Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Zeus
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 26/10/2008
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Lis 02, 2008 3:13 pm

Gdy dobiegłem do jaskini ujrzałem wielką pieczarę w której było już kilkoro ludzi
- No tu będziemy bezpieczni - powiedziałem i ułożyłem dziewczynę na jednym z przygotowanych koców. - Chyba tylko zemdlała ale proszę zaopiekujcie się nią - powiedziałem do kobiety zajmującej sie chorymi i rannymi

Ja sam nie byłem ranny ale miałem wiele siniaków i byłem wyczerpany ale postanowiłem że tylko uzupełnię płyny i stanę na straży by żadne dzikie zwierzęta nie zaatakowały naszej jaskini.
Powrót do góry Go down
Zeus
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 26/10/2008
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pon Lis 03, 2008 7:26 am

Noc przebiegła bez zakłóceń nawet zwierzęta nie chciały wychodzić z swoich nor w taką pogodę. Jednak gdy nastał ranek pogoda troszeczkę się poprawiła. W naszej jaskini wszyscy zaczynali się powoli budzić. Podszedłem wtedy do dziewczyny aby spytać jak się czuje, jednak gdy ją zobaczyłem poczułem onieśmielenie na widok jej urody. Była to młoda kobieta o ciemnych włosach i dużych brązowych oczach. Gdy tak spoglądałem na nią ona powiedziała.
- Czy to ty rycerzu uratowałeś mnie wczoraj - spytała
- Tak ale każdy rycerz by tak zrobił na moim miejscu - odrzekłem
- Dziękuję ci - powiedziała dziewczyna i delikatnie zaczęła wstawać lecz zaraz upadła
- Leż spokojnie jesteś jeszcze bardzo słaba - powiedziałem do dziewczyny - pójdę ci przynieść coś do picia - powiedziałem i wziąwszy jeden z dzbanów poszedłem do strumyka. Gdy tam dotarłem napełniłem dzban wodą i miałem wracać do jaskini, ale w pewnej chwili usłyszałem kroki skradania się.
- Kim jesteś - zawołałem jednak nikt sie nie odezwał więc odwróciłem się tyłem do tych szelestów i wyczekiwałem jakiegoś ruchy ze strony skradającego się. W pewnej chwili pouczyłem że nieznajoma postać jest tuż zemną wtedy to szybko się odwróciłem i chwyciłem nieznajomego za kark. Zobaczyłem jednak że to tylko zwykły wieśniak który chce napić się wody. Pościłem go a on odezwał się
- Panie proszę nierób mi krzywdy szukam pożywienia i wody dla mojej rodziny , ukryliśmy się w lesie - mówił błagalnym głosem
- Dobrze nic ci nie zrobię, jeśli chcecie to możecie zamieszkać wraz z innymi w jaskini tam w skałach mamy jeszcze miejsce - zaproponowałem
- Dziękuję ci łaskawco - powiedział chłop i pobiegł do lasu a ja wróciłem do groty z dzbanem wody pitnej i dałem się napić nieznajomej dziewczynie
Powrót do góry Go down
Zeus
Bóg
Bóg
avatar

Dołączył/a : 26/10/2008
Liczba postów : 45


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pon Lis 03, 2008 3:53 pm

- Dziękuję ci - powiedziała dziewczyna gdy wręczyłem jej kubek wody
- Proszę taki jest mój obowiązek jako rycerza- powiedziałem - No teraz musimy się pożegnać muszę udać się w dalsza drogę do Sanktuarium - rzekłem wstając
- Jeszcze raz dziękuję ci z całego serca, zawdzięczam ci życie - powiedziała dziewczyna z łzami w oczach
- Żegnaj - powiedziałem i mimo nieprzychylnej pogody ruszyłem dalej. Żal było mi zostawiać tą piękną dziewczynę ale wierzyłem że kiedyś ją jeszcze spotkam a teraz muszę udać się do sanktuarium by tam zdobywać potrzebne umiejętności. Wiedziałem też że pogoda powoli się stabilizuje a w grocie nic tym wieśniakom nie grozi. Ruszyłem więc w dalszą drogę po nowe przygody
Powrót do góry Go down
Marqess

avatar

Dołączył/a : 09/11/2008
Liczba postów : 82

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Sro Lis 12, 2008 10:48 pm

Besos jak co miesiąc .Dzień po pełni,przemierzał pobliskie siedliska,ludzi poszkodowanych różnymi koleinami losu,i dawał im zioła zebrane,w swej podróży,które pomagały im zabliźnić szybciej rany i czyścić drogi oddechowe.

Podchodząc do staruszki ubranej w czarne skórzane buty i płaszcz po kostki. Ukłonił się i przywitał:

-"Witaj Marvartet. Według obietnicy przybyłem jak miesiąc temu. Oto starte liście ogniowiewa i proszek z ciemno listnego dębu." -Powiedział.

Przekazując kobiecie woreczki z ziołami,zwrócił uwagę na niezwykle piękną kobietę.

-"Mar,kim jest ta dziewczyna?"- Wskazał palcem na młodą kobietę kobietę.
-''Nigdy wcześniej jej nie widziałem".

Staruszka spoglądając w stonę omawianej dziewczyny spokojnie oznajmiła:

-"To jest dziewczyna ,która wczoraj przyprowadził pewnie bardzo młody męszczyzna. Nie pamiętam jak mu było na imię, Partrrek,Pawert,może Patrek...."

-"Może Patrick?" -Wtrącił staruszce.

-''Tak,tak,to był młodzieniec imieniem Patrick.''-Dumnie oznajmiła.

Besos chwile się zastanawiając podszedł do dziewczyny i przywitał się

-''Cześć Nazywam się Besos. Słyszałem ,że jesteś tu nowa. Mogła byś mi opowiedzieć co się wydarzyło ubiegłej nocy?"

Dziewczyna nie pewnie spoglądając na młodego rycerza po krótkim zastanowieniu opowiedziała mu całe zajście.

-"Dziekuje Ci bardzo. A wiesz może w którym kierunku się udał?''

-"Nie jestem pewna, ale wydawało mi się ,że kierował się do Aten."

-"Jeszcze raz bardzo dziękuję, do zobaczenia"

Besos podekscytowany ,iż może dogonić starego druha nie chcąc tracić czasu podszedł do Marvartet i poprosił o jedzenie i nowy płaszcz. Po czym ubrał nowy, pięknie połyskujący, czarny jak smoła płacz. Zarzucił kaptur na głowe,pożegnał się ,że wszystkimi i ruszał za przyjacielem....
Powrót do góry Go down
Sakra
VIP
VIP
avatar

Dołączył/a : 13/10/2007
Liczba postów : 1364

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Czw Lis 13, 2008 1:08 am

OCC:
Marqess - ostrzeżenie, zapoznaj się z regulaminem forum
nie mam zamiaru potem poprawiać nieścisłości jakie stworzysz innym graczom ze swej niewiedzy
Powrót do góry Go down
Xellos

avatar

Dołączył/a : 15/11/2007
Liczba postów : 392

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pią Gru 05, 2008 5:42 pm

Ray obudził sie w jaskini nieopodal wioski.Gdy doszedł do siebie zorientował się ze nie jest sam.W głębi jaskini spostrzegł dwójkę dzieci.Były one przemoknięte i zmarznięte.
Ray przywołał je do siebie i otulił swoim płaszczem.
-A teraz zabiorę was do naszej siedziby.-powiedział do dzieci które wyraźnie ucieszyła ta wiadomość.-Pamiętajcie że na zewnątrz szaleje wichura.Trzymajcie głowy nisko i nie puszczajcie mojej ręki.-dokończył łapiąc dzieciaki za ręce.

-Ruszajmy-powiedział po czym ruszyli w stronę siedziby uczniów.

"Ciekawe jak długo leżałem w tej jaskini.....zresztą nie to jest teraz najważniejsze"-pomyślał biegnąc dalej i mocno trzymając dzieci za ręce.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Gru 28, 2008 6:07 pm

Pogoda robiła się coraz gorsza, a oni błąkali się jak czerwony kapturek, lecz nic im nie zostało innego jak jaskinia o której wcześniej wspomniał Rycerz Bazyliszka.
- To mi na trzy gwiazdki nie wygląda.. - zmarudził Revel poprawiając torbę, którą trzymał na ramieniu i zdejmując kaptur z mokrej i wychudłej owadziej twarzy.
- Damy przodem! - zawołał z szerokim uśmiechem wymachując ceremonialnie ręką i kłaniając się niezgrabnie przed Daimonem. Wiedział ze wejdą, gdyż pogoda ich do tego zmusza, a przynajmniej pośmieję się trochę. Nareszcie żaden idiota nie będzie im przeszkadzał w normalnej rozmowie. A mają sobie co wyjaśniać...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Gru 28, 2008 9:50 pm

- Homo za nimi - Odciął się Daimon krzywo się uśmiechając i łapiąc za krawędź jednej z ostrych ośnieżonych skał, tworzących dość sporą grotę, ukrytą w skałach sanktuarium. Miał świadomość, ze teren może być niebezpieczny. I faktycznie, zejście, układające się na kształt niszy było dosyć śliskie od zamarzniętego śniegu. Mimo To odziany w Zbroję Basylisk nieumarły Rycerz wszedł do Groty. Po chwili dało się słyszeć piski, coś jak szelest skrzydeł. Nikły, a później coraz wyraźniejszy. Nagle Basylisk No Abbadon wyszedł z groty odrzucając od swojej szyi coś puchatego.. Za nim na powierzchnię wyleciała chmara podobnych mu uksrzydlonych stworzeń.. Nietoperze, duże, rozszalałe.. Prawdopodobnie natrafili na ich siedlisko..

- Jest tam dość miejsca na obóz, ale musimy coś zrobić z tymi gadzinami..
- Wycharczał Frey wkładając dwa palce w miejsce po ugryzieniu na tętnicy szyjnej, spoglądając jednocześnie swymi nie istniejącymi oczyma na chmarę latających myszy zawracającą własnie do jaskini..
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pon Gru 29, 2008 11:56 am

Wiatr był coraz silniejszy , a deszcz wzmagał się z każdą chwilą. Jedynym miejscem , w którym mogli się schronić był właśnie ta jaskinia. Słysząc marudzenia Revela miał mu odpowiedzieć jednak od tego zamysłu odciągnęła go chmara nietoperzy. Jubei był bardzo spokojny przyglądając się im.

-Spokojnie Daimonie. To jeszcze jedna rzecz , której o mnie nie wiesz. Nietoperze są dla mnie jak ludzie. Zaraz to załatwię.

Po chwili Jubei zamknął oczy i skupił się na jednym z nietoperzy. Ten wyleciał z jaskini i usiadł na jego ramieniu. Zachowywał się jak kot , który przymila się do swojego Pana.

-Możemy iść. Nic nam nie zrobią. - Powiedział głaszcząc Nietoperza , który chyba na stałe zadomowił się na jago ramieniu.

-Nazwę cię Mori. - Wyszeptał cicho.



OCC: Mam Kontrole Zwierząt ale nie wiedziałem nad jaki zwierzęciem chce ją posiadać Nadarzyła się okazja więc będzie to Nietoperz Uspokoiłem je Możemy ruszać dalej
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pon Gru 29, 2008 6:42 pm

Daimon odsunął się od wejścia. Nie okazując niczego spojrzał na Jubei'a, pustym wzrokiem.
- Prowadź więc. - Mówiąc te słowa, nie mógł jednak powstrzymać ledwie dostrzegalnego cienia uśmiechu.
" W końcu zaczyna wykorzystywać swój potencjał. Obaj zaczynają." - Ostatnie zdanie dodał spoglądając na gaworzącego do siebie wesoło Revela. Obaj weszli do jaskini pełnej mroku. Frey rozejrzał się jeszcze po okolicy za chrustem i choć nie było tego wiele, to po kilku chwilach wspólnej pracy starczyło na rozpalenie ogniska i rozgrzanie się. Za sprawą Jubei, nietoperze już im nie przeszkadzały. W świetle ognia sylwetki trzech zjaw tańczyły na skałach, podobnie jak cienie na ich twarzach. Ich cechy zdawały się uzupełniać. Mrok duszy Daimona, niepoczytalność Revela i spokój Jubeia. Kazdy z nich miał czas na opowiedzenie swojej własnej historii. I choć wszyscy byli cholernie głodni, mogli porozmawiać i pośmiać się. Kiedy w końcu się położylina bardzo prowizorycznych posłaniach, ich sen nie trwał długo. Szczególnie sen Daimona był niespokojny. Wstał jednak najwcześniej, gotów obudzić towarzysz, kiedy zrobił to za niego coraz głośniejszy dźwięk hartowanego metalu. Dźwięk pochodzący jak gdyby z kuźni.. Zbroja Basylisk jednak wciąż spała.

Occ: Kibi, test wstępny za Toba. Jedziemy:) Ty i Revel macie od tej chwili za zadanie odwoływać się do moich postów. Prowadze akcję. Powodzenia.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pon Gru 29, 2008 9:48 pm

" Odpierdziel im te małe szczurze łebki, wypatrosz je i chociaż żarcie będzie! - wykrzykiwał Sarapsos, a w głowie Ignusa huczał dziwny dźwięk przypominający rój pszczół.. Rój rozwścieczonych pszczół..
Lecz nietoperze, nagle przestały być agresywne, a jeden z nich zdawał się pomylić Jubei'a z matką, teściową, królową czy tam innym diabelstwem, która nimi dowodzi..
Jaskinia w której się teraz znajdowali wydawała z siebie dziwny zapach
- Tu pachnie dziecięcym strachem.. - zamruczał Dragonet, poruszając nosem Revel'a, który przez chwile zdawał się przypominać wilka, lecz po chwili wyprostował się, przetarł czoło i usiadł pod jedną ze ścian.
Gdy po kilku godzinach położyli się spać Ignus na początku nie mógł zasnąć, lecz gdy tak sztuka nareszcie mu się udała...
Szedł ciemnym korytarzem, mała migocząca lampka oświetlała ściane na której widniał napis
" Aniele stróżu mój, nie zawsze przy mnie stój"
Wtedy Revel zaczął ku niemu iść, jego prawa dłoń dotknęła zimnej i wilgotnej ściany..Napis rozpłynął się, wbił się w jego ciało jak kły węża, a po chwili wtoczyły się w jego krew ja trucizna..
Potem scena się rozpadła.. Jak mur Berliński.. na kawałki.. na bardzo małe kawałki. Skrzydła Motyla, które powiewały lekko na wietrze. Ignus chwycił za nie, pociągnął lekko do siebie.. Zbroja nie wytrzymała napięcia, skrzydła rozerwały sie jak najsłabsza tkanina jaką można sobie tylko wyobrazić.. Następnie zbroja Motyla zaminieła się w pył, po czym wietrzyk rozsypał je na pobliskie kwiaty, które wyrosły jakby z pod ziemi..
- Śmierććććććććć - zarechotał, demoniczy głos..
Ignus Revel zbudził się, wstał tak gwałtownie ze jego plecy przeszyła potężna igła bólu. Nie był on już przemoczony od deszczu, lecz cały zlany mokrym zimnym potem, jakby prosto przywiezionym z samego Asgardu..
Dzwięk, który OwadzioOki przypominał mu ten ze snu odbijał się po całej jaskini..
- Co tu się dzieje do licha... - wymamrotał, ledwo wstając z nadal trzęsących się nóg
- Co to miało być...
- po tych słowach spojrzał na Daimona i zapytał.
- Gdzie ja jestem? - jego nogi odmówiły posłuszeństwa.. W szkarłatnych owadzich oczach można było znaleźć niezrozumienie i obłęd związane z nutą szaleństwa..
- Gdzie ja jestem?! - powtórzył prawie krzycząc, jego ciało wskoczyło zręcznie na jedną z niskich półek skalnych. Z ust wyciekła mu ślina. Na brzydkiej owadziej twarzy nie było uśmiechu, usta zmianiły się teraz w cienką poziomą kreskę, strasznie wykrzywiając jeszcze twarz Ignusa.
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Wto Gru 30, 2008 9:24 am

Wszedł pierwszy do jaskini , która prowadziła jeszcze daleko w głąb. Dookoła nie było widać nic jak tylko przenikającą ciemność. Jubei usiadł w kącie i wyciągnął z kieszeni mały notesik. Zapisał w nim kilka zdań poczym zbliżył się do ogniska. Rozmawiali długo aż wreszcie Jubei'a zmógł sen. Jego sen był niespokojny. Był bardzo głodny co mogło zmienić go w koszmar. I tak się właśnie stało.. Znów ten sam koszmar. Choć nie... Jednak nie ten sam. Cyklop nie był już w płaszczu. Na jego ciele była rozłożona zbroja. Piękna , lśniąca zbroja. Nie była jednak skończona. Brakowało hełmu. Czuł jednak gdzie go znajdzie. Dookoła rozlegał się dźwięk kucia metalu. A w oddali dało się dostrzec małe światło.
Kiba szedł jednak z każdym krokiem jedna z części zbroi rozsypywała się. Gdy jego dłoń zmierzała w stronę chełmu. Jedynej części , która pozostała obraz zaczął się rozmywać , a Jubei obudził się ze snu. W jaskini rozlegał się ten sam dźwięk , a Cyklop zauważył , że nie leży pod ścianą lecz stoi przed wejściem w głąb jaskini. Co go najbardziej przeraziło , to to , że jeszcze jeden krok i mógł się nie obudzić. Odwrócił się i spojrzał na opętanego Revela , który zdawał się nie wiedzieć co się dzieje. Oraz na Daimona , który z nim rozmawiał. Podszedł do nich.

-Chyba głód nam nie służy. Ja po raz pierwszy w życiu lunatykowałem. Miałem też dziwny koszmar. Revel najwyraźniej miał podobnie. - Podszedł do swojego ''łóżka'' i zarzucił na siebie płaszcz na którym spał. Wyciągnął z jego kieszeni trzy paski suszonego mięsa , które leżały tam już dobry tydzień. Wrócił do towarzyszy i podał Daimonowi dwa kawałki. Sam ugryzł jeden z nich.

-Nie takie złe… - Zakończył jakby miał powiedzieć , ile one już sobie liczą.

-Jak już Revel się opamięta to daj mu jeden.

Zaczął rozmyślać nad snem , który miał. Jubei czuł się po nim dziwnie. Jakby coś , lub ktoś przyciągał go do siebie. Było to jednak bardzo przyjemne i dlatego Cyklop się nie opierał. Im bliżej wejścia stał , tym silniejsze było pragnienie pójścia w głąb.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Wto Gru 30, 2008 4:30 pm

Nikt nie spał dobrze tej nocy. Każdy z nich przeżywał swoje najgorsze koszmary. Czarnowłosa postać pochyliła się nad Revelem, by go obudzić, lecz ten gwałtownie już nie spał. Gwałtownie odskoczył do tyłu. Zdradzał oznaki obłędu. Coś kotłowało się w nim i widocznie właśnie doszło do wniosku, ze najwyższy czas się wydostać. Jubei również już nie spał. Przez moment dosłownie wpatrywał się swym jedynym okiem jak w urzeczony w odległy punkt w grocie, aż w końcu poczęstował ich obu, a Revela pośrednio przez Daimona, suchym jak wiór kawałkiem czegoś co kiedyś mogło być mięsem. Sam Frey również nie czuł się najlepiej. Wciąż miał w głowie pohukiwanie Sowy ze snu... I wszystkie inne obrazy.. Odgłos hartowanego metalu, choć słyszalny dla Niego, nie robił na nim takiego wrażenia jakie wywierał na Jubeiu..

Hałas nabierał na silę.. W oleistej przestrzeni w jaką przed chwilą wpatrywał się pretendent do Zbroi Cyklopa, zdawało się pojawić światło. Na krótko, tak, jakby ktoś w dole, formował żelazo. Chlopak był jak w transie. Podobnie uczepiona jego ramienia kupka czarnego futra. Już mieli podążyć dalej, gdy niepokojacą cisze rozdarł przenikliwy Ryk..
- Piołun!! - Jubei zdołał tylko dostrzec jak Zbroja Basylisk zmatowiała, straciła blask i w kilku chwilach zniknęła, zapadła się pod ziemię, która przeciez była litą skałą. Podobnie jak Frey. Rycerz Basylisk zdawał się być wchlonięty przez Jaskinię. Zostały po nim jedynie dwa suche kawałki mięsa.

W całym tym hałasie na pytanie Revela zdawała się odpowiadać zarówno szmaciana, prowizoryczna lalka, która teraz bardziej, z rozprutą szyją, wyłażącą z niej słomą i jednym okiem z guzika, przypominała okrutnie zamordowane dziecko, jak i fragment drewnianego konika.. Dziecięce zabawki w zapomnianej przez Bogów grocie..
- Nie jesteś godzien. Uświadom to sobie..
- Nie ma krzty godności w Tobie... W końcu wyobraź to sobie..
- Tak.. Śmierć... A Ty.. nie jesteś godzien.. Trzy, różne głosy na przemian dudniły w głowie pretendenta do Zbroi Motyla, wydobywając się na powietrze drogą, już nie wiadomo czyich ust..

Occ: Ok, na przemian co kolejkę jeden z was ma pierszeństwo po moim poście. Teraz kolej Jubei.
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Sro Gru 31, 2008 11:35 am

Dźwięk , który dobiegał z głębi jaskini działał na Jubei'a jak czerwona płachta na byka. Z każdą chwilą Kiba zbliżał się do zejścia w dół. Był jak ochotnik , którego mag zahipnotyzował i kazał iść cały czas przed siebie. Nagle rozbłysło światło. Wyglądało to tak jakby kowal uderzał w równych odstępach rozgrzany do czerwoności metal. Było cicho jednak tylko do pewnego momentu. Gdy miał już zrobić kilka kroków i rozkoszując się dźwiękiem pójść w stronę światła rozległ się ryk Piołuna. Był tak przenikliwy , że przywrócił Jubei'a do pełnej świadomości. Zdołał się odwrócić i dostrzec jak zbroja Bazyliszka traci swój blask i znika w twardym jak skała podłożu. Podobnie stało się z Daimonem. Pretendent do Zbroi Cyklopa podszedł do tego miejsca podnosząc kawałki suszonego mięsa , które zostały po Frey'u. Schował je do kieszeni poczym uklęknął odgrzebując ziemię. Szukał zapadni lub czegoś co mogło by go naprowadzić na to co się stało. Spojrzał na Revela , który zdawał się toczyć walkę z samym sobą.

-Jeśli chcesz to choć ze mną. Ja ruszam dalej. Muszę znaleźć Daimona. - Wstał i zarzucił kaptur na głowę. Podszedł do wejścia i robiąc kilka kroków zniknął w mroku.

-Mori wskaż mi drogę. -Wyszeptał do nietoperza , który wzleciał w powietrze i frunął przed nim.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Sro Gru 31, 2008 6:49 pm

Natężenie dźwięków było potworne, nagle wszystko zniknęło pozostawiając za sobą cichy szelest owadzich skrzydeł..
Revel zeskoczył ze skalnej półki, nagle jego usta otworzyły się, a z ich wnętrza wyleciało coś slizgiego. Motyla trąbka chwyciła szmacianą lalkę i podała do rąk Ignusa, który otarł usta rękawem, gdy motyla trąbka wróciła na swoje miejsce..
- Tak jak mówiłem... - zaszeptał Dragonet, a Revel spojrzał swoim owadzim wzrokiem na rozprutą laleczkę...
- Ja nie jestem godzien? - zapytał na głos - Ja!... - wykrzyczał po czym roześmiał się straszliwie..
- Kim ty jesteś.. - zaszeptał OwadzioOki. Szelest skrzydeł stał się coraz głośniejszy, po kilku chwilach był wręcz..
- Dość ! - ryknął, rozkładając ręcę w gescie medytacj. Lalka uniosła się w powietrzu tancząc dziko w zwałach tlenu..
Jubei już na niego czekał, chciał iść w głąb..
- Pójdę.. - wyjąkał Revel - Lecz, nie licz na mnie jeśli miał bym Ci pomóc w walce.. Nie wiem co się ze mną dzieje.. Muszę Ci tylko powiedzieć ze w moim ciele mieszkają dwie mistyczne istoty jedna z nich to Anioł Cierpienia Sarapsos, a druga to Mistyczny Miecznik, Łowca Krwi Dragonet.. - wymamorotał, po czym wydał z siebie krótki okrzyk i złapał się za głowę..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Czw Sty 01, 2009 11:01 am

Każda próba odgrzebania ziemi skończyła się nie powodzeniem. Była to na
powrót lita skała, pokryta szronem i gdzie nie gdzie piaskiem, jaki
miał czelność dostać się do groty. Nic nie wskazywało na obecność
zapadni, czy jakiegokolwiek elementu czysto mechanicznego. Wyglądało na
to że jakaś dziwna, nieznana im siła wchłonęła Nieumarłego Rycerza i
Jego Zbroję.

Dźwięk kucia metalu wciąż wwiercał się w ich umysły, szczególnie zaś
przemawiał do jednookiego. Ssawkousty, mimo że słyszał gdzieś dalej
odgłosy zdające się pochodzić z kowalskiej kuźni, zdecydowanie większą
uwagę przykuwał na dźwięki jakie słyszał jedynie on, co wcale nie
odbierało im ich realnej bytności..
Trzepot setek tysięcy owadzich skrzydeł.. Zagłuszał myśli, zdawał się
odbierać wolę.. Lecz było coś jeszcze. Pośród uporczywego, agresywnego
buczenia, Revel mógł przysiąc, że przez moment słyszał, delikatny,
nikły trzepot skrzydeł.. W kierunku w którym poleciał Mori, powędrowała
również tęczowa iskra o na pozór nieokreślonym kształcie. Zauważył
ją przed Jubeiem. Owadziooki nie musiał długo czekać na odpowiedź na własne
pytanie. Tyle że odpowiedzi było więcej niż jedna.
- A udowodnisz że jesteś? - Zaszeptał retorycznie Sarapsos..
- Ty, ty słodki cukiereczku... - Usta Ignusa zwarły się dziwnie po wypowiedzi Dragoneta.
- No dalej!!!!! - Zawarczał trzeci
głos, zmuszając cialo Revela do kroku, tak, że ten prawie runął na
podłoże. Po kolejnym pytaniu Ignusa było tylko gorzej..
- Sobą. Tobą. Mną. Nami. Rycerzem Thanatosa. Potęgą... Sarapsosem.. Rojem.. Sędzią.. - potok słów zdawał się zamieniać w dźwięk nadciągającego owadziego roju..
- Tobą. Mistrzem Miecza. Rycerzem Thanatosa.. Niezlomnym miecznikiem.. Dragonet mym imieniem. - Zaszumiał nieco łagodnie zwierzęcy głos.
- Tobą. ArcyKosmosem.. Rycerzem Thanatosa.. Panem.. Jam jest Herant As'Rah
- Bulgotał dziko trzeci głos.. Każdy z nich chciał przejąć kontrolę nad
ciałem Revela. Ruszał on do przodu, przystawał, cofał się.. Wszystko
praktycznie równocześnie. Przez pewien Ignus, o ile jeszcze wierzył w
to że tak właśnie ma na imię, nie był pewien czy zdoła ruszyć za
Jubeiem..

W końcu jednak, ruszyli tunelem, który raz po raz gwałtownie
rozszerzał, zwężał się, to znowu pogrubiał. Schodził w dół, by nagle
przypomnieć im twardym i zimnym stalagmitem, że czas iść w górę.
Jednego byli pewni. Nikt o zdrowych zmysłach, nie wybrałby tej drogi na
oficjalną drogę do kuźni.. Prawdopodobnie również nikt tożsamy, nie
wybrałby takiej groty na kuźnię. Ale czy i oni mogli z czystym
sumieniem stwierdzić że "są przy zdrowych zmysłach"?
W ciemnościach, w których jedynymi światłami zdawał się być tęczowy pył
jaki sypał się z źródła delikatnego szeptu skrzydeł stworzenia jakie na
Równi z Mori prowadzili dwoje pretendentów, oraz właśnie błysk oczu
bloniastoskrzydłego posłańca mroku..

Kiedy już wydawało im się, ze zginą w tych ciemnościach, z wyczerpania,
głodu,hałasu bitego metalu, szaleństwa czy Bogowie wiedzą czego jeszcze
grota nagle rozszerzyła się. Ujrzeli ogromną podziemną jaskinię, przy której ta wyżej była niczym salonik. Pośród jej skał krążyły trzy ogromne postacie. Nagie, z obleśnymi brzuszyskami,
szerokimi barami i ewidentną nadwagą mogliby zostać uznani za ludzi,
gdyby nie gruba jak u nosorożca skóra, jajowata głowa.. i jedno oko
pośrodku czoła.
Jeden z cyklopów starał się właśnie uformować rozgrzany metal. Drugi
stał w oddalonym końcu groty a kiedy w końcu się obrócił, Ignus i
Kibigami ujrzeli że trzyma w swoim łapsku dwoje dzieci.. W tle było
słychać nikłe łkanie innych..
- Ostatni raz.. - Oprawca zdawał się zwracać do kujacego metal,
po czym, stojąc nad czymś przypominającym mise z litej skały, jednym
ruchem rozpruł przerażone dzieci. Ich krew spłynęła do misy. Kowal
podszedł do niej, i bez wachania zanurzył rozgrzany metal do krwi, tak
jak człowiek schłodziłby metal w wodzie.. Coś co moglo być hełmem
Zbroi Cyclop na chwilę zjarzyło się nikłym blaskiem, po czym przygasło
przyjmując barwę popiołu..

- Przyszed..!
- Zagrzmiał głos trzeciego z cyklopów, do tej pory
niewidocznego, a teraz wyłaniajacego się gwałtownie z cienia, jakie
tworzył wydobywający się z prymitywnych piecy ogień.
Trzeci wpatrywałby sie w Jubeia z czymś co można było by uznać za
uwielbienie.. Gdyby miał oko. Teraz węszył jedynie swoim małym
gruzlowatym nosem..
- Królu nasz! O Panie.. i przyprowadziłeś nam świeżą krew.. Przyda się do kompletu z tamtym - Krótki harkot wydobył się z jego nosa, kiedy ochydna twarz zwróciła się ku Sarapsosowi.. a następnie w kierunku jednego ze stalaktytu gdzie leżał nieprzytomny, zdewastowany Frey.
- Dobrze, dobrze.. Ludzkie szczenięta się nie nadają. Będziemy musieli je zabić..



Occ: Teraz kolejka Revela. Po każdym moim poście zaczynacie na przemian, przypominam:)
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Sob Sty 03, 2009 12:52 am

Lewa noga zrobiła krok w tył, prawa niezgrabnie ustawiła się na jej miejscu w przeciwieństwie do korpusu Owadziej zjawy, który wygiął się w przód w bardzo groteskowy sposób, cały ten dziwny wygibas próbowała opanować głowa, która przeważyła nad setnem sprawy i ciało Revela prawie runęło na pretendenta do zbroi Cyklopa, lecz resztkami sił złapał się on wystającego stalaktytu i utrzymał równowagę. Ignus zobaczył tylko jak jego towarzysz spojrzał na niego swoim zdrowym oczkiem..
Rój nadal mieszkał w jego głowie, jego ciche pobrzękiwanie i szelest tysiąca skrzydeł nadal mieszał mu w głowie, nie pozwalając się skupić na prawdziwym celu tej wędrówki.
- Udowodnić ? - zapytał siebie samego, spoglądając na swoje dłonie, jakby miał z nich wyczytać coś ważnego - Czy ja jeszcze nie udowodniłem kim jestem?! - krzyknął, nie zważając na to co powie jego towarzysz
- Po tym wszystkim ja mam coś udowadniać? a Może wy? Może wy wielcy panowie udowodnicie swoją lojalność wobec Pana Podziemia? Czy ja do jasnej cholery mam napisane na czole "Zapraszam wszystkie Mistyczne i potężne duszę do mojego ciała"? - po tych słowach jego płuca nie mogły złapać powietrza, a pięści zacisnęły się tak mocno, ze knykcie wbiły mu się w skórę..
- Ja jestem sobą. Moje imię Ignus Revel, a ty Sarapsosie, Aniele Cierpienia jesteś tu tylko gościem, dlatego rozkazuje Ci opuścić moje ciało, w tempie szybszym niż ustawa przewiduje. Tak samo jak ty, Potężny Szermierzu, Panie Miecza przeklęty przez Bogów. Dragonecie opuść ciało, które nie należy do Ciebie i wróć do tego które było Ci dane..ty również Herancie As'Rahu, Arcykosmosie, Rycerzu Pana Śmierci Thanatos'a.. - Ignus te słowa wypowiedział w podobny sposób jak jakąś wielce tajemną formułę, która jak to bywało w Amerykańskich filmach odganiała złe moce, Owadzio Oki wierzył ze coś takiego przydało by się jego ciału i duszy, lecz wiedział też jednak ze to nie jest Amerykański film. Pretendent do zbroi Motyla nie miał pojęcia jak zareagują na to trzy potężne duchy, lecz jeśli je rozwścieczy to nie będzie już tak miło jak do tej pory..
Idąc dalej przed siebie Revel miał wielki problem z utrzymaniem kursu i równowagi, jego ciało odbijało się z kąta w kąt, jakby chciało znaleźć dla siebie chociaż kawałek miejsca tyko i wyłącznie dla siebie. Nagle, gdy ciemność zdawała się ich pochłaniać, wszystko jakby rozmył jasny i ostry płomień, który zdawał się wydobywać z groty, która za kilka chwila stanie przed nimi otworem.
I rzeczywiście stanęła, lecz nie tak wyobrażał sobie ją Owadzio Oki, który z ręką na czole przyglądał się całemu kamiennemu pomieszczeniu, w którym było coś czego nigdy by sie nie spodziewał. Cyklopi, a dokładniej trzech. Wielcy, tłuści jak świnia, to może i złe porównanie służyło by tu za komplement. Zwały tłuszczu, falowały przy każdym ich ruchu, potężne cielsko i obleśne cielska produkowały tak ogromny smród, ze pretendent do zbroi Motyla Śmierci, ledwo utrzymywał się na nogach, chociaż i bez tego " zapachu" szło mu to bardzo ciężko.
Owadzio Oki, spojrzał w kierunku wielkiej misy krwi, a jego ciało nagle wygięło się w dziwny sposób, prawie rzucając się jak lew na młodą zwierzynę
- Oni mają wspaniały gust! - ryknął Dragonet, już wyciągając i wykręcając ręce Ignus'a, tak jakby krew dzieci była na wyciągnięcie dłoni. Revel mało co nie spadł ze stromego urwiska prost w łapy jednego z gigantów, z wydłubanym okiem, lecz w ostatnie chwili rzucił się na ziemie.
" Nic z tego Dragonecie... " - pomyślał i po chwili wstał na prawie równe nogi..
- Jubei, co tu się do jasnej cholery dzieje? - wymamrotał, szukając wzrokiem innych bardziej żywych dzieci niż te w kamiennej misie, płacz jak to powiedział jeden z olbrzymów szczeniąt roznosił sie po kolosalnej grocie, lecz skąd dochodził tego jeszcze nie wiedzieli..
Prawa ręka Owadziej Zjawy zawędrowała do kieszeni, po chwili przed oczami miał on szmacianą lalkę, której oderwał lichą już główkę i cisnął nią w stronę misy oraz trzeciego z Cyklopów. Jednak po chwili jego uwagę przykuł pewien stalaktyt, a raczej osoba, która była do niego przytwierdzona, Daimon Frey zdawał się wyglądać marnie jak zwykle, lecz to marnie było marniejsze niż zawsze.
Ślepy cyklop nazwał Jubei'a " Królem ", Revel nie wiedział co myśleć na ten temat, mógł go równie dobrze nazwać " obiadem ", czy co gorsza " tatusiem. "
- Panie daj mi siłę.. - wymamrotał, a jego wzrok znów zaobserwował lekki tęczowy blask, lecz zdawał się już towarzyszyć wcześniej Mori, nietoperzowi, który wskazał im drogę do tego niezbyt wesołego miejsca. Czym był dziwny odblask, może psikusem wyobraźni lub odblaskiem jakiegoś nieznanego metalu lub innym paskudztwem
- Jubei.. to jak?Powiesz mi co tu się wytwarza do jasnej choinki ? - zapytał, zamykając oczy i próbując uspokoić diabelski rój, który huczał mu w głowie jak stara lokomotywa puszczona w trasę. Jego twarz, zlana potem i obarczona dziwnym ciężarem, wykręciła się w dziwnym uśmiechu, lecz po chwili głosem, który miał brzmieć przekonująco i uroczyście oznajmiła
- Mości Panowie, Wasz Król, właśnie powiedział mi ze dzisiejszego dnia macie iść w głąb podziemnych komnat i czekać tam na jego dalsze wskazówki - jego głos niósł się echem po grocie
" Byle to łyknęły, Fortuno, byle to łyknęli... " - powtarzał w duchu i równocześnie puścił on oko w kierunku Kibagamiego, mając nadzieje ze zrozumie on ze powinni się stąd jak najszybciej wynosić, a dzięki temu ze olbrzymy są może tak tępe jak grube uwolnią Daimona i dzieciarnie.
Revel przestąpił z nogi na nogę, ledwo ratując się przed upadkiem, Trzy głosy, nadal odbijały się mocnym echem po jego głowie..

OCC: Wybaczcie, ze tylko tyle, ale musiałem pisać drugi raz bo pierwszego mi skasowało i dużo mi teraz umknęło..
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Sob Sty 03, 2009 9:30 am

Szedł w głąb tunelu nie zwracając jakiejś specjalnej uwagi na Ravela , który miotał się gdzieś za nim. Był prowadzony przez Mori , który tak naprawdę odgrywał tylko rolę drugorzędną. Sam dźwięk hartowania metalu wskazywał mu kierunek. W pewnej chwili Jubei poczuł jakby lekki podmuch, który smaga jego twarz. Gdy wpatrzył się w przestrzeń go otaczającą dostrzegł małe tęczowe coś. Nie wiedział co to jest i raczej nie miał teraz ochoty tego sprawdzać. Musiał uważać na wszelakie stalaktyty i stalagmity wystające z podłoża i sufitu. Mimo swojej czujności ocierał się kilka razy o nie co nie było zbyt przyjemne. Im dalej szedł tym inna była trasa. Raz wąska , raz szeroka , a czasami taka , że trudno było utrzymać równowagę. Wszystko było w porządku. Zastanawiała go tylko jedna rzecz. Kto wybrał takie miejsce na kuźnię. Gdy głowił się nad tym jego oko oślepił blask ognia buchającego mocnym płomieniem z paleniska. Otrząsnął się , a jego oczom ukazały się trzy postacie. Nie dostrzegł jednak od razu , że nie są to ludzie. Na początku widział lekko rozmazany obraz. Jednakże gdy jego wzrok przyzwyczaił się już do mocnego światła wiedział z kim , a raczej z czym mają doczynienia. Pierwszym widokiem , który było dane im ujrzeć była śmierć dwójki dzieci. Jeden z cyklopów rozpruł ich ciała , jakby robił to codziennie , a drugi bez wahania zanurzył uformowany metal w misie krwi. Przypominało to Chełm lecz po chwili straciło swój blask i wyglądało jak posklejany popiół. Gdzieś w oddali dało się usłyszeć cichy płacz innych dzieci. W tej chwili zamurowanego Jubei’a obudził głos trzeciego cyklopa , który był do tej pory przyczajony w cieniu. Na początku wydawał się taki sam jak reszta jednak gdy wynurzył z cienia swój jajowaty łeb Pretendent ujrzał , że ten nie ma swojego oka. Wszystko było by w porządku gdyby nie to , że nazwał Jubei’a swoim królem. Ten miał mu odpowiedzieć lecz wtedy padło pytanie Ravela. Cyklop nie wiedział co odpowiedzieć. Cała ta sytuacja trochę go przerastała. Przemógł się jednak i wyszeptał do Ravela.

-Nie wiem co tu się wyprawia. Nie jestem wróżką. Ale skoro uważają mnie za swojego króla to należy to wykorzystać aby uratować Daimona.

Po chwili namysłu Revel zrobił to co należało. Skierował się do wszystkich trzech Cyklopów w jego imieniu. Jubei zrozumiał o co chodzi i dodał po chwili.

-Mój sługa ma rację. Kazałem wam iść w głąb jaskini , wiec dlaczego tu jeszcze stoicie.

Był oszołomiony dźwiękiem jak i samą sytuacją. Nie wiedział czy nadal stojące przed nimi Cyklopy posłuchają jego rozkazu. A może uznają to za dobry żart swojego Pana i zabiją jego przyjaciół. W każdym razie trzeba spróbować wszystkiego. Chciał ich uratować. Było jednak inne pragnienie. Jubei chciał wiedzieć dlaczego Cyklopy nie używają do schładzania metalu wody , której przecież jest tutaj pełno , a zamiast tego stosują ludzką krew , która najwyraźniej nie daje żadnych skutków.

Czyżby krew Spectran była lepsza?? - Przez jego głowę przemknęła myśl , która niezbyt mu się podobała. On nie chciał o tym myśleć. To jakby to miejsce tak na niego działało.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Sty 04, 2009 12:09 am

Po słowach o udowodnieniu godności przez trzy dusze nękające do tej pory umysł Revela, przez kilka sekund zapanowała cisza. Spokój. Jasnośc myślenia. Podziałało. Tęczowy punkt który prowadził Revela, stał się teraz wyrazistym kształtem. Przepiękną formą zycia, spotykana zwykle jedynie w Tartarze. To jeden z Motyli Śmierci prowadził pretendenta do najsubtelniejszej ze zbroi świata podziemnego.. Przez chwile, kiedy Ignus wspomnial o tym że jest jak punkt przyciągający mistyczne dusze, wydalo mu się że Sarapsos wyrażał chęć kontrataku, lecz zdążył go ujarzmić.. Wygnanie, którego Ignus chciał dokonać.. Nie udało się. Ale Sarapsos, Dragonet i Herant.. milczeli. Czuł ich. Wciąż czuł że jego oddech, to ich oddechy.. Stopniowo z każdym kolejnym krokiem Ignusa, oszołomienie w jakie wprawił mistyczną trójcę malało. W milczeniu poddawali go bolesnym próbom..

Aż w końcu dostali się do groty Cyklopów.. Ich trick mający na celu wywieść je w pole miałby szansę powodzenia..
Ale Ślepy Cyklop nie zwrócił najmniejszej uwagi na gadanie Revela, jednak słowa Jubeia wydawały się go zszokować.. Ochydna gęba wydłużyła się by po chwili odpowiedzieć..
- Panie, ale jak to? Już, bez przygotowania? Wiemy.. że znasz Rytuał Stworzenia ale skoro chcesz byśmy już teraz zabili szczenięta, dobrze.. - Ruszył w kierunku najdalej ustawionego Cyklopa, tego który stał pomiędzy misą z krwią a ukrytą dalej, prawdopodobnie klatką z dziećmi.. Kowal odrzucił swe narzędzia ukazując próby przyprowadzenia Zbroi Cyklopa do Dawnej świetności. Gdzieś pomiedzy leżały inne części. Zbrojne w kolce Naramienniki, Hełm z kryzą.. Części Zbroi Basylisk wydawały się być równie martwe co Zbroi Cyklopa.

Nad Stalaktytem Daimona coś zaszumiało. Nieumarły, poruszył się niespokojnie jakby w spaźmie bólu. Ogromny Puchacz jaki usadowił się dokładnie nad nim, zdawał się przyglądać całemu zdarzeniu.. Sarapsos zawył dziko - To Andras!!! Zabij!! Zabij Go!!!
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Sty 04, 2009 9:52 am

Przyglądał się całej sytuacji. Starał się nawiązywać kontakt wzrokowy z cyklopami aby jego słowa zostały wzięte na poważnie. Ich działania powiodły się jednak nie tak jakby tego chcieli. Ślepy Cyklop ruszył w stronę trzeciego z nich. Za nim stało coś przypominającego klatkę , a z niej wydobywał się płacz i wołanie o pomoc.

-Tak znam... – Odpowiedział poczym zaczął się zastanawiać dlaczego ludzka krew nie daje żadnych skutków.

-Czy krew Spectran , rycerzy jest inna od ludzkiej. Ludzie… Zwyczajni… Rycerze… Spectranie.. Kosmos… Tak to musi chodzić o kosmos.

Wreszcie dostrzegł coś co bardzo przypominało zbroję Cyklopa. Jego wymarzoną , wyśnioną zbroję. Tylko czegoś jej brakowało. Była szara , bez blasku. Podobnie wyglądała Zbroja Bazyliszka , która jeszcze kilka chwil temu była w świetnym stanie. Ta cała sytuacja zaczynała go przerastać.

-Revel co teraz robimy. Plan nie wypalił , a jeśli rozkażę im żeby nie zabijali dzieci to mogą zabić was , a potem mnie. – Wyszeptał cicho aby Cyklopi nie zdołali usłyszeć.

Po chwili bez zastanowienia zwrócił się do Wielkoludów.

-Śmierć dzieci nic nie da. Ich krew nic nam nie da. Sami widzicie , że to nie działa. Jeśli chcecie zabić tego człowieka leżącego pod ścianą lub tego stojącego obok mnie będziecie musieli się sprzeciwić mojej woli. To są moi przyjaciele i nie pozwolę na ich śmierć. Na pewno można ożywić zbroję nie zabijając nikogo… Skoro potrzebna jest wam krew to oddam swoją. – Nie chciał aby jego towarzysze , którym tak wiele zawdzięcza zginęli. Wolał sam podjąć się tego ryzyka.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Sty 04, 2009 7:59 pm

- Nie podoba mi się to.. Nic mi się cholera nie podoba.. - wymarudził i spojrzał wielkimi owadzimi oczami na ślepego giganta, który z wielką chęcią ruszył w stronę klatki z dziecmi..
- Kiedy nie będzie lekko, stawiaj czoło inwazji.. - syknął do siebie i rzucił okiem na Kibiego, który postanowił oddać swoją krew..
" Sam bym to chętnie zrobił.. może pozbył bym się Wielkiej trójcy.." - pomyślał Ignus, lecz natychmiast odpowiedział mu Sarapsos, z lekkim uśmiechem na twarzy.
" Chciałbyś"
- Tak, chciałbym - odparł, nie przejmując się tym ze ktoś go usłyszy, gdy nagle jego narząd wzroku natrafił na...małą sowę, która " cupnęła " sobie na chwile nad Daimonem, wtedy wszystko zdawało się pęknąć w jednej chwili. Niekiełznany dziki krzyk Anioła Cierpienia rozkazał zabić mu to małe stworzonko, w dodatku..
" Nazwał je tak dziwnie.. " - pomyślał, lecz wielki skrzydlaty rój znów huczał mu w głowie, wiedział ze jeśli Sam Sarapsos pragnie czyjejeś śmierci, aż tak bardzo ta osoba musi być bardzo potężna.
- Tylko ze jak zaatakuje energią.. Odjebie łeb Frey'owi.. - mruknął cicho Revel
- Pieprzyć to możesz upierdzielić dwie pieczenie na jednym ogniu, ale rozprój Andrasa! - krzyknął, a do głowy Ignusa, przyszło troche inne rozwiązanie.
- Sie robi.. Byle Frey pamiętał o tym ze zabiłem mu sówkę ponad głową...... - ostatnie słowo przedłużył, gdyż próbował skupić wokół siebie największą możliwie ilość energii. Jego kosmos, podnosił kamienie, jakieś stare przedmioty, lecz on skupił się na małym jeszcze stalaktycie, który nagle..
Chrupnął głośno i odłączył się od reszty ziemi, ustawiając się ostrym końcem w stronę tajemniczego ptaka.
- Byle bym trafił.. - mruknął, nie spoglądając ani na Jubei'a ani na trzech gigantów, w tym momencie miał ich w dupie, teraz liczył się ten jeden celny strzał
- No już teraz, TERAZ ! - ryczał Sarapsos.
Stalaktyt wystrzelił jak z procy pędząc prosto na sowę..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Nie Sty 04, 2009 9:52 pm

Cyklopi przystanęli. nie rozumieli rozkazów Swego Króla.. Cyklopa szóstego, mistycznego pokolenia, który miał poprowadzić swój lud ku chwale.. Wszystkie trzy łby obróciły się w jednej chwili ukazując coś co można by nazwać zdziwieniem.
Ślepy odezwał się pierwszy:
- Tak Panie, Krew Rycerza jest w stanie ożywić zbroję, lecz nie było Cię.. Szukaliśmy, lata mijały.. Szukaliśmy więc innych sposobów. Czekaliśmy. Wiedzieliśmy że przyjdziesz.. - Cyklop wydawał się mówić spokojnie, lecz w jego głosie dawało się zauważyć rosnące zdziwienie, że ich Król nie zna pradawnych zasad. Wtedy odezwał się drugi, ten najbardziej umięśniony, stojący nadal dość blisko paleniska.
- Śmierć szczeniąt dużo da.. Jeść nam da.. - Spojrzał na Jubei'a surowym okiem, po czym spokojniejszym głosem ciągnął dalej. - Ale Przepowiednia pierwszego pokolenia naszych braci i sióstr o Najsilniejszym z nas, choć chuderlaku bliskim ludziom w posturze i w zachowaniu mówiła. On to ma być niemrawy, jeno kiedy uderzy to tylko w sprawiedliwym osądzie. Twoje słowa Panie, są do naszych niepodobne. Ale może przyszed czas by Cyklopi wyszli.. stali się silni.. Skoro Ty Panie jesteś, jam jest z Tobą. Kiedaj chcesz krew dać, tak i ja użyczę swojej.. Puchacz zahuczał głośno, okazując obruszenie na te słowa cyklopa. W jego bursztynowych oczach można bylo dostrzec złość. Frey drgnął dość znacznie. Puchacz zaniepokoił się jeszcze bardziej.. Wokół Ptaka roztoczyła się nieznana ciemna Aura..
Trzeci z Cyklopów ruszył z nienacka na kowala, atakując go tym samym narzędziem jakim rozpłatał ludzkie dzieci. Z umięsnionegociała giganta trysnęła czarna posoka. Ranny olbrzym skierował swój wzrok na stół kowalski, na którym leżały częsci obydwu zbroi.. jego krew spłynęła na obie..
Kawał skały trafił Andrasa, jak go nazwał Sarapsos. Ptak chciał uciec, lecz nie pozwoliła mu na to zacisnięta na jego ogonie szponiasta dłoń Rycerza Basylisk. Reszta jego ciała zdawała się walczyć o przebudzenie. Z ust toczyła się piana. Natomiast Puchacz został trafiony.. Choć trafiony to złe słowo w przypadku kiedy cialo stałe przebija na wylot inne ciało które zdawało się na chwilę rozpłynąć.. Jednak zamieszanie wśród Cyklopów oraz częsciowe przebudzenie trzeciego Sługi Głębi, spowodowalo że uniknięcie obrażeń było częsciowe.. Po piórach na brzuchu ogromnego ptaka spływała krew, niewiele, ale wyglądało na to że ucierpiał. Natychmiast przekrzywił swój łeb w stronę Revela. Jego świat się rozpłynął. Cialo Ignusa padlo na ziemię. Po chwili tęczowa iskierka, jaka wciąż krązyła po jaskini spoczeła na jego ciele.

Cyklop - rzeźnik stał jak oniemiały nad dogorewającym towarzyszem. Ten zaś, wskazując na rozłożone na stole zbroje rzekł charktoliwie...
- Dokończ.. Krew.. do krwi... Wedle.. braterstwa...
- Skonał z tymi słowy. Zbroje zaś zdawały się rozjasnieć i nabrać blasku.. Ciągle jeszcze nie był ona całkowity, lecz kto wie..
Trzeci z olbrzymów szamotał się po jaskini, pełen gniewu. Zaczał tłuc na ślepo w stalaktyty.. - Oszuście!! Diable!! Diable z ciemnego lasu. Nie taka była umowa!!

Revel wstał. Głowa ciązyła mu nie miłosiernie. Pierwsze co zarejestrowały jego owadzie oczy, to fakt że lezy na trawie, dookoła śpiewają ptaki, nie opodal pasie się sarna, a wokól Rosną drzewa. Po bliższej percepcji, mógł ze zdumieniem stwierdzić, że kepy trawy, podobnie jak ptaki, nieustannie rodziły się, od początku skażone chorobami by w kilka sekund umrzeć. Liszaje bąbli na kwiatach, przypominające wrzody nieustannie pękały makabrycznie przypominając rany na ludzkim ciele. Kłeby duszącego gazu zamiast powietrza, sprawiały że jego oddech stał się ciężki i wyczerpujący. Na grobowoszarym niebie, owszem, słychać było śpiew ptaków, lecz dżwięk ten przypominał raczej ich zarzynanie, kiedy stadko latających nieumarłych dziobów i skrzydeł wystających z kłebów mięsa w różnych miejscach , przefrunęło obok pretendenta do Motyla Śmierci.. Sześcionoga, jak się okazalo sarna, miast białych łatek typowych dla źrebięcia tego gatunku była pokryta liszajami białek własnych oczu, natomiast głowa wcale oczodoów nie posiadała a jedynym wzorem ją okrywającym był płat odpadającej i ciągle odnawiającej się skóry u nasady czegoś co nazywałoby się w normalnych okolicznościach czołem..
- Podoba Ci się mój Eden ?- Zahuczał głuchy bas,pochodzenia jakby.. sowiego. Kiedy Revel odwrócił się, ujrzałmężczyznę ookrągłych, nienaturalnie dużych, szkarłatnych oczach, które zdawały się wniknąc do jego duszy.. - Abbadon odrzucił moją propozycję. dlatego zgnie. A Ty Motylu śmierci? - Skinął Ręką, a z chorego świata wyłoniła się wciąż morfująca od postaci larwy do postaci Imago, Zbroja Motyla Śmierci.. - Opowiedz się za absolutnym Końcem. Tu i teraz w imię wspólnego Dobra.. Większego Dobra.
Powrót do góry Go down
Revel

avatar

Dołączył/a : 10/06/2008
Liczba postów : 300


PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pią Sty 09, 2009 3:25 pm

Krew, ptasie pióra, smród. Krew, jednooko, blask, ciemność..
Gdy to wszystko minęło, Revel otworzył powoli ciężkie jak ogromne kamienie powieki. Coś miękkiego otuliło mu twarz..
- Trawa.. miękka.. ciepła.. - wyszeptał, i spojrzał na
roślinność w której się znalazł. Bąble, z jakimś czarnym płynem pękały
z liści drzew i zdzbęł trawy. Ciało pretendenta przeszły drgawki, sam
widok takiego świnstwa wywoływał ciarki na plecach, ale myśl ze on miał
przez chwile zamiar zostania tu i leżenia na " ciepłej, miękkiej "
trawce, przygnębił go.
Ignus wstał, gdy jego zmysł wzroku pojął ze nie jest on w Elysium, za
pleców usłyszał, głuchy basowy głos, który wydał mężczyzna stojący za
nim.
- Eden? - zapytał, spoglądając na to co spokojnie mógłby nazwać " Makabrycznym Parkiem Narodowym "
" Tak on ma racje, pięknie tu" - szepnął cicho Dragonet
'' Taaa, twój klimat mieczniku, lecz nie przyzwyczajaj się.. " -
pomyślał Revel, robiąc dwa kroki w stronę Okrągło Okiego. Wzrok Ignusa
spoczął na demonicznej sarnie, lecz po chwili ukierunkował się na
dziwnym człowieku.
- Frey odrzucił? - zapytał cicho, przypominając sobie ze wiszącego Daimona w grocie Cyklopów.
" Kiba! " - wrzasnął, w myślach tak gwałtownie, ze lekko zatoczył sie na słabych zmęczonych nogach..
Wtedy ogromne owadzie oczy ujrzały to..
" Zbroja Motyla Śmierci!" - wykrzyczał Sarapsos, tak zeby usłyszał to Ignus, nie ten pokręcony gość..
- Więc jeśli opowiem się za Końcem Świata, które jest dla wspólnego dobra, dostanę zbroje Motyla Śmierci ? - zapytał, lecz nie czekając na odpowiedz dodał - Gdybym to wybrał, wtedy napewno zasługiwał bym na ten przydomek.. Motyl po którego ruchach skrzydeł na świat spada tęczowa owadzia śmierć.. - Twarz, Ignusa wygięła się w dziwnym uśmiechu
- Nigdy.. a po za tym, Ja działam TYLKO w imię Pana Świata
Podziemnego, Lorda Hadesa, pierdolony skurczybyku.. nie dla jakiegoś
wspólnego czy większego dobra..
- rzekł, złym i agresywnym tonem
- Po za tym, nie interesują mnie twoje makabryczne wytwory, Zbroja,
która bedzie chociaż troche podobna do tej sarny ma być TĄ piękną i
mistyczną zbroją motyla? Kpisz.. Kpisz..
- ostanie słowo powtórzył
dwa razy, nie miał sił..
Jego ciało stawało się ciężkie, jakby trzy dusze próbowały go unieruchomić, lecz...
Powrót do góry Go down
Jubei

avatar

Dołączył/a : 10/02/2008
Liczba postów : 334

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pią Sty 09, 2009 3:50 pm

Po tym jak słowa wypłynęły z jego ust czekał na reakcję Cyklopów. Gdy zwrócili się w jego stronę na ich twarzach malowało się coś podobnego do ludzkiego uczucia jakim jest zdziwienie. Pierwszy przemówiło niego ślepy gigant. Wytłumaczył on Jubei’owi to do czego dążył od dłuższej chwili. Dowiedział się także , że długo na niego czekano. Gdy pierwszy z Cyklopów zamilkł odezwał się kolejny. Ten , który był najbardziej postawny i umięśniony. On do końca uświadomił Zjawie kim tak naprawdę jest. Był kimś w rodzaju Mesjasza , na którego wyczekiwano latami. Słowa Cyklopa wzbudziły w Jubei’u wzruszenie. Nie uronił jednak łzy. Podszedł bliżej Cyklopa i spojrzał swoim okiem prosto w jego.

-Jesteś wiernym i mądrym Cyklopem. Dzięki Ci za czyn który chcesz uczynić. – W tej chwili trzeci dotąd spokojny wielkolud rzucił się na umięśnionego. Zaatakował go narzędziem podobnym do sierpa , którym wcześniej rozszarpał dwójkę dzieci. Kilka kropel krwi padło na jego twarz. Ranny Olbrzym skierował się w stronę stołu kowalskiego , na którym leżały obydwie zbroje. Jego krew spłynęła po nich , a zbroje odzyskały część blasku. Był lekko wstrząśnięty rozwojem wydarzeń. Nie zwracał jednak zbytniej uwagi na trzeciego Cyklopa , którego poniosło i zaczął się rzucać po całej jaskini. Choć jedno go zaciekawiło. Jaka była umowa pomiędzy nimi. Zbliżył się do Cyklopa , który wyzionął ducha i zamknął jego oko. Widząc , że trzeci z Cyklopów stoi jak zamurowany rzekł:

-Spełnij wolę swojego towarzysza i przywróć te zbroję do danej świetności. Ja również oddam swoją krew. Powiedz mi jeszcze jaka była umowa pomiędzy wami.

Jubei złapał za nóż leżący na stole i przeciął dłoń , z której zaczęła płynąć krew. Później przeciął drugą. Uniósł dłonie nad zbroję , jego krew powoli spływała na kolejne jej części . Im dłużej to trwało tym Jubei miał mniej energii.

-Zrób to co do Ciebie należy Cyklopie. – Skierował się do tego , który miał dokończyć ceremonię. Aby zwiększyć przepływ krwi w żyłach Jednooki skupił się , a po chwili wokół niego pojawiła się aura kosmosu. Miał nadzieję , że to zwiększy ciśnienie krwi i większa ilość czerwonych krwinek spocznie na obu zbrojach.

Kątem oka Jubei obserwował sytuację , która działa się za nim. Chciał pomóc swoim towarzyszom lecz miał teraz inne sprawy na głowie. Musiał skończyć to co zaczął.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   Pią Sty 09, 2009 5:21 pm

Bezwładne ciało Ignusa Revela pokrywała dziwna maź. Substancja rozrastała się, pęczniała i w niewyobrażalnie szybki sposób okryła go całego niczym jakiś upiorny całun, czy kokon. Równocześnie wydawało się, jakby Tęczowa Iskra, jaka osiadła na Ignusie, była z nim jednością, z każdą kolejną chwilą. co więcej, tęczowa aura zaczęła się w błyskawicznym tempie rozrastać.. Nieprzytomny Ignus Revel, spoczywał teraz w jaskini pośród Cyklopów i innych niezrozumiałych zjawisk, zupełnie ich nieświadomy, całkowicie zatopiony w własnym świecie.

Z każdym słowem Ignusa, Twarz puchacza zdawała się skręcać z bólu.. Wykręcać.. Drgawki objęły całe ciało.. Wszystko jednak ustąpiło, kiedy Ignus zamikł. Andras dyszał ciężko, a w jego pełnych dotąd mądrości i pychy, przedwiecznych źrenicach malowały się.. niewiedza i lęk.. Trwało to jedynie chwilę. Zbroja Motyla rozpadła się, zamieniając się w kupę śmierdzącej bezkształtnej mazi z którego wymorfowało kolejne makabryczne drzewo, tym razem z zawieszonymi niby ludzkimi głowami zamiast jabłek..
- Cholera.. - Zamruczał cicho Andras, po czym zwrócił się do Owadziookiego.. - A pomyślałeś o tym, że wolą Twojego Pana jest przyłączenie się do mnie? Że On pragnie większego dobra? Bo to właśnie tak jest.. Harkl.. - Zakasłał lekko kończąc, jak gdyby z wysiłku łapiąc oddech.. W oczach znów zagościło niezrozumienie a "Eden" zdawał się na sekundę zatracić swoją wyrazistość.
- Jedno Mi Trzeba przyznać. Jestem lojalny. - Z ledwie słyszalnego szeptu przebijała Duma Owadziego Roju Sarapsosa.
- Dupa! On jest lojalny. Ty jesteś ścierwem. - Ignus wydobywający się jakby zza ściany usłyszał głos Arcykosmosu..
- Obaj jesteście siebie warci. - Zawarczał Miecznik.
Wszyscy trzej zdawali się rozmawiać ze sobą, bez świadomości tego że Ignus ich słyszy.. Jednocześnie spoglądając i słuchając Andrasa..
- Lepiej spróbujmy jeszcze raz. Musimy się wydostać.
- Pierdol się. Ja zostaje.
- On jest silny! Coraz silniejszy!
- Zamilknij. My jesteśmy Motylami Śmierci.
- Nie! Tylko Ja!! - Głosy zdawały się zlewać w jeden przekrzykujący się harkot.. :
- To ja jestem Motylem Śmierci!!..

Wpółzgniła, koścista dłoń zaciskała się nie pozwalając Puchaczowi uciec. Po chwili ręka poruszyła się ukazując ptakowi całokształt sytuacji w grocie. Motyl Śmierci spowity dziwnym kokonem. Jeden z cyklopów poświęcający się dla swojego Króla i jego zbroi. Drugi, wyraźnie kierujący się węchem zmierzający mozolnie w stronę Ogromnego Puchacza. I trzeci, rozmawiający z tym czarnowłosym szczylem..
Odpowiedział mu ten który był bliżej.. Spojrzał nienawistnym wzrokiem na Sowę.. - To On.. To On nas zwiódł. Upokorzył. On nas.. Cyklopów.. - Wsciekłośc zdawała się przejmować kontrolę nad Trzecim "całym" Cyklopem kiedy przywołała go do porzadku reakcja Kiby. Zaczął szybko tłumaczyć.
- Sowi Pan przyszedł z daleka, dawno dawno temu. Powiedział, że przyprowadzi Ciebie Panie. I innych. Że da Nam Narzędzia - Wskazał ręką na kużnię, naczynia i wszechobecną krew.. - Miał pomóc odzyskać świetność Cyklopów. Dać nam Króla. Tak jak mówi przepowiednia pierwszego pokolenia.. Ale oszukał. Zabił Mistrza Ceremonii.. Moimi rękoma. Widziałem.. Wiem co chce zrobić.. Obalić wszystko. Dać nicość. I nie będzie nic. Bogów, ludzi, niczego. Trzeba ożywić zbroje!!! - Ostatni krzyk zamienił się w ryk. - Po czym patrząc srogo swym jednym okiem na to co robi Jubei, jak oddaje swoją krew.. - Teraz Panie, Ty musisz uformować Gwiezdną Stal w Ogniu Prometejskim i ostudzić ją w wybranej krwi.. Tego ja zrobić nie mogę Panie mój. - Tu wskazał naczynie z krwią..

Wyglądało na to że wybór Jubeia stawał się coraz trudniejszy. Miał za zadanie rozgrzać zbryzgane szkarłatem Cyklopa i własną posoką Zbroje w ogniu, dokończyć jej formowanie i ostudzić ją w krwi..

Jego ramienia dotknęła sina koścista dłoń.. -Słaby głos był jednak rozpoznawalny.. - Moją weź do Piołuna.. Pomóż mu.. - Daimon runął na skałę. Ponownie stracił przytomność. Tym razem jego ciało, nie było już takie sztywne jak wcześniej. Oddychał, o ile można to nazwać oddechem, również nieco spokojniej..

Sowi Cień pomknął w górę, wydając z siebie przenikliwy pisk, by po chwili głośno zachuczeć. Z uszu Cyklopów buchnęła krew. Obaj się zatoczyli, by natychmiast ruszyć ku ptaszysku, którego ruchy nie były już tak sprawne i pewne jak na początku.
BullsEye!! - Zaryczały dwa Basy, po czym z oka każdego z cyklopów wystrzelił jasny promień energii kosmicznej, który uderzył w Sowę.. Atak trafił.. Zarówno w Andrasa jak i w Cyklopy.. Walka trwała. Zarówno Jubei jak i Revel nie mieli wiele czasu. Strop grozi zawaleniem, a gdzieś w pobliżu są jeszcze dzieci czekające na ratunek..


Ostatnio zmieniony przez GrafNaStyk dnia Sob Sty 10, 2009 11:42 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia w skałach otaczajacych wioskę
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smoki
» Smocza Jaskinia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: GRECJA-
Skocz do: