Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kim ja jestem ?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Czw Lut 26, 2009 10:11 pm

- Eee? - wydusił z siebie Chameleon.. - Oooo Daimon.. - wymamrotał po czym stracił przytomność..
- Hej panowie!... - Daimon usłyszał łamiący się głos Dantivo
- Kurwa jebana bomba! - krzyknął, gdy nagle potężny wybuch zrównał z ziemią cały budynek..
Drego przestał gonić Trevisa, gdy tylko Gorące Usta wyleciały w powietrze.
- Cholera - mruknął, biegnąc ile sił w nogach z powrotem do baru.
Gdy El Drego pojawił się na miejscu, po Gorących Ustach zostały tylko
zgliszcza, szef czarnego kła, wszedł pomiędzy gruzy, odwalając większe
sterty kamieni dzięki pomocy swojej energii kosmicznej i sile
fizycznej. Po kilku chwilach zauważył on wystającą rękę, odkopał on
zawaloną osobę tak mocno jak tylko mógł, a następnie uniósł go w
powietrze. Nogi mężczyzny była uczepiona kolejna ofiara wybuchu..
- No panowie.. - zamruczał El - Macie fuksa - powiedział na głos Drego spoglądając na Daimona i trzymającego się jego nogi Invisa.. - Trzymacie się? - zapytał, z troską spoglądając na dwóch pokiereszowanych młodych mężczyzn - Wybaczcie, ale ten czort uciekł - rzekł, spoglądając na otwierającego oczy Daimona, Invis był jednak dalej nieprzytomny..
- Nikt nie uciekł - zagrzmiał spokojny głos Iluzjonisty tuż za
plecami Drego, gdy szef Dobrej Mafii obrócił się ujrzał idącego w ich
stronę Brezzo oraz czołgającego się za nim Trevisa, który na szyi miał
coś co przypominało obroże dla psa.
Iluzjonista Krzyża Śmierci machnął od niechcenia ręką, a ciało Trevisa rzucił się na kolana przed Elem.
- A teraz się tłumacz Trev - rzucił ostro Siwowłosy Mistrz Iluzji.

- Heh - prychnął jeden, po czym Mistrz Krzyża Śmierci wydał rozkaz zejścia na dół.
- Doriat, Verav i Anderson idziecie na końcu i kontrolujecie nas lot na dół
- rzekł, siwowłosy mężczyzna do trzech swoich podwładnych wśród,
których był nieogolony krótko obcięty blondyn. Mężczyźni kiwnęli tylko
głowami, a ciała wszystkich przybyłych w to miejsce w tym i Shaki stało
się bardzo lekkie.
- Chłopak na końcu - oznajmił dowódca, znikając po chwili z oczu Lilith i pretendentowi do zbroi Panny.
Gdy Shaka był już na samym dole, usłyszał tylko strzęp czegoś co można
było nazwać rozmową, lecz po kilku słowach, ciemną sale rozświetliła
niepoliczalna liczba promieni kosmosu. W uszach dzwoniły głosy, które
wykrzykiwały
" Lightning Bolt, Bone Crash Punch, Starlight Web"
i wiele innych które rozpłynęły się w ogólnym wielkim krzyku i wrzasku.
Blask różnych rodzajów energii był tak wielki ze zobaczył by go nawet
człowiek ślepy. Shaka ujrzał jak jeden z mężczyzn tworzących szyk
krzyża upadł na kolana, nagle ciemność zasłoniła im oczy..
- Ilu? - zapytał, jakiś gruby głos
- Trzech leży i kwiczy, ale było czterech jeden sukinsyn gdzieś się schował - odparł mu, chytry cichy głosik, który dobiegał z prawej strony, Shaka spojrzał w tą stronę, lecz nie zdołał przebić ciemności.
- Pomóżcie mu wstać...dasz rade iść dalej? - zapytał Mistrz, chyba tego leżącego na kolanach - Tak Panie.. - odparł, z trudem łapiąc powietrze..
- Tak więc ruszajmy - mruknął, któryś, a jeszcze inna osoba
popchnęła Shake do przodu. Szli już bardzo długo, w końcu wyszli z
ciemnego zaułku, szli jasno oświetlonym korytarzem, gdy nagle doszli do
pomieszczenia, które okazało się dużą podłużna sala, otoczoną z każdej
strony wielką ilością świec i pachnideł, na samej jej środku stał,
rosły mężczyzna przy drewnianym blacie, na którym spoczywała dziwna
księga.. W całej sali stało przeszło piętnastu zakapturzonych postaci..
- Witajcie w swoim grobie.. - mruknął, zakapturzony mężczyzna stojący przy dziwnej księdze..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Lut 27, 2009 1:46 pm

Przed już prawie trupo bladymi oczyma Shaki przelatywały dziwne promienie różnego koloru czy mocy.Przed jego oczyma...rozgrywała się prawdziwa wojna w której niestety nie mógł brać udziału.Gdy to się wszystko skończyło nastąpiła krótka cisza.Jednak cały czas ciemność sprawiała że chłopak nie mógł prawie nic dostrzec.Znów ktoś z tyłu go popychał dawał czytelne znaki aby ruszał do przodu oraz pod żadnym pozorem się nie zatrzymywać.W końcu ku ich zdumieniu ukazała się wielka sala.Na jej środku stała postać w wielkim kapturze.Na jej dłoniach spoczywała sporych rozmiarów księga.Shaka lekko lecz z wielkim trudem rozejrzał się dookoła.Cofnął się odrobinkę do tyłu aby znaleźć Lilith.Można powiedzieć że tylko jej ufał...tylko ją polubił.W końcu już raz ocaliła mu życie.Następnie zaczął przyglądać się wszystkich postacią znajdującym się w tej sali.To już chyba ostatnia prosta ich zmagań...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Lut 27, 2009 4:26 pm

W sumie można się przyzwyczaić, ze świat wali się człowiekowi na głowę. Hotel, Bar, Upiorny Kosmos... jeden czort. Ale on się nie przyzwyczaił. Coraz bardziej go to irytowało. Za każdym razem ciało wykrzykiwało swój przeciw poprzez coraz to nowe blizny, które ani myślały by sę zagoić. Zaskoczony obrotem wydarzeń, pomyślał jedynie ze to głupio tak zginąć, nie poczuł nawet że wśród ogromu walącego się gruzu, jego nogi uczepił się bełkoczący Invis..

Nie wiedział jak długo spoczywał w swym kolejnym grobie. Do rzeczywistości przywołał go cholernie silny uchwyt i promienie światła wpadające do pustych oczodołów. Nie pamiętał kiedy śwatło słońca tak go raziło. Wdostawszy się, odruchowo zmrużył oczy... A właściwie tak mu się wydawało. Podświadomie uruchomił iluzję, w którą uwierzył on sam, jak i nawet El Drego. Uświadomił to sobie opuszczając zaslonę fałszu i odpowiadając mężczyźnie.
- Ran jeszcze nie czuję.. Gdzie jest Dantivo?
- Wtedy Brezzo przyprowadził niczym zwierzę właściciela gorących ust.. Daimon natychmiast puścił w ruch swoje ciało odrzucając pobliski kawał gruzu przygniatający mu płaszcz. miał ochotę urwać komuś łeb.
Jego ciężki płaszcz załomotał gwałtownie. Efekt wzmocnił unoszący się z niego pył. W świetle zachodzącego już Słońca wydawalo się że Daimon płonął co też skwapliwie wykorzstał.. Ciezkie, podniszczone już buty znalazły się w zasięgu wzroku kundla jaki się w tej chwili przed nim płaszczył. Jeden znalazł się nawet dużo bliżej niż tamten by chciał. (atak na sile*3 = 11*3=33dmg)Daimon w dupie miał to że być może Travis nie będzie mógł już nic wyrazić językiem wymawianym. To przecież nie jedyny sposób wyrażania informacji. Podszedł do lezącego, pochylił się nad jego glową, jedną ze szponiastych dłoni wyciągając coś z połów płaszcza. Miał pełną świadomość, że Trevis widzi w tym momencie pod bardzo dziwnm kątek jego twarz rozoraną bliznami, puste oczodoły i cienką linię martwych ust co razem tworzyło kompozycję zatopioną w plątaninie czarnych jak heban włosów. Zadbał też o to by nastepne spojrzenie Travisa kolejno spadło na dłoń, która dzierzyła pieknie zdobiony, jadeitowy sztylet długości okolo trzydziestu centymetrów, tórego ostrze, zakrzywione i ząbkowane od wewnętrznej strony z pewnością potrafilo zadawać ból, oraz na połyskujący kamień, który jak gdyby wyrastał z drugiej, otwartej dłoni. Kryształ rozszczepiał dłoń tak, że ta zdawała się szyderczo usmiechać. Najgorszy jednak okazał się głos, wydobywający się nie tyle gdzieś z gardła co z trzewi Daimona. Oczywiście możliwym jest że był to jedynie efekt zręcznego ustawienia się mrocznego.
- Potrzebujemy informacji. Powiesz nam czego chcemy. Tego jestem pewien. Jesteś rozsądnym czlowiekiem. Nie pozwolisz sobie rozćwiartować ciała za jakiegoś skurwysyna w imię kolejnego czegoś tam. Wiesz jak i my, ze wystarczy dobra wola i skończymy całe to jego przedstawienie. Będę mógł zakończyć Twoje męki, przywrócić Ci zdrowie - Tu pokazał dloń kryjącą piętę Achillesa, potężny leczniczy kryształ - Dać szansę na nowe lepsze życie i odkupienie swoich win. Daj sam sobie szansę.
Czeluść oczodołów pretendenta Basylisk przewiercała na wylot. Miał ochotę rozpruć typa jesli okazalo się że Dantivo nie żyje, ale musiał zdobyć informacje. Zresztą jeżeli nie Daimon, to kto inn osądzi sprawiedliwie tego człowieka.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Lut 27, 2009 9:32 pm

I odnalazł ją, poczuł zapach kobiecych perfum i uścisk kobiecej dłoni na ramieniu..
- Gdy powiem Ci padnij, natychmiast rzucisz się na ziemie rozumiesz? W innym wypadku nigdy nie odzyskasz swojej duszy.. - wyszeptała mu do ucha..
- Poddajcie się.. - oznajmił dumnym i spokojnym tonem Mistrz Zakonu - Ja Merkawot Parasim, Wielki Mistrz Krzyża Śmierci, ostrzegam was, ze jeśli zaczniecie walkę to my wyjdziemy z niej zwycięsko..
- Hyh - prychnął mężczyzna przy księdze - Godne uwagi są twoje słowa Merkawocie, lecz wstąpiliście na zakazany teren. Więc nazywasz się Merkawot Parasim? - zapytał przewracając nerwowo kartki księgi - Tak wiec oddaj mi swoja duszę niewolniku! - ryknął, a wszyscy spojrzeli na swojego mistrza, który przez chwile śmiał się cicho, a po chwili upadł na kolana, a z jego klatki piersiowej wyleciał duży czarno-czerwony motyl.
- Łapać go! - ryknął, a wtedy setki promieni energii kosmicznej przetoczył się po sali.
- Padnij ! - tylko to usłyszał, Shaka, którego kobieca dłoń popchnęła ku zimnej ziemi. Kątem oka zobaczył Lilith, która upadła nieprzytomna obok niego..

- Dokładnie - zamruczał Drego - Gdzie Dantivo!? - zapytał roztrzęsionym głosem - Pilnować mi tu tego łachmaniarza.. - syknął, spoglądając na Trevisa jak na słowo " robaka " było by tu obraźliwe dla tych małych stworzeń. El Drego posłał jedną potężną fale energii, która uniosła w powietrze wielkie sterty kamieni, gruzu i innych paskustw.
Po chwili podbiegł on w jedno miejsce, ukucnął po czym zaczął wygrzebywać coś lub kogoś spod ziemi. Po kilku mrugnięciach widoczna była jedna ręka Lotnika, gdy Drego wyjął go całego. Zawył jak zraniony pies. Brezzo klepnął w ramie Daimona, po czym ruszył do El'a, który niósł na rękach Lotnika. Gdy szef Czarnego Kła położył swojego podwładnego przed Trevisem, w jego oczach widoczna była nienawiść i chęć mordu. Daimon spojrzał na Dantivo, który nie miał obu rąk.. Krew lała się z niego strumieniami, oczy miał zamknięte, a z ust leciała mu szkarłatna substancja.
- Uleczymy go, czuje puls, to nie możliwe, ale czuje - oznajmił Brezzo, wstając z kucka, potrzebne nam są tylko zdrowe nogi, które będziemy musieli zespolić z jego ciałem, dzięki zdolności uzdrawiania, tylko kto podoła się tak ciężkiemu zabiegowi? - zapytał spoglądając na Dantivo - Przecież on miał taką siłę.. a nie my.. - mruknął, spoglądając po chwili na Trevisa, a potem na jego ręce - Przyczynisz się dobrej sprawie Trev, Daimon
tnij sukinsyna, bo jak nie to ja wyrwę mu ręce własnoręcznie
- warknął Mistrz Iluzji.

OCC: Jeśli ta scena dojdzie do skutku, wstawimy cenzurę, wiedzący o tym ze grają tu też osoby niepełnoletnie.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Sob Lut 28, 2009 6:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 28, 2009 11:12 am

- Zrobimy Inaczej. Zawarczał Daimon w kierunku Travisa, który mając przed sobą perspektywę utraty rąk w dość bolesny sposób, wpatrywał się jedynie pustym wzrokiem w Daimona. Nie mógł pozwolić by Drego i Brezzo, którzy okazali się być prawymi ludźmi splamili się gównianą zemstą. A ten człowiek zostanie w przyszłości osądzony. Już on o to zadba.
- Wy przesłuchajcie Travisa. Nie zabijajcie go. Zaopiekuję się nim sam w Tartarze po smierci.
Frey schował nóż w poły płaszcza podszedł do wykrwawiającego się Dantivo. Dotknął zimnymi dłońmi jego twarzy. Mroczna, fioletowa aura wypuściła swe wici. W przeciwieństwie do wcześniejszych emanacji nie była agresywna. Koncentrowała się w prawej dloni Niumarłego. Kryształ w niej ukryty, pamiątka po jednej z niebezpieczniejszych wypraw rozbłysł jasno fioletowym blaskiem. Daimon pobladł. Jego skóra stała się niebywale blada, coś w rodzaju potu błyskawicznie wystąpiło na nieumarłą twarz i na całej ciało. Drgawki obejmujące cialo Frey'a przenosiły się najpierw na zatamowanie krwotoku z ramion Dantivo, do stopniowego ich oczyszczenia, poprzezodrodzenie zniszczonych tkanek wokół ran i zasklepienie odrodzonej tkanki mięśniowej skórą. Cały proces zdawał się trwać niebezpiecznie długo. Daimon wił się w konwulsjach siłą swej woli utrzymując dłoń z kryształem nad ciałem Lotnika. Samo pobudzenie ciała do wytworzenia nowych ciałek krwi, wymagalo oddania części własnej energii życiowej.
Kiedy skończył mógł tylko liczyć na to, że Lotnik, choć bez ramion do łokci, to jednak przezyje. On sam ponownie zatracił się w ciemność. Nie wiedział już co dzieje się z Drego, Travisem i Brezzo.

Occ: Użyłem kryształu zdobytego podczas misji "Mityczny Bohater Dzieckiem" do uleczenia Dantivo. Sam jednak poświęciłem część swojego hp. Od MG zalezy ile.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 28, 2009 2:44 pm

Widząc to wszystko...te słowa ten dziwny wyczyn zakapturzonego mężczyzny Shaka odczuł coś dziwnego głęboko w sobie.Było to mieszane uczucie..strachu czy przerażenia lub obawy przed czymś.Wtedy poczuł uścisk kobiecej dłoni na ramieniu a wszystkie te obawy ponownie wróciły za głęboką czarną chmurę która skrywała to wszystko.
Już nie zdążył jej odpowiedzieć gdy nagle ponownie rozgorzała się bitwa.Shaka zgodnie z obietnicą runął na ziemię jak pniak wielkiego drzewa.Zakrył jeszcze uszy rękoma aby dźwięk bólu nie docierał do niego.Wówczas zobaczył jak Lilith upadła na ziemię nie przytomna.Od razu blade oczy chłopaka powędrowały w tym kierunku.W tej samej chwili znów powróciło to dziwne uczucie...uczucie którego jednak uczeńŚwiątyni nie mógł sprecyzować.Pojawiła się nie pewność...chęć obrony dziewczyny która stała się kimś bliższym niż tylko "ochroniarzem czy niańką".Jednak nie mógł...odebrano Shace wszystko.Pamięć...duszę...i moc.Ale czy także energię cosmiczną??.Tą najczystrzą...najnieskazitelną która drzemię w rycerzu głęboko w środku??.Jeżeli ma ją odnaleźć...musi się niezwykle szybko pośpieszyć młody pretendent..
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 28, 2009 8:06 pm

Rany zostały zasklepione, po kilku chwilach ciszy Dantivo otworzył oczy, a tą chwile oczekiwanie przebił jego ochrypły krzyk. Lotnik zaczął miotać się jak oszalały. To co zobaczył na własne oczy, było dla niego chyba czymś gorszym niż śmierć..
Jedna ręka odtworzyła się całkowicie. Prawa, lecz z lewą było gorzej, skończyła się ona na łokciu
- Może coś się jeszcze da zrobić.. - zaczął cicho El Drego..
Dantivo, spojrzał na niego tak jakby chciał zabić go wzrokiem..
- Zrobić z czym? - zapytał twardo - Pomóż wstać cholernemu kalece! - krzyknął, a w jego oczach pojawiły się łzy. El nie kwapił się do tego, lecz pomógł mu wstać..
- Użyj swojej mocy uzdrawiającej - nalegał szef mafii.
- Już to zrobiłem, gdy leczył mnie Daimon! To moja i jego moc odtworzyła prawą rękę, lecz brakło na drugą rozumiesz ! - krzyczał, a kto by w takiej sytuacji zachowywał się spokojnie?
- Wyjmij byle jaki pistolet z kabury.. - rzekł chłodno.
Drego, wolnym ruchem wyjął pokrzywiony pistolet do niwelowania ataków kosmicznych.
- A teraz włóż mi go do prawej dłoni.. - syknął, po czym spojrzał na lewy kikuty.
- A teraz spróbuj z lewą, nie ma jej? poszukaj dobrze! - ryknął upadając na kolana. Drego nic nie powiedział. Patrzył na swojego podwładnego. Wiedział ze jest mu ciężko, a to wszystko przez tą cholerną misje..
- Pogadam z Elkanderem, on na pewno ma jakieś fenomenalne protezy - zaczął, lecz Lotnik natychmiast mu przerwał
- W dupie mamy jego protezy!
Po tych słowach nastała cisza.
Brezzo nagle obrócił się w stronę Trevisa i wybił mu resztę zębów, które nie wypadły od wcześniejszego kopnięcia Daimona.. Prawa dłoń dotknęła lewego polika szefa byłego baru. Który syknął z bólu jak wąż.
- Patrz na mnie Trev, na mnie i na moje usta.. a teraz wyskakuj z informacji..
- Ale ja nic.. - wydukał i nagle krzyknął, jego prawe kolano przebił nabój pistoletu, który trzymał Drego. Z oka stalowego przyjaciela powoli wylatywał dym, El przeładował, a w czarnym oku pistoletu coś uśmiechnęło się do lewego kolana Trevisa.
- Tak to my! Anoly Smielci ! - krzyknął, łapiąc się za ranną kończyne.
- Co ty nie powiesz.. - zamruczał El. Po sekundzie padł drugi strzał.
- Oni santazują.. - wydukał - Nasz szeffff. on stlacill..
- Ty zaraz stracisz resztę zębów Trev- wtrącił Brezzo
- Duse.. do jasnej... duszęę.. Oni oddadzą jak my.. Jak my im pomoszemy odnaleść inną duse..
- Komu? - zapytał Dantivo, odchodząc kilka kroków, lecz stracił równowagę i stoczył się na również rannego Daimona, lecz Zjawa zdołała utrzymać ich obydwóch..
- Wybacz, kaleki tak mają.. ze są tylko piątym kołemu u wożu.. - oznajmił smutno..
- Ja nie znam imienia, ale on lapie Motyle i nosi je w wolku! - krzyknął, jakby myśląc ze tymi informacjami wykupi swoje winy.
- Kolekcjoner.. - wykrztusili wszyscy, prócz Brezzo, który siedział cicho i wsłuchiwał się w słowa handlarza narkotyków..
- A ten dzieciak? - zapytał Iluzjonista, pokazując podbródkiem na Invisa.
- On mial być przetranspolotwany do nich..
- Czyli gdzie? - napierał dalej
- Balaki na plaży.. ale wypuścicie mnie plawda? - zapytał, "kulając ogon".
- Można powiedzieć ze nawet Cię uwolnimy - rzekł Brezzo z paskudnym uśmiechem - El dzwoń po pogotowie, Dantivo nie weźmie udziału w tej akcji - dodał, spoglądając na Lotnika.
Lecz nagle Drego odebrał telefon, gdy skończył rozmawiać powiedział tylko.
- Odbili piaskowy bunkier - oznajmił z nadzieją w głosie - Lecz szef całego zgromadzenia im uciekł. Musimy dopaść kolekcjonera.. - rzekł, spoglądając jeszcze raz na telefon, po czym wybrał numer na pogotowie..
OCC: Daimon = 240/480 HP

Ktoś stanął przed mistrzem Merkawotem. Był to blond włosy zastępca, który wytworzył coś w rodzaju pola ochronnego, które zniwelowało ataki wroga i ochroniło ich, ale i latającego jak oszalały motyla.
- Łapać go i przyłożyć do szefa! - ryknął, a mężczyzna o imieniu Doriat, jednym ruchem ręki ściągnął motyla na ziemie, po czym delikatnie go podniósł.
- Telekineza, a niektórzy mówią ze się nie przydaje.. - mruknął podchodząc do leżącego na ziemi szefa mafii.
- Uszykujcie się.. dłużej nie wytrzymam ! - oznajmił nieogolony blondyn. Dziwna tarcza zniknęła a sale znów rozświetliły blaski energii kosmicznej.
Nagle ktoś upadł koło prawej nogi Shaki, z jego ust wypływała krew, a oczy błądziły po szuficie.
Doriat, podstawił motyla pod klatkę piersiową Merkawota, dusza natychmiast uwolniła się z jego uścisku i uderzyła z impetem w Parasima. Blask jego oczu wrócił do normy, mężczyzna lekko oszołomiony uniósł ręce w powietrze.
Wykrzyczał jakąś formułe po czym fala czarnego ognia spopieliła dziesięciu napastników.
- Do boju! - ryknął, rzucajac kulę energii w stronę przeciwników..
- To niemożliwe - zamruczał, mężczyzna stojący przy księdzę - Czas uciekać.. - wyszeptał zabrał tajemniczą księgę i ruszył biegiem w głąb okrytej w tym momencie sali.
- Dowódca ucieka brać ich! - ryknął, zastępca dowódcy - Kolejne salwy powaliły słabą już obronę przeciwników.
Cisza, śmiertelna grobowa cisza i wszędzie unoszący się zapach krwi..
- Odliczyć, a nieżywych poświęcić i oddać Thanatosowi - rzekł Parasim, spoglądając na Shakę - Szukajcie, tajnych przejść, ksiąg wszystkiego! - zawołał, pomagając wstać mu i Lilith, która po chwili otworzyła oczy.
Opiekunka pretendenta do zbroi Panny, wyciągnęła telefon, po czym wybrała numer El Drego
- Słuchaj El rozbiliśmy bandę w baraku, ale ich szef uciekł, śpiesz się mistrzu, a może przetniecie mu drogę!
- Jak Dineto i reszta? - zapytał w pośpiechu Drego
- Jeszcze nie wiem - odpowiedziała, spoglądając na Shake, skończyła rozmowę i smutnym wzrokiem spojrzała na całą tą rzeźnie.
- Mam! - krzyknął, któryś wychodząc spod małego schowka do którego wejście ukryte było za starą drewnianą szafą. Shaka, Lilith, Merkawot i zastępca mistrza Krzyża Śmierci Anderson weszli do środka. Małe kuliste pomieszczenie, przy ścianach stały drewniane pułki, a na nich słoiki z widmowymi motylami..
- Co to jest na Thanatosa? - zapytała Lilith.
- Nie bluźni - Odparł Parasim - To jest chyba odpowiedź na nasze wszystkie pytania..
Duszę około pięćdziesięciu motyli, niektóre latały odbijając się od ścianek inne wyglądające na zmęczone, różnych kolorów, wśród nich na samej górze był jeden o złotych rozpływających się skrzydłach..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sob Lut 28, 2009 8:46 pm

Na twarzy Shaki o dziwo pojawił się lekki uśmieszek gdy zobaczył jak
nic się w końcu nie stało Lilith oraz mistrzowi tajnej organizacji.Gdy
tylko zakapturzona postać zaczęła uciekać jak pies z podkulonym ogonem
wszyscy wpadli w taki nastrój goryczy jakby ktoś właśnie miał zamiar
umrzeć.A właśnie...w przeciągu dosłownie kilkudziesięciu minut do
Świata Podziemnego powędrowało znacznie więcej dusz niż ktokolwiek z
obu stron mógł sobie wyobrazić.Śmierć dalej byłą wyczuwalna w powietrzu
niczym dobre lekki kobiece kosmetyki.Chwilę później ludzie Parasima
odkryli dziwną komnatę.Na pułkach starych szaf spokojnie spoczywały
słoje z pięknymi motylami.Każdy inny...każdy wręcz cudowny.Kolor
skrzydełek najbardziej przyciągał uwagę Shaki i spółki.
Jednak jeden z nich był inny...przyciągnął uwagę ucznia Świątynia i to bardzo.Jakby wcześniej już go widział...
Oczy pretendenta do złotej zbroi zaiskrzyły się odrobinkę z każą
sekundą gdy przypatrywał się owadowi.Z całą pewnością są teraz bardzo
blisko przywrócenia Shace tego co odebrała mu ta postać...tchórzowska
postać...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Mar 01, 2009 2:37 pm

Kiedy się ocknął ujrzał nad sobą wciąż rannego Dantivo, który dzięki ich wspólnemu wysiłkowi odzyskał prawą dłoń. Nie była ona w pełni sprawna, lewa zaś nadal kończyła się na łokciu, niemniej lotnik żył i wciąż mógł walczyć o równowagę. Sam Daimon dość obficie krwawił w okolicach klatki piersiowej, prawej dłoni i z oczodołów co pogłębiało jego i tak upiorny wygląd. Powoli wstał i przemówił do załamanego Lotnika odrzucającego pomoc Drego.
- Nic nie jest sprawiedliwe. - Zaczął nieco pesymistycznie Daimon, po chwili zastanowienia dodając z wykrzywionym bólem uśmiechem - Choć może w sumie jest, nie wiem. W każdym razie ceną za to co robimy, jest poświęcenie. Ratujemy życia poświęcając życia. Nasze, bliskich. Płacimy za każdy wybór jakiego dokonujemy. ale nie możemy się poddać Dant. Nadal żyjesz i masz wokół siebie ludzi, którzy zrobią wszystko byś dochował sie gromadki wnuków. Trzymaj się tego
Frey spojrzał po zebranych i uśmiechnął się w duchu widząc z jakim zapałem Brezzo zabrał się do "rozmowy" z Travisem. mordercze zapędy Siwego Iluzjonisty mogły budzić niepokój, jednak Daimon odebrał je jako przejaw osobistego zaangażowania w sprawę. Podobnie zareagował Drego wraz ze swoim jednookim , metalowym kompanem. Po chwili sepleniący Anioł Ciemności zaczał sypać. Kolejne elementy układanki. Spotkany wcześniej kolekcjoner okazał się być głównym sprawcą całego zamieszania.
Wysłuchawszy belkotu Travisa ponownie przeciął ciężką cisze swym nieprzyjemnym glosem
- Pozostaje jeszcze kwestia jak on to robił. Zabierał dusze innym, posłużył się aniołami Ciemności.. najpewniej kradnąc Duszę ich Przywódcy i później zmuszając ich do współpracy. Szukał duszy.. ale czyjej i po co.. Wiemy że ofiary traciły pamięć i umierały. Pytanie co wtedy działo się z duszą. Zazwyczaj po śmierci wchodzi ona w sferę poznania w jak wierzyła za życia, czyli do różnie nazywanego piekła, bądź nieba oczekując na osąd. Tutaj jednak zachodziło chyba coś innego... - Daimon zamilkł, wciąż dedukując..
- Kiedy go spotkałem, kolekcjoner poszukiwał nowych gatunków motyli.. W Tartarze istnieją motyle Świata umarłych. Niektórzy powiadają ze są w nich zaklęte dusze szlachetnych osób.. Czy możliwe jest zaklęcie w ten sposób każdego rodzaju duszy? - Zapytał sam siebie jak i towarzyszy, oczekując odpowiedzi.. Wtedy El odebrał telefon. Towarzysze Brezzo rozbili siły Aniołów. Mimo to skurwysyn uciekł. Pytanie, gdzie się skrył..
- Jakieś pomysły gdzie go dostaniemy? Trzeba powiadomić kogo trzeba o tożsamości naszego ptaszka - Zwrócił się do zgromadzonych wiedząc ze nie maja wiele czasu, aż tamten wsiąknie jak kamień w wodę.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pią Mar 06, 2009 10:08 pm

- Zadzwoń raz jeszcze do Drego, niech w jak najszybszym czasie przybędą tu wszystkie osoby, które straciły pamięć. Wszystkie. Bez wyjątku - Rozkazał Mistrz Krzyża Śmierci. Merkawot Parasim.
Lilith kiwnęła głową cały czas wpatrując się w słoiki z motylami
- Czy to duszę ? - zapytała, czekając na sygnał telefonu.
- Myślę ze tak, lecz nie mogę być pewien. Ten mężczyzna nie musiał przecież wszystkich dusz zamieniać w motyle, lecz, który należy do tego młodego? - zapytał podchodząc blisko znikającego prawie już małego motylka o barwie skrzydeł, przypominającą zepsutą kanapkę.
- Otwórzmy jednego, jeśli będzie działo się coś podejrzanego zadziałamy spontanicznie - odparł Anderson, drapiąc się pod nosem. Merkawot pokiwał przecząco głową, a jego asystent sięgnął po słoik z motylem o skrzydłach przypominających kolor świeżo nalanego piwa. Odkręcił, a następnie podszedł do Shaki, pewnym ruchem, odkrył wieko, wpuszczając większą racje powietrza do słoika. Motyl zatrzepotał szczęśliwie skrzydełkami po czym wyfrunął i uderzył z rozpendu o klatkę piersiową pretendenta. Ten sam manewr powtórzył kilka razy, lecz Shaka nie zwaracał zbyt wielkiek uwagi na niego.. Anderson przechwycił i zamknął motyla, którego wypuscił.
Blaknące z każdą minutą oczy Shaki uczepiły się złotego motyla. Którego jednym ruchem reki, dzięki kosmosowi zdjął mistrz klanu. Odkręcił po czym natychmiast przystawił słoik do piersi pretendenta do zbroi Panny. Motyl uderzył o jego klatkę piersiową, odbijając się, lecz spróbował jeszcze raz.
Był to bardzo dziwny widok, rozmywające się złote skrzydełka zdawały się trzepotać z miejsca gdzie Shaka ma serce, po chwili zniknęły, a oczy Shaki odzyskały blask. To się stało teraz, on wrócił...
- Kim jesteś? - zapytał z lekkim niedowierzaniem Parasim.
- Drego łąduj tu wszystkich! to działa mamy antidotum do cholery mamy! - krzyknęła, cała rozpromieniona, lecz nagle telefon wyleciał jej z ręki, gdy do komnaty weszło czterech mężczyzny, dwóchj Krzyżowców pomagało w przemieszczaniu się dwóm innym, jednemu z tej samej frakcji, a tym drugim okazał się...
- Dineto.. - wyszeptała Lilith, podbiegając do meżczyzny, jego niegdyś zielone oczy zdawały się przypominać teraz zgniłą kapuste
- Dint.. proszę powiedź coś - zamruczała, klepiąc go po twarzy, lecz on tylko wpatrywał się w nią jak w posąg..

- Wszystkich co do joty, tak dobrze słyszałeś do baraków przy plaży, tak! - ryknął El, do słuchawki po czym nerwowym ruchem włożył telefon do kieszeni ochronnego płaszcza.
- Brezzo pomogłeś nam w niesamowicie wielki sposób, ale czy mógłbyś zapiekować się tymi dwoma? - zapytał El, pokazując brodą na Dantivo i Trevisa. - My z Daimonem musimy znaleźć i udupić pewnego kolekcjonera.. - syknął, a jego ton głosu wyrazał złość.
Brezzo pokiwał głową..

Szli, nie wiadomo jak długo, El co chwile wykonywał lub odbierał telefony, znaleźli się na się plaży, zauważyli jak duży tłum ludzi zmierza w tą stronę
- Dobrze - mruknął Drego, spoglądając na Frey'a
- Nikt ostatnio nie go nie widział, cholera on może być wszędzie - warknął, kopiąc z rozpędu w stalowy kosz, który z impetem uderzył o ściane, " wypluwając " śmieci na ziemie.
Gdy nagle zły szef Czarnego Kła odebrał telefon..
- Ulica Poległych Rycerzy?! - powtórzył El Drego nie wierząc w to co słyszy, natychmiast ! - ryknął, dziarsko, po czym puścił się biegiem - To nie daleko, śmigaj! - krzyknął za Daimonem.

OCC: Sorki panowie ze tak długo czekaliście, ale czekałem na DE i dopiero dziś zauważyłem ze on już dawno odpowiedział, a ja to przegapiłem.. Heh..


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Nie Mar 08, 2009 9:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Mar 08, 2009 3:34 pm

Wydarzenia znów nabrały tempa. Kilka sekund, kótkie, lecz wiele mówiące uściski dłoni i życzenia powodzenia. Zmęczenie niwelowane przez adrenalinę. Bieg napędzany przez chęć zakończenia tego wszystkiego, uratowania tylu ile się da. Chęć osądzenia.

W końcu biegł ile sił w martwych kończynach, starając się dotrzymać tempa Mistrzowi Organizacji Zwanej Czarnym Kłem.
Ilica poległych okazała się być ponurym miejscem. Brukowany plac, w centrym którego znajdował się pomnik przedstawiający Rycerzy osłaniających własnym ciałem grupę dzieci. Twarze Rycerzy były wykrzywione bólem i cierpeniem, lecz także determinacją i szaleńczą wręcz odwagą. Dalej wznosiła się brama prowadząca na cmentarz.
"Ulica poległych.. Nazwa mówi sama za siebie." - Przeszło przez myśl hebanowłosemu, który instynktownie zwolnił kroku, oczekując niespodzianki z każdej strony.. Rozglądał się dookoła, by wychwicić cokolwiek co moglo doprowadzić ich do Kolekcjonera.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Mar 08, 2009 5:05 pm

Ile musiało upłynąć czasu aby znów Shaka mógł w pełni korzystać ze swojego umysłu i ciała.Po licznych próbach przeciwnościach losu wreszcie skrzydlaty motyl o złotej barwie przeniknął przez klatkę piersiową chłopaka.W jednej chwili oczy zmieniły barwę...
włosy stały ponownie długie przejrzyste oraz złote.
Aura wokół pretendenta do zbroi zabłysła bardzo jasnym światłem.Jeszcze kilka minut później było widać drobinki cosmosu krążące wokół Shaki.
Na postawione mu pytanie odpowiedział spokojnym tonem.
-Nazywam się Shaka...pretendent do złotej zbroi panny.Wierny uczeń Świątyni oraz strażnik czterech szlachetnych prawd wiary.
Następnie chłopak rozprostował kości zamykając jednocześnie swoje powieki.Aura wokół niego znów zabłysła.Jakby czekał na nią z utęsknieniem...cosmos wokół niego był na prawdę silny.W tym samym momencie zwrócił się do Lilith stojącej obok.
-Dziękuję Ci za opiekę którą mi podarowałaś.Nigdy Ci tego nie zapomnę...-powiedział lekko ściskając jej dłoń.
Gdy tylko pojawili się nowi osobnicy Shaka nie zwrócił na nich specjalnej uwagi.Spojrzał jedynie przeszywającym wzrokiem na przywódcę organizacji która pomogła mu odzyskać skradzioną duszę.
-Byłem w tamtej sali...gdy ten parszywy drań odebrał mi duszę.Pamiętam...pamiętam podawał się za Sharaku...ale nie jestem do końca pewny czy to był on.Mam jeszcze mętlik w głowie ale obiecuję że moja pamieć niedługo będzie w pełni funkcjonować tak samo jak moja energia cosmiczna.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Mar 08, 2009 9:48 pm

Lilith pokiwała głową, a swój wzrok znów utkwiła w Dineto. Tego twardego faceta, który pomógł im w Hotelu, to dzięki niemu wyciągnęli tylu ludzi, to właśnie on przywiózł w to miejsce Shake, to on i pięciu pozostałych zaatakowało ten bunkier, a teraz słaby i skulony wpatrywał się mętnym wzrokiem w Lilith, której nie pamiętał. W jej oczach pojawiły się łzy.
- To Kolekcjoner.. - wyszeptała - Dostałam właśnie wiadomość ze przebywa on na Ulicy Poległych Rycerzy, pędź jak wiatr ja tu zostanę.. musimy oddać pamięć Dintowi i reszcie.. - szeptała niespokojnym głosem..
- Tak idź i niech Thanatos prowadzi Cię w boju - rzekł Merkawot - Po czym kiwnął w kierunku Andersona, który uchylił lekko głowę na znak ze zrozumiał
- Nie ma czasu, dalej chodź wyprowadzę Cię.. - rzekł, skacząc do przodu i natychmiast ruszając biegiem przed siebie..
Blondyn był naprawde szybki Shaka nie wiedział czy to przez te jego długie nogi, czy może potrafił on zwiększyć jakoś swoją szybkość, po kilku minutach byli już pod zapadnią, lecz i to omineli z łatwością. Anderson poprostu siłą woli wyrzucił go w powietrze, a potem, zanim młody pretendent się zorientował już był za nim. Słońce już zachodziło, czerwona plama na niebie patrzyła na nich nieprzyjemnie.
- Powodzenia, dajcie znać jak skopiecie mu tyłek, a co do miejsca, to biegni cały czas główną drogą, przy szpitalu skręć w lewo, a nastepnie małą drogą pełną róż prosto i w prawo, napewno zauważysz posąg rycerzy.. - rzekł, machając mu na pożegnanie ręką.

- Teraz tylko znaleźć tego parsywca - mruknął Drego rozglądając się do okoła.. Cholera.. - wyszeptał i klepnął się mocno w czoło - Przecież tu jest jedna z byłych kryjówek Aniołów.. - Chodź, jazda.. a w czasie zadzwoń do wszystkich prócz Invisa, on jest bezpieczny jedzie już do baraków - mruknął, stając przed wielkim wyglądającym na nieczynym budynkiem kina. gdy Daimon wykonywał telefony z apataru Drego, bo jego wybuchnął w walce z Demernfarisem. El szedł już na tył budynku, chwycił za klamkę prowadzącą tylnim wyjściem do środka, drzwi puściły, widocznie ktoś już jest w środku..
- Ci co mogą niech tu wbijają, chociaż wątpie, by przeżył ktoś prócz Shaki i Invisa - rzucił ostro, otwierając drzwi i wchodząc do środka. Długi ciemny korytarz był zakurzony i zagracony, lecz lekki pył wskazywał na to ze ktoś kilka minut temu tędy przechodził. Staneli na środku wielkiej sceny, za plecami mieli płutno na które pewnie rzucane były filmy, lecz nica takiego nie znaleźli, po całym pomieszczeniu latały motyle.
- Widzę ze znaleźliście mnie - usłyszeli gdzieś z głosników ciepły głos Kolekcjonera..
- Mam nadzieje ze przybędzie jak najwięcej tych pretendentów.. - powiedział Drego obracając się i szukając skąd nadaje złodziej pamięci..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Nie Mar 08, 2009 10:06 pm

Daimon nie dodzwonił się do Nikogo.. Numeru Shaki nie miał zarówno Drego jak i Daimon, gdyż ten kretyn sądził, że wszystko pójdzie gładko i z górki.. Do Invisa nie bylo sensu dzwonić, Telefony Asgardczyka i Rycerza Andromedy nie miały sygnału.
Dla Pretendenta o pustych oczodołach sprawa była jasna. Nie żyją, lub stracili pamięc i za chwilę umrą..

Wszedł do budynku nieopodal cmentarza. stare kino wedle słów Drego było jedną z kryjówek Aniołów Ciemności. Klimatyczna stara sala kinowa, dawne projektory.. Wszystko znakomicie pasowało do wizerunku zacnego staruszka na jakiego pozował Per Kolekcjoner. Według Daimona doskonale pasowalo również do psychopatycznego szaleńca pozbawiającego ludzi dusz, który swa inspiracje czerpał z zamiłowań..
W pewnym momencie usłyszał ciepły, niemal troskliwy głos staruszka..

- Pokaż się Tchórzu... - Zamruczał gardłowy Głos Daimona..
- Kiedy Ciebie znajdę.. A znajdę Cię.. - Ostatnie słowa pozwolił sobie wręcz zanucić na zasłyszaną kiedyś melodię z myślą o momencie odnalezienia Kolekcjonera.. El był tuż obok.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pon Mar 09, 2009 5:19 pm

Dokładnie wykonał wszystkie polecenia jakie podarował mu na szybkości jeden z członków tajemniczej organizacji która pomogła Shace odzyskać duszę.Gdy tylko zauważył w oddali wielki i potężny posąg rycerzy.W tym samym momencie chłopak odrobinę zmniejszył swą energię cosmiczną którą tak ostatnim razem zaniedbywał.Jedynie co skupił się na ewentualnym wykryciu jakiś prezencji znajdujących się blisko niego.
"teraz nie dam się pod żadnym pozorem zaskoczyć...
szykuj się złodzieju dusz.. Shaka przyszły rycerz panny idzie po ciebie.
Wówczas wpadł mu do głowy pomysł aby porozumieć się z jednym z kompanów wyprawy.Jednak gdy tylko chciał sięgnąć po telefon komórkowy zobaczył że jego mała torba podróżnicza jest całkowicie pusta...oraz w dodatku ma dziury.
"Cholera jasna...teraz gdy najbardziej potrzebuję tego ustrojstwa to go nie ma..."-pomyślał mocno zaciskając pięść.
Jeszcze tylko chwila i już powinien wyczuć chociażby cosmosy znajdujące się w jego otoczeniu...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pon Mar 09, 2009 9:12 pm

Shaka stał przed wyglądającym na zapomniane Kinem. Neony nie świeciły, a jedna z szyb była wybita, lekki impuls energii doszedł do Shaki, rozlewając się na jego ciele, tak samo jak by ktos wylał mu szklankę zimnej wody na głowę, lecz robił to delikatnie, jakby chciał żeby młody pretendent tego nie poczuł. Cichy pomruk energii prowadził go, gdzieś na tył budynku, gdzie przywitały go otwartę drzwi..
Teraz wszystko zależało od niego, nigdzie przy nim nie czuwał nikt z Czarnego Kła czy Krzyża Śmierci, jego los jest w jego rękach. Nagle przed oczami ujrzał lekki fioletowy blask, to skrzydła, skrzydła motyla dusz..

- Mam szanse poszerzyć swą kolekcję o twoją kolekcję przeżyć..
Nie pomoże tu kłamanie, układ planet czy udawanie
...
- Rozpocząłem układanie, płynie czas nieubłaganie - usłyszeli głos Kolekcjonera, wydobywający się z jednego z głosników ustawionego najbliżej nich...
Nagle Drego ruszył w kierunku dużego zbiorowiska motyli, które wydawały się siedzieć na czymś co lezało niczym pozostawiona szmaciana lalka, było to człowiek, bardzo wymęczony, a jego oczy były już prawie tak białe jak śnieg. Seuru bo tak nazywał się mężczyzna był jednym z pretendentów, który miał pomóc im rozwiązać tą zagadkę, a teraz stał się ofiarą..Ofiarą Kolekcjonera Dusz..
Daimon usłyszał, hałas wydobywający się z miejsca z którego oni sami przyszli...

OCC: Panowie zostały nam dwa dni. Ruchy ruchy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Pon Mar 09, 2009 10:47 pm

Z głośników dobiegało rytmiczne gaworzenie psychopatycznego Staruszka z którego wynikało, że nie zamierza się tak łatwo poddać. Frey, zdążył dać znać Elowi gestem by ten powiadomił pozostałych. Sam również zbliżył się do ciała na którym siedziało mnóstwo bladych motyli różnych barw.. Instynktownie czuł, że jego podejrzenia się sprawdzają.
- Po co to robisz? - Zapytał głucho oczekując odpowiedzi z glośnika jednocześnie pozwalając by jeden z motyli usiadł mu na dłoni. Zakładając że są to personifikacje duszy, wyglądalo na to że szukają swego ciała.. Więc żaden z nich nie jest duszą tego człowieka tutaj.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Mar 10, 2009 4:38 pm

Gdy tylko ujrzał fioletowego motylka od razu wróciły wspomnienia gdy on
stracił swoją duszę.Nie mógł już sobie pozwolić na taki błąd na taką
stratę.
Jeszcze pewnie tylko chwila i znajdzie osobę która przyspożyła Shace i innym tyle bólu oraz cierpienia.
W prawej dłoni skumulował złotą energie.Wokół niego pojawiła się aura złożona z tysięcy a nawet milionów cząsteczek cosmosu.
"Jestem gotów... teraz się odpłacę.."-pomyślał wchodząc do budynku.
W tym samym momencie wystawił jeszcze dłoń do przodu aby nie dać
się zaskoczyć i szybko ją wystrzelić.Wyglądało to jak by miał pistolet
w ręku...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Mar 10, 2009 7:34 pm

Rozbitym oknem do środka słabego i zniszczonego budynku wleciał bardzo mały i nikły już motyl barwy czerwonej farby, lecz bardzo mocno rozcieńczonej dużą ilością wody. Usiadł on na ramieniu Frey'a, który lekko zdziwił się na widok duszy, wyglądała na zmęczoną, nagle poderwała się do góry i uderzyła mocno o ścianę, o którą opartą był głośnik. Do sali wszedł jakiś mężczyzna z wyciągniętą przed siebie ręką, w której pulsowała kula energii. El również trzymał już wyciągniętą dłoń, jego energia oświetliła twarz Shaki, Drego uśmiechnął się, po czym warknął
- Musi tu być wejście.. - jego wzrok spoczął na motylu, który z dziwnym zacięciem uderzał akurat w tą ścianę..
Drzwi, które zdawały się być niewidzialne, nagle otworzyły swoją paszczę, a mężczyzna w nich stojący, wyrzucił długo kreowaną w sobie energie kosmiczną, która uderzyła trzema mężczyznami z ogromną siłą o fotele, głośniki czy sypiące się ściany. Drego wylądował w fotelu, do dobrego odpoczynku brakowało mu tylko filmu i paczki popcornu.
Frey, spadł na ściane, niczym wystrzelony z procy, rozpaprał się na niej jak guma, która juz straciła smak i została wyrzucona wprost na pionową ściane.. Shaka, wylodował na dużych głosnikach, które strącił ze stojaków i haków, rozcinajać sobie o coś ostrego ramię, rana nie była głęboka, lecz lekko utrudniała poruszanie się..
- Przybyłem by odzyskać to co zostało mi odebrane.. - mruknął Kolekcjoner, a jego prawie białe jak śnieg oczy rozbłyszły w nikłym świetle reflektorów.
- Chce odzyskać moją zgubę.. Daimonie.. - zaszeptał, pocierajac ręce - a właśnie tak tak.. Daimon Frey.. Pamiętam Cię.. ty.. tak chyba.. tak to ty.. - jego aura nagle wzrosła. Motyle które latały koło Seuru, nagle rozleciały się na wszystkie kierunki..
Kolekcjoner wyciągnął ku niemu swoją chudą rękę
- Cóż za piękny okaz.. - wyszeptał, spoglądając na pierś Daimona. Wtedy, coś uderzyło w jego ramie, z którego teraz w atmosfere ulatniał się dym. Drego spojrzał na postać, która wkradła się bezszelestnie do sali kina, przed nimi stał ubrany w ciężką zbroję barwi krwi, mężczyzna o siwych włosach, na jego twarzy pojawił się uśmiech.
" Brezzo " - pomyślał Drego, wstając na równe nogi.
Gdy nagle iluzjonista podszedł do Kolekcjonera, podając mu motyla w słoiku i mruknął.
- Bierz swoją duszę, ich jeśli chcesz również zwiajaj, ale oddaj to co zabrałeś mi.
Błędny wzrok starszego mężczyzny oplótł Iluzjonistę, po chwili z uśmiechem odparł
- Dobrze..
El stał się czerwony jak dorodna truskawka, złość w nim kipiała, a prawa dłoń zacisnięta juz była na jednookim przyjacielu..
- Jednak wytłumacz im przed śmiercią co i jak.. - dodał Brezzo, z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Mar 10, 2009 7:55 pm

Znowu ból.. Wcześniejsze pojawienie się Shaki zdziwiło Daimona na tyle by nie zdążył zareagować na atak ze strony Kolekcjonera. Staruszek był nadspodziewanie silny. Frey w kotnakcie z ścianą poczuł dziwną analogię do worka kartofli rzucanego na sterę innych..

Twarz kolekcjonera nie była już tak rzeźka jak wtedy kiedy spotkali się rankiem. Była odmieniona przez fanatyzm. Z góry upatrzony cel.. Kiedy jego energia diametralnie wzrosła Nieumarły był przygotowany.

I wtedy pojawił się Brezzo. Z kolejnym motylem w słoiku..
- Czyli wykorzystałeś nie tylko Anioły Ciemności... A może się dogadaliście? Jak było?

Daimon zbliżył się powoli do obydwu mężczyzn. Brudnofioletowe macki kosmosu zaczeły wypełzać znajciemniejszych kątów..
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Mar 10, 2009 9:43 pm

Gdy tylko zauważył dwie znajome postacie Shaka lekko opuścił dłoń która
skumulowała energię cosmiczną.Wówczas nastąpił błyskawiczny wybuch
który zmiótł jak małe listki trzech mężczyzn na różne strony tego
budynku.
-Cholera...moje ramię...-powiedział cicho łapiąc drugą ręką za miejsce z którego wydobywała się krew.
Szybko oderwał kawałek swojej lnianej koszuli i zawiązał na supełek ranę aby z niej nie wydobywał się życiodajny płyn.
Gdy tylko spojrzał na osobę od której promieniował tak silny cosmos od
razu powróciły te wspomnienia które były skrywane w największych
zakamarkach umysłu pretendenta do złotej zbroi.
-Prędzej dostanie kulą energii w ten głupi łeb niż oddamy Ci nasze dusze z powrotem!!-wybuchnął wręcz emocjami także Shaka.
W jednej chwili zaczął ponownie kumulować swój cosmos aby raz na zawsze zakończyć żywot tego opryszka.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Wto Mar 10, 2009 10:29 pm

- Dobrze, jestem twoim dłużnikiem więc mogę im powiedzieć, ze to ja byłem tym który kradł duszę, wzamian za odzyskanie swojej, którą utraciłem najwcześniej, dzięki eliksirom, które potrafię stworzyć moja pamięć wracała na kilka chwil, lecz zabierałem życie i duszę innym ludziom, ale to dobra cena, ja żyję. By poszukiwania szły jak najlepiej podporządkowałem sobie duszę Mistrza Aniołów Śmierci, moim sprzymierzeńcem stał się również obecny tu Brezzo, który tracąc swoją duszę zgodził się na pomaganie mi, wprowadzał was w polę manewrował tak długo jak tylko potrafił, nawet walka z DemrenFarisem była ustawiona, teraz zabiorę wam pamięć, wykasuje was z pamięci tego Świata, a sam wrócę do spokojnego życia jakie wiodłem przed zabraniem mi mojej duszy..
- A Księga? - zapytał Brezzo - Nie sądzisz ze powinni wiedzieć i o niej?
Kolekcjoner kiwnął głową, według jego gadaniny on był szefem, ale bez pytaniania wykonywał rozkazy bladookiego iluzjonisty. Brezzo w słoiku trzymał czerwonego motyla, tego samego, który przed chwilą wleciał do kina, zapewne w poszukiwaniu swojego ciała..
- Księga wpadła mi w ręce przypadkowo, zostawił ją ten, który odebrał mi duszę, chyba o niej zapomniał, ja pochłaniając co raz więcej, odzyskałem zdolność pisania i czytania, dlatego mogłem wykorzystać tą potężną moc! - ryknął, chowając księgę lekko za plecy.
Fioletowy Motyl usiadł na ramieniu Drego, nagle telefon szefa Czarnego Kła zadzwonił, a Mężczyzna w cieżkiej zbroi zabrał mu go jednym szybkim ruchem, odebrał i mruknął twardym spokojnym głosem.
- Wybacz, ale teraz nie mogę..
- Większość odzyskała pamięć? - zapytał, lekko roztrzęsionym głosem - To dobrze, bardzo dobrze, ale kilku nie? Nie nie wiem gdzie mogą być ich duszę - odparł, spoglądając na stosik siedzących prawie na sobie motyli, które znów usiadł na fotelach koło nieprzytomnego mężczyzny. Dlaczego nie rozpoznali głosu, chyba tylko dlatego ze Brezzo był naprawdę potężnym mentatem i iluzjonistą.
- Dzięki temu ze mistrz Aniołów, przebywał pod moją opieką mogłem manipulować nimi, przyglądałem się wam, a wy byliście coraz bliżej, musiałem was przepędzić, dlatego Anioły wysadziły Hotel, posłałem tam Farisa i jeszcze kilku innych, wspaniałe fajerwerki, Ci sami, umieszczli bomby kosmosu w Barze Trevisa, myślałem ze to was powstrzyma, lecz w trafiliście aż tu.. - rzekł, spoglądając na słoik, a jego aura znów wzrosła..
- Żegnaj.. - mruknął, wyciągając swoje długie chude dłonie w kierunku Daimona..EL zacisnął dłoń na spuście pistoletu..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Mar 11, 2009 1:12 am

-Tylko że to nie Ty pociągasz za Sznurki.. - Hebanowlosy spojrzał wymownie na Shakę zwracając się do Kolekcjonera.. - Po czym zwrócił swój wzrok na El'a..
Prawda Mistrzu Iluzji?!- Z ostatnimi słowami sztylet do tej pory schowany w połach płaszcza przebił słoik z czerwonym motylem który trzymał Brezzo. Ostrze sztyletu miało przebić także ciało Iluzjonisty..

Potężny Atak na sile * 6 (6* 11= 66)
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Mar 11, 2009 4:19 pm

Także nie mógł pozostać obojętny na to co robią Ci dwaj.Każdy kto wchodzi w sprawy boskie musi zostać ukarany.Tym bardziej jeżeli także chodzi o duszę.Shaka nie odda na pewno jej bez walki..
-Nie możemy pozwolić na to żeby Ci dwaj uszli stąd bezkarnie!!-krzyknął do swoich kompanów blond wojownik po czym wystawił dłoń nakierowaną w kolekcjonera.
Po kilku sekundach zgromadziła się w niej już od dawna kumulowana złota energia.Gdy tylko mężczyzna wystawił chude dłonie aby porwać duszę Freya Shaka wystrzelił kulę energii wprost na jego ręce aby w ten sposób nie mógł już niczego zrobić...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   Sro Mar 11, 2009 7:35 pm

Gdy tylko słoik, rozstrzaskał się, mały motylek pofrunął w stronę
Kolekcjonera, z rozpędem wbijając się w jego pierś, Jego oczy zmieniły
kolor, na czerwony, a sam mężczyzna upadł na kolana ciężko dysząc,
Brezzo ryknął z bólu, łapiąc się najpierw za prawą dłoń, a następnie,
kuląc ręce do piersi, poparzone i poranione ręce otoczyła gęsta krew..
- Nareszcie! - krzyknął Kolekcjoner - Jestem wolny, jestem
sobą! Nie muszę już więcej kraść dusz, mam swoją, ale wy zginiecie ..
- zasyczał, a jego kosmos, powalił na kolanach nawet Drego..

Wtedy wstał Brezzo, jego oczy nie były blade, a z rąk wcale nie
ściekała krew, szyderczy uśmiech zagościł na jego chudej twarzy..
- El.. mam nadzieje ze tyle starczy, macie dowody.. odzyskaliście dusze.. wszystkich żywych.. Merkawocie Panie mój!
- zawołał, a w sali pojawili się Rycerze Czarnego Kła, Aniołów i Krzyża
Śmierci.. Brygada Czarnego Kła, w gotyckich, opancerzonych
kombinezonach, na samym cele stała Lilith, która z wyciągniętym przed
siebie długim i pięknie zdobionym nożem zmierzała ku Kolekcjonerowi,
Dineto o siwo-brązowych włosach, z lekkim uśmiechem przyglądał się
Elowi, Dantivo, który zamiast prawej ręki miał mechaniczną protezę,
która wyglądała jak nie z tego świata, z lekkim uśmiechem mrugnął do
Daimona. Anderson, w białym kaftanie, stał niewzruszony w pozycji
bojowej tworząc z dwóch noży wielkości mieczy, krzyż. Merkawot, zdawał
się patrzeć na to z góry..
- Gdzie Izinur ? - zapytał chłodno, a Lilith uderzyła nogą złodzieja w zebra, ten lekko zachwiał się i zaczął mówić..
- Merkawocie Perasim twoja du... - niedokończył, jego słowa przerwał krzyk. Jego krzyk, a z jednookiego przyjaciela Drego wydobywał się dym..
- Dość tych wszystkich mistycznych przepowiedni.. - oznajmił wstając i otrzepując się z kurzu.
- On z tyłu.. - wyszeptał Kolekcjoner
- Przeczesać teren, idźcie po swojego mistrza, tak jak się umówiliśmy.
Do sali wszedł młodo wyglądający człowiek, z łysą głową i wężowymi
oczami koloru brudnego śniegu. Motyl o barwie fioletu zleciał z
ramienia El'a i złączył się z jego ciałem. Motyl ten był duszą Izinura,
który po chwili zaczął się śmiać na widok trzech klanów.
- A co z nim? - zapytał Brezzo, łapiąc za kark sprawce całego tego nieszcześcia..
- Pozwólcie, ze my zajmiemy się nim w istnie anielski sposób.. - wykaszlał Izinur z szerokim uśmiechem - a teraz bywajcie panowie, a co do odwdzięczenia to napewno się jeszcze skontaktujemy El.. - nagle po kilkunastu mężczyznach został tylko puch..
- Dziękuje panowie.. Gdyby nie wy nie dalibyśmy rady, a do tego nie taki
zły jest Czarny Kieł jak go malują - rzekł Merkawot, ściskając dłoń
Drego, potem poczochrał Shakę i poklepał go po plecach - korzystaj z
duszy! - oznajmił żywo, a następnie obiema dłońmi uścisnął Daimona.
Drego pomachał ręką, a Rycerze Krzyża Śmierci, wyznawcy Thanatosa krzyknęli równo - Moc!
Znikając z brudnego i obskurnego kina..
- Musicie wybaczyć - oznajmił Brezzo, który nie z teleportował się z resztą klanu - Musiałem
grać jak najnaturalniej, od dłuższego czasu wkręcałem mu tą śrubkę o
pomocy, nie mogłem siętak wydać, a teraz bywajcie... Aaa zapomniał bym
- dodał jeszcze obracając się na pięcie - Łapcie!
- krzyknął, rzucając w ich kierunku dwa przedmioty, jednym z nich był
amulet przedstawiający czarno-zielony krzyż, a drugi był taki sam, lecz
czarno-niebieski.
- Hej Shaka, podobno dobry z Ciebie wykrywacz, dlatego myślę ze ten
podarek Ci się przyda, tak samo tobie Frey, życzę powodzenia
Iluzjonisto, może jeszcze kiedyś się spotkamy
- dodał, poklepując dwóch rycerzy po ramionach, uścisnął im dłoń i z uśmiechem na twarzy zniknął.
- Stary amulety krzyża.. - Mruknął Drego, spoglądając na podarunek od Brezzo, wzmacniają przez jakiś czas twoje zdolności..
Lilith, pocałowała Daimona i Shake w polik, po czym z uśmiechem na
twarzy wyściskała Drego, który stał zadowolony, lecz jego wzrok spoczął
na Seuru.
- Nie obudził się.. Jego dusza zmarła.. - wyszeptał - Takich jest więcej, musimy zniszczyć księgę - dodał, podnosząc dziwną mistyczną księgę, której używał kolekcjoner - By nigdy więcej nie wpadła w niepowołane ręce - Huk, a następnie tylko wymiana spojrzeń..
- Byliście naprawdę dobrzy, myślę ze jak tak dalej to El was zatrudni - wypalił Lotnik, bawiąc się swoją nową ręką, Drego rzucił mu przelotne spojrzenie po czym zaśmiał się głośno - - Oczywiście! chętnie, po czym klepnął Dineto, który również podziękował im za wspólną misje.
Po chwili Drego objął ich ramieniem - Biorąc was na tą misje
uzgodniłem z Wielkim Mistrzem, gdyż to teren Świątyni ze wrócą wszyscy
i zdrowi.. niestety nie przewidziałem takiego obrotu sprawy. Invis ten
z baru również zmarł w szpitalu.. Nie wyglądał nie najgorzej, ale te
świństwa Trevisa.. Moje kondolencje panowie i wybaczcie ze misja ta
była tak śmiertelna..
- dodał, spoglądając na nich, jakby bał się nagany..

OCC; Jak chcecie to po pościku, jak nie to ja jeszcze około 22.00 dodam podsumowanie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kim ja jestem ?   

Powrót do góry Go down
 
Kim ja jestem ?
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» dzień dobry, jestem rudy
» Celestia | Silver Ticket
» Magical Girl Aisha
» Ale...ale...ja jestem księciem...
» Jestem Himari~

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: