Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trening Jerôme'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Trening Jerôme'a   Pon Sie 18, 2008 10:09 pm

Jerôme ostatni trening odbył ponad rok temu co znacznie osłabiło jego siłę i zdolności psychoruchowe. Chłopak zdecydował więc powrócić do treningów, wiele słyszał od swojego mistrza o czymś takim jak 'kosmos' który chciał odkryć poprzez wyczerpujący trening. Jako że z natury był bardzo spokojny długo spacerował aby dotrzeć w miejsce treningu którym były góry. Podczas przechadzki dużo rozmyślał i postanowił dążyć do osiągnięcia jedności umysłu z ciałem poprzez wyczerpujący trening i medytację.
Gdy już zbliżał się do miejsca treningu zauważył rozpościerającą się polanę po jego prawej stronie. Pośrodku polany skąpany w świetle księżyca rósł młody krzew dzikiej róży o śnieżnobiałych płatkach. Jerôme z zachwytem i uśmiechem na twarzy powędrował w stronę jakże pięknej polany a raczej znajdującego się na jej środku krzaczka. Gdy dotarł już do niego bez wahania zerwał z niego kwiat i przyłożył sobie do nosa zachwycając się jego przepiękną wonią. Po dłuższej chwili wąchania kwiatu zdecydował że ta polana będzie dobrym miejscem na medytację. Usiadł więc na jakże soczystej trawie polany przyjmując pozycję lotosu.
Po piętnastu minutach medytacji jego zmysły zaadaptowały się do otoczenia na tyle że zdołał rozróżniać poszczególne odgłosy i zapachy. W szumie polany zdołał usłyszeć cichutkie kroczki. Z zaciekawieniem otwierając oczy ujrzał tuż przy swojej twarzy pyszczek zaciekawionego jelonka. Przez chwilę coś w nim drgnęło lecz nie poruszył się. Zdziwiony że zwierzak nie boi się go, zerwał garść trawy i powoli wysunął otwartą dłoń w kierunku zwierzęcia. Kolejny raz zaskoczyło go to że jelonek z ufnością w oczach zbiera swoim małym pyszczkiem źdźbła trawy z jego ręki, co spowodowało pojawienie się uśmiechu na twarzy chłopaka. Jerôme przez chwilę oderwał wzrok od zwierzęcia przez co zauważył że już prawie świta i musi wznowić podróż do miejsca treningu. Postanowił więc bezzwłocznie wyruszyć dalej. Do skraju polany towarzyszył mu jego nowy 'przyjaciel' a gdy wszedł z powrotem na ścieżkę jelonek odprowadził go kilka metrów wzrokiem po czym zniknął w cieniu polany.
Jerôme spacerował wyciszony jak nigdy z kwiatem białej róży założonym za uchem gdy zorientował się że dotarł do celu.
Bezzwłocznie zrzucił z siebie niepotrzebną odzież wierzchnią pozostając w koszulce na ramiączkach i krótkich spodenkach.
Zaczął uderzać raz to otwartymi raz to zamkniętymi dłońmi w skalną ścianę co z każdym uderzeniem potęgowało ból chłopaka i rany na jego dłoniach. Chłopak zawsze był delikatny więc w jego oczach można było zauważyć łzy lecz Jerome szybko je otarł, zacisnął zęby i dalej uderzał w skały. Po dłuższej chwili uderzeń chłopak oparł się dłońmi o kolana a z jego rąk kapała krew. dyszał ciężko gdy nagle zza skał wyłonił się około trzydziestoletni mężczyzna który zaczął bić mu brawo.
-Brawo chłopcze, masz potencjał więc pomogę ci w treningu
Powiedział nieznajomy poprawiając swoją grzywkę.
Jerome był zaskoczony całą sytuacją więc tylko przytaknął głową na jego słowa.
-Więc atakuj!
Powiedział nerwowo mężczyzna spoglądając na chłopaka.
Jerome na początku zawahał się lecz po chwili wyprowadził serię uderzeń i kopnięć w mężczyznę. Nieznajomy jednak bez problemów obronił się przed każdym atakiem i kopnął Jerome'a prosto w twarz co spowodowało że chłopak upadł.
-Kim ty jesteś?
Zapytał lekko drżącym głosem Jerome
-Władcą tych gór, moje imię to Diego.
Odpowiedział Jerome'owi z dumą w głosie.
Jerome próbując wykorzystać okazję znów rzucił się na Diego tym razem jedno z jego kopnięć trafiło przeciwnika w skroń po czym wyprowadził serię ciosów rękoma w brzuch Diego. Mężczyzna pod naporem ciosów przyklęknął na jedno kolano i spojrzał na Jerome'a.
-Spisujesz się lepiej niż myślałem, ale nie pozwolę ci myśleć że jesteś lepszy
Mruknął w jego stronę Diego i po chwili Jerome leżał na ziemi chwytając się za bolący brzuch.
-Co to było!?
Warknął już lekko zdenerwowany Jerome, ból brzucha był nie do zniesienia.
-Zwykłe uderzenie w brzuch, widzisz że jeszcze bardzo długa droga przed tobą i jak na razie jesteś słaby. Za to teraz wiesz że nawet jedno precyzyjne uderzenie może powalić przeciwnika.
Po tych słowach wiele myśli przechodziło przez głowę Jerome'a : jak ktoś taki może posiadać taką moc. Po dłuższej chwili chłopak podniósł się jedna rękę trzymając na brzuchu.
-Dziękuję za nauczkę, na dzisiaj wystarczy. Mam nadzieję że nadal będziesz pomagał mi w treningach.
Rzekł do Diego nadal dysząc
-Oczywiście, ale następnym razem to będzie normalny trening nie walka.
Odpowiedział mu Diego po czym zniknął za górami. Jerome chwilę później zdecydował że jego szybkość jest do niczego, to samo uznał w sprawie swojego ciała, te dwie cechy miały być pierwszymi które 'wyszkoli' maksymalnie. Jerome nie miał już dzisiaj siły na trening więc po kilku kolejnych uderzeniach i kopnięciach w skałę usiadł ciężko wzdychając, po chwili przyjął pozycję lotosu medytując i kończąc przy tym trening.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Sro Sie 20, 2008 8:54 pm

Oceni mi ktoś trening ?
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Sob Sie 23, 2008 12:34 pm

2 lvl

_________________
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pon Sie 25, 2008 12:58 pm

Jerome po tygodniowym odpoczynku między treningami miał zamiar znów ruszyć w góry i trenować z Diego. Wstał wcześnie rano, zjadł najważniejszy posiłek dnia - śniadanie oraz ubrał się w strój treningowy po czym wyruszył znów w góry. Tym razem podróż w góry nie była taka spokojna jak poprzednim razem. Jerome odszedł może kilometr od domu gdy z drzew wyskoczyło dwóch bandytów. Jeden z nich oplótł nogi Jerome-a tak że chłopak musiał upaść.
-dawaj pieniądze chłopczyku albo wybieraj w której rzece chcesz utonąć ewentualnie na którym drzewie zawisnąć.
Powiedział najwyraźniej podekscytowany jeden z bandytów spoglądając złowieszczo na Jerome'a.
-proszę puśćcie mnie... nie mam pieniędzy a nie chcę robić wam krzywdy
Odpowiedział drżącym głosem wystraszony Jerome, nigdy nie przepadał za przemocą więc podniósł się do pozycji siedzącej ze związanymi nogami.
Drugi bardziej masywny bandyta tylko zaśmiał się i obdarował Jerome'a potężnym kopnięciem w twarz łamiąc mu nos.
To już zdenerwowało "Różyczkę" który za chwilę wyswobodził jedną nogę z łańcuchów a drugą pociągnął na siebie chudego bandytę. Gdy ten leciał na Jerome'a chłopak uderzył go potężnie kolanem w twarz i łokciem w potylice tak że chudzielec zemdlał. Jerome wyrwał drugą nogę z łańcucha i spojrzał na większego bandytę. Wzrok Jerome'a nigdy nie był taki, nie wiadomo dla czego ten miał ochotę zmasakrować bandytę. Wyskoczył w powietrze robiąc w górze salto a gdy spadał kopnął piętą w głowę bandyty niszcząc jego hełm. Zdziwienie bandyty było wielkie, nie wiedział jak taki niepozorny chłopak o kobiecej urodzie może tak walczyć.
-brawo chłopczyku, ale nikt nie pokonał leśnego zbója Bowena
Powiedział bandyta Bowen przedstawiając się jednocześnie. Nie wiedząc kiedy pięść Bowena wylądowała na brzuchu Jerome'a który teraz musiął uklęknąć.
-kiedyś musi być ten pierwszy raz...
Powiedział dysząc i podnosząc się z kolan Jerome. Nagle chłopak wystrzelił do przodu szarżując na Bowena, seria kopnięć i uderzeń rękoma została bez problemu zatrzymana przez zbira.
Ten bez słowa wyciągnął zza siebie bambusowy kij atakując nim Jerome'a w twarz. Chłopak nie miał czasu na obronę więc na jego twarzy pojawił się czerwony ślad. Po tym ciosie Jerome zamknął oczy koncentrując się i po chwili otwierając je z ogromną prędkością uderzył kolanem w klatkę piersiową Bowena potem kontrując rękoma na jego twarz. Zbir po serii tych ciosów upadł na jedno kolano.
-jesteś jedynym który tak poważnie mnie zranił.
Wymamrotał Bowen po czym wstał i wyciągnął z kieszeni naszyjnik z błękitną łzą na końcu podając go Jerome'owi.
-to nagroda, ten naszyjnik był ofiarowany najsilniejszemu wojownikowi w mojej wiosce, teraz przekazuje go tobie jako że mnie pokonałeś
Dodał po chwili Bowen składając naszyjnik w ręce chłopaka. Teraz dopiero można było zobaczyć sporą dziurę w zbroi zbira i wypływającą z niej krew. Chwilę po tym Bowen padł pod drzewem wzdychając ciężko.
Jerome jak zawsze tylko kiwnął głową na słowa zbira i założył naszyjnik na siebie. Gdy Bowen upadł Jerome'owi zadrżały usta, chłopak chciał coś powiedzieć lecz nie był w stanie. Wiedział że zabił Bowena, łzy spłynęły po jego policzkach, zbir tylko machnął ręką aby ten odszedł. Chłopak bez wahania szybko pobiegł w swoją stronę a z jego oczu spływały łzy. [i]"Zabiłem człowieka"[/b] ta myśl wciąż krążyła po jego głowię gdy ten podążał w góry. Po drodze mijał wcześniej poznaną zieloną polanę z krzewem róży na środku i jego zwierzęcym przyjacielem obok. Jerome był zbyt roztrzęsiony aby tam podążyć więc szybko odwrócił od niej głowę biegnąc w górę. Bardzo szybko dotarł na szczyt, od razu ujrzał na nim znajomą osobę którą był Diego. Podszedł do niego spokojniejszym krokiem, z jego oczu nadal kapały łzy.
-z...z...zaczyna...ajmy tr..trr... trening
Powiedział do niego płaczący Jerome, nie mógł pogodzić się z zabójstwem człowieka. Diego odwrócił się do Jerome'a i spojrzał na niego z pogardą.
-nie rycz! prawdziwi wojownicy nie płaczą! musisz umieć pogodzić się z tym że zabiłeś swojego przeciwnika!
Warknął najwyraźniej zdenerwowany jego postawą Diego. Jerome po słowach swojego trenera strasznie się zdziwił, skąd ten mógł wiedzieć że chłopak kogoś zabił jeżeli jeszcze nie zdążył o tym wspomnieć.
-skąd wiesz że kogoś zabiłem !?
Zapytał ze złością Jerome.
-sam go na ciebie nasłałem, to miał być wstęp do treningu... a teraz raz na belkę i po 200 podciągnięć nogami i rękoma
Odpowiedział na słowa Jerome'a niewzruszony Diego, sam usiadł gdzieś z boku czekając na działania chłopaka. Jerome miał ochotę uderzyć Diego za to że zmusił go do zabójstwa lecz dzięki jego naturze powstrzymał się i posłusznie złapał się rękoma belki i zaczął podciągać się rękoma. Po 155 podciągnięciu zaczął wydawać z siebie ciche pojękiwania lecz dotrwał do końca i teraz zwisał do góry nogami podciągając się na nich. Na szczęście nogi miał o wiele silniejsze więc 200 powtórzeń nie było dla niego wielkim wyzwaniem. Po wykonaniu ćwiczeń Jerome zeskoczył i stanął przed Diego czekając na kolejne zadanie.
-teraz pompki, przysiady i brzuszki również po 200 powtórzeń
Powiedział Diego, Jerome nie wiedział czemu ten trening wygląda jak dzień na siłowni czy obóz przetrwania. Ale co kazał robić trener to wykonywał Jerome, miał zmęczone ręce i nogi po ćwiczeniach na belce dla tego też pompki i przysiady były ciężkimi ćwiczeniami. Brzuszki również nie poszły mu łatwo, odczuwał już powoli skutki walki i ciężkich ćwiczeń.
-po co te ćwiczenia?
Zapytał zdyszany Jerome opierając się dłońmi o swoje kolana.
-prawdziwy rycerz musi posiadać trochę mięśni, nie może być tak chudy. Więc musisz nabrać masy mięśniowej i udoskonalić swoje ataki fizyczne
Odpowiedział mu Diego spoglądając teraz na trzy głazy, miały kolejno dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści metrów wysokości.
-czym wyższy tym twardszy, gdy w końcu zniszczysz wszystkie głazy ukończysz swój trening, spróbuj teraz z tym głazem.
Powiedział trener wskazując na stu metrowy głaz. Jerome przytaknął głową, rozpędził się i uderzył z całą siłą w głaz nie robiąc na nim żadnego śladu oprócz śladu krwi ponieważ Jerome rozdarł sobie skórę przy uderzeniu. Diego tylko pokręcił głową i zniknął gdzieś rzucając na odejście słowa:
-jeszcze długa i to bardzo długa droga przed tobą
Jerome'a te słowa trochę ruszyły i wziął się za mniejsze głazy lecz nic to nie dało... te ani drgnęły, chłopak uznał że jest już zbyt zmęczony więc usiadł w pozycji lotosu i jak zawsze zakończył swój trening medytacją.
Powrót do góry Go down
rutek_17
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 04/11/2007
Liczba postów : 536

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pią Sie 29, 2008 8:38 pm

no no nice xD 2 lvl

_________________
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Wrz 02, 2008 9:38 pm

Był to nadzwyczaj słoneczny dzień jak na górskie klimaty. Jerome tego dnia miał ochotę odpuścić sobie trening i iść popływać, po prostu chciał dzisiaj odpocząć a taki dzień był do tego idealny. Chłopak miał o tyle dobrze że jego chatka znajdowała się pół kilometra od wielkiego jeziora. Uważał że przez taki odcinek drogi nic złego nie może go spotkać, chyba że uważać za zagrożenie licznie żyjące w tych okolicach ptaki. Jerome w końcu zdecydował się zrobić sobie piknik nad jeziorem. Wszedł do swojej "graciarni" i wyciągnął z niej mały koszyk piknikowy który za chwilę został zapełniony owocami, zrobionymi przez niego kanapkami oraz termosem z herbatą. Zarzucił sobie na rękę koc oraz ręcznik po czym wyszedł z chatki ruszając nad wodę.

Idąc przed siebie chłopak spojrzał w niebo by za chwilę przymknąć oczy w celu zrelaksowania się podczas spaceru, delikatny wiatr rozwiewał jego jasne włosy. Jerome otwierając oczy Jerome ujrzał trzy ptaki na drzewie, jeden z nich podleciał do chłopaka siadając nu na ręce w której trzymał koszyk. Ten domyślił się o co chodzi zwierzęciu więc wyciągnął jedno jabłko kładąc je na ziemi aby ptak mógł swobodnie je zjeść. Gdy odłożył owoc na ziemię na jego rękę wleciały dwa kolejne ptaki, im również 'podarował' po jabłku tym samym skończyły się jego zapasy owoców.
Jerome nie przejął się tym zbytnio, nawet nie zauważył kiedy był już przy jeziorze. Przykucnął tuż obok wody odkładając na bok kosz z jedzeniem oraz ręcznik. Wstał i rozłożył koc nieopodal brzegu jeziora po czym wziął kosz i ręcznik kładąc je na kocu. Za chwilę Jerome pozbył się swojej koszulki również rzucając ją na koc, to samo zrobił z resztą ubrań przez co został w samych bokserkach. Kucnął przy brzegu i zanurzył rękę w wodzie, czując że jej temperatura jest idealna do pływania bez zawahania wskoczył do niej zostając pod wodą przez chwilę. Gdy wynurzył się z wody poczuł ogromny ból głowy, nie wiedział czym to może być spowodowane lecz na wszelki wypadek resztkami sił wypłynął z jeziora. Jerome wyszedł na brzeg chwiejąc się lekko na nogach gdy tu nagle trzy ptaki przeleciały obok niego raniąc go kolejno:
na policzku, na brzuchu i na nodze.
To jeszcze bardziej osłabiło chłopaka. Rany zaczęły nienaturalnie krwawić, krew lała się z nich strumieniem, podejrzewał że to może być złudzenie lecz po paru sekundach padł na ziemię mdlejąc.

Jerome obudził się w jakimś małym pomieszczeniu gdzie panował półmrok. Chłopak spojrzał na swój brzuch i nogę lecz nie czuł tam ani nie widział tych ran, teraz był pewien że to była bardzo silna iluzja. Gdy ten próbował wstać powstrzymał go sznurek zawiązany na jego prawej ręce który był przywiązany do ściany. Jerome zaśmiał się pod nosem że chcieli go zatrzymać czymś takim lecz po chwili zdał sobie sprawę że to może być pułapka. Ta myśl bardzo zdezorientowała chłopaka i po jego głowie zaczęło krążyć multum myśli lecz po chwili silnym uderzeniem drugą ręką rozciął sznur. Zdziwiło go to że nic nie uderzyło go w głowę lub przebiło jego tułowia, wydawało mu się to bardzo dziwne. Chłopak powędrował do przodu chcąc ujrzeć trochę światłą, doszedł do drewnianych drzwi, nacisnął na klamkę otwierając owe drzwi. To kolejna rzecz która go zdziwiła, wyszedł na korytarz gdzie było dość światła aby ujrzeć że ubrany jest w szarą szatę mnicha z symbolem trzech dziobów na lewej piersi. Chłopak od razu skojarzył to z tymi ptakami i ruszył dalej korytarzem ku światłu. Idąc korytarzem którego ściany były zbudowane z białego pustaka i nie było na nich żadnych wzorów ani napisów dotarł do dużej okrągłej sali na której ścianach wypisane były takie cytaty jak "Memento Mori" oraz "Vincit Qui Patitur". Jerome znał jedynie pierwszy z cytatów który poznał już we wczesnym dzieciństwie. Chłopak okręcił się parę razy wokół własnej osi oglądając uważnie pomieszczenie zauważając kolejne drzwi. Bez namysłu otworzył je i ciasnym oraz krótkim korytarzem wszedł do sali na której środku stał mały stół a za nim siedziało trzech mężczyzn.
-Kim wy jesteście i co ja tu robię!?
Warknął na wejście zdenerwowany i zdezorientowany Jerome.
-Jesteśmy trzema "Orlimi Mędrcami" mamy wgląd na całą okolicę: góry, las i wody. Każdy z nas posiada umiejętność metamorfozy, dzisiaj to my byliśmy tymi trzema ptakami. Obserwujemy cię od dłuższego czasu, pamiętasz tego jelonka na polanie ? to byłem ja.
Odpowiedział jeden z mędrców dumnie spoglądając na Jerome'a. Każdy kto widział teraz twarz chłopaka widział że jest ona przepełniona wieloma wątpliwościami jak i strachem.
-Więc czego ode mnie chcecie?
Zapytał nadal roztrzęsiony chłopak, zacisnął rękę na swojej szacie nie spuszczając wzroku mędrca.
-Diego to również jeden z nas
Powiedział i wskazał na starca po jego prawej stronie.
-Tak jak i twój mistrz.
Dodał po chwili wskazując na starca po jego lewej stronie.
W tej chwili chłopak zaniemówił i spoglądał kolejno na każdego z mędrców. Po co to wszystko było? Czy byłem przez całe życie oszukiwany?! Między innymi takie myśli chodziło po głowie chłopaka. Po chwili Jerome opuścił głowę spoglądając w ziemię by za chwilę spojrzeć złowrogo na środkowego mędrca.
-Po co to wszystko!?
Warknął Jerome idąc w stronę mędrców tupiąc głośno.
-Twój ojciec, on nie był zwykłym wojownikiem na wojnie. On był jednym z tych którzy posiedli umiejętność wykorzystania swojego kosmosu przez co nie walczył na bagnety czy pistolety, on walczył przeciwko innym kosmicznymi wojownikami. Niestety na jego drodze jak i na drodze jego towarzyszy stanął złoty rycerz a że twój ojciec jak i inni byli praktycznie zwykłymi ludźmi ten pokonał ich wszystkich paroma ciosami. Gdy przechodziliśmy między zwłokami twój ojciec jeszcze żył, jego ostatnie słowa brzmiały: "Proszę was mędrcy, odnajdźcie mojego młodszego syna Jerome'a i wyszkolcie go na silnego człowieka aby poradził sobie w życiu bez ojca".
Dokończył mędrzec spoglądając uważnie na Jerome'a. Ten zaś uspokoił się i poluzował uścisk na szacie po czym upadł na kolana podpierając się rękoma.
-d...dl... dla czego nie powiedzieliście mi od razu?
Zapytał drżącym głosem Jerome, choć był dorosłym i dojrzałym mężczyzną to i tak gdy ktoś wspominał o jego zmarłej części rodziny nie mógł powstrzymać tego typu zachowań.
-Chcieliśmy abyś wziął trening na poważnie to dla tego ta cała szopka. Teraz jesteś już gotowy aby zacząć ciężej trenować tutaj w naszym obozie.
Jerome teraz już tylko przytaknął głową i podniósł się z kolan ocierając oczy.
-Teraz idź spać jutro czeka cię ciężki trening.
Dopowiedział trzeci mędrzec po czym wszyscy trzej zamienili się w różnego rodzaju ptaki wylatując przez okno.

Jerome pod wpływem emocji stał jeszcze dłuższą chwilę wpatrując się przed siebie w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą siedzieli mędrcy. Lecz po chwili otrząsnął się z 'transu', odwrócił się na pięcie i ruszył do miejsca w którym się obudził. Podążał przez ten sam wąski korytarz i przeszedł przez okrągłą salę po czym ruszył tym szarym długim korytarzem w kierunku swojego lokum. Nie wiedząc kiedy dotarł do drewnianych drzwi po czym wszedł do pokoju zamykając je za sobą, siadł na łóżku w pozycji lotosu. Uznał że medytacja pomoże mu otrząsnąć się po tych przejściach, medytując zasnął w tej pozycji.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Wrz 02, 2008 9:52 pm

Bardzo ładny tekst, 2 poziomy.

_________________


Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pon Wrz 08, 2008 5:01 pm

TRENING SPECJALNY - Zręczność

Tego dnia Jerome'a wczesnym rankiem obudziło pukanie w drzwi jego "pokoju" jeżeli tak można było nazwać to miejsce. Chłopak leniwie zszedł z łóżka wędrując w stronę drzwi, wysunął rękę do przodu i szarpnął za klamkę otwierając je. Gdy drwi otworzyły się do końca a Jerome wyostrzył na tyle wzrok aby móc dobrze widzieć jego oczom ukazał się jeden z mędrców.
-witaj chłopcze. zapraszam na śniadanie.
Powiedział mędrzec ruszając korytarzem. Jerome nawet nie zdążył odpowiedzieć i ruszył za mężczyznom znanym mu szarym korytarzem. Tym razem nie skręcili do owalnego pokoju lecz zeszli schodami do podziemi gdzie znajdowała się jadalnia. Owa jadalnia była dużym pomieszczeniem na którego środku znajdował się stół przy którym zmieściło by się co najmniej pięćdziesiąt osób. To pomieszczenie było zupełnie inne niż reszta, na ziemi znajdowała się piękna marmurowa posadzka, również ściany były z marmuru. Na ścianach wisiały niebiesko-białe szarfy z herbami. Stół był pełno zastawiony różnorakimi smakołykami. Chłopak nigdy nie doznał takich wygód nawet w rodzinnym domu. Uśmiechnięty i uradowany spojrzał na mędrca i zapytał:
-to jest to śniadanie? mi to bardziej wygląda na obiad.
Zapytał chłopak na co mędrzec tylko skinął głową. Jerome'owi uśmiech nie schodził z ust, usiadł przy najbliższym krześle i rozglądając się po stole.

Po krótkiej chwili jego talerz był już załadowany jedzeniem, chłopak zaczął wsuwać je jakby co najmniej tydzień nie jadł lecz po chwili opamiętał się i zaczął jeść powoli. Gdy już zjadł, wstał i ruszył w kierunku wyjścia gdzie czekał na niego jeden z mędrców.
-teraz czas na trening.
Powiedział krótko wskazując mu wyjście na błonie. Jerome podreptał tam wolnym tempem, wszedł na środek błoni i rozejrzał się dookoła lecz nikogo nie zauważył.
-jest tu ktoś?
Mruknął raczej sam do siebie gdy nagle przed nim pojawił się kolejny mędrzec który przeszywał go wzrokiem.
-dzisiaj potrenujemy nad twoją zwinnością, szybkością i temu podobnymi.
Powiedział szybko mędrzec i już za chwile znajdywał się 100m dalej miotając w Jerome'a kulami energii które zamieniały się w kamienie i strzały. Zdezorientowany chłopak na początku dostał kamieniem prosto w nos po czym się otrząsł i zaczął unikać zgrabnie przedmiotów. Kładł się na ziemię wyskakiwał, robił szpagaty, salta itp. unikając strzał oraz kamieni. W pewnym momencie Jerome stanął na ziemi i zaczął kopnięciami strącać kamienie i unikać tylko strzał gdy jedna z nich przeleciała mu pod pachą rozrywając koszulkę.

Po tej akcji mędrzec przestał miotać w niego przedmiotami i uśmiechnął się w jego stronę.
-Teraz wspinaj się na mur naszego schronienia i unikaj latających dookoła ciebie ptaków
Mruknął mnich wskazując na budynek. Chłopak jak zawsze bez słowa w skoczył na prawie gładkie ściany budynku i zaczął się wspinać. Nie było to łatwe bo co chwilę nie miał się za co złapać. W pewnym momencie parę ptaków rozcięły mu koszulkę jak i skórę na plecach. Jerome zacisnął zęby wspinając się do góry, nie miał jak unikać ptaków gdy te leciały za jego plecami a on musiał skupić się na murze. "Oczy tylko mnie zwodzą" Powiedział sam do siebie Jerome zamykając oczy. Wsłuchiwał się w dźwięk powietrza, słyszał ptaki gdy ich skrzydła 'przecinały' powietrze. Jednym kopnięciem strącił jednego ptaszka wdrapując się szybko na górę. Parę razy próbował strącić ptaki przez co te rozcinały mu ręce. Mimo wszystko po paru minutach wdrapał się na sam szczyt i położył się tam wzdychając głęboko.

-Brawo Jerome. Na dzisiaj koniec
Powiedział do niego mędrzec znikając a raczej rozpływając się w powietrzu, chłopak westchnął kolejny raz zasypiając na murze.

OCC: przepraszam że tym razem tak krótko ale brakowało weny
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Sob Wrz 13, 2008 7:39 pm

Oceni ktoś ;> ?
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Sob Wrz 13, 2008 7:50 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pon Wrz 15, 2008 6:18 pm

Tego dnia Jerome obudził się bardzo wcześnie i do tego jeszcze bardzo wypoczęty. Przeciągnął się leniwie i podniósł z łóżka opuszczając swój pokój. Na korytarzu spotkał jednego z mędrców.
-Przepraszam.
Powiedział chłopak za mędrcem który po chwili odwrócił się w jego stronę spoglądając na Jerome'a pytająco.
-Czy dzisiaj również będę miał trening ?
Zapytał rycerz mając nadzieję że dzisiaj będzie mógł odpocząć.
-Właściwie to nie mieliśmy tego w planach ponieważ dzisiaj odbywa się turniej w naszym zakonie.
Odpowiedział mu beznamiętnie mędrzec.
-Jaki turniej?
Zapytał najwyraźniej zaciekawiony Jerome.
-Co roku odbywa się w naszym zakonie turniej pomiędzy jego uczniami aby wyłonić który z nich jest najsilniejszy. Ten który zwycięży otrzyma oficjalne członkostwo w zakonie jak i grupę młodych chłopców
Mówił wciąż mędrzec nie spuszczając wzroku z Jerome'a.
-A czy i ja mógłbym wziąć udział w tym turnieju?
Zapytał niepewnie wojownik.
-Jak najbardziej. Jak na razie mamy siedmiu na ośmiu uczestników, więc ty będziesz akurat ósmy. Za godzinę masz być na błoniach.
Mruknął mędrzec i zniknął za zakrętem.

Po tym jak starzec zniknął z zasięgu wzroku chłopaka ten zdecydował że musi się jakoś przygotować. Niezwłocznie pobiegł korytarzem przed siebie i na jego końcu zszedł na dół do jadalni. Wbiegł do niej i usiadł przy standardowo zapełnionym stole nakładając sobie dwa udka z kurczaka, jakieś surówki oraz parę warzyw i owoców na talerz. Nie chciał się objadać przed walkami więc miał zamiar zjeść tylko porcję witamin która teraz widniała na jego talerzu. W powolnym tępię zjadł pożywienie, wstał od stołu i ruszył pod prysznic w celu odświeżenia się po nocy. Wszedł do łazienki zamykając za sobą drewniane drzwi i zrzucił z siebie ubranie wchodząc pod prysznic. Po odświeżeniu chłopak wytarł się ręcznikiem po czym obwiązał sobie go wokół pasa i ruszył w kierunku swojego pokoju. Gdy otwierał drzwi minął go jakiś młody brązowo-włosy chłopak w stroju do walki. Jerome wszedł do pokoju, zrzucił z siebie ręcznik i założył na siebie bieliznę. Naciągnął na siebie obcisłe białe, cienkie spodnie. Nasunął na tors równie obcisłą, białą koszulkę z długim rękawem z tego samego materiału co były spodnie. Wyglądał teraz jak Biały Power Rangers (:D). Obwiązał bandażem dłonie jak i stopy. Nasunął jeszcze na tors ochraniacz na lewą pierś, ochraniacz na krocze oraz ochraniacze na łokcie i kolana. Był teraz gotów do walki więc wyszedł z pokoju i ruszył na błonie.

Gdy wyszedł na błonie zauważył tam siedmiu wojowników oraz trzech mędrców. Widocznie był ostatni gdy podszedł do zbiorowiska zauważył że na tablicy były wypisane już kolejne walki:

George - Markos
Travis - Andrew
Michael - Sebastian
Giovanne - Jerome

Chłopak od razu domyślił się że pierwsi wypisani są zawodnicy którzy są faworytami w walce, a że sam był ostatni wątpił w możliwość wygrania tego turnieju.
Po chwili a raczej po trzech walkach terminarz wyglądał w taki sposób:

George - Sebastian
Travis - ?

Teraz bez wątpienia była jego kolej, Jerome wszedł powoli w pole walki nie przyjmując nawet gardy.
-Walka GIOVANNE z Włoch kontra JEROME z Francji!
Rozległ się głos jednego z mędrców a ów Giovanne wszedł pewnie na matę i spojrzał pewny siebie na Jerome'a. Za chwilę rozbrzmiał gong rozpoczynający walkę.

Zanim Jerome się zorientował przeciwnik już leciał na niego próbując kopnąć go w twarz. Chłopak dostrzegł że Giovanne jest zbyt pewny siebie więc po prostu wyskoczył zanim tamten do niego doleciał i spadając uderzył kolanem na którym miał ochraniacz w głowę oponenta rozbijając ją. Jerome wylądował na ziemię i spojrzał na przeciwnika który teraz zwijał się na ziemi.
-poddaj się, nie chcę ci zrobić krzywdy.
Powiedział Jerome i spojrzał w ziemię swoimi błękitnymi oczyma.
-nigdy!
Warknął średniej postury przeciwnik Jeromea i ruszył znów na niego szarżą przygotowując się do uderzenia ręką w brzuch chłopaka.
Gdy Giovanne był już tuż przy nim ten odskoczył lekko do tyłu i kopnął oponenta prosto w nos łamiąc mu go. Mimo to Giovanne nie miał zamiaru opuścić mimo tego że jego twarz i tors były we krwi zaczął znów szarżować na Jeromea uderzając rękoma gdzie popadnie. Dzięki temu Jerome nie nadążył z unikami i dostał kolejno ciosy w przełyk, mostek i skroń. To spowodowało spore osłabienie chłopaka przez co ten nie miał zamiaru już prosić Giovanne o to aby ten sobie odpuścił. Jerome złapał oponenta za szyję i szarpnął go w dół przyduszając i uderzając jego głową w ziemię przez co przeciwnik Jerome'a zemdlał a mędrzec przerwał walkę. Chłopak zszedł powoli z "ringu" i spojrzał na tablicę.

George - Sebastian.
Travis - Jerome

Tak wyglądała teraz tablica, Jerome zdążył jedynie oderwać wzrok od "ringu" usłyszał jedynie huk i zobaczył leżącego Georga na ziemi za to Sebastnian - chłopak który mijał Jerome'a przy jego pokoju zszedł zwycięsko z pola walki a tablica znów się zmieniła.

Sebastian - ?


Jerome wiedział że kolejna walka nie będzie taka łatwa jak poprzednia więc wchodząc teraz na pole walki przyjął odpowiednią do walki pozycję.
Jego przeciwnik nie był już taki pewny siebie jak Giovanne, Travis spoglądał na niego uważnie w skupieniu.
WALKA ! TRAVIS z ANGLII kontra JEROME z FRANCJI !
Krzyknął mędrzec spoglądając na chłopców którzy mierzyli się wzrokiem.
W jednym momencie oby dwaj chłopcy ruszyli na siebie zderzając się kolanami a później pięściami. Odskoczyli od siebie i zaczęli wymieniać się ciosami które albo chybiały albo były na wzajem blokowane. W końcu zmęczony już Jerome zdecydował się spróbować tego co kiedyś podpatrzył u "Diego".
-LAWINA!
Krzyknął chłopak a ciosy jak głazy posypały się na Travisa który padł pod naparciem.
-Wystarczy
Westchnął zmęczony przeciwnik Jerome'a po czym oby dwoje zeszli z pola walki padając na ziemię ze zmęczenia. Na tablicy teraz pojawiły się dwa imiona napisane wielką czcionką.

Sebastian - Jerome

Jerome nie zdążył nawet odetchnąć a musiał już wchodzić na arenę w celu walki. Stanęło na przeciwko siebie dwóch finalistów, Sebastian był o głowę wyższy od Jerome'a i o wiele lepiej zbudowany. Oponent Jerome'a nie był wcale zmęczony za to drugi z nich ledwo zipał.
-SEBASTIAN kontra JEROME ! oby dwoje z FRANCJI!
Krzyknął mędrzec a po dźwięku gongu Sebastian wysunął rękę w stronę Jerome'a a z jego dłoni wystrzelił promień białego światła który przeszył chłopaka zadając mu okropny ból. Przed pojawieniem się promienia można było usłyszeć krzyk Sebastiana "Lanca", była to najprawdopodobniej nazwa tego ataku. Mimo to chłopak wstał i ruszył na Sebastiana, ten tylko się zaśmiał, kopnął Jerome'a w twarz i znów krzyknął.
-LANCA!
Wtedy Jerome po raz kolejny poczuł potężne ukłucie w klatce lecz tym razem nie upadł na ziemię, upadł jedynie na kolana.
-Dziwne że jeszcze jesteś w stanie oddychać.
Mruknął Sebastian w tym momencie Jerome wstał i zaatakował Sebastiana kopiąc go w klatkę piersiową, lecz przez zmęczenie kopnięcie Jerome'a nie zrobiło najmniejszego wrażenia na Sebastianie.
-CZARNA LANCA!
Krzyknął Sebastian otwierając szeroko oczy wysuwając rękę do przodu a parę czarno-srebrnych promieni przebiło klatkę piersiową i krtań Jerome'a, chłopak po tym ciosie padł na ziemię i już się nie podniósł.


OCC: Użyłem ataku "Lawina" jedynie w tym treningu, więcej nie będę go używał.
OCC2: Po tym treningu rozdzielę statystyki do zręczności 2:1 bo nie zrobiłem tego po wcześniejszym treningu.
Powrót do góry Go down
Saga
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 10/03/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pią Wrz 19, 2008 9:37 am

2 lvl

_________________
I don't wanna lose control, but I'm falling
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Wrz 23, 2008 5:28 pm

Tego dnia Jerome obudził się całkowicie obolały w jakichś bandażach i do tego w białej sali. Po krótkiej chwili wywnioskował że znajduje się w szpitalu.
Próbując się podnieść poczuł ogromny ból w okolicach klatki piersiowej. Na początku nie wiedział czym to jest spowodowane lecz po krótszej chwili przypomniał sobie cały turniej i tą walkę która doprowadziła go do takiego stanu. Przez to że nie mógł się podnieść nacisnął czerwony przycisk przy łóżku a po chwili obok niego pojawiła się pielęgniarka.
-Czy coś się stało?
Zapytała urocza, młoda pielęgniarka która swoją urodą oczarowała Jerome'a.
-Mogła by pani mi podnieść oparcie przy łóżku? i powiedzieć mi kiedy opuszczę szpital?
Zapytał ją Jerome również ciepło się uśmiechając. Pielęgniarka zrobiła to o co prosił rycerz.
-Myślę że za miesiąc pana wypuścimy, ma pan bardzo poważne rany w okolicach serca i płuc.
Powiedziała tylko pielęgniarka i wyszła tak szybko że Jerome nawet nie zdążył otworzyć ust aby coś dopowiedzieć.
Miesiąc w szpitalu nie zbyt mu odpowiadał, chłopak był bardzo ambitny więc za wszelką cenę chciał wrócić do treningów.
Mimo coraz większego bólu Jerome wstał z łóżka i powędrował w stronę drzwi od których odgoniła go ta sama pielęgniarka. Opowieść że idzie do toalety nie przeszła ponieważ toalety były w pokojach. Jerome był na tyle zdesperowany że podszedł do okna w celu ucieczki przez nie.
Otworzył owe okno rozglądając się czy nikogo nie ma. Po chwili Jerome stał już na oknie, ból wciąż dawał o sobie znak lecz chłopak o tym nie myślał. Dopiero teraz Jerome zauważył że znajduje się na drugim piętrze na szczęście po lewej stronie za ogrodzeniem był las, chłopak wpadł na pomysł aby zejść po jakimś drzewie. Więc rycerz ruszył stromą krawędzią przy parapetach ku lasowi. Parę razy się zachwiał lecz po chwili dotarł do końca budynku. Stojąc na rogu szpitala zauważył że odległość między nim a drzewem jest spora, mimo to skoczył i o dziwo chwycił się ręką za jedną gałąź. Zdyszany wdrapał się na drzewo siadając na kolejnej gałęzi.

Rozglądając się po lesie z tej wysokości zauważył jakąś małą rozpadającą się chatkę w głębi a obok niej kilku mężczyzn.
Akurat Jerome był ciekawską osobą więc z bólem w torsie zaczął skakać po drzewach przemieszczając się do przodu aż dotarł do drzewa tuż obok chatki.
Usłyszał jakieś słowa lecz na tyle niewyraźnie że nie mógł rozszyfrować co mówili. Zszedł powoli po drzewie po czym podkradł się do okienka przysłuchując się rozmowie, doszedł do wniosku że to obcokrajowcy więc na pewno nie zrozumie co mówią. Zrezygnowało go to więc miał zamiar wrócić do miasta lecz był na tyle pechową osobą że gdy wstawał rozbił szybę dłonią. Musiała być to naprawdę stara chatka jeżeli tak się rozpadała. Od razu z okna wyjrzał jeden mężczyzna który krzyknął coś w niezrozumiałym języku i rzucił się na Jerome'a. Ten był tak obolały że nie miał szans uciec. Nagle podeszło do niego dwóch kolejnych mężczyzn wymieniając między sobą słowa. Jeden z nich wyciągnął nóż, chłopak wiedział już co mają zamiar zrobić. Nie wiedział tylko czemu? może myśleli że zobaczył coś czego nie powinien widzieć.
Umysł chłopaka był teraz przepełniony strachem, nie wiedział co ma robić więc po prostu zamkną oczy licząc na cud. Ateno... pomocy...
Powtarzał sobie w myślach, próbował skupić swoją moc i uciec jakoś lecz nie dawało to żadnych skutków. Gdy mężczyzna z nożem był coraz bliżej niego Jerome poczuł w sobie dziwną moc i ciepło. Dookoła niego zaczęła błyszczeć srebrna poświata, na początku nie wiedział co się z nim dzieje lecz nagle uświadomił sobie że odkrył kosmos. Poczuł przypływ energii. Poczuł moc lecz nie wiedział jak ją wykorzystać gdy ni stąd ni zowąd aura zaczęła rosnąć po czym odrzuciła trzech mężczyzn przewracając ich. Po tym wybuchu kosmos zanikł do minimalnych rozmiarów.

Rozumiał że teraz walka nie ma sensu, był wyczerpany jeszcze bardziej niż wcześniej. Lecz nie chciał się skryć hańbą i uciekać przed nimi więc najzwyczajniej w świecie usiadł w pozycji lotosu koncentrując swoją moc.
Zamotani mężczyźni wstali z ziemi, nie wiedzieli co się stało ale na widok medytującego chłopaka wybuchli śmiechem. Jeden z nich rzucił w rycerza scyzorykiem a ten o dziwo odbił się przed Jerome'em jak od niewidzialnej tarczy. Wszystko wskazywało na to że moc Jerome'a rośnie. Chwilę później chłopak wstał z uśmiechem na ustach, siły do niego wróciły więc przyjął gardę atakując mężczyzn. Rycerz rozbiegł się i wyskoczył powalając jednego z mężczyzn kolanem prosto w nos. Odwrócił się dynamicznie i kopniakiem w klatkę piersiową oraz paroma ciosami w skroń doprowadził do omdlenia drugiego mężczyzny.
Trzeci - największy i najbardziej zbudowany mężczyzna złapał Jerome'a i ścisnął go mocno, można było słyszeć strzelanie kości chudego chłopaka. Gdy znów pojawił się jego kosmos przez co poluźnił lekko uścisk giganta po czym wyślizgnął się z jego objęć. Zbir nie dawał za wygraną już mknął z dużymi kamieniami w dłoniach prosto na Jerome'a. Uderzając kamieniami po twarzy i torsie rycerza spowodował u niego krwotok z głowy jak i torsu. Chłopak zachwiał się teraz na nogach a na ziemię powalił go kopniak w twarz. Teraz Jerome nie dał już rady wskrzesić kosmosu który dzisiaj uratował go już wiele razy. Gdy gigant zbliżał się do leżącego chłopaka z uśmiechem na ustach Jerome usłyszał szelest krzaków.
-Czarna Lanca!
Wydobył się dźwięk z krzaków a czarny promień przebił ciało giganta powalając go i pozbawiając życia. Jerome znał tą technikę, wiedział kto jej używa, sam został nią niedawno pokonany. Gdy wstał nikogo już tu nie było oprócz trzech leżących mężczyzn. Widząc trzech martwych ludzi z oczu Jerome'a zaczęły kapać łzy. Stracił już ochotę aby sprawdzić co było w owej chatce więc pokierował się na skraj lasu w celu opuszczenia go i pójścia do miasta.
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Wrz 23, 2008 8:58 pm

ładnie
2 lvl

_________________


Największy zbiór polskich fików SS na sieci!
Czytaj, pisz i dziel się!
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pią Paź 03, 2008 1:38 pm

Trening Specjalny Elektryczność (1)

Wędrując po lesie w celu opuszczenia go dopiero po chwili zorientował się że chodzi w kółko. Stanął teraz w miejscu i rozejrzał się dookoła. Nikogo nie zauważył ale domyślił się że to kolejna iluzja. Kiedyś użyli na nim tej techniki mędrcy lecz teraz nie mieli powodu. Chłopak skoncentrował swoje cosmo próbując kogoś wykryć lecz niestety to mu się nie udało.
-ych...
Westchnął znudzony i zdenerwowany Jerome nerwowo rozglądając się dookoła. Teraz wyskoczył do góry na jakieś drzewo i próbował po nich opuścić ten las lecz to również nic nie dało. Poraz kolejny parę razy koncentrował swoje cosmo lecz nadal to nic nie dawało. Zdecydował się na desperacką próbę ataku we wszystko co się rusza. Mimo wielkiego wysiłku i dużej ilości wymachiwania rękami jak i nogami nikogo nie trafił.
Nie wiedząc co ma robić usiadł na drzewie i przymknął oczy skupiając się na tym co może jeszcze zrobić. W pewnej chwili przypomniał sobie o atakach kosmosem typu wypuszczanego ognia z rąk lub czegoś podobnego. Jerome wstał i rozstawił ręce na boki po czym skoncentrował swój kosmos po czym z jego rąk wystrzeliły wyładowania elektryczne i poleciały we wszystkie strony.

Nagle Jerome usłyszał krzyk a po chwili spadającego faceta. Był on ubrany w czarny płaszcz, gdy upadł na ziemię wstał i uśmiechnął się spoglądając na Jeromea. Pretendent do zbroi Liry nie widział jego twarzy lecz jego poza była mu znajoma.
-Brawo różyczko.
Powiedział klaszcząc zakapturzony mężczyzna. Tylko dwie osoby mówiły do niego "Różyczka", jego mistrz i brat. Lecz mistrz okazał się jednym z mędrców a brat zmarł na wojnie. Wiele myśli przepływało teraz przez głowę Jerome'a lecz po chwili jego wątpliwości zostały rozwiane.
Mężczyzna zrzucił z siebie płaszcz a rycerz ujrzał swojego starszego brata w zbroi spectran hadesa.
-D... D... David!?
Krzyknął łamiącym się głosem Jerome. Uśmiechnął się gdy jego brat przytaknął.
-Hades przywrócił mnie do życia dla tego mu służę...
Mruknął David a zanim ten zdążył dokończyć zdanie Jerome ruszył na niego rzucając mu się na szyję, wtedy jego brat powalił go uderzając kolanem w klatkę piersiową.
-Aby udowodnić mu swoją wierność muszę zabić kogoś ze swojej rodziny. A że zostałeś mi tylko ty, to nie mam wyboru.
Dokończył teraz z cwanym uśmiechem brat i kopnął potężnie Jerome'a w twarz tak że ten pojeciał sporą odległość do tyłu uderzając o drzewo.
Zamroczyło go to a gdy otworzył swoje oczy zobaczył zmierzającego ku niemu Davida w ciemno-fioletowej zbroi. Pretendent do srebrnej zbroi Liry wstał i spojrzał na swojego brata.
-Dla czego... Dla czego David!!??
Krzyknął Jerome w tym momencie David położy rękę na jego klatce piersiowej a potężna fala uderzeniowa odrzuciła go na sporą odległość.
Atak rozerwał białą szpitalną koszulkę Jerome'a i poharatał jego klatkę piersiową. Krew kapała z klatki piersiowej rycerza, zrozumiał on teraz że musi walczyć ze swoim własnym bratem którego tak kocha. Ruszył na niego atakując pięścią w jego brzuch, niestety dla Jerome'a ten cios został zatrzymany jedną ręką i skontrowany łokciem w twarz.
Teraz krew kapała również z nosa rycerza. Oszołomiony Jerome powoli tracił przytomność gdy kolejny wybuch kosmosu jego brata powalił go na ziemię. Pretendent do zbroi Liry czuł że to już koniec, powoli godził się ze swoją śmiercią gdy nagle biało-srebrne światło oślepiło obojgu braci a na ziemi przed Jerome'em pojawiła się Srebrna Zbroja Liry. Biło od niej wielkie ciepło, skrzynia ze zbroją otworzyła się, ciało Jerome'a uniosło się do góry a srebrna zbroja Liry wskoczyła na niego. Rycerz wylądował bezpiecznie na ziemi, jego cosmo było teraz o wiele silniejsze i cieplejsze.
Pretendent ujął w swoje ręce Lirę i położył na jej strunach rękę.
-Widzę że stałeś się srebrnym rycerzem...
Powiedział podirytowany i lekko zestresowany tą całą sytuacją David. Nie spuszczał on wzroku ze swojego młodszego brata.
-Nie, nie jestem ale srebrna zbroja przybyła mi na pomoc.
Odpowiedział teraz pewny siebie Jerome, David tylko uśmiechnął się i ruszył na rycerza. To nie przejęło Jerome'a uśmiechnął się on tylko i wystawił jedną rękę w kierunku swojego brata a z jego ręki znów wyleciały wyładowania elektryczne, tym razem wiele silniejsze od poprzednich. Raniły one Davida przez co ten padł na ziemię jak mucha lecz po chwili znów wstał i bez słowa zaatakował.
-Stringer Fine.
Mruknął młodszy brat a struny z liry oplotły ciało Davida zatrzymując go w miejscu. David nie zdążył zorientować się co dookoła się dzieje a już Jerome wyprowadził kolejny atak.
-String Nocturn
Powiedział pewniejszym głosem pretendent do srebrnej zbroi Liry. Wielki ból ogarnął ciało Davida ten krzyknął przeraźliwie i padł na ziemię a struny cofnęły się do Liry.

To że Jerome musiał walczyć z własnym bratem i zadać mu taki ból strasznie go zdołowało. Parę łez kapnęło z jego oczu.
-Przepraszam bracie...
Powiedział maksymalnie ściszonym głosem. W tym momencie poczuł jak zbroja z niego zlatuje i znika na niebie. Rycerz padł na kolana zmęczony i podparł się rękoma na ziemi spoglądając w nią. Niespodziewanie David podniósł się już i ostatkami sił wypuścił w kierunku swojego młodszego brata kulę energii.
-Giń...
Mruknął ledwo trzymając się na kolanach. Na szczęście Jerome zorientował się w sytuacji i wystrzelił z ręki kolejne błyskawice które zniszczyły kulę energii i zadały ostatni cios w krtań Davidowi pozbawiajac go drugiego życia. Ostatni atak kompletnie wyczerpał z sił Jerome'a, ten padł na ziemię mdlejąc.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Pią Paź 03, 2008 4:45 pm

2 poziomy, dobry tekst.

_________________


Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Paź 07, 2008 7:04 pm

Tego dnia pretendent do srebrnej zbroi Liry obudził się w nieznanym mu pomieszczeniu. Przetarł oczy i podniósł się do pozycji siedzącej przecierając oczy. Rozejrzał się jeszcze raz i po raz kolejny zorientował się że nie wie gdzie jest. Podniósł się i ku jego zdziwieniu nie czuł żadnego bólu. Podszedł do okna i spojrzał przez nie, zauważył idącą w stronę domu dziewczynę z koszem zakupów, widać że to była wiejska dziewczyna co potwierdzało otoczenie na dworze. Gdy dziewczyna weszła do domu od razu uśmiechnęła się do chłopaka.
-Widzę że się obudziłeś.
Powiedziała uśmiechnięta dziewczyna. Dopiero teraz chłopak dostrzegł jej nieprzeciętną urodę. Jej kasztanowe włosy błyszczały w świetle słonecznym które wpadało przez drzwi domu, a jej zielone oczy pięknie podkreślały jej rysy twarzy.
-Tak. Skąd ja się tu wziąłem?
Odpowiedział po chwili pytając zakłopotany i zagubiony Jerome. Czekał na odpowiedź dziewczyny wpatrując się w jej piękne oczy jak w obrazek.
Dziewczyna momentalnie zaczerwieniła się i nie odpowiadając na jego pytanie przedstawiła się.
-Jestem Sara.
Puściła mu oczko dziewczyna i podała rękę. Rycerz chwycił jej dłoń w swoją dłoń i cmoknął ją w jej zewnętrzną stronę.
-Jerome.
Odpowiedział nadal zafascynowany jej urodą chłopak. Ostatnio przybrał na masie mięśniowej więc myślał że jest dla niej równie atrakcyjny jak ona dla niego.
-Świeże ciuchy znajdziesz w szafie, ja już szykuję ci śniadanie, później wybierzemy się do miasta.
Powiedziała szybko i stanowczo dziewczyna po czym wzięła się za robienie śniadania dla chłopaka. Ten bez sprzeciwu zrzucił swoje zakrwawione rzeczy i założył na siebie popielatą koszulkę i brązowe, lekko obdarte spodnie za kolana wsunął jeszcze w nie czerwony pasek i siadł przy stole do śniadania.
-Proszę.
Powiedziała Sara podając rycerzowi pełny talerz kanapek i dzban herbaty.
Chłopak tylko skinął głową w geście podziękowania i nalał sobie herbaty do szklanki. Wziął do ręki kanapkę zjadając ją po chwili, jadł jedną kanapkę za drugą aż w końcu talerz stał się pusty tak samo jak dzban z herbatą. Sara spojrzała na niego potem na talerz i dzban po czym zaśmiała się.
-Głodomór!
Zaśmiała się dziewczyna wytykając mu język. Pretendent do srebrnej zbroi Liry uśmiechnął się i podrapał po potylicy.
-Przepraszam
Mruknął lekko zakłopotany, sam nie wiedział że będzie w stanie tyle zjeść.
-Nic się nie stało, chodź.
Powiedziała dziewczyna i wyszła w domu a chłopak za nią.

Szli przez znany już mu las, to był ten las w którym odbył walkę ze swoim bratem. Nie było to dla niego zbyt miłe wspomnienie ale nie chciał nic mówić dziewczynie. Zamyślony nie zorientował się kiedy dotarli do jakiegoś miasta, przypominało to miasteczko z westernów. Chłopak uśmiechnął się pod nosem idąc za dziewczyną. Rozglądając się zauważył szyld "Fryzjer". Dawno nie był u fryzjera, jego włosy sięgały już za pas a broda poniżej klatki piersiowej. Zdecydował się więc iść do tutejszego salonu fryzjerskiego.
Wchodząc do środka nie zauważył nikogo oprócz fryzjera, siadł na krześle czekając na fryzjera.
Po szybkim cięciu Jerome wyglądał znakomicie, jego włosy sięgały maksymalnie do barków i do tego były związane w kitkę do tego krótko ścięta broda która dodawała mu męskości.
Wyszedł z salonu spoglądając na dziewczynę.
-Pięknie!
Powiedziała wesoła Sara, Jerome tylko uśmiechnął się i ruszył za nią w głąb miasta. Nie mieli zbyt dużo do przejścia bo jak okazało się ich celem podróży był bar który znajdywał się jakieś 20m od salonu fryzjerskiego.
Jerome wraz z Sarą weszli do środka i siedli przy pierwszym lepszym stoliku zamawiając po drinku.
-Jak mnie znalazłaś w tym lesie?
Zapytał w końcu Jerome a mina Sary od razu posmutniała.
-Często tamtędy chodzę, i akurat wtedy zobaczyłam ciebie i tamtego mężczyznę, tobie biło serce, on już nie żył.
Odpowiedziała mu szybko Sara po czym opuściła głowę w dół.
Po chwili Jerome poczuł rozbite krzesło na jego głowie co spowodowało upadek chłopaka.
-Odpierdol się od mojej dziewczyny!
Krzyczał pijany mężczyzna spoglądając to na rycerza to na Sarę.
-Już nią nie jestem ! Rzuciłam cię już rok temu!
Wydarła się Sara na owego mężczyznę.
-I tak w końcu do mnie wrócisz szmato!
Warknął mężczyzna. Po tych słowach Jerome podniósł się i momentalnie doprowadził do wybuchu kosmosu który powalił mężczyznę. Wiele osób spoglądało teraz na nich. Widać było że eks Sary jest znany w tej okolicy bo wszyscy ruszyli na Jerome'a chcąc go zmasakrować. Wtedy Sara chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą z Baru
-Uciekajmy rycerzu...
Powiedziała pół szeptem dziewczyna a już po chwili zniknęli z Jerome'em za zakrętem.
Powrót do góry Go down
Domon Kasshu
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 20/04/2007
Liczba postów : 1123

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Wto Paź 07, 2008 9:03 pm

2 poziomy

_________________


Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   Czw Paź 23, 2008 6:56 am

Biegnąca para nie zauważyła kolejnej grupki bandytów przed nimi. Jerome nie czekając na słowa Sary pociągnął ją w lewo. Nie chciał już dzisiaj walczyć i narobić sobie więcej wrogów w tym mieście. Uciekając trafili do jakiegoś zaułku gdzie schowali się za beczkami.
Chłopak usiadł na ziemi a tuż obok niego jego zielonooka koleżanka.
-Skąd wiesz że jestem rycerzem?
Zapytał sapiąc Pretendent do Srebrnej Zbroi Liry.
-Mój ojciec był jednym z rycerzy Ateny. Często w taki sposób używał kosmosu.
Odpowiedziała bez wyrazu Sara tak jakby było to dla niej normalne że spotyka rycerza. Jerome chciał wejść głębiej w temat jej taty - ciekawiło go to.
-Jaką zbroję nosił twój ojciec?
Zapytał już spokojniej chłopak. Jego oddech po woli się wyrównywał.
-Był on Srebrnym Rycerzem Liry. Przez to wychowałam się w Atenach
Odpowiedziała po raz kolejny spokojna dziewczyna. Ta odpowiedź zszokowała rycerza. Czyżby była córką słynnego Orpheusa?
-Jesteś córką Orpheusa i Eurydyki?!
Zapytał lekko zestresowany Jerome. To pytanie wywarło na Sarze już większe wrażenie spojrzała się na chłopaka lekko podejrzliwym wzrokiem.
-Tak... znałeś mojego ojca?
Odparła dziewczyna z nadzieją w oczach.
-Nie! słyszałem o nim legendy - silniejszy od złotych rycerzy...
Od zawsze słyszał o wspaniałym Rycerzu Liry który swoją potęgą przewyższał wielu złotych rycerzy i nawet oni poddawali się jego grze na lirze.To wyjaśnia jej wspaniałą urodę... dodał sobię w głowie Jerome na myśl o tym że Eurydyka to jej matka.

Teraz Sara tylko uśmiechnęła się i wstała wyciągając rękę do chłopaka.
-Chodźmy już.
Powiedziała wiecznie uśmiechnięta dziewczyna. Jerome również wstał łapiąc ją za rękę i odwzajemniając jej uśmiech. Szli jakimiś skrótami i po długiej drodze przez lasy, łąki i jeszcze inne tego typu miejsca aż doszli do chatki Sary.

OCC:To jest zaległy trening z tamtego tyg. NIE JEST JESZCZE DOKOŃCZONY więc proszę go nie oceniać. Po powrocie ze szkoły dokończę ten trening i napiszę jeszcze trg na ten tyg.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trening Jerôme'a   

Powrót do góry Go down
 
Trening Jerôme'a
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Trening policyjny - wspinaczka po linie - sala gimnastyczna
» Trening
» Trening policyjny - samoobrona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: