treva i bierzemy się za przeszukiwanie całościowe.. - nagle, urwał słysząc dźwięk tłuczącego się szkła. To Trevis wyskoczył przez okno, ratując się ucieczką..
- Masz, zaraz wróce! - oznajmił podniesionym głosem Lotnik, wybierając z komórki, Invis miał na pół otwartę oczy i brędził coś od rzeczy, gdy tylko ujrzał on Daimona.
- Maleńka.. ależ ty masz.. ładne.. blond włosy..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 19, 2009 2:35 pm

Znaleźli jednego z tych którzy przybyli tu z polecenia Sanktuarium. Nie wygladał na świadomego swojej sytuacji. Daimon przez chwilę przyglądał mu się dokładnie, mając jednecześnie nadzieję, że Dantivo, Brezzo i Drego dopadną Travisa. Szczerze mówiąc miał ochotę z nim uprzejmie porozmawiać..
Sam odnaleziony bładził pustym wzrokiem po okolicy. Przez moment Daimon pomyślał, że mógłby zaszczepić mu iluzję, która mogłaby pobudzić jego mózg, ale spróbował tradycyjnie.
Strzelił go dwa razy w twarz, po czym zadał proste pytanie.
- Pamiętasz Kim jesteś? Kim ja jestem? - Niski gardłowy głos miał dotrzeć do jazni odnalezionego.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 26, 2009 7:50 pm

-Nie...nic...przepraszam...-wyszeptał pretendent do złotej zbroi tak niskim tonem że prawie nic nie było słychać.
Następnie z trudem wstał.Jego oddech także stawał się z każdą sekundą wolniejszy.Wszystko wydawało się zmierzać ku temu że Shaka niedługo spotka się z władcą Świata Podziemnego.
Aby nie tracić więcej czasu zbędnego chłopak podszedł do dziewczyny która była kimś w rodzaju "opiekunki".Dalej jednak odnosił takie wrażenie że to pomieszczenie skrywa w sobie głęboko tajemnicę...która z całą pewnością może dotyczyć straty pamięci oraz duszy.Jeszcze pewnie tylko kilkadziesiąt minut dzieli go od sensacyjnego odkrycia.Szkoda tylko że Shaka zachowuję się jak kukiełka na sznurkach miotana mimowolnie przez wiatr.
To nie taką drogę sobie wymarzył.To nie tak miało wyglądać...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   

Powrót do góry Go down
 
Kim ja jestem ?
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» dzień dobry, jestem rudy
» Celestia | Silver Ticket
» Magical Girl Aisha
» Ale...ale...ja jestem księciem...
» Jestem Himari~

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: