Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Czas....

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 27, 2008 4:27 pm

Revel podniósł dwie fiolki lekko w górę po czym mruknął.
- Co ona tu z tego chciała zrobić? Jak bym wypił wszystko to zmieszane to bym chyba świecił..
- Brenda, kochanie cóż za spotkanie - szepnął, łapiąc w czułe obięcia butelkę. Nagle coś mu wpadło do głowy.
- Hej towarzyszu to chyba pomyłka - oznajmił, wstając przed przybyszem, w tym momencie Revel schował kwas siarkowy w jedną z kieszeni płaszcza, a z drugim specyfikiem ruszył w kierunku.. pana "Ty.. zabić ".
Ignus w jednej ręce trzymał butle Brendy, a w mniej zdrowej mały prezent.
- Masz napij się, to dobre, piciu, mniam mniam - rzekł pretendent do zbroi Motyla Śmierci, otwierając flakonik i wyrzucając korek za siebie.
"co ja wygaduje do jasnej choinki " zapytał samego siebie podając mu kwas do ręki,
- No to zdrowie! - krzyknął, podnosząc do ust Brendy.
" Wypij.. tylko to wypij, bądź takim przygłupem na jakiego wyglądasz" - pomyślał, łapiąc wolną ręką za strzelbę która opierała mu się o tyłek..
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 28, 2008 2:24 pm

Stanął jak wryty gdy zobaczył co się dzieje. Po chwili usłyszał słowa pielęgniarki. -Panie doktorze...panie doktorze!!zaczęła krzyczeć.
-Musi pan się ogarnąć!.Wiem że to nie codzienny widok ale była jakaś rozróba.Musi pan nam pomóc!.Proszę niech pan zbada tych pacjentów i to szybko!!.-pielęgniarka mówiła całkiem poważnym tonem...nie żartowała.Sytuacja jest dramatyczna.

Stał i patrzył z niedowierzaniem, że wszystko się tak potoczyło. Nie mógł dać po sobie znać, że nie jest lekarzem. Miał jako takie pojęcie jak tamować krwotoki i unieszkodliwiać rany często też nastawiał kończyny oraz parę innych rzeczy. Mimo iż był szesnastolatkiem pomyślał i krzyknął.

-Stójcie do cholery. Obok szpitala widziałem plac spory pomieści wszystkich i nie będzie rozgardiaszu. Jest to teren widocznie po jakimś koncercie bo jest zadaszenie, prąd i woda w beczkowozach. Musicie wszystkich pacjentów z wypadku tam kierować. Wyślijcie wszystkich lekarzy tam i niech każdy ma jedną pielęgniarkę. A sprzątaczki i ekipy porządkowe niech przetransportują aparaturę. Nie jesteśmy przygotowani na takie oblężenie.
po czym podszedł do recepcji i kazał zadzwonić do innych szpitali czy nie przejmą rannych.

-Proszę pani wskazać mi najbardziej wrażliwe pomieszczenie w tym szpitalu. Jestem nowy od paru tygodni i nie poznałem całego szpitala. Oraz wskazać miejsce, z którego wszystko jest ogrzewane. Bym zapomniał ochronę ustawić przed szpitalem i przy Szpitalu polowym. Niech wszystkich tam pilnują i kierują w odpowiednie miejsce.

Po czym złapał się za głowę i nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. W głowie pojawił mu się dziwny obraz nie pamiętał go ale widział setki topiących się osób -Czyżby wróciły wspomnienia z przeszłości w sytuacji nie mniej traumatycznej?? zadał sobie to pytanie i czekał na reakcję personelu.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 29, 2008 5:01 pm

Cios jaki zadał Jerome był na prawdę potężny lecz o dziwo przeciwnik z którym musi się zmierzyć nic sobie z tego nie zrobił.Lekko otarł miejsce w które dostał złotą bronią wagi.Następnie ponownie schylił się dotykając dłońmi o posadzkę.W tej samej chwili uderzył jedną nogą...później następną co spowodowało lekkie drgania.Następnie z całej swojej siły ruszył na młodego ucznia Świątyni uderzając go obiema dłońmi(75dmg).Atak ten w głównej mierze polegał na tym aby odrzucił przeciwnika na jak największą odległość.W przypadku Jeroma który nie ukrywając ważył trzy razy mniej od Japończyka wylądował niedaleko bocznej ściany.
-Ja się nigdy nie poddaje!.Mistrz taki jak ja walczy do samego końca!!.
Po chwili ponownie przyjął dziwną pozycję obronną...
*****************************
Gdy Gerard wszedł na scenę ujrzał na niej lekko odwinięty skrawek dywany.Jednak nie było czasu aby sprawdzić co się kryje pod nim gdyż w tej samej chwili drzwi od przebieralni otworzyły się.Z pomieszczenia wyszli dziwnie przebrani aktorzy...i jedna aktorka która najwyraźniej była wielce zaskoczona widokiem Gerarda.
-Słucham pana...kim pan jest??.-spytała na razie spokojnie.
Czy wie pan że jest to teraz zamknięty?!.Ma się tutaj odbyć próba.Spektakl ma się odbyć dziś wieczorem...więc??.-powiedziała zaciekawiona znalezieniem się nie proszonego gościa dziewczyna.
W tej samej chwili na scenę wszedł reżyser tego przedstawienia.Jednak nie był aż nad to zaciekawiony pojawieniem się nieproszonego gościa.Lekko prychnął na jego widok myśląc iż jest to jeden z jego "fanów".
-Elis daj mu proszę autograf z moim zdjęciem i wypuść go.Mamy dzisiaj sporo pracy!.Do opery ma przyjechać za premier!!.-powiedział dumnie mężczyzna zagłębiając się w swoje notatki.
********************************
Rycerz cienia spojrzał swoimi ponurymi oczyma na Revela który właśnie chciał go czymś poczęstować.Następnie wziął od niego butelkę z prezencikiem i momentalnie rzucił ją na ziemię.Kwas wyżarł odrobinę posadzki powodując powstanie pary oraz dziwnego zapachu.W tej samej chwili dziwny przybysz błyskawicznie z całej siły złapał jedną ręką za szyję Revela i podniósł go do góry.Z każdą sekundą uścisk był coraz mocniejszy..(30obr 20obr co rundę jeżeli się nie uwolnisz).
-Ty chcieć mnie otruć!!.Teraz ja pobawić się twoim kosztem-powiedział ponura cień.
Następnie w drugiej wolnej ręce mężczyzna zaczął kumulować sporą dawkę ciemnego cosmosu...wyglądała to jakby stwarzał coś w rodzaju gwiazdy śmierci...ciemne obłoki towarzyszy temu procesowi które w szybkim tempie objęły także Revela...
-Ty mieć jeszcze kilka chwil życia....
**************************
Plan doktora Metzila szczerze mówiąc nie przypadł go gustu pielęgniarce jednak co ona miała do gadania.
-Mam nadzieję doktorze że wie pan co ma robić.-odezwała się srogim tonem.
Następnie zaczęła kierować tym całym ruchem.Po kilkunastu minutach wszyscy byli już na zewnątrz.Do głównego wyjścia zlatywały wszelkiego rodzaju lekarze oraz towarzyszące im pielęgniarki.Sprzęt również był już w drodze.Ciekawy pomysł na prawdę...tym sposobem szpital opustoszał...ewakuacja w razie nie powodzenia.
-Pytał się pan doktor o najbardziej wrażliwe miejsca w tym szpitalu-zapytała nadchodząca czarnoskóra pielęgniarka.
Znam jedno takie.Nie mam pojęcia czemu pan chce tam iść ale chętnie zaprowadzę...
Mam na imię Scarlet a Ty??.-zapytała słodko dziewczyna.
Pytam bo nie widzę identyfikatora na twoim fartuchu...
**********************************
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 29, 2008 5:19 pm

Zmartwił się tym, że już wieczorem odbędzie się przedstawienie. Gerard musiał szybko coś wykombinować, inaczej będzie musiał czekać aż do końca spektaklu, co stanowczo zajmie za dużo czasu.

- Zaprawdę, nie wiedziałem że tu Pan jest! Dziękuje za autograf, bowiem rzeczywiście jestem pańskim fanem, ale w chwili obecnej nie mam czasu na czcze gadanie... - Zrobił pauzę na oddech po czym mówił dalej - Zostałem oddelegowany przez ekipę sprzątającą do sprawdzenia pomieszczeń teatralnych, w tym i tych pod sceną. Podobno były tu szczury...- westchnął chcąc sprawiać wrażenie ciężko pracującego mężczyzny.

- Ehh, okropna sprawa. Nie chcę państwu przeszkadzać więc już znikam. Może się zdarzyć, że będę wychodzić kilkakrotnie na scenę, ale to tylko z przyczyn czysto zdrowotnych, wiecie, trujące środki i te sprawy.

- Na razie jednak muszę się rozeznać w sytuacji, bowiem nie będę wykorzystywać tak drogich środków tylko po to żeby je rozpylić w powietrzu. Potem zaś zalecałbym, oczywiście po moim wyjściu i przeciwdziałaniu problemu, opuszczenie sceny na pięć do piętnastu minut. Mam to na myśli głównie z celów bezpieczeństwa aktorów.

Strzelił palcami u rąk.
- I proszę się nie martwić i dalej ćwiczyć póki co, bowiem ta robota nie należy do hałaśliwych.

Powiedział chłopak i zaczął zmierzać w stronę odwiniętego kawałka dywanu.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 29, 2008 8:11 pm

Po słowach Xiao-Chana Jerome opuścił głowę a z jego oczu kapnęła łza. Teraz musiał go zabić aby uratować wiele istnień.
-Przykro mi... będę musiał cię zabić...
Mruknął do sumoki a z jego oczu kapały łzy, naglę wokół niego rozbłysła delikatna srebrno-szara aura. Jerome chwycił mocniej nunchaku i spojrzał na przeciwnika. Zacisnął mocno zęby i ruszył prosto na niego.
Gdy był już bardzo blisko Xiao-Chana wyskoczył w powietrze po drodze kopiąc go kolanem w podbródek a spadając kolanem oraz nunchaku w głowę a przed samym upadkiem odbił się od krtani olbrzyma lądując niedaleko.

OCC:

Atak Zręcznością 15+25(za nunchaku)*3= 40*3= 120dmg

Xiao-Chan
210/450hp.
Jerome
205/280
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 01, 2008 6:26 pm

-Niech się pani nie martwi wszystko będzie dobrze obiecuje. odrzekł do pielęgniarki kierującej ruchem. Po czym wdał się z czarnoskórą pielęgniarką.

-A więc na imię Ci Scarlet. ładnie brzmi tak nie typowo dla mojego ucha. Przejdźmy do rzeczy. Ja jestem Metztli Mictlan Atlantic jestem tu nowy od niedawna i nie znam szpitala. Jednak przejdźmy do rzeczy zaprowadź mnie to tego słabego konstrukcyjnie miejsca. Więcej opowiem Ci po drodze. A powiedz mi znasz tu wszystkich?? Czy ktoś z personelu jest tu nowy i nie ufasz mu?? Bo mam pewne obawy. Chodźmy jeśli tylko możemy.
Spojrzał swoimi czarnymi ślepiami na pielęgniarkę, uśmiechnął się i podał rękę by się przywitać.

Widział jak szpital się wyludnia i pustoszeje. Wiedział, że niedługo się wyda jego tożsamość i będą kłopoty. Zachował zimną krew i postanowił dalej w to brnąć. Musiał zaryzykować by osiągnąć cel nie było mu łatwo podjąć tej decyzji jednak wiedział, że liczba ofiar ograniczy się do niego i co najwyżej paru pielęgniarek. Pacjenci byli już przed szpitalem po korytarzach krzątał się nieliczny już personel, a Metz czekał na decyzję czarnoskórej Scarlet. Po chwili złapał się za ramię gdzie była zaszyta rana zapomniał zmienić opatrunku. Na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas. Zacisnął zęby i nie dawał oznak, bólu i dyskomfortu jaki odczuwał.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 01, 2008 10:12 pm

Revel nawet nie zdążył dobrze łyknąć Brendy, a zacofany przeciwnik już chwycił go za gardło.
Mężczyzna był dobrym przykładem typowego koksiarnego wieśniaka, którego mówienie męczy bardziej niż podniesienie jednego tira milion razy...
- " By to jasna franca" - pomyślał Ignus, próbując wydostać się z uścisku mięsistego pajaca, po chwili szybkim ruchem złapał za kieszeń płaszcza z którego wyjął ostatnio próbkę znalezionego kwasu..
- Do zobaczenia - mruknął mu ironicznym tonem po czym z rozmachem rozbił butelkę z kawasem na twarzy przeciwnika. Ignus minimalnie sam ledwo uniknął poparzenia, lecz co się za chwile stanie to już inna bajka..
Pretendent do zbroi pamiętał cały czas o broni, która leżała za nim.
- "Musze się do niej dostać" - przeszło mu na myśl, po czym uścisk jakby lekko osłabł..
OCC: ( reszta MG, co i jak itp itd)
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 03, 2008 5:04 pm

Przeciwnik Jeroma w ostatniej chwili przed uderzenie złotej broni wagi zrobił blok swymi potężnymi łapami!.Następnie je opuścił ukazując zapoconą twarz pełną złości i chęci odegrania się.Nie trzeba było długo czekać na jego odpowiedź.Wielki mistrz sumo zrobił niewielki rozpęd a po chwili z całej swojej siły jaka mu pozostała uderzył Jeromoa prosto w okolice brzucha.Potęga tego ciosa była tak wielka iż nie sposób było przed nią się obronić.Cała moc spłynęła po pretendencie do złotej zbroi...coś strasznego...
Jednak może być jeszcze nadzieja dla niego...otóż Xia-Chan po tym ataku schylił się lekko na dół i zaczął dyszeć ciężko.
OCC:Potężny atak(6*25=150obr) 1 tura na regeneracje(żeby nie przedłużać możesz zaatakować 2 razy w jednym poście:D)
*********************************
Na słowo szczury sławny reżyser krzyknął i podskoczył z przerażenia.Następnie gwałtownie zaczął rozglądać się wokół siebie wypatrując jakiegoś gryzonia.
-Nie no...w takich warunkach to nie można pracować!!.
Ja..sława nie godzę się abyśmy tutaj pracowali..nie w takich okolicznościach!!.-krzyknął mężczyzna.
No no dziewczyny i panowie...ruszamy próba odbędzie się jak ten pan zrobi swoją pracę...-kilka razy klasnął a następnie aktorzy rozczarowani zaczęli opuszczać scenę jednocześnie dając pole do popisu Gerardowi.
Chłopak skierował swoje kroki w stronę dziwnie odwiniętego dywanu.Gdy jednym energicznym ruchem dłoni zdjął go przed jego oczyma ukazało się zejście w dolne partie opery.Bez żadnych zastanowień otworzył klapę a z niej wydobyło się dziwne a zarazem mocne oślepiające światło...lecz trwało to dosłownie kilka sekund.Na dolne tereny opery prowadził długi tunel lecz można nim zejść po drabinie przymocowanej do jednych z bocznych ścian.
*****************************
Pielęgniarka spojrzała się na "pana doktora" i bez chwili zastanowienia szybko mu odpowiedziała.
-Hmm pracuję tutaj dość długo lecz mogę powiedzieć iż znam tutaj wszystkich.Nikogo o nic nie podejrzewam bo tak po prawdzie po co??.Jesteśmy tutaj po to aby ratować życie ludzkie.A ap ropo nowych twarzy...-zrobiła pauzę Scarlet...
Ciebie tutaj widzę po raz pierwszy kolego...jakiś nowy przydział??.
Zapytała kobieta a jednocześnie wskazała dłonią na pokój znajdujący się naprzeciwko Metzila.
-Hmmm znam na pamięć każde pomieszczenie tutaj.Ostatnio jednak coś "dziwnego" zaczęło się dziać w tej części szpitala a zwłaszcza nocą.Otóż pacjenci widzieli tutaj jakby...zjawy..które kroczyły po korytarzach.Jednak co to miało znaczyć??.Jedynie co zaszkodziły one to że wszyscy pacjenci trafili do psychiatryka heh...
Ale jeżeli pan doktor chce sam to zbadać proszę...drzwi od kilku dobrych dni są pozostawione otwarte... ale mam nadzieję że nie boisz się duchów??.-zapytała dziwnym tonem kobieta.
***********************************
Rycerz cienia na którego spadła cała probówka z kwasem zaczął się miotać i krzyczeć z bólu.Jednocześnie puścił rękę która dusił jeszcze przed chwilą Revela.Zjawa Hadesa osiągnęło postawiony sobie cel.Mężczyzna coraz bardziej krzyczał oraz miotał się we wszystkie strony.Jego twarz...jakby zaczęła się "rozpuszczać".Potworny widok.Po krótkiej chwili jego facjata była doszczętnie zniszczona.
-Ja cię musieć dorwać!!!-krzyknął rycerz.
Ty nie myśleć że ja być teraz bezbronny...moja moc dalej nade mną czuwa!!.
Najwyraźniej potraktowanie go kwasem było dobrym pomysłem jednak mężczyzna nie kłamał.Jego cosmos od tego nie zmalał...a raczej dało inny bardziej niekorzystny efekt dla Revela.Wzrósł i to kilkanaście razy!!.Jego energia przepełniona złością i nienawiścią stanowi potężną broń...
-Jeżeli ja nie móc Cię dostrzec to rozwalić cały ten dom...nie...rozjebać całe to miasto!!!
W jego dłoniach zaczęły kumulować się dwie czarne gwiazdy a wokół niego ciemny zasłaniający wszystko dym pogłębiać...
Ostateczne odliczanie się włąśnie się rozpoczęło....
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Paź 04, 2008 3:28 pm

Jego plan wypalił. Scena szybko opustoszała a on mógł spokojnie zabrać się do wyznaczonego zadania.
Energicznym ruchem dłoni odsłonił dywan. Przed jego oczyma ukazała się klapa prowadząca prawdopodobnie w dolne partie opery.
Bez żadnych zastanowień otworzył klapę. przez chwilę został oślepiony, ale dziwne i zarazem mocne światło zaniknęło po kilku sekundach.
Na dolne tereny opery prowadził długi tunel lecz można nim zejść po drabinie przymocowanej do jednych z bocznych ścian. Bez zastanowienia zszedł po niej i zaczął iść tunelem.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Paź 06, 2008 6:59 pm

Jerome teraz zebrał się w sobie, wiedział że to jedyna szansa aby raz a dobrze pokonać tego olbrzyma. Xiao-Chan był od niego wiele razy większy więc musiał wykorzystać tą sytuację.
Skupił w sobie całą energię, jego kosmos lekko zabłysł a pretendent do srebrnej zbroi liry ruszył na Xiao uderzając w niego na oślep kolanami, łokciami i wszystkim czym się da. Gdy w końcu Xiao się zachwiał Jerome uderzył go parę razy nunchaku w po głowie powalając olbrzyma i samemu padając na kolana.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Paź 06, 2008 9:53 pm

- Dzik jest dziki, dzik jest zły dzik ma bardzo... pusty łeb.. - mruknął Ignus, spoglądając kątem oka na ślepego wojownika.
- "Cały ten kwas powinien urwać mu łeb, spokój by był chociaż, a tak to w pizdu..." - pomyślał pretendent do zbroi Motyla
Ignus cofnął sie o parę kroków, a jego prawa noga natrafiła na broń, która leżała jakby nigdy nic na ziemi.
Revel nachylił się po nią... gdy poczuł zimny metal na palcach natychmiast ruszył przed siebie, nacierając na przeciwnika.
- Chce zniszczyć miasto.. hmm jak bomba.. a może bomba to tylko przenośnia, może nie chodzi tu zawsze o urządzenie, lecz o ludzi zdolnych do tak przerażających czynów. Ludzi, którzy po kilku chwilach kumulowania energii są zdolni jednym atakiem pozbawić życia całe miasto.. - mruknął cicho Revel..
Gdy Zjawa z Hadesu była już tak blisko swojego ślepego oponenta, jego ręka chwyciła za lufę broni obracając ją do góry nogami, jego plan był prosty psychola tam, gdzie mężczyznę boli najbardziej. Może wtedy wypuści swój kosmos z rąk niszcząc tylko dom i może ogródek.. o ile taki się tu znajduje...
- Broń klejnoty! - ryknął, uderzając z całej siły w krok mężczyzny, po chwili Revel podniósł ręce w górę razem z bronią i szybkim ruchem uderzył nią w głowę "ślepca".
Ignus Revel nie myśląc długo wypuścił broń z rąk, a jego ręce prawie natychmiast złapały za zniszczony lekko już stół, którym zatłukł siostrę Terrorysty. Teraz miało wyglądać to tam samo...
Stół poleciał w stronę niezbyt rozgarniętego człowieka..
-"Jeśli dobrze pójdzie tego też może uda się " za kopać na śmierć " - pomyślał Revel podbiegając w stronę stołu z uniesioną nogą gotową do ataku.

OCC : Jeśli wszystko pójdzie tak jak pójdzie i moja postać da czadu po głowie swojego przeciwnika, zakopie go stołem itp itd to zróbmy to tak
Potężny atak*6 + strata tury później( napisze to w następnym poście o ile się powiedzie jeśli nie to myślę ze obrażenia zależą od MG + dodatkowe obr, od przedmiotów o ile Mg weźmie to pod uwagę. (str*6) (10*6= 60obr) + MG
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 08, 2008 8:27 pm

-Tak jestem nowy tu dostałem przydział w tym szpitalu z szpitala w Los Angeles. Tam nie miałem możliwości rozwoju. A właśnie dzięki za wskazanie drzwi. Może przejdziesz się tam ze mną. Bo wiem co chyba tam się kryje. Jeśli chodzi o duchy to nie, bardziej boję się nieznanego, a jednocześnie to mnie podnieca ta niepewność. Chodzmy. Powiedział burzliwie gestykulując. Po czym jego wzrok skierował się na drzwi. Podskoczył mu poziom adrenaliny. Już miał ochotę zrzucić płaszcz lekarza i pomknąć samemu jednak nie chciał się teraz kiedy cała akcja jest zwrócona na niego ujawniać.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 08, 2008 9:35 pm

Metzil proponując pielęgniarce wejście razem z nim do pokoju mocno się zaniepokoiła.
-Eeee nie wejdę tam po raz drugi za żadne skarby...-powiedziała kiwając przecząco głową.
W tej samej chwili coś nagle przeleciało...chłopak poczuł znikome ilości cosmosu...dziwnego cosmosu...jakby fala wiatru przeszyła ich oboje.Po krótkiej chwili ponownie ... i ponownie!.
Gdy Metzil chciał się odwrócić aby spojrzeć czy wszystko jest w porządku z kobietą ta nagle "obumarła" z wrażenia...
Otóż dziwne wiatry oraz ilości cosmosu w jednej chwili zaczęły tworzyć jedność tuż przy otwartym pokoju...dosłownie moment później wszystko już było wiadome...
Przed oczami Metzila ukazała się sylwetka dobrze im znanego Ashera...
Wokół niego błyszczała zielonkawa aura prawdopodobnie gotowa już do zadania ataku...
***********************
Po uderzeniach złotą bronią wagi Jerome dosłownie zmiażdżył czaszkę wielkiego wojownika sumo.Jeszcze przed śmiercią zdołał coś powiedzieć lecz nie było sposobu aby to zrozumieć.Jedynie z jego grubej szyi upadło coś metalowego...było to wyraźnie słychać...
Mężczyzna który schował się przed windą nagle wyszedł ze swojej kryjówki...
-No...nie spodziewałem się że wygrasz ale...gratulacje chłopcze...teraz szybko do bomby!!.Ja się zajmę Shaką!!.
Krzyknął mężczyzna a następnie szybkim tempem podbiegł do omdlałego ucznia Świątyni...
***************************
Gerard spokojnie i bez żadnych przeszkód zeszedł po drabinie.Trwało to dobre 15 minut jednak opłacało się...ponieważ ku oczom chłopaka ukazała się ...no co??.Nic innego niż ładunek nuklearny...tyle że w potrójnej ilości!!.
Trzy szeregowo ustawione bomby...tylko która jest prawdziwa??.Po krótkiej chwili z sufitu wysunął się płaski telewizor a w nim nie znana mu postać...
Ciemne włosy...ciemna karnacja...cygaro w ustach...wszystkie te oznaki wskazywały iż to on tutaj "pociąga" za sznurki.
-Witaj młody wojowniku...-zaczął spokojnie lecz wręcz basowym głosem.
Jak widzisz aby rozbroić bombę musisz ją najpierw znaleźć..heh...a żeby było ciekawiej tak jak w filmach dam Ci 5 minut...
Po tych słowach zapalniki na zegarach wskazywały już dokładnie 5 minut i....zaczęły odliczać do 0....
**********************************
Wszystkie ataki jakie wymierzył Revel swojemu przeciwnikowi trafiły celu.Jak to ładnie ujął...dał czadu po prostu.Jednak...na jego nieszczęście dziwna postać okryła się dziwną chmurą czarnego dymu a po chwili zniknęła...zostawiając po sobie głośny nie do zniesienia krzyk oraz cierpienie...
Po chwili jednak nastąpiła cisza...spokojna kojąca cisza...lecz nie na długo...
W tym samym momencie do Revela dotarł głos krzyczącego mężczyzny...był to charakterystyczny głos bo z megafonu...
-Wiemy że tam jesteś...wiemy że tam się ukrywasz...dla własnego bezpieczeństwa wyjdź z podniesionymi rękami inaczej brygada antyterrorystyczna wkroczy i zrobi swoje...-skończył głos...
Wszystko to prowadziło tylko do jednego...policja brytyjska!!.Robi się nie ciekawie...
OCC;Mała wskazówka.Pamiętasz może na początku misji taki pewną sprawę z Asherem??:D:D
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 08, 2008 10:27 pm

- W dupę... już? dopiero się rozgrzewałem.. - wysapał, spoglądając w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się ślepiec, gdy nagle dom rozdarł zmocniony głos, jakiegoś mężczyzny, który darł się przez megafon.
- Matko, byle nie Smart.. bo okropnie podobny głos ma do tego z megafonu.. byle już go zwolnili, byle to nie jego rewir, Fortuno bądź tak łaskaw i powiedz ze to nie ten popierdzielony świr porucznik Alexander Smart.. - mruczał, do siebie Revel. Powolnym krokiem zjawa Hadesa wyszła z piwnicy, zmierzając w kierunku wyjścia.. Przez chwile Ignus szukał czegoś w bocznej kieszeni, lecz po chwili w ręku trzymał papiery, które podarowała mu proteza Wielkiego Mistrza.
- Byle to nie były lewe papiery i byle to nie był Smarti - zamruczał, otwierając drzwi wejściowe.
Alexander Smart to jeden z gliniarzy, który w Londynie zawsze miał na nich oko, a tak dokładnie nienawidził tych zdziwaczałych małych potworów z Saint Street i innych ponurych okolicy.. Wielu nadal siedzi jeszcze w więżeniu, jeden ten który również powinnien tam siedzieć wyszedł właśnie wolnym krokiem na powietrze..
- Panowie spokojnie, ja tu z ważną misją przybywam - zaczął pretendent do zbroi Motyla, unosząc rękę z papierami od Ashara, wysoko w powietrze, a drugą trzymając na głowie tak żeby wszyscy ją widzieli.
- Jestem tu po to by rozbroić pewne cholerstwo zagrażające całemu Londynowi, tak więc proszę nie strzelać.. - dodał na głos, robiąc jeszcze krok w przód.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Paź 08, 2008 10:41 pm

-Wiedziałem. Dlaczego mi coś nie pasowało. Na początku było za łatwo. To Ty stoisz za tym wszystkim. Zginiesz nawet znajomość Wielkiego mistrza Ci nie pomoże. mówiąc to jego aura wzniosła się ponad dotychczasowy poziom. Zrzucił przebranie lekarza. I przywdziewając złotą tarczę. Rzekł do kmiota.

-Jestem Metztli Mictlan Atlantic ostatni dziedzic tego rodu. po chwili zrzucił zakrwawioną bluzę oczom pielęgniarki i napastnika ukazała się rana postrzałowa jak i tatuaż. Była to idealnie czarna róża. Ashar pewnie wiedział co to oznacza. Metztli był gotowy na śmierć w boju. Nagle rozległ się dalszy ciąg mowy.

-Póki żyję, póki tli się we mnie iskierka nadziei i wiary w zwycięstwo i w słuszność sprawy. Nie będzie się krew ostatniego członka arystokratycznego rodu islandzkiego przelewać na darmo. Moje posłannictwo znalazło właśnie swój finał. Zginąć i wrócić na tarczy bądź też z tarczą. Wygram i wykonam zadanie. Scarlet ukryj się. Mój ród zginie, lecz dopiero wtedy gdy nadejdzie czas. Czas ten jeszcze nie nadszedł. Nić przeznaczenia nie kończy swej wędrówki. A teraz patrz na to co zaraz się stanie.

Złota poświata powiła do reszty ciało. Jego czarne jak węgliki oczy stały się matowe bez połysku typowego dla niego. W jego oczach rysowała się nienawiść i złość. Włosy delikatnie powiewały dając oszałamiający efekt. Metztli stanął w pozycji obronnej. Skupił swoją energię do maksimum po czym prawą ręką nakreślił jakiś niezrozumiały kształt. Widział jak śmierć zagląda mu w oczy kolejny raz poczuł jak zbliża się ważna chwila mogąca zaważyć nad jego bytem i losach świata. życie przemknęło my przed oczami. Po czym w skupieniu oddał się pod władzę swojego kosmosu i Ateny.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Paź 09, 2008 9:39 pm

Trzy szeregowo ustawione bomby...nie lada zadanie. chłopak wiedział, że i z jedną bombką byłyby problemy, a co dopiero kiedy ma do wyboru trzy. A może to wszystkie są prawdziwe?

Nie bawiąc się w ceregiele wpierw zniszczył ekran. Wolał nie patrzeć się na tę gębę. Zresztą i tak dość wyraźnie zapamiętał cech tego osobnika. Wydawały mu się dziwnie znajome.
Wiedział, że nadal jest obserwowany i podsłuchiwany, lecz teraz nie miał czasu na zawracanie sobie głowy.
Podszedł między dwie bomby (lewą i środkową) i podważył obudowę. Potem przechylił się i z taką samą łatwością otworzył trzecią. Dzięki magicznym zdolnościom broni Wagi nity szybko puściły i przed chłopakiem ukazał się dziwny widok

OCC:tu ofc MG piszesz czy czymś się różnią i czy potrafię na oko rozpoznać która jest prawdziwa. W next poście napisze którą rozbrajam jak uzyskam dodatkowe info.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Paź 09, 2008 9:45 pm

Zmęczony Jerome podniósł się z kolan i chwiejnym krokiem podszedł do bomby. Oparł się o nią jedną ręką po czym stanął na równe nogi i wysunął w stronę bomby nunchaku.
-musi się udać...
Wyszeptał po czym złota aura otoczyła Jerome'a, nunchaku jak i bombę. Jerome czuł jak moc przez niego przepływa. Po chwili bomba zgasła a rycerz padł na ziemię.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 10, 2008 7:52 pm

Metzil kontra Asher...ciekawy pojedynek na pierwsze strony największych gazet.Mężczyzna popatrzył się na niego swoim jakby pustymi oczyma.Z jego ust wydobyły się spokojne o dziwo słowa.
-Jesteś w błędzie młody wojowniku...to nie ja jestem zagrożeniem lecz Wielki Mistrz!!.Ja jestem lekarstwem na tą "chorobę".Jednak ludzie którzy mnie otaczają to skończone pacany i debile.Nikt..dosłownie nikt nie może wykonać prostego rozkazu.Ale ty..jesteś wyjątkowy.Metzil...ładne imię z godnego rodu.Przyłącz się do mnie!.Razem spróbujemy pokonać Wielkiego Mistrza oraz tych złotych pojebów!.
Co o tym sądzisz??-powiedział podnosząc lekko brwi mężczyzna.
W tym samym czasie złota tarcza Wagi zaczęła...czernieć!!.Z sekundy na sekundę jej piękny blask tracił na wartości a sama broń stawała się ociężała.Po chwili była tak ciężka iż nie dało się jej utrzymać...
***************************
W chwili pochłaniania mocy atomowej coś zaczęło się nie dobrego dziać ze złotą bronią wagi.Powoli traciła blask a jej aura stawała się z sekundy na sekundę fioletowa!!.Po chwili wraz z upadkiem chłopaka nunchaku spadło na ziemię ciężkie niczym głaz.Na jednym ze zegarów atomówki widniał napis iż moc spadła o 50%.To z całą pewnością dobry znak...tym bardziej iż Shaka powoli zaczął się budzić.Trwało to jednak długo...bardzo długo.Lecz chłopak zdołał jakoś podnieść swoje cztery litery.Szybko podbiegł do leżącego Jeroma.
-No nie umieraj mi teraz.Doszłeś już tak daleko...wstawaj chłopie...
Shaka podniósł go i wziął za ramię.W tym samym momencie z jego prawej kieszeni wypadł telefon komórkowy.Na wyświetlaczy widniał napis: "1 nie odczytana wiadomość multimedialna...".
Shaka na początku za bardzo się tym nie przejął.Wpierw pomógł jakoś Jeromowi dojść do siebie a później dopiero odebrał wiadomość...
ten obrazek go "wręcz powalił z nóg".
-No to mamy głównego winowajce...-Shaka pokazał Jeromowi zdjęcie wysłane przez Revela...
Następnie spojrzał na dawną broń wagi...na twarzy Shaki pojawiło się małe przerażenie.
-Co się stało z bronią??!!.I kim do cholery jest ten grubas??
**************************************
Gerard zdejmując pokrywy bomb atomowych z lewej i środka ujrzał iż mają wręcz kurewsko rozgałęziony system kabli czy układów scalonych.Wszystko idealnie ułożone...jednak co mu się najpierw rzuciło w oczy to fakt iż poszczególne elementy zostały opisane..są to:
-zasilanie(prawy górny róg)-trzy kabelki odprowadzają od niego czarny czerwony biały.
- wskazówki zegara(prawy dolny róg)-odprowadzają od niego dwa kable o tej samej barwie żółtej.
-ostatni był dość nietypowy...otóż był napisany w dziwnym języku a od niego było jedno odprowadzenie czarnym kablem na wyjście.
Jednak w trzeciej bombie gdy otworzył znalazł pewną karteczkę...dość nietypową..."wyższe harmoniczne..za skrzyniami..."-taka była jej treść.
Może coś w tym było...otóż za ładunkami znajdowały się pewne skrzynie ułożone w jednym rzędzie po dwie...
Jednocześnie broń wagi z sekundy na sekundę słabła...jej aura biła z mniejszym blaskiem...
***************************
Jeden z policjantów spojrzał się na Revela smętnym zanudzonym wzrokiem.Następnie lekko ziewnął na jego gadkę.
-Ehh każdy tak mówi.Dostaliśmy pewien rozkaz którego muszę wykonać.Jesteś poszukiwany w kilku krajach kolego...za m.in podkładanie bomb.
-Ale czekaj czekaj czekaj-powiedział jeden zbliżający się policjant...
Następnie pokazał legitymację policjanta...już można było wywnioskować że to pewnego rodzaju "szycha"
Jednym szybkim ruchem ręki zabrał zapieczętowana wiadomość od Revela.
-Hmmmm.W tym liście pisze że jesteś naprawdę poszukiwany w wielu krajach za różne takie
"wygłupy".Jednak ja mam to w dupie.Masz dwa wyjścia.
Pierwsze to iść z tymi panami i dać się zabić w więzieniu jeszcze przed procesem.Drugie to iść zemną do prawdziwego zagrożenia i rozwiązać tą sprawę raz na zawsze...-w tym momencie mężczyzna złapał go za ramię i ściszył znacząco głos.
Interesuje nas nie jaki Asher.Mamy pewne podejrzenia co do niego ale nie wiem jak się do niego dobrać.Wiem jednak iż miałeś z nim kontakty...zróbmy tak.Ja zaoferuję Ci to czego będziesz chciał..wszystko...począwszy od dziwki z najtańszego burdelu w tym mieście do najdroższej butelki whisky.Ty zaś skontaktujesz się z nim i umówisz na spotkanie...my wtedy go zgarniemy...-jego ton przybrał barwę poważną...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 10, 2008 8:10 pm

Ignus już zacisnął pięści, gdy nagle z tłumu wyłonił się ten drugi, który wyglądał na bardziej doświadczonego i bardziej poinformowanego policjanta. Po kilku chwilach Revel kiwnął tylko głową na znak zrozumienia, po czym mruknął.
- Idę z tobą.. na razie nie potrzebuje dziwek.. jedna leży w piwnicy tego domu, jakiś poświrowany koleś rozdeptał ją, po czym miał chrapkę na mnie, lecz niestety jego plan się nie powiódł.. - tu spojrzał na pierwszego mężczyznę po czym ciągnął dalej - Jego ciała nie znajdziecie, po całej tej jatce, zniknął gdzieś rozpływając się w powietrzu, a co do damulki to przed tym wszystkim wyglądała tak.. - mówiąc te słowa, wygrzebał z torby zdjęcie na której była proteza Wielkiego Mistrza oraz "mała rodzina terrorystów".
- O tym panu mówiłeś? - zapytał Ignus z uśmiechem wskazując palcem na Ashara
- O ile dostane pozwolenie spróbuje skontaktować się z paroma osobami, spróbuje zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby Proteza Wielkiego Mistrza trafiła do Tartaru, a w najgorszym wypadku do pierdla.. - po tych słowach spojrzał z lekkim wyrzutem na tego mniej miłego policjanta..
- A co do whisky to poproszę, ale dopiero po wykonanej misji.. Jego ton był również poważny. Pretendent do zbroi Motyla Śmierci był pewien co ma zrobić, w tym momencie już wyciągnął telefon, szukając numeru Shaki..

OCC: Dark jak mam jakieś wiadomości nie przeczytane ( tlefon komórkowy) to daj znać bo szczerze mówiąc nie zawsze czytałem posty pozostałych, odgrywając to realnie, gdyż moja postać też nie wie co robią więc szanse są wyrównane:)


Ostatnio zmieniony przez Revel dnia Pią Paź 10, 2008 8:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 10, 2008 8:17 pm

Wiedział że ma mało czasu, postanowił jednak zaryzykować.
Oparł broń wagi o jedną z bomb i przeszedł do dwóch skrzyń.
Miał nadzieje że nie były ciężkie, złapał bowiem jedną i powoli zaczął ją odsuwać od ściany.
Nie patrząc za skrzynie od razu wziął się za drugą, która wydawała się jakby cięższa. Ale po chwili i ona ustąpiła. Całe "ćwiczenia" nie zajęły mu dłużej niż 45 sekund.
"Pozostało około 4 minut" - pomyślał Gerard i z zaciekawieniem spojrzał za skrzynie.

OCC: Ponownie czekam co mi wymyślisz
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 10, 2008 10:00 pm

Jerome nie był na tyle w trzeźwym stanie umysłu aby zobaczyć co było na wyświetlaczu.
Podparł się mocniej o Shakę i spojrzał na ciało Xiao-Chana.
-To jest... a raczej był Xiao-Chan, walczyłem z nim
Powiedział ledwo słyszalnym głosem po czym spojrzał na złotą broń wagi. Zdziwił go ten widok i z otwartymi ustami spojrzał na Shakę.
-nn... nie wiem co się mogło stać.
Wyjęknął przerażony Jerome
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Paź 10, 2008 10:43 pm

Metztli popatrzył z uśmiechem na fałszywego pachołka Wielkiego Mistrza. Jego uwaga skierowała się na tarczy, która niby miała być Złotą Tarczą. Jego gniew rósł wraz z kosmosem. W korytarzu zaczęły tworzyć się małe wichury wzmagające się z każdą chwilą. Z oczu Metztliego popłynęła krew. Było widać, że moment koncentracji i pełni sił jest najwyższy. Zacisnął zęby i pięści. Wykonał jakiś dziwny ruch. Jego dłonie spowiła złota poświata. Resztę ciała opływała biało- czarna aura. Sam zaś stanął w rozkroku. Spojrzał prosto w oczy przybysza.

-Nie jestem takim łajdakiem by opuszczać Atenę. Wiem, że Atena każe mi wykonać to zadanie. Mam gdzieś złotych rycerzy bo myślą, że czym oni nie są. Walczę o to co uważam za słuszne. I naprawdę wiem, że być może chcesz dobrze jednak przekonaj mnie do tego. Usuń bombę z tego szpitala jak i z Los Angeles. Dowiem się o tym od moich bogów. Nie zwiedziesz mnie obietnicami, lecz musisz pokazać to czynem. Nie uwierzę póki nie zobaczę. Dlatego teraz jestem gotów walczyć i zginąć.


OCC: dARK napisz hp/mp/staty ashera jego skile itp.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Paź 11, 2008 3:05 pm

Opłacało się Gerardowi podnosić, przemieszczać te skrzynie.Otóż pomiędzy nimi znalazł dziwne urządzenie...prostokątne...z trzema cyfrowymi wyświetlaczami oraz kilkoma przełącznikami(wejście i odejście,włącz/wyłącz).Na odwrocie widnieje napis:urządzenie emitujące wyższe harmoniczne.
Jednak to może pomóc w jakiś sposób Gerardowi w rozbrojeniu bomb...zostało mniej niż 4 minuty do hmmm wybuchnięcia.
Więc chłopak ma dwie wskazówki.
Dziwne urządzenie emitujące równie dziwne fale oraz kilka kabli...
Weźmy także pod uwagę to iż broń wagi straciła już prawie swój blask...
Już niedługo będzie "martwa".
***********************
Shaka złapał się za głowę.W jego oczach widniał strach...strach iż może zawieść przyjaciół oraz Wielkiego Mistrza.W jednej chwili jednak wrócił na ziemię.Wziął ponownie komórkę do ręki i wysłał wiadomość do Revela.
Jesteśmy dalej w Tokio.Znaleźliśmy bombę lecz broń wagi...straciła swoje magiczne zdolności..stała się ciemna niczym śmierć.Jerome jest ciężko ranny...możemy...możemy...
W tym momencie Shaka nie dokończył...od razu kliknął wyślij.Revel za parę minut powinien odczytać wiadomość.
Następnie jednak pomyślał chwilę o swoich bliskich...o Atenie...o Buddzie.
"Nie...to tak się nie może skończyć..."-pomyślał.
Shaka szybko podszedł od Jeroma.Następnie gestem ręki wskazał na sumowca.Zaczął szybko i gwałtownie.
-Przeszukałeś już go może??.Jeżeli się tutaj znajdował on musiał mieć jakiś związek z bombom...-powiedział chłopak...
Po chwili...nastąpiło jakieś piknięcie...zegar od bomby zaczął wybijać...zostało 5 minut.
***************************
Mężczyzna z lekkim uśmieszkiem spojrzał na Revela.Było to na pewno spowodowane ulgą gdy ujrzał zdjęcie na którym widniał Asher.
Szybko napisał jakiegoś sms-a a następnie wrócił do rozmowy z Revelem.
-Dobrze...bardzo dobrze...
więc umowa stoi.Ty dostarczysz nam Ashera a my go tylko zgarniemy.Wszyscy będą szczęśliwy i tak dalej.
Jednak...musisz to załatwić bardzo szybko.Nasz wywiad doniósł mi iż na terenie Londynu znajduję się ładunek jądrowy.
Spokojnie spokojnie-gestami zaczął wymachiwać policjant.
Nasi ludzie już się tym zajęli.
Znasz swoje zadanie...to mój numer.Jakbyś się czegoś dowiedział to dzwoń...i dziękuje...
Powiedział cicho mężczyzna a następnie poklepał go po ramieniu.W jednej chwili wszyscy wsiedli do samochodów i odjechali w nieznanym kierunku.Na szerokiej ulicy otoczonej domami jednorodzinnymi zjawa Hadesa została sama.
Chwilkę później dostał sms-a....
OCC;Teraz kolejne pole do popisu:)
**********************
Asher spojrzał na Metzila odrobinę cynicznym wzrokiem oraz szyderczym uśmiechem.Lekko się zaśmiał chwilę później a wokół niego pojawiła się ciemna mgła.
-Zawiodłeś mnie chłopcze...myślałem że będziesz mieć więcej oleju w głowie.To walczmy...
Po tych słowach jego aura urosła do niebotycznie dużych rozmiarów.Zrzucił swój płaszcz a pod nim ukazała się przed oczyma Metzila czarna zbroja wagi!!.Błyszczała blaskiem zimnego księżyca...
W tej samej chwili tarcza którą wcześniej upuścił Metzil wróciła do prawowitego właściciela...
Następnie symbolicznym gestem dłoni kazał mu pierwszemu zaczynać...

OCC:Asher:
lvl.40.
HP;540
MP;1140.
ZHP;1300 i 40%ochrony.
Siła:15
Zręczność:40
Budowa:35
Cosmos:38 +17pkt

Zdolności:
Posługiwanie się bronią(1.2)
Wykrycie(1)
Powietrze(1)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Paź 11, 2008 4:01 pm

Cofnął się po broń wagi. Robiła się coraz cięższa i Gerard miał kłopot z podniesieniem jej jedną ręką, więc przeciągnął ją po podłodze i podniósł przy pudełku przytykając koniec broni do pudełka. Miał nadzieję że to pomoże mu jakoś wybrnąć z sytuacji.

Uporządkował sobie myśli w głowie:
"Bomby...Zasilanie w prawym górnym rogu, odprowadzało trzy kabelki: czarny, czerwony i biały.
Wskazówki zegara z dwoma żółtymi kablami pominął, bowiem wiedział że wyłączenie ich nic mu nie da.
Ostatnia część, zapisana dziwnym językiem i połączona czarnym kablem na wyjście. Prawdopodobnie był to ten sam kabel co odchodził od zasilania."


Westchnął ciężko po czym kontynuował rozmyślania:
"Prostokątne pudełko z trzema cyfrowymi wyświetlaczami oraz kilkoma przełącznikami.To jest to urządzenie, które emituje dziwne fale. Obydwie rzeczy muszą mieć jakiś związek"

Zostało mu niecałe trzy minuty. Przystawiając broń do pudełka tak, aby nie spadła i nie przewróciła się Gerard podszedł do bomby. Z kieszeni wyciągnął scyzoryk. Nie było już odwrotu, musiał zaryzykować. Przy okazji zamknął oczy ze strachu. Pot lał mu się z czoła jak z fontanny.Przeciął czarny kabel w pierwszej bombie i oczekiwał co się stanie.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Paź 11, 2008 4:46 pm

-Może myślisz, że Twoja potęga mnie wystraszy. Owszem boję się ale strach jest rzeczą ludzką. Skoro tak daleko jestem to co mi szkodzi iść dalej. Tak walczmy. powiedział po czym zgasił swoją aurę. W jego głosie wyczuwalny był spokój żadnej oznaki strachu i poddenerwowania. Przybierając pozycję do ataku. W myślach miał jeden cel pokonać go. Chwilę później zaczęły w jego głowie krążyć słowa układające się w zdania.

Ateno, Mistrzu, Ojcze, Matko miejcie mnie w swojej opiece. Wam powierzam swój żywot. Pora by przeznaczenie się dopełniło.


Po chwili wiedział, że jego szanse na wygranie są niskie. Bliskie 0 i dlatego postanowił ruszyć na przeciwnika. Z spokojem na twarzy zbliżał się z każdą chwilą do niego. Będąc tuż przed nim zamknął oczy tworząc kopię swego ciała. Następnie wiatr jaki temu towarzyszył pozrywał oświetlenie w korytarzu zapanowała ciemność. Metztli był w momencie wymijania Ashera kiedy ten wpatrywał się w iluzję. Chwilę później za plecami Metza był korytarz i Asher, a on sam znajdował się w pomieszczeniu z bombą. Nie przejmował się tym i zatrzasnął drzwi do pokoju miał nadzieję, że to poskutkowało. Zasunął drzwi szafkami i zabrał się do szukania.

occ: ale mnie urobiłeś. hehe ale good robota.
OCC:
230/ 290 Hp
220/ 370 Mp

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czas....   

Powrót do góry Go down
 
Czas....
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Igrzyska czas zacząć!
» Lista Zaklęć

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: