Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ignus Revel - Treningi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Sty 04, 2009 9:32 pm

Trening XII
Dziwna rana

" Płotki tu macie Revel
" - szepnął Dragonet, gdy rozwalili nos nie jakiego Troy'a o kolano Owadzio Okiego. Krew przeciwnika ubrudziła spodnie pretendneta do zbroi Motyla, który doskoczył do niego i wyprowadził kilka szybkich ciosów w brzuch, a następnie jednym silnym hakiem posłał go na twardą marmurową płytę. Ignus Revel, przeczesał czarno-czerwone włosy ręką i rzekł lekko nachylając się do leżącego mężczyzny
- Spływaj
Ten posłuchał go i szybko jakby się paliło wyleciał z placu, robiąc miejsce następnemu przeciwnikowi
- Gdybyś mnie nie wessał to dostał byś po mordzie mocniej niż zwykle.. - zasyczał Miecznik
- To dalej wyłaź i walimy w dekiel - odparł Revel, spoglądając na Gabriela, który odbierał właśnie z rąk Smith'a kasę należną Revelowi za wygraną walkę. Micheal Smith pełnił tu role człowieka od kasy, to on zapowiadał walki, przyjmował zakłady i wydawał kase, kiedyś podlegał Tank'owi, lecz teraz gdy Mistrzem Placu był Revel pracował właśnie dla niego.

Na plac wszedł następny, lecz tego ludzika Ignus widział pierwszy raz.
" Pewnie jakiś młodzik.." - pomyślał i orał usta rękawem czarnej skórzanej kurtki. Gość miał kruczą twarz,czarne dredy, które większą ilość zasłaniała tak zwana czapka rastafiarianka, szerokie podarte spodnie i zbyt wiele złota na szyi to styl, który nie bardzo podobał się Ignusowi, lecz mówi się trudno i walczy się dalej.
- Więc ty tu jesteś kogucikiem? - zapytał, tańcząc prawie jak bokser na ringu. Owadzio Oki tylko odkiwał mu głową i nagle wyrzucił z siebie fale energii kosmicznej, która wyrzuciła
luźno ubranego na drewnianą ławkę w ktorą dość ostro uderzył plecami, wszyscy zebrani rykneli śmiechem, no prawie wszyscy..
- Tak - odparł pretendent do zbroi Motyla i roześmiał się głośno.
" Ciekawie tu macie w tym Londynie, zamist grać na konsolach czy oglądać porno wolicie prać się po mordach" - mruknął Sarapsos
- No i bardzo dobrze, chociaż się rozwiją - odparł cicho Dragonet. Ignus obrócił się na pięcie i ruszył w strone rogu, gdzie stał Gabriel z ekipą. Revel uniósł prawą rękę ku niebu, dając równocześnie znak ze na dziś mu starczy, lecz nagle coś cichy szept niósł jego imię po całej arenie. Owadzia Zjawa obróciła swój motyli łeb w poszukiwaniu osoby, która..
Stała już za nim. Kaptur zasłaniał jej twarz, a czarna długa szata powiewała na wietrze, którego tak naprawde nie było.
Wszyscy zebrani wytrzeszczali oczy na dziwnego przybysza, który jednym szybkim ruchem chwycił za gardło Ignusa i podniósł go jakby prawie nic nie ważył. Oczy Revel'a spojrzały na chude, zylaste dłonie przybysza.
- Herant... - wyszeptał, a w jego ciele jakby się zakotłowało. Usta młodego pretendenta otworzyły się i powiedziały, jakby wbrew jego woli.
- Uwolni nas poczwaro! - To był Anioł Cierpienia, który szapotał się i krzyczał jak opętany.
Mężczyzna tylko nieznanie przechylił głowe po czym wyrzucił Ignusa w powietrze, gdy ten już wracał na ląd kierowany przez siłe grawitacji, zakapturzony mężczyzna zestrzelił go jak kaczkę..
Poparzona i krawiąca prawa ręka trzęsła się i zastygała w bez ruchu na przemian. Niebieskie oczy Lisa, błysnęły gdzieś w półmroku, jego noga prawie już przestąpiła plac, mógł to zrobić przecież Revel zasygnalizował ze schodzi, dlaczego Fox nie przychodzi mu pomóc..
- Gabriel skubańcu.. - wyszeptał Revel i dopiero wtedy to zobaczył. Lis właśnie upadł na kolana, gdy Herant wyjął z jego brzucha miecz.. Ten sam, którego używał Dragonet..
- Ty... tty...- wydukał Ignus, wstając na równe nogi, po chwili młody pretendent biegł już w stronę rycerza Thanatosa, zbierając cały swój kosmosw swoim ciele, jeszcze kilka kroków i go z siebie wyrzuci prosto w łeb tego.. tego..
Wszystkie ławki, które i tak nie dawno były remontowane, na powrót wyleciały w powietrze, pędząc po chwili wprost na Herant'a, który stanął jak wryty. Potężna Fala Energii kosmicznej leciała w jego stronę, a on nawet nie kiwnął palcem..
Kosmos Ignusa eksplodował, jego gniew i rozpacz odnalazł wreszcie ujście, lecz dużo go to kosztowało..
- Herant? - zapytał Sarapsos, jakby bojąc sie o to ze ten zginął.
Jednak nikt nie odpowiedział. Gdy tony kurzu nareszcie opadły, na horyzoncie walki widoczni byli tylko zebrani tu uczestnicy, po tajemniczym rycerzu nie zostało nic, nawet garść pyłu. W tym momencie paskudna rana na prawej ręce wysłała do mózgu coś jakby drastyczny przekaz, ze ktoś musi się nią zająć inaczej będzie krucho, lecz nie było na to czasu, gdyż ktoś inny był w bardziej poważnych kłopotach. Dojście do przyjaciela zajęła mu chwile, lecz to co zobaczył nie było zbyt przyjemne. Gabriel Fox leżący jak cztery maryny rozkrojony jak indyk na święta, leżał w wannie właśnych flaków i krwi. Wtedy Revel przypomniał sobie o kim kto walczył na arenie i znał się na sztuce uzdrawiającej.
- Leć, po Smartiego - mruknął cichym głosem, jakby sam nie wierząc w to co mówi.. - Jedena z osób, której nawet nie zdążył się przypatrzeć pobiegła ile sił w nogach przed siebie.
" Alexander Smart?" - zapytał Sarapsos, a Revel pokiwał lekko głową po czym odpowiedział na głos
- Tak, Alexander Smart..
Gabierl mruknął tylko coś niemrawie, ale Ignus natychmiast uciszył go i upomniał ze każda minuta jest tu ważna. Przybył Smart, nie spieszył się.
- To cud ze przybył.. - mruknął cicho Revel, spoglądając na porucznika swoimi owadzimi oczami. Alexander Smart wrzucił reszte nie nadającego się już do spalenia papierosa do kosza, który o dziwo nadal stał.
- I niby na co liczysz Revel? - zapytał, znacznie naciskając na nazwisku Ignusa - Chcesz bym uratował Ci przyjaciela? - zapytał ponownie, w jego oczach błyszczało coś co przewodziło na myśl "Krwawą masakrę piłą mechaniczną"
- Tak, poruczniku..- odparł pochylając głowę
- Dobrze, ale pójdziesz za mną, bez kumpli bez świadków.. - rzekł, uśmiechając się paskudnie
Ignus wiedział o co chodzi, lecz zgodził się, lekko kiwając głową z góry na dół i odwrotnie..
- Zgoda rób swoje.. - mruknął, gdy Smart położył dłonie na ranie Gabriela, rana zadana przez Heranta, przeszyła go piekącym bólem, który aż zawrócił mu w głowie..
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Wto Sty 06, 2009 4:48 pm

Bez cienia wątpliwości 2 lvl.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sro Sty 14, 2009 10:21 pm

Trening XIII
Alexander Smart

Jasne światło oświetliło wszystkich zebranych na Arenie. Rana na ciele Gabriela Foxa, zniknęła pozostawiając po sobie tylko cienką białą linie. Porucznik Smart, podniósł się z klęczka, oddychając głośno, lecz po chwili wyprostował się i wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni płaszcza. Zapalił go, zaciągnął się dymem i oddetchnął z ulgą. Jego wzrok utkwiony był w Ignusie, a Owadzio Oki poczuł się jak mały dzieciak, który przed momentem wybił szybę piłką na oczach policji.
- Wszystko gra? - zapytał, nachlając się nad przyjacielem
Fox nadal patrzył w niebo, jakby bał się odpowiedzieć, pokiwał lekko głową.
- Okey, zanieście Gabriela do domu, ja później was odwiedze... - rzekł, poklepując jakiegoś młodego mężczyzne po plecach.
- Albo i nie odwiedzisz .. - mruknął, Dragonet uśmiechając się szyderczo.
Alexander Smart ruszył przed siebie w prawej ręce trzymał papierosa, a lewą schował w kieszeń płaszcza. Piwne oczy znów przez chwile spojrzały na Ignusa. Porucznik zdawał się nie dowieżać ze Revel jeszcze nie zwiał. Szli w całkowitej ciszy, gdy nagle Smart zatrzymał się tak nagle, ze Owadzio Oki prawie udeżył w jego plecy nosem.
Ignus podniósł głowę, wyżej tak zeby zobaczyć cały dom Smart'iego, lecz on dobrze go pamiętał...
Alexander Smart, przekręcił klucz w drzwiach, otwierajac je wolno i cicho. Nagle przystanął przed portalem i krótkim gestem zaprosił do wejścia Ignusa, który bez zbędnych ceregieli ruszył do przodu.
Przenikliwy Ból rozdarł mu czaskę, gdy jego nos rozbił futrynę. Potem poczuł uderzeniem czymś twardym po plecach, a drzwi zamknęły się z hukiem.
Gdy oczy Owadziej Zjawy, uchylił się na tyle zeby ten zobaczył kogo oddech muska mu policzek, jego nogi przeszył ostry ból, prawa kostka bolała go niemiłosiernie.
"Zwichnięta" - oznajmił Sarapsos
- Cudnie... - wyszeptał Ignus, gdy nagle do jego uszu dobiegł dźwięk przypominjący otwieranie skrzypiących drzwi.
- I jak? - zapytał porucznik Smart, głosem godnym szefa psychcznie chorych gangsterów - Nieźle? - drugie pytanie wypowiedział z ogromną troską, głaszcząc twarz Revel'a chudą ręką.
" Tak się wpierdolić..Kurwa przecież przez tyle lat omijałem tego psychola.. " - pomyślał, przełykajać ślinę.
- No nieźle poruczniku.. - wycharczał, plując krwią na swoje nogi.
Policjant odwiązał mu nogi i ręce, po czym uderzył go z pięści w twarz. Po tym wszystkim wyszedł z małego pokoju.
Revel chciał wstać, lecz na chęci sie skończyło, jego poobijane i torturowane mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa. Po kilku chwilach wrócił Smart, jego piwne oczy obserwowały zmagania Owadzio Okiego, a gdy upadł już po raz trzeci jego usta wygiął paskundy uśmiech.
- Powiedz mi Revel, czy to co teraz przeszedłeś może równać się z moim cierpieniem jakie ty mi zaoferowałeś ? - zapytał, podnosząc go i ustawiając na fotelu. Ignus dobrze wiedział o co chodzi porucznikowi.
- Nie Smart, ale powtarzam Ci setny raz.. Ja tego nie zrobiłem.. - wysapał, z trudem łapiąc powietrze
- Jeszcze kilka minut i go zabij.. ja tak zrobiłem.. Ubij go.. - syczał Anioł Cierpienia, podśmiechując ię lekko
- Mówisz ze nie zrobiłeś tego, a głupio i szyderczo się uśmiechasz? - zapytał, spoglądając w okno..
- Poruczniku.. Może i to w połowie moja wina, lecz to nie ja odebrałem życie twojej rodzinie.. - mruknął, pochylając głowe ku kamiennej podłodze.
- Więc to nie ty, napadłeś na mój dom, gdy zgarnąłem Lisa, Bakterie i tego bezimiennego nędznego Spikera ? - zapytał głosem pełnym bólu i agresji.
- I to może nie Ciebie widziałem uciekającego, z salonu? - zapytał, po czym uderzył go w twarz.
- Mój syn spalił się żywcem w kuchni, moja żona straciła obie nogi i wykrwawiła się na śmierć, a broń którą to zrobiono dziwnym trafem znaleźliśmy u Ciebie.. Oczywiśce teściową też ubiłeś, a z jej głowy ugotowałeś sobie rosół. Wiesz co Revel, wiedziałem ze SaintStreet niszczy ludzi, ale ty jesteś najbardziej popierdoloną postacią w całym Londynie.
"Mmmm, pychotka.."
- obślinił się Dragonet
Ignus, spojrzał mu w oczy i rzekł
- Poruczniku, jeśli sądzisz ze ja dopuściłem się tak krwawych i bezlitosnych mordów, to proszę odbierz mi życie..
Smart uśmiechnął się, jego jednooki przyjaciel już siedział wygodnie w jego dłoni, czekajac na odpowiedni moment.
Strzał. Dym, lecz świat nie rozpłynął się przed oczami sługi Hadesa. Revel szukał miejsca gdzie wbiła się kula , ale nigdzie nie mógł jej znaleźć.
- Mów, ścierwojadzie.. - syknął Smart, dmuchając w piekielne oko swojego przyjaciela.
- Nie wiem dokłądnie kim była osoba, która zabiła Ci rodzine poruczniku, lecz wiem ze miała ona na prawym przed ramieniu, tatuaż pająka.. Czarnej wdowy. A co do morderstwa, racja miałem motyw, lecz tego nie zrobiłem. Nie znałem twojej rodziny, a twój dom odwiedziłem tylko po to zeby przekonać Cie zebyś wypuścił moich przyjaciół za kałciom.. Wtedy ujrzałem totalną masakre, tony krwi, pożogę. Prawiej jak po Świętej Wojnie, a wtedy pojawiłeś się ty. Tak poruczniku oskarżyłeś mnie, a ja od tego czasu uciekałem od Ciebie, bardziej się zatapiajac w tej całej sprawie. Dlatego chciałbym Ci zaproponować moją pomoc w odnalażeniu osoby, ktora zabiła twoją rodzine... - jego głos, raz załamał się Ignus myślał ze już odmawia mu posłuszeństwa, lecz jednak udało mu się mówić dalej. Smart podniósł pistolet w powietrzu, celując jego jednym okiem prosto w serce Zjawy. Ignus zacisnął powieki..
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Sob Sty 17, 2009 9:39 am

Parę literówek jednak mimo tego - 3 lvl
Te 3 poziomy są podyktowane również tym ,że cały czas piszesz treningi na wysokim poziomie.

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Sty 29, 2009 10:19 pm

Trening XIV
Gnijesz, mimo że nadal żyjesz.

Cisza. Najbardziej okropna rzecz, która może przedłużać ten okropny i krótki
moment bólu, lecz żadne ból się nie pojawił, wtedy powieki
OwadzioOkiego uchylił się. Smart chował pistolet do kabury, mięśnie
twarzy miał ściągnięte, a piwne oczy zdawały się zamienić w lód.
- Niby jak? - zapytał porucznik przerywając tą niszczącą psychikę cisze.
- Niby jak chcesz mi pomóc?
- zapytał, mierząc Revel'a takim spojrzeniem że jeśli wzrok potrafił by zabijać to Ignus już był by sztywny.
- O to już się nie bój Poruczniku.. - wysapał, unosząc lekko głowę po czym dodał słabym chrapliwym głosem.
- Londyn nie jest tak duży jak się wydaje..

Wysłannik Pana Tartaru upadł na kolana, jego twarz natychmiast wygiął grymas bólu. Skrzypnięcie drzwi.
- Odezwę się.. - usłyszał za plecami głos Smart'a
Trzask, dźwięk zamykania drzwi na klucz..

- Trzeba było go ubić.. Teraz byśmy tu nie leżeli jak jakieś ciumoki
- Jak co? - zapytał Herant z lekką nutą rozbawienia w głosie.
- Sarapsosie, skąd ty takie słowa znasz? - zapytał Dragonet, tłumiąc śmiech.
- Już myślałem ze powiesz " jak żule " - dodał miecznik, po czym roześmiał się głośno.
Jacyś ludzie mijali ich, lecz żaden nie zatrzymał się. W końcu to SaintStreet
tu ludzie martwili się o siebie, a nie o jakiegoś pobitego młodego
chłopaka. Jeśli ktoś go tak urządził to pewnie czymś sobie zasłużył..
- Pewnie jakiś morderca.. - pomyślała, starsza pani, która od razu przyśpieszyła kroku, gdy ujrzała próbującego wstać Ignusa.
- Najpierw będę musiał się trochę ogarnąć - mruknął, spoglądając na swoje poranione ręce.
Wstał, lecz od razu musiał oprzeć się o kamienną ścianę sąsiada porucznika, gdyż zakręciło mu się w głowie.
- Mógłbym to zrobić, lecz twoje ciało tego nie potrafi.
Lepiej nie ryzykować
- syknął Herant.
- Przyznaj się ze nie umiesz - rzekł, zaczepnie Dragonet
- Chłopaki nie prowokujcie mnie bo zaraz tam do was wejdę i wam tyłki skopie.. - odparł Revel.
Nie lubił, gdy trzy dusze używały jego ust do komunikowania się. Wtedy każdy gest, czy grymas pojawiał się na jego twarzy.
Smart o mało co nie odebrał mu życia, tylko dlatego ze na jego twarzy pojawił się uśmiech Dragoneta, gdy policjant tylko wspomniał o rosole z teściowej..

Szli już bardzo długo, poranione mięśnie, poobijane kości i cała sytuacja w której znalazł się Revel strasznie go przytłaczała.
Gdy już Owadzia Zjawa znalazła się na Arenie, wszyscy już
ją opuścili, podnosząc kilka ławek i poprawiając koszę.
" Burdel jaki był taki jest..,ale nic jeśli tu już nie ma nikogo to muszę odwiedzić Foxa.." - pomyślał Ignus, otaczając wzrokiem cały teren.
Ruszył główną ulicą, lecz po kilku krokach skręcił małą brudną uliczką w
prawo. Jeśli ktoś mieszkał tu dość długo znał wszystkie skróty jak
własną kieszeń, a "dość długo" u Revela zamieniło się w " od dziecka."
Nagle, coś zapukało w środku wielkiego kontenera na śmieci,
aż Ignus drgnął " Pewnie jakieś kocisko.." - pomyślał i wznowił marsz,
gdy nagle cichy płacz, odbijał się echem po stalowym koszu..
Trzy duszę umilkły, a Revel przełknął zalegającą mu w gardle ślinę to co zrobił po chwili nie przypominało zachowania mieszkańców SaintStreet. Otworzył klapę. Ciemność i nagle płacz..
- Ja pierdole! - krzyknął, prawie zamykając małe drzwiczki,
Pretendent do zbroi Motyla Śmierci odskoczył kilka kroków w tył. W
stalowym kontenerze leżało dziecko.. na oko roczne, płakało i kaszlało.
Revel obrócił się na pięcie, zamknął oczy, zatkał uszy palcami, tak żeby nie
słyszeć płaczu dziecka, przyśpieszył. Jego kroki nagle stały się
chaotyczne, a po chwili całkowicie ciało odmówiło mu posłuszeństwa w
jego głowie odezwał się dziwny cichy, dumny demoniczny głos, który
zdawał się nucić jakąś pieśń..
-Z każdym obrotem ziemi wokół słońca
Widzę to wyraźnie świat już zbliża się do końca
Coraz
mniej ludzkich uczuć w nas pozostaje
Coraz więcej zła do młodych umysłów się przedostaje
Brutalność połączona najczęściej z bezmyślnością
Owocuje bezsensowną złością, a moralnością
Zamiast serca kamień wypaczone sumienie..
Świat umiera, razem z naszym sumieniem
Z ostatnim promieniem słońca, ostatnim spojrzeniem..

Ignus drgnął, po chwili obrócił swój owadzi łeb w kierunku śmietnika. Cała
uliczka stała się przeraźliwie ciemna i nieprzyjemna, lampy przygasły,
a po chwili rzeczywistość zniknęła.
Po zatłoczonej ulicy szła
kobieta, która trzymała za rękę małego wielko - okiego dzieciaka
dziwoląga, którego inne dzieci pokazywały sobie palcami..
Dym papierosów. Krzyki. Cisza. Płacz. Lejący się do szklanki alkohol. Brak
ogórka. Łyk i ciche pokasływanie. Małe dziecko siedzi w kącie
spoglądając na matkę, która coraz bardziej zaczyna przypominać
strasznego potwora z czarno - białego telewizora..
Wtedy odezwał się Anioł Cierpienia, cichym równie melodyjnym głosem jak
osoba, która przed chwilą wygłosiła swój krótki monolog..
-
Dzień po dniu niekończąca się opowieść, słuchać strzały.
Syreny, płacz, rozpaczliwe krzyki, obdrapane kamienice
Baraki wypełniają mą dzielnicę. Małe dzieci chowane przez ulicę...
Saint Street..
Gdzieś w melinie najebani ich rodzice.


Nagle, ciemne i nieprzyjazne miasto zniknęło, a na pierwszym planie pojawiły
się trzy dzieciaki. Dwoje znacznie starszych od tego ostatniego, można
ich spokojnie nazwać nastolatkami. Dziewczyna ładna, lecz niezbyt
zadbana, wychudzona i niezbyt gustownie ubrana. Ubrania miała stare i
podarte, tak samo jak chłopak, lecz ten miał na sobie dziwny strój w
biało czarne paski. Trzeci najmłodszy, nosił coś co przypominało zszyte
ze sobą szmatki do wycierania kurzu, długie włosy opadały mu na
wielkie jak piłki do tenisa ziemnego oczy, koloru szkarłatu.

- Brat w więzieniu..
Siostra zaraz potem zwiała z bogatym fagasem.
W brzuchu burczy nieustanna walka z czasem, od pierwszego do pierwszego.
Pusta kieszeń i lodówka, w środku ciemnego pokoju migająca jarzeniówka
A tuż pod nią czterolatek, w ubraniu zszytym z szmatek
Stoi i spogląda wielkimi oczami, grzebie w buzi brudnymi palcami
W ciszy słychać jego oddech ciężki jak ze stali
Zmęczony i samotny bez ciepła i miłości
Uwięziony w kręgu przytłaczającej ciemności
Jego matka chciała uciec od ciężkiego życia
Lecz alkohol to nie miejsce do ukrycia
.

Scena znów rozmyła się. Lampy znów rozbłysły jasnym blaskiem,
dziecko cicho popłakiwało w środku stalowego kosza.

- Co mam myśleć patrząc na takie obrazy
Tak przejrzyste niczym wyjęte z koszmaru
Jednak bardzo rzeczywiste i co zrobić, kiedy widzę
Dziecko tonące w krzyku lub znajduję noworodka na śmietniku?

- Zapytał, Anioł Cierpienia. Cichym, spokojnym demonicznym tonem.
Jak mam nazwać kogoś, kto katuje własne dziecko bez powodu?
Nie daje mu niczego oprócz cierpienia i głodu?

On Pytał, a Revel nie potrafił znaleźć odpowiedzi, rozejrzał się on tylko ze strachem w oczach po okolicy..
- Szukasz usprawiedliwienia. Może powiesz mi że nic się nie zmienia?
- Sam miałeś takie dzieciństwo, teraz powtarzasz to samo świństwo
!?
- ryknął, a jego głos przypominał agresywny ruch skrzydeł Motyli.
- Pytasz mnie jak człowiek przegrany na starcie, może znaleźć życiowe oparcie?
Kiedyś wierzyłem, że może, ale teraz już nie wierzę
Bo kiedy ty mi mówisz człowiek, ja słyszę zwierzę
Twoje postępowanie potwierdza ze nic na lepsze się nie zmienia..

Bo po dwudziestym pierwszym wieku wszyscy zapomnieli w Londynie o człowieku..
- Po tych słowach Sarapsos umilkł, cichy szum owadzich skrzydeł nadal unosił się w powietrzu.
Revel podbiegł do kosza, blady jak ściana.
Wyciągnął drżące ze strachu ręce i chwycił ciało bezbronnego dziecka.Przytulił je, mokre, cuchnące i wychudzone.
Mała rączka ścisnęła go za kłębek mokrych spadających na
barki włosów. Ignus odwrócił się na pięcie i szybkim marszem, ruszył
przed siebie, w jego głowie kłębiło się tylko jedno miejsce, gdzie to
dziecko będzie miało jakie takie warunki. W tym momencie misja
powierzona mu przez Smart'a nie miała znaczenia..
Płacz ustał. Ignus Revel oddychał głęboko, był już blisko.. jeszcze tylko kilka kroków, jeszcze tylko..

OCC: 52 - Świat Umiera. Coś mi się dziwny format tekstu zrobił, taki nie równawy, ale myślę ze idzie się doczytać;).
PS. For Miniman. Równawy był zamierzonym błędem


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Pon Lut 02, 2009 7:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Miniman
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 528

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pon Lut 02, 2009 4:54 pm

3 lvle ^^ Gratuluję.
Lecz.. 'Małe dziecko siedzi w kącie spoglądając na matkę' a nie w 'końcie'
Także 'długie włosy opadały mu ' a nie 'opadywały' ^^
aha i tekst może być nie równy a nie 'nie równawy' ^^
W każdym razie podoba mi się, oby tak dalej ^^
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Nie Lut 15, 2009 1:38 pm

Trening XV
Spacer

Drzwi starego domostwa, otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a w ich progu stała starsza chuda kobieta, z okularami na nosie, siwymi włosami upiętymi w ciasny kok i niebieskich spokojnych oczach. Kobieta ubrana była w starą poplamioną suknię, gdy tylko ujrzała stojącego na dworze mężczyznę otworzyła szeroko usta ze zdziwienia.
- Re.. - zaczęła starsza pani, lecz głos jej się załamał - Revel, jak dawno Cie nie widziałam, wydoroślałeś... - wydukała nareszcie, a jej oczy rozbłysły szczęściem.
- Cieszę się Pani Faust, lecz mam tu.. - mruknął, trochę się wahał, lecz po chwili pokazał jej dziecko.
Kobieta natychmiast spoważniała, a na jej pokrytej zmarszczkami twarzy pojawił się strach..
- Tylko ze nie ma miejsc, ale gdzie? gdzie go znalazłeś? - zapytała, szybkim, lecz delikatnym ruchem zabierając dziecko Revel'owi
- Tam gdzie Pani mnie.. - odparł zamykając oczy. Ignus nie zauważył tego, jak Pani Faust spojrzała na swoje nogi a następnie jedną ręką wytarła łzę, która pojawiła się jej pod prawym okiem.
- Dobrze, zaopiekuje się nim - odparła, po czym jeszcze dodała - Wejdziesz ?
Revel odmówił, pokiwał przecząco głową, pożegnał się z kobietą i odszedł, ona po chwili zamknęła drzwi i zajęła się nowym dzieckiem.

Owadzio Oki nie mógł zasnąć, gdy tylko jego powieki zamknęły się w jego wyobraźni pojawiał się obraz jego dzieciństwa, a potem ten mały dzieciak, który skończył by tak samo jak on. Revel nie wiedział dlaczego coś hamowało go przed uratowaniem tego malucha. Przecież jego Pani Faust, też mogła zostawić na pastwę losu..

Ignus wstał bardzo wcześnie, wczoraj wieczorem powiedział sobie ze nie odwiedzi Domu Dziecka, lecz dziś nawet miał chęć odwiedzenia tego miejsca. Revel chrzątał się po kuchni szukając czegoś co nadawało by się na śniadanie. W końcu znalazł trochę sera, wędliny, dwie cebule i trzy jajka, które postanowił usmażyć. Pretendent do zbroi Motyla Śmierci może nie był tak dobrym kuchcikiem jak Gabriel, ale wiedział jak poruszać się po kuchni żeby nie chodzić głodnym.

Pogoda była jak na zimę nawet ładna, płatki śniegu mozolnie opadały na ziemie, a mróz nie był zbyt potężny, dlatego ludzie nie wyglądali jak eskimosi. Ignus nagle obrócił się, gdy usłyszał jak ktoś wykrzykuje za nim jego imię.
W jego kierunku biegła, młoda piękna kobieta, na jej widok Owadzia Zjawa, uśmiechnęła się szeroko
- Co tu robisz Emmo? - zapytał, lekko się uśmiechając
- Właśnie złapała mnie chęć na pospacerowanie, widzę ze Ciebie też, dlatego pomyślałam czy nie mogła bym się przyłączyć - Ignusowi nie pasował ten pomysł, nie chciał żeby dziewczyna razem z nim odwiedzała takie miejsce jak dom dziecka..
- Ale, ja idę.. - zaczął niespokojnie, lecz jakoś nie potrafił skłamać - Do domu dziecka.. odwiedzić malca, którego znalazłem wczoraj.. - czuł ze Emma wyśmieje go, lecz ona tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Mało to romantyczny spacer, ale ja nie widzę problemu, chyba ze ty naprawdę nie chcesz tam mojej obecności.. - mruknęła zagryzając wargi.
Revel uśmiechnął się, po czym dał jej swój szal
- Masz bo zmarzniesz
- Dziękuje - odparła, przyjmując podarunek od pretendenta do zbroi Motyla - Ruszajmy, mam nadzieje ze to daleko stąd, mam naprawdę chęć na długi spacer - dodała z uśmiechem, ruszając przed siebie

Pani Faust, z lekkim zdziwieniem zmieszanym z zadowoleniem otworzyła im dziwi i zaprosiła na herbatę.
" Dom Dziecka - Pod Skrzydłem Anioła " - według Revela nie zmienił się całkowicie, no prócz dzieciaków, które teraz albo wydoroślały albo tak jak on opuściły to miejsce, Jednak ich opiekunki Pani Faust czas również nie ominął, nie była już tak młoda, jak wtedy gdy opiekowała się nim.
- Emma bardzo dobrze rozumiała się z dziećmi, jeden z nich nawet narysował dla niej kwiatka, a ona według Revela dała mu złudne nadzieje na romans dając mu buziaka w czółko. Ignus lubił patrzeć jak się śmieje, zaobserwował również ze zerka ona na Revela, jakby sprawdzała czy nadal jest koło niej i czy nie potrzeba mu czegoś.
- Jak tam malec? - zapytał Ignus, przegryzając maślanym ciastkiem i popijajac gorącą herbatą.
- Umyty, przebadany i najedzony - odparła starsza Pani, nie spuszczając wzroku z innego dziecka, które karmiła butelką
- Wszystko w porządku? nie jest na coś chory? przeziębiony? - zapytał naciskając staruszkę.
- No.. przeziębiony, ale wczoraj wieczorem był lekarz i wszystko jest pod kontrolą.
Owadzio Oki wiedział ze Marta Faust, to złota kobieta, a kłamanie przychodzi jej chyba najciężej na świecie.
Jakiś chłopczyk spojrzał na niego, po czym podniósł prawą dłoń, tak jakby chciał żeby Ignus przybił mu piątkę, co Revel po kilku sekundach uczynił. Dzieciak zachichotał, po czym pobiegł do innego pokoju.
- Kiedy patrzę w ich źrenice widzę własne odbicie, wspomnienia które
iskrzą jeszcze dziś oczy szklą
mały pokój i ja modląc się za ciszą,
która była mi najbliższą rzeczą, bliższą niż ona i niż on, bliższą niź
dom gdzie wyrosłem, brak pieniędzy i alkohol niszczą proste.
Ktoś powiedział mi opisz to opisuję nie wierzysz to spytaj moją siostrę ona
też wie..
- zanucił, a starsza Pani ntychmiast na niego spojrzała
- To spotkanie to dla Ciebie napewno cieżka sprawa - mruknęła dolewając mu jeszcze herbaty. Po chwili spojrzała na Emme, która wróciła i usiadła koło Revela.
- Ładnie razem wyglądacie - rzuciła, a na policzkach Emmy, pojawiły się rumieńce. Owadzio Oki odwrócił wzrok..
- A wracając do Eweliny, co tam u niej? - zapytała staruszka, spoglądając na jedno ze zdjęć znajdujące się na komodzie, które stało oparte o stary dzban.
- Dobrze, dziś ją odwiedzę, pozdrowić ją od Pani? - zapytał Revel, spoglądając na Panią Martę.
- Pamiętam późne popołudnie czwarte piętro im wyżej tym smutniej schody
zamek kuchnię kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie
wiem jak boli i jak puchnie jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie, dziś
nie pałam do nich gniewem lecz jednego jestem pewien ten dom to nie był
eden ilu takich jak ja? Nie wiem, nie dociekam, lecz jako dziecko nie
widziałem w nich człowieka..


- A teraz śpij, teraz śpij i zapomnij o tym co widziałeś co słyszałeś co
przeżyłeś i pomyśl że to sen że to wcale nie działo się tak będzie
lepiej śpij..
- nucił Revel, małemu dziecku. Wierząc ze będzie pamiętał on tyle te dobre rzeczy, a nie śmietnikowy smród czy stalową klatkę z której sam nigdy by nie wyszedł..

Revel oznajmił Emmie ze nie jest to dobry pomysł, lecz ona się uparła, zwątpiła dopiero wtedy, gdy weszli na cmentarz. Właśnie w tym momencie pojęła gdzie jest owa tajemnicza Ewelina. Leżała ona w od razu przy ścieżce w siódmym rzędzie. Czarny Kamień wraz z Jasno białymi napisami, ukazywały imię i nazwisko. Ewelina Revel - żyła 15 lat.
- Masz pozdrowienia od Pani Marty - mruknął Ignus zapalając knot w średnim niebieskim zniczu. Emma Frost wyraźnie zasmuciła się, lecz wysłannik Tartaru ostrzegał ją.
- Była bardzo piękna - rzekła po chwili, łamiącym się głosem, jej wzrok spoczął na zdjęciu siostry Ignusa, które było przytwierdzone do kamienia.
- A teraz śpij, teraz śpij i zapomnij o tym co widziałeś co słyszałeś co
przeżyłeś i pomyśl że to sen że to wcale nie działo się tak będzie
lepiej śpij..
- znów zanucił, po czym nie zastanawiając się długo objął Emme ramieniem i ruszył wraz z nią w stronę domu..

OCC; Można powiedzieć ze trening w sam raz na Walentynki... nie ma co..
W Treningu wykorzystany został tekst z piosenki - Trzeciego Wymiaru - Zapomnij o Tym.
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Czw Lut 19, 2009 1:52 pm

No niech będzie skoro na walentynki Choć z góry stwierdzam, że na trening mi nie wygląda.
2 poziomy.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pon Mar 16, 2009 12:08 am

Trening XVI
Maleńka Tajemnica Bycia W Ciszy Lub Po Prostu Bycia - Unholy Savior

- A jeśli w imię Boga zechcesz iść.. zostaw po drodze niepotrzebny krzyż.. Miłości, nadziei naładuj w kieszenie i chlej... a
potem idź gdzie chcesz..


Revel zamówił jeszcze jedną ćwiartkę, zapłacił barmanowi, postawił
innym, dał kilka banknotów jeszcze jakiemuś dzieciakowi, który
przyszedł do baru po papierosy dla ojca.
- Nalej.. - burknął, słabym głosem, blady jak trup Ignus
zatoczył się lekko, opadając głową prosto na blat stołu. Barman zabrał
mu kieliszek, włożył resztę pieniędzy, które mu dał Revel do płaszcza
klienta.
Był to dziwny widok, barman na SaintStreet, który nie wykorzystuje
momentu na oskubanie pijaka, lecz oddaje mu sumę, gdyż ten dał mu za
dużo za napój który miał rozproszyć smutki..
Tom Bone, bo tak nazywał się barman, dobrze znał sługę Hadesa, sam
wychował się na Saint, a ekipa Revela pomogła mu odbić się od dna. Bone
kiwnął w kierunku jakieś dziewczyny, rzucił jej ścierkę do wycierania
brudnego szkła.
- Zastąp mnie.. - rzekł, oschłym głosem.
Dziewczyna kiwnęła głową, po czym sama zaczęła wycierać brudny kufel po piwie.
- Hej Rev.. ruszaj się idziemy do domu.. - mruknął, próbując podnieść Ignusa, który wydał z siebie kilka niezrozumiałych słów..
- No dalej, dalej idziemy.. idziemy. Już wziąłem butelkę na drogę.
- Dodał poklepując Ignusa po plecach. Pijany mężczyzna pokiwał głową,
po czym próbował wstać. Tom, pomógł mu utrzymać pion i dotoczyć się do
drzwi.
- Będzie dobrzy stary, wszystko się ułoży.. - mruknął mu do ucha Bone.
Nagle Owadziooki spojrzał na niego mętnym wzrokiem, z ust wytoczyła się
slina, lecz głos jaki przemówił przez jego usta wydawał się twardy i
całkiem trzeźwy..
- Słowa słowa, z ciepłej rzeki mętnej wody..słowa słowa.. jeśli
uwierzysz to się utopisz..!
- szybkim ruchem wyrwał mu się z uścisku i
szybkim, chwiejnym krokiem ruszył przed siebie.
- Revel! - krzyknął barman - Revel do cholery czekaj! - ruszył za nim,
lecz Ignus był znacznie od niego szybszy, było to dziwne, gdyż przed
sekundą nie mógł ustać na nogach..
Rycerz Pana Tartaru, usiadł na zimnej ziemi, gdzieś na ciemnej ulicy,
pełnej potłuczonych butelek. Zapach nie był zbyt przyjemny, nagle przed
oczami zjawy ukazały się trzy postacie, jedna otoczona tęczowymi
mocnymi skrzydłami jak u motyla, drugi trzymał piękny miecz, a trzeci
czytał jakąś księgę, szepcąc coś niewyraźnie..
-Wyobraź sobie, że siedzisz na łące pełnej kwiatów.. Palisz papierosa, a obok Ciebie dziewczyny w dzwonach i rozwianych kwiecistych spódnicach, oczywiście bez staników.. - szeptał mu do ucha spokojny głos..
- A nie, jedna ma stanik.. wyobrażam to sobie.. - wysapał z lekkim uśmiechem Revel.
- A z mojego garbusa leci ABBA.. - dodał, a jego wzrok gdzieś odpłynął..
- Przypominasz sobie jak to było kiedyś, czujesz ze jest alright, kwiaty we włosach potargał wiatr, Ooo..czywiście, jak dobrze.. - mruczał..
- Czuje ten klimat.. Tańcz dziewczyno tańcz.. Niech twój dzwon owionie
moją twarz..
- majaczył Revel, wtedy mężczyzna z księgą spojrzał na
dwóch pozostałych i dodał jeszcze.
-... Skaczemy..
Wszystko się rozpłynęło, a ciemna śmierdząca ulica stała już pusta i
znów tak samo smutna jak przed przybyciem dziwnym gości. Po trzech
postaciach i Ignusie ślad zaginął, po chwili zajrzał tu Tom, lecz
pobiegł dalej.

- Mimo ze zgubiłeś się, mimo ze zabrnąłeś w mrok, wymieszałeś z błotem krew.. ocalejesz mimo to. Trzeba uprzytomnić sobie to ze nawet jeśli wszystko straci sens znajdziesz przestrzeń gdzie wielka wiara tłumi lęk..

Owadzia zjawa otworzyła oczy, przez chwile kręciło się w nich wszystko,
widział trzy, cztery nie pięć, a może jednak trzy postacie..
- Zaraz.. chwila moment... - wysapał, lecz ktoś już krzyknął
- Unholy Savior!
Jasny blask, rozkleił mu oczy, a ból prawym ramieniu, obudził umysł.
Próbował wstać, lecz wszystko odmawiało mu posłuszeństwa, a głowa.. o
Boże, a głowa...
- W mordę.. wiem ze wypiłem, ale czy to...? - przerwał, gdy
zobaczył mężczyznę ubranego w ciężką czarną szatę, głowę ukrytą miał
pod szerokim kapturem, w prawej dłoni dzierżył długi i świetlisty miecz dwuręczny, z którego emanowała krwista aura..
- Dragonet.. - wyszeptał i dopiero teraz doszedł do wniosku, ze od kilku chwil jego głowa jest pusta.. wolna od trzech dusz, - Ale jak..? - zapytał, lecz odpowiedział mu tylko krótki śmiech, polifonicznego głosu.
- Broń się.. - zamruczał, a jego ręka błyskawicznie złapała rękojeść miecza, a jego ostrze już leciało ku nodze Ignusa..

Sam nie wiedział jak udało mu się odskoczyć, był to albo jakiś podstęp, albo miał cholernego fuksa..

- To było to drugie.. - usłyszał głos, stojącego tuż za nim Heranta
- Broń się, użyj miecza.. - rzekł, potrząsając prawą ręką, z której natychmiast prysnął snop energii, który po chwili utworzył krótki miecz jednoręczny, lecz tutaj rękojeścią była sama dłoń , a nie tak jak w przypadku Miecznika stworzenie oddzielnej razem z mieczem..
- Ale jak..? - zapytał Motyl Śmierci..
- Miecz to ostrze, przeklęty zbawiciel leży w twoich dłoniach, ta moc tnie, niesie nadzieje albo śmierć.. - Ten głos należał do Anioła Cierpienia. Sarapsos wyłamał sobie palce, a potem wykonał ruch, jakby wyjmował broń z pochwy przywiązanej do pasa. Jego dłoń, pokryta jasnym światłem przypominała rękojeść, a energia z jej wychodząca, pulsowała tęczową energią..
Dragonet, uśmiechnął się, po czym ruszył w stronę mężczyzny bez miecza..
- Stój ! - ryknął Revel
- Twoje słowa są niczym woda mętnej rzeki, jeśli uwierzysz w to co mówisz to się utopisz..! - odparł, wyprowadzając kolejne cięcie, Ignus zamachnął się, krzyczeć jak najgłośniej
- Unholy Savior! - nikła energia kosmiczna rozbłysła w jego
ręce, lecz miecz Dragoneta przygasił aurę Motyla. Prawa dłoń pokryła
się szkarłatnym płynem..
Pradawny Miecznik obrócił się na pięcie, a jego oręż zniknął. Ignus
usłyszał kroki, gdy tylko zdążył się obrócić, wyciągnął przed siebie
zranioną ręką, tak jakby chciał zasłonić się trzymanym w ręku mieczem,
lecz nie posiadał on tej broni.
Gdy miecz Heranta, dotknął ciała Revel'a, dziwną gąbczastą i ciemną
komnatę w jakiej się znajdowali oświetlił jasny błysk światła. Dłoń
Rycerza z Tartaru, oplatała tęczowa energia, która zaczynała się od
przed ramienia, a kończyła daleko za palcami, długość energii
przypominała tą, którą dysponował Herant. Dwa miecze energii, po
zderzeniu się ze sobą, zdawały się syczeć, a dwie aury zaczynały się
łączyć..
Jeden z Rycerzy Thanatosa wyszarpnął dłoń, a jego miecz zniknął, w drugiej dłoni natychmiast pojawiła się kula energii, lecz nie zdążył on
jej wystrzelić, gdy Revel nagle upadł na kolana, na jego plecach
pojawiła się nowa blizna, długi i wąska. Miecz Sarapsosa, nie
wypatroszył go, ale na pewno dotkliwie zranił. Po kilku chwilach wstał,
spojrzał swoimi dużymi oczami w oczy Anioła Cierpienia, po chwili
spojrzał na jego twarz..

Dopiero teraz wszystko zrozumiał...

- Unholy Savior! - ryknął, próbując raz jeszcze skupić swój kosmos w prawej dłoni, tęczowa aura znów pulsowała lekko, czekając na uwolnienie.
- Ha! - krzyknął Sarapsos, robiąc jeden krok w przód i w tym
samym momencie atakując w klatkę piersiową Ignusa. Revel zblokował
pchnięcie, lecz siła Przeklętego Zbawiciela, natychmiast wyparowała,
jego ręka wróciła do normy. Skoncentrowana energia Anioła, natychmiast
poparzyła dłoń " śmiertelnika. "
- Mocniej, uwolni z siebie wszystkie złe emocje! - ryczał Dragonet.
- Uwolni całe swoje cierpienie i przekaz je innym.. - namawiał go Sarapsos.
- Rozpal potęgę kosmosu i połącz ją z mieczem - radził Herant.
Cała trójka, przez nieustanne dewastowanie jego ciała próbowała mu pomóc. Pomoc ta miała wskrzesić w nim miecz.
- Przeklęty Zbawiciel w moich dłoniach.. - mruknął Revel, spoglądając spod sklejonych krwią włosów na dłoń, którą pokrywała tęczowa energia kosmiczna..
- Nikt jeszcze nie wiem, czy stare słońce zarysuje nowy dzień, blaszany huk próbuje dostać się przez szyby w miękki sen..
Ktoś go klepnął w plecy, otworzył oczy, widział tylko ziemie, drobinki piasku które uśmiechały się do niego, a jednocześnie mówił " stary zejdź z nas.. "
Męska dłoń złapała go za ramię, pomogła mu wstać, nie widział twarzy
dobroczyńcy, nie miał siły nawet mu odpowiedzieć, próbował się
uśmiechnąć, nie wiedział na ile przekonująco mu to wyszło, ale mężczyzna
zapytał się go jeszcze czy da sobie już radę, pokiwał głową, ten
jeszcze chwilę się wahał, lecz po kilku oddechach ruszył w swoją stronę.
Revel przetarł oczy, w jego głowie huczał rój, tajemne runy czytał
spokojny głos, a gdzieś jakby z tyłu jego głowy słyszał jak ktoś z
głośnym siorbnięciem pije krew. Nie panował nad sobą, coś uderzyło mu
do głowy, zawładnęło nim, spojrzał w niego, chmury zdawały się spadać
na niego..
- Nie na pewno, lecz wiem. Tu gdzie kończy się noc i nie zaczyna się
nowy dzień, małe sprawy zyskują moc..
- wyszeptał, spoglądając na
spacerujących po mieście ludzi
- Wymyśliłem ten stan, zawieszony wśród miejsc, możesz tam być zupełnie
sam, możesz ufać w dowolny życia sens
- rzekł, spoglądając na
czternastoletnią dziewczynę, która ssała właśnie lizaka, spojrzała na
niego jak katolik na satanistę, lecz on nie przejmował się tym, szedł
dalej..
- Oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać ! - zaryczał
rozkładając ręce i obracając się kilko krotnie wokół własnej osi,
natychmiast zwrócił na siebie uwagę kilku przechodniów, którzy zaczęli
wytykać go palcami.
- Jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam.. - dodał, obejmując jakąś
staruszkę ramieniem i wykrzykując słowa które zdawały się mieć nawet
jakiś rytm..
- Myśli są na kształt ryb co mieszkają wśród fal, wychylają stroskane
łby, kiedy znikną zostaje żal, ponad wszystko jest szept i nie zdarza
się wstyd..
Brama w której przeczekasz deszcz.. Błyskotliwa złota myśl...
- mówił
do starszego od siebie mężczyzny, który słuchał go dość uważnie do
czasu, gdy wyczuł u niego alkohol. Ignus upadł na kolana
- Oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać ! - ostatnie
słowa, jakie wypowiedział, nie były już tak głośne, stracił świadomość.


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Pon Mar 16, 2009 1:11 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Pon Mar 16, 2009 12:08 am

- Przed świtem obudziłem się by żyć. Wplątany w cudzą pościel w cudze
sny, pomiędzy pożądaniem, a rozkoszą tkwi dolina nocy. Skazany na
ponury miejski zgrzyt, osnuty prześcieradłem brudnej mgły, chcąc ukryć
się przed sobą samym chlałem wódę w dusznym barze..
- te słowa
wypowiedział na głos, spoglądając w biały sufit, w pokoju w którym
właśnie leżał pachniało śniegiem, który dopiero co opadł na ziemie, nie
przejmował się niczym, gdy nagle usłyszał kobiecy głos.
- To tak to wyglądało - powiedziała smutnym głosem, młoda
kobieta o włosach, jakby wyrzeźbionych z lodu. Revel nie poznał jej w
takiej fryzurze, włosy miała zawiązane w kuc, a nie tak jak zawsze
luźno rozpuszczone, szafirowe oczy wpatrywały się w niego z lekkim
lękiem.
W jego umyśle panowała cisza, pierdolony spokój, do którego nie mógł przywyknąć.
- Dragonet porzygał się i śpi, arcykosmos umiera w grobach strof, Anioł
Cierpienia śmierdzi potem, żrę kiełbasę i ma w dupę żywych..
-
wymamrotał, znów zapominając ze miał to powiedzieć w myślach. Nie
widział gdzie zniknęła " święta trójca ", a Emma zmierzyła go
toksycznym wzrokiem
- Może wody z ogórków? podobno leczy kaca i odgania głupizne.. - syknęła, lekko kiwając głową..
- Nie dziękuje.. - odparł lekko zmieszanym tonem, wstał, jego głowę
przebiła igła bólu, a mięśnie zdawały być rozrywane przez niewidzialne
haki, krzyknął. Emma mimo strachu, natychmiast zaczęła udzielać mu
pomocy..

Po kilu godzinach ktoś zapukał do mieszkania, młoda dziewczyna
otworzyła drzwi, odgarniając spocone włosy z twarzy, na jej twarzy
pojawił się lekki uśmiech
- Wejdź - mruknęła, zapraszając gościa do środka.
Ignus, zauważył jak rude włosy odbiły się w blasku słońca, które wpadło
do pokoju przez okno, ostre zęby obnażyły się w grymasie złości..
- Co ty odpierdzielasz stary? - zapytał Gabriel Fox siadając na łóżku. Revel milczał, po chwili przełknął ślinę i oznajmił
- Pan życia lub śmierci jest głodny..
- Zrobić Ci coś do jedzenia? - zapytał, całkiem ogłupiały Fox. Ignus pokiwał przecząco głowa.
- Zmieniając temat - zaczął Lis, nie patrząc mu w oczy ciągnął dalej
- Szuka Cię Smart, podobno dał Ci jakąś robotę... - nie zdążył dokończyć,
gdyż natychmiast na wspomnienie imienia porucznika Ignus przełknął
głośno.
- Cholera, zapomniałem.. mówił coś jeszcze? - zapytał, nie spuszczając wzrok u z przyjaciela.
- Nie no powiedziałem mu ze nie wiem gdzie jesteś, a on żebym przekazał
Ci te słowa jak już Cie spotkam, po za tym dodał jeszcze ze termin mija
dzisiaj.. Mogę Ci w czymś pomóc? Nie chce żebyś się w coś wpakował..

- wyszeptał, spoglądając na rany na jego ciele..
- Nie dziękuje, muszę to załatwić sam - odparł twardo.
- A co się stanie jak zginiesz? - zapytała Emma, po chwili milczenia.
- Nie zginę, jeszcze nie teraz... - odpowiedział próbując się do niej
uśmiechnąć, lecz jej poważna twarz, zmieniła jego wyraz twarzy z
smutek..
- A może jednak bo czekamy na szczegóły - powiedział głośno i wyraźnie Gabriel.
- Czekamy ? - powtórzył Ignus, lecz znał już odpowiedź, gdy
tylko Lis
zagwizdał głośno przez palce, wiedział kto przekroczy prób tego pokoju,
Brad NewLife, człowiek, który tylko dzięki cudowi nadal stąpa po tym
świecie, lecz życie jakie dostał w prezencie jest gorszę niż śmierć.
Plugawy uśmiechnął się do niego, unosząc kciuk ku niebu. Natychmiast za
nim wkroczył Spiker, ubrany jak rasowy dresiarz, przewiewnie i luźno,
przybił żółwika, po czym usiadł w rogu łóżka. Durian, podciągnął
spadające spodnie, z jedną ręką w kieszeni, rozczochrał włosy na głowie
Owadzio Okiego, po czym klepnął po plecach Brada, by ten się posunął.
Po chwili
jeszcze kilku, Rena, jedna z dziewczyn, która wychowywała się razem z
nim w domu dziecka, Szef, jeden z kumpli Ignusa, był jednym z ludzi,
którzy przyjmowali zakłady na Placu, Chrom, kolejny odrzutek do którego
wyciągnęli rękę. Revel uśmiechnął się..
- Dobrze.. - mruknął - Jest sprawa.. - dodał, lecz jego wzrok spoczął
na Emmie, miała nadzieje ze będzie ona bezpieczna i nawet jak on zginie
to ona odnajdzie to na czym jej zależy..

Odbija światło szyba, przedpokój, dywan.
- Twarz przemywam, kolejna kropla po umywalce spływa.. - mruknął spoglądając w swoje odbicie, jego spadł na okno
- Na parapecie ostatni kwiat usycha..
Cyk, cyk, cyk, cyk, zegar cyka..
Myśli Owadziej zjawy goniły igłę sekundnika
- Przemijanie nas dotyka, poczułem dziś ten dotyk
Czas to bezlitosny sędzia. Dobre chwile ci zostawia tylko na nieostrych zdjęciach.. - dodał, na głos wspominając Ewelinę, ubierał swój czarny płaszcz, zamknął drzwi na klucz, na zewnątrz już na niego czekali.
Włosy rozwiał mu wiatr, duże owadzie oczy spoglądały na Dzielnice Aniołów, już wiedział kogo szukają.

" Wystarczyło tylko trochę popytać.. " - pomyślał, spoglądając na
Spikera, który właśnie kończył palić papierosa, ludzie omijali ich,
przytulali się do ścian domów, żeby tylko zrobić im miejsce, jeśli tego
nie robili, natychmiast zostali odepchnięci lub co najgorsze podeptani.
Ignus nawet jednego przeprosił, lecz nie usłyszał nic miłego..
Stali tak chwile, czekając aż wyjdzie. Trochę mu to zajęło, jednak gdy tylko zobaczył on twarz Revela przyśpieszył
- Co to manifest uliczny ? - zapytał Smart
- Nie, marsz pokoju poruczniku.. - odparł, lecz prawie natychmiast
dodał.
- Proszę z nami, gdyż potrzebny nam glina do wymierzenia
sprawiedliwości..

- Prawdziwa obywatelska postawa, to się chwali.. - rzekł, jakby lekko
się uśmiechając. Większość właśnie tak to odebrało, ale uśmiechający
się Smart?
" To niemożliwie " - pomyślał Ignus.
Dziwny widok, człowiek przypominający motyla, obok niego lisołak, dalej
człowiek bakteria czy jednooki spalony strażak, przypominali oni
bardziej bohaterów komiksów, lecz nie byli nimi. Ich takich stworzyło
życie, nikt nie dodawał im wspaniałych mutagenów X, czy innych takich
paskudztw.
Najdziwniej jednak ludzie spoglądali na porucznika Smarta, który wcale
nie krył się z tym, że szedł on ramie z ramie z tymi, brudnymi i złymi
do szpiku kości bandziorami z SaintStreet.
- Daleko jeszcze ? - zapytał porucznik, z lekkim zwątpieniem w głosie,
miał on nadzieje ze nareszcie znajdzie on tego kto wykonał wyrok na
jego rodzinie. To po to połączył siły z Revelem i jego bandą..
- Jeszcze troszkę - odparła Rena, która teraz prowadziła wielki ludzki
konwój. To był jej teren, Grand Fatality. Wbrew nazwie, jedna z
najbogatszych dzielnic Londynu powstała ona niedawno, natychmiast
przyciągając setki grubych ryb..
Mała willa pod którą stanęli, wyglądała na zadbaną, Revel spojrzał na drzwi frontowe, przy których stali..
- Tutaj odbędzie się ostateczny test.. - syknął Dragonet, gdy
zabijesz go, wszystko wróci do normy.. Miecznik rozpłynął się, tak
samo jak Herant i Sarapsos. W jego głowie znów słyszał rój, lecz gdy
wsłuchiwał się mocniej ruch skrzydeł zamieniał się w szept zaklęć, gdy
jednak i one cichły, słyszalna była osełka i dźwięk ostrzonego metalu,
prawdopodobnie miecza..
- Nie możecie wejść.. - wyszeptał - Sam to muszę załatwić - Właśnie wtedy otworzyły się drzwi.
- Och Dragonecie, wybacz ze kazałem Ci tyle czekać.. - rzekł,
wychodząc z cienia i natychmiast przyjmując pozę obronną, w ręku
trzymał czerwoną niczym krew broń, przypominającą szpadę, lub bardzo
cienki miecz, który nawet na upartego mógł być ogromną wykałaczką..

http://img4.imageshack.us/img4/403/450gai.jpg
- Więc wiesz? - zapytał Ignus spoglądając na dziwną zbroję miecznika
- Oczywiście ze wiem Aniele Cierpienia Ignusie Dragonecie Herancie Revel..
Kilka osób zaszeptało, Fox zmarszczył brwi, nie wierzył w to co usłyszał,
gdyż niby wszystkie te rany, zadawał mu właśnie Ignus tylko ze pod inną
postacią, te postacie to...
- Dziwne ze mnie nie poznajesz, aaa przecież tak.. - wyszeptał dziwny
mężczyzna - Ty mnie jeszcze nie spotkałeś, nie wybrałeś jeszcze swojej
drogi, nie zdradziłeś Hadesa, dla potęgi, nieograniczonej mocy i
nieśmiertelności, nazywając się Dragonetem, za co sam Zeus zamienił Cię
w bestie, która zawsze będzie czuła głód i nigdy nie zdoła go
zaspokoić..
- Nie jesteś też tym, którego Pan śmierci Thanatos, zdołał omamić
potęgą Czarnego Kosmo, siłą niszczenia i potężną wiedzą tajemną,
przecież to też nie ty Herancie?
- zapytał, nadal się uśmiechając - Nie
nosisz również zbroi Motyla Śmierci, którą otrzymałeś od Thanatosa, za
to ze przyłączyłeś się do jego rycerzy zdradzając Hadesa i kradnąc jego
surplices. Ty jesteś Ignus Revel, ten po którego przybyły tu twoje trzy
wcielenia, by za twoją pomocą ocalić jedno ze swoich istnień. Niestety
ja również tu jestem, ja jeden z twoich znienawidzonych przeciwników
Lanc, Mistrz Miecza..

Revel słyszał głos Dragoneta, lecz nie rozumiał go, chciał zabić tego
gościa, dla większego dobra, dla świętego spokoju, chciał pomścić
rodzinę Smarta..
- Dlaczego zabiłeś rodzinę Alexandra Smarta? - zapytał, spoglądając kątem oka na porucznika, który trząsł się ze złości.
- Musiałem Cię jakoś wkopać, przecież nie mogłeś przeżyć. Dlatego
pomyślałem ze Smart to idealny przeciwnik, jednak myliłem się..
Stawaj..
- mruknął, a jego miecz rozjaśnił się blaskiem krwi. Lanc
wykonał szybkie pchnięcie.
- Unholy Savior! - ryknął Revel, zbijajac atak, jego ręka błyszczała
jak miecz anioła, który stępuje na ziemie by zwiastować koniec świata,
lecz wiedział on ze w swojej duszy nie ukrywa nikogo takiego.
- Zaatakuj - mruknął, Wieczny Miecznik rozbawionym tonem, zabijmy go..
Ignus wyprowadził kombinacje, lecz jego przeciwnik, z łatwością
zblokował go, jednak nagle zachwiał się, a na jego twarzy pojawił się
grymas bólu, z prawego uda nie osłoniętego pancerzem ciekła krew, a z
małej dziurki leciała krew, z lufy starego rewolweru wydobywał się dym..
- Zróbmy to razem.. - oznajmił Smart, wystrzeliwując kolejny pocisk,
jednak tym razem, miecz zbił pocisk broniąc swojego władce przed
kolejnym bólem..
- Unholy Savior!- krzyknął Revel, potężnym zwielokrotnionym głosem.
Herant, Dragonet i Sarapsos, krzyknęli razem z nim, miecz którego
musiał trzymać w obu dłoniach, uderzył w klatkę piersiową Lanca,
rozcinając go na pół.. Fontanna Krwi..
- Czeka nas sprzątanie - rzekł Fox, łapiąc za prawą rękę miecznika, na której znajdował się tatuaż pająka..
Wszyscy zebrani kleknęli, oddając cześć rodzinie porucznika minutą ciszy..
Zbłąkane duszę wiedzą ze nie są w stanie zagrozić Revel'owi, który stał
się z nich najsilniejszy, teraz stali się jednym ciałem i jednym
człowiekiem.

- Ignus Revel rycerz Motyla Śmierci gotów by Ci służyć Panie - oznajmił
kiedyś Owadzio Oki przed Hadesem, zdobywając zbroję Motyla, wybrał on
swoją drogę nie popełniając błędów jak jego inne wcielenia..
Lecz, kilka można by rzec chwil wcześniej On padł na kolana, a Ona
odpowiedziała "Tak." Mieszkają teraz na SaintStreet, mają ogromny dom
Dziecka w którym pomagają wszystkim zbłąkanym dzieciom, Hades sprawuje
nad nimi opiekę i nie chodzi tu o opiekę po życiu, lecz teraz, gdy
oddychają, cieszą się, śmieją i wspólnie płaczą. Gabriel Fox otworzył
swoją restauracje, gdzie przyjeżdżają się najznakomitsi goście z całego
świata, nareszcie robi to co lubi i dobrze mu za to płaca..
- To prawie jak na placu - powiedział kiedyś, gdy Emma i Revel odwiedzili go, proponując mu status Ojca Chrzestnego.
Spiker, znów pracuje w radiu tym razem z Durianem. Wykonują świetną
robotę, a na SaintStreet powstała nareszcie porządna stacja radiowa.
NewLife założył ośrodek pomocy ludziom, którzy zostali obdarzeni przez los, trochę innym życiem niż inni. SaintStreet odżyło, niektórzy mówią ze to
dzięki trzem duszom inni ze wystarczy tylko chcieć, a jeszcze inni ze po prostu trzeba urodzić się na Saint żeby to zrozumieć..

Alexander Smart szedł parkiem z młodą kobietą pod rękę, śmiał się z
czegoś dość głośno, a gdy tylko ujrzał on Revel'a znów przeprosił go za
stare czasy i zaprosił na obiad u Foxa..
Pewnie zapytacie co stało się z placem?
- Płotki tu macie Revel - mruknął Dragonet. Te słowa chyba powinny wam wszystko wyjaśnić.
Koniec.

OCC: Ostatni Trening dlatego taki długi, jest on również treningiem Techniki Unholy Savior, na której zatwierdzenie tak długo czekałem
W treningu wykorzystałem teksty piosenek
- Coma - Pasażer, Chaos kontrolowany, Sto tysięcy jednakowych miast, Pierwsze wyjście z mroku i Trzeci Wymiar - Bezpowrotnie.
Czcionki
kursywa - ( Revel ),
pogrubienie - Sarapsos
Pogrubienie i kolor - Herant
Pogrubienie + kursywa - Dragonet
Szkoda, że tak to się skończyło, jednak koniec ery to koniec ery. Bez Happy Endu nie mogłem sobie tego wyobrazić, wybaczcie

Dziękuje adminom za wyrozumiałość w imieniu Ignusa, może trochę czasem
długie nam te treningi wychodziły, ale mam nadzieje ze czytało się miło.

Trening na technikę, rozmawiałem z Sakra dzięki Grafowi i dowiedziałem
się ze za jej pozwoleniem mogę napisać jednego posta, więc tak robię.
Co do błędów to wiem ze trochę może tu ich być, ale tak to bywa przy tak krótkim tekście

Pozdrowienia z Saint Street.
Revel.
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   Wto Mar 17, 2009 9:48 pm

Więc życzył bym sobie tylko takich treningów w kolejnej erze.Był to chyba najlepszy trening jaki miałem okazję przeczytać.Przy tym treningu bardzo wiele treningów wypadły jak płotki i nie chodzi mi tu o długość.
Oczywiście 3 lvl i oklaski na stojąco dla tego pana

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ignus Revel - Treningi   

Powrót do góry Go down
 
Ignus Revel - Treningi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: