Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trenigni Metztli - ego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Trenigni Metztli - ego   Pią Sie 01, 2008 10:25 pm

Metztli odkąd opuścił miejsce gdzie się wychowywał i kształcił w fachu rycerskim pod okiem mistrza nie wykonał żadnego porządnego treningu. Pewnego wieczoru siedząc pod drzewem i wpatrując się w gwiazdy przypomniała mu się sentencja mistrza, a zarazem jego opiekuna zastępującego rodziców. Słowa te krążyły mu w głowie i nie dawały spokoju.
Nawet robak jest w stanie przenosić góry, tylko musi spełnić jeden warunek trenować. Słowa te poruszyły coś w Młodzieńcu.

-Tak nawet robak. Ja jestem gorszy niż on bo nawet nie chce mi się trenować. Niech to szlag. Wstał i pobiegł do lasu. O świcie był już na miejscu. Widział kwiecistą polanę. A na niej starca w białych szatach ćwiczącego w pocie czoła.

-Tak, teraz mój ruch w końcu mogę wrócić do treningów. Zaczął się skradać jednak starzec szybko się zorientował co jest grane jednak nie zwracał na chłopaka uwagi. Nagle Metz wyskoczył zza pleców starca. Próbował trafić go w kark.
-Nie tak prędko. Widzę, że jesteś młody i masz zapał do pracy i to ciężkiej . Powiedział z humorem stary wojownik. Chwycił go za rękę i rzucił o ziemie.

Młody Metztli wstał otrzepał się i przyjął gardę. Patrzył się z niedowierzaniem na to co wykonuje starzec. Zrobił krok w jego stronę i nagle poczuł ból w nodze. Upadł na ziemię. A nieznajomy stary człowiek rzekł.

-Nawet nie zauważyłeś jak Cię trafiłem. Tym oto kijem.
Ale jak przecież byłem skoncentrowany i powinienem zauważyć. Mówiąc to ostrożnie wstał.

- Tak powinieneś lecz byłeś za bardzo skoncentrowany na tym co robie niż na tym co się może zaraz stać.Mówiąc to poklepał chłopca po ramieniu i dodał -Jeszcze długa droga przed Tobą. Nie będzie łatwo boś leń i nic więcej ale wyjdziesz na ludzi.
po czym odszedł na pobliskie wzgórze by obserwować reakcję Młodzieńca.
Metz próbował naśladować ruchy swojego byłego mistrza. ćwiczył cały dzień.
Gdy zapadła noc ledwo zipał chwiał się na nogach. Usiadł spuścił głowę mówiąc niewyraźnie słowa
-Teraz wiem o co mu chodziło. Może on ma coś wspólnego z moim byłym mistrzem, który musiał zasilić grono u boku Odyna.


p.s czekam na ocenę treningu
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Sie 02, 2008 2:09 pm

ładny trening, szczególnie jak na pierwszy raz
2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pią Sie 08, 2008 8:00 pm

Późnym wieczorem Metztli wracał do domu. W jego głowie zrodziła się wątpliwość czy aby podróż do Grecji była słuszną decyzja. Zaczęły wracać wspomnienia. Z jego czarne oczy zaczęły ronić łzy. Słyszał ciągle słowa swojego mistrza, widział jego twarz. Tęsknił za rodzicami gdyż ich twarze nie zalegały w jego pamięci. Pragnął się dowiedzieć co tak naprawdę wydarzyło się feralnego dnia gdy ich statek zatonął. Gdy przekraczał próg budynku w jakim mieszkał usłyszał głos. Młodzieńcze podejdź tu.

Młody Mictlan podszedł szybkim krokiem. Kim jesteś?? spytał.
Ja ?? Jak widać jestem starcem. Widzę iż dręczą Cię pytania i brak odpowiedzi na nie. Czyż tak nie jest ?? Starzec wstał dotykając ramienia Metztli- ego.
Tak, ale skąd ta pewność u Ciebie? Czy Ty nie jesteś jednym z tych , o których często mawiał mi mistrz. Wy potraficie człowieka uspokoić jak i rozwścieczyć. Czyż nie ?? Odpowiedzią na pytanie była seria krótkich pytań. Oczy czarne jak węgiel zabłysły. Tliła się w nich nadzieja, że pozna odpowiedzi na część pytań.
Owszem jestem jednym z nich. Lecz nie ja jestem od wprowadzenia ludzi w stan gniewu i ogólnej złości. Ja ukoję twoje niespokojne myśli. Chodź za mną. Młodzieniec poszedł za starcem bez wahania. Dotarli po paru godzinnym marszu do portu.

Tak. Jesteśmy na miejscu. Teraz zaczniemy twój trening mentalny by utwierdzić Cię w Twojej decyzji. Jesteś młody jednak posiadasz niebywały potencjał. Wielu przed Tobą było i odchodziło bo nie podołali próbom jakie zsyłał los. Mówiąc to wskazał ręką na męża okrytego czarnymi szatami.
Widzisz go?? Ma czarną sakwę wypełnioną monetami. Podejdź go tak by Cię nie usłyszał. Młodzieniec przystąpił do zadania bez słowa. Podszedł niezauważony i wrócił.
Dobrze teraz powiedz mi jedno ile ważysz?? spytał z błyskiem w oku.
Ale co to ma do moich myśli i sumienia? spytał z nutką niepewności.
Nieważne.
Ważę około 70 kilo może więcej. powiedział to z złością wypisaną na twarzy.
Tak policzmy. Widzę, że radzisz sobie świetnie z własną waga. A spróbujmy tak z podwojoną. Po czym podał ciężkie spodnie i inne części ubrania.
Metz założył je i znowu próbował podejść owego mężczyznę w czarnych szatach. Teraz jednak poniósł sromotną porażkę. Dostał lewą ręką w splot słoneczny. Padł na ziemię a jego oczy zalały się łzami. Mamrotał coś pod nosem jednak nie wiedział co.

Oj nie dobrze. Ten chłopak jest rozkojarzony. Podszedł do niego i podniósł go z ziemi mówiąc jednocześnie. Jesteś taki jaki powinieneś być by zostać rycerzem. Jednak musisz wyzbyć sie na czas zadania swoich złych i dobrych wspomnień. Na czas walki nawet ojciec czy matka są śmiertelnymi wrogami.

Czyli jak mam to rozumieć. Mam zabić najbliższa mi osobę nie patrząc kim dla mnie jest?
spytał go z wielkimi oczami.
TAK DOKłADNIE TAK. Musisz pamiętać o tym że przeciwnik nie będzie Cię niańczył jak ten ciemny typ. Zginiesz zanim zdążysz pomyśleć. Musisz walczyć będąc wyzbytym od uczuć rycerzem. Machiną do zabijania. Bez tego wezmą Cię na litość i pokonają, a Ty nabawisz się kolejnego kompleksu.
Rozumiem . Czyli, robić to co powinienem zabić nim on mnie zabije i nie myśleć o przyszłości i przeszłości. Wyzbyć się uczuć , stać się zimnym jak lód??
Tak. Ja Cię więcej nie nauczę jednak wiedz czego się nauczyłeś rozróżniać twoje prywatne życie od walki u boku grona złotych rycerzy i boku Ateny.
To może się po pojedynkujemy ??? Co ty na to?? wstając zachęcał starca do walki.
Nie. Stanowcze nie. To nie czas do walki. Widzisz zapomniałeś o bożym świecie. Teraz wiesz chyba czym jest dla Ciebie Grecja. Jest ona matka ziemia podsuwającą Ci możliwość stania się wielkim za życia i bronienia świata. Starzec skończył rozmowę i udał się do pobliskiego baru. Widział jak Młody Metztli Mictlan Atantic uczy sie pokory próbując w swoim ubraniu podejść Męża w czarnych szatach. Siedział do nocy i obserwował wysiłki ucznia. Po czym widział jak ten zasypia pod skrzynią załadowaną rybami. Zdolny chłopak ale brakuje mu jednej rzeczy rodziców.

p.s zapraszam do ocenienia.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Nie Sie 10, 2008 11:07 pm

Oceni ktoś trening??

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Silver
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 08/03/2007
Liczba postów : 658

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sro Sie 13, 2008 4:28 pm

Hmm nie mam jakichś większych zastrzeżeń tylko jak dla mnie te obciążone spodnie i ciuchy trochę nie pasują do tego anime, ale jest ładnie.

2 lvl

_________________

Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pią Sie 15, 2008 3:44 pm

Młody szesnastolatek tuż po wschodzie słońca wybiegł szybko z swojej kwatery. Udał się na niewielkie wzniesienie z którego było widać Domy Złotych Rycerzy. Usiadł i zaczął marzyć przy czym szeptał do siebie różne słowa. Było widać, że doskwiera mu samotność.

Tak. To mój cel. Kiedyś go osiągnę Złota Zbroja Ryb będzie kiedyś moja. Na jego twarzy zagościł uśmiech jednak pociekły też łzy nie kontrolował tego wstał i jeszcze parę godzin patrzył jak wstające słońce oświetla Domy Zodiaku. Dał upust swoim emocjom.

Szczęśliwy wracał do kwater uczniów świątyni. Jednak zatrzymał sie przy opuszczonej chacie. Wszedł przez dziurę w ścianie i ujrzał zakrwawionego rycerza w popękanej zbroi. Podszedł do niego nieufnie. Otworzył okna i światło wypełniło wnętrze chaty. Było widać krew sączącą sie na podłogę z boku rycerza. Zdjął hełm rycerzowi i zauważył iż ten jest również jeszcze młodzieńcem. Zadał pół przytomnemu rycerzowi Jak się tu znalazłeś i co Ci się stało?

Co się stało hmmm.... Wędrowaliśmy w trzech z krainy skutej lodem. Dostaliśmy rozkaz i go nie wykonaliśmy bo nam przeszkodzono. Spójrz na mój bok miedzy żebrami jest dziura. Tak strzała z łuku przebiła mnie na wylot. Cud ,że jeszcze żyję. mówiąc to usiadł na zakrwawionej pryczy i plując na ziemię krwią spojrzał nieprzyjemnym spojrzeniem na młodego Metza.
Jakie rozkazy i kto do Ciebie strzelał? spytał odsuwając się krok w tył czuł .że coś jest nie tak.
Młodzieńcze Ty w wieku 13 lat zacząłeś skupiać na sobie coraz większą uwagę. Może Ci nie wiadomo ale my mieliśmy wtedy 15 lat. Mistrz poświęcał Ci więcej czasu i Ciebie uczył wszystkiego widział w tobie to czego sam nie miał. Widział w Tobie tlącą się iskierkę kosmosu potężnego kosmosu i ogromny potencjał. W końcu zaczęliśmy sami się szkolić odeszliśmy bez słowa. Stworzyliśmy swoje zbroje i własny oręż. Czekaliśmy na moment kiedy On umrze, a Ty udasz się do Grecji. Właśnie wtedy podążaliśmy za Tobą jak cienie. Jednak do wczoraj wszystko było dobrze dzisiaj zapewne byś nie żył gdyby nie pewna osoba. Stał on w na wzgórzu w nocy i jakby wiedział ,że my przyjdziemy. Dwóch moich kompanów poległo od razu ja mimo ran zdołałem się ukryć i tu zakończę swój żywot raczej.
jego wzrok stracił blask powił się mrokiem. Rycerz jeszcze zdążył poprosić by zabrał go na brzeg morza.

Młody Mictlan spojrzał na niego z obrzydzeniem wiedział czego go uczył mistrz. Wywlekł jego bezwładne ciało na słońce by się ogrzało. Zdjął z niego zbroję. Spojrzał na ranę i stwierdził, że są szanse by przeżył. Był on laikiem jeśli chodzi o udzielanie takiej pomocy. Pobiegł po wodę z morza. Słona woda odkazi w miarę ranę. O ile nie pogorszy sprawy. powiedział . Zaczął przemywać ranę, a niedoszły morderca wył z bólu. Przestał i udał się do lasu. Przyniósł drewna. Rozpalił ogień i wyciągnął małą finkę zza pasa. Rozgrzał ją w ogniu i przyłożył do rany z jednej strony i tak samo zrobił z raną z drugiej strony. Rana przestała krwawić. Jednak tajemniczy rycerz stracił przytomność z bólu. Młodzieniec zarzucił go jak worek kartofli na bark i zaczął iść w stronę morza. Szedł i gdy wydawało się że wszystko jest na dobrej drodze upadł z broku sił. Wstał i mimo sowich potłuczonych kolan. Chwycił go za bezwładną rękę i ciągnął w kierunku morza. Po paru minutach byli na brzegu. Rycerz konający na oczach Metzliego chciał widzieć morze. Ten wziął oparł go o skrzynię i potrząsnął nim lekko by się rozbudził. Ten podniósł lewą powiekę i wydusił słowa Dziękuję i przepraszam Cię. z jego oczu zaczęły się sączyć łzy ubolewał nad swoim losem dlaczego nie posłuchał rozsądku.
Młody Uczeń poklepał go po barku i rzekł Powodzenia i trzymaj się jakoś. po czym w pełnej ciszy udał się do baru niedaleko plaży. Spotkał tam znajomego starca. Ten z uśmiecham na twarzy patrzył na młodego bohatera. Tak tak jestem z Ciebie dumny potrafisz pomóc nawet wrogu. Dlatego wiedz, Bliskie Ci osoby trzymaj blisko, a wroga jeszcze bliżej. Wykonałeś kawał dobrej roboty. Powiem Ci iż taki powinieneś być Mictlan usiadł i napił się soku z woda na tyle go było stać. Po czym udał sie do swojej kwatery.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pon Sie 18, 2008 9:56 am

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pią Sie 22, 2008 11:32 pm

W jego pokoju zapanował mrok. Nastała noc za oknem dobiegały przeróżne odgłosy. Młody Atlantic nigdy takich nie słyszał. Jego okrojone doświadczenia z krótkiego, samotnego, a zarazem intensywnego życia nie przyniosły mądrej myśli co to może być. Wstał z swej pryczy. Podszedł do okna. Wychylił się i ujrzał jak jacyś młodzieńcy znęcają się nad wilkiem bynajmniej na wilka wyglądał. Na pierwszy rzut oka nie wiedział co zrobić.

Po dłuższej chwili namysłu gdy widział, że wilcze szczenię powoli zaczyna się słaniać na swoich śnieżno białych nogach. Wyskoczył z okna na pierwszym piętrze. Wylądował kucając pomagając sobie ręką, którą oparł na ziemi. Jego prawa ręka zasłoniła przed uderzeniami kijów tych rozbestwionych katów. Szczenię upadło na ziemię. Na ręce Metzliego pojawiły się sine pręgi. To rozwścieczyło go tego stopnia iż w jego oczach zajaśniała nienawiść. A na tle czarnego nieba było widać jego śnieżno białą aurę przebłyskującą złotym połyskiem. Sam Metz się tym zdziwił.

- Dlaczego znęcacie się nad nim?? Co on wam zrobił?? krzyknął patrząc lodowatym spojrzeniem na mężów w czarnych szatach.
-Zjada nam kury. I porywa kurczęta. Dlatego, a Ty się odsuń bo pożałujesz ile masz lat by się nam przeciwstawiać?? No ile? Mówiąc to zdjęli swoje szaty spod nich pojawiły się zbroje niczym nie przypominały tych które były choćby w jakimś stopniu opisane w legendach i wierzeniach ludowych.

- Nie odsunę się. Niosę pomoc każdemu i wszystkiemu co tego potrzebuje. Lat mam 16 jednak wiedz iż nie lękam się waszej siły. Pewność was zgubi. mówiąc to ruszył biegiem na napastników.

Rozległ się huk. A skrzynia stojąca nieopodal rozpadła się na części jakieś ciało poleciało i ją rozbiło. Małe tumany kurzu spowiły dwie postacie stojące postacie. Po chwili widać było że złota poświata towarzysząca Metzliemu pojaśniała. Wstał on z roztrzaskanej skrzyni. Widział jak spływa krew z jego czoła. Rozbił sobie głowę. Krew zalewała mu oczy. Ponowił bieg teraz biegł zamknął oczy o odbił w lewo przy pierwszym z napastników. Stanął między nimi. - I co mi zrobicie?? powiedział z grymasem bólu na ustach. Stanął i przyjął gardę jak uczył go mistrz, jego oczy dalej były zamknięte.

Dwaj dumni rycerze stali, a w ich dłoniach gromadziły się zimne płomienie. Tworzyły kule. Atlantic wiedział, że chwila nieuwagi i przypłaci to życiem. Nagle obaj krzyknęli - Giń Psie Szczenię!! Młody Mictlan skoczył w kierunku wilczego szczenięcia, uniknął ataku jaki był wymierzony w niego. Błysk był na tyle mocny iż zobaczył ich twarze. Bez wątpienia byli to bliźniacy.

Nagle coś ugodziło młodego wojownika w plecy. Upadł i poczuł grot strzały tkwiący między żebrami. Pojawiła się trzecia postać. Wyła z cienia drzewa.

- Młodzieńcze daj nam skończyć z tym szczeniakiem. Nie masz najmniejszych szans zemną czy moimi braćmi. mówiąc to podszedł do
Metza i chwycił go za włosy.

- Puść mnie albo skręcę Ci kark. nogi Młodego dziedzica rodu Atlantic powędrowały na szyję napastnika. Metzi czuł że traci panowanie nad własnymi nogami wszystko z powodu upływu krwi. Nie miał zamiaru go puścić jego dłoń zaczęła palić jego włosy powoli. Było czuć duszący zapach palonych włosów. Pustą nocną ciszę przerwał krzyk trzeciego najstarszego brata. Metztli dokonał tego czego pragnął zabił. Skręcił kark napastnikowi. Sam zaś upadł i czołgając się w kierunku pozostałej dwójki wyrwał sobie strzałę z boku.

Teraz na was kolej. Ciągnął się po ziemi niczym zwłoki szarpane po gruncie przez wilki. Wstał przed tym, który rzucił nim w skrzynię. Ten zaś wziął zamach i gdy już miał go trafić w szyję coś go powstrzymało. Oczy Dziedzica Atlantic- a powiła czerń. A on sam przyłożył strzałę do jego gardła.

- Bracie to niema sensu chłopak nie odpuści. Już ledwo żyje, a mamy z nim jeszcze walczyć. Chodź zabierzemy i pochowamy ciało brata. Niema po co walczyć skoro upór daje mu chęć i siłę do walki. odszedł od Metza i podszedł do nieżywego brata. Wziął go na ręce i odszedł w kierunku lasu. Metz zdążył tylko wyrzucić strzałę i spojrzeć jak oddalają się nieoglądając się za siebie. Upadł na ziemię w kałuży krwi... Leżał tak do rana kiedy przechodnie zauważyli konającego młodzieńca zawołali starca, który stał się mentorem i opiekunem Metza. Wziął go na ręce i zaniósł do kwatery gdzie opatrzył jego rany mówiąc - Wyjdzie na ludzi. Takiego jeszcze nie widziałem by walczyć bo zwierzę na to nie zasłużyło. Młody Atlantic coś majaczył o wilku i braciach jednak na tyle niewyraźnie, że nikt prócz starca go nie rozumiał.


Ostatnio zmieniony przez Mentor dnia Sob Sie 23, 2008 1:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Sie 23, 2008 12:48 pm

Nie możesz pisać dialogów od myślnika? Dużo lepiej to wygląda a przede wszystkim jest czytelniejsze.

_________________
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Sie 23, 2008 1:00 pm

owszem mogę. Lecz tekst sie wtedy zlewa. W wolnym momencie poprawię.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
dante4444

avatar

Dołączył/a : 25/03/2008
Liczba postów : 491

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Sie 23, 2008 1:12 pm

Sory ze sie wtracam ale tekst wlasnie teraz sie zlewa gdy nie piszesz od myslnikow. jakby byla tu sakra to od razu by cie zjechala Mentorze. lepiej popraw zanim wroci.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Sie 23, 2008 1:15 pm

spox już poprawione i pozostawiam do oceny.
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pią Sie 29, 2008 8:36 pm

2lvl

_________________
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Nie Sie 31, 2008 1:28 pm

Udał się na polanę, na której kiedyś spotkał ćwiczącego starca. Stanął po środku i uklęknął. Spojrzał na ziemie i zapłakał. Powróciły wspomnienia o jego dawnym mistrzu. Płakał też za resztą swojej przeszłości ,której nie znał. Otarł dłonią załzawioną twarz i wstał. Zaczął biegać po całej polanie. Szukał czego jednak sam nie wiedział czego. Po paru godzinach znalazł w ziemi tkwił głaz. Mimo brudu jaki go pokrywał błyszczał się jak śnieg w promieniach zimowego słońca. To przypominało mu o jego domu, o miejscu treningu. Zaczął kopać.

-To jest dzisiejsze moje zadanie. Nie zgubić w tłoku myśli najważniejszych wspomnień. Ale trudno o to kiedy niema się nic co by przypominało najpiękniejsze lata u boku swego mistrza a zarazem ojca i matki. Zastąpił mi on rodzinę, której nigdy nie miałem. Pomógł mi zastąpić pustkę w sercu chęcią walki i zwycięstwa. Nie mogę tak o zaprzepaścić pamięci o nim.Muszę go wykopać i zabrać choćby kawałek ze sobą.
mówił płacząc i kopiąc tak głęboko by go wyciągnąć. Po chwili poczuł dziwnie znajomy kosmos jaki mu towarzyszył. Czuł przyjemny chłodek jaki go otaczał. Obejrzał się za siebie i nic nie zobaczył. Widział jak szron pokrywa kamień i tworzy napis Metztli.

Młody Atlantic zaczął szarpać kamień, zapadał powoli zmrok cały dzień kopania wystarczył by odsłonić głaz narzutowy. Jednak był on tak wielki że nie mógł go wziąć ze sobą.

-Dlaczego wszystko musi być takie trudne i niejasne.
zadał sobie pytanie.
-Dlaczego się pytasz?? zabrzmiał głos w jego głowie. Po chwili też usłyszał odpowiedź -Wszystko było by takie same i nudne jak zwykle.
-Aha pamiętam. powiedział w pustkę ogarniającą go ze wszystkich stron.

Po chwili zaczął uderzać kamieniem jaki leżał obok o głaz. Próbował wykuć sobie kawałek który mógł by nosić jako naszyjnik. Dłubał, bił pocierał tak długo aż jego dłonie pokryły się krwią. Pozdzierał je tak mocno, że krwawiły mocno jak nigdy wcześniej. Jednak ból mu nie przeszkadzał. Dodawał mu otuchy bo wiedział. By coś osiągnąć warto coś poświęcić.
Patrzył na powierzchnię głazu jak ta pokrywa się jego krwią. Jego cierpliwość się kończyła była już noc. Księżyc patrzył jak Metztli radzi sobie z wspomnieniami. Po chwili odpadł kawałek błyszczał tak jasnym blaskiem, że młody uczeń musiał oczy przymknąć by go podziwiać. Położył się na trawie i patrząc w niego zaczął mówić do księżyca czuł ,że mimo tego iż jest to ciało niebieskie jego mistrz jest gdzieś obok.

- Dlaczego jestem taki słaby dlaczego??
Te wspomnienia czynią mnie słabszym niż inni, chętnie pozbył bym się ich ale za cenne one są.
płakał i śmiał się z swojej głupoty i niewiedzy.

-Ponieważ nie potrafisz ich kontrolować. Za parę lat może za naście może za kilkaset. Staniesz przed obliczem bogów i to TY będziesz wtedy wspomnieniem dla ludzi. Nie chciał byś by o Tobie zapomniano o kimś takim jak Ty. Jesteś dobrym chłopcem jednak nie można przekreślać wszystkiego od tak sobie. powiedział starzec wychodząc z gęstwin leśnych, za plecami miał księżyc wyglądał jak boski posłaniec jednak okazał się tym samym starcem, który towarzyszy mu od początku.

-Zrozumiałem. Dlatego potrzebuję samotności by sobie to ułożyć napór myśli i nowin mnie przytłacza czasami iii.... nie dokończył zdania i zasnął snem sprawiedliwego tuląc do piersi kawałek głazu.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Wto Wrz 02, 2008 3:23 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pią Wrz 12, 2008 8:00 pm

Miejscem dzisiejszego treningu młodego dziedzica rodu Atlantic miała być znowu polana. Jednak zbieg okoliczności sprawił iż Metz zboczył z trasy i udał się do klasztoru, był on położony niedaleko w lesie. Ciekawy był tego co się odbywa w tym klasztorze. Wszedł do niego ostrożnie. W środku panował mrok. Po środku widniała postać. Poruszała ona rękami w wszystkie strony niczym jakiś mag. Metztli zaciekawiony zaczął też tak wymachiwać. -Chłopcze podejdź do mnie tu i przestań odganiać te muchy. stanął po środku i wskazał na niego dłonią wymownie.
-Już idę nie denerwuj się Panie.
mówiąc to spojrzał na obraz jaki był nad głową osoby, która go zawołała.
-Młody pośpiesz się bo zaraz zlecą się szarańcze i będziesz pogryziony dotkliwie.powiedział mnich. Za chwilę gdy młody nie przyśpieszył kroku zleciała się chmara szarańczy. Nie wiedział on że dzieje się to w jego głowie i tak naprawdę jest to czysta manipulacja. Metztli wił się na ziemi i darł w niebo głosy.
-Przestań bo pożałujesz. powiedział wstając z ziemi. Zacisnął pięść. Jego aura pozłociła się lekko a on sam zaczął biec. Pojawił się znikąd zza michem. Uderzył go w plecy po czym w twarz. -Nie będziesz mnie katował Twoimi nędznymi słowami i iluzjami. powiedział stając z rękami założonymi na głowie.
-Pojętnym jesteś uczniem. Pozwól że przypomnę Ci kto Cię powił jak wyglądali twoi rodzice i jak zginęli. mówiąc to wypuścił motyla z dłoni.
-Możesz spróbować, jednak pamiętaj jeśli coś mnie zaboli to nie ręczę za siebie. Jednak postaram się panować nad swoimi reakcjami. usiadł na krześle i zaczął się seans.

Twoi rodzice zginęli w katastrofie statku. Był to statek twoich rodziców. Znajdowała się tez pokaźna liczba znajomych na pokładzie waszego promu. Osoba jaka przyczyniła się do śmierci Twojej rodziny. Osoba ta nie żyje jednak była na statku w momencie śmierci. Twoi rodzice posiadali zbroje własnego wytworu. W momencie kiedy statek tonął oni walczyli o byt tego świata z owym sabotażystą, który rozerwał kadłub. W ostatnich momentach życia wyrzucili się do wody przekazując część energii swojej byś miał szansę przeżyć.... Młody dziedzic i uczeń płakał i kurczowo trzymał się krzesła. Nie chciał go puścić.
W walce poległa Twoja matka zasłaniając Ciebie ciałem. Pocisk energii kosmicznej rozerwał jej bebechy. Twój ojciec widział jak ona umiera. Wtedy też rozegrała się decydująca walka. Walczyli nawet kiedy ich ciała pokrywała woda. Ostatecznie walka zakończyła się eksplozją która zniszczyła szczątki statku rozerwała go w pył. Twój ojciec poświęcił znajomych i siebie by Ciebie ratować. Wiedział że wróg może oddychać pod wodą. aura wokół Atlantica przybrała iście złotą barwę. Przeplatała się ona z jękiem młodzieńca. Mnich wiedział że jego psychika niedługo puści i będzie źle bądź też padnie z wycieńczenia. Iluzja w głowie Metza była dalej kontynuowana.
Ty zaś zostałeś wyrzucony na brzeg lodowatej Arktyki. Leżałeś w stanie ogólnej agonii. Uratował Cię starzec, który wychował Cię jak syna i przekazał wszystkie tajniki walki jakie posiadał. Zaniedbał dla Ciebie resztę uczniów z tamtejszych stron. Odkrył w Tobie to co najważniejsze. Potencjał. Trzymaj się tego kurczowo co Ci przekazał pomoże Ci to w późniejszym życiu. Jednak droga na szczyt będzie napiętnowana niespójnościami i krwią.

-To koniec seansu. Mam nadziej, że Twój umysł przetrwał bombardowanie informacjami. O dziwo nie zaatakowałeś nikogo. Jestem pełen podziwu dla twojej wytrzymałości. powiedział odchodząc krok w tył. Powiła go ciemność i czarna aura niczym czerń oczów młodego Mictlana.

-Tak dziekuję... zdążył wydusić z zapłakanego ciała tylko te słowa po czym upadł i stracił przytomność. Aura jaka mu towarzyszyła znikła tak szybko jak się pojawiła. Mnich położył go na ławce. Pozwolił by on odpoczął i powoli doszedł do Siebie.
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Wrz 13, 2008 3:12 pm

Popracuj nad składnią i płynnością.....2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Sob Wrz 20, 2008 3:48 pm

Metztli po długim odpoczynku w miejscu świętym jakim była od tej chwili świątynia gdzie pozwolony mu zobaczyć. Nie był z tego powodu szczęśliwy mimo iż rozwiązało to część jego pytań. Szedł zagubiony i zamyślony. Pojawiło się pytanie czy jego mistrz miał coś wspólnego z tym wypadkiem?? Przez swoją własną głupotę zaczął myśleć, że cały świat przysiągł zagładę rodowi Atlantic. Miał odmienne zdanie niż parę dni wcześniej. Stał się jeszcze bardziej nieufnym i zamkniętym człowiekiem. Od momentu kiedy to się stało nikt podczas walki nie widział dokładnie jego złotej aury była ona słaba jednak emitowała olbrzymie zimno pochodzące z serca młodego Mictlana.

Późnym wieczorem spotkał starego znajomego. Pomagał mu on wiele razy. Był to zwykły szary starzec nie chciał walki jednak dziedzic wyzwał go na pojedynek. Metztli promieniował zimnem wewnętrznym jak i nienawiścią.

-Walcz!! Starcze byle uczciwie bez sztuczek. przyjął gardę. Nerwowo patrzył na starca.
-Skoro tak zależy Ci na przegranej to mogę Cię nawet zabić jeśli będzie to potrzebne. Co Cię tak zaślepia... Starzec nie skończył mówić, a jego twarzy dotknęła pięść Metztliego. Krew prysła z ust starca. Ten zrzucił szaty wyciągając katanę.

- Teraz pożałujesz swojej potęgi. rozbiegł się znikł i przeciął kataną po plecach młodzieńca. Jego szaty zostały rozcięte, a katana pozostawiła lekką ranę na plecach Metztliego. Metztli odpowiedział natychmiastowo.

Uniósł ręce ku niebu po czym podmuch energii jaki był efektem wściekłości Mictlana rzucił starcem w kierunku drzewa.
Metztli podbiegł do leżącego starca i zaczął go kopać.
Starzec pluł krwią, jednak zachował trzeźwość umysłu.
Za którymś już powtórzeniem złapał młodziaszka za nogę skręcając mu stopę.

-To zobaczymy jak poradzisz sobie teraz. Nie będziesz wstanie powstrzymać ani jednego mojego natarcia. Zniszczę Twoje plany o potędze i władzy. Zgaszę twe niegodziwe ambicje jakie obudzili w Tobie mnisi. zaczął okładać go pięściami. Metztli blokował większość ciosu jednak ronił coraz więcej krwi z ran na twarzy. Zaczął się chwiać dzięki czemu starzec wyciągnął katanę i po raz kolejny chciał zadać cios. Młodemu Mictlanowi przed oczami przebiegła historia życia jaką znał i jaka mu teraz była najbliższa. Bez zastanowienia złapał za ostrze lewą dłonią. Prawą zaś złapał starca pod żebro. Trzymał go tak długo dopóki ten nie wypuścił go z rak. Z dłoni Atlantica zaczęła sączyć się krew. Złość została spotęgowana. Chwycił miecz samurajski i zaatakował starca. Ten odtrącił nogą. Ponowił atak. Jednak nie mógł dosięgnąć starca.

-Jeśli zaślepi Cię złość i nie opanujesz tego. To masz mierne szanse na wygranie pojedynku
. Starzec zachwiał się potykając o kamień.
Katana raniła go w lewe ramię. Krew prysła na twarz zaślepionego walką i nienawiścią Metztliego.

Coś musiało się stać. Metztli stanął spojrzał na swojego mentora i uronił łzę było widać, że wraca mu świadomość kim tak naprawdę jest. -Nie mogę! krzyknął młodzieniec. Po czym kontynuował atak. Bił tak mocno, że miecz nietrafiając w starca uderzył o skałę i pękł. Przystanął na chwilę by odpocząć. Starzec nie wierzył do końca, że może się zmienić. Podbiegł złapał go za głowę i rzucił nim o drzewo o jakie sam przed chwilą uderzał on sam.

-Miło to jak zmęczenie zabija od środka. powiedział z szyderczym uśmiechem starzec. Podniósł go i uderzał jego głową o drzewo tak mocno, że ten wył z bólu. Bił i bił głową jak w mur.

-Przestań! Proszę starczy tego. Nie chcę walczyć dłużej bo wiem, że nie wygram. Nie chcę śmierci z Twej ręki. powiedział zakrwawionymi ustami. Starzec spojrzał z pogardą na Metztliego. I odszedł dając mu do ręki list.
Rzekł słowa -Jak wyzdrowiejesz możesz go przeczytać.

Całemu zdarzeniu przyglądała się postać wilka. Był to ten sam wilk, któremu Metztli uratował pewnej nocy życie. Podchodził nieufnie do swego wybawiciela, który stracił przytomność. W głowie miał obraz krwi pryskającej na jego twarz. Czuł się jak zbrodniarz. Nie chciało mu się wracać do swej komnaty. Jednak wilk ciągnął jego ciało pod sam budynek. Leżał przy nim póki ten nie znalazł się w bezpiecznym miejscu. Ludzie nie przeganiali psa, który jednym przypominał białego wilka innym psa o białej sierści.


Ostatnio zmieniony przez Mentor dnia Nie Wrz 28, 2008 3:35 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Nie Wrz 28, 2008 3:34 pm

Po ostatnim zaburzeniu świadomości wracał do zdrowia leżąc całymi dniami na podłodze. Wieczorami w jego pokoju pojawiał się biały pies podobny do wilka. W dłoni trzymał list.

.....Synu piszę ten list w chwili wolnej przed wypłynięciem promem. Wiem, że nasz ród naraził się wielu wpływowym osobą. Głównie przez nasz majątek. Skarb jaki był przekazywany z pokolenia na pokolenie . Jest nim mądrość i potencjał jak i fortuna zbita na wydobyciu złota. Jednak pamiętaj to zgubiło nas i teraz każde wyjście poza teren naszej posiadłości jest owiane groźbą śmierci. ............. .....
Postanowiliśmy wypłynąć promem bym mógł Ciebie i Matkę zostawić pod opieką na jakiś czas u Mistrza. Jednak z tego co nagłośniły niektóre osoby będzie ciężko niepostrzeżenie dotrzeć do niego. Wiedz, że prawdziwe bogactwo kryje się w Tobie. Posiadasz to wszystko czego szuka każdy....... Mimo iż możemy się więcej nie wiedzieć. .....Na pewno teraz nie zrozumiesz tego listu jednak kiedyś go odczytasz i dowiesz się wszystkiego dlaczego, po co i czemu. Wiedz, że naszym skarbem i dziedzictwem oraz nadzieją rodziny na odbudowanie honoru i jej dumy jesteś TY....


List nie był dokładnie czytelny. Zamazany przez wodę w taki stanie wegetował kilkanaście lat. Po chwili Metztli wstał i pobiegł do karczmy gdzie zawsze przebywał starzec. Podszedł do niego i kładąc przed niego list rzekł.

-Skąd go masz przecież to jest pisane kilkanaście lat temu. Skąd znałeś mojego Mistrza??? Dlaczego mi go dałeś??


Starzec kończąc pić wino odpowiedział na to powoli i dokładnie.

-No widzisz ja i Twój Mistrz byliśmy zażartymi rywalami. Zgubiła nas pewność siebie i nici z zbroi jednak posiadaliśmy umiejętności większe niż reszta. Przegraliśmy wszystko i w atmosferze nienawiści i złości na siebie rozeszliśmy się. On udał się na lodowe pustynie ja zostałem tu. On znalazł Cię małego jak miałeś już umierać jednak miałeś też list zamieszczony w szklanej szkatułce jaką nosiłeś na szyi. Nie pamiętasz i dlatego dopiero teraz się o liście dowiedziałeś kiedy przyszedł czas. Mistrz kazał Ci go dać kiedy będziesz na skraju wyczerpania psychicznego. To powinno Cię ukierunkować na świat i na to co chcesz robić w przyszłości. Dlatego musimy Twoją psychikę odpowiednio przygotować na niepowodzenia i porażki jakie Cię czekają jeszcze. Mam przygotowany dla Ciebie specjalny trening. Chodź udaj się za mną.

Po czym wyszedł i nie czekał młodego Metztliego. Wiedział, że ten się uda za nim. Podszedł do ogniska, a za nim kulał Metzt. Usiadł i wyciągnął do ognia ręce.

-No w końcu się zdecydowałeś. Spójrz na te belki. Są rozpalone. Palą się mimo takiego wiatru. Rozumiesz?? spytał starzec.
-Nie za bardzo. Ale domyślam się. odpowiedział.
-No to zacznijmy od tego. Ja wezmę dwa długie rozpalone do białości pręty i będę Cię atakował przy czym będę starał się doprowadzić do wybuchu złości. Po przeczytaniu tego listu powinieneś wiedzieć, że nie będzie łatwo Ci już wybuchać gniewem nie masz punktu zaczepienia. po czym chwytając je zaczął atakować. Jego szybkość ataku nie była imponująca jednak aura jaka temu towarzyszyła była pięknie zabarwiona na niebiesko pochłaniała ona niebieski kolor morza jakie było parę metrów od nich.

Metztli robił uniki dziwiąc się czemu nie parzą starca dłonie. Unikał i nie zważał na to co mówi starzec. W końcu starzec podkręcił tępo. Raz drugi trzeci Metztli oberwał po nogach. Upadł biorąc piasek w dłoń zacisnął ją mocno i zaczął iść w kierunku mistrza. W pewnej chwili pojawiła się nad nim złota aura jednak nie mogła rozbłysnąć była jakby przygaszona. Schylił się nad ogniskiem i zastanawiał się czy wziąć pręty. Chwycił i krzyknął z bólu coś niewyraźnie. Trzymał je i stał niewiedząc co go do tego sprowokowało.

-Doszliśmy do drugiego etapu treningu. Teraz masz za zadanie blokować moje uderzenia i kontrować atakując z szybkością większą niż moja. Rozumiesz? spytał.
-Tak ruszajmy. odpowiedział i przyjął gardę, która przypominała kształtem różę strzeżoną przez kolce. Mistrz atakował jednak to Metztli obrywał próbując wykonać kontrę z szybkością większą niż mistrz. Metztliego ogarnęła złość z tego, że nie potrafi podołać takiemu zadaniu. W tej chwili aura jego nabrała siły nie była już złota lecz idealnie przezroczysta. Zaczął przyśpieszać w gniewie. Bił jak szalony i udało mu się mistrz zablokował atak jednak wpadł do wody.
-Oto chodziło mi. Ukierunkować odpowiednio swój kosmos by wspomógł czynności jakie wykonujesz. powiedział wstając mokry z wody.
-O to?? Chciałeś mi pokazać jakie mam możliwości czy chciałeś bym Cię zabił?spytał z zdziwieniem.
-Chciałem byś uwierzył, że jest możliwe to co się nie udaje. Chciałem Ci pokazać dobrą stronę złości i agresji do czego możesz ją wykorzystać. odpowiedział.
A teraz chodź i się skup.

-Tak mistrzu, a więc od czego mam teraz zacząć. spytał z ciekawością.
-Siedząc Tu masz zgasić te ognisko nie wykonując żadnych ruchów. Twoja energia kosmiczna powinna przebić się na zewnątrz i powinieneś nad nią panować.

Młody Atlantic próbował jednak nie potrafił tego uczynić. Zamknął oczy i pomyślał o mistrzu jak on robił to kiedyś na lodowych pustyniach. Rozluźnił mięśnie, skupił się i po chwili ognisko się jeszcze lekko tliło. Metztli otworzył oczy i zobaczył, że mu się udało. Nie wiedział dokładnie co się z jego ciałem dzieje ale napełniała je dziwna energia. Czuł się niesamowicie mimo takiego zmęczenia i całym dniu treningu. Posiedział jeszcze chwilę próbując gasić nowo zapalane ognisko i udawało mu się. W końcu jego mentor a był nim starzec prowadził go do domu.

-W jego oczach widać dzikość. A jednak jest człowiekiem. Instynkty zwierzęce nie są mu obce czego uczył go dawien mistrz? Swoim potencjałem przerasta wszystkich jest czymś niezwykłym. Dlatego jego ród jest mało komu znany. Ukrywali i dusili to w sobie by nie być innymi niż normalni ludzie. Teraz rozumiem.
myślał sobie starzec. Po chwili dorzekł do Metztliego -Od dzisiaj jesteś dla mnie Typhonem nie Metztli ani jakiś uczeń. po czym przysiedli w karczmie gdzie młodego Metztliego znużył sen.

occ: trening na rozdzielenie pkt 2:1; kosmos: zręczność
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   Pon Wrz 29, 2008 12:16 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trenigni Metztli - ego   

Powrót do góry Go down
 
Trenigni Metztli - ego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: