Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Czas....

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 3:24 pm

Jerome spoglądał chwilowo na swoje buty wsłuchując się w słowa Revela i Metztliego. "nie jestem twoim uczniem. Powiedział sam do siebie w myślach i podniósł wzrok na towarzyszy. Ściągnął z pleców swój plecak i odstawił go na ziemię, otworzył go i wyciągnął z niego mapę. Rozłożył ją na ziemi i pokazał Metztli'ziemu
-Jeżeli podzielimy świat na część wschodnią i zachodnią to zauważ że na zachodniej półkuli znajdują się tylko dwa z siedmiu miast które musimy odwiedzić.
Powiedział Jerome składając mapę i chowając go do plecaka który po chwili założył na siebie. Podniósł się do pozycji stojącej i spojrzał na Revela.
-jeżeli tak mówisz to ja pojadę do Francji, mieszkałem kiedyś dwadzieścia kilometrów od Paryża.
Uśmiechnął się chłopak zmieniając swój obiekt obserwacji z Revela na Shakę.
-ale i tak zależy to od naszego lidera.
Dodał po chwili czekając na odpowiedź
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 3:29 pm

-Dlatego podzielimy się proporcjonalnie odnośnie naszych umiejętności . I wtedy gdy uporała by się jedna grupa z swoimi bombami to wtedy uda się w podróż by dołączyć do drugiej. mówiąc to liczył iż jego pomysł chociaż po części zostanie zaakceptowany.
Nie chciał ufac zjawie. Wiedział iż nie jest on dobrą partią na kompana. Wolał zachować do niego pełen dystans.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 4:18 pm

- Masz rację Revel, wygłupiłem się z tymi strategicznymi miejscami. Mój błąd. - uśmiechnął się lekko. - Gdyby tylko istniała możliwość dokładnego "wykrycia" położenia tychże ładunków na pewno byłoby nam o wiele łatwiej...

- Ehh, ale o czym my tu...? A tak, wybór miejsca. Wezmę Sydney. W razie czego dołączę potem do kogoś w Azji.
- powiedział Gerard. - Nadal jednak pozostaje problem z rozbrojeniem bomb, o ile już je znajdziemy. No i kwestia komunikacji między sobą. Ma ktoś jakiś pomysł? - pytająco spojrzał na Zjawę, a potem na Shakę.


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:18 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 6:07 pm

Shaka spojrzał na Jerôme i również odwzajmenił mu uśmiech.Cieszyło go
to że chłopak ma świeże pomysły oraz jest zawsze gotowy do akcji.
-Sądzę iż pomysł Jerôme
jest najlepszy.Właśnie w taki sposób się rozdzielimy.Ja mogę na
przykład lecieć właśnie z nim do Azji skoro Revel jest chętny płynąć do
Londynu.Gerard weźmie Sydnej a później dołączy właśnie do nas.
Metztli
Ty weźmiesz Amerykę.Mam nadzieję że sobie poradzisz.Następnie wszyscy
razem spotkamy się w Paryżu.Ale teraz uwaga!!.Musimy się wyrobić
dokładnie w 5 dni!!.Inaczej słyszeliście co powiedział lewa ręka...upss
znaczy Ashar.Do akcji wkroczą złoci rycerze a my okryjemy się na zawsze
hańbą.Mam nadzieję że dobrze przydzieliłem was miasta.Teraz druga
sprawa...żeby misja przebiegała znacznie sprawniej udam się za kilka
minut do Ashara po pomoc.Wiem iż to jest zabronione lecz...nie mamy
innego wyjścia.Chodzi mianowicie o technologie.Postaram się załatwić
jak najszybciej pięć telefonów komórkowych a także szybkie
transporty.Wówczas będziemy mogli się komunikować i mówić o wszystkich
naszych dokonaniach na danym terenie.


Następnie Shaka po
tych słowach udał się do wyjścia szybkim krokiem.Inni nie mieli zamiaru
pozostawać dłużej w tym ponurym miejscu przesiąkniętym bólem oraz
cierpieniem.Jakieś pięć minut później wszyscy już znaleźli się z
powrotem na placu przed domami zodiaku.Każdy z uczniów Świątyni
przypatrywał się w jednym punkcie a mianowicie domu w którym znajduje
się jego upragniona zbroje.Jednak tylko Revel patrzył na nie z lekkim
grymasem na twarzy oraz obojętnością.
Z daleka już było widać
znajomą sylwetkę zaufanego sługi Wielkiego Mistrza oraz....kogoś
nowego...a mianowicie postać średniego wzrostu noszącą jakąś skrzynię
owiniętą białym materiałem.
-Widzę jednak że wypuściliście tego arabusa...-powiedział na początek Ashar.
Jednak
po waszych wyrazach twarzy czegoś konkretnego się dowiedzieliście.To
dobrze jednak nie mam zamiaru ani czasu tego słuchać.To co wam
przekazał jest tylko i wyłącznie dla was.
Shaka mówił że
potrzebujecie sprzętu.Otóż mam takowy...i to nawet najnowszej
generacji.Na lotnisku w Atenach w skrzynkach o numerach 15,33,66,77,88,34,99-są dla was schowane "zabaweczki".Dobrze zapamiętajcie te numery!!!.
A oto klucze do nich...-w tym momencie rzucił je pod nogi Revelowi.
I jest jeszcze jeden problem nie rozwiązany...mówiłeś coś Shako o saperach...otóż...mam dla was coś znacznie lepszego!!.
W
tym samym momencie Ashar machnął energicznie ręką do sługi stojącego
nieopodal niego a ten zdjął materiał z dziwnego pudła.Oczom wojowników
ukazała się pięknego...święcąca...święta zbroja siódmego domu zodiaku
wagi!!!.
-Piękna nieprawdaż??.Tylko 2 zasady...
pierwsza z
nich to taka iż Wielki Mistrz by mnie ukatrupił jeżeli tej zbroi by się
coś stało więc ostrożnie!!!.Po drugie...każdy z was dostatnie jedną
sztukę takiej oto broni wagi i właśnie tym rozbroi te bomby!!.Ale jak
to zrobić...proste.Każda z tych broni jest wykonana z takiego materiału
oraz ma taką moc iż może pochłaniać duże ilości energii.Wystarczy że
najpierw położycie je na bombie a po chwili gdy ich moc zostanie
zneutralizowana...zniszczycie je.Chyba że będziecie szukać w każdym
mieście dobrego sapera a takich jest mało...i na pewno czegoś takiego
się nie podejmą...
więc jak...chcecie to???-spytał z lekką ciekawością Ashar trzymając złoty miecz wagi w prawej ręce....

OCC: plusik dla Kubasa za dobry pomysł:D


Ostatnio zmieniony przez Dark Epsilon dnia Pon Wrz 08, 2008 8:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 7:28 pm

Gerard pierwszy raz uśmiechnął się do Ashara.
- Mam nadzieję że to było pytanie retoryczne? Jako że nikt nie kwapi się z wychyleniem, poproszę o jeden z mieczy. Zapatrzył się chwilę oniemiałym wzrokiem na złoty miecz.

- Bez twojej rozwagi na pewno nadal stalibyśmy w tym samy miejscu co przed przesłuchaniem,w kwestii rozbrajania oczywiście.Pomimo twojej wspaniałomyślności nadal jest to bardzo trudne zadanie. Asharze, zaprawdę zasłużenie jesteś lewą ręką naszego Mistrza!

W międzyczasie ruszył do Revela, schylił się po jeden z kluczy i wsadził go do swojego plecaka.

"15,33,66,77,88,34,99... Z moją pamięcią nie będzie to trudne " Pomyślał ponownie się uśmiechając. Odebrał miecz od sługusa, schował go do plecaka tak, aby tylko rękojeść wystawała z niego.

- Do zobaczenia w Paryżu, przyjaciele! Informujcie mnie o wszystkim, co mnie ominęło!

Pomachał im ręką i pobiegł w kierunku swojej kwatery.

"Ciekawe tylko, jak uda mi się przemycić ten miecz na lotnisku" pomyślał Gerard, lecz już wybiegał w przyszłość do Sydney. Przygoda zapowiadała się obiecująco.


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:21 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 8:21 pm

Jerome ucieszył się na to że Shaka poparł jego pomysł. Bez słowa obserwował mężczyzn a po chwili bronie zbroi wagi. Chłopak zastanowił się chwilę która broń będzie odpowiednia dla niego. Po chwili zdecydował się podchodząc do zbroi i biorąc do ręki nunchaku.
-ja poproszę ten przedmiocik
Powiedział i uśmiechnął się odchodząc i wymachując nunchaku które po chwili wsunął do kieszeni spodni tak że jedna część wraz z kawałkiem łańcucha wystawały z jego kieszeni. Po chwili również podszedł do Revela i wziął jeden klucz powtarzając liczby w głowie "15,33,66,77,88,34,99". W tym momencie poczuł że jego próby umacniania umysłu w końcu się przydały bo chłopak zapamiętał te liczby w krótką chwilę.
-jestem gotowy do drogi,
Powiedział chłopak i poprawił swój plecak po czym położył rękę na nunchaku wyciągając je po woli i kręcąc nim lekko, Jerome ewidentnie nie mógł nacieszyć się tą "zabawką".
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 9:35 pm

Po chwili sceneria się zmieniła, opuścili już cele, ruszając gdzieś indziej, Revel nie miał pojęcia co się dzieje pierwszy raz znajdował się w Sanktuarium..
Nagle z daleka ujrzał znaną mu już postać Ashar'a i jakiegoś innego pachołka Świątyni, który niósł coś w rodzaju skrzyni.
Ashar rzucił mu kluczę pod nogi..
- Boisz się mnie dotknąć Protezo Wielkiego Mistrza ? - zapytał twardo - Nie jestem jakimś kundlem, w przeciwieństwie do Ciebie o potężny... - dodał, patrząc w oczy Ashar'a.
Klimat Kompleksu Świątyń Ateny dusił go... jej wyznawcy udawali nie wiadomo kogo.
- A już ten cały Ashar..phfff - pomyślał, tłumiąc w sobie nerwy.
Po kilku chwilach usłyszał informacje o skrzyniach czekających na lotnisku, Revel odrazu sięgnął do bocznej przegrody torby wyciągając notes i długopis
- piętnaście, trzydzieści trzy, sześćdziesiąt sześć,siedemdziesiąt siedem, osiemdziesiąt osiem, trzydzieści cztery, dziewięćdziesiąt dziewięć... - powtarzał na głos, zapisując koślawym niedbałym pismem
- Hmm - mruknął - Wyśle na Lotka może szóstkę zgarnę, tylko to te dwie dziewiątki się nie zmieszczą i lipa, spoko pomyśli się - dodał z lekkim uśmiechem, chowając notes z powrotem do torby trzymanej na ramieniu.
W tym samym momencie Ashar machnął energicznie ręką do sługi stojącego
nieopodal niego, a ten zdjął materiał z dziwnego pudła. Ignus po zdjęciu płótna ujrzał... Złotą zbroję.. po kształcie można było wywnioskować ze to Waga, ale czy była taka piękna?
- Złom - mruknął, pretendent do zbroi Motyla
- Wybacz o jaśnie oświecony, ale nie mogę przyjąć podarku Wielkiego Mastera, więc podziękuj mu w imieniu moim i mojego Pana, Lorda Hadesa.
- A teraz mam pytanie, czy mogę prosić o numer do prezydenta Anglii? Jak nie macie to prosiłbym o załatwienie w końcu chodzi tu o to by miliony dusz nie trafiły do Tartaru, czyż nie mylę się Ashar'ze ? Lewa ręką Wielkiego Mistrza..
- A do tego proszę o skontaktowanie się z rządami wszystkich z zagrożonych krajów, myślę ze wszyscy prezydencji, Królowe i jak ich tam zwał muszą wiedzieć na czym stoją.. Ich saperzy też by się przydali, Dacie rade uwinąć się w ciągu godziny ze wszytkim? - zapytał, całkowicie poważnie, jego głos się zmienił, Revel nie drwił już ani nie żartował, twarz ściągnęła mu się lekko, jakby nad czymś myślał. Z kieszeni wyciągnął telefon komórkowy, podrapany, z ledwo trzymającą się klapkną, stary sprzęt, który wiele już przeżył..
- A teraz łapcie klucze i już nie oddajcie mi hołdów bo się źle z tym czuje.. - powiedział rozdając resztę kluczy.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 08, 2008 10:41 pm

-Zrozumiałem wszystko Shako. Powiedz mi jedynie dokładne położenie tych metropolii. Ameryka nie jest tak pusta jak moje miejsce treningu to znając moją orientację zgubię się. Zapytał.


Podszedł do Ashara. Dzieki zapamiętałem numery. Mam nadzieję że mogę wziąć tarczę z wagi zbroi. mówiąc to już czuł powiew śmierci na swoim ciele.

-Gdyby nie Wielki Mistrz być może byśmy nie podołali zadaniu. Teraz mamy wsparcie. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego niby mamy okryć się hańbą jak nie dotrzymamy terminu. jesteśmy na początku drogi wojownika i walczymy na tyle ile potrafimy. mówiąc to na jego ciele przebłyskała się delikatnie złoto biała aura.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 10, 2008 3:50 pm

Ashar spokojnie spojrzał na zjawę Hadesa który lekko mówiąc odrzucił ostatnią deskę ratunku.Następnie z przymrużeniem oka przysłuchiwał się jego prośbie o podanie numerów telefonicznych do głowy państwa.
-Hmmm czy ja jestem otwartą książką telefoniczną??.-powiedział żartobliwe w jego stronę Ashar.
Nie wiem Zjawo Hadesa w co ty sobie pogrywasz lecz...mało już mnie to obchodzi.Shaka będzie ciebie niańczył a nie ja.A co do numerów...to masz...-rzucił specjalnie owiniętą w pieczęć wiadomość lecz tym razem do rąk Revela.
Pokaż to władzom w Anglii a będą wiedzieć o co chodzi.
A odpowiedzią na twoje drugie pytanie jest to iż władze każdego miasta wiedzą o zagrożeniu więc nie zdziw
się jeżeli spotkasz tam wojsko lub tajnych agentów.Wszystko jest postawione na najwyższy stopień zagrożenia.Działajcie szybko i skutecznie...
a teraz jeżeli pozwolicie...muszę odejść.Powodzenia życzę...
Ashar jeszcze energicznie machnął ręką w stronę sługi i razem już powoli zanikali wśród murów pierwszego domu zodiaku.
Przez chwilę nastąpiła pewnego rodzaju głupia cisza.Każdy zastanawiał się co ma począć.Jednak szybko przerwał ją Shaka.
-Dobrze...skoro wszystko już jest wytłumaczone możemy powoli ruszać.Proszę starajcie się używać broni wagi tylko wtedy jeżeli będzie to konieczne.Nie możemy przecież się zdradzić...nie wiadomo czy ta organizacja nie ma szpiegów rozstawionych w tych miastach więc...podchodźcie także ostrożnie do zapoznawania się z kimkolwiek.-zrobił krótką przerwę Shaka.
Hmmm Metztliu...Myślę że kupując mapę Ameryki Północnej na lotnisku dowiesz się dokładnie o położeniu tych dwóch miast nie sądzisz??.A teraz jeżeli wszystko zostało już wyjaśnione i dopięte na ostatni guzik...chyba możemy powoli wyruszać nieprawdaż???.
Rzucił jeszcze wzrokiem na ucznia Sanktuarium oraz Revala.Następnie wziął swoją podróżniczą torbę którą ukrył pod ławką tutaj na placu i machnął ręką w stronę Jerôma aby się ruszył.Kolejną przygodę czas wreszcie zacząć.Nie wiadomo tylko jak się ona potoczy oraz zakończy.Jedno jest pewne...od tej chwili...od tego momentu życie wielu setek istnień jest w ich rękach...

OCC:Dobra jeszcze po pościku i ruszamy z koksem.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 10, 2008 5:28 pm

Spoglądał przez chwilę na Revela a po chwili na odchodzącego Ashara.
Chłopak zdjął swój plecak i rozsunął go wyciągając ze środka cienką kurtkę.
Założył ją na siebie ponieważ nigdy nie lubił odkrywać swoich chudych i czasami prawie że bladych rąk.
Założył z powrotem plecak na siebie a nunchaku wsunął za pasek upewniając się że owa broń nie wypadnie.
Machnął ręką do reszty i ruszył powolnym krokiem za Shaką wsuwając ręce do kieszeni.
-kierunek Azja.
Uśmiechnął się sam do siebie Jerome po czym spojrzał w niebo nadal idąc za Shaką.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 10, 2008 5:40 pm

Gerard nie spodziewał się zastać w domu takiego bałaganu.

"Nie ma teraz czasu na porządki" - pomyślał - "Trzeba znaleźć potrzebne rzeczy,a resztę zostawię tak jak jest".

Poszukiwanie kilku niezbędnych rzeczy zajęło mu o wiele więcej czasu niż się spodziewał. Wrzucił wszystko do plecaka i rozejrzał się po szafie.
Po chwili zastanowienia ubrał się w "hawajskie" spodenki i kremową bluzę. W jednej z półek odnalazł stary, niedziałający aparat. Zawiesił go sobie na szyi starając się upodobnić do typowego turysty. jeszcze raz ogarnął wzrokiem pełen rupieci dom i wyszedł.

W oddali dostrzegł Jerome'a idącego za Shaką. Spokojnym krokiem ruszył w ich stronę.
- Ahoj! Nie myślałem że się jeszcze spotkamy przed odlotem. Sądziłem że zdążę przed wami, chłopaki. - powiedział Gerard po czym dostosował się do tempa pochodu i szedł na równi z Jerome'm.


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 10, 2008 6:06 pm

Udał się na lotnisko po chwili namysłu. Nie pakował niczego. Miał na sobie długi czarny płaszcz, czarne spodnie, koszulkę oraz dziwne budy ni to brązowe ni to czarne. Zmierzał na lotnisko czym prędzej. Wiedział że musi wykonać zadanie jakie mu powierzono. Wychodząc powiedział tylko -Do zobaczenia chłopaki mam nadzieję że w tym samym gronie. sam zaś miał przed oczami cierpienie jakie może spotkać ludzi kiedy on zawiedzie. Zacisnął zęby i udał się przed siebie.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 10, 2008 9:37 pm

- W Monopol - odpowiedział natychmiast Ashar'owi Revel, który już lekko zaczął się nudzić, lecz wszystko szło w dobrym kierunku.. Niedługo rozjadą się i nikt nie będzie gadał głupot..
- Alleluja - mruknął w duchu, po czym spojrzał na odchodzącego doradce Wielkiego Mistrza.
Nagle wszyscy zaczęli się rozchodzić..
- Źle zorganizowani są.. a do tego to ich teren, więc mamuśki powinny im już gatki uprać - mruknął do siebie Ignus zakładając na nos okulary słoneczne, w torbie miał uszykowane wszystko co będzie mu potrzebne, przynajmniej miał taką nadzieje
- Londyn, odwiedził bym znajomych, ale wątpię by był na to czas - mówiąc to do siebie spojrzał na podarek od Protezy Wielkiego Mistrza, cały czas trzymając go w ręku.
- Heh.. - mruknął, chowając papiery do bocznej kieszeni torby, po czym ruszył za Shaką i drugim uczniem Świątyni..
OCC: Wybaczcie, ale zmęczony jak wół jestem i post nie jest pierwszej jakości.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 4:25 pm

Wreszcie wszyscy wyruszyli na lotnisko.Obraz domów zodiaku powoli
zanikał za horyzontem a słońce zaczęło chować się za ciemnymi
chmurami.Wyglądało na to że ma padać.Ich droga odbywała się w spokojnej
atmosferze.Od czasu do czasu ktoś rzucił ciekawy temat rozmowy i
wszyscy dyskutowali nad tym.
Jednak taki stan rzeczy nie mógł długo
potrwać.W końcu pogoda po raz drugi dała o sobie znać.Rozpętała się
dość wielka burza utrudniając dalszą wędrówkę wojownikom.Zanim się
spostrzegli powoli nastawał wieczór lecz w końcu nadeszła ta
chwila...ujrzeli z daleka zarysy pięknego dużego lotniska.
-No to doszliśmy panowie...-powiedział lekko ziewając Shaka.
Więc
tak...pierwsze co robimy to odebranie naszych rzeczy z skrzynek.Mam
nadzieję że pamiętacie te liczby o których wspominał Ashar oraz iż
macie klucze.Znajdą się tam pewnie paszporty bilety osprzęt pewnie
jeszcze różne dane oraz pieniądze.Następnie każdy z was uda się do
samolotu.Pamiętajcie...mamy komórki ze sobą więc jeżeli coś by się
stało....piszcie dzwońcie ale dajcie znać czy mnie czy Asherowi
dobrze....Revel???.Wiem że miałeś lekkie spięcie z nim ale to już
bywa.-lekko się uśmiechnął do wszystkich a następnie serdecznym
uściśnięciem dłoni pożegnał wszystkich.
**************

Kilka
godzin później wszyscy już byli w samolotach.O dziwo kontrola oraz
odprawa przebiegły bardzo szybko.Ponadto strażnicy nie wykryli iż
uczniowie Sanktuarium posiadają broń!!.Jak na razie wszystko
przebiegało po myśli Shaki.Już spokojnie siedzą sobie w samolocie i
popiją drinki...

**************
(Revel)

Zjawa Hadesa
kilka godzin po odlocie zasnęła co oczywiście było normalną rzeczą przy
wypiciu kilku drinków.Dopiero obudził go komunikat pilota o bardzo
niepokojącej treści.
"Drodzy pasażerowie z przykrością muszę
powiedzieć że z powodu warunków atmosferycznych samolot musi
ewakuacyjnie wylądować nie w Londynie lecz na lotnisku na
Majorce.Proszę się niepokoić a za utrudnienia bardzo przepraszamy".
Lekko
to zaniepokoiło Revela gdyż...miał coraz mniej czasu.Jednak bogowie
mają go w opiece...ponieważ...koło niego nagle znalazła się całkiem
interesująca młoda kobieta o jasnych blond włosach....
*******************
Metzilowi
lot udał się bardzo spokojnie.Jeszcze w nocy koło godziny 2 wylądował
bezpiecznie na lotnisku w Nowym Yorku.Jednak to co go tam spotkało
przeszło jego najśmielsze oczekiwania.Pełno ludzi...niezwykle głośno
ogólnie rzecz biorąc chaos.Z takim tempem na pewno nie zdąży opuścić
tego miejsca a tym bardziej znaleźć ładunki nuklearne....teraz wszystko
zależało od niego....
OCC:Masz tutaj pole do popisu aby się stąd wydostać.Długi ładny post mile widziany:D
*******************
Także Jerômowi i Shace lot udał się pomyślnie.Jednak dla nich nastał
już kolejny dzień...co oznaczał iż pozostało im jedynie 5 dni na
rozwiązanie tego problemu."Dwa dni na jedno miasto...będzie niezwykle trudno"-pomyślał Shaka.
Także odprawa oraz zabranie bagaży bardzo szybko im zleciało.Koło godziny 6 zarejestrowali się w hotelu w centrum Tokio.
W tej samej chwili młody pretendent do zbroi ryb dostał dziwną wiadomość tekstową o treści:
"Mała restauracja ozdobiona błękitnym smokiem na placu głównym.Bądź punktualnie o 12"
Chłopak jak i Shaka początkowo dokładnie nie wiedzieli o co chodzi.Numer jest zastrzeżony a to na razie jedyny ich trop...
-Więc co robimy przyjacielu???-zapytał Shaka.

OCC;Także masz pole do popisu Kubas:D:D

********************************
Gerrard
udał się do Sydnej...miasta kangurów itp itp.Początkowo już pojawiły
się problemy na lotnisku.Otóż jeden ze strażników doczepił się do jego
stroju i kazał mu się powoli rozbierać a także pokazać mu
bagaż..Chłopak musiał go grzecznie posłuchać.Chłopak wyrzucił wszystko
ze swojej torby a co z tym się wiązało...strażnik odkrył broń wagi!!...
-Co to kurwa jest??!!!.-zaczął krzyczeć!
Co to ma znaczyć!!!.Wiesz że mam prawo wezwać policję i na czas dochodzenia zamknąć cię w więzieniu???-zaczął grozić strażnik.
I oto przed chłopakiem nastał moment wyboru...bardzo ważnego wyboru...co robić??.Wszystko zależało tutaj od niego...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 4:57 pm

"Czemu to musiało przytrafić się akurat mnie?" - zapytał siebie w duchu Gerard. - "Muszę wymyślić jakąś bajeczkę żeby nie wpaść".

- Bardzo szybki czas reakcji, gratuluję. - powiedział Gerard stukając zegarek na lewej ręce, po czym zaczął zakładać strój i wrzucać wszystkie rzeczy z powrotem do torby.

Widząc zdezorientowanie na twarzy strażnika dodał:
- Nie byłby pan wobec mnie taki niegrzeczny, gdyby pan wiedział co tutaj robię. Zostałem oddelegowany przez Australijski rząd do sprawdzenia stopnia zorganizowania i kontroli na lotniskach w całym kraju. Ucharakteryzowano mnie na europejskiego turystę. Nie sądziłem że tak szybko mnie zobaczycie i każecie zrewidować. Jak narazie jest to najlepszy oddział w jakim byłem. A pan może liczyć na wkład moich przełożonych w pański awans i podwyżkę.

Teraz proszę mnie odprowadzić do wyjścia bowiem po długim locie jestem niezwykle wyczerpany. A tą imitację broni -
tu wskazał na miecz Wagi - jestem zmuszony zachować. Nasza administracja niestety oszczędza na pracownikach. - Powiedział Gerard i stanął w oczekiwaniu na odpowiedź.

OCC: Czemu akurat ja musiałem trafić na strażnika?


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 6:53 pm

NOWY JORK godzina 2.00

Jego samolot o drugiej w nocy wylądował na lotnisku w Nowym Jorku. na terminalu widniał napis Port lotniczy Nowy Jork-LaGuardia. Metztli podczas lotu wyobrażał sobie tą metropolię jako oazę ładu i porządku. Jako ostoję cywilizacji. Sam miał problemy z rozumieniem doczesnego świata. Mieszkał blisko 16 lat na arktycznych pustkowiach szkoląc się pod okiem mistrza. Spoglądał na miasto z lotu ptaka. Samolot krążył. Po wylądowaniu Metztli wyszedł mozolnie z samolotu. Był lekko zmęczony podróżą. Chciał się przespać jednak wiedział, że nie może dać się okryć hańbą. Szedł w stronę terminala. Przekroczył drzwi. Zobaczył strażników którzy przeszukiwali każdego. Nie patrzyli na narodowość. Widział jak zabierają im metalowe przedmioty. Nadeszła jego kolej.

-A pani co robi??
zapytał Metz.
-Muszę Cię dziecko przeszukać, gdyż nasz kraj odwiedza coraz więcej osób i nie rzadko to terroryści. Musimy być ostrożni. A powiedz mi co to jest za złoty metalowy przedmiot na twoich plecach?? spytała kierując dłonie w stronę świętej tarczy Zbroi Wagi.
Ten zaś odtrącił jej rękę. Wiedział, że straci tarczę jeśli pozwoli dotknąć.
-Proszę tego nie dotykać. To pamiątka od dziadka. Przyleciałem tu do wujostwa. Dlatego nie ma pani prawa tego dotykać. Jest to dla mnie rzecz święta. Mówił z takim przekonaniem, że wokół niego zrobiło się tłoczno. Każdy chciał posłuchać jego opowiadania. Zdjął kaptur. Spod niego wyłoniła się twarz jak i dziwna fryzura chłopca. Nie chciał on dać poznać po sobie że przybył zniszczyć bomby w tej metropolii, która może się lada dzień zmienić w nekropolię.]
-Dobrze rozumiem. A powiedz mi skąd przybywasz. I jak się nazywasz. spytała podejrzanym głosem strażniczka.
-Jestem Metztli, Mictlan Atlantic. Urodziłem się na Islandii i mam 16 lat. Na mnie spoczywa brzemię dziedzictwa mojego rodu. odpowiadał tak jak chciał. Nie mógł powiedzieć celu swojej misji jak i skąd przybywa tak dokładnie. To mogło by zaważyć na powodzeniu misji. Młody rycerz spoglądał nerwowo na tłum jaki go otaczał. Budziły się w nim zwierzęce instynkty. Jego słuch węch jak i wzrok zaczęły się wyostrzać. Gdy nagle usłyszał radosne dla niego słowa.
-Jesteś czysty możesz się udać już na miasto nie zapomnij jednak swoich bagaży. powiedziała strażniczka. Po chwili odebrała telefon.

Dziwny głos z telefonu wypytywał o 16 letniego chłopca z Grecji. Jednak ta nie była zbyt inteligentna i nie powiedziała nic co by mogło młodego Mictlana pogrążyć.
On zaś przeciskał się miedzy ludźmi. Jego wyobrażenia legły w gruzach gdy wydostał się na ulicę. Miasto lśniło tysiącami kolorów. Ludzie na ulicach w środku nocy tłoczyli się jak mrówki. Sam on zaś nie wiedział gdzie ma iść.

Przysiadł pod drzewem jak miał to zwyczaj robić w Grecji i zaczął rozmyślać gdzie może znajdować się bomba, która dzielnica Nowego Jorku jest tak oblegana przez ludność żeby być w centrum wybuchu. Postrzegł po pewnym czasie starca leżącego pod sklepem. Podbiegł do niego i przykucnął.
-Starcze. Dlaczego w takim bogatym państwie i mieście musisz tu się podziewać? spytał Metz.
-Szkoda gadać. Nie próbuj to mieszkać wyrzucą Cię z pracy, domu stracisz wszystko. Tak tu robią z przybyszami. Ty zapewne jesteś Islandczykiem. Poznaję tę karnacje. Jest to wada genetyczna dotyka ona jedno dziecko na dziesięć pokoleń w waszym kraju. Jesteś naprawdę niesamowity. mówiąc to podciągnął się i usiadł. Przegrywał jabłko i patrzył z zachwytem na młodzieńca.
Atlantic wyciągnął z kieszeni drobne. Dał mu je jak również futrzany płaszcz jakby miało być mu zimno.
-Powiedz mi jedno gdzie jest tu miejsce gdzie tłoczą się najbogatsi ludzie i zwykli ludzie. Słyszałem, że te miejsce leży na wyspie. Jest to prawda?? pytając usiadł koło niego.
-Tak tak na wyspie. Marzenie większości co tu przybywa jak również twoje. jednak wiem po co tu przybywasz. Miejsce to Manhattan. To miejsce jest również jest zwane miejscem światowego biznesu. To tam ludzie bogacą się i wydają pieniądze. spojrzał z uśmiechem w oczach na młodzieńca. Podał mu mapę jaką sam sporządził. -Idź już bo ludzie ogromnej korporacji węszą tu i tam. Szukają przybyszów o dziwnym podejściu do spraw w NYC.
Dzięki dziadku. Postaram się tam dotrzeć. I wrócę niebawem miejmy nadzieję. zacisnął w dłoni mapę. I zaczął iść wg tego co było tam pokazane.

Szedł całą noc. O godzinie 7.15 był na miejscu... Teraz czekało go trudniejsze zadanie odnaleźć miejsce spoczynku bomb. I wykonać to bez dania o sobie znać ludziom z tej potężnej organizacji.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 9:23 pm

Zjawa Hadesa,kilka godzin po odlocie zasnęła co oczywiście było normalną rzeczą po wypiciu kilku drinków .... hektolitrów drinków, Revel nie należał do osób o słabej głowie, lecz doszedł do wniosku że sen dobrze mu zrobi, gdyż później na takie harce może nie być czasu.
Gdy z głośników wydobył się męski głos, który oznajmił wiadomość o opóźnieniu, Ignus otworzył szkarłatne owadzie oczy, rozglądając się powoli po samolocie.
" Samolot musi ewakuacyjnie wylądować nie w Londynie, lecz na lotnisku na Majorce "
Ten komunikat wcale go nie zadowolił, lecz po chwili się rozchmurzył
- Ma.. jojka.. to też ładne miejsce - powiedział na głos, lekko uśmiechając się do młodej blond włosej dziewczyny która właśnie usiadła koło niego
- Ty też na Majojke ? - zapytał, a jego uśmiech przybrał kształt pół księżyca, kruczo czarne włosy poprawił jednym ruchem tak by jeszcze bardziej zasłaniały mu twarz.
Revel, wolnym ruchem wyciągnął telefon, po czym napisał
"Kiszka... mam postój w Majorce..''
Mała kopertka oddalała się i przybliżała się gdy nagle,
" wiadomość wysłana do Shaka " pojawiła się na małym ekraniku telefonu.
Revel znów spojrzał na młodą kobietę
- Czuję ze to będzie ciekawe spotkanie - pomyślał nie spuszczając z niej wzroku.
OCC :1. Zielin bo ktoś musi dostać strażnika by ktoś inny dostał ładną blondynę;)
2. Stary Avek miałeś ładniejszy.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 9:46 pm

Po długim locie chłopak wyczerpany szedł za Shaką do hotelu. Po zarejestrowaniu się w hotelu szedł powoli za Shaką do pokoju. Mijał wiele pokoi gdy zatrzymali się przy jednym z nich. Gdy rycerz wskazał mu pokój ten wszedł tam i po chwili już się rozpakowywał. Zmęczony miał zamiar iść spać gdy otrzymał liścik o spotkaniu, zostało mu tylko sześć godzin. Jerome zdecydował że wyruszy na to spotkanie mimo wszystko.
Przespał się parę godzin do 10:00 po czym wstał i od razu poszedł pod prysznic aby się przebudzić. Zajęło mu to chwilę, cenną chwilę. Po wyjściu spod prysznicu ubrał się w luźne czarne dresy, biały t-shirt i białe halówki. Do jeden kieszeni wsunął telefon a w drugą broń wagi którą posiadał czyli nunchaku. Przywiązał ową broń paroma sznurkami aby nikt mu jej nie ukradł oraz aby mu nigdzie nie wyleciała. Gdy uznał że jest już gotowy wyszedł z pokoju kierując się korytarzem do wyjścia. Wychodząc potrącił jakiegoś faceta który krzyknął coś do niego w niezrozumiałym dla Jerome'a języku.

Chłopak wyszedł z hotelu i rozejrzał się dookoła, nie wiedział gdzie jest więc kupił mapę Tokio w najbliższym kiosku i uważnie się jej przyjrzał. Przez głowę przechodziło mu wiele wątpliwości co do słuszności jego działania lecz mimo to ruszył w miejsce które wydawało mu się tym którego szukał. Dziwnym trafem idąc przed siebie natknął się na restaurację z niebieskim smokiem. Wszedł do środka, wystrój był typowo Azjatycki, lampiony, malowidła, origami itp... Obejrzał dokładnie czy ktoś go obserwuje lecz zauważył tylko jakiegoś staruszka czytającego gazetę. Jerome usiadł przy wolnym stoliku i łapiąc za menu, udając że czyta łypał znad niego po lokalu czekając na osobnika z którym miał się tu spotkać.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 10:13 pm

Gdy Jerôme wszedł do owej restauracji nastała dziwna cisza.Wszyscy tutaj obecni mu się przyglądali jakby właśnie "wrócił z kosmosu".Pomimo tego podeszła do niego śliczna japońska barmanka która spokojnym głosem zaproponowała mu coś do jedzenia.Chłopak zaślepiony jej urodą pokiwał tylko głową.I w taki sposób właśnie mijały kolejne minuty...minuty...aż w końcu wybiła umówiona godzina spotkania.Jednak nikt nie zgłosił się do chłopaka niestety...po prostu zwyczajne zmarnowanie czasu.Młody uczeń Świątyni zapłacił kelnerce za wyśmienity posiłek a następnie powolnym krokiem przekroczył próg restauracji gdy nagle...pod budynek zajechała czarna limuzyna...nowy mercedes klasy CLS.Otworzyła się nagle tylnia szyba a w niej pojawiła się dłoń nakazująca młodemu wojownikowi wsiąść do samochodu....
**********************************
Piękna blondynka spojrzała się na Revela słodkim wzorkiem.Widząc ilość kubeczków od drinków lekko się zaśmiała lecz nie dała po sobie tego poznać.
-Widzę że masz niezły...głowę kolego-zaczęła spokojnie.
Czy ja na Majorkę??.Hmmm perspektywa leżenia na słonecznej plaży z jakimś przystojniakiem mi wypada jednak...jako bizneswomen mam swoje obowiązki...muszę to zastąpić spotkaniem w Londynie na którym i tak się spóźnię.
-To straszne....-powiedział Rivel...
jednak będziemy mieli dla siebie więcej czasu...pani???
-Heh...jestem Monic...a ty kolego??-spytał z lekką nutą ciekawości kobieta.
-Revel...tak po prostu Revel...
-A więc...miło mi Cię poznać.Przed nami jeszcze długo lot...więc od czego chcesz zacząć??-popatrzyła się słodkimi oczami na zjawę Hadesa....
***********************
Strażnik popatrzył lekko zdezorientowany na Gerrarda który właśnie podał się za ważną osobistość.Następnie mężczyzna zaczął ciężko dyszeć lecz szybko musiał się uspokoić.
-Przepraszam sir!!.Jednak mamy swoje reguły i obowiązuje nas regulamin.Lecz muszę pana poprosić o jakieś dokumenty uwierzytelniające.Rozumie pan...te długie przepisy bezpieczeństwa narodowego których nie można tak łatwo obejść.-w tym samym momencie ręka zaczęła mu się trząść a z czoła lecieć krople potu.Najwyraźniej Gerrard natrafił na jakiegoś błazna bawiącego się w strażnika....lecz sytuacja się powoli zaostrza....
********************************
Po otrzymaniu mapy od starca Metzil udał się do jednej z wielkich dzielnic metropolii.Przechadzał się tak kilka minut gdy nagle dostrzegł iż...zabłądził!.Wokół niego rozciągała się szarość...pustka a także...młodzieńczy czarnoskóry gang którzy wypatrywali chłopaka jakby nie wiadomo jak wyglądał.
-Ty popatrz na tego brzydala.-krzyknął jeden do drugiego.
-Tak...popatrz na niego.Normalnie co za dzień...kolejny taki wyrzutek w tym tygodniu...najpierw arabusy pieprzone...nie cierpię arabusów a teraz co....kim ty kurwa w ogóle jesteś chłoptasiu??-groźnie zapytał jeden z członków młodzieżowego gangu.
Już same początku przebywania w tym mieście sprawiają iż to nie będzie łatwy pobyt dla Metzila.Ci których właśnie spotkał nie cofną się przed niczym więc pretendent do złotej zbroi musi być niezwykle ostrożny w dobieraniu słów oraz....środków??.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 11:01 pm

Revel, podrapał się po brodzie, nie miał pojęcia dlaczego wygaduje takie głupoty chyba jednak procenty zaczęły działać.
- Monic.. ładnie, naprawdę ładne imię - Zaczął, przeciągając się lekko na fotelu - Więc powiedz mi, o ile oczywiście możesz.. Na jakie spotkanie się wybierasz? i dlaczego tak piękna bizneswomen podróżuję sama bez żadnego owłosionego goryla? - zapytał Ignus, coś mu się nie podobało w tej całej sytuacji, kobieta bądź co bądź ładna, lecz nie może spocząć na laurach, musi być gotowy na wszystko.. zawsze.
- Napijesz się czegoś? - zapytał prawie odrazu po słowach, które wypowiedział przez sekundą, jego ręka powędrowała do bocznej przegrody torby z której pretendent do zbroi Motyla wyjął butelkę szampana, którą po chwili sprezentował młodej kobiecie..
Włosy koloru smoły nadal zasłaniały mu dosłownie owadzią twarz i dobrze ten atut zostawi na później, na razie interesuje go cel podróży blond sex bomby, która prawdopodobnie chce od niego czegoś nieprzyzwoitego, w tym momencie poczuł się jak główny bohater starego komediowego serialu tylko ze ten miał na imię Al i był żonaty.
- Aaa i czego chcesz od tak pięknego mnie jak ja? - zapytał szarmanckim tonem rozjechanej przez samochód wiewiórki.

OCC: "spytał z lekką nutą ciekawości kobieta" < ^-^ buhehe nice
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 12, 2008 11:44 pm

-Hmmmm kim jestem, skąd pochodzę. Powiedzmy tak. Jestem przyjacielem. Nazywam sie Metztli, Mictlan Atlantic. Jak widać odstaję od was. Cierpię na rzadką chorobę, która skutkuje tym że jestem nie do opalenia. Moja skóra od dziecka jest biała jak śnieg a oczy czarne jak węgliki. Powiedzmy też, że jestem tu by wam pomóc . Wiem co wam po głowie chodzi. Widzicie odmieńca. Chcecie go zbić okraść bądź zabić. Nie to nie wyjście. Wiem, że może czujecie się jak wyrzutki społeczeństwa lecz to nie powód do sporów. Ja jestem od niemal, że pierwszych lat życia bez rodziny wszyscy zginęli przez jednego szaleńca. Dlatego też może wiecie co to znaczy nie mieć rodziny nic. Mi został jeden cel pomagać światu i dopaść potomków tego gada. Może też chodzi o to, że mój styl wypowiedzi i ubioru jest dla was niewygodny. To mogę się z wami rzeczami zamienić. JEDNAK mojej gadki nie zmienię tak mnie nauczył zastępczy ojciec, mój opiekun. Mam pytanie czy wiecie gdzie jest Manhattan taka wyspa ?? dzielnica nowojorska bodajże. Co Wy na to??

skończył monolog.
Spojrzał swoim przenikliwym spojrzeniem na czarnoskórych nieznanych mu osobników.
Podszedł do tego który nazwał go wyrzutkiem i podał mu dłoń.
Nie miał zamiaru walczyć chciał to załatwić jak najbardziej pokojowo. Czekał cierpliwie na rozwój sytuacji.
Jego niepewność skrywała się głęboko w ciele.
Ciele chłopca i wojownika zarazem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 13, 2008 9:15 am

Gerard zaczynał się już niecierpliwić. Każda chwila zwłoki mogła zaważyć o losie milionów istnień.

- Czyżbyście nie dostali żadnej wiadomości z centrali? Zapewniali mnie że po kontroli zostanę spokojnie odesłany aby znowu zobaczyć się z rodziną bez zmartwień związanych z przepisami międzynarodowymi. Widocznie wasze lotnisko nie jest tak dobrze zorganizowane jak myślałem.
- odparł z wyraźnym sarkazmem w głosie.

- Szefostwo zapewne wie już o moim przylocie, tylko że nie zechciało pofatygować się aby powiadomić strażników. Poza tym adnotacja w najnowszej poprawce do regulaminów lotnisk wyraźnie mówi co do takich sytuacji. Proszę abyś przyniósł mi regulamin...


Po otrzymaniu regulaminu szybko go przewertował. Dzięki umiejętności szybkiego czytania i fotogenicznej pamięci prawie na pamięć wykuł wszystkie paragrafy.

- Dlaczego nie ma u was jeszcze nowego regulaminu, skoro pojawił się aż 5 dni temu! To niedopuszczalne ! -
Gerard podniósł lekko głos, ale zaraz zniżył go do teatralnego szeptu. - Aha, i jeszcze jedno...

Rozejrzał się wokoło niczym tandetna podróbka szpiega i sięgnął do plecaka po wcześniej przygotowane kawałki papieru technicznego. Kilkoma ruchami nabazgrał na kartce pierwszy Australijski adres, który przyszedł mu do głowy. Po chwili dodał też wymyślony numer telefonu.

- Proszę zadzwonić pod ten numer i powiedzieć, że Kobra wypełniła zadanie i jest w gnieździe. A teraz wybacz...- tu spojrzał na plakietkę - George, ale spieszę się, a przez tą przedłużającą się kontrolę na pewno jestem już bardzo spóźniony. - powiedział Gerard i ruszył w stronę wyjścia nieznacznie przyśpieszając.

OCC: "Aaa i czego chcesz od tak pięknego mnie jak ja?" <-- nie ma to jak udana autoprezentacja xD,
OCC2: ja też zaszpanowałem znajomością filmów detektywistycznych z lat 80'tych i 90'tych


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 13, 2008 7:01 pm

Cała cisza w restauracji zaniepokoiła i zdziwiła Jerome'a. Chłopak po zapłaceniu jakże urodziwej Azjatce, podniósł się i położył rękę na nunchaku aby upewnić się czy nadal tam jest.
Ruszył do wyjścia a gdy znalazł się na zatłoczonej ulicy zauważył ową limuzynę i rękę z niej wystającą która przywoływała go do siebie.
Rycerz niepewnym krokiem podszedł do limuzyny i spojrzał przez szybę do środka, niestety było tam tak ciemnie że nie widział z kim ma przyjemność.
Nigdy zbytnio nie ufał ludziom lecz teraz od niego zależało istnienie wielu milionów ludzi więc bez wahania wsiadł do limuzyny rozglądając się po niej.

OCC: Sorry że tak mało ale nie mam zbytnio czasu i weny a nie chce stopować przygody.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 14, 2008 4:05 pm

Gdy Jerôme wszedł do limuzyny ujrzał dwie postacie.Jedną tęgich
rozmiarów w czarnym garniturze oraz ciemnych okularach a drugą w jasnym
polarze popalającego smaczne kubańskie cygaro.Przez chwilę zapanowała
niezręczna cisza.Jednak po chwili mężczyzna skończył się zatruwać fajką
i spokojnym grubym głosem zwrócił się do ucznia Świątyni.
-Przepraszam
Cię chłopcze za moje zachowanie.Jeżeli nie wypale dziennie co najmniej
jednego cygara to jestem nieżywy hhaha.Ale nie zaprosiłem Cię tutaj
tylko dla tego żeby Ci mówić o moich problemach.Otóż doskonale wiem
dlaczego tutaj jesteś.Wiem co masz zrobić a także wiem z kim tutaj
przybyłeś.Szczerze mówiąc nie jestem z tego zadowolony.-powiedział
zrezygnowanym tonem mężczyzna.
Ty i twój kompan macie jakąś godzinę
aby opuścić Tokio.Jeżeli tego nie wykonacie obiecuje że gorzko tego
pożałujecie.Nawet jeżeli byłoby was stu...dwustu...nie powstrzymacie
nas.A teraz spieprzaj stąd bo nie chce już więcej się patrzyć na twoją
mordę!!!-krzyknął mężczyzna a następnie odsłonił skrawek polara pod
którym widniała broń...
***********************
Strażnik
można powiedzieć że miał już "pełno w gaciach".Dla młodego ucznia
Świątyni należą się duże brawa.Świetnie go przekonał o swojej
tożsamości nie wykorzystując przy tym siły.Jeszcze przed wyjściem lekko
mu się pokłonił.Dalsza droga chłopak była już niezwykle spokojna.Kilka
minut później znalazł się przed wyjściem lotniska.Zmęczona chłopak
rzucił na moment torbę aby móc się porozciągać.W tej samej chwili jakiś
młody chłopak popchnął go z całej siły aż Gerrard stracił równowagę i
upadł a następnie spokojnie zabrał mu torbę i zaczął uciekać wśród
tłumu lotniska....
**********************
Przez chwilkę czarnoskórzy chuliganie nie wiedzieli co robić.Albo się śmiać albo płakać.W końcu jeden z nich "pękł" ze śmiechu.
Jednak inni zachowali jakoś spokój głęboce zamyślając się.
-Buahahah
co za idiota!!.Gówno mnie obchodzi kim ty jesteś i co masz zamiar
zrobić.Tutaj jest moja dzielnica.MOJA słyszałeś!!-krzyknął czarnuch.
-Daj mu spokój ED-zawołał jeden z nich stojący z tyłu.
-Co ty do mnie powiedziałeś??
-Zostaw
go.Co masz do niego??.Zrobił Ci coś?.Spójrz tylko na niego.Widać że
chłopak jest zagraniczny i pierwszy raz tutaj.Więc przepuść go nie ma
nic kasy a w dodatku...kogoś mi przypomina...
-Mam to w dupie!!!.Zaraz mu dokopie!!!.
Już
czarnoskóry chłopak miał zamiar uderzyć Metzila gdy nagle stała się
rzecz nie prawdopodobna.Pozostali chwycili go za ręce aby nie mógł już
nic zrobić.Następnie chłopak który bronił ucznia Świątyni kiwnął mu
głową aby mógł spokojnie odejść.
-Dzięki wielkie ale dalej nie wiem....
-Idź cały czas prosto.Na pewno trafisz.Tylko pośpiesz się!!-przerwał mu czarnoskóry chłopak.
Metzil
jeszcze raz mu podziękował a następnie przyspieszył kroku.Jednak tak
łatwo nie mogło mu pójść.Musiało w końcu zdarzyć się coś
nieprzewidywalnego.Otóż Ed wyrwał się z objęć swoich kolegów, szybko
podbiegł do wojownika i z całej siły uderzył go nogą w plecy(20obr).
-I co teraz panku!!!.Stawaj do walki chyba że od razu zabije Cię!!!-zagroził mężczyzna.
OCC;Jego HP=300.
*******************************
Monic spojrzała z lekkim uśmiechem na Revela a następnie położyła mu swoją delikatną dłoń na jego nodze.
-Hmmm czego ja chce przystojniaku??.
Pomyślmy...ciebie chcę..heh-zażartowała kobieta.
Tak
na prawdę to chciałam porozmawiać chwilkę.Nie sądzisz że to niesamowite
iż się już nigdy więcej nie spotkamy??.Ja pochodzę z południowych
Włoch.Można powiedzieć że samolot to mój drugi dom.Latam do Tokio
Pekinu Londyny i tak dalej i tak dalej.Nie ma żadnego prywatnego życia
więc jak spotkam jakiegoś mężczyznę godnego mego czasu to chce z nim
się zapoznać a może nawet...zaszaleć??.A ty...po co lecisz do Londynu i
skąd??.
Zapytała ponownie z lekkim ciepłym uśmiechem kobieta w tej samej chwili pijąc kieliszek szampana...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 14, 2008 5:03 pm

Nabuzowany adrenaliną po ciężkiej przeprawie ze strażnikiem z odprawy prawie nie poczuł skutków upadku. Od razu zerwał się na równe nogi i ruszył w pogoń za złodziejaszkiem. Dzięki swojej kondycji oraz dodatkowego ciężaru u niedoszłego rabusia w postaci jego torby Gerard stopniowo przybliżał się do uciekiniera. Pomimo wczesnej pory nie zastał na ulicy zbyt dużo osób, które tylko utrudniłyby mu pościg. Porwał średnich rozmiarów kamień ze sterty blisko domu przeznaczonego do rozbiórki i cisnął w plecy chłopaka. Wydusił też z siebie ostatki sił gotów do skoku po swoją torbę...

OCC: Dark, dzięki ci za opisanie mnie jako "zmęczona chłopak" :D.
OCC2: Dziwnie edytujesz te swoje texty xD
OCC3: Nie wiem czy sam mogę przejąć inicjatywę i napisać że go złapałem czy wszystko zależy od MG :D. Czekam na info w następnym poście, Dark.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czas....   

Powrót do góry Go down
 
Czas....
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Igrzyska czas zacząć!
» Lista Zaklęć

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: