Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Czas....

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 20, 2008 8:32 pm

Metztli przedzierał się przez tłum. Po chwili znalazł się w pierwszym rzędzie. Wyrwał się do przodu. Po chwili patrzenia i ogarniania wszystkiego spojrzał w górę widział osobę chcącą skoczyć. Zacisnął pięść i wbiegł na miejsce ogrodzone odpychając strażników. Jego zmysły szalały były tak wyostrzone, że bał się podjąć decyzję czy ujawnić swoją moc. Wbiegł do budynku i powoli szedł na dach.

Parę chwil później....

Metztli pojawił się na dachu. Spojrzał na mężczyznę w dziwnym ubraniu. Nie odzywał się gdyż bał się konsekwencji. Podszedł do niego. Delikatne zaczął poruszać rękami i stworzył iluzję. Iluzję Ateny błagającej by nie skakał. Gdy ten zamyślony stał i nie wiedział co powiedzieć. Metztli chwycił za rękę i szarpnął wgłąb dachu. Po chwili iluzja znikła. Metztliemu towarzyszyła lekka aura muskająca jego ciało. Zakrył mu usta by nie krzyczał i wczołgał sie z nim do budynku. Stanął podnosząc go pod ścianę. Zastawił wszystkie drogi ucieczki.

-Widzę, że nie jesteś tutejszy. Wiem, że ściga Cię policja. Jednak ja Ci mogę pomóc w zamian za parę informacji. Co Ty na to??
powiedział kładąc plecak na ziemi. Jego ręka powędrowała na plecy gdzie miał schowany nóż.

Usiadł pod ścianą i czekał. Przy okazji sprawdził jak się trzyma rana. Wiedział ,że jest już coraz lepiej. Ciągle miał w głowie słowa Sprzedawcy i jego syna. Wiedział teraz że dla takich ludzi warto ratować tą metropolię. Myślał też o drugiej co do wielkości Los Angeles. Nie wiedział co tam się dzieje i kto powstrzyma tam wybuch. Patrzył na wystraszonego Arabasa. Miał uśmiech na twarzy gdyż mógł komuś uratować życie.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 20, 2008 10:48 pm

Blef z posiłkami nie przeszedł
Revel przeklnął pod nosem, po czym jeszcze zwrócił się do wychodzącego mężczyzny
- Żałuje że zrezygnowałem z opcji złamania układu - powiedział przez zęby Ignus wpatrując się w plecy terrorysty.
Wszystko nagle ucichło, "sex bomba" grzebała coś przy stole. Pretendent do zbroi motyla przypomniał sobie o czymś co może mu pomóc.
Revel po kilku chwilach prawie uwolnił jedną rękę jednak grube liny nadal trzymały ją kto wie może uda mu sie jakoś ją wyciągnąć. Nadgarstki piekły go niesamowite, lecz to nie było ważne
( MG akurat to od Ciebie zależy:) )
Teraz jeszcze trzeba tylko..
Jego energia lekko wzrosła.. pierwszy raz.. poczuł tak niesamowite uczucie. Monika nie zwracała na niego uwagę
" Fortuno chociaż raz nie uprzykrzaj mi życia " pomyślał z lekkim uśmiechem.
(Powietrze)
Revel skupił się jak tylko mógł dziwna siła spowodowała ze aparatury przy których stała Monika, zaczęły drżeć, po chwili dziwny wiatr zaczął je poruszać, cały czas nabierając na sile
( czy uda się porozbijać wszystkie te paskudztwa, znów zależy od Ciebie Dark)
" Do dalej, dalej " mruknął pod nosem Ignus, ponaglając to co ma się stać
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 22, 2008 9:23 pm

OCC;Nie wiem co się dokładnie stało na forum w dniu dzisiejszym lecz
posty jakie wczoraj napisaliśmy zostały skasowane.Ja je dalej pamiętam
więc myślę że ruszamy dalej z kolejką.

Nagle sprawy nabrały
takiego obrotu zdarzeń że dziewczyna nie wiedziała co się dzieje.Przez
chwilkę ten stan jeszcze panował lecz później Monic zdała sobie sprawę
że "spieprzyła" sprawę.
-A niech Cię diabły pochłoną!!.-przeklinała kobieta.
Wystarczyło
że spuszczę z ciebie wzrok a ty jak niewierny pies musiałeś coś
zrobić!.Heh...jednak jesteś sam tutaj w Londynie.Nie masz żadnych
poszlak czy wskazówek...a ja nie zamierzam Ci w żaden sposób pomagać...
Po tych słowach dziewczyna po cichu wypowiedziała bardzo dziwne słowa...: Blue death...
Wokół
Monic pojawiła się w jednej chwili ciemna aura która następnie ogarnęła
całe pomieszczenie.Z jej pięknych jeszcze oczów zaczęła cieknąć
niebieska substancja...widok z całą pewnością ohydny.Na koniec jest
okrągła różowiutka twarz...usychała jak kwiat...wszystko to działo się
tak nagle i tak szybko iż Revel nie dowierzał czy to naprawdę się
zdarzyło.Po chwili jednak zdał sobie sprawę co się stało..a przypomniał
mu o tym jego bolący nadgarstek...(100obr za jego złamanie jeżeli
czegoś nie wymyślisz to w walce będziesz mógł korzystać tylko z jednej
ręki..)
***************************************
Metzil bez
żadnych ogródek wyjął złotą tarczą jedną z lepszych broni zbroi
wagi.Szybko rozwinął ją a ta pognała w kierunku kolejnego budynku.No
wszystko wydaje się pięknie lecz...w trakcie gdy oboje zaczęli lecieć
na drugą stronę złota tarcza jakby się "zepsuła".Nagle zaczęła się
zwijać w przeciwną stronę.Jednak Metzil był już na takiej odległości iż
mógł spokojnie skoczyć do okna budynku.Tarcza zajaśniała dziwnym
blaskiem a następnie ponownie wylądowała na ziemi.
-Czy to twój sprzęt..??-zapytał lekko przerażony mężczyzna.
Jeżeli
tak to musisz zgłosić koniecznie reklamację...omal nie zginęliśmy
tam...czy to aby na pewno działa chłopcze??.I jak masz zamiar mnie
skontaktować ze złotymi rycerzami??!.Ja będę tylko z nimi
rozmawiać!.-krzyknął mężczyzna...
No na razie sytuacja jest o
niebo lepsza od poprzedniej.W tym miejscu mogą spokojnie porozmawiać o
ile będzie taka potrzeba.Policja im na tą chwilę nie grozi...
*********************************
Gdy
mężczyzna miał już zamiar strzelić złoty miecz wagi zajaśniał jeszcze
bardziej intensywniejszym blaskiem...wręcz oślepiającym przez co
napastnik dwa razy strzelił lecz...nie celną!!.Za to Gerard
perfekcyjnie w kilku ciosach zranił go w ramię udo a na koniec w splot
słoneczny.Zasada dotycząca tej broni się sprawdziła jak najlepiej..."Ręka która pokieruje ostrzem...ostrze które pokieruje ręką...".
Mężczyzna
padł na ziemie a wokół niego szybko pojawiła się mała kałuża
krwi.Spojrzał się na młodego ucznia błagalnym wzrokiem wyciągając także
dłoń ku niemu...
-Jeżeli masz odrobinę dobroci w sercu...proszę pomóż mi...ehehehe-zakasłał mężczyzna.
Pomóż moim towarzyszą...pomóż mnie...proszę...-ostatnie zdanie było jakby urwaną sceną z melodramatu...
************************************
Po
jakichś czterdziestu minutach szybkiej jazdy w końcu dotarli na
miejsce.W międzyczasie Shaka jeszcze dokładnie rozpatrywał w głowie
pomysł Jeroma.Widział w nim wielką szansę ale także spore ryzyko.
-Hmmm
myślę przyjacielu że to będzie najrozsądniejszy pomysł.Dobrze że mogę
na ciebie polegać..sam bym sobie z całą pewnością nie poradził.Więc
tak...Ty zakradniesz się od tyłu a ja dam się złapać jemu-w tym
momencie spojrzał na mężczyznę siedzącego obok niego.
-Ale ja nie wiem...czy się uda...spójrz tylko na mnie w ogóle nie widać po mnie śladów walki...
-Jeszcze
nie widać.Trochę Ci przyłożę żeby Ci leciała krew oraz żebyś był
troszkę poobdzierany.Mi także obydwoje musicie przylać.Trzeba to zrobić
jak najbardziej wiarygodnie jeżeli ma się to powieść...
Chwilkę
później byli już na miejscu.Shaka kazał mężczyźnie zaparkować odrobinę
dalej żeby mogli wykonać odpowiedni kamuflaż.Shaka nieźle obrywał od
Jeroma który się wzbraniał na początku lecz musiał wybrać "mniejsze
zło".Piętnaście minut później byli już gotowi.Mężczyzna wraz z uczniem
świątyni podjechali pod główne wejście z którego nagle wyszli
strażnicy...chwilkę pogawędzili pośmiali się a następne jeden z nich
przywalił mocno Shace pałką teleskopową w brzuch.
Następnie wszyscy weszli do środka zostawiając wolną drogę dla Jeroma...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 22, 2008 10:14 pm

Z plecaka, który wcześniej odrzucił na bok wyciągnął kilka bandaży. Opatrzył najgroźniejsze rany zbira przy okazji pozbawiając go jakiejkolwiek broni którą zauważył. Nie miał serca pozbawiać go życia.
- Rozumiem, że wypełniałeś swoje obowiązki. Proszę Cię, powiedz mi wszystko co wiesz o tej organizacji i o dokładnym umiejscowieniu bomb.
Gerard wstał i spojrzał z góry na niego.
- Tylko proszę cię abyś się pośpieszył, bowiem im szybciej uzyskam informacje tym szybciej będę mógł wezwać pogotowie. - powiedział błagalnym tonem chłopak, a w jego oczach błyszczały łzy.
Nigdy jeszcze nikogo nie zabił. I nie zamierzał robić tego w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pon Wrz 22, 2008 10:49 pm

Metztli spojrzał na dziwnym spojrzeniem na Araba.

-Przedstaw mi się porządnie, a poznasz mnie. Nie będzie żadnego kontaktowania z Złotymi Rycerzami. Złoci patroni są za dumni by od razu wkroczyć do akcji. Wielki Mistrz wysłał nas. Uczniów. Powierzył nam w rękach los świata. Jeśli jeden z nas zawiedzie to jest koniec tej tamtej i całego świata. Nie przeżyje nikt sami się wyniszczą ludzie w geście nienawiści. Wiem, że możesz mnie nie postrzegać jako wysłańca świątyni. Wiedz ktoś inny urządził by rzeź z tych policjantów podlegających organizacji.


Przysiadł zrzucając bluzę, koszulkę na ziemię. Po czym kontynuował mowę.

-To zależy ode mnie czy ten świat będzie istniał. Spójrz na tatuaż na moich plecach. Przedstawia różę. Jesteś pierwszą osobą jaka go widzi. Zrobił mi go mistrz. Trenował w Grecji jednak przegrał swoją walkę o Zbroję Złotego Rycerza. Róża odzwierciedla duszę swym pięknem, a kolce zabójczość i morderczą siłę jaka we mnie drzemie. Chciał bym zabił bym Cię łamiąc wszystkie zasady jakie wpoił mi mistrz. Jestem Tu bo tak kazał los.

Położył przed sobą tarczę przeglądając się w nim poprawiając swoje długie włosy.

-Skąd mam tarczę?? Dostałem ją od Wielkiego Mistrza, ale nie jestem godzien jej dzierżyć bo nie mnie wybrała zbroja. Dlatego tak się zachowuje. Gdyby Mistrz nam nie ufał dostalibyśmy co najwyżej miecze zwykłej stali i tarcze. Nie przybyłem tu w ubraniu ucznia lecz swoim. Jest już niekompletne dałem płaszcz starcowi niedaleko terminala. Tak więc teraz zadam Ci po KOLEI PYTANIA od Ciebie zależy czy chcesz mi pomóc uratować świat czy wolisz umrzeć tu ze mną i resztą ludzi.

Wstał. Założył ręce. Pomyślał. I nastąpiła długa lista pytań.

-Pierwsze jak się nazywasz i skąd pochodzisz?
Chciałbym też wiedzieć skąd wiesz o Sanktuarium przecież to wiedzą nieliczni wybrańcy??
Co masz wspólnego z tymi bombami?? Co o nich wiesz?? Gdzie są ukryte i kto ich strzeże. Czemu chciałeś skakać? I czego od Ciebie organizacja chce?? I dlaczego tak zależy Ci na kontakcie z Złotymi Rycerzami Ateny.


Stał przeszywając młodzieńczym spojrzeniem Araba.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Wto Wrz 23, 2008 7:07 pm

Jerome bez namysłu wyciągnął nunchaku zza pasa, był pewny że teraz mu się przyda.
Wyszedł po cichu z samochodu podchodząc do okna budynku gdzie zauważył przywiązanego do krzesła Shakę.
Chłopak nie chciał ujawniać się od razu więc wkradł się do budynku chowając za jakąś szafą i czekając aż wszyscy stracą czujność.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Wto Wrz 23, 2008 9:40 pm

- Diabły? - zapytał, dziwnie gardłowym głosem - dziewczyno za późno... - dodał, po czym roześmiał sie.
Revel spojrzał na swój nadgarstek, który poświęcił w imię " uwolnienia swojej owadziej dupy. " Toksyny które wstrzyknęła mu Monika działały przeciwbólowo, dzięki czemu złamany nadgarstek nie był dla niego jeszcze wielkim ciężarem.
Ignus po chwili wpatrywania się w " czarownice " z rozmachem wbił jej zawartość strzykawki w nogę, po czym nie czekając na oklaski chwycił jedną ręką za nogę ciężkiego stołu alchemicznego, w pół obrocie przełożył ciężar na prawą nogę, słabszą ręką pomógł ustabilizować stół po czym cisną nim w " ex sex bombe." Kilka fiolek i menzurek rozleciało się po całej komórce, lecz ciężka aparatura legła na kobietę.
Na twarzy Pretendenta do zbroi Motyla Śmierci pojawił się grymas bólu.
" Nie ma czasu na głupoty.. trzeba dobić sukę " - pomyślał, przyspieszając kroku, po czym jak najsilniejszymi kopniakami uderzał w stół by zmiażdżyć to co pozostało po kobiecie
- Giń kotku, do zobaczenia w Tartarze.. Włoszko... - mruknął, nadal kopiąc stół i próbując zdewastować kobietę tak żeby nawet jej magia jej nie pomogła..
Cichy chichot wyrwał się z jego ust..

OCC : Dark, gram od teraz z jedną ręka żeby nie było nie domówień, chce się sprawdzić:)
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 4:52 pm

Gdy Jerome podszedł do okna nagle ujrzał Shaka bitego przez dwóch strażników.Już chyba jednak plan miał nie wypalić gdy uczeń świątyni skoncentrował swój cosmos do maximum.Całe dolne pomieszczenie zostało przykryte falą światła oraz mocy wydobytą z niego(Wybuch cosmosu).Następnie o dziwo mężczyzna którego wcześniej zatrzymali pomógł mu rozwiązać się z węzłów jakie go oplatały.Po chwili Shaka wraz z nim wybiegli otworzyć Jeromowi drzwi wejściowe..
-Jest lepiej niż myślałem.Asir(ten mężczyzna) dowiedział się gdzie jest położona bomba!.Ponoć strzeże ją tylko jeden człowiek...ale właśnie nie wiadomo jaki i tu mi coś nie pasuje...aaaa bomba jest kilka pięter pod powierzchnią ziemi przetrzymywana.Ponoć żeby tam się dostać należy ..
-Należy znać odpowiedni kod.-przerwał Shace Asir.
Kod którego nie znamy ale nie potrzebujemy tego by przejść...-powiedział zagadkowo mężczyzna.
***********************************
Gdy Revel się już "wyżył" na kobiecie wyszedł spokojnie z tego pomieszczenia.Wcześniej jeszcze zabrał swoją torbę w której trzymał najcenniejsze rzeczy.Gdy opuścił to miejsce okazało się iż jest to zwyczajny dom...można powiedzieć iż średnio zamożnych ludzi.Po dłuższej chwili okazało się iż jest pusty.Mężczyzna który tutaj wcześniej był musiał już gdzieś pojechać...pytanie tylko gdzie??.
OCC;Masz tutaj chwilkę na relaks odpoczynek itp itp.
************************************
Gerard okazał łaskę swojemu przeciwnikowi.Udzielił mu należytej pierwszej pomocy w miarę swojej wiedzy i dostępnych środków.Następnie usłyszał jak mężczyzna mówi coś do niego lecz bardzo niskim prawie niesłyszalnym tonem.
-Jeżeli chcesz nas powstrzymać chłopcze...eheehehe broń wagi Ci nie wystarczy.Musisz jeszcze wiedzieć jak rozbroić ładunek jądrowy...a jeżeli chcesz go znaleźć..podążaj za białym królikiem...-powiedział cicho mężczyzna a następnie położył się na ziemię dalej krwawiąc.
To co powiedział było z całą pewnością dziwne.Jednak to już jest jakaś poszlaka dla Gerarda.Tylko tutaj nasuwa się jedno pytanie...Gdzie do kurwy nędzy mogą być białe króliki tutaj...w Australii!!.
A może to była jakaś metafora??.Tą zagadkę będzie musiał niedługo rozwiązać...zostało w końcu 4 dni...
********************************
Mężczyzna na początku nie mógł się połapać co mówi do niego Metzil gdyż szybkość zadawania przez niego pytań dorównywała prędkości światła.
-Spokojnie spokojnie czekaj pomału.Na początku jestem Arash i jak widać pochodzę z Arabi.A skąd wiem o Świątyni?.Hmm może dlatego że pracuje tam mój brat...Ashar... słyszałeś o nim?.Celowo wciągnął mnie w tą organizację którą ścigacie.Nie wiem dlaczego...miałem być ich łącznikiem.Jednak później dowiedziałem się czegoś strasznego i nagle wszyscy zaczęli na mnie polować łącznie z moim bratem!!.Wysyłali płatnych morderców...a nawet ostatnio jakiegoś rycerza cienia...już nie pamiętam jego imienia lecz jego moc dorównywała...można powiedzieć złotym rycerzom.I dlatego muszę jak najszybciej się skontaktować z Wielkim Mistrzem rozumiesz już chłopcze??.To już nie chodzi tylko o moje czy twoje życie!!.Ale o wszystkich!!!.Te ładunki nie mają wybuchnąć za 7 dni.To ma się już stać wkrótce!!.-krzyknął mężczyzna lekko ocierając pot z czoła...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 5:07 pm

Natychmiast podbiegł do budki i zadzwonił po pogotowie. Pokrótce wyjaśnił gdzie należałoby przysłać karetkę, omijając fakt jakim cudem doszło do tych wszystkich wydarzeń.
Usłyszał potwierdzenie i rzucił słuchawką.

- Zaraz przyjadą. A tymczasem ja muszę się zmyć. - rzucił w przestrzeń i zebrał swój bagaż do kupy.

Naprędce wrzucił swój plecak i torbę na przednie siedzenie czarnego auta, którym przyjechały zbiry. Wsiadł na siedzenie kierowcy. Z zadowoleniem stwierdził że kluczyk jest w stacyjce.

Odpalił auto za drugim razem i ruszył od razu do Wielkiej Opery w Sydney. Pomimo iż miał cztery dni wolał już teraz wyeliminować zagrożenie i wyruszyć w drogę do Paryża.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 6:16 pm

Rycerz wsłuchiwał się uważnie w słowa Darka i owego Asira.
Na myśl przyszedł mu kolejny pomysł.
-może po prostu wyciągnijmy ten kod od któregoś z nich?
Powiedział wzruszając ramionami i wskazując na pomieszczenie gdzie leżeli te zbiry.

OCC: Dark psujesz całą zabawę tym pokazywaniem jaka twoja postać jest zajebista. Można by było zrobić ciekawą walkę to musiałeś zepsuć...
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 9:08 pm

Ściany odsuwały sie i przysuwały wyciągając swoje kamienno-drewniane ręce w kierunku chwiejącego się na nogach Ignusa, który bardzo wolnym krokiem wyszedł z piwnicy.
Dom, tak dom.. Revel na początku myślał ze jest to jakiś zapomniany bunkier czy inne takie paskudztwo w Londynie przynajmniej było kiedyś tego pełno.
- W Londynie... - szepnął - A kto powiedział ze ja jestem w Londynie..- dodał rozglądając się po całym pomieszczeniu w którym się znajdował.
Wolno, bardzo wolno.. podpierając się ścian zmierzał ku kilku szafką różnej wielkości.
Jakieś ubrania, długopisy bezwartościowe starocie i inne takie tam wylatywały z trzaskiem, hukiem i szelestem na podłogę ( czy coś ciekawego znajdę, oczywiście zależy od MG)
Nagle Revel przypomniał sobie o swoim telefonie, który leżał nadal w jego kieszeni.
Jednym ruchem otworzył klapkę, po chwili zawirowało mu sie w głowie, literki lekko rozmarzały się, lecz po paru sekundach zdołał dojrzeć ze to Shaka próbował się do niego dodzwonić.
Ignus dalej szukając czegoś co mogło by mu pomóc w dalszym śledztwie, drugą rękę przystawił do ucha.
- Jest sygnał - syknął, zamykając oczy - To teraz Blond włosy Buddo odbierz - mruknął Revel przez zęby.
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 9:22 pm

-Powtórzę niektóre pytania

-Co masz wspólnego z tymi bombami??
-Co o nich wiesz??
-Gdzie są ukryte i kto ich strzeże?Czemu chciałeś skakać?
-I czego od Ciebie organizacja chce??
-I dlaczego mówisz 7 dni skoro mi powiedziano coś o pięciu dniach.

-Powiem Ci tak jak powiesz mi gdzie jest ta bomba obiecuje, że Złoci Patroni nie będą musieli reagować. Odpowiedz mi na to obszernie. Potrzebuję tej informacji bo do tego mnie tu wysłano. TO JA MAM ZA ZADANIE ZNISZCZYć BOMBE.
powiedział potrząsając Arabem.

-Teraz zapewne rozumiesz. Oni nas mają w dupie. Gdyby im zależało to już by tu byli. Oni nie interesują się tym.
spojrzał na niego z pogardą miał ochotę uderzyć jednak stłumił to w sobie.

-Do cholery daj mi wykonać to co mam zrobić. Bo Cię zabiję gołymi rękami. Nie rozumiesz jaka presja to jest. Mów, a to szybko .
Metztliemu powoli puszczały nerwy. Widząc oporność Araba sięgnął po nóż do kieszeni przecierając jego ostrze o spodnie.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 10:27 pm

Przeszukując te wszystkie starocie i rzeczy Revel natknął się na coś ciekawego.Otóż w jednej z szuflad zjawa Hadesa wyciągnęła zdjęcie...stare najwyraźniej.Jednak co najdziwniejszego było na nim to trzy znajome dla pretendenta do zbroi motyla śmierci postacie..Monic...mężczyzny z więzienia na początku wyprawy...i??.Wielka niespodzianka..Ashara!!.Owa trójka wygląda jakby na rodzinkę...są objęci a na tle zdjęcia widać ogromną bez końca pustynię.Tylko tak na prawdę co to ma znaczyć?.Z jednej strony jest to jakieś powiązanie między wysłannikiem wielkiego mistrza a dziwnym mężczyzną.Może to ma także głębszy sens??.Jedno jest pewne.Monic nie żyje a Asher pewnie siedzi sobie spokojnie w jednym z domów Sanktuarium i popija sobie trunki w najlepsze...
***************************
Gerard postąpił jak prawdziwy złoty rycerz.Nie tylko podarowałem im życie lecz także udzielił pomocy.Może to być wzór do naśladowania gdyż nie każdego stać by było na taki wyczyn.Następnie wsiadając do samochodu ujrzał że jakiś telefon zaczął wibrować lecz głos od niego był wyłączony a numer zastrzeżony.Jednak połączenie się urwało...najwidoczniej ta osoba długo dzwoniła.Przez chwilę był spokój więc Gerard mógł spokojnie ruszać.Dzięki nawigacji satelitarnej wbudowanej w ten samochód chłopakowi było o wiele łatwiej dotrzeć do celu.Dochodziło godzina 15...więc jest to szczytowa godzina gdzie wszyscy wychodzą z pracy i jadą do domu...tego Gerard nie przewidział więc na jednej z głównych ulic Sydney stanął...w korku...i to długim.W tym samym momencie ponownie zaczął wibrować telefon...ten sam numer...
*****************************************
Gdy Metzil wyjął nóż mężczyzna spojrzał na niego z grymasem na twarzy.Na początku nie wiedział znów od czego ma zacząć lecz po krótkiej chwili zebrał myśli.
-Posłuchaj mnie głupcze i to uważnie!.Dwa razy powtarzać się nie będę bo od 15 minut wałkujemy to samo.Słuchaj...-wziął głęboki oddech...
Mój niedojebany brat przysłał was tutaj gdyż uważa że zmyli do uwagę Wielkiego Mistrza na to co się dzieje.Jak myślisz...jakie macie szanse żeby rozbroić te bomby??.Już Ci mówię chłopcze..żadne.Czemu?.Nie znacie się na saperce to po pierwsze a po drugie...otrzymana broń wagi nie spełni swojego zadania.Nie jesteś złotym rycerzem wagi żeby móc się w pełni nią posługiwać.Widziałeś zresztą co się stało gdy użyłeś tarczy...nie jesteś jej godzien.To ona sama ustala dla kogo ma się w pełni uaktywnić i kiedy.Ashar dobrze wiedział co robi...wszystko ma zaplanowane...wszystko.Ale już widzę że moje słowa nie dotrą do ciebie chłopcze.Więc proszę...-koniuszkiem palca wskazującego pokazał wielki szpital...
Tam dowiedziałem się że jest ukryta bomba.Nie wiem tylko kto ją strzeże ani gdzie dokładnie jest.Chłopcze...wszystko co wiedziałem Ci przekazałem.Mam nadzieje że w słuszne ręce.A teraz pozwól mi zginąć w spokoju....-powiedział posmutniały mężczyzna do Metzila...
*********************************
OCC;Kubas po pierwsze nic nie zepsułem.Nawalczysz się jeszcze spokojnie.Po drugie nie wchodź w kompetencje Mg.Dziękuje.
Po chwili Asir spojrzał na Jeroma z zmieszanymi uczuciami.
-Odnoszę wrażenie że mnie nie słuchałeś.Bomby strzeże jeden człowiek.Jest on kilka pięter pod powierzchnią budynku.Może i zna kody lecz mogę sobie dać rękę uciąć iż ich nie powie.Jednak nie potrzebujemy ich gdyż...Shaka mi wyjawił jak można rozbroić tą bombę za pomocą pewnego potężnego artefaktu.
-Przepraszam Jerom ale musiałem mu powiedzieć...-powiedział skruszony Shaka po luzowując nadgarstki.
-Spokojnie spokojnie.Pomagam wam bo cenie sobie moje życie nad wszystko.A poza tym mam dla kogo żyć...Więc jak schodzimy tam na dół czy nie??.
Spytał Asir jednocześnie kątem oka spoglądając na Shake i Jeroma.
*****************************
W tym samym czasie....Sanktuarium.
Nagle po jednym z pomieszczeń Świątyni dało się usłyszeć pewien hałas...jednak po chwili głosy te zrodziły się w jedno.
Głośny podniosły głos zaczął powoli...
-Masz pozwolenie aby zabić po kolei każdego z tych bachorów...a zacznij od tej zjawy...ehhh...zbyt wiele się dowiedzieli i muszą przypłacić to życiem.
-Tak panie.Twoje życie jest dla mnie rozkazem...-odpowiedział dziwne chrapliwy głos...

Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Sro Wrz 24, 2008 11:27 pm

-Hmmm Może i tak. Ale wiedz, że jestem wstanie poświęcić życie by uratować świat i tą metropolię. Może nie jestem godzien zbroi wagi. Lecz wiem, że moim przeznaczeniem jest walka ze złem jakie nas otacza za wszelką cenę. Nie pozwolę sobie w kasze dmuchać. Dlatego podejmę tą próbę. Tarcza może nie służy najlepiej ale pomoże jeśli będzie wiedziała, że to w słusznej sprawie. To nie koniec twojej misji. Zaprowadzisz mnie do tego szpitala i wtedy zacznie się Twoja posługa dla świątyni. Na saperce się nie znam ale mam sposób ja ją zniszczyć. Chodźmy nie traćmy czasu muszę jeszcze zahaczyć o Los Angeles po wykonaniu tego zadania. po czym udał się do drzwi na dachu.

-Idziesz czy nie zależy Ci na tym by pomóc. Chyba, że coś ukrywasz przede mną??
otworzył szeroko drzwi i czekał na Araba. Nie ufał już mu wiedział, że kręci w tym co mówi. Jego opowieści różniły się sporo od tych z dachu obleganego przez organizację od tych usłyszanych teraz.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 25, 2008 10:44 am

- Osz Fuck.. - szepnął, Revel przyglądając się zdjęciu - Protezo pana to już wiem dlaczego Cię od samego początku nie trawiłem - dodał, sycząc jak wąż
Shaka nie odpowiadał, Ignus nie zastanawiając się długo włączył opcje aparatu w telefonie po czym lekko trzęsącą się ręką zrobił zdjęcie dziwnemu znalezisku.
Pretendent do zbroi Motyla, wiedział co zrobić...
- Ememes.. - zamruczał, klikając zdrową ręką w klawiaturę komórki - wyślij do.. Shaka.. - po kilku, sekundach na małym brudnym monitorku wyświetlił się napis " wysłane "
- Czterdzieści groszy poszło się - oznajmił, drapiąc się po głowie.
Revel poszedł do kuchni, małej zagraconej dość obskurnej w której nie było nic więcej jak tylko kran z średnio czystą wodą. Wysłannik Lorda Podziemia, opłukał twarz, po czym wytarł ją w jakiś ręcznik..
Ignus pomyślał o zdjęciu które znalazł i które już znajdowało się w jego torbie.. miał jeszcze parę pytań, lecz nie miał komu ich zadać..
Wolnym krokiem wrócił do miejsca gdzie wszystko się zaczęło.. do piwnicy.
Ręka zaczęło pobolewać coraz mocniej
" znieczulenie zaczyna mijać " - pomyślał zdejmując ciężki stół z kobiety..
- Pokaż co tam ukrywasz - wyszeptał, po czym wziął się do przeszukiwania zwłok ( Mg znów twój ruch:) ) Trzęsącą się ręką wyjął telefon sprawdzając czy pretendent do zbroi Panny odpisał cokolwiek...
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 25, 2008 2:44 pm

Jerome spojrzał na Shakę zdziwiony że ten mógł powiedzieć o złotych przedmiotach komuś nieznajomemu.
Pokręcił głową i skrzywił się lekko myśląc o tym.
Po chwili zdał sobie sprawę że tracą cenny czas i należy ruszać po bombę.
-więc ruszajmy...
Mruknął niemrawo Jerome czekając na ruch Shaki. Sam nie wiedzia gdzie znajduje się zejście pod ziemię.

OCC: w ogóle nie ma się na jaki temat rozpisać...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Czw Wrz 25, 2008 3:35 pm

Z lekkim zawahaniem sięgnął po wibrujący telefon. Zobaczył nieznany numer. Widać byli na tyle roztropną szajką, aby nie zapisywać numeru "szefa".
Ciekawił go to czy są bezpośrednio związani z tą tajemniczą organizacją czy to tylko "chłopaki od brudnej roboty". Mógł się o tym przekonać tylko w jeden sposób.
Wcisnął zieloną słuchawkę.
- Słucham? - zapytał najspokojniej jak umiał.

OCC: Mam podobną sytuację co Kubas :/
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 26, 2008 5:26 pm

Nagle przez słuchawkę odezwał się chrapliwy głos.Nie wiadomo do końca kto mógł być...
-Jakie kurczaki pieczone słucham pacanie??.-krzyknęła tajemnicza osoba.
Co to już do własnego szefa nie wiesz jak się odnosić??.Ale czekaj no tylko!.Przyjeżdżaj mi na miejsce jak najszybciej!.Mam nadzieję kurczaki pieczone tylko że masz to po co Cię przysłałem...i tylko mi nie mów że ten dzieciuch Ci zwiał.Bo obiecuje...gorzko tego pożałujesz.Właśnie wymyśliłem nowy system kar i nie mam dla kogo go prze próbować.Może jesteś chętny?.Rusz się matole i odezwij się!!-przez cały czas chrapliwy głos nie dał dojść do słowa Gerardowi lecz teraz jest ku temu dobra okazja...
W tej samej chwili korki zaczynały ustępować ruch powoli nabierał prędkości.Nawigacja satelitarna wskazywała że do celu pozostało mu jeszcze jakieś 30 minut jazdy.
************************************
Trójka mężczyzn po dłuższej chwili szukania odnalazła windę która bezpośrednio zaprowadziłaby ich do bomby.O dziwo nikt jej nie pilnował co mogło wzbudzić pewne podejrzenia.
-Musimy już od tej pory mieć sie na baczności.Każdy niech ma oczy do o koła głowy jasne??-powiedział jak prawdziwy przywódca Shaka.(W tym samym momencie Shaka dostał wiadomość od Revela lecz jego super wypaś na komórka jest..ściszona)
Jakieś 10 minut później bez żadnych przeszkód znaleźli się na dole.Strzałka na panelu windy wskazywała iż są na 10 piętrze pod powierzchnią ziemi czyli dość głęboko.Z daleko wysiadając z windy ujrzeli cel ich wyprawy w tym mieście...ładunek bomby jądrowej stoi przed ich oczyma całkiem nie bronione co także na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne.
-Coś tutaj śmierdzi...za łatwo nam poszło...-powiedział ściszonym tonem Shaka.
******************************
Mężczyzna tylko kiwnął do niego głową na znak że rozumie.Następnie idąc cały czas do tego punktu Asir przyglądał się uczniowi Świątyni.Widział w nim tyle aspiracji...tyle siły że jakby mógł rzucić wyzwanie całemu światu w jakiejś słusznej sprawie zrobiłby to bez żadnego wahania.
-Jesteś zaprawdę wielkim wojownikiem.W mojej religii takie osoby są obdarzone wielkim szacunkiem.Z całą pewnością zasługujesz na niego.-w tej samej chwili mężczyzna wyjął z kieszeni jakiś amulet.
Proszę przyjmij go.Będzie Cię chronił przed złymi siłami.Mnie dotychczas udawało się jakoś uniknąć niebezpieczeństwa więc pewnie tobie w jakiś sposób pomorze.Proszę...
Mężczyzna nie czekając na jego reakcję wsadził mu prezent do kieszeni.Po tej rozmowie która pochłoneła tak bardzo Asira nie zauważyli tego iż znajdują się właśnie pod głównym drzwiami szpitala...
***********************************
Niestety na wyświetlaczu Revela nic się nie pojawiło.Shaka najwyraźniej ma co innego na głowie w tym momencie.Może uda się z kimś innym??.Tym czasem Zjawa Hadesa zaczęła przeszukiwać zwłoki kobiety.Oprócz smrodu który wydobywał się z jej ciała nic chłopak nie znalazł.Jednak spoglądając odrobinę bliżej Monic dostrzegł w kieszeni jej fartucha coś błyszczącego.Okazało się iż jest to kluczyk...tylko od czego??.
Gdy Revel chciał go bliżej zbadać nagle coś pierdolnęło na zewnątrz!.Unoszący się dym na początku nie pozwalał zobaczyć kto mógłby być sprawdzą tego zdarzenia...wiadome było tylko jedno.Postać zaczęła skupiać swój cosmos a wokół niej pojawiła się cienista poświata...
-Zabić...znajdź i zabij...-chrapliwy złowieszczy głos odezwał się z daleka...
Powrót do góry Go down
Mentor

avatar

Dołączył/a : 31/07/2008
Liczba postów : 160

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 26, 2008 6:36 pm

-Dziękuję za uznanie. Dziękuję też za amulet. Nie zawiodę wykonam misję. Proszę weź ten nóż przyda Ci się jeszcze nie raz. I powodzenia. Szerokiej drogi. Jak byś szedł na lotnisko pozdrów starca koło terminala ja zabieram się do poszukiwania. mówił te słowa z uśmiechem na ustach i radością w sercu. Podał mu dłoń po czym wszedł do szpitala.

Wszedł brudny i poszarpany jednak przemknął się do szatni gdzie zabrał ubrania lśniąco białe zostawiając w szafce swój plecak. Umył się i założył tarczę pod fartuch. Udał się w kierunku planu szpitala jaki wisiał koło recepcji. Był ciekaw jak duży ten szpital jest. Był Ciekawe tego co może się zdarzyć.

_________________
Wygląd: wysoki blondyn 198 cm wzrostu luźne długie włosy, bardzo jasna cera, krwiscie czerwone usta, błękitne ocz, potargane zniszczone czarne szaty i koszula, podniszczone wojskowe wysokie buty, roslinne ornamenty na plecach
charakter: Młody Rose jest spokojnym, uprzejmym i poukładanym mężczyzna posiadającym swoje marzenia i ambicje, które chce realizować nawet ceną jaką jest życie innych.
Miłośnik przyrody szczególnie umiłował sobie różę z powodu iż mieszkał w miejscu gdzie otaczały go dzikie krzewy róż. Uwielbia przebywać w samotności i rozmawiać sam ze sobą gdy ma jakieś wątpliwości odnośnie swojego zachowania. Wydaje się to dziwne aczkolwiek wychodzi z założenia, że tylko on wie tak naprawdę co dla niego najlepsze. Nie jest łatwo zdobyć jego zachowania z prostego powodu od dziecka mieszkający jedynie z ojcem, który zastępował mu praktycznie wszystko.
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 26, 2008 7:25 pm

Chłopak bez słowa zjechał z nimi windą, to że nikt jej nie pilnował jakoś bardzo go nie dziwiło.
Podejrzewał że jeżeli ktoś miałby pilnować bomby to bezpośrednio przy niej.
Gdy zjechali już na dół przyjrzał się dokładnie lecz nikogo nie zauważył, spojrzał chwilowo na Shakę wsłuchując się w jego słowa.
-nie dramatyzuj.
Mruknął zdenerwowany i niespokojny od pewnego czasu Jerome.
Po prostu wyciągnął złote nunchaku i ruszył przed siebie.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 26, 2008 8:13 pm

- A to co klucz do pasa cnoty? - zapytał samego siebie z ironią w głosie, gdy nagle dym spowił całe pomieszczenie
" w mordę co jest " - pomyślał chowając kluczyk do kieszeni w spodniach. Nagle kogoś krzyk rozdarł smugi dymu
- Szlag by to - syknął
- Gość w dom Bóg w dom.. tylko Ciekawe jakiego ten gość jest wyznania - zażartował, lecz wcale nie było mu do śmiechu. Bardzo wolno i jak tylko najciszej mógł, wstał poruszając się wolno do przodu. Revel miał nadzieje ze wyminie jakoś nieproszonego gościa, który na pewno nie przyszedł na obiad.
W zdrową rękę chwycił pistolet, który był dla niego testem, ledwo zauważył go w tym dymie. Lecz był pewien problem nie miał on naboi, ale zawsze można użyć go jako broni obuchowej.
- Jak nie pójdzie po dobroci to będzie trzeba wypchać sukinsyna - mruknął, szukając jeszcze jakiś alchemiczny specyfików, które nie potłukły się podczas małego zefirku.
( Jak coś ciekawego się uchowało to proszę o informacje:) )
Ignus, kucnął szukając czegoś co mogło mu się przydać w starciu z nieznajomym.
- No Fortuno masz szanse się wykazać - wyszeptał najciszej jak tylko mógł.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Pią Wrz 26, 2008 8:28 pm

Zaśmiał się chrapliwie. Miał nadzieję, że tajemniczy rozmówca nie domyśli się, że nie rozmawia z właścicielem telefonu. Przypomniał sobie głos zbira z którym rozmawiał i starając się jak najdokładniej oddać jego charakter oraz barwę i ton głosu powiedział:

- Spokojnie. Chłopak leży w jakiejś uliczce. Upozorowaliśmy potrącenie przez samochód. Ale był tak miły i zostawił nam świecący prezencik - ponownie zaśmiał się chrapliwie. - Gdyby nie te korki już dawno byłbym na miejscu, szefie. Niedługo będę spowrotem. I przywiozę tę niespodziankę.

Gerard natychmiast rozłączył się. Po chwili zastanowienia otworzył okno i wyrzucił komórkę w stronę jakiegoś budynku.
Powrót do góry Go down
Dark Epsilon

avatar

Dołączył/a : 19/06/2008
Liczba postów : 498


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 27, 2008 2:14 pm

-Dobrze...dobrze pośpiesz i we....-przerwało połączenie...
Gerard bardzo umyślnie to rozegrał.Można powiedzieć iż ma zdolności gry aktorskiej.( dla ciebie kolego:P).Korki coraz bardziej ustępowały i dokładnie 30 minut później młody uczeń świątyni był już na miejscu.Gerard wysiadł z pięknego czarnego wozu a przed nim rozciągała się wielka majestatyczna budowla...wielka opera w Sydnej stoi teraz przed nim otworem.Nabrał świeżego powietrza prosto z oceanu.Widok jest niezwykle cudowny a dodatkowego uroku daje morska bryza...
Ale czyżby to na pewno byłoby idealne miejsce na podłożenie ładunku nuklearnego?.Na to pytanie z całą pewnością niedługo dostatnie odpowiedź...
W między czasie(góra opery)
-Hmmm tak jak sądziłem.Niech nasz gość chwilkę się pomęczy sam.Może uda mu się coś wywęszyć.
-Dobrze szefie ale wiesz że możemy od razu się nim zająć.
-Niee...sam wiesz przecież co stało się z naszymi trzema chłopakami.Pewnie leżą już martwi głupcy.
-Więc co radzisz??.
-Musimy poczekać na naszego sprzymierzeńca.Połącz mnie z Asharem...
Powiedział gruby chrapliwy głos a następnie rozmył się w ciemnościach...
OCC:1)masz pełną swobodę w robieniu:D
2)dodaje widok opery:D

http://www.blogi.szkolazklasa.pl/privefiles/blog-3829/sydney_opera_house01.jpg
*********************************
Metzil wchodząc do szpitala potajemnie nie zwrócił na siebie żadnej uwagi.Szybko znalazł jakiś schowek a w którym znajdowała się umywalka oraz...czysty fartuch lekarski w szafie.Wszystkie te czynności zajęły chłopakowi niewiele czasu i już był gotowy do dalszego działania.Podchodząc do planu szpitala chłopaka mogło zadziwić iż szpital posiada 4 piętra w tym 2 pod poziomem ziemi.Na legendzie mapy również odczytał iż cały ten budynek posiada około 600 pomieszczeń!!.Wydaje się dużo...i już miał zacząć szukać dalszych pomocnych wskazówek na mapie gdy nagle...
Drzwi wejściowe otwarły się z wielkim hukiem a do szpitala wieżdżały wózki z dziesiątkami rannych.Przez dosłownie kilka sekund zapanował istny chaos.Zaczęli się zbiegać z rożnych korytarzy wszelkiej maści specjaliści i doktorzy.W tej samej chwili do Metzila podbiegła jakaś pielęgniarka.
-Panie doktorze...panie doktorze!!-zaczęła krzyczeć.
Musi pan się ogarnąć!.Wiem że to nie codzienny widok ale była jakaś rozróba.Musi pan nam pomóc!.Proszę niech pan zbada tych pacjentów i to szybko!!.-pielęgniarka mówiła całkiem poważnym tonem...nie żartowała.Sytuacja jest dramatyczna.
*****************************
Jerome bez ostrzeżeń Shaki zaczął iść wprost do ładunku bomby.Już był dosłownie kilka kroków od niej aby ją zneutralizować gdy nagle...ktoś lub coś z oddali rzuciło coś w rodzaju pocisku lub bomby.Po chwili w miejscu gdzie stoi pretendent do złotej zbroi ryb zaczął wydobywać się gęsty dym gdy nagle...z pomocą nadbiegł Shaka który popchnął Jeroma na bezpieczny obszar a sam stanął w centrum trującego gazu...
Po dłuższej chwili było już wszystko jasne.Dym opadł na ziemię a Shaka leży nie przytomny w dodatku sparaliżowany..
-Co za głupiec!!-odparł mężczyzna stojący koło windy.
Musiał odgrywać bohatera...i co teraz chłopcze??.
-Ja ci powiem co teraz-odparł gruby głos nie wiadomo skąd.
Nagle jakaś ogromna postać wyłoniła się z cienia i ku ich oczom...pojawił się...sumo??.
-Co to kurczaki pieczone ma być??.-odparł mężczyzna.
-Gówno.Jestem Xiao-chan.Wielki wojownik sumo!.Obrońca tej bomby!.Więc jeżeli będziesz chciał coś zrobić tej pięknej zabaweczce najpierw musisz mnie pokonać!!TAK!!!.
Wielki Japończyk dwa razy tupnął nogami a następnie oddał pokłon przeciwnikowi.Na pierwszy rzut oka waży jakieś...190kg??.A ile waży uczeń Świątyni??.
OCC;
Xiao-Chan
HP:450
MP:0
Statystyki:
Lvl.15
Siłą:25
Cosmos:0
Budowa:25
Zręcznosć:0
********************************
Revel zaczął przeszukiwać pozostałości stołu alchemicznego szybko lecz dokładnie.Po krótszej chwili szukania zjawa ze specyficznym poczuciem humoru odnalazła kilka nie stłuczonych preparatów(Kwas siarkowy VI i kwas azotowy V) i jeszcze coś specjalnego...a mianowicie starą nietkniętą butelkę Brendy.To może się jakoś przydać...
Głosy tajemniczego przybysza była coraz bardziej wyraźne.Schodził po schodach..które jakby pękały pod naciskiem jego stup.W tej samej chwili dym opadł a ku owadzim oczom Revela ukazała się sylwetka tajemniczego przybysza....
-Ty...zabić....-powiedział krótko...dziwnym tonem...
OCC;
1)dorzucam jego fotę:D

http://mfn6.mojeforum.net/images/ava2/b/bkf/173744592845d8dd6971826.jpg

2) na zdrowie:D:D
Powrót do góry Go down
Thanatos

avatar

Dołączył/a : 17/08/2008
Liczba postów : 106


PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 27, 2008 2:28 pm

Jerome spodziewał się jakiegoś silnego strażnika ale nie tak ogromnego. Wystraszył się na początku lecz potem przypomniał sobie że ma złote nunchaku. Złapał je i zaatakował potężnie w Xiao-Chana a dokładnie w jego krtań po czym opadł na ziemię spoglądając na olbrzyma.
-daj nam zdemontować bombę a nic ci się nie stanie.
Powiedział pretendent do zbroi Liry nie spuszczając wzroku z sumoki.


OCC:
Atak Zręcznością 15+25(za nunchaku)*3= 40*3= 120dmg

Xiao-Chan
330/450hp.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czas....   Sob Wrz 27, 2008 2:34 pm

Wysiadając z auta rozejrzał się wokoło, lecz nie zauważył nikogo, kto mógłby go obserwować. Wziął torbę i plecak z przedniego siedzenia pasażera i pomaszerował do Opery.
Na szczęście nie rozgrywał się w niej żaden spektakl, toteż w chwilę po wejściu dotarł do szatni. Tam schował torbę podróżną i plecak.
Sprawdził ,czy broń Wagi nadal jest w jego kieszeni. Z zadowoleniem stwierdził że narazie mu nie wypadła. Wszedł po cichu na scenę i zaczął rozglądać się za zejściem na dół.

OCC: Dark napisz czy znalazłem zejście jakby co
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czas....   

Powrót do góry Go down
 
Czas....
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Igrzyska czas zacząć!
» Lista Zaklęć

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA-
Skocz do: