Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Czas....

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 14, 2008 6:27 pm

-Dzięki za pomoc chłopaki. Może to niewiele dla was ale bardzo dziękuję. Kiedyś się postaram wam odwdzięczyć. Mówiąc te słowa podnosił się po upadku. Padł gdyż cios zadany był znienacka od tyłu.
Stanął na wprost Ed-a. To co teraz się stało na pewno utkwi w jego pamięci na wieki. Metz zrzucił wszystko co krępowało ruchy.

Było widać jak jego oczy pokrywają się idealną czernią. Jego zmysły uległy wyostrzeniu. Rozłożył ręce, a włosy zaczęła opływać złoto czarna aura. Aura ucznia świątyni i pretendenta do zbroi Ryb.
Mictlan stworzył dziwną iluzję paroma ruchami rąk. Postać jaka by się wydawało większości byłą żywa w gruncie rzeczy była rzeczą niematerialną iluzją wytworzoną przez młodzieńca.

-Wiedz że atakując przeciwnika od tyłu bez jego wiedzy pokazujesz swoją największą słabość. TRZóRZOSTWO. Boisz się czegoś i dlatego nie stajesz do walki bezpośredniej gdzie każdy ma równe szanse. Wolisz kogoś zaatakować od tyłu jak zwierzę. Te ruchy są ruchami osoby zagubionej w tym świecie nie wiesz gdzie się podziewa Twoja osobowość. Ukrywasz się przed nią. Zamykasz się na to co inni Ci oferują. mówiąc to cały czas kontrolował iluzje. Po chwili Eda odrzuciła tajemnicza energia była to mała eksplozja kosmosu młodego ucznia. (obr= 9*3= 27)

Patrzył na Eda lecącego z duża szybkością w ścianę budynku.
-Tak teraz widzisz, że nie muszę być twoją ofiarą. Mogę walczyć i Cię pokonać. Jednak zastanów się czy warto ??

Podnosił po kolei rzeczy nie spuszczając wzroku z Eda. Wiedział, że może nie odpuścić gdyż była by to kompromitacja w oczach członków gangu. Odwrócił wzrok i spojrzał w niebo mamrocząc cicho coś pod nosem. Uklęknął i rozpoczął monolog do niebios.

Mistrzu. Wiem, że nie tego mnie uczyłeś. Wiem, że nie powinienem walczyć w ulicznych bójkach. Może wyjściem jest ucieczka jednak warto nawrócić tego oto Eda. Moja siła jest siłą i darem od Ciebie i dlatego boli mnie to, że muszę wykorzystywać ją do tak bezsensownych celów. szept ucichł, a Metztli wrócił do spoglądania na swoich czarnych przyjaciół.

-Dzięki wam za pomoc. Jeszcze raz dzięki. Mam nadzieję że wasz kolega przemyśli to co robi i pozwoli dopuścić do siebie myśli i to co go otacza na co dzień. patrzył na nich i był szczęśliwy, że poznał ludzi, którzy mimo , że go nie znają pomogli mu.

Stał z założonymi rękami i czekał na decyzję i ruchy Eda. Czekał i czekał uśmiech gościł na jego twarzy nieprzerwanie. miał nadzieję że nie będzie dalszej części walki.


occ:
270/ 290 Hp
320/ 370 Mp
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 14, 2008 7:20 pm

W momencie słów mężczyzny i ujrzenia jego broni Jerome cały zesztywniał ze strachu. Nie lubił przemocy a wiedział że prawdopodobne będzie zmuszony tutaj do walki lub ucieczki. Spojrzał na mężczyznę w białym futrze swoimi błękitnymi oczyma, nie było w nich ani trochę gniewu za to były przepełnione ciepłem i miłością.
-przepraszam, ale opuszczenie miasta przeze mnie i mojego kolegę jest nie możliwe. Mamy misje do wykonania i nikt nie zmusi nas do jej przerwania.
Odpowiedział Jerome i przełknął głośno ślinę nie spuszczając wzroku z mężczyzny, za to chwycił się delikatnie za pas gdzie znajdowało się nunchaku ze zbroi wagi, mimo tego że brzydził się przemocy teraz był gotów do walki.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Nie Wrz 14, 2008 7:49 pm

- Weź mnie.. haha - zaśmiał się Revel zerkając na nią znad kieliszka.
- Nigdy nie byłem we Włoszech - dodał po chwili milczenia - Na pewno ładny kraj, byłaś w Pekinie i Tokio? powiedz mi jak tam jest? Bo właśnie po urlopie w Londynie chciałem odwiedzić Pekin - gadał do niej uśmiechając się lekko.
- Ja nie jestem piękną bizneswomen jak widać - zażartował - Ale również często podróżuje jestem pisarzem, szukam natchnienia w Londynie gdzie się wychowałem.. Znasz może pisarkę Joanne Kate Rowling? Była moją prababcią. Rodzice zawsze powtarzali że to właśnie po niej odziedziczyłem smykałkę do pisania - odpowiedział, nalewając jej jeszcze szampana, musiał improwizować to zbyt ważna misja żeby dać się tak załatwić, a jak to kiedyś powiedział jeden z jego szkolnych kumpli " dobra ściema nie jest zła".
- Dziewczyna zdawała się być w miejscach gdzie są bomby.. to może być trop.. - pomyślał, czekając na odpowiedź młodej Włoszki.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 6:35 pm

Ed przyjął całą siłę uderzenia na swoją klatkę piersiową, co
spowodowało złamanie pary żeber. Po dłuższej chwili zdołał jednak wstać
wypluwając krew z ust i trzymaniu się jedną ręką za bolące miejsce. Następnie
coś wybełkotał niezrozumiale pod nosem. Swoje ciemne oczy w tej chwili są
skierował na ucznia Świątyni…oczy pełne nienawiści oraz chęci zemsty.
-Widzę, że potrafisz
kilka sztuczek. Widzisz, pierdolcu… ja też coś potrafię!!.

W tym samym momencie wyjął z pod koszuli broń palną!.
Powolnym krokiem zaczął kierować się w stronę Metzila wymierzając w niego
„narzędzie śmierci”.
-I, co teraz
powiesz??. Nie uratujesz się teraz używając tej swojej mocy!. Z całą pewnością
nie jesteś taki szybki jak nabój wystrzelony z tej pięknej broni.


-EDDDDD!!!- Zaczęli,
krzyczeć pozostali „widzowie” tego przedstawienia.

Przestań!. Daj mu
spokój!!. Chcesz zginąć idioto!!??


Najwyraźniej te słowa jeszcze bardziej sprowokowały młodego
chuligana. Najpierw oddał strzał ostrzegawczy w powietrze a zaraz potem
postrzelił młodego chłopaka dokładnie w lewe ramie(100obr). Po chwili
triumfalnie podszedł do wysłannika Sanktuarium.
-Widzisz??. Mówiłem Ci już, że po tobie. Jakieś ostatnie życzenie
chłoptasiu?? Powiedział to z szyderczym uśmieszkiem na twarzy a następnie
przyłożył mu broń do głowy.

************************
Gdy Gerard rzucił kamieniem owy złodziejaszek niefortunnie
odwrócił się i dostał wprost w czoło. Tym sposobem stracił równowagę i
przewrócił się na kosz ze śmieciami na jednym z bocznych uliczek Sydney.
-Ajjjjj to nie tak
miało wyglądać – z płaczem zaczął mówić dość młody chłopak.

-Oddawaj torbę i to
już!!- Krzyknął głośno uczeń Świątyni.

-Proszę, proszę… ale
czekaj chwilkę.- Powiedział skruszony chłopak.

-Co ty możesz jeszcze
chcieć ode mnie??

-Mam pewne informację
dla ciebie. Możesz Wierzyć lub nie, ale już od lotniska byłeś obserwowany
niestety nie wiem, przez kogo lecz nie mamy zbyt dużo czasu, więc słuchaj
uważnie.- Czuć było powagę w jego głosie.

-Eeee co??. Czy to są
jakieś żarty?. Czy ja jestem w ukrytej kamerze??- Zażartował Gerard.

-To, co mówię jest
prawdą. Ty jesteś Gerard jeden z uczniów Świątyni przysłany tutaj w specjalnej
misji.

-Tak… to prawda, ale
skąd to…

-Dobrze skoro już
wszystko sobie wytłumaczyliśmy posłuchaj mnie. Udało mi się dowiedzieć, iż
jedna z bomb jest ukryta w Wielkiej Operze w Sydney. Dokładnie pod sceną. Sam
ją widziałem gdyż można powiedzieć, że jestem wtyczką…

-Eeeee proszę Cię
możesz mówić jaśniej??- Dalej nie mógł otrząsnąć się Gerard.

-Nie ma na to czasu!!.
Musisz jak najszybciej się udać do tego miejsca!!! Musisz…


Tu nagle przerwało mu ostry pisk opon. Obydwoje nagle się
odwrócili i ujrzeli czarny samochód otoczony białym dymem. Drzwi zaczęły powoli
się otwierać ukazując sylwetki trzech rosłych mężczyzn w okularach. Są oni
odziani w czarne garnitury a po ich cerze na pewno można wywnioskować, iż nie
pochodzą stąd.
-Pan pójdzie z nami-
Odezwał się nagle jeden z nich.

W tym momencie Gerard ma do
sprostanie kolejnej próbie. Gwałtownie odwrócił się do tyłu w stronę chłopaka,
z którym rozmawiał, lecz tam nikogo o dziwo nie było!!!. Zapowiada się ciężki
dzień dla niego…


************************
Nagle limuzyna się zatrzymała. W samochodzie zaczęło się
robić powoli „duszno”. Nagle rosły mężczyzna otworzył energicznie drzwi od
pięknego mercedesa.
-Widzisz kolego… mogę
„kropnąć” Cię już teraz. Lecz co mi z tego przyjdzie??. Tylko ubrudzę sobie
moją skórkę od siedzeń. Jak już mówiłem musicie z kolegą opuścić to miasto. Nic
wam z tego dobrego nie przyjdzie, jeżeli zostaniecie i…- Nagle zadzwoniła jego
komórka.

-Co do kurwy nędzy
chcesz??!!.

-Przepraszam szefie,
że przeszkadzam, lecz mamy tutaj pewien problem.

-Jaki!!?
-Przed naszym
samochodem stoi jakiś blondas, który właśnie spuścić niezłe lanie Bartwoi.

-CO!!.
-Naprawdę szefie. Nie
kłamie. Proszę sam to zobaczyć.



Po krótkiej chwili wszyscy trzej wysiedli z samochodu. Z
całą pewnością pretendent do zbroi liry nie mógł się tego spodziewać. Otóż
Shaka tak… dobry przywódca nie zostawił przyjaciela w potrzebie i postanowił go
pilnować.
-Przepraszam, lecz
pomyślałem, że będziesz potrzebował pomocy- Powiedział chłopak z lekkim
uśmiechem na twarzy w tej samej chwili rzucając ciało jednego z „goryli”
tajemniczego szefa.

-Kim ty kurwa
jesteś!!!- Krzyknął mężczyzna.

- Shaka pretendent do
złotej zbroi Panny do usług…

-Zabić mi tego
skurwiela!!!!!

Krzyknął ponownie mężczyzna i już w jego stronę zaczęło
kierować się dwóch mężczyzn…
OCC:
Mężczyzna 1) HP=250,
Mężczyzna 2) HP=300,
**************************
Monic spojrzała się dziwnym wzorkiem na Zjawę Hadesa, lecz nie
dała wykryć tego po sobie. W tej samej chwili samolot wpadł w jakieś lekkie turbulencje.
Jednak ten stan nie trwał za długo. Kobieta lekko się uśmiechnęła do Revela poprawiając
włosy.
-Może wypijemy za
pomyślne „przeżycie” tych turbulencji??- Spytała słodkim głosem.

Chłopak tylko pokiwał głową na tak. Szybko obydwa kieliszki
zostały puste jak i butelka szampana.
-Ojj i skończył się
nam alkohol.. hehe..

A powiedz mi coś
dokładnie o tej pisarce, o której mówiłeś kochaniutki…


Puściła oczko w stronę Ignusa a temu o dziwo jakby zakręciło
się w głowie. Może to od tego, że przebywa w towarzystwie pięknej kobiety a
może przeholował już z drinkami??. Czas pokażę, czas pokażę…
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 7:47 pm

Metztli wykorzystał ponownie technikę iluzji i stworzył niedoskonałą swoją kopię. Jednak Ed zaślepiony nienawiścią i chęcią zemsty nie był zdolny zauważyć zmian jakie się dokonały. (- 50mp Iluzja) Po chwili Młody Mictlan znalazł się obok Ed-a.

-I co teraz powiesz. Nie jesteś mnie wstanie drasnąć. Zapewniam Cię że zginiesz jeśli nie przestaniesz. Okryje się hańbą ale złamię zasady jakie wpoił mi mistrz. Zabiję Cię bez krzty szacunku. Wtedy Ty okryjesz sie jeszcze większym poniżeniem na oczach Twoich Braci. Wierz mi jestem do tego zdolny.

powiedział z złością dziedzic rodu Atlantic. Mocniej złapał go za rękę tak, że łokieć miał na wprost siebie. ścisnął rękę mocniej i coś chrupnęło w łokciu. Stracił władzę w ręce broń z niej wypadła, a po chwili znalazł się na klęczkach gdy Metztli zadał mu cios pod kolano. Wziął spojrzał z pogardą w jego oczy odsuwając nogą broń. (atak siłą 57 obrażeń)

-Poddaj się i daj mi dokończyć moje posłannictwo w tym mieście. Chcesz chyba jeszcze pożyć i cieszyć się z tego co będzie w przyszłości. poklepał go po głowie lekko i przemówił do przyjaciół.
-Nie powstrzymujcie go jeśli zależy mu na was i życiu zaprzestanie walki i odpuści. Może on nie wie że śmierć z ręki szesnastolatka jest hańbą, a nie poddanie się w walce kiedy ktoś chce go oszczędzić i dać mu wolną rękę wyboru drogi postępowania. Po czym odszedł w tył zbierając pistolet do plecaka. Nie przestawał patrzeć na Ed-a.

occ:
Hp napastnika 216
Moje:
270/ 290 Hp
270/ 370 Mp
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 8:37 pm

- Przepraszam, ale przez te turbulencje nie dosłyszałem historii o Pekinie i Tokio.. Mogła byś powtórzyć? - chwila słabości, a przed tym jeszcze jakieś turbulencje w samolocie.
- To wszystko się rozgrywa w złą stronę - pomyślał wpatrując się w nogi Moniki.
Szampan skończył się niebywale szybko za szybko Ignusowi nie przeszkadzały procenty wręcz przeciwnie to coś innego znacznie innego.. Nagle zrobiło mu się bardzo ciepło, najgorsze było to ze to nie było nawet działanie kobiety z którą siedział i rozmawiał
- Choroba.. coś jest nie tak - zamruczał tak cicho ze tylko on mógł usłyszeć wyraźnie to zdanie.
- Wybacz mi piękna pani, ale opowieść za opowieść, najpierw ty wyjaw piękno Pekinu oraz cel tamtejszej podróży, a wtedy ja opowiem Ci o mojej świętej pamięci babci i innych pisarskich dyrdymałach - dodał, po chwili poczuł się trochę lepiej, zawroty głowy zaczęły ustępować tak samo jak nagły wzrost temperatury
"Jak tam u was?" - brzmiało pytanie, które wystukał na klawiaturze swojego telefonu, po czym wysłał je do Shaki.

OCC:
Mentor mam jedno ale...
To że na twoją iluzje nabrał się twój przeciwnik to już zależy od MG, który prowadzi tą przygodę.. więc nie myl gracza z przewodnikiem;] tyle ode mnie
Nie upraszczajcie sobie chyba ze Dark pozwolił na własną twórczość ( a ja tego nie doczytałem:P, ale wątpie)
pozdrawiam
Revel
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 8:43 pm

occ: sam to określiłem boby rozpoznać iluzje potrzeba wykrycie mieć tak więc raczej albo na pewno się nabrał bo takiego info o przeciwnik nie dostałem.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 8:55 pm

Gdy limuzyna się zatrzymała chłopak wystraszył się lekko lecz akcja nabrała takiego obrotu że nie wiedział co się dzieje. Wyszedł z samochodu stając obok Shaki.
-dzięki wielkie.
Powiedział uśmiechając się chłopak po czym zmierzył wzrokiem oby dwu mężczyzn. Przez chwilę stał w miejscu sparaliżowany strachem. Nie lubił przemocy więc nie chciał uderzyć żadnego z nich.
-proszę odejdźcie a nie zrobimy wam krzywdy
Mruknął do przeciwników spuszczając głowę w dół lecz nie widząc żadnego odzewu w tym kierunku i bandyci nie mieli zamiaru przestać walczyć chłopak ruszył w kierunku pierwszego atakując go.

OCC:
Atak siłą 3*8 = 24dmg.
Mężczyzna 1 226/250
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 15, 2008 9:14 pm

Z początku oszołomiony sytuacją, Gerard złapał torbę i wystawiając ją przed siebie wyciągnął niezauważalnie broń Wagi i wsadził ją sobie z tyłu w spodnie po czym pchnął bagaż na jednego z osiłków. - Jeśli wam chodzi o to - wskazał na porzucony bagaż - To nie jest mi to już potrzebne.
"Całe szczęście że mam wszystkie potrzebne rzeczy przy sobie"- pomyślał
- Zapytam się raz i grzecznie, kim jesteście i czego ode mnie chcecie?! - odparł wojowniczym tonem chłopak i lekko ugiął nogi gotów zarówno do ataku, jak i natychmiastowego odwrotu.

OCC: Nie mam dziś weny :/


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Wto Wrz 16, 2008 9:51 pm

Mężczyźni spojrzeli na Gerarda dziwnym wzorkiem.Jeden z nich nawet szyderczo się uśmiechnął a drugi zaśmiał.Następnie zaczęli powoli przeszukiwać torbę podróżniczą ucznia Świątyni lecz po dłuższej chwili niczego nie znaleźli co ich bardzo zdenerwowało.
-Gdzie to ukryłeś chłopcze...powiedz a może pozwolimy Ci odejść.-zapytał "grzecznie jeden z nich".
-Daj spokój... nie warto tracić na niego czasu.Mamy jeszcze sporo spraw do załatwienia przed...sam wiesz czym.
-Dobrze dobrze nie denerwuj się...moja cierpliwość kończy się chłopcze.Daj nam "to" a nic się nie stanie.
W tej samej chwili jeden z mężczyzn odsłonił marynarkę i wyjął broń którą następnie wymierzył w stronę Gerrarda.
****************************
Czarnoskóry chuligan spojrzał ponownie na Metzila zapłakanymi oczyma.Po dłuższej chwili musiał ulec...na dalszą walkę nie pozwalały mu jego dalszy stan zdrowia oraz honor.
Mężczyzna kilka razy uderzył ręką o ziemię na znak iż się poddaje co najwidoczniej zadowoliło ucznia Świątyni.
-Powodzenia chłopcze...-zdołał jeszcze wyszeptać Ed a następnie runął na ziemię jak długi ze zmęczenia.
Metzil pokiwał głową w stronę jego kumpli żeby mu pomogli a następnie dalej ruszył przed siebie.Jednak z każdym kolejnym krokiem było mu coraz ciężej.Ręka mocno zaczęła krwawić powodując niesamowity ból oraz zdziwienia napotkanych ludzi.Jedyną dobrą wiadomością jest fakt iż Metzil dotarł do jednych z główniejszych dróg Nowego Yorku...
OCC;Jeżeli czegoś nie wymyślisz co bd mi się podobać to co rundę tracisz 40HP.
**************************
Dość rosły mężczyzna na słowa pretendenta do zbroi liry po prostu parsknął śmiechem.Jednak nie mógł on przewidzieć jakie będą tego fatalne skutki.Otóż Jerôme uderzył z całej swojej siły w jego splot słoneczny powodując stratę równowagi a następnie padnięcie na ziemię.Shaka na to co się dzieje też nie mógł pozostać obojętny.Z ogromną prędkość podbiegł do znajdującego się obok drugiego przeciwnika i szybkim precyzyjnym kopniakiem(lowkick) w jego udo zwalił go z nóg(szybki atak 36*3=108obr).Mężczyzna zaczął głośno krzyczeć z niemiłosiernego bólu jaki go ogarnął.Po chwili wzrok Shaki przeniósł się na szefa tych "półgłówków"
-Mam teraz dla ciebie propozycję nieodrzucenia.Jeżeli chcesz żeby twoi goryle pozostali przy życiu odpowiesz mi oraz mojemu koledze na każde zadane pytanie.Chyba że "gniew Buddy" ma także spaść na Ciebie a ....nie polecałbym tego...
-Hmmmmmm widzę że obydwoje posiadacie ogromne zdolności.Widzę także iż nie blefujecie.(W tej samej chwili machnął ręką do swoich ochroniarzy aby zaprzestali walki).
Nie chciałem nie potrzebnego rozlewu krwi.Myślałem że te wielkie opowieści o rycerzach zodiaku to tylko mit.Myliłem się i muszę teraz zapłacić za swój błąd.Pytaj więc....
*****************************************
Monic zawsze pełna wdzięku spojrzała swoimi brązowymi oczami jakby chciała "zaczarować" Revala.
-Ehhh a co tu opowiadać??.Miasto jak miasto.Pełno żółtych ludzi którzy próbują wcisnąć Ci wszystko za parę groszy.A cel mojej podróży nie mógł być inni niż sprawy biznesowe.Przy okazji odwiedziłam mojego starego przyjaciela Lu-changa.Więc teraz twoja kolej kochaniutki...jestem na prawdę ciekawa co mi Ty powiesz....
Po chwili piękna włoszka założyła nogę na nogę odsłaniając tym samym koronkę od pończoszki(:D).Jednocześnie było słychać kolejny komunikat pilota mówiący o tym iż właśnie lądują na Majorce...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Wto Wrz 16, 2008 10:15 pm

- To ? - zapytał z udawanym zdziwieniem Gerard - Czyżby chodziło wam o mój bezcenny prezent? Jest teraz bezpieczny w skrzynce lotniskowej a wątpię żeby mili panowie strażnicy od tak oddali go wam. Zresztą... - znowu udał zastanowienie
- Ja tu nie szukam kłopotów. Przybyłem tu z pewną sprawą ale... A co mi tam! Mam cały tydzień i chce się dobrze zabawić w tym mieście!

- Wybaczcie więc panowie że chce was opuścić. Tu macie kluczyk, idźcie po to ale zostawcie mnie w spokoju.
"Jeśli tego nie kupią, to mam przesrane".
- pomyślał Gerard i powoli ruszył półkolem w stronę najbliższej ruchliwej ulicy cały czas spoglądając na napastników.


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Wto Wrz 16, 2008 11:14 pm

Metztli odchodził zadowolony z Ed-a, że nie musiał go posyłać w ręce Bogów. Spojrzał na ramię i ujrzał głębokie draśnięcie. Obficie sączyła się krew. Ręka robiła się ciężka i coraz bardziej niewładna. Nie przejął się tym. Wiele razy pod opieką mistrza miewał takie rany. Znał parę sposobów na powstrzymanie krwotoku. Zacisnął pięść i pomaszerował przed siebie. Jego szaty wsiąkały całą krew dzięki czemu mógł zakamuflować ślady krwi przed ludźmi. Nie uszło uwadze ludzi to, że bark był niżej ręka stała się jakby całkowicie inna. Nie mógł nią ruszać normalnie. Gdy biegł przez ulice ciągnął ją za sobą. Przysiadł na chwilę pod sklepem wielobranżowym. Spojrzał na wystawę i na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Wszedł do sklepu. Rozejrzał się i przeciskał się we mgle własnych oczu. Dotarł przed ladę. Spojrzał na kasjera i zasłabła. -Arggggggg. uderzył bezwładną prawie ręką o ladę na której pojawiła się krew. Sprzedawca od razu wiedział że dziecku jest potrzebna pomoc. Podszedł do niego i próbował zdjąć mu jego szaty zdobiące rosłego ucznia. Mictlan upadł po chwili wstał i patrząc na sprzedawcę zaczął mu tłumaczyć co to jest.

-To jest rana postrzałowa jednak kula nie tkwi w moim ramieniu. Boli cholernie i potrzebuję twojej pomocy. Zostałem napadnięty jednak śmierć tamtej osobie zaglądała w oczy. Wycofał się po czym ja dopiero postrzegłem, że moja sztuczka nie zadziałała tak jak miała i drasnął mnie pocisk. Koniec gadania. Daj mi natychmiast czysty alkohol najlepiej etylowy, zwykłą igłę do szycia albo jakiś haczyk, zapalniczkę i nóż. Jak byś mógł to też pozwól mi odpocząć na zapleczu i daj coś do zjedzenia. Proszę Cię nic nie mam i nic nie zapłacę niestety ale mi pomóż. Wisi na mnie brzemię. Jeśli się spóźnię to będzie tu Sajgon. Mało kto z was przeżyje to o ile ktoś przeżyje.

Skończył mówić. Dyszał ze zmęczenia. Krew dalej sączyła się ostrym strumieniem. Podszedł do drzwi zamknął je i zmienił tabliczkę na zamknięte. Po czym usiadł uparł się o drzwi i spuścił głowę. Sprzedawca patrzył ze zdziwieniem, że on jeszcze żyje. Nie potrafił się ruszyć z zdumienia. Nagle rozległ się krzyk.

- Rusz się!! Metzt przeszedł do normalnego tonu.
- Nie pomożesz mi. Jestem szesnastolatkiem z Islandii. Nazywam się Metztli Mictlan Atlantic. Jestem sierotą od wczesnych lat dzieciństwa i radzę sobie sam. Teraz ja potrzebuję Twojej pomocy. Ja dziedzic, ostatni potomek rodu Atlantic przyrzekam Ci , że jeśli pomożesz mi w tej arcy trudnym posłannictwie. po czym jego głowa spoczęła spuszczona na klatkę piersiową. Na ziemi była już spora kałuża krwi.

Metztli powoli przechodził w stan agonii. Dreszcze ogarnęły jego ciało. Zacisnął pięści i zęby z bólu. Czekał na pomoc sprzedawcy. Krwi ubywało jak i cennego czasu potrzebnego do wybuchu bomby. Młody Mictlan przenosił się w świat zmarłych powolnymi krokami. W głowie usłyszał głos mistrza.

Pamiętaj póki Twoje serce bije. I jest chociaż iskierka nadziei na powodzenie to masz walczyć, walczyć do końca. Nie tego Cię uczyłem. Jesteś moim uczniem i nie pozwalam Ci tak postępować. Spróbuj przezwyciężyć ten ból i iść dalej. Jeśli Ci nikt nie pomoże wykonaj te zadanie nawet za cenę życia. Metztilowi ukazał się obrazek jak 10 lat temu musiał zabić niedźwiedzia. Gdy był ciężko ranny, a mistrz zmuszał go do nie ludzkich rzeczy.

Na jego twarzy zarysował się lekki uśmiech. Z oczu pociekły łzy. łzy wspomnień i szczęścia, że mógł tak daleko dojść dzięki mistrzowi. Po chwili próbował się podnieść jednak był za słaby. Pozostało mu czekać na sprzedawcę, który nie wydawał się być osobą rządną pieniędzy. Jego sklep był skromny i panowała w nim miłą atmosfera.

OCC:
230/ 290 Hp
270/ 370 Mp
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 17, 2008 7:36 am

Chłopak miał zamiar znów atakować. Lecz gdy usłyszał negocjacje Shaki z przestępcą ruszył w stronę swojego mistrza i stanął obok niego. Spojrzał swoimi przepełnionymi ciepłem oczyma na przestępce. Z jego oczu kapnęła łza, musiał zadać ból człowiekowi, nienawidził tego nawet choćby walczył z największym złoczyńcą. Jego włosy teraz powiewały swobodnie, poczuł parę kropli deszczu na szyi lecz tylko przez chwilę. Nie spuszczał wzroku z ich szefa a po chwili usiadł w pozycji lotosu na ziemie i przymknął oczy.
-Przepraszam Shako ale muszę się uspokoić i zrelaksować.
Mruknął po cichu Jerome, zawsze nawet po krótkiej walce musiał się zrelaksować i uspokoić. Więc siedział teraz na chodniku, jego włosy powiewały coraz bardziej oraz można było od niego czuć ciepłą, spokojną i pełną miłości aurę.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 17, 2008 10:49 pm

Komunikat wygłaszany przez pilota samolotu odciągnął go od wpatrywanie się na długie zgrabne nogi jego towarzyszki.
Revel przez chwile układał sobie wszystkie informacje w głowie
" Sprawy biznesowe.. tiaa" - pomyślał, drapiąc się po nosie, jednocześnie uśmiechając sie lekko do Moniki
- Oczywiście ze mogę opowiedzieć co nieco, lecz wtedy ty opowiesz mi coś więcej o swoich podróżach.. Zaczynam się bać, że ty się nie boisz żadnych terrorystów czy innych takich niebezpiecznych ludzi, Nie wyglądasz na kobietę, która potrafi włożyć nóż w plecy, a jednak biznes to biznes. Więc zgoda? powiesz mi co i jak..a do tego podziwiam Cię w TV mówili coś o napadzie terrorystycznym może wiesz coś o tym? Może to działo się gdzieś koło Ciebie? - zapytał, mając nadzieje ze dowie się czegoś więcej, piękna włoszka była dziwnym towarzyszem podróży, po głowie Revela nadal błąkały się myśli.. złe myśli co do Moniki.
- A więc dobrze - zaczął, nie czekając na odpowiedź - Mam Ci więcej powiedzieć Ci o mojej prababce? Nie widzie problemu.. Pochodziła ona z Anglii, nie szło jej może za dobrze, lecz wszyscy w rodzinie uważali że powinna pisać książki i inne takie tam. Więc ona się przełamała, ludzie zawsze twierdzili ze ma talent..
Po ponad roku znalazł się pierwszy wydawca, któremu powieść się spodobała.
Jeśli odwiedziesz kiedyś jakąś księgarnie zapytaj o nią i o przygody małego czarodzieja, sprzedawca napewno będzie wiedział o co chodzi
- Po tym zdaniu Ignus zrobił małą przerwe, dzięki Bogu spędzał wakacje u babci w Polsce, gdzie czytał dzieła J.K. Rowling, lecz nie mógł zostać rozszyfrowany.. Wszystko to co mówił wyczytał, nigdy nie miał nic wspólnego z ta pisarką.
Po paru latach jakoś chyba dwudziestu - ciągnął dalej - Urodziłem się ja, wychowywałem się w Londynie, rodzice często zostawiali mnie u niej, tak jak i u drugiej babki, która mieszkała nieopodal.. po czekaj chwilkę - oznajmił Ignus, szybko nachylając się do torby.. Po chwili szukania spojrzał na nią ze smutnym wzrokiem - Wybacz mi myślałem ze wziąłem jej pierwszy egzemplarz.. Niestety nici z prezentu.. - Revel skrzywił się lekko, po czym smutnym bardzo wolno zamknął torbę.
- To ona mnie uczyła pisać, w Londynie odwiedzę jej grób.. - mówiąc ostatnie zdanie ściszył głos do ledwo słyszalnego szeptu.
- To teraz ty, mamy jeszcze chwile.. Już jesteśmy ma Majorce - dodał, obracając się w jej kierunku.
- To teraz wyjawi mi swój sekret - szepnął jej do ucha, opierając łokcie na kolanach i nasłuchując..

OCC: Oj Mg ty erosomanie:)
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 18, 2008 2:36 pm

Monic ponownie poprawiła tym razem swoją i tak dość skąpą bluzeczkę.Pewnie wszystko to robiła żeby pobudzić zmysły zjawy Hadesa.Jednak gdy Revel zmienił ton na tak czuły...i tak cichutki dziewczyna prawie się popłakała..
-Jeszcze nikt z taką czułością nie mówił o swojej rodzinie oraz przeżyciach...naprawdę twoja dziewczyna musi być z ciebie dumna.Heh powoli zaczynam jej zazdrościć.-powiedziała ze szczerym uśmieszkiem na twarzy.
Następnie kobieta lekko się zastanowiła na pytanie Ignusa.
-Hmm dziwi mnie to dlaczego cały czas wypytujesz o moje podróże do tych miast.A o terrorystach nie słyszałam.Coś się stało poważnego?.Ja tam byłam półtorej-dwa dni temu.Może coś przeoczyłam ale...
W tym momencie dziewczyna widocznie się zamartwiła przysparzając tym samym smutku Zjawie Hadesa.Nie czekając na jej dalsze słowa mocno ją przytulił.
-Spokojnie wszystko będzie dobrze..-wyszeptał Ignus.
Po chwili w jakiś "magiczny" sposób cała elektryka w samolocie padła.Nastał okres dość długiej ciemności-tak się wszyscy spodziewali oprócz....Monic!!.Ona miała najwidoczniej co innego na głowie.W pełni wykorzystała ten moment ciemności i zaczęła całować Revela w usta!!.Mężczyzna nie spodziewał się tego ale...także nie zamierzał się przed tym bronić.
Po dłuższej chwili znów wszystko powróciło do normy...no może prawie.Otóż wykorzystując kolejną chwilkę nie uwagi Monic wyjęła małą strzykawkę która szybko wbiła Revelowi w prawe przedramię(nie widziałeś tego:D:D).
-Dziękuje za wspólnie spędzony czas...i przepraszam...
To ostatnie słowa jakiego Zjawa Hadesa zapamiętała...
*************************************
Na kolejne nieszczęście Metzila sklepikarz do którego trafił okazał się być chińczykiem.Jednak na potworny stan chłopaka nie mógł pozostać obojętny.Szybko zawołał coś w swoim języku do swojej żony która była na zapleczu.Kobieta przyniosła jakieś bandaże oraz maści nie znanego pochodzenia.Po chwili jedną z nich przyłożyła mu pod nos.Chłopak momentalnie stracił przytomność.
Jego kuracja jednak trwała dłużej niż stara dobra para chińczyków przewidywała.Metzil stracił całe PÓŁTOREJ DNIA!!!.
Lecz bez takiego odpoczynku nie mógł zajść daleko.To było niezwykle konieczne.Chłopak odzyskał siły lecz rana dalej dawała o sobie znać(10% możliwości że nie trafisz przeciwnika podczas walki).Chwilę później Metzil był już gotowy do dalszej kontynuacji swojego zadania...
**********************************
Gerard jak to sam ładnie określił "ma przesrane".Otóż trzej mężczyźni pozwolili mu o dziwo przejść przez nich.Chłopak powoli bez gwałtownych ruchów poruszał się do końca bocznej uliczki.Jednak na jego nieszczęście broń jaką wcześniej schował w spodniach z każdym krokiem zaczęła się osuwać aż w końcu.... spadła na ziemię z wyraźnym hukiem.
Trzej mężczyźni spojrzeli na to co się stało z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.
-Tego właśnie szukaliśmy.
Następnie machnął ręką do jednego z nic aby przyniósł mu jedną ze złotych broni wagi.Mężczyzna kierował się stanowczym krokiem po cenną rzecz jednocześnie trzymając w prawej dłoni pozłacany kastet.
*****************************
Gdy pretendent do srebrnej zbroi liry siadł w pozycji lotosu i jak gdyby nigdy nic zaczął medytować Shake to szczerze powiedziawszy lekko wkurwiło.Podszedł do niego i z całej siły zdzielił go w tył głowy co spowodowało iż chłopak upadł na ziemię.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie.Ty sobie teraz medytujesz a pomyśl iż ta bomba właśnie zaczęła odliczać minuty do wybuchnięcia.Nie mamy na razie nic.Ten o to człowiek jest naszą jedyną wskazówką której potrzebujemy.Więc wstań wreszcie na nogi i zacznij mu zadawać pytania!!.Może i nie lubisz zadawać bólu...rzadko kto lubi.Jednak tym razem jesteśmy do tego zmuszeni.Ochłoń jeszcze minutkę i zaczynaj.Ja w tym czasie przypilnuje tych dwóch żeby czegoś nie wymyślili...-spojrzał na nich Shaka błękitnymi oczyma.
Może i ten wrzask na przyjaciela nie był potrzebny lecz inaczej by się nie ogarnął do pracy.Każda minuta się tutaj liczy...każda..
-Więc co mam wam powiedzieć..pytajcie...nie przeciągajcie mojej haniebnej porażki.Już Allach będzie wiedział jak mnie ukarać....-posmutniał mężczna spuszczając głowę na dół...
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 18, 2008 2:48 pm

Chłopak miał zamiar wstawać gdy poczuł rękę Shaki na potylicy. Najwidoczniej nie znał natury Jerome'a, zawsze po walce, nawet takiej krótkiej musiał się chwilę zrelaksować i pomedytować ewentualnie każda drobnostka go denerwowała i mógł dostać przez nią ataku szału czy coś takiego. Chłopak wstał i otworzył oczy przeszywając wzrokiem Shakę.
-a ty zapomniałeś jak się mówi!? sam nie możesz zadać mu pytania!?
Warknął bardzo nerwowo jak na niego Jerome i odwrócił się w bok trącając barkiem Shakę, podszedł do zbira i chwycił go za fraki szarpiąc i opierając go o ścianę.
-gdzie jest bomba!? mów wszystko co wiesz!
Krzyczał na niego nadal zdenerwowany Jerome, przysunął się tak blisko do zbira że mógł mieć ten problemy z oddychaniem i na pewno czuł na brzuchu nunchaku ze złota. Czekał na odpowiedź zbira kompletnie ignorując już Shakę, przeszywał muzułmanina swoimi prawie że białymi oczyma.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 18, 2008 4:06 pm

Metztli był wdzięczny. Jednak czuł ból biegnący po całym ciele promieniujący z rany. Wyszedł z zaplecza na sklep. Stanął lekko się chwiejąc przed mężczyzną i kobietą. Skłonił się im i poprosił o parę rzeczy wskazując ręką i w miarę poprawnie to nazywając. Wśród nich znalazł się nóż, maści i zioła jakie mu podawano, dwie porcje opatrunków oraz sake, które chciał użyć zamiast spirytusu którego na stanie sklepu nie było. Nie zapomniał o dobrej nici i haczyku na ryby. Mówił potem w swoim języku gdyż brakowało mu słów opanował zaledwie kilka w ich języku będąc w stanie ciężkim. Zawdzięczał im życie oraz zachowanie szans na powodzenie misji jaką mu powierzono. Czekał i mówił do nich z nadzieją, że jego słowa zostaną zrozumiane.

-Dziękuję wam jako Dziedzic dawno zapomnianego rodu Atlantic. Ja Metztli Mictlan Atlantic jestem wam dozgonnie wdzięczny wam i nie zapomnę was do końca moich dni do końca świata. Dzięki wam teraz mogę ruszyć przed siebie i dokończyć to co zacząłem. Dajcie mi jeszcze to co wam wskazałem, a będę mógł wyruszyć dalej z wielkim zapałem i już chyba bez bólu.
po chwili usiadł i wpatrując się w zegar liczył czas jaki mu został było to całe albo już niecałe 3 dni. Był blisko celu jednak to co najważniejsze było przed nim.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 18, 2008 4:07 pm

"Czemu wiedziałem że się nie uda?" - Zapytał siebie w duchu Gerard.
Chłopak odruchowo podniósł broń Wagi i stanął w lekkim rozkroku. Wiedząc (i widząc) że ma raczej nikłe szanse na zwycięstwo - z uwagi na uzbrojenie tychże mężczyzn - postanowił uciekać. W ułamku sekundy zmienił swoje zdanie.
"Skoro i tak mają pistolety to ucieczka nie miałaby sensu" - pomyślał Gerard i wyrwał do przodu atakując zbira z kastetem wykopem w twarz. Wiedział, że jeśli nie obezwładni ich wszystkich nie ma szans na ucieczkę. Postanowił jednak narazie skupić się na tym jednym przeciwniku.

OCC:
Atak zręcznością 3 x 10 = 30 dmg


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 19, 2008 7:54 pm

Początkowo przed Revel przemijały w znacznie zwolnionym tempie obrazy...jednak były one zamazane bądź nie zrozumiałe dla niego.Co najgorsze dziewczyna omamiła chłopaka swoją "sztuczną" urodą i wdziękiem a ten już wpadł w jej sidła.
Kilkanaście godzin później....
Revel obudził się z lekkimi zawrotami głowy lecz po dłuższj chwili doszedł do siebie.Okazuje się iż zjawa Hadesa jest w bardzo dziwnym pomieszczeniu...przypomina zwykłą piwnicę.Jednak jest on wręcz przywiązany do metalowego krzesła na którym siedzi grubymi wiązaniami.Ponadto do jego nóg przyczepiona jest osobna linka która prowadzi do...i tu niemiła niespodzianka! do spusty wielkiego karabina maszynowego wycelowanego wprost w jego głowę.Z całą pewnością pierwsza myśl jaka przeszło mu po głowię to iż ma teraz "przejebane" oraz trudno mu będzie wyjść z tego cało.Następnie do pomieszczenia weszła znana mu już kobieta...Monic dumnym krokiem szybko zerwała mu plaster z ust aż zabolało.
-Cześć kochaniutki-zaczęła spokojnie i urokliwie.
Podoba Ci się moja maszyna??.Mój brat ją skonstruował specjalnie dla ciebie...
(w tym samym momencie do piwnicy wchodzi mu znana osoba....
-Witaj Ignusie...pamiętasz mnie???.
-Nieeee ale jak to możliwe...-wręcz pół szeptem powiedział Revel.
-Tak..to możliwe.Widzę że poznałeś moją siostrę.Dużo ciekawych rzeczy mi o tobie naopowiadała.Jestem pod wrażeniem.Wiem co dla mnie zrobiłeś wtedy w katakumbach świątyni i jestem Ci dozgonnie wdzięczny.I dlatego jeszcze właśnie żyjesz...lecz mniejsza z uprzejmościami.Może Ci powiem co chcę z tobą zrobić?-powiedział szyderczo mężczyzna.
-Idź do diabła!!.
-Otóż ja i moi "bracia" zaprowadzimy Cię do miejsca z ładunkiem nuklearnym.Ale czekaj czekaj..teraz będzie najlepsze.My oczywiście pozostaniemy czyści.Policja na całym świecie nas poszukuje ponoć za kradzież tych o to "bombek".
Jednak zdziwią się niezmiernie gdy Monic da cynk policji gdzie jest dokładnie zagrożenie wybuchem a my wtedy szybciutko Cię tam podstawimy.Pewnie teraz myślisz a jak to zrobimy żeby policja uwierzyła że Ty jesteś terrorystą naprawdę.Hmmm dwie małe sprawy.Za pomocą tej małej substancji którą za chwilkę wstrzykniemy Ci w krew będzie niezwykle posłusznym chłopczykiem.Ponadto podczepimy pod ciebie specjalny system zapłonowy.Jeżeli jeden z tych gliniarzy cię dotknie...bummmmmmmmmmmmmmmmm!!!-krzyknął z śmiechem mężczyzna....
-I co o tym sądzisz-odezwała się po dłużej chwili milczenia kobieta.
***********************************
Gdy Gerard uderzył mocno niczego nie spodziewającego się mężczyznę ten lekko odsunął się na bok.Następnie szybko złapał się za szczękę która najwyraźniej musiała zostać złamana tak szybkim oraz silnym ciosem.Jednego przeciwnika z głowy miał już uczeń świątyni.Pozostało jednak dwóch którzy tak łatwo nie polegną jak ich pobratymiec.
OCC:Zielin dobrze ci idzie:D tutaj chodzi oto żebyś jak najlepiej opisał zadawane ciosy.Nie bawimy się w HP czy coś ble ale tutaj już powołuje się na twoją wyobraźnię:D w skrócie opisz jak najlepiej swój cios.A ja wtedy uznam czy celnołeś itp itp.
*****************************
Przemiły Chińczyk spojrzał na listę którą dał mu Metzil.Szybko pokiwał głową następnie ruszył jak błyskawica do kolejnych półek.Jakieś dziesięć minut później miał już wszystko to co chciał uczeń świątyni.Jeszcze przed jego wyjściem położył mu dłoń na barku i wypowiedział jakieś słowa w obcym języku.Dopiero jego najmłodszy sen który wrócił ze szkoły przetłumaczył to Metzilowi.
Smok który jest ranny nie może zionąć w pełni ogniem...
Tymi dziwnymi słowami zakończył spotkanie sklepikarz.Pewnie w głębi duszy cieszył się iż mógł pomóc osobie w potrzebie.Z całą pewnością po śmierci będzie mu to wynagrodzone...
Dwie godziny później...
Metzil w końcu mógł zacząć się cieszyć..otóż znalazł się właśnie na Manhattanie...zaczął wędrować uliczkami obserwując zabieganych ludzi.Nagle usłyszał dźwięki syreny...co to mogło oznaczać??.I tu następuje kolejny wybór..iść sprawdzić to albo wsiąść w taksówkę która podjechała...
***********************************
Mężczyzna spojrzał wręcz całkowicie przerażony na to co wyczynia młody uczeń Sanktuarium.Po prawej nogawce zaczął mu cieknąć mocz...
-Ależ ja nic nie wiem!!.Jestem tylko łącznikiem.Ci z "góry" kazali mi tutaj przybyć i zastraszyć nie jakiego Jeroma oraz Shakę.Chyba to wy..tak sądzę po waszej sile.Lecz proszę(tu spojrzał na Shakę) nie zabijacie mnie.Jestem cenniejszy żywy niż martwy.Proszę jeżeli dacie słowo że przeżyje dam wam adres gdzie znajdziecie szefostwo...
Po chwili trzęsąc się zaczął wyjmować z kieszeni pozłacane pióro oraz jakąś małą karteczkę...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 19, 2008 8:50 pm

OCC : Jestem niezmiernie szczęśliwy Dark ze to twoja pierwsza przygoda, również cieszę się ze zależy Ci na czasie.. ale bez przesady..
Po drugie daruj sobie kierowanie postaciami innych graczy jeśli Ci to nie idzie... Bo czytając to co dopisałeś zauważyłem ze nie czytasz tego co pisze " Ja " tylko masz ustalony swój plan działania i robisz wszystko pod niego. Wcale nie poddawałem się wdziękowi kobiety, wręcz wszystko było robione na odwrót, ale oczywiście co tam, czyjeś posty można olać i ciągnąć swoją ustaloną fabułe do przodu. Jedno zdanie ostatnie for you
Naucz się być elastyczny jako MG to przynajmniej ja narzekać nie będę
Revel

Ciemność.. Potem wszystko potoczyło się w niewiarygodnym tempie.. Scena w ciemnym samolocie spodobała się Revel'owi chociaż nie chciał takiego obrotu sytuacji nie dziś.. nie jeśli mają tak mało czasu..
Potem to wszystko się rozpłynęło, a przed oczami zmęczonego pretendenta do zbroi Motyla pojawiła się rozmarzana sylwetka dwóch osób..
- Co.. jest na Zeusa.. - wyszeptał, po czym rozejrzał się mętnym wzrokiem po całym pomieszczeniu przypominającym piwnice
Po chwili zobaczył mężczyznę którego przetrzymowało Sanktuarium, po wysłuchaniu tego całego gówna, które wmawiał mu mężczyzna on tylko uśmiechnął się szeroko.
- Więc czas umierać - powiedział głośno i wyraźnie - podstawiając głowę jak najbliżej lufy.
- Hehe - zaśmiał się Revel - Durniu udało mi się wszystko - zaczął z uśmiechem, twoja siostra na pewno może potwierdzić to że parę esemesów zostało wysłanych jak myślisz gdzie? - zapytał patrząc już przytomnym wzrokiem na obie osoby stojące przed nim
- Tak, Świry z Sanktu już tu zmierzają, niestety urządzenie namierzające mam nadal.. w sobie...
- A i jeszcze jedno pamiętasz może słowo " układ " ? - nacisk na to słowo Revel wywarł bardzo wielki, miło być ono przeraźliwe i męczące, Ignus miał nadzieje ze właśnie takie było
- Gdzie mieszkasz ze swoją rodziną ? - przypomina Ci to coś, zapytał Ignus nie czekając na odpowiedź
- Odpalenie ładunku nawet Ci nic nie da widziałem ich nie z takich opresji wychodzili, więc strzelaj bo nawet nie opłaca mi się patrzeć na waszą bezsensowną śmierć i waszej rodziny.. a i pamiętajcie wcześniej przemyślcie takie rzeczy, a teraz żegnajcie bracie i siostro to wasze ostatnie dni - mówiąc to Revel próbował ruszyć tak nogą, aby uruchomiła ona spust
" Panie mój, wracam do twojego Świata, Ja twój sługa Ignus Revel " - pomyślał, patrząc zabójcy prosto w bezkresne pachnące siarką oko..
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 19, 2008 9:31 pm

Metztli usłyszał dziwny dźwięk. Dobiegał on z kierunku najwyższego budynku Manhattanu. Przepakował plecak wyciągając nic, haczyk małą ilość maści, gazik oraz bandażu trochę. Usiadł pod ścianą starego budynku. Zdjął bluzę po niej opatrunek. Spojrzał na ranę nie była zaszyta i sprawiała ból gdy biegł i nosił plecak. Na bluzie leżały przedmioty jakie wyciągnął. W usta włożył patyk by przetrzymać ogromny ból.

Haczyk zamoczył chwilę w sake. Odkaziło to go z wszystkich groźnych zanieczyszczeń. Nawinął nić. Przyłożył do rany wahając się chwilę zaczął zszywać ranę w ramieniu. Po około 20 minutach rana była zaszyta, a torys poplamiony z krwi. Smarował maścią delikatnie by nie podrażnić niczego. Zabandażował po czym włożył bluzę i schował wszystko ciasno do plecaka. Założył go i zaczął iść w stronę dźwięku miał nadzieję, że to będzie trafna decyzja.

-To muszę przyśpieszyć kroku bo coś mi się zdaje, że wróciłem do punktu wyjścia z tej całej sytuacji. Gdzie prowadzi mnie ten głos??
zadał sobie pytanie.

Po chwili jego chód zamienił się w lekki bieg. Metztli biegł, a jego intuicja wiodła go w nieznane. Był nowy w tym mieście to nie znał zagrożeń jakie mu grożą oraz to czego unikać.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 19, 2008 10:01 pm

"Jeden z głowy" - rzucił w myślach Gerard i zaczął biec w stronę tego oprycha z bronią, z którym rozmawiał.

Teraz liczyła się szybkość i celność wyprowadzonego ciosu. Gdyby minął wyznaczony w myślach cel pogrzebałoby to jego szansę na pomyślne wyjście z sytuacji.

Kiedy tylko kilka metrów dzieliło go od zbira chłopak zauważył że zdziwienie zastąpiło miejsce determinacji i tamten sięgał już do pasa po broń.

W tym samym momencie chłopak poczuł porządnego "kopa" adrenaliny i jakby jego organizm był uczony tego od dzieciństwa, zanurkował wprost pod jego nogi, podparł się na obydwóch rękach i wyprostował prawą nogę.

Poczuł nacisk na podeszwie swojego buta i z zadowoleniem stwierdził, że prawie idealnie trafił w podbródek bandyty. Skurczył jeszcze nogę i podpierając się na rękach ze skierowaną twarzą do dołu zadał mu cios piętą drugiej nogi w żebra.

Trafił w nie tylko dzięki wcześniejszemu ciosowi, bowiem po pierwszym ciosie zbir uniósł się lekko do góry, co spowodowało potężne uderzenie piętą.

Natychmiast po ciosie wyprostował się i odskoczył. Przygotowywał się do ponownego ataku, tylko że tym razem jego celem był ostatni z oprychów.

OCC: Przejąłem inicjatywę bandyty żeby lepiej opisać atak


Ostatnio zmieniony przez Zielin dnia Nie Wrz 21, 2008 9:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 20, 2008 8:57 am

Widząc przerażenie mężczyzny Jerome opamiętał się i puścił go czuł lekki ból w nadgarstkach od chwytu a jego wyraz twarzy w momencie się zmienił.
Chłopak był teraz zakłopotany i zawstydzony swoim zachowaniem.
Czuł że ta misja bardzo go zmienia, czy na lepsze? sam nie wiedział. Wiedział jedynie że robi się bardziej agresywny i ma coraz mniej zahamowań przy atakowaniu ludzi co było widoczne przed chwilą.
-dzięki.
Mruknął do faceta który wyciągnął w jego stronę kartkę, Jerome wziął ją od niego i przekazał Shace kiwając do niego głową..
Trzymał nadal mężczyznę tym razem za bark, uścisk stopniowo się zaciskał nie chciał aby ten oto mężczyzna miał szansę uciec i poinformować o wszystkim swoich koleżków. Wolał go zatrzymać, być morze się im przyda.
-zdaję mi się że jeszcze się nam przydasz.
Powiedział już spokojnym głosem nie spoglądając nawet na niego. Jego umysłem targało wiele myśli oraz pytań.
Czuł że zbliżają się do rozwiązania tej całej zagadki a przynajmniej jednej z bomb.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 20, 2008 3:16 pm

Gdy głowa Revela coraz bliżej była lufy broni uśmiech mężczyzny znikł tak szybko jak się pojawił.Najwyraźniej nie docenił po raz kolejny zjawy Hadesa."Ma chłopak jaja...nie ma co..."-pomyślał mężczyzna.
Jednak nie było żadnej reakcji z jego strony.Jakby na coś czekał...i wreszcie zgodnie z zasadami fizyki linka przycisnęła spust wielkiego karabinu i........cisza....
-Brawo Ignusie.Brawo...-podszedł do niego klaszcząc.
Nie myślałem że tak szybko chcesz pójść na ten drugi świat.Wiesz przecież doskonale że jesteś mi potrzebny bardziej żywy niż martwy.Można powiedzieć że to był pewnego rodzaju test.Nie ma żadnego naboju w tej broni...nic...puściutko.Zaprawdę posiadasz wielką odwagę aaa..i dziękuje za informacje że powiadomiłeś swoich kolegów.Z całą pewnością to także mi pomorze.
Już mężczyzna miał odejść gdy przypomniał sobie ostatnie słowa Revala.
-Hmmm moja rodzina??.Jest bezpieczna.A co do naszego układu...jeżeli byłbym dobry i szlachetny takie tam to pewnie bym go dalej uznał.Jednak mój charakter jest odrobinę inny.A jeżeli na prawdę masz to całe urządzenie namierzające to niech lepiej tam pozostanie.Dla twoich przyjaciół także zostawiłem coś specjalnego o ile...tutaj dotrą żywi...
A teraz Monic zaopiekuj się naszym gościem...
W tym samym momencie mężczyzna wyszedł z pomieszczenia a piękna kobieta podeszła do stołu alchemicznego i zaczęła coś robić w ogóle nie zważając co robi Revel.Praca ją tak pochłonęła jakby zamknęła się w swoim małym świecie...
************************************
Gerard wykonał ciekawą kombinację lecz mężczyzna najwyraźniej jest o wiele bardziej wytrzymalszy od swojego poprzednika.W momencie gdy uczeń odskoczył niczego się nie spodziewając trzeci napastnik szybko znalazł się za nim i podniósł go za ręce do góry.Następnie prawdopodobnie ich szefuniu podszedł do biednego Gerarda i zaczął uderzać go z całej siły w okolice brzucha oraz żeber(po 30 obr na rundę jeżeli się ładnie nie uwolnisz a na razie 60obr).
-No i co smyku...chcesz się jeszcze z nami pobawić??.A teraz szybko oddawaj mi broń i to już!!!.
Następnie przestał bić chłopaka który właśnie plunął w jego stronę krwią.Po chwili wyciągnął lewą rękę w stronę Gerarda aby go obszukać...
OCC:Jest okej ale postaraj się bardziej następnym razem:)
**************************************
Metzil zadecydował.Może dobrze a może źle.Zapewne niedługo się o tym przekona.Zaczął bardzo szybko biec w kierunku syren który cały czas nie dawała mu spokoju.W końcu za jednym z rogów młody uczeń świątyni ujrzał ogromny tłum oraz pełno policyjnych radiowozów jak i strażackich.Gdy chłopak podszedł do jednego z gapiów z wieloma pytania dowiedział się iż jakiemuś "Arabuskowi" życzę nie miłe i chce się rzucić z jednego z hoteli Nowego Yorku.Obecność tylu ludzi oraz mediów sprawia iż każdy obcy mógłby zwariować.Tak samo dzieje się z Metzilem.Powoli od tego wszystkiego zaczęła go boleć głowa.Jednak tutaj pojawia się kolejne pytanie...co dalej??.Jeżeli w jakiś sposób by go uratował mógłby być on cennym źródłem informacji skoro jest arabem...
OCC;Masz kolejne pole manewru:D zadanie jest proste.Albo ściągnąć faceta bezpiecznie sam lub czekać aż skoczy.Wybór należy do ciebie.
*********************************
Shaka podszedł do młodego ucznia świątyni z lekkim uśmiechem na twarzy.Następnie położył dłoń na jego ramieniu.
-Spokojnie przyjacielu.Dobrze się spisałaś.Jednak nie wiem czy to dobry pomysł cały czas targać go ze sobą.W końcu mamy adres jego szefostwa...jest to jakaś ważna poszlaka i nasza jedyna!.-ostatnie słowo wypowiedział odrobinę głośniej.
Moim zdaniem zostawmy go w naszym hotelu.Przykujemy go do łóżka kajdankami i wsadzimy coś do ust aby nie krzyczał.
-Nie nie panowie...obiecaliście!!.Miałem być wolny nieprawdaż??.-powiedział błagalnym tonem mężczyzna.
-Obiecaliśmy że pozostaniesz żywy a nie że się wydostaniesz.Chyba że...jest jeszcze jedna możliwość.Może to być nasza "przepustka" jeżeli coś pójdzie nie tak.Jeżeli na przykład wpadniemy w zasadzkę także może być naszą kartą przetargową..albo zna kody do rozbrojenia bomby...
jak sądzisz przyjacielu??.-powiedział z lekką zadyszką Shaka.
Hmmm myślę także że wykorzystamy sobie jego samochód...będzie o wiele szybciej i przyjemniej...
Nagle w oddali dwoje uczniów Świątyni usłyszeli głos syren...ale policyjnych!!.Ktoś musiał wezwać ich gdy zobaczył walkę pomiędzy gorylami a Shaką.Co teraz...nasuwa się pytanie....
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 20, 2008 7:57 pm

Gerard siarczyście zaklął pod nosem. Miał małe pole manewru a do tego obrywał porządnie od napastnika.
Kiedy przeciwnik przymierzył się do kolejnego ciosu, chłopak odbił się od jego klatki piersiowej i głową poleciał w stronę szczęki tego, który go trzymał.

Rozpęd nadał większą siłę atakowi i Gerard poczuł, jak uścisk nieznacznie zelżał. Zaczął kręcić nadgarstkami aż udało mu się upaść.
Nieszczęśliwie stłukł sobie kolano, jednak adrenalina na chwilę obecną pozwalała zapomnieć o bólu.

Postanowił jednak walczyć dalej i runął na lekko ogłuszonego* bandziora. Wymierzył serię bokserskich ciosów w okolice żołądka, potem zaś poprawił kolanem. Natychmiast odsunął się żeby nie wpaść ponownie w tę samą pułapkę. Ciężko dyszał po zadanych ciosach i miał płytki oddech, ale nadal patrzył zawziętym wzrokiem.

Sprawdził, czy broń nadal leży na swoim miejscu. Z ulgą przekonał się że jeszcze mu nie wypadła. Wziął kilka głębokich oddechów i ponownie stanął w pozycji atakującej.

*tego, którego walnął głową.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czas....   

Powrót do góry Go down
 
Czas....
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Igrzyska czas zacząć!
» Lista Zaklęć

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: