Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ignus Revel - Treningi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Ignus Revel - Treningi   Nie Lip 27, 2008 11:45 am

Trening I
Metalowy Bóg

Ignus Revel wstał, po chwili rozejrzał się wytężając zmęczony już zmysł wzroku. Ciemność jaka go ogarniała była nieprzenikniona, dziwny tajemniczy szept odbijał się echem po jego głowie.
- Krew leci z nieba..Ciemne duszę przebudziły się, lecz nie w tobie.. Zawsze gotów Ignusie zawsze..
- Kim jesteś? - zapytał pretendent do zbroi motyla śmierci - Gdzie jestem?
- Jesteś w niebycie.. - zaszumiał cichy tajemniczy głos - A moje imię narazie nic Ci nie powie..
- Czujesz ich ruch? - zapytał głos, wracając do poprzedniego tematu
- Kogo? - zapytał Revel, zaciskając pięści, lecz zamaskowany w mroku mężczyzna nie odpowiedział.
Dziwna cisza trwała długo, za długo.
- Miecz to ostrze ! - zagrzmiał, ukryty w mrocznym kożuchu mężczyzna, piekący ból zwalił na kolana Revel'a, który przeklinając pod nosem złapał się za zranione ramie.
- Przeklęty zbawiciel w Moich dłoniach.. - głos znowu zmienił częstotliwość, z agresywnej na pełną dumy - Ten metal tnie! Niesie nadzieje albo śmierć - następne Cięcie, Sługa, Podziemnego Pana złapał się za klatkę piersiową z której bardzo powoli sączyła się krew.
- Musisz być taki sam jak on - oznajmił, po chwili w ciemności coś błysnęło, Revel kątem oka dojrzał blask metalowego ostrza miecza, lecz..
- Ja uderzam z furią, a on przeciwnie, tnie Cię z wielkim szacunkiem..! - jego krzyk, rozerwał ciemność, tym razem przecięte ramię
- To nie skończy się Happy End'em - pomyślał Revel, upadając na twarz..

Wybuch Energii Kosmicznej.. Wielka Światłość..
Biały blask drażnił powieki, po chwili Pretendent do zbroi Motyla, otworzył oczy, białe światło wywołało łzawienie jego dziwnych owadzich oczu..
Mężczyzna ubrany w ciężką czarną szatę z nałożonym na głowę kapturem, stał kilka metrów przed leżącym we własnej krwi żołnierzem Hadesa.
- Popatrz na mnie - nakazał mu tajemniczy miecznik - Podnieś wyżej miecz i popatrz cała potęga Świata we mnie jest ! - krzyknął, a ogromne fale energii zdmuchnęły Ignusa jak piórko, ból w plecach, liczne krwotoki..
- To na pewno nie jest sen - pomyślał, usiłując wstać
- Nadal nie wiesz? - zapytał cicho głosem przypominający stare skrzypiące drzwi.
- Czym jest miecz? - jego energia znów wzrosła - Gdzie twój miecz? Gdzie twój przeklęty zbawiciel ? - po tych słowach, Revel już wszystko rozumiał, " Miecz" o którym tak mówi dziwny przybysz to Kosmos.. lecz on jeden ze Zjaw nie odkrył w sobie jeszcze tej potężnej energii.
- Ale ta moc jest teraz twoją nie kończącą się klątwą - warknął, miał już tego dość najpierw Niebyt teraz to ?
- Co to do licha niebo? - zapytał samego siebie.
- Nie wiem kim jesteś.. Ale ja się nie poddam- dodał, ustawiając się w obronnej pozycji
Twardy Demoniczny Śmiech potoczył się echem po nieskończonym białym krajobrazie.
- Ty nigdy nie mów, ze to koniec, chcesz walczyć ? - zapytał mroczny mężczyzna - To dobrze.. Bo mój Metalowy Bóg jest głodny.. Ponownie! - krzyknął , miecz który trzymał w dłoniach błysnął lekko, następne mordercze Ciecie zostały wymierzone w Zjawę Świata Podziemnego
- Zawsze gotów.. Zawsze! - krzyknął Revel.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Sie 02, 2008 1:59 pm

Gdyby nie ta mała wpadka na początku
Cytat :
Ciemne duszę przebudziły się, lecz nie w tobie
można by rzec, że prawie idealnie

jak na pierwszy trening – lepiej niż świetnie
2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pią Wrz 05, 2008 9:18 pm

Trening II
Chwila zwątpienia

Ignus bardzo powoli otworzył oczy, zimny wiatr rozwiewał mu włosy, był cały mokry jakby przed chwilą wyszedł z basenu lub jeziora, ubranie kleiło się do niego, krew spływała po całym ciele.
Jego wzrok powędrował w dół, gdzie roztaczał się malowniczy obszar ciemności tak nie przeszytej że nie da się jej opisać w słowach. Pretendent do zbroi Motyla Śmierci dopiero teraz poczuł ostry piekący ból, jego mętny wzrok spoczął na chudej, żylastej ręce, która miażdżyła mu szyję..
- Szamotanie nic Ci nie da, prędzej spadniesz - usłyszał, ochrypły głos człowieka, którego twarz ukrywał kaptur, Revel przestał się ruszać, człowiek miał racje teraz spadnie i zginie, jest za słaby by się bronić czy uwolnić się z tego uścisku. Jego życie wisiało na włosku, jakiś tajemniczy mężczyzna, trzyma go właśnie nad bezdenną przepaścią i jeśli tylko zechce puści go.. Ciche pstryknięcia wewnątrz czaszki, ciemność i krew zalewająca oczy.. nagle uścisk osłabł..

Płatek śniegu wylądował mu na nosie, Ignus Revel lekko wzdrygnął się potężny ból całego ciała zdawał się czymś gorszym od śmierci..
- Powinno mnie tu nie być, nikt nie przeżył by takiego upadku.. - pomyślał, otwierając oczy, lewe zamknął odrazu, gdy poczuł w nim ostry piekący ból.. nagle światłość.
Drugie oko również zapiekło go, nie myśląc długo zamknął je, dosłuchując jakichś dźwięków, które mogły by okazać się znajome.

Po kilku minutach niepewności jeden ze sług Hadesa otworzył swoje oczy, nagle wzdrygnął się, łapiąc się za głowę, a swoimi dłońmi pocierając oczy, lecz ból w mięśniach, stawach i kościach natychmiast przywrócił go do pionu.
- Cholera... oślepłem - powiedział, lecz jego głos był słaby, słowa z wielką trudnością wychodziły z ust
- Tak to prawda - powiedział dumny, krwiożerczy głos. Revel nigdy nie słyszał tak dziwnego, a zarówno kojącego głosu - Ale tu nie chodzi o twój wzrok.. twoje oczy są w porządku, tylko dusza jest zaćmiona i ślepa, czy wiesz co to znaczy Sługo Pana Podziemi ?
- Znasz mojego Pana? - odpowiedział pytaniem na pytanie Ignus, nie obchodziło go kim jest świeżo przybyły, może to znów mężczyzna z mieczem
- Oczywiście ze znam - odparł spokojnie - Rycerz Hadesa myślący o śmierci jesteś jeszcze słaby, lecz nie możesz popełniać takiego błędu, wy Zjawy żyjecie po to by umierać.. Wasz Pan, Król Świata Podziemi wskrzesi was, nie wszystkich tylko tych najwierniejszych, nie teraz... kiedyś ja mu na to pozwolę. Ja, ten który ma władzę nad śmiercią..
Wszystko pochłonęła ciemność
Revel otworzył oczy, płatek śniegu wylądował mu na nosie, Ignus lekko wzdrygnął się potężny ból całego ciała zdawał się czymś gorszym od śmierci.. Nie śmierć to ich cel.. Słudzy Hadesa nie boją się Thanatosa, który stoi po ich stronie..Tylko Pan Podziemia może sprawić że zginą na zawsze, nie ktos inny tylko ich Pan, Pan Tartaru..
- Wstań! - Człowiek z mieczem wrócił
- Teraz i zawsze i na wieki wieków.. - odparł Pretendent do zbroi Motyla Śmierci..
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pią Wrz 05, 2008 9:42 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Wrz 13, 2008 7:52 pm

Trening III
Sen o Śmierci

Ból był nieprzenikniony i potężny, Revel bardzo powoli opadł na kolana, tak by miecz który przebił mu brzuch na wylot nie podrażnił kolejnych organów..
Lodowaty śmiech Pana Miecza przebił mu bębenki w uszach, nagle wszystko stało się dziwnie ciche.
- Więc to tak czuję się człowiek głuchy - pomyślał, spoglądając na stojącą przed nim postać, która jednym szybkim ruchem wydobyła miecz z jego ciała.
Wybuch bólu. Niesłyszalne jęki i krzyki. Krew. Rozpacz.
Pretendent do zbroi Motyla Śmierci Ignus Revel, leżał we własnej krwi, czarne jak smoła włosy przykryły mu połowę twarzy, z kącika ust wyleciała bardzo powoli krew..
- Moje nauki okazały sie dla Ciebie niczym.. więc.. - zasyczał, mężczyzna podnosząc ostrze miecza na wysokość swojego nosa, po chwili długi język wojownika z mieczem posmakował krwi sługi Pana Śmierci..
- Niezła - mruknął, odgarniając kaptur do tyłu
Tam gdzie prawidłowo powinna być głowa, dziwny przybysz miał tylko coś przypominającą zeschniętą śliwkę, na samym jej środku coś w rodzaju położonych pionowo ust z długim wężowym językiem.
Revel obudził się z krzykiem, jego ręce natychmiast powędrowały w kierunku brzucha, potem spojrzał na ręce.. Nic żadnych skaleczeń
- To tylko zły sen - mruknął cicho, rozglądając się po miejscu w którym przebywał.
Wielka Marmurowa Świątynia oblepiona świeżym śniegiem mrugała do niego przyjaźnie, płatki śniegu opadły mu na twarz. Giudecca.. znajomy zapach i tak... Cisza, lecz nie ta mordercza cisza, którą przed chwilą przezywał, lecz wszystko sie już skończyło, zły sen minął.
- O widzę ze wyglądasz trochę lepiej - usłyszał, twardy męski głos za swoimi plecami - A już zaczął sie o Ciebie martwić - dodał, tajemniczy przybysz.
- Kim jesteś? - zapytał zmęczonym głosem Ignus
- To nie jest ważne.. ważne jest kim ty jesteś.. - zaszumiał tajemniczy głos zza jego pleców.
- Co?! - krzyknął, rozglądając się. Postać która szła z nim wyciągnęła przed siebie ręke, a w jej dłoni pojawił się jakby znikąd długi miecz. Drugi nieznajomy, nagle stanął podwijając rękaw czarnej szaty, jego ręka bardzo chuda i żylasta, Revel już kiedyś ją widział..
- To są jakieś jaja - syknął, pretendent do zbroi Motyla
- To żadne jaja - odparł ten przed Ignusem - Myślałem że Dargonet wpoił Ci zasady, lecz widocznie się myliłem.. Zawsze Gotów Ignusie Zawsze.. - słowa "Zawsze" brzmiały tajemniczo i mrocznie, a sam zakapturzony mężczyzna wyglądał na osobę którą zadawanie bólu innym bardzo bawi..
- Herant, skończmy to.. - zaczął ten z mieczem.
- Skończyć co? - zapytał Ignus, lecz jego umysł podał mu już jak na tacy odpowiedź - Stary, to jacy popierdzieleni sekciarze, trzeba dać nogę - powiedział do siebie Revel
- Nie sekciarze - mruknął, ten pierwszy, który teraz już nie miał na twarzy kaptura. Patrzyła na niego chuda twarz mężczyzny o ziemistej cerze, zielonych oczach i krótkich biało czarnych włosach. Herant uśmiechnął się do swojej ofiary, którą był Ignus, blizna na jego policzku wygięła się w dziwnym kierunku, a sam Ignus spojrzał za pleccy.
Dargonet, Mężczyzna z mieczem stał już nad nim z uniesionym w powietrze mieczem..
- Jeśli tylko chcesz uderz.. - zaczął twardo sługa Pana Tartaru - Twój miecz nawet mnie nie dosięgnie, gdyż Mój Pan może mnie zabić.. Tylko ten, który Włada Nad Królestwem Śmierci ma moc uśmiercania swoich sług i rycerzy..
Sam Tanatos, mnie nie uśmiercił.. i wy chcecie go przewyższyć !? Kpijcie tak dalej..
- mruknął, obaj rycerze spojrzeli na siebie
- Więc żegnaj.. - mruknął Dargonet, wykonując Cięcie swoim magicznym mieczem
- Teraz i zawsze - dodał Herant z którego rąk wyleciała fala potężnej energii kosmicznej

....

Jakiś ruch i czyiś dotyk obudził młodego pretendenta do zbroi Motyla Śmierci, który z przerażeniem rozejrzał się po całym otoczeniu w którym się znajdował.. Giudecca
- O matko.. orzesz... w mordę.. co tu się... - wydyszał - To jakieś halucynacje nigdy więcej żadnych grzybków - dodał, próbując wstać na nogi, które ugięły się tak nagle ze sługa Lorda Podziemia nie zdążył zareagować..
Na czarnej szacie w okolicach brzucha pojawiła się krew, Revel spojrzał na swoje ręce pełne ran i obrażeń..
- Cholera.. - mruknął po czym zemdlał..
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Wrz 13, 2008 11:49 pm

I kolejne 2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Wrz 25, 2008 3:01 pm

Trening IV
Bitwy uliczne

Londyn godzina dwunasta trzydzieści, lotnisko.
Revel odebrał bagaż, wolnym leniwym krokiem szedł przed siebie, spoglądając
na przechodzących obok niego ludzi, kępka czarnych włosów zasłoniła mu
pół twarzy..
Kropla deszczu spadła mu na czarną skórzaną kurtkę, a on zatrzymał się i spojrzał w niebo..
Po kilku minutach postoju znów ruszył, szedł tak długo dopóki nie doszedł
do dobrze znanego mu miejsca gdzie stoją taksówki. Revel bez wahania
wybrał jedną po czym wsiadając lekko uderzył się w głowę

- Dzień dobry - przywitał się kierowca, patrząc w lusterko, lekko się uśmiechając
Pretendent do zbroi Motyla, usiadł wygodnie po czym odwzajemnił uśmiech.
- Dobry, dobry - odparł po czym dodał - na SaintStreet proszę.
Mężczyźnie lekko otworzyły się usta.
- Dawno tam nie byłem, myślę ze nie pamiętam - tłumaczył się. Ignus włożył rękę do kieszeni, grzebiąc w niej z zawzięciem, po mrugnięciu oka trzymał tam zwitek pieniędzy
- Myślę ze to panu przypomni drogę.. - mruknął, kończąc rozmowe..
Samochód ruszył.

SaintStreet godzina dwunasta czterdzieści trzy.
Kierowca nie czekał za nim, nie miał zamiaru.. jego spodnie były już mokre gdy Ignus powiedział o tym miejscu..
Stara Ulica Świętych nie zmieniła się niczym, kamienne posagi patrzyły na przechodniów srogo. Patrzyły.. o ile miały głowy..
Jakiś anioł, który przed wyjazdem w lewej ręce trzymał miecz, dziś zamiast jego miał skórę od banana.
Ignus Revel, szedł rozglądając się dookoła, nie było to zbyt miłe miejsce,
ale jeden ze sług Lorda Hadesa wcale nie był tu gościem..
- Drzewo wisielców - mruknął, przymykając lekko oczy..
Drzewo to na tym terenie było czymś w formie kary, gdy dzieci nie słuchały
rodziców to oni wieszali je za nogi na kilka minut, tak żeby te
nauczyły się że robią źle..
Chociaż Zjawa Podziemnego Świata pamiętała trochę inny incydent...

Stary powojenny budynek pełny wilgoci i grzybów stał przed nim otworem. Plastikowe drzwi były lekko uchylone..
Revel złapał za nie i pociągnął do siebie, wolnym krokiem wszedł na drugie piętro.
Zepsuty domofon, wydrapany numer na drzwiach pełno zadrapań i innych śladów po libacjach..
Ignus zapukał w nie lecz nikt mu nie odpowiedział, pukał tak długo ze sam
stracił poczucie czasu. Nagle drzwi za nim otworzyły sie, a srogo
wyglądając a staruszka patrzyła na niego spod okropnie grubych okularów.
- Czego tu tak dzwonisz do jasnej cholery - zaskrzeczała, wymachując małą kościstą piąstką
- Pani Patio, proszę sie nie denerwować to ja Revel - odpowiedział odwracając się do niej.
- Revel? - zapytała po czym lekko się zmieszała - Co ty tu robisz do jasnej cholerki chłopczyku ?
- Wpadłem odwiedzić stare kąty - odparł ze spokojem
- Wie pani gdzie jest Fox? - zapytal patrząc jej w oczy.
- Fox wychodził rano, zostawił u mnie zapasowe klucze, może chcesz wejść ? napewno się ucieszy - zaproponowała starsza pani
- Nie dziękuje wie pani gdzie on jest? - zapytał, uśmiechając się do niej lekko.
- Na placu.. - powiedziała cicho
- Ze co? - zapytał Ignus - Przecież miał już nie występować
- Niestety nic nie wiem, cholerka nic nie wiem - mruczała, kiwając przecząco głową
- Wielkie dzięki i miłego dnia
- powiedział pretendent do zbroi Motyla Śmierci, klepiąc ją lekko po
ramieniu.. Staruszka uśmiechnęła się do niego po czym wróciła do
swojego domu, przekręcając drzwi na klucz..
" Plac.. niech to
Thanatos pochłonie.. dobrze ze spotkałem starą panią Patio.. dobra
kobieta z niej, zawsze wiedziała jak nam pomóc
" - mruczał
w myślach idąc przed siebie..

Stary rynek nieopodal JamesPark. Godzina trzynasta dwadzieścia osiem.
Plac o którym mówiła kobieta mieścił się dokładnie w samym środku rynku.
Było to wyłożone kamiennymi płytami miejsce, w którym kiedyś
sprzedawano jedzenie, otoczony był on ławkami na których ludzie
siadali, jedli i odpoczywali. Lecz to dawno się już zmieniło teraz Plac
wykorzystywany był do walk ulicznych, a ławki służyły wszystkim nie
walczącym za trybuny.

Żołnierz Hadesa zbliżał się do wyznaczonego miejsca, walka już się zaczęła.. Jeśli żyjesz w tej części Londynu to wiesz ze się zaczęła.. Absolutna cisza towarzyszy temu zdarzeniu nikt nie mruknie nawet słówkiem, prócz walczących który mogą nawet drzeć się jak najgłośniej umieją.
Uderzenia, bloki i ciche pojękiwania było słychać tak wyraźnie ze trudno sobie to wyobrazić. Ignus podszedł najbliżej jak mógł, po czym usiadł na jednej z wolnych miejsc obok jakiegoś młodego człowieka z podbitym okiem i słomianych włosach, który spojrzał na niego a potem znów zaczął obserwować walkę w której uczestniczyli dwaj mężczyźni.
Pierwszy z nich czarnoskóry o krwistych oczach z licznymi kolczykami przypiętymi do uszu to Tank. Pseudo jak najbardziej trafne, gdyż jest on niebezpieczny jak sam ruski czołg, dobrze zbudowany, mało zwrotny, lecz jego uderzenia najczęściej powodowały chwilowe oszołomienia. Ubrany na wojskowo w krótką koszulkę i długie szerokie spodnie koloru moro.
Drugim walczącym był niebiesko oki mężczyzna z dwudniowym zarostem, białymi i ostrymi jak u psa zębami i długimi blond włosami zakręconymi w kucyk, końcówki jego włosów były pomalowane na biało. Jeśli mężczyzna poruszał sie szybciej przypominały one ogon lisa. Dobrze zbudowany czarnoskóry mężczyzna trafił prosto w twarz, lecz ten z niebywałą szybkością oddał mu lądując na czworaka, podcinając go i uderzając ciężkimi butami w miejsce gdzie faceta boli najbardziej.

Revel uśmiechnął sie, Fox to również nieprzypadkowe pseudo jego jednego z najlepszych przyjaciół.
Tank raczkował jak dziecko, Ignus przypomniał sobie walkę z nim, tuż przed
wyjazdem do Grecji..
Walka toczyła się w podobnym klimacie, deszcz również padał, lecz wtedy było troszkę bardziej ciemno..
Zjawa rozejrzała sie raz jeszcze, kątem oka Revel zauważył Doriana do którego uśmiechnął się, lecz ten patrzył na niego jakby zobaczył ducha.. po
chwili przetarł oczy i odwzajemnił uśmiech.

Fox wygrywał nie ma co, Tank słaniał sie na noga wszystko było w najlepszym porządku gdy nagle..
Gabriel Fox upadł na kamienną posadzkę, prawą ręką próbował wyjąć coś co wystawało mu z pleców.
Tank wstał, z jego ust toczyła się piana
" Nie dobrze " - pomyślał, pretendent do zbroi Motyla " Który gówniarz to zrobił " - mruknął w myślach, po czym jego wzrok utkwił w sztylecie wystającym z pleców Fox'a
- Monster.. - syknął, po czym wszedł na plac..

- Dwóch na dwóch - oznajmił Revel, spoglądając na oddalającego się mężczyznę w kapturze
- Monster! - ryknął - pomóż swojemu towarzyszowi skopać nam tyłki - dodał przyjmując postawę do walki.
Lis wstał chwiejnym krokiem podchodząc do świeżo przybyłego Ignusa
- Ocipiałeś? - zapytał z uśmiechem - To wariactwo
- Nie to powrót do starych czasu - odparł z zajadłym uśmiechem ruszając w kierunku dwóch przeciwników.
Tank zmęczony walką był jeszcze wolniejszy, Revel podciął go, a Fox z całym impetem runął na niego wbijając kolano w splot słoneczny. Czarnoskóry mężczyzna wypluł krew po czym zemdlał
Mężczyzna z naciągniętym kapturem na głowę szybkim ruchem wyjął za pazuchy płaszcza dwa sztylety
" Nigdy nie walczyłem z nim " pomyślał " Ale co tam.. raz się żyje "
Ignus skoczył w jego kierunku, lecz ten zrobił unik, jednym ruchem rozpłatał
Zjawnie Hadesa czarną skórzaną kurtkę na piersi. Ataków Gabriela
również ominął, lecz ile można być obiektem nie do trafienia..
" Nie dłużej niż pięć minut " - przypomniał sobie odpowiedź swojego mistrza..
Silne uderzenie w głowę powaliło zakapturzonego człowieka na kamień. Fox
doskoczył do niego jak pies do żarcia. W jego dłoni pojawiła się
srebrna kula energii, którą włożył mężczyźnie w sam kaptur..
Krew.. masa krwi..

Ciemna ulica, godzina pietnasta trzydzieści siedem
- Plac miał być zamknięty, co się stało? - zapytał Ignus, swojego przyjaciela. Wracali na SaintStreet gdzie będą mogli spokojnie pogadać
- Masz tu pół puli - odparł Fox oddając połowę pieniędzy pretendentowi do zbroi Motyla, lecz ten złapał je i oddał Dorianowi, który szedł za nimi.
- Nie zmieniaj tematu tylko mów - syknął z udawanym uśmiechem Revel
- W domu, przyjacielu w domu - odpowiedział Gabriel, sapiąc ciężko.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Czw Wrz 25, 2008 8:41 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Wrz 25, 2008 6:06 pm

Długość + Jakość = 2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Paź 12, 2008 3:22 pm

Trening V
Cierpienie

Krople deszczu rozbijały się o ich ciała z lekkim pluskiem, lecz oni nie zwracali uwagi na lecący z nieba deszcz. Brnęli dalej przed siebie, dwaj mężczyźni, którzy prowadzili cały ten '' orszak '' nie odżywali się do siebie przez kilka już minut.
Gdy doszli już do Saint Street, jeden z nich, ubrany w czarną skórzaną kurtkę, odgarnął mokre włosy z dużych owadzich oczu, po czym spojrzał w stronę Starego Dębu na którym wisiała powieszona za lewą nogę jakaś postać.
Drugi o niebieskich oczach, mężczyzna spojrzał na Ignusa, lekko się uśmiechając, po czym ruszył w kierunku "Drzewa Wisielców".
Dorian, Plugawy i Spiker ruszyli za nimi. Dwóch pierwszych rozmawiało o czym żywo za to Spiker szedł wolnym krokiem wyraźnie unikając spojrzenia Ignusa.
Długie psię zęby rozbłysły w pół mroku. Gabriel Fox, przybliżył swoją twarz do twarzy wisielca, którą zasłaniała ortalionowa kurtka, lekko szeleszcząca na wietrze. Lis jednym ruchem poprawił ją tak by ta nie zasłaniała twarzy ukaranego.
- Za co wisisz? - zapytał, jego głos przypomniał szczeknięcie, na jego zarośniętej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech
- Ja.. Ja, ja.. - jąkał się chłopak. Wisielec miał młodą chuda twarz, pełne łez zielone oczy, lekko przycięte mokre od nadmiaru wody włosy. Lekko odstające spiczaste uszy upodabniały go do elfów z tych wszystkich książek fantasy..
Chłopak się popłakał, a Fox ziewnął potężnie po czym prostując się powiedział
- Nie rycz, płacz w niczym Ci tu nie pomoże - jego niebieskie oczy przeszyły młodego chłopaka na wylot, ten natychmiast się uspokoił.
- Więc za co odsiadujesz? - zapytał Revel, który od dłuższego czasu stał w ciszy za Gabrielem.
- Ja... - zaczął, a łzy zaczęły spływać mu po policzku..
- Zdejmijcie mnie stąd ! - krzyknął, najbardziej rozkazującym tonem jakim tylko potrafił. Ignus Revel, Owadzia Zjawa, pretendent do Zbroi Motyla spojrzał na niego z lekkim niesmakiem po czym uderzył go otwartą dłonią w twarz.
- Nie krzycz szczeniaku - szepnął mu do ucha po czym spojrzał na jeszcze bardziej przestraszoną twarz młodzieńca.
- Zdejmij mnie - zamruczał bardzo cicho chłopak.
- Nie da rady - odparł Revel - Regulamin to Regulamin, zdjąć może Cie tylko osoba, która wymierzyła Ci karę no chyba ze uda Ci się samemu uciec.. A teraz mu za co wisisz?
Wiszący chłopak, chyba nadal nie wiedział co się stało, błagalnym wzrokiem wpatrywał się w Ignus'a, lecz ten spokojnym ruchem odgarnął czarne jak heban włosy ukazując mu swoją twarz. Na twarzy chłopaka pojawiło się zdziwienie, lecz po chwili powiedział.
- Ja, ja poprostu wyjąłem taki ciężki kamienny miecz.. i... włożyłem tam skórkę od banana - jąkał chłopiec
Na twarzy Foxa, pojawił się uśmiech, Plugawy i Dorian również przerwali swoją rozmowę wpatrujc się w chłopaka z lekkim uśmiechem na twarzy.
- A więc to ty - powiedział po chwili ciszy mężczyzna o pseudonimie Spiker. Chłopak pokiwał głową i dodał
- I taki.. taki.. jak ty- wyszeptał wskazując palcem na Ignusa - powiesił mnie tu.. więc nie udawaj i zdejmij mnie stąd.. - po tych słowach znów zaczął ryczeć. Wszyscy zebrani spojrzeli na Revel'a, a ten pokiwał tylko głową mówiąc.
- Wybacz mi młody, ale to nie ja więc twoja proźba nie może się spełnić..

Schody skrzypiał dziś wyjątkowo mocno i głośno, nawet pani Patio wyjrzała spod swojego mieszkanka, kto tak hałasuje, gdy zobaczyła grupę znajomych jej mężczyzny uśmiechnęła się lekko i zamknęła drzwi.
Drewniane drzwi do domu Gabriela, otworzyły sie z lekkim skrzypem, w mieszkaniu było ciemno, lecz po chwili Revel wymacał włącznik, a stara lampa oświetliła im mały przedpokój zagracony i mimo to ciemny. Ignus zdjął buty i kurtkę, którą powiesił na przybitym do ściany wieszaku, nie zastanawiając się długo wszedł do pokoju gościnnego, siadając na wygodnym, miękkim fotelu koloru wiśniowego. Pretendent do zbroi Motyla rozejrzał się po pomalowanym na pomarańczowo pokoju pełnym kubistycznych obrazów. Zawsze gdy patrzył na te "dzieła sztuki" przypominał sobie jak bardzo jego przyjaciel jest pokręcony.
Do pokoju wszedł Dorian, niski mężczyzna, dobrze zbudowany o piwnych oczach i czarnych kręconych włosach. Ubrany w bluzę z kapturem i szerokie spodnie noszone tak nisko ze było widać mu wyszywane liście marihuany na majtkach.
Nagle z kuchni dobiegł głos Gabriela
- Mleka, herbaty, kawa czy może piwo? - zapytał z dziwnym natężeniem na to ostanie
- Mleka! - ryknął Ignus, po czym zaśmiał się głośno, Dorian spojrzał na Ignusa i uśmiechnął się z lekkim wymuszeniem po czym powiedział
- Zniknąłeś tak nagle - zaczął - i pojawiasz się również niespodziewanie, co tu się do licha dzieje Ignusie?
- Przecież pożegnałem się - odparł, spoglądając w piwne oczy Doriana - Lepiej mi powiedz stary, dlaczego Plac znowu ruszył? Przecież ja zakończyłem walki co się stało? - zapytał poważnym tonem pretendent do zbroi Motyla Śmierci.
- Gabriel najlepiej Ci to wytłumaczy - rzekł, mężczyzna poprawiając kaptur. Nagle z ciemnego kąta wyszedł Fox, niosąc trzy kufle piwa, za nim szli Spiker i Plugawy..
Plugawy już zdążył prawie wypić prawie cały kufel, jego na wpół spalona twarz wykręciła się w uśmiechu. Prawe oko, jedyne oko.. spojrzało na Revel'a po czym mężczyzna jeszcze raz łyknął zdrowo rozgrzewający napój.
- Tego mi było trzeba - powiedział świszczącym jak wiatr głosem.
Brad NewLife zwany w Londynie jako Plugawy, pracowała kiedyś jako strażak, lecz jeden wypadek złamał jego karierę, zniszczył jego dom, zabił rodzinne i odebrał wszystko. Wtedy przygarnęli go oni.
Ignus Revel przypominający zmutowanego człowieka z owadem. Porzucony na śmietniku przez matkę i wychowany przez Panią Fly w domu dziecka, w wieku czternastu lat przygarnięty przez rodzinne miejscowych bogaczy.
Gabriel Fox, człowiek przypominający Lisa, nie tylko z charakteru jak i wyglądu, mieszkaniec starego bloku na Saint Street, najbardziej obskurnej dzielnic w dzisiejszym Londynie.
Spiker, mężczyzna który nie pamięta swojego prawdziwego imienia. Był kiedyś spikerem telewizyjnym. Każde piątki spędzał w podziemnych barach walcząc z ludźmi na Freestyle'ach. Pewnego dnia wylądował na placu, stracił prace i uznanie, przygarnięty przez ludzi, którzy wyciągnęli do niego pomocną dłoń, zamieszkał na Saint Street trzy lata temu.
Dorian Bris - imię jak i jego sposób walki pasują jak najbardziej do owocu zwanego Dorianem, najbardziej śmierdzącego owocu na świecie. Bris w młodości został wygnany za swoje nadnaturalne zdolności, które potrafiły zniszczyć wszystko co oddychało czy poruszało się. Czasem nazywany nawet Bakterią, lecz to tylko w gronie przyjaciół.
- To teraz spowiadaj się Lisku - powiedział z uśmiechem Ignus, biorąc łyk zimnego piwa.

Kilka minut po dwudziestej pierwszej, Ignus Revel wyszedł z domu Gabriela z myślą nowej areny i chęcią odwiedzenia swojego starego mieszkania, które wynajął gdy jego rodzice polecieli do Polski.
Przez dłuższy czas swojej wędrówki szukał kluczy od domu, po kilku minutach szukania w torbie podróżnej znalazł je i schował do kieszeni.
Drzwi do kamienicy były nadal otwarte, więc pretendent do zbroi Motyla nie musiał nawet pofatygować się używać jednego z pęku kluczy. Młody mężczyzna, sługa Hadesa, pana podziemi wspinał się po stromych schodach, aż na trzecie piętro, gdy już tam dotarł rozejrzał sie po brudnym, zaniedbanych szarym korytarzu. Blok w którym mieszkał jego przyjaciel Gabriel Fox, było może starszy, ale napewno bardziej zadbany niż budynek w którym teraz znajdował się Revel. Ściany były poobdrapywane z farby, lub powymalowywane dziwnymi obrazkami i rozpisane różnymi podpisami, jeden z nich, który znajdował się najbliżej Owadziej Zjawy brzmiał
" Aniele stróżu mój w kolejce za mnie stój "
- Chrześcijanie - mruknął Ignus, lekko się uśmiechając. Szybkim ruchem wyjął pęk kluczy i zaczął przymierzać je do zamka, po kilku chwilach coś strzeliło w starych rdzewiejącym zamku, a drzwi z długim skrzypem otworzyły się, ukazując próg mieszkania.
Ignus wszedł do środka, odrazu zamykając drzwi na klucz, chwila ciemności zadziałała na niego dziwnie odprężająco, Revel zawsze lubił ciemność. Po chwili małe lampki rozstawione niesymetrycznie na ścianach przed pokoju zalśniały bladym światłem.
Pretendent do zbroi Motyla, wszedł do kuchni, małego zagraconego pomieszczenia, nic się tu nie zmieniło, prócz wybitego okna, którego kawałki szkła leżały na małym kwadratowym stole i średnio czystej podłodze.
- Łby powykręcam - mruknął nachylając się pod stół, nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy zobaczył poobdzieraną piłkę do football'u.
- Dobra, dzieciaki tym razem wam nie ukręcę - powiedział na głos z uśmiechem, wyrzucając piłkę przez wybite już okno.
Owadzio Oki wyszedł z kuchni i wolnym krokiem wszedł do pokoju gościnnego, małego skromnie urządzonego pokoju z dużym telewizorem i wielkimi miękkimi fotelami, gdy jednak przekroczył on próg, jakaś dziwna siła wywołała na jego ciele gęsią skórkę po czym, zakręciło mu się w głowie, a pokój zniknął..

Ignus Revel obudził się, nie widział jak długo leżał na zimnej podłodze. Nie obchodziło go to, wolno, bardzo wolno wstał na równe nogi, rozglądając się po pokoju. Na jednym z foteli siedział mężczyzna, dobrze zbudowany ubrany w długi i ciężki gotycki płaszcz. Włosy koloru krwi rozpuszczone miał luźno tak żeby zakrywały mu twarz. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, widocznie mężczyzna był bardzo zadowolony z tego ze spotkał Ignusa.
- Kim jesteś? - zapytał spokojnie pretendent do zbroi Motyla
- To nie jest odpowiedni czas - odparł spokojnie głosem o takiej samej barwie i tonacji co Revel, lekki uśmiech nie schodził mu z chudej twarzy.
- Więc co tu robisz i czego chcesz? - zapytał, Sługa Lorda Podziemia.
- Przyszedłem tu by porozmawiać z tobą, wiedziałem ze Cię tu znajdę, szkoda tylko ze musiałem czekać aż tak długo - powiedział mężczyzna.
Ignus zacisnął pięści, lecz po chwili je rozluźnił. Wolnym krokiem podszedł do dziwnego przybysza chwytając go za gardło. Ten o dziwo nawet nie próbował się bronić.
- Masz, trzy sekundy na wyjście z tego pomieszczenia - warknął
- A jeśli nie, to naślesz na mnie policję ? - zapytał po czym dodał - Ignusie, przecież na Saint Street policjanci pojawiają się bardzo rzadko, a nawet jak się pojawiają to już na drugi dzień leżą ubici w jakimś rowie - po tych słowach, mężczyzna odgarnął włosy, które zasłaniały mu oczy.
Owadzio Oki puścił go, cofając się o parę kroków..
- To nie możliwe - wyjąkał - Jak to.. Kim jesteś? - zapytał, zatrzymując się.
- Możliwe.. myślę ze teraz mogę Ci powiedzieć Jestem Ignus Revel, rycerz Motyla Śmierci, jeden ze stu ośmiu Spectran, Pana Podziemi, Lorda Hadesa. Zwany również jako Sarapsos, Anioł Cierpienia - Jego głos, był pewny i twardy, można powiedzieć ze nawet demoniczny.
Oczy Koloru Szkarłatu wpatrywały się w pretendenta z lekkim zdziwieniem.
- To ty powiesiłeś tego dzieciaka na drzewie - rzekł po chwili ciszy Ignus
Sarapsos pokiwał tylko głową
- Tak to ty.. - powiedzał cicho, a jego kosmos, eksplodował czernią i fioletem. Prawą rękę obtoczyła potężna energia Kosmiczna, która ułożyła się na jego ręce tworząc coś w rodzaju miecza stworzonego z energii kosmicznej
- O to moje ostrze.. Przeklęty zbawiciel w moich dłoniach - oznajmił, spoglądając na płonącą kosmosem dłoń.
- Miecz, który niesie nadzieje albo śmierć - dodał Revel, przypominając sobie słowa człowieka z mieczem.
- Widzę ze Dargonet wpoił Ci zasady - rzekł drugi Ignus, uśmiechając się jeszcze szerzej
- Stawaj!- krzyknął, wymierzając cios w kierunku brzucha Ignusa, ten nie zdołał nawet mrugnąć. Krew spadła na zimną podłogę.
Ignus Revel, Anioł Ciemności, wyrwał energetyczny miecz z ciała pretendenta po czym położył lewą rękę na ranie. Ciemne Światło rozświetliło cały budynek. Po chwili obaj zniknęli...
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Paź 12, 2008 10:04 pm

Potężny i ładny trening, mimo że nie ustrzegłeś się błędów. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Paź 19, 2008 10:22 pm

Trening VI
Stworzenie

Powieki pretendenta do zbroi Motyla otworzyły się bardzo powoli, zmysł wzroku płatał mu figle jeszcze przez jakiś czas. Wszystko zdawało się być rozmarzane i nieostre. Mężczyzna chciał podnieść rękę, żeby przetrzeć zmęczone oczy, lecz ostry piekący ból, przeszył całe jego ciało.
Ciemność bardzo powoli zaczęła ogarniać jego ciało, nagle ciche kroki, potoczyły się echem po czymś przypominającą wielką salę zrobioną ze szkła.
- Widzę ze obudziłeś się - rzekł, mężczyzna odgarniając włosy koloru krwi z dużych owalnych oczu.
- Czego, czego chcesz? - zapytał Revel, powoli, słabo słyszalnym głosem.
Wtedy ten drugi Ignus zaśmiał się głośno i demonicznie, śmiał się tak długo ze można by rzecz ze czas zatrzymał się..
- Widzieć - odparł
Po chwili wszystko pękło, a Ignus Revel, pretendent do zbroi Motyla eksplodował.

Powieki pretendenta do zbroi Motyla otworzyły się bardzo powoli. W gardle zaschło mu niesłychanie.. jego jedynym marzeniem było wypić coś zimnego i orzeźwiającego.
- Widzę ze obudziłeś się - rzekł mężczyzna poprawiając podróżną torbę, którą trzymał na ramieniu.
- Czego, czego chcesz? - zapytał Owadzio Oki, zachrypniętym głosem.
- Masz, pij - powiedział głośno Sarapsos, klękając lekko nad nim i podsuwając pod usta złoty kielich.
- Bierzcie i pijcie z tego wszyscy - mruknął, patrząc na Ignus bierze kilka łyków ze złotego naczynia.
- Co to jest? - zapytał, lekko odsuwając usta od krawędzi naczynia, z którego na ziemie spadły krople czerwonego wywaru.
- Krew Cierpiących - odparł wylewając resztę gęstej krwi na głowę pretendenta, a jego włosy zmieniły kolor z czarnych na ciemno czerwone.
Po chwili wszystko pękło, a Ignus Revel, pretendent do zbroi Motyla eksplodował.

Dziwna jasność oślepiła go, gdy nagle miliardy rozgrzanych gwoździ przebiło ciało Revel'a, jego krzyk potoczył się echem.. przynajmniej tak mu się wydawało. Po chwili potężna eksplozja rozerwała jego ciało na niezliczoną ilość małych krwawych kawałków..

Ciszę rozdarł potężny wybuch, Owadzia Zjawa otworzyła swoje wielkie oczy, lecz nic nie ujrzała tylko nieprzeniknioną ciemność. Revel oblizał wargi językiem, lecz nic nie poczuł.. Jego palce zadrżały, po chwili bardzo powoli wstał wyciągając ręce przed siebie i ruszając w przód niczym lunatyk..
Nagle coś go zatrzymało, czyjaś ręka złapała go za czoło lekko popychając do tyłu. Ignus upadł, po chwili poczuł ostre ukucie w okolicach gardła, prawa dłoń natychmiast powędrowała w to miejsce, lecz Ignus nic nie czuł..
Revel otworzył usta, lecz żaden dźwięki nie wydobył się z jego ust.
Po chwili wszystko pękło, a ciało okaleczonej zjawy eksplodowało.

Cichy szum, obudził tym razem zmęczonego rycerza Lorda Podziemia.
Ktoś dotknął dłonią jego twarzy, lecz on tego nie poczuł, po chwili cichy szept zagościł w jego lewym uchu.
- Sarapsos.. Anioł Cierpienia...
Ignus pokiwał przecząco głową, wstając na równe nogi. Gdy nagle nieznana mu siła rozerwała jego bebenki, a z uszu prysnęła krew, lecz pretendent do zbroi Motyla Śmierci tego nie poczuł. Opadł tylko bezwładnie na zimną szklaną posadzkę.
Kolejny wybuch, kolejny koniec.. kolejny początek..

- Czujesz to ? - zapytał Ignus Revel, lezącego nieruchomo samego siebie
- Napewno czujesz.. zapach rdzy, migdałów i krwi.. Napewno.. - szepnął, w jego dłoniach pojawiła się jasna kula energii, którą dostawił pretendentowi do nosa, z którego po chwili poleciała gęsta ciemna krew..
Sarapsos chwycił bezwładną czaszkę Ignusa potrząsając ją zdecydowanymi ruchami, po chwili schował ją do kieszeni czarnego płaszcza. Kolejny wybuch, setki gwiazd rozbiło się tworząc fenomenalną grę świateł.

- Ostatni i najważniejszy ze zmysłów został do odebrania - rzekł, Anioł Cierpienia, przechadzając się koło nieruchomego ciała przyszłego Motyla.
- Nie mówie tu o siódmym zmyśle, gorzej mówie tu o zmyśle zwanym Nocycepcją, inaczej mówiąc prościej.. czas na twój zmysł bólu Ignusie.. - dodał, unosząc wysoko prawą dłoń w którą oplotła energia kosmiczna. Energetyczny miecz pojawił się w niej, potężna energia kosmiczna pulsowała mocno.. coraz mocniej..

Ciało zdewastowanego sługi Hadesa uniosło się lekko w powietrze, Nagle jego ciało rozdarło się po raz ostatni, a Sarapsos złapał jego serce w dłonie, po chwili wbił w nie palec wskazujący prawej ręki, wykrzykując jakieś słowa.
Cała scena zawirowała. Ignus Revel, owadzio oki, jeden ze sług Lorda Hadsa, Anioł Cierpienia Sarapsos, przyszły rycerz Motyla Śmierci otworzył oczy. Włosy koloru krwi spadały mu na twarz, jednym ruchem zaczesał je po czym wokół jego ciała pojawiła się czarno fioletowa aura. Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech.
- Długo kazałeś mi czekać - rzekł jakby do siebie.

OCC: Od 20 lvl mam kosmos, a teraz mam 19 więc jeśli można chciałbym zeby potraktować tego posta, jako odkrycie kosmosu. z góry dziękuje. Revel.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Paź 19, 2008 10:26 pm

Spoko.
Trzymasz wysoki poziom, chwali się, 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Paź 23, 2008 11:34 pm

Trening VII
Uścisk

- Przepraszam - mruknął Revel, obracając głowę w kierunku młodej atrakcyjnej kobiety, którą uderzył ramieniem.
- Chciałem mocniej - dodał, uśmiechając się szyderczo, po czym ruszył dalej przed siebie, ciemną ulicą.

Włosy koloru krwi, targał wiatr, jego chód zmienił się, teraz był szybki i niezbyt elastyczny. Bardziej przypominający żołnierski marsz. Długi Czarny płaszcz, tańczył niczym beznogi tancerz na wietrze, który zdawał się otaczać demoniczną postać.

- I jak podoba Ci się? - zapytał Sarapsos - Ta moc, potęga.. czujesz to? - zapytał po raz drugi, nie czekając na wcześniejszą odpowiedź. Na twarzy Ignus'a pojawił się szeroki, szaleńcy uśmiech.

Drzewo wisielców było puste, dzieciak już tam nie wisiał
- Sukinsyn zerwał sznur - głos anioła Cierpienia, obił sie echem po czaszce pretendenta do zbroi Motyla.
- Nie urwał się - mruknął Revel, kucając pod drzewem. Po chwili wyprostował się, a w lewej ręce trzymał kawał sznurka, który nie wyglądał na przecięty.
- Ktoś go uwolnił - dodał, rozglądając się dookoła jak myśliwy czekający na swoją zwierzynę

- Czekaj... - mruknął Anioł - zaraz wyczuje jego cierpienie.
Ignus Revel podrapał się po nosie, czekając w ciszy na to co miało za chwile się stać.
Potężny impuls, uderzył w głowę Zjawy, prawie powalając ją z nóg.
- Jak to zrobiłeś? - zapytał, lecz Anioł odpowiedział wymijająco
- Jesteś tylko człowiekiem, nie zrozumiesz tego
- Nie jestem człowiekiem - rzekł bardzo wolno, spoglądając za ramię - Jestem Sarapsos..
Anioł Cierpienia zaśmiał się cicho, po czym Ignus Revel ruszył przed siebie, prowadzony przez dziwną nieziemską siłę w nieznanym kierunku.

Mózg znalazł wyjście. Dzięki otworowi w części potylicznej czaszki, galaretowa breja, spadła niezgrabnie na brudną podłogę. Razem z krwią, a jak mogło by być inaczej.
Cały pokój był ciemny i mało zadbany, wyglądał tak jakby ostatnio sprzątano w nim rok temu, całkiem niezły rok temu..
Gęsta krew wspaniale komponowała się pomieszczeniem, w którym młody chłopak leżał sztywny i zimny. Zimny może jeszcze nie był, lecz będzie. Stanie się to prędzej czy później.

- Mogę dłonią dotknąć nieba, piekła dotknąć ręką bo z ziemi wszędzie blisko, mogę poczuć to wszystko bom z kości i krwi- zanucił Anioł.
- Rozpostarty między dobrem, a złem - zaczął Ignus
- Ja wiem co wybrać łatwiej, co świeci jaśniej to prędzej zgaśnie - wtrącił Stróż Cierpienia.


Deszcz kropił, lecz kroki w kałużach chlapały i dudniły jakby były podłączone do jakiegoś urządzenia wzmacniającego głos. Na cmentarzu było zimno i ciemno, tylko kilka zniczy świeciło się na nim, aż zobaczyłem Śmierć, przyszła do mnie, usiadła obok i rzekła słowo swą dziwną mową, zabrała głuchą rozmową niepokój.. i nastał spokój.

W obięciach rozpaczy człowiek, który nic nie znaczy, który walczy chodź wie ze to nie starczy, modliłem się głośno ze złością przybity bezradnością, błagałem ciemny błękit by uwolnił mnie od męki. Zamiast duszy miałem odchłań i bolała mnie pustka okropnie. Bałem się spotkać wspomnień, co wracając do mnie. Bałem się spać w noc, otworzyć oczy, jak w trumnie zamknięty, niczym trup, wstrętny i zimny. Niewinny, a przede wszystkim Winny..
Mijały dnie i noce za oknem od łez mokłem..


- Kochasz agresje? - zapytał Anioł Cierpienia - Wpadasz w obsesje, ja wszyscy inni, Ci inni którzy nie powinni - dodał z uśmiechem. - Świat jest chłodny, lecz zadziwiająco zgodny, sam rani, ty zraniony bluźnisz. I nie odpuścisz. Mściwy uścisk. Nie licz ze szybko puści..

Revel otworzył oczy, z których popłynęła krew. Dziwna poświata okrążyła jego ciało
- Każdy chce mieć lepiej.. - zaczął - Ja też marze, Spójrz ile płomieni nadziei mają cmentarze..
- Co? - zapytał, lekko zdziwionym głosem Sarapsos.
- Cierpienie jest gorzkie, zawsze nawet, gdy patrze. Jeden ból, jedne łzy, Sarapsosie, JA i TY- jego głos nagle wzrósł, cichy szum wiatru ruszał gołymi, bezlistnymi gałęziami.
- I błędna rozpacz ma jedną postać, Jedna a tak ciężko jej sprostać ... tak łatwo w niej zostać.. - Sarapsos uniósł brwi
" To nie możliwe " - pomyślał " On mi się wyrywa.. "
- Nie będę głupcem uwięzionym w skorupce, zrobię jak mój Pan chce i zadziwię.. Sarapsosie popatrz na mnie jak na człowieka, i nie ufaj moim oczom..

Nagle wszystko zniknęło, Ignus Revel leżał na łóżku, z jego licznych ran sączyła się bardzo powoli rubinowa krew. Jego włosy zmieniły się nie były krwiste, gdy opętał go Anioł Cierpienia, tylko Czarne, znów przypominające kolorem węgiel, lecz coś nadal w nich nie pasowało.. Tak, końcówki które zalśniały w blasku księżyca chłodną czerwienią.
Wszystkie przedmioty, przypominające wagą szklanki, ręczniki i inne niezbyt ciężkie przedmioty latały koło pretendenta do zbroi Motyla Śmierci. Gdy ten otworzył oczy, przedmioty runęły na podłogę z wielkim hukiem.

- Mściwy uścisk. Nie licz ze szybko puści.. - szepnął cichy, spokojny głos Anioła Cierpienia.

OCC: W treningu użyto następujących teksów piosenek
Deep - Cud Bogów
Deep feat Alicja - Z Kości i Krwi

W drugiej części wykorzystałem możliwość pisania z pierwszej osoby, jest to zamierzonę. Inforumje zeby nie było niedomówień.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pią Paź 24, 2008 11:07 am

Podoba mi się klimat jaki budujesz w swoich treningach. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Lis 01, 2008 8:14 pm

Trening VIII
Pan Cierpienia
Gabriel Fox wrzucił kolejny bandaż do kosza, krwawienie nie chciało ustąpić. Ignus Revel co jakiś czas miotał się jak opętany po całym poplamionym krwią łożu. Rany, nie chciały się zamknąć, a krew nie chciała się skończyć. Ci pokręceni Chrześcijanie pewnie ogłosili bo to cudem.
- W pizdu z takim cudem - mruknął Fox, obcierając czoło pretendenta do zbroi Motyla, którego oczy na chwile się otworzyły. Białe jak śnieg "spojrzały" na Gabriela. Po kilku chwilach rozjaśniły się one, jakby wyleciała z nich dziwna iskra, następnie oczy Ignusa zaczęły płonąc żywym ogniem.
Lis, odskoczył do tyłu, przewracając krzesło na którym leżały opatrunki.
- Odejdź.. - zachrypiał, demoniczny głos wydobywający się z ust pretendenta.
Gabriel, wstał bardzo powolnym krokiem zbliżył się do swojego przyjaciela.
- Odejdź!... - powtórzył Sarapsos, unosząc swój dziwaczny głos.
- W dupę mnie pocałuj - odpowiedział rudo-włosy, spoglądając na Ignus'a, a raczej na to co z niego zostało.
- Gdzie Revel? - zapytał
- Tutaj - odparł Sarapsos zanosząc się szaleńczym śmiechem - Tutaj - powtórzył Anioł Cierpienia, wstając z łóżka. Ciało sługi Pana Podziemi, przypominało.. no właśnie nie wiadomo co.. gdyż takiego widoku nie można było zobaczyć nawet w najbardziej brutalnych Holywoodzkich produkcjach.
Potężna energia jaka emanowała z ciała zjawy, była ogromna. Gabriel czuł ze nie może równać się z tak destrukcyjną siłą. Ciało Ignusa wygięło się niesymetrycznie. Prawą rękę otoczyła energia kosmiczna przypominająca miecz.
- Unholy.. - wymamrotał Ignus, przynajmniej głos brzmiał teraz tak jak ona.. Nie był demoniczny i ciężki, lecz lekko przestraszony i niepewny.
- Savior! - znów potężny, pewny i szaleńczy głos, wydobył się z zakatowanego gardła.
Wybuch Energii zwalił na kolana Gabriela, a dziwna poświata miecza lśniała tak mocno, że nawet ślepy zobaczył by to światło.

Lis, otworzył swoje niebieskie jak wiosenne niebo oczy. W głowie kręciło mu się niemiłosiernie, ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Dopiero po kilku chwilach doszedł on do wniosku ze ta dziura w ścianie i wgniecenie lodówki to chyba jego wyczyn, oczywiście dzięki pomocy Ignusa, którego ciało przejęło coś dziwnego..

Fox wrócił do sypialni, lecz nikogo tam nie zastał. Mężczyzna obszedł cały dom kilka razy, lecz dopiero za szóstym razem uwierzył ze Owadzio-Oki, prawdopodobnie wyszedł na miasto..
- W takim stanie? - zapytał na głos, drapiąc się po głowie.


Pukanie do drzwi zmusiło go do wstania.
- Kogo licho niesie..? - zapytał na głos, podchodząc do drzwi.
- Kto tam do jasnej choler..- lecz nie dokończył, jego wzrok oplótł, chudego mężczyznę w ciemno granatowym mundurze, kościste policzki wygięły się lekko, tak samo jak usta na których zagościł na chwile lekki uśmiech. Długie tłuste czarne włosy, opadły mu na oczy, lecz ten zdmuchnął je odsłaniając piwne oczy.
- Co Pana tu sprowadza poruczniku ? - zapytał Gabriel, blokując swoim ciałem wejście do mieszania
- Nie twoja sprawa Fox - odpowiedział mężczyzna, lekko wychylając głowę nad ramieniem Lisa, lecz ten zauważył to i zastawił głową widok porucznikowi.
- W takim razie żegnam - warknął, zamykając z rozmachem niezbyt już solidne drzwi.
Lecz, mężczyzna nie dał za wygraną, szybkim ruchem postawił na ich drodze swoją prawą nogę. Drewniane drzwi odskoczyły do tyłu, a porucznik powiedział
- Mam nakaz na rewizje, więc zejdź mi z drogi - po tych słowach wyciągnął przed siebie, kawałek papieru.
Gabriel przełknął głośno sline, po czym wpuścił nieproszonego gościa do środka.
Alexander Smart. Porucznik Alexander Smart to jeden z najbardziej pokręconych i niebezpiecznych gliniarzy jakich znało SaintStreet. Większość glin umierało po tygodniu pracy, lecz on do takich nie należał..
Smart wychował się właśnie tu. SaintStreet to jego rodzinne strony, wszyscy którzy się tu rodzili zawsze byli, bandytami, wyrzutkami i innymi typami spod ciemnej gwiazdy, tylko jedyny Smarti był inny. On nie był taki, gdyż ludzie tacy jak on stworzeni zostali do wyższych celów. Alexander nie będzie bił i kradł, wręcz przeciwnie. Mężczyzna ten postanowił zostać policjantem i to jednym z najlepszych w całym Londynie.
- A co to? - zapytał, fenomenalnie zdziwionym głosem. Udawał. Nie był on żółtodziobem, tylko doświadczonym gliną. Sposoby wyciągania informacji miał w małym palcu.
- Bandaże - odparł Fox, wskazując przecięte ramię, oraz obitą twarz.
- Twoje? - zapytał porucznik, po raz drugi.
- Nie - odpowiedział Gabriel, czekając na ten błysk w oku policjanta, na który nie musiał długo czekać, usta Alexandra wygięły się pod dziwnym kątem.
- To tej mumii, którą buchneliśmy z muzeum - dodał, śmiejąc się lis.
- Nie rób ze mnie idioty, gdzie Revel? - warknął, zaciskając pięści.
- Pogięło Cię? - zapytał w formie odpowiedzi przyjaciel zjawy - Niby skąd miał by się tu wziąść Ignus?
- Wiem ze przybył do Londynu, wiem ze walczyliście na placu. Tak więc Fox, nie rób wariata ze mnie - powiedział porucznik Smart, wchodząc do sypialni.
Łóżko na którym trzy dni spał Revel, było zaścielone. Gabriel nocował tu dlatego ze wierzył w powrót Pretendenta do zbroi Motyla w rodzinne progi.
- Poruczniku, twój tajny informator to straszny ślepak który pewnie pomylił Metys'a z Owadzio-Okim..

Ignus Revel siedział pod mostem, właśnie tam znalazł on schronienie przed ulewą jaka nawiedziła właśnie Londyn.
- Zabij ich - szeptał Sarapsos - Zabij ich wszystkich..

Dziewczyna leżała z rozbitą głową pod schodami, impreza nie była nawet taka zła, tak jak ta dziewczyna. Bądź co bądź innych facetów już nie uszczęśliwi. Sarapsosowi coś się w niej widocznie nie spodobało, gdyż inaczej to krzesło nie uderzyło by ją w głowę, z której zostało coś przypominającą zgnitą truskawkę.
- Pokaz im.. co to ból.. pokaz im - szeptał Anioł Cierpienia.

Jasna poświata, ukazała się również przy facecie, kupującym papierosy w kiosku ruchu.
Sarapsos, natychmiast zaczął wrzeszczeć i ciągnąć go do następnego morderstwa..
Ten, wylądował z drewnianym kołkiem w dupie, na placu zabaw. Ignus powiesił na nim kartkę na której brzmiał napis " Nieczynne z powodu awarii"
- Ci którzy zadają ból, sami w nim kończą, a właśnie my jesteśmy wysłani po to by rozliczać takich ludzi.. - zasyczał Anioł Cierpienia.
- Pierdzielony pedofil - mruknął Revel - Teraz wreszcie ktoś mu dogodził - po tych słowach, z ust Pretendenta do zbroi Motyla, wydobył się dziki śmiech.


Lecz, wszystko zawalił się gdy nad głową małej bezbronnej siedmiolatki pojawiła się aura.
- Boże dlaczego? - zapytałem, zanosząc swoje modły do Thanatosa
Sarapsos nie dawał mi spać, ukazując co chwile nowe plany zabicia małej dziewczynki.
Nie mogłem tego zrobić. To niemożliwe przecież to dziecko nikomu nie wyrządziło krzywdy.
- Jesteś tego pewien? - zapytał Sarapsos
- Jak cholera - odpowiedziałem
- To patrz - dodał, prowadząc moje nogi. Po chwili stanęliśmy przy niej. Ona wcale nas nie zauważyła, krzycząc coś na drugą dziewczynkę. Ignus zdziwił się gdy " aniołek" wyzwał od najgorszych swoja koleżankę, a potem z impetem uderzył w kolano.
Druga dziewczynka popłakał się i uciekła do klasy, a " bezbronna dziewczynka" ruszyła za nią.
Nie miałem pojęcia jak to zrobić.
- Przecież to tylko dziecko! - krzyknąłem kiedyś w nocy. Było ze mną coraz gorzej, nie jadłem i nie piłem chyba już z tydzień,a nawet nie straciłem kilograma. Moje ciało nie cierpiało tylko dusza. Dusza, która krwawiła tak jak nigdy dotąd.

Podszedłem do niej, gdy wracała ze szkoły. Ze swoją koleżanką, tak dokładnie z tą samo którą ostatnio pobiła. Dwie dziewczynki wracały do domu same, bez rodziców. To bardzo niebezpiecznie. Bardzo...
Szedłem za nimi tak długo, dopóki nie zebrałem w sobie wystarczającej ilości odwagi do popełnienia tej zbrodni. Robiłem to już tyle razy, lecz ten nie był taki sam. Był znacznie inny,
Szybkim ruchem, przeciąłem jej chudą szyjkę, a następnie obłapałem ją i ukręciłem, po czym uciekłem. Jak tchórz..
Sarapsos, czuł się dumny, zebrał podwójne żniwo cierpienia. Moje i małej dziewczynki, które smakowało mu bardziej? Tylko on może odpowiedzieć na to pytanie..

- Odejdź ! -
Krzyknął Revel łapiąc się za głowę - Przecież już się Ciebie pozbyłem..
- Tak Ci się tylko wydawało.. - odpowiedział Anioł - Ustalmy jedno, właśnie teraz tak jak i ty siedze na tym krześle i ustalam kolejne morderstwo z woli Pana Śmierci i Pana Podziemi.
- Jesteś chory! - krzyknął, Ignus uderzając z całej siły twarzą w lustro.
- Revel co tam się dzieje? - zapytała Pani Patio, która usłyszała dźwięk tłuczonego szkła.
- Wszystko w porządku - odpowiedział - Zbiłem Lustro, dziękuje za troskę Pani Patio! - odkrzyknął Revel
- To nic Ci nie da.. Mnie nie można wygonić - powiedział Sarapsos
- Mów Sobie co chcesz, Ignus Revel zawsze zostanie Ignusem Revel, pretendentem do zbroi Motyla Śmierci. Jedynym prawdziwie oddanym Rycerzem Lorda Hadesa, nie Thanatosa. Tak więc pozdrów odemnie swojego Pana i idź.. stąd.. PRECZ!
Wybuch Energii Kosmicznej zdemolował i zniszczył doszczętnie całe mieszkanie Owadziej Zjawy.
Nagle postać ubrana w czarny długi płaszcz pojawiła się na środku gruzowisk.
- Mój metalowy Bóg jest głodny - mruknął, a miecz w jego ręce pojawił się natychmiast.
Piękne Skrzydła Motyla zaszeleściły na wietrze.
- Mściwy uścisk.. Nie licz ze szybko puści.. - głos Anioła Cierpienia, odbił się po jego głowie
Czarna jak węgiel aura uniosła się w powietrzu..
- Zawsze Gotów Ignusie, Zawsze..- Te słowa wypowiedział Herant.. Trzeci z Rycerzy Thanatosa..
Trzy postacie, pojawiły się przed nim, zdejmując kaptury ze swoich twarzy
Ignus Revel zacisnął tylko zęby, mrucząc coś pod nosem..

OCC: I znowu mieszałem osoby:) zeby nie było. Zabieg ten został wykonany specjalnie.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Lis 01, 2008 11:03 pm

I znowu czytało się długo, acz przyjemnie. Mieszasz ale i tak jest konkretnie. 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Lis 27, 2008 12:45 pm

Trening VIII
Schizofrenia

To wszystko potoczyło się za szybko, Sarapsos, Dragonet i Herant stali przed pretendentem do zbroi Motyla, pewni siebie, zdecydowani i potężni. Bardzo potężni.
Dom Ignusa zamienił się w istne gruzowisko, to chyba jakiś cud ze budynek nadal stał. Ściany, podłogi i sufit pękały w szwach i w każdym momencie mogły runąć w dół.
Revel bardzo chwiejnym krokiem ruszył przed siebie, na twarzy mrocznej trójcy można było zauważyć wydobywające się zadowolenie.
Sarapsos, poprawił swoje długie krwiste włosy, odsłaniając oczy. Skrzydła zbroi Motyla lekko zadrgały, a rycerz popłynął w powietrzu niesiony przez mistyczną niewidzialną dla oka śmiertelnika siłę. Anioł Cierpienia wylądował, wzrok utkwił w Ignusie tak, jakby chciał go zabić, lecz to nie było jego celem, przynajmniej nie teraz.
Revel zatrzymał się, jego ciało odmówiło posłuszeństwa.
- Co jest do licha? – zapytał, próbując rozluźnić mięśnie, które nagle stały się okropnie ciężkie.
- To nic takiego, tylko sparaliżowałem Cię, dzięki moim mocom telekinetycznym – odparł Anioł, spoglądając na pozostałych dwóch rycerzy Śmierci.

Alexander Smart nie rezygnował dziś z tego co wcześniej zaplanował. Porucznik Smart również dziś miał zamiar odwiedzić Dom w którym mieszkał Revel, ostatnia wizyta bardzo go zaintrygowała, mieszkanie wyglądało bardziej na pole walki niż na oazę bezpieczeństwa. Może i dziś spotka tam kogoś innego niż gospodarza, ale to nie robiło mu różnicy.
- Robactwo trzeba tępić – mruknął, idąc dalej ciemną uliczką

Revel, z całych sił pragnął się uwolnić, lecz na pragnieniu się to kończyło. Technika paraliżująca Sarapsos’a była naprawdę silna, lecz Ignus nie chciał tak skończyć. Owadzio Oki skupił swój kosmos tak bardzo jak tylko potrafił.
Kurz, pył, mniejsze kamienie, małe przedmioty takie jak noże i widelce zaczęły koło niego wirować.
Dragonet, ruszył w jego kierunku widocznie rozbawiony. Gdy mężczyzna był już blisko głowy Revel’a, jego prawa ręka wyleciała z niesamowitą szybkością w kierunku nosa pretendenta.
Lecz Zjawa nic nie poczuła, po chwili oczy Ignusa spojrzały na uśmiechniętego Mistrz Miecza, który wcale nie atakował go tylko złapał jabłko, które przyszły Motyl Śmierci wprowadził w ruch.
Jabłko było cholernie stare, czarne jak węgiel, malutkie jak niedojrzała śliwka. Dragonet włożył je w otchłań, którą zasłaniał obszerny kaptur.
Smród, zgnilizny zagościł w nozdrzach Ignusa, lecz ten cały czas nie mógł kiwnąć palcem.
Pan Miecza, odwrócił się na pięcie i wolnym krokiem zaczął iść w kierunku z którego przybył.
Owadzio Okiego przebił ostry piekący ból. Mężczyzna upadł na ziemie, a na twarzy zakapturzonego zagościło zdziwienie.
Ignus wyciągnął przed siebie ręce, a cała energia kumulowana przez niego wyleciała w kierunku jednego z Rycerzy Śmierci.
Sarapsos i Hemant nawet nie drgnęli, kurz spowił ich sylwetki. Całe piętro pokryło się siwym dymem i smakiem krwi.
Po kilku chwilach gdy ściana niepewności opadła, można było usłyszeć cichy chichot, który nagle przeistoczył się w głośny demoniczny śmiech.
- Nieźle – oznajmił Dragonet, otrzepując swoją szatę z kurzu i brudu. Jego prawa dłoń rozbłysła, a w niej pojawił się miecz, długi świetlisty „ Przeklęty Zbawiciel ”.
- Pozwól ze teraz ja zaprezentuje swoją moc – mruknął i nie czekając na nic więcej, ruchem, który przypominał strącenie czegoś z miecza, wycelował w Ignusa. Poteżna fala energii w zniszczonej podłodze zrobiła kilkunasto metrowy rów, następnie energia uderzyła z impetem w pretendenta.
Lecz to nie wszystko, podłoga a niżej sufit nie wytrzymał i całe piętro runęło w dół.

- Co jest do licha?! – krzyknął porucznik Smart, gapiąc się na walącą kamienice do której właśnie zmierzał.
- Niech mi głowę utną jeśli nie jest z tym powiązany REVEL! – krzyknął raz jeszcze, ruszając biegiem w kierunku gruzowiska. Jego kaftan poniewierał wiatr, tak samo jak tłuste włosy, które podczas tego biegu wyglądały jak małe glizdy, które właśnie wyszył na ziemie w oczekiwaniu deszczu.

- Trochę przesadziłeś – powiedział, spokojnym głosem Herant, podciągając w górę rękawy szaty. Sarapsos i on nie zmienili wcale pozycji, wokół nich leżało pełno gruzy, mebli i innych pozostałości po starej kamienicy.
Dragonet już szedł do nich, za sobą wlókł nieprzytomnego Ignusa, z głęboką raną ciętą. Owadzio Oki wyglądał jak wypatroszona płotka z lakami na wierzchu.
- Miałeś go tylko poturbować, a ty prawie szaszłyk z niego zrobiłeś – warknął Sarapsos, spoglądając ze złością na Mistrza Miecza.
- Hmmm – zamruczał Herant, podchodząc do leżącego Ravel’a. Mężczyzna tylko położył na nim swoją dłoń, a ten natychmiast otworzył oczy, nie trzeba było długo czekać na reakcję pretendenta. Ten, gdy tylko określił swoję położenie, natychmiast odskoczył do tyłu, robiąc w powietrzu dwa obroty i zwinnie jak kot wylądował na starej komodzie.

- Dobra koniec – powiedział, Revel spoglądając na Ignusa. Czerwone włosy Anioła Cierpienia rozwiewał wiatr. Ignus tylko otarł usta rękawem, po czym spojrzał na czerwone końcówki swoich czarnych jak heban włosów.
- Ty nie jesteś mną – mruknął, prostując się i zeskakując z komody na ziemie.
Sarapsos nic nie odpowiedział, tylko bardzo powoli uniósł głowę ku górze, a jego oczy rozbłysły szkarłatem, skrzydła zbroi Motyla, zalśniły jasnym światłem, po czy strzepnęły z siebie coś przypominające tęczowy pył. Dziwnie migoczący i hipnotyzujący pył upadł na splamioną krwią ziemie. Kurz, krew i inne paskudztwa nagle zniknęły, otulone szczelnie tęczową pierzyną.
Revel zaczął się rozglądać po czym co teraz przypominało dziwną kwiecistą polane w kolorze tęczy. Nagle coś obiło się o szyję pretendenta, a ten natychmiast się odwrócił. Jego wzrok utkwił w dość dużym pięknym jadowicie zielonym motylu. Motyle Śmierci przybyły z samego Świata Podziemnego by obserwować ich.
„Ale jak to?” – zapytał samego siebie Ignus – „ Czy mój Pan wysłał Piekielne Motyle po to by obserwować mnie? Bo mi nie ufa? „ – zapytał ponownie siebie, spoglądając na dziwną moc wydobywającą się ze skrzydeł Zbroi Motyla Śmierci.
Ignus zrozumiał dopiero teraz, to nie Hades wezwał motyle, lecz on… Ignus Revel, rycerz Motyla szykował się do ataku..
- Więc to Koniec? – zapytał, samego siebie. Anioł Cierpienia pokiwał głowa
- Tak – odparł, po czym jeszcze dodał – Teraz pochłonę twoją moc i wrócę na ziemię by pomóc Lordowi Hadesowi i Świętej Wojnie, Ja Ignus Revel, Anioł Cierpienia, Lider Świata Podziemnego, najbardziej oddany Rycerz Pana Piekieł.
- Więc po co pokazywałeś mi to wszystko? – zapytał Ignus
- Myślałem ze uda mi się przejąć i pochłonąć Cię w trochę inny sposób, lecz wychodzi na to ze podjąłeś już swoją decyzje – odpowiedział, a magiczny pył przestał sypać się ze skrzydeł, które jakby zamarły na chwile oczekując odpowiedniego momentu by znowu zaatakować.
- Nawet jak opuszczę ten świat.. – zaczął Revel, zaciskając pięści i powieki – Ślady moich stóp będą nadal tu..
- Co? – zapytał, szyderczo uśmiechając się Sarapsos
- Zabić może mnie tylko Mój Pan, cześć mnie zawsze zostanie gdzieś tu… Tu na SaintStreet, a cześć mojej duszy będzie wędrować po Tartarze gotowa by ją wskrzesić.
Rycerz Śmierci spojrzał na swoich dwóch towarzyszy, którzy wpatrywali się w obu z dużym zdziwieniem.
Po kilku chwilach ciszy Sarapsos zapytał
- Kiedy myślisz o śmierci co czujesz?
- Kiedy myślę o śmierci wtedy czuję się gorzej – odparł Revel, spoglądając w swoją twarz, która zdawała mu się dziwnie obca i ohydna,
- Jesteś tam mój Boże? – zapytał Sarapsos unosząc ręce ku górze. Odpowiedziała mu cisza, jego głowa zrównała się ze wzrokiem Ignusa.
- Jesteśmy tu sami.. Boisz się nieraz ze wszystko co jest to tylko tu i teraz? To tylko Lód i ziemia? Bród i nieład? Ze jedyny Bóg to pieniądz? I nawet w świątyni oddają część jemu, a rzeźby milczą, nie wiedzieć czemu.. Jeśli jest tu jakiś Bóg poproś go w słowach „ Jesteś to przemów” – jego głos był spokojny, Sarapsos całkowicie panował nad Rycerzem Śmierci, który wychodzi na to przybył z przyszłości..
- To wszystko martwe – dodał, a jego tęczowa aura przykrywała już chyba cały Londyn.

- Kiedy Ja opuszczę ten świat, ślady moich stóp będą nadal tu – powtórzył również z wielkim spokojem, nie da się omamić, nie przez samego siebie..
- Schizofrenia myśli Sarapsosie, lecz ja przemierzam twoje tęczowe stepy w męczę z pękniętym już od dawna sercem. – po tych słowach, przełknął ślinę i dodał
- To wiem na sto procent, mam przyjaciół dla których mógłbym zginąć, nie jestem młokosem. Dzięki nim ten czas dawno przeminął. Kiedyś dla mnie nic innego się nie liczyło heroizm, czysty egoizm chciałem to wszystkim wpoić. Teraz zło zwyciężam i dla mojego Pana na śmierć pójdę pierwszy, a po co żyję? Żyję po to by umilić sobie tutaj pobyt. Nie trać głowy, pieniądz przyda mi się by wykupić twoją dusze z celi ciemnych, tam przemyślisz słowa moje, na twe barki dziś włożone.
A co wtedy gdy przyjdzie po mnie Zegarmistrz Światła Purpurowy?
- zapytał na głos
- Stanę dumnie jak na apel zmarłych, zwarty i gotowy, Na to co jest mi światem jeszcze raz popatrz i odejdę nie wiem gdzie na zawsze..

Potężny promień wyleciał z rąk Sarpasosa, uderzając z całą siłą w ciało Ignusa.
Krater był większy niż cała… Anglia. Woda z pobliskich Mórz natychmiast zaczęła napełniać to magiczne zjawisko.
Sarpsos oddychał bardzo głęboko, ten atak zmęczył ciało Ignusa, w tym momencie nie czuł jeszcze przypływu mocy po zabiciu Ravela, lecz jeszcze lada chwila a moc ostatniego Motyla Śmierci połączy się z nim. W całej czasoprzestrzeni został tylko on Anioł Cierpienia Sarapsos w ciele prostego rycerza imieniem Ignus Revel.
Lecz…
- To nie możliwe – zachrypiał Anioł patrząc na ciało rozpadającego się rycerza.
- Nie! - krzyknął, a anielska dusza uwolniła się z ciała Rycerza Motyla.


To co stało się zaledwie przez kilka godzin, przeszło najśmielsze oczekiwania. Jakiś facet trąbił na babcie, która bardzo wolno przechodziła po pasach na drugą stronę, jakiś inny facet palił fajkę kupując w budce z jedzeniem swoje śniadanie. Ptaki śpiewały wesoło, a słońce oświetlało jeszcze przed chwilą cały zatopiony przez Anioła Londyn. Jak to się stało ze miasto nadal istnieje. Na to pytanie może odpowiedzieć wam tylko jeden człowiek, ten który swoją wiarą w słuszność sprawy i w swego Boga uratował nie tylko Londyńczyków, lecz nie wiadomo czy nie cały świat.
Co robił teraz? Obtulony Krwawą kołdrą leżał na swoim łóżku, z potężną dziurą od szyi aż po pępek z urazem mózgu zwanym schizofrenią i z małym motylem, posłańcem z zaświatów..
Lecz on nie wiedział co uczynił, w jego głowie cały czas układały się dziwne myśli z których wynikało ze zdradził swojego pana i nigdy już nie będzie tym kim się urodził.
Jego włosy nie zmieniły koloru, czerwone końcówki które pozostawił po sobie Sarapsos zostały… Pokój w którym spał i jeszcze niedawno był tylko kupką gruzu wrócił do normy tak jak wszystko co działo się przez dwanaście godzin. Porucznik Alexander Smart właśnie zarzucił na siebie swój kaftan z myślą odwiedzenia Ignusa..
Gdy ten otworzył oczy, spoglądając na swoje dłonie a potem dopiero na klatkę piersiową i resztę zmasakrowanego ciała.

- Przeżyłem. Jakimś cudem nadal żyję. Osobiście uważam, ze to głupota, jeśli i tak prawdopodobnie umrę. Jestem zmęczony. Sarapsos nadal mieszka w mojej głowie. Nie dbam o to czy mnie zabiją, czy może na zawsze zamkną w wariatkowie, mój Pan Zawiódł się na mnie. Tak czy inaczej przepadłem. Jestem naprawdę potępiony, zawiodłem Pana Podziemi, nie skorzystałem z jego wspaniałomyślnej szansy by zostać Aniołem Cierpienia i zanosić złe i cierpiące dusze do jego królestwa. Nie potrafiłem wytrzymać..
Revel wstał na nogi i wolnym krokiem podszedł do lustra które wisiało w przedpokoju..

Posłuchajcie mnie jeszcze przez chwile. To bardzo ważne. Każdy z was może się niedługo obudzić w nocy z przeświadczeniem ze ma na imię Sarapsos i jest Aniołem Cierpienia, narzędziem sądu w rekach Boga.
Pamiętajcie jeśli kiedykolwiek, usłyszycie cichy i melodyjny głos, a następnie do waszego nosa uderzy zapach krwi, nie wahajcie się ani sekundy. Wiem ze odszukacie pozostałych naznaczonych.
Boicie się? Powinniście. To już niedługo. Może zaraz, może nawet w tej chwili. A wtedy świat będzie należał do Bogów i do cudownych skrzydlatych istot, które nie wiedzą co to litość czy miłosierdzie.
Poczekajcie. Trochę. Tak jak ja. To już niedługo. Wiem. Ja. Czekam. Czekam..


OCC:
Trening ten jest ukłonem w stronę pisarki Mai Lidii Kossakowskiej, która napisała takie cuda jak „ Więzy Krwi” czy „Hekatobombę”. To właśnie z tych dwóch opowiadań zrodziła się inspiracja na ten Trening. Gdybym nie inspirował się tymi opowiadaniami zapewne było by to inna historia. Dlatego dziękuję.
W tekście tym został również wykorzystany tekst piosenki „ Kiedy Ja” składu znanego jako 52 Dębiec.

OCC2: Nadal nie mam stałego dostępu do kompa. Nadal nie wiem kiedy bede miał. Mam nadzieje ze jak najszybciej. Na razie wrzucam jedynie trening napisany przez dwa tygodnie na Wordzie. pozdro. Więcej nie dopisze, gdyż na to trzeba czasu, a ze względu na brak swojego netu, jest to nie możliwe. pozdro i przepraszam za nieobecność.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Sro Gru 10, 2008 9:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Lis 27, 2008 5:18 pm

Mimo że nie ustrzegłeś się od kilku błędów (co raczej normalne, przy tak długim tekście), to powiem krótko: 3 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Gru 11, 2008 10:38 pm

Trening IX
Szkarłatna Fala Ludzkiej Śmierci

-Ty… kurwa jego mać wybacz mi, ale to nie jest normalne -
powiedział Ignus, spoglądając w lustro – Dlaczego tylko ja tracę? Dlaczego
ja jestem poszkodowany, a ty popaprany aniele wracasz do mnie i psujesz
wszystko? – zapytał, lecz odpowiedział mu cisza
- To chyba te grzybki.. Cholera jasna.. przecież co ja sobie wkręcam.. to co się tu wszystko stało to pewnie efekt jakiegoś świństwa które spaliłem,
albo coś w tym rodzaju..
– mruknął, pocierając oczy dłońmi
- W dupie spaliłeś.. – odezwał się niski demoniczny głos w jego głowie
- Co jest do jasnej.. – zaczął, lecz dziwna siła już mu przerwała
wykręcając usta.. Demoniczny głos tym razem wydobył się z jego ust.
- Takiego towaru wy ludzie.. jeszcze nie macie, więc musisz uwierzyć ze to… stało się naprawdę – mruknął Sarapsos przez usta Ignusa który, przybliżył swoje oblicze bliżej lustra.
- Pitolisz… - warknął, łapiąc prawą ręką za kępek włosów – Śmieszne są te
czerwone końcówki..

Anioł Cierpienia prychnął po czym rzekł
- Nie pitol mi Ty tu teraz…

Porucznik Smart wyszedł z ciemnej uliczki, jego kroki odbijały się cichy echem po dzielnicy, na której znajdował się on i jakiś koleś oparty o ceglany
mur z naciągniętym na głowę kapturem, w prawej dłoni trzymał mały
telefon. Widocznie z kimś esemesował, gdyż jego palce nie miały chwili
odpoczynku. Alexander Smart zignorował go, tym razem nie miał ochoty
na zadręczanie opryszków, jego celem był Revel, który wrócił do miast
już niezły kawał czasu i już zdążył narobić niezłego rabanu.
- Robactwo trzeba tępić – mruknął łapiąc za klamkę od drzwi prowadzących do środka kamienicy w której mieszkał OwadzioOki.

- Mój Pan mnie opuścił, a to przez Ciebie! Gdyby nie ty popierdzielony
świrze to wszystko było by w porządku… a tak.. Mój Pan nie ma już
miłości dla mnie
– oznajmił pretendent do zbroi Motyla
- Hades i miłość, ty to masz dopiero popierdzielone w tym łbie, matko kochana siedzę tu chwile i już mam chęć na zapalenie zielska z Fatimy..
- Ty jesteś aniołem czy jakiś degeneruchem ? – zapytał Revel pukając się
pięścią po głowię.
- Aniołem, a jakże – odparł Sarapsos – A ty.. jeszcze mało widziałeś
dzieciaku.. Dla Ciebie anioł to taki koleś w białej szacie z puszystymi
skrzydłami i aureolką ?

- Powiedzmy.. – mruknął Revel, odchodząc od lustra
- To gówno wiesz.. – warknął, Sarapsos wykrzywiając twarz Ravela, grymasem złości.
- Ale wiesz co.. wkurza mnie to ze możesz wpływać na moje zachowanie.. – powiedział Ignus, uderzając się otwartą dłonią w twarz
Dopóki ty nie wiesz jak panować nad mną to ja jestem panem.. „ – pomyślał Sarapsos.
- Ze co? – zapytał Revel, zatrzymując się w drzwiach do sypialni
- Nic.. Śmiertelniku..

Dzwonek nie działa, dlatego Smart zapukał. Najdziwniejsze było to ze porucznik dobrze wiedział ze to małe urządzonko już dawno rozpoczęło swój prywatny bunt.
- Kogo niesie.. ? – zapytał Anioł Cierpienia, a jego głos znów wydobył się z
gardła Ignusa
- Przestań, bo utnę Ci łeb – mruknął pretendent lekko się uśmiechając
- Amen – szepnął Anioł.
Owadzio Oki otworzył drzwi, lecz gdy jego wzrok już rozpoznał nieproszonego gościa, ręka natychmiast powędrowała w przód z chęcią zamknięcia drzwi przed nosem porucznika, ale ten okazał się wystarczająco szybki, by zblokować je nogą.
- Nie wpuścisz mnie? – zapytał, lecz jego głos nie zabrzmiał tak jak miał
zabrzmieć. Troska była wymuszona, a dobroduszny uśmiech.. Szkoda gadać..
- „ Hehe Smart.. kojarzę typka” – zaśmiał się Anioł Cierpienia
- „ Ciesze się „ – pomyślał Ignus, uchylając lekko drzwi.
- Czy coś się stało? – zapytał spokojnym głosem, a na twarzy
trzydziesto-pięcio letniego policjanta pojawił się szeroki uśmiech.
- Oj tak.. – zasyczał jak waż Smart
Ignus wyczuwał kłopoty na tysiąc kilometrów, lecz ten gliniarz jest
fenomenalnie groźny i nie można go tak po prostu wywalić, a do tego on
wie coś.. Co tylko nielicznym zostało powierzone.
- Poruczniku, jakiś kot znów utknął na drzewie? – zapytał zgryźliwie Revel
- Nie na razie nie, lecz kto wie… - odparł rozmarzonym tonem.
- „ Szkoda ze nie widzisz tego co on teraz myśli” – usłyszał głos Sarapsosa w swojej głowie.
-„ Mam to tam gdzie słońce nie dochodzi.. „ – rzekł, otwierając drzwi
- Chyba mnie grzeje – mruknął cicho, mając nadzieje ze Smart nie usłyszy tego Po jakiego czorta zapraszam go do środka..

Porucznik Smart natychmiast wszedł do środka, rozglądając się dookoła.
- A gdzie ta dziura w ścianie? – zapytał, lekko zdziwionym tonem
- Dziura? – zapytał Revel
- Tak dziura… Była tu ostatnio – mruknął, pokazując na ścianę w której
naprawdę kilka godzin temu była wielka dziura..
- Przepraszam, ale nie było tu nic takiego – rzekł, kręcąc głowa.
Smart spojrzał na niego jak na totalnego idiotę, po czym ruszył do sypialni,
w której był w miarę porządek, tylko dwie pary śmierdzących skarpetek
leżało szczęśliwie bezwładnie na środku pokoju. Kilka pokrwawionych
ubrań i łóżko.. całe poplamione szkarłatem..
-A tu co? Zakładasz kącik satanistyczny Revel? – zapytał policjant, dotykając koniuszkami palców brudnej od krwi pościeli.
- Oczywiście – powiedział Ignus, kiwając wesoło głowa – A chce może pan
porucznik młodą pełno krwistą dziewice ?
– zapytał, wpatrując się na ręce
Smartiego.
-„ Ja bym chciał „ – wyrwał się nagle Sarapsos, a powiedział to tak
głośno, ze Ignus lekko się wzdrygnął.
- Jeszcze jedno słowo, a zapuszkuję Cie na dwadzieścia cztery.. – zaczął
twardo, przybliżając swoją twarz do twarzy Ravela, gdy ich nosy już prawię
dotknęły, Smart mruknął.
- A tam urwą Ci łeb.. Revel i skończy się Dzień Dziecka.. – Jego wzrok,
gdyby miał by zabijać na pewno już by to uczynił, lecz pretendent do zbroi
Motyla Śmierci wcale nie przejął się tym zbyt mocno, wręcz przeciwnie. Głośne ziewnięcie spowodowało ze Alexander Smart odsunął swoja twarz od jego.
- Jeśli nie ma już pan pytań proszę wyjść – mruknął, Revel wychodząc z sypialni i otwierając drzwi wyjściowe
- Good Bye..
- To tak się nie skończy… - zasyczał policjant, zaciskając mocno pięści, tak
ze paznokcie powbijały mu się w skórę..
- Z Bogiem! .. – krzyknął, Ignus Revel trzaskając za wychodzącym policjantem drzwiami tak mocno jak tylko mógł.
- Nie lepiej było by go ubić.. Jeden z twoich odłamków tak właśnie postąpiła.. – mruknął Anioł Cierpienia, spoglądając prawym okiem Ravela na plazmowy telewizor.
- Tylko ze ja nie jestem moim odłamkiem – warknął, obracając wzrok w kierunku okna.
Porucznik Smart, wyszedł wolnym krokiem z kamienicy. Gdy już zniknął z pola widzenia, wyjął małe urządzono na którym pojawiła się co jakiś czas
nowe obrazy i dźwięki.
- Teraz Cię mam Revel… - powiedział głośno Smart, poklepując małe urządzenie
pieszczotliwie – Teraz mam Cie na oku..

Ignus podszedł do okna, gdyż to co widział przez środek pokoju nie
wystarczyło mu. Pod ich kamienice podjechał właśnie duży samochód
dostawczy z napisem „Przeprowadzki„.
- Nowy sąsiad – prychnął Revel, drapiąc się po głowie
- To chyba fajnie co? – zapytał Sarapsos
- Czy mógłbyś mówić bez używania moich ust? – zapytał Ignus, opierając
głowę na szybie, nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech, który wymusił na nim Anioł Cierpienia.
- Nie – odparł po chwili milczenia
Revel tylko pokiwał przecząco głowa i lekko uderzył głową w we framugę okna.
- Wiesz może co się stało podczas naszej walki? Wiesz może dlaczego mój Pan Mnie odrzucił? – zapytał Ignus, stukając palcem o parapet.
- Nie wiem co działo się w twojej głowie po wybuchu, a nawet jak bym wiedział to bym nie powiedział – odpowiedział Sarapsos, poprawiając sobie włosy..

Mały płatek śniegu oparł się o szybę by chwilę odpocząć i po sekundzie
stopnieć. Po nim przybyło kilka następnych. Ignus przypomniał sobie ze
przecież to już prawie zima i takie zjawiska mogą być coraz częstsze,
wzrok młodego pretendenta powędrował na ławkę przy kamienicy na której
siedziała jakaś kobieta ubrana w grube białe futro. Spod niego można
było zobaczyć jeszcze długie i zgrabne nogi, przykryte przez również
białe fenomenalnie długie kozaki i lekkie spodnie również koloru
śniegu. Twarz kobiety nie była widoczna,gdyż zasłaniał ją puszysty
kaptur, z którego widać było tylko mały spiczasty nosek.
- Czekaj czekaj.. – mruknął Anioł, drapiąc się jednocześnie po głowie – Ja
ją chyba skądś znam..

- Nie ważne, idę zobaczyć na dół co tam się kręci.. – powiedział Revel,
znów uderzając się otwartą dłonią w twarz
Pretendent do zbroi Motyla Śmierci zbiegł po schodach na sam dół. Drzwi wejściowe były otwarte, świeży zimny wiatr owinął się wokół jego twarzy, lecz Ignus długo się nim nie zachwycał, szybko otrząsnął się i wyszedł na
powietrze.
Jakiś mężczyzna wyjmował z samochodu podróżne torby, a
kobieta nadal siedziała na ławce, całkowicie nie zwracając na nic
uwagi, prócz lecących z nieba płatków śniegu..
- Witaj, Jestem Ignus Revel jeden z mieszkańców.. Eee.. nazwijmy to… Domem..
zagadał, lekko nachylając się w jej kierunku. Kobieta lekko uniosła
głowę, a Ignus ujrzał piękną twarz, jakby wyszlifowaną z lodu. Kobieta
okazała się dziewczyną, na oko dziewiętnasto może dwudziesto letnią o
pięknych szafirowych oczach, długich włosach koloru śniegu, ślicznej
twarzy i drobnych ustach.
Na twarzy Ravela pojawił się szeroki uśmiech, po czym od razu puścił jej oczko, dziewczyna również odwzajemniła uśmiech, lecz on mimo wszystko wydawał się dziwnie zimny. Sarapsos w przeciwieństwie do Owadziej Zjawy nie cieszył się tak bardzo, jeśli nie siedział by w ciele Ignusa, na jego twarzy na pewno pojawiła by się złość. Anioł Cierpienia poznał ją. Gdy podróżował po czasoprzestrzeni i pochłaniał wszystkie postacie Ignusa, spotkał
również tą kobietę..
- Rozpierdol jej łeb, ukręć go, wypatrosz tą sukę! – krzyczał Anioł
Cierpienia. Ignus Revel, lekko się wzdrygnął po czym nie wiedząc co ma robić zaczął kręcić młynka palcami.
- Witaj – odpowiedziała, po chwili ciszy – Nazywam się Emma Frost i jestem tu nowa, właśnie się wprowadzam..
zaczęła, po pierwszych słowach można było powiedzieć ze dziewczyna była
trochę nie zdecydowana, lecz gdy już skończyła mówić wstała i chwyciła
za najbliższą torbę.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Pią Gru 12, 2008 10:10 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Gru 11, 2008 10:39 pm

- Stój, ja to zaniosę! – krzyknął Owadzio Oki podbiegając do dziewczyny – Nie naprawdę nie trzeba – odparła, z leciutkim uśmiechem.
- Ale jak chcesz możesz wziąć tamę dwie – powiedziała Biała Dama wskazując
ostrym podbródkiem na dwie inne torby.
- Wrzuć tam trutkę na te sukę, poćwiartuj ją! – wrzasnął Sarapsos z taką
siłą ze Ignus zachwiał się lekko, tracąc przez chwile równowagę, lecz po chwili Owadzia Zjawa bez zastanowienia chwyciła za torby i ruszyła za młodą kobietą.
Okazało się ze Emma dostała pokój po startym Jaresie, który zmienił lokal kilka miesięcy temu, teraz zamiast na SaintStreet przesiaduje pewnie w Drugim Więzieniu Podziemia.

Revel zauważył ze młoda kobieta właśnie prawie stała się jego sąsiadką
- I dobrze, może ona się uchowa.. tylko co ona robi na tym osiedlu biedy?
– zapytał samego siebie – Przecież nie wygląda na sierotę czy na biegną
osobę..
– mruczał dalej Ignus.
Owadzio Oki, położył dwie torby niedaleko łóżka .
- Mało tego – rzekł po chwili odbierając torbę która niosła Emma.
- Gdy ja wprowadzałem się na Saint miałem tego z tuzin – oznajmił, wyczekując na jej reakcje. Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo po czym lekko się roześmiała.
- Miły jesteś czy możesz mi powiedzieć o tym miejscu coś więcej?
zapytała, wskazując mu ręką fotel. Ignus usiadł na nimi zaczął opowiadać co
ślina przeniesie mu na język o SaintStreet.

- Revel ! Revel żyjesz?!- Revel do jasnej... Gdzie jesteś Rev?! - Krzyczał
jakiś mężczyzna, z naciągniętą czarną chustą na twarz, jego prawe oko koloru szafiru wyszukiwało jakiego bądź ruchu na korytarzu.
- Tutaj - odkrzyknął Ignus, wstając z fotela i podchodząc do drzwi
wejściowych do domu Emmy - Chodź piętro wyżej!
Szybkie kroki, Ignus nawet nie zdążył mrugnąć a Brad NewLife już stał przy nim, ubrany w czarny kaftan z licznymi zapinkami i świecidełkami, czarna
skóra błyszczała w nikłym świetle lampy wiszącej na korytarzu.
- Co się stało Plugawy stary druhu ? – zapytał pretendent do zbroi Motyla
NewLife złapał kilka oddechów po czym rzekł
- Jak dobrze widzieć ze wróciłeś do zdrowia.. – zaczął, lecz Revel już
złapał go za gardło.
- Co się stało ? – warknął, puszczając przyjaciela, były strażak tylko
wyprostował pogięty kaftan i odparł
- Fox... on... on chyba nie żyje... - wydukał Plugawy, zakrywając twarz
dłońmi. Owadzio Oki, pokręcił przecząco głową
- Gdzie on jest? - zapytał, zdecydowanym zimnym głosem.
- Na arenie.. - odparł jednooki
Ignus nie czekał na odpowiedź tylko runął jak piorun w dół po schodach. W
rekordowym czasie znalazł się na samym dole kamienicy. Gdy kontem oka
ujrzał ze biegnie za nim NewLife, nie sądził ze zobaczy kogoś jeszcze.
Ciało młodego pretendenta okryło lodowate zimno, po jego prawej stronie
nagle pojawił się nowa mieszkanka jednego z bloków na SaintStreet,
Revel nie wiedział dlaczego ona to robi, lecz w ciszy biegł dalej.
Sarapsos nie odżywał się. Sługa Hadesa podejrzewał ze to nie może trwać
wiecznie i Anioł Śmierci znów zacznie gadać głupoty i wyprawiać te
swoje czary mary..

Gdy cała trójka przybiegła na aren zastali
tam tylko dwie osoby stojące o własnych siłach. Jedną z nich był
Gabriel, który wyglądał jakby właśnie wyszedł z wanny pełnej krwi.
Drugą osobą był...
- Dragonet.. - wyszeptał Sarapsos, Emma z lekko zdziwioną miną spojrzała
na swojego nowego sąsiada, który przemówił nagle o wiele innym głosem.
- Dragonet, Pan Miecza jeden z rycerzy Śmierci Thanatosa, człowiek
zamieniony
za karę w przerażającą bestie, która wiecznie będzie głodna i odczuwała
ból nawet jeśli będzie w najlepszej formie jakiej tylko mógłby być. Jak widać nie zginął, tak samo jak ja..

Ignus przyśpieszył, jego chód był szybki i stanowczy.
- Stawaj! - ryknął, przeskakując przez jedną z drewnianych ławek.
Czarny kaptur zasłaniał twarz Mistrza Miecza. Długa ciężka szata wojenna
powiewała lekko. Mężczyzna w prawej ręce trzymał swój miecz. Przeklęty
Zbawiciel pulsował lekko, wytwarzając wokół siebie aurę koloru krwi. Chuda,
obślizgła
dłoń zacisnęła się na rękojeści , a następnie wolnym ruchem mężczyzna
podniósł swoją broń ku niebu, przyjmując pozycję ofensywną.
- Głupi, nie dasz mu rady - zasyczał jak wąż Sarapsos, lecz Revel nie zrezygnował. Z miną godnej psychicznie chorego mordercy w stanie
wielkiej depresji spojrzał na świetlistą klingę.
- Morda w kubeł.. Aniele Cierpienia... - warknął, spoglądając na słaniającego
się Gabriela, który resztkami siły doczołgał się do ławki, na której usiadł
ciężko sapiąc.
Ignus był zły jak sama jasna cholera. Dragonet, Herant i Sarapsos wkroczyli z buciorami w jego życie i teraz jeszcze rozwalają to co on posprzątał.
- Dość tego... - wycedził Owadzio Oki przez zacisniętę zęby. Jego
przeciwnik nadal trzymał uniesiony miecz, wcale nie reagował na to ze Ignus
jeśli by tylko potrafił wybuch by ze złości. Młody pretendent nie mógł
zapominać o potędze Dragonet'a to jednak właśnie on zostawił na Owadziej
Zjawie, największą pamiątkę, ciągnącą się od gardła aż po pępek. Na samą myśl o tej jeszcze świeżej bliźnię ciało Ignusa przeszły ciarki.
- Ignusie, pozwól nam dokończyć ten honorowy pojedynek - odezwał się
wreszcie, świszczący i tajemniczy głos Dragonet'a.
- Honorowy? - zapytał najbardziej drwiącym tonem na jaki mógł sobie
pozwolić, spoglądając na ledwie żywego, wyglądającego jak, ktoś kto właśnie przeżył zderzenie z całą plantom. Zmiażdżony, zdewastowany,
rozgnieciony, miękki jak zawartość słoika dżemu Gabriel zdawał się
rozpływać na ławce.. NewLife podbiegł do niego i próbował pomóc, lecz
Fox już stracił świadomość..dla niego rzeczywistość już nie istniała.
- Tak, musi ogniąc jak prawdziwy
rycerz
- rzekł miecznik po chwili milczenia.
- Weź mnie - odparł Revel bez zastanowienia. W ciemnej dziurze, w której
ukrywała się twarz jego przeciwnika coś nieznacznie się poruszało.
- Zgoda - odpowiedział szermierz. Prawie natychmiast ruszył w kierunku
Ignusa, który nie spodziewał się tak szybkiej reakcji..
- Stój - krzyknęła Emma, przechodząc przez granice oddzielającą arenę od
trybun - Sam nie dasz rady - mruknęła podchodząc do sługi Pana Podziemi.
- Kobieto.. nie wiesz w co się pakujesz to nie jest zwykły bandzior
- Rozumiem, ale klamka zapadła - odpowiedział dziewczyna, spoglądająca na Ignusa swoimi szafirowymi oczami. Owadzio Oki pokiwał głową
"Saint Street to Saint Street, tu nikt nikogo nie będzie do niczego namawiał" - pomyślał Revel, ruszając do przodu na swojego przeciwnika.
Dragonet przyśpieszy, prawa ręka w której trzymał miecz, odskoczyła
nagle do tyłu, rycerz nagle zahamował wyrzucając przed siebie miecz
wraz ze swoim ciałem. Energetyczny Miecz świsnął przed twarzą Revel,
ocierając o jego ucho.
Kępa włosów spadła na zimną ziemie, Ignus uniósł dłonie kumulując w nich swój kosmos, gdy nagle stracił równowagę i upadł. Wstając zorientował się że to miecznik podciął mu nogi tak szybko ze dla wzroku zwykłego śmiertelnika nie było to widoczne.
Dragonet, pchnął swój miecz w kierunku Emmy, która wykonała efektowny unik, używając Przeklętego zbawiciela jako podparcia, a potem wykonała
podwójne salto w tył, lądując zręcznie na jednej z ławek.

Ignus odwrócił wzrok, by spojrzeć na smukłą jak młoda brzozą dziewczynę i na jej piękne białe włosy falujące na wietrze.
- Gdzie ona się tego nauczyła? - zapytał samego siebie, lecz nie miał
czasu na dalsze rozmyślanie, gdy piekący ból rozdarł jego udo. Krew
przebiła tkaninę spodni, na której momentalnie pojawił się szkarłatna
plama..
- Mmm... - zamruczał wojownik, a coś wilgotnego i ślizgiego wyszło na chwile z ciemnego oblicza kaptura..
- Hej ty tam! - krzyknęła Emma Frost, a Dragonet obrócił ku niej swój
zakapturzony łeb. Nagle cała arena rozbłysła jasnym światłem, a ręka, która
trzymała miecz, została zamrożona
- Jak to zrobiłaś? - zapytał, zdziwiony Revel.
Kobieta jednak nie odpowiedziała i zaczym Mistrz Miecza zrobił jakiś ruch,
uderzyła w zmrożoną rękę z całej siły nogą. Kryształki śniegu upadły na
ziemie, a Dragonet zawył przeraźliwie. Revel nie czekając na oklaski,
jeszcze raz zebrał w sobie energie kosmiczną
- Giń dziadu.. - wycharczał, a z jego rąk wyleciał szeroki promień energii, który uderzył prosto w klatkę piersiową miecznika..
NewLife pomógł wstać Fox'owi, lecz ten nie mógł chodzić, dlatego Plugawy wziął go na plecy i ruszył przed siebie.
- Idioci... - zasyczał Dragonet - Idioci...
Jego energia kosmiczna wzrosła, a Revelowi włosy na nogach i rękach stanęły dęba.
- Haaa......- zamruczał Mistyczny Szermierz, a jego ciało otoczyła fioletowa kula energii..
- Szala Zwycięstwa !- krzyknął, a cały region otoczyła czerwono fioletowa
aura. Revel i Emma znieruchomieli... Ich ciała odmówiły posłuszeństwa..
OCC:
Hmm chciałem to napisać jako takie małe rozluźnienie,chociaż po ilości można w to zacząć wątpić. Może to przez tą godzinę..
Z góry przepraszam za ilość tekstu..


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Wto Gru 16, 2008 7:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Gru 13, 2008 9:27 pm

Uwag jakoś nie mam, poza małymi literówkami. 2 poziomy przyznać mogę.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Wto Gru 16, 2008 9:21 pm

Trening X
Metalowy Bóg jest głodny..

Wszystko to stało się bardzo szybko. Ignus podniósł ciężką i poranioną głowę ku górze, jego owadzie oczy ujrzały tylko wielką mgłę kurzu, który wzbił się powietrze zaraz po wielkim wybuchu energii, którym Dragonet ich powalił.
OwadzioOki wstał, zajęło mu to kilka chwil, lecz wysiłek ten opłacił się.
- Co to było do licha..? - zapytał, chrapliwym głosem, obcierając usta rękawem.
- Szala Zwycięstwa.. - mruknął Sarapsos, po czym Anioł Cierpienia jeszcze dodał - Popatrz co on z nami zrobił..
" Z nami?" - zapytał w myślach Ignus, te słowa bardzo go zadziwiły, nie wiedział ze Anioł Cierpienia tak szybko przywyknie.
Ignus spojrzał na swoją rękę, której tak naprawdę już nie miał..
Jego głos załamał się, a sam Revel wykonał kilka szybkich kroków w tył
- Jak? - wycharczał, dotykając zdrową ręką tej trochę słabszej..
- Tak jak już mówiłem.. Szala Zwycięstwa - rzekł Sarapsos
- Wytłumacz mi sens tej techniki zanim ten potwór zrobi to raz jeszcze..
Kurz opadł, a pretendent do zbroi Motyla ujrzał Emme Frost leżącą na zimnej ziemi, z licznymi ranami i zadrapaniami.
- Ciężko to wytłumaczyć, tak łopatologicznie, gdy opanujesz ta technikę, rany które odniosłeś przed kilkoma minutami zostają uleczone, a za to ten kto je zadał zostaje raniony z taką samą mocą jaką ranił.. - wytłumaczył Anioł. Revel wypluł trochę krwi pod swoje nogi..
-Zawsze gotów Ignusie... Zawsze!- ryknął Dragonet, wyskakując za jego pleców z wyciągniętym przed siebie mieczem..

Krew chlusnęła, brudząc czerwienią całe ubranie OwadzioOkiego, które i tak już było brudne i poszarpane..
Pretendent wstał.. mętnym wzrokiem omotał miecznika, który wyglądał jak nowo narodzony..

Emma już biegła w jego kierunku, wymierzając w szermierza kilka kopniaków, które Dragonet z łatwością ominął.
- Ha! - krzyknął, wyciągając przed siebie otwartą prawą dłoń i dotykając nią brzuch młodej dziewczyny. Kula energii wyrzuciła Emmę w powietrze, jej białe jak śnieg włosy rozsypały się po całym niebie, a po upadku zasłoniły jej piękną twarz..
- Giń! - ryknął Revel, wyciągając zdrową rękę przed siebie. Energia kosmiczna pretendenta do zbroi Motyla Śmierci, wyrwała wszystkie ławki i dość dużą porcje średniej ilości kamiennych płyt, które runęły z rozpędem na mistycznego miecznika..
Ignus oddychał z trudnością, nigdy sztuka Telekinetyczna nie udała mu się aż tak bardzo..
Szczęśliwy z siebie Revel zrobił krok w przód, lecz nagle jego marsz przerwał Sarapsos
- Stój idioto! - lecz było już za późno, Dragonet wyskoczył jakby spod ziemi, i jednym szybkim ruchem wbił miecz w ciało Owadziej zjawy.

Ciało Ignusa czuło ból, a on sam pamięta tylko wielki wybuch jasnego światła, krew zalewającą mu oczy, oraz coś co trwale przykleiło mu się do języka..

Płatki śniegu spadły mu na twarz..
Kryształki lodu zdawały się go obserwować..
Nici przypominające białe lato oplatały mu twarz..
Arktyczny wiatr chłodził jego gorące ciało..

Dojście do stanu używalności zajęło Ignusowi cztery tygodnie, lewa ręka w jakiś fenomenalny sposób wróciła na swoje miejsce, siniaki i rany cięte prawie już się zagoiły. Sarapsos, jakby ucichł. Chociaż czasem Ignus budził się w nocy, słysząc w swojej głowie dziwne głosy, lecz gdy chciał dowiedzieć się czegoś więcej Anioł Cierpienia natychmiast milkł, tak samo jak ten drugi.. wielotonowy demoniczny męski głos, który czasem zdawał się budzić go rano..
Ignus Revel wrócił na SaintStreet z parą kul i opatrunkiem na klatce piersiowej, rana po przebiciu zrastała się bardzo wolno, lecz rycerzem Hadesa nie zostaje byle mięczak.
Po kilku krokach po schodach musiał przystanąć i złapać kilka oddechów by iść dalej. Chodzenie o kulach okazało się cięższe niż przypuszczał
- Cholera by to wzięła, rozcinali mnie, rozrywali, ale to już jest szczyt.. - wysapał stając nareszcie przed drzwiami do swojego mieszkania.


- Od dwóch miechów cztery kąty, brudny dywan i kartony. Dwa fotele, piec kaflowy, komp, głośniki, mikrofony, nie rozpakowany jeszcze, nowe lokum, stare miejsce. Znowu jestem bezrobotny, stare śmieci, SaintStreet, odwyk od złych wspomnień - zanucił Sługa Pana Podziemi, przekręcając klucz w drzwiach.
- Zamknąć stare, zacząć nowe wskrzesić wiarę w prawdę. Zmienić zdanie w magię, robić co najlepiej robię...
- Niszczyć? - zapytał demonicznym głosem Sarapsos
- Znowu nie mam nic - odparł Revel rozglądając się po prawie pustym mieszkaniu..
- Więc piszę, rap zabija ciszę i wypełnia puste miejsce
Liczę, że magiczne wersy zmienią się w zaklęcie, kiedy trwoga do muzyki wracam jak robak do Boga, tylko ona jak Whisky moja żona... jest najlepszą z dam. Tam gdzie droga rozwidlona ona powie pójdziesz tam, wokół tylu ludzi, nadal czujemy się sami..Wpatrujesz się w telefon, czy ktoś ciebie dzisiaj zbawi...
Gdzie jesteście przyjaciele moi? czy odpłynęliście w szarej mgle?
- zapytał Ignus po długim monologu samego siebie, spoglądając na zamknięte drzwi wejściowe
Niewielu ich tu stanie, ilu pozostanie kiedy znowu będzie źle? - zapytał po raz drugi, tym razem zamykając oczy...

" Moje demony powracają do mnie, majaczą mi w głowie coraz głośniej. Opętanie jest tak słodkie i tak niebezpiecznie proste. Żyć normalnie z nimi nie mogę ale bez nich nic nie stworzę" - Te słowa nakreślił Ignus Revel po chwili ciszy i skupienia na wygodnym fotelu w pokoju gościnnym, po kilku chwilach przeczytał je na głos, a z jego ust wydobył się cichy szept Anioła Cierpienia
-Jestem psem bez pana więc nie nauczysz mnie siadać.
Revel wygiął brwi w geście zdziwienia, lecz nagle z jego ust wydobył się nowy, wielotonowy głos, a coś dziwnego co kiedyś przyczepiło mu się do języka musnęła jego ramię, po chwili Ignus doszedł do wniosku ze jest to coś w rodzaju języka, który miał Dragonet. Ignus dopiero po chwili zauważył ze ten język zamienił się w cieniutką rurkę i zwisa mu teraz z ust.. " To trąbka, taka sama jakiej używają motyle do zbierania nektaru " - pomyślał, a cienki przyrząd zwinął się i schował mu się w ustach, w ogóle nie krępując języka czy polików..
- A ja jestem Wilkiem bez stada, który się nie zawaha. I gdy wpadnie w sidła w tych betonowych lasach ogryzie co zniewala, aby wrócić na trzech łapach - oznajmił ten drugi głos należący do Dragoneta..
Owadzia Zjawa chwyciła się za głowę, potrząsając nią mocno, a następnie młody pretendent spadł z wygodnego fotela wprost w rozciągającą się dookoła czerń..

OCC: W treningu został wykorzystany tekst piosenki zespołu - 52 Dębiec - Żyjesz tak.
OCC2: Acha i użyłem Telekinezy na 2 tylko dla tego ze jeśli dostanę nawet levelek za ten trening to będę mógł wziąć telekinezę na poziomie drugim. Dlateog ten trening traktuje również troche jako krok do przodu w panowaniu nad mocą Telekinezy:)
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sro Gru 17, 2008 3:06 pm

Bardzo ładnie - 2 lvl. Dodam jeszcze plusy i minusy tego treningu
Plus - Emma Frost
Minus - Nie przepadam za rapem.
Oczywiście plus i minus nie miały wpływu na moją ocenę.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Gru 27, 2008 8:07 pm

Trening XI
Opowieść Wigilijna

Dwaj mężczyźni wstali z zimnej ziemi, malutkie płatki śniegu opadały na nich.
Tuliły się, lecz gdy już za mocno się ogrzały topniały, tworząc na ich
ubraniach mikroskopijne krople wody.
Jeden z nich wyprostował się i poprawił czarne okulary, które zasłaniały mu
oczy, na jego brodatej twarzy pojawił się lekki uśmiech, po kilku chwilach
tajemniczy mężczyzna wyciągnął dłoń w geście przyjaźni. Ten drugi po kilku
sekundach zawahania uścisnął ją.
Obaj mężczyźni, obrócili się na pięcie i ruszyli w swoją stronę..

Szarość przykryła Londyn wygodną kołdrą, pierwsza gwiazda jeszcze nie pojawiła się na na razie bezchmurnym niebie. Ignus Revel, szedł ślizgom i krętą uliczką do Domu Gabriela Fox'a, u którego jak zawsze miała odbyć się uroczysta kolacja Wigilijna.
Gdy OwadzioOki doszedł na miejsce spotkania, szarpnął za drzwi wejściowe do kamienicy w której mieszkał Lis, cicha nastrojowa muzyka była już słyszalna na klatce schodowej.
Po kilku chwilach Revel znalazł się już przed drzwiami wejściowymi. Mocnym i zdeterminowanym ruchem, wystukał wyuczony już szyfr, po kilku niemrawych
krzykach i tupocie nóg, drzwi otworzyły się a zgraja przyjaciół z SaintStreet
krzyknęło
- Smacznego Jajka!
- Coś wam się poje.. - zaczął Revel z szerokim uśmiechem, lecz nawet nie zdążył odpowiedzieć, gdy oni już wciągnęli go do środka i niosąc na rękach usadzili go na najbliższej sofie
- Swirusy - zaśmiał się Revel i dodał - Już zaczęliście pić bezemnie?
Oni tylko popatrzyli na siebie, a potem Durian wskazał palcem na Plugawego - To on! - zarechotał - To Plugawy nas zmusił, hehe - po chwili zrobił fikołka w tył i legnął jak rozpruta żaba pod szafą pełną alkoholu.
Gabriel zaśmiał się donośnie, gdy ktoś nagle zastukał w drzwi.
- Kto to może pukać ? Może nam kogoś tu jeszcze brakuje? - zapytał Spiker, próbując policzyć na
palcach przybyłych gości
- Lelevel jest... hihih.. dziwne bo nie mogę powiedzieć Revel bo mi wychodzi Lelevel - zachichotał z wielkim bananem na twarzy.
- Lisku mój misiu jesteś? - zawołał za Gabrielem
- Jestem Spikusiu - odpowiedział słodkim tonem Fox
- A moja Plugawinka i Bakteriuszek ? - zapytał, dolewając sobie alkoholu do
kieliszka
- Łobecni - odparł, Durian unosząc w górę butelkę polskiej wódki
- To nie wim.... buhehe - zaśmiał się po czym jego oczy zapłonęły jak stodoła na działce Plugawego zeszłego lata
- Mikołaj ! - ryknął - spać dzieci, albo nie Wódki! Tak to pewnie on otwórz mu Gabrysiu! - Spiker już bredził, ale przynajmniej ubaw był przedni. Revel
wychylił się przez ramie tak żeby widzieć kto stoi pod drzwiami

- Mmmm - zamruczał Fox, dając buziaka pięknej dziewczynie w czerwonym stroju Pani Mikołajowej
- Nie trzeba było - odparł, zapraszając ją do środka
- Orzeszki.. Pani Mikołajowo, a mąż nie mógł przyjść czy zamknęła go Pani w piwnicy? - zapytał, z głupim uśmiechem Spik. Emma Frost tylko zaśmiała się, zdejmując czerwoną czapkę i wieszając ją na głowie Gabriela, który podziękował jej skinieniem głowy i pomógł zdjąć czerwoną kurtkę.
Ignus wstał, nie spodziewał się ze Emma odwiedzi ich i spotka w takim stanie ciała i duszy. Owadzio Oki uśmiechnął się do niej i zagadał
- Miło mi Cię widzieć - gdy to powiedział dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, po czym rzekła
- Coś minę masz nie tęgą, wiem nie spodziewałeś się mnie tu
- Strzał w dziesiątkę Pani Mikołajowo - odparł Revel uśmiechając się lekko
- Nie wiedziałam co na siebie wrzucić - mruknęła, spoglądając na Brada, który teraz zakanszał ogóreczkiem.
Revel zaprosił ją do stołu, nie chciał tak stać i gapić się na wszystkich. Po
chwili przy stole pojawił się Gabriel, niosąc w ręku misę ryby po grecku i
talerz z kawałkami smażonego karpia posypanego cebulką.
- Zaraz zgarnę resztę - mruknął nachylając się do Emmy i Ignusa - Smacznego - dodał i wyszedł do kuchni.
- Dzięki mistrzu - odparł Revel, nalewając sobie barszczu, apetyt na picie
alkoholu dziwnie mu minął.

Lecz, długo nie mogło to potrwać. Kilka minut po dwudziestej czwartej, po całym domu roznosiła się głośno pieśń
" Rybka lubi pływać i chociaż jest nie żywa
I czas podtopić ją i przez utonięcie zgon
"

Revel wyszedł na balkon otulony w kurtkę mikołajki, Emma właśnie piła ze
Spikerem, który...
- Uuuuuuuuu - jęk zawodu wyszedł z gardeł przyjaciół, gdy Spik legł na dywan po wypiciu kolejnego kieliszka
Emma otarła usta chusteczką, leciutko się uśmiechając
- Bejbe... - mruknął Plugawy - u nas na jednostce takiego kozaka nie było jak ty. Respect - dodał i razem z panną Frost przybił "żółwika".
Ignus wszedł ponownie do pokoju i usiadł obok Królowej śniegu, oddał jej
czerwoną kurtkę i sięgnął po pełny już kieliszek.
- Gościu, ile czekać na Ciebie można? - zapytał Fox, trykając swój kieliszek o szkło Ignusa
- Hehe - zaśmiał się OwadzioOki - Wieki mój przyjacielu - odparł, wypijąc do
dna.

Jedli, pili i Bogowie wie co jeszcze robili, gdy Revel wstał z rękami
uniesionymi ku sufitowi, mrucząc coś w rodzaju
- Siiiiicho....
Po jakieś minucie nastała cisza, a Owadzia Zjawa rzekła
- Wy... No jak to ująć ładnie.. - zaczął - trochę mało składnie
- Od początku - podsunęła Emma, puszczając do niego oczko.
- No to powiem szczerze ze szukałem jakiegoś ładnego prezentu na przekupienie gospodarza - tu kiwnął głową w stronę Gabriela.
- A tu nagle jak jajo w imadle lub nagle jak tęcza pojawia się "Czak
Noris"

- Ten Czak Noriss?!?!?!? - zapytali wszyscy obecni goście churem
- Nie, nie tęcza ino jak tęcza Czak Noris - odparł Revel, popijając alkoholem i ciągnął dalej - Małpi karateka, sokoli demon kładący na mate, on to
dobrowolnie demonstruje siłe drząc dobrą ceratę. Spojrzał na mnie jak był bym skrzatem..

- Nagle dostałem z półobrotu w klatę, a on powiedział się ze to dla każdego, który śmiał się z niego i jego karate. Potem groził ze zemsta strażnika straszniejsza niż Lord Vader..
-Gdy już to wycedził to rzucił się na mnie jak był by gadem. Gonił mnie
zaciekle przez lata i dekady, bo nagadałem gdzieś ze dzięki temu ze ma
układy i piszę dla Strasburgera żarty do Familiady. Gonił mnie jak codzienne
opłaty. Gonił, aż dopadł pod moim domkiem i mruknął


-"Zjem Cię jak kromkę, chodź znam twe wyczyny w walce z cierpienia aniołkiem, cztery miesiące chowałeś się w podziemiu oddychając przez słomkę. Urzekające. Jesteś kozak i masz moce, ale i pecha bo dziś stoisz na mej drodze, wchodzę i już nie uratuje Cię twa filozofia trzeciego palca w lewej nodze"...
- Ooooooooooo - zawyli wszyscy
słuchacze, a chyba najbardziej Spiker, który trząsł się cały ze śmiechu
i wycierał łzy spod malutkich już oczu.
- A co ty mu na to? - zapytali prawie chórem
- A ja mu na to, no to.. odpowiadam.. Srodze. Kiedy puszczę wodze,
nie tylko ziemia drży kiedy nadchodzę, jestem twardy i giętki jak trener
na jodze, samo po piekle nocą chodzę no to chodź tu i załatwmy to
walką, jesteś Segala kalką, a ja od szarej masy odstaję jak balkon. Tu
będę twojego losu pralką, a pranie będzie trwało długo BO... zażywam
kalgon..

Śmiechy rozniosły całe pomieszczenie, alkohol lał się
strumieniami. To była piękna noc, w której nie brakowało prawdziwej
opowieści. Tej nocy nikt nie był sam nawet tajemniczy jegomość, którego
spotkał Revel i zaszczycił go walką siedział przy rodzinnym stolę
śpiewając kolędy z półobrotu..


OCC: Trening, który jak widać różni się od wszystkich innych. Pozdrowienia dla Chucka:) Jest to trochę bardziej humoreska, ale myślę ze na Święta nadaje się w sam raz. W Treningu wykorzystałem tekst piosenki - O Tym Co Należy Sobie Mówić, Gdy Jest Nam Ciężko - L.U.C
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Gru 28, 2008 9:07 pm

Miło ujrzeć w treningu polski akcent.
2 lvl dla Ciebie od Króla Śniegu

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   

Powrót do góry Go down
 
Ignus Revel - Treningi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: