Saint Seiya PBF
Przyszli rycerze i wojownicy!

Bogowie udali się na spoczynek. Los krain jest w naszych rękach. Szykuje się długa wyprawa, w której udział biorą wszyscy aby odkryć tożsamość tajemniczego obiektu.

Dołącz do wyprawy i pokaż, że jesteś godzien przywdziania zbroi.



 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Treningi Sa'ael

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Treningi Sa'ael   Wto Gru 02, 2008 9:00 pm

TRENING I


Kryształki piachu zaszeleściły pod naciskiem czarnej, masywnej podeszwy. Dom, który od lat opłakiwał swego właściciela, w końcu doczekał się gościa.

- Że też nikt nie wpadł na pomysł, by cały ten burdel uprzątnąć... - skomentowałam głośno i zadarłszy głowę do góry spojrzałam na ciemne, pokryte jasnymi punktami niebo. Gliniana chata nie posiadała już dachu, a mury nosiły liczne znamiona burz piaskowych i drastycznych zmian temperatur. Mówiły też coś niecoś o okolicznościach końca swej użyteczności – na wewnętrznych ścianach osadziła się gruba warstwa sadzy i pyłu. To miejsce kiedyś płonęło. Przymknęłam oczy i rozchyliłam nozdrza, jak gdyby we wdychanym pyle chcąc wyczuć ponownie tamte chwile.
Kolejny szelest, tym razem obcego pochodzenia, zwrócił moje spojrzenie w kierunku niepozornie wyglądającego zarysu postaci. Ciemny kontur układał się w kształt przygarbionego starca, jednak całun cienia nie pozwolił mi dokładnie stwierdzić natury przybyłego osobnika.

- Altair? - mruknęłam mrużąc prawe oko, starając się wyłapać i jakikolwiek szczegół ubioru czy twarzy starca. Jedyne imię, jakie przyszło mi teraz wspomnieć, należało do właściciela tej chaty.
Postać drgnęła, lecz ruch ten ograniczył się jedynie do twierdzącego skinięcia głową.
Kryjąc nagle wzbudzony niepokój, zrobiłam pojedyńczy krok w tył. Widmo jednak pozostało dalej nieruchome...

- Leniwa bestyja, jak mogłam nawet śmieć pomyśleć, że wyprowadzisz się z tej zapyziałej rudery po swojej śmierci ! - wytknęłam zdobiąc pełne usta o ironiczny uśmiech. Zjawa wydała z siebie głuchy jęk, który zdawał się w jakiś paranormalny sposób oddziaływać na otoczenie. Cała ta prowokacja miała na celu dodanie sobie pewności siebie oraz zaaranżowania jakiegokolwiek działania. Rzecz jasna lepiej bowiem jest, gdy to potencjalny przeciwnik pierwsze ujawni swoje techniki, co za tym idzie czasami i słabości. A że ze zmarłymi nigdy nie wiadomo...

- No i czego jęczysz!? A rodzinę gdzieś zgubił!? O... zapomniałam. Przecież im nawet nie było dane posmakować mojej zemsty! To strop tej lepianki zmiażdżył im czaszki! - wysyczałam kąśliwie, cofiąc się o kolejne kilka kroków. Tego przytyku, zawsze kochający swoją żonę i dziatwę Altair, nie mógł zignorować. Jęk, a może już krzyk, wypełnił całe pomieszczenie, przyprawiając mnie o krótkotrwały, ale jakże ostry ból głowy. Gdy rozwarłam zaciśnięte powieki, moim oczom ukazał się słup ognia. I to nie jeden... całe pomieszczenie trawiły strzeliste płomienie. W kilka sekund zdałam sobie również sprawę, że nie mam już do czynienia z ruiną a chatą w całkiem niezłym stanie. Tylko sufit tak jakoś niepokojąco schodził ponad kominek... ale teraz już nie o tym.

Czując jak przeraźliwe ciepło „opieka” moje policzki, zamiast poczuć panikę, w mojej głowie narodziła się ślepa fascynacja. Ileż to razy starałam się zgłębiać strukturę, barwę i istotę ognia, by w przyszłości móc wykorzystać tę wiedzę do zapanowania nad nim. Tą trwającą zaledwie kilka sekund ekstazę zakłóciło potężne uderzenie w lewy bark. Zatoczywszy się w kierunku kominka dostrzegłam znajomą twarz. Całą owrzodziałą, poparzoną i z ubytkiem jednej gałki ocznej. Niegdyś bujna, czarna jak węgiel broda przerzedziła się do zaledwie kilku obleśnie dyndających zlepków włosa.

- No i na kim Ty się mścisz... to nie moje niedbalstwo doprowadziło do ich zguby. Zaprzeczysz? - parsknęłam w kierunku domownika, który dzierżąc w dłoniach podstarzałą, ale jednak wciąż boleśnie twardą, żelazną rurkę, szykował się do kolejnego zamachu. Brzdęk metalu na chwilę rozciął trzaski jakie wydawały pnące się ku górze płomienie. Mimo coraz gorszej widoczności, udało mi się zablokować cios szeregiem metalowych bransolet na nadgarstkach. I następny, i kolejny o, wiele bardziej chaotyczny. O patrzmy, patrzmy... nieumarły ale jednak się denerwuje...

- Zamiast lenić się z braćmi trzeba było naprawić ten strop! Mówili Ci, nakłaniali.. ale Ty... - chrupot łamanej kości był kolejnym dźwiękiem, jaki łamał dotychczasowe standardy. Uderzenie było zbyt silne, jednak nie na tyle spontaniczne, by trafić w coś innego jak nie wciąż obronnie nastawiony nadgarstek. Teraz moja kolej... zapomniawszy na chwilę o bólu, zdecydowałam się na zmianę swojego położenia. Celny wykop z prawej nogi rzucił przeciwnika na przeciwległą ścianę dając mi tym samym krótką chwilę na przeanalizowanie pola walki. Kątem oka dostrzegłszy trawioną przez płomienie, drewnianą belkę już obmyśliłam co począć dalej. Ucieleśnione widmo, mimo iż nie mogło sobie zdawać sprawy z moich myśli, postanowiło utrudnić mi wszelkie działania. Ba, ze skutkiem bynajmniej śmiertelnym. Seria zwinnych uników, jeden przeskok ponad prawie, że zwęglonym stołem i już znalazłam się w prawidłowym punkcie.

- A teraz giń po raz ostatni i wracaj tam, skąd Cię wyrwano! - krzyknęłam w kierunku nacierającego upiora. Idealnie, ale się „facet” rozpędził! I... wszystko potoczyło się według mojego planu. Spontaniczny przeskok ponad głową przeciwnika sprawił, że sam zainteresowany uderzył z impetem w nadszarpniętą czasem, złą architekturą i niedbalstwem właściciela belę. Skupiwszy wszystkie swoje siły, poczułam, że towarzystwo płomieni nie tylko potęguje moją pewność siebie, ale i wzmaga we mnie pewną energię. Cały ten potencjał przerodził sie w potężny cios z lewej stopy, w sam środek pleców napastnika. Skrzyp, trzask... kobiecy krzyk przy wtórach płaczu kilkuletnich dzieci.


Przysiadłszy niczym sęp na murze, oczekiwałam wschodu słońca. Ból nadgarstka całkowicie przytłumiła fala rozmyśleń nad tym, co zdarzyło się tej nocy. Zerknąwszy w jeden z rogów chaty, zauważyłam przysypane piachem szczątki drewna.

- Phi! - splunęłam w tamtym kierunku – Hades funduje mi coraz to lepszą rozrywkę...



( Uee.. nie wiem czy to dobre =_= ze za długie to sobie zdałam sprawę, po publikacji >_>)
Powrót do góry Go down
Nadira
Admin
Admin
avatar

Dołączył/a : 07/02/2008
Liczba postów : 713

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Treningi Sa'ael   Czw Gru 04, 2008 11:42 am

Ja mogę powiedzieć że dobre, jak na pierwszy raz.
Więc na razie uwag nie mam i mogę Ci przyznać 2 poziomy.
Powrót do góry Go down
 
Treningi Sa'ael
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Shura - Treningi
» Treningi i mecze Quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saint Seiya PBF :: Off-Topic :: ARCHIWUM FORUM :: III ERA :: KARTY POSTACI-
Skocz do: